To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Jessie - 2013-06-03, 21:40

Po pokonaniu muru, pochwaliła go słownie, prowadząc od razu na szereg złożony z doublebarre'a i stacjonaty. Prowadziła do niego linia na niecałe sześć foule, dlatego zawczasu nieco skróciła galop, by ostatnią foule nieco wyciągnąć, co jednocześnie pozwoliło Stradivariusowi na nabranie odpowiedniej prędkości jak i mocy do oddania ładnego skoku nad doublebarre'm. Po wylądowaniu lekka półparada, by skupić konia na następnym zadaniu, jedna foula i oddanie kolejnego skoku, gdzie również pomogła mu w ocenie miejsca odbicia. Przez cały czas dawała z siebie 101%, pozostawała skoncentrowana, racjonalnie myśląca i przede wszystkim dobrze nastawiona oraz rozluźniona, dzięki czemu nie utrudniała hanowerowi działania, jedynie go wspomagając. Przy lądowaniu obciążyła nieco lewe strzemię, sugerując lądowanie na tę właśnie stronę, a raczej nogę. Poprowadziła go na lewo po wyrazistym łuku, który wcale nie był obciążający, ogier nie powinien na nim stracić zbyt wiele prędkości. Spokojnie zdążyła go wyprostować przed kolejną przeszkodą, która była stacjonatą przypominająca swoim wyglądem falę. Dwie foule na wprost, na ostatniej lekkie dodanie, łydka w miejscu odbicia i podążenie za ruchem konia. Lądowanie ponownie na lewą stronę, skręciła go dość mocno i poprowadziła na stacjonatę po linii na niemalże sześć foule. Licząc w myślach odległość, zauważyła, że samą końcówkę będą musieli pojechać trochę mocniej, także foule przed nieco wyciągnęli, by oddać we wskazanym i wyliczonym przez Jess miejscu ładny skok. Dalej, wprowadziła go na delikatnie zakrzywioną linię, na ponad sześć foule. Zachowali poprzednie tempo, wycelowali na wprost tripplebarre'a, dwie ostatnie foule wyciągnięte by Stradivarius odważnie poszedł na ową przeszkodę i oddał wysoki i daleki skok. Tradycyjnie zgrała się z jego ruchem, bardzo dbała o każdy szczegół.
Kate - 2013-06-04, 20:07

ROZGRZEWKA
Przybyła na miejsce zawodów prowadząc gniadą Vivance. Podczas drogi kilka razy ją pogłaskała, czy poklepała, a w międzyczasie spokojnym głosem przemawiała do klaczy. Przynajmniej nie startuje jako pierwsza. W każdym razie obawiała się chyba bardzie swego błędu niż holsztynki. W końcu jednak, jeszcze podczas drogi na rozprężalnię uspokoiła się, wiedząc, że zdenerwowanie nie wyjdzie jej jak i dziewięciolatce na dobre. No cóż. Pierwsze zawody w Orchardzie. Kiedyś musi zacząć.
Po jakimś czasie dziewczyny dotarły na miejsce, czyli rozprężalnię. Kate jedno okrążenie pokonała prowadząc klacz z ziemi, a potem wróciła na środek, gdzie poklepała ją, spuściła strzemiona i dociągnęła popręg. Następnie podeszła do schodków i z nich sprawne, aczkolwiek miękko wsiadła i wyregulowała strzemiona już z siodła. Dopiero po tej czynności dała klaczy łydkę do stępa. W tymże chodzie pokonała po trzy okrążenia na obie strony na razie wymagając jedynie aktywnego tempa. Gdy ów okrążenia zostały pokonane, Kate zebrała wodze na nieco mocniejszy, acz elastyczny kontakt, który dotychczas był dość lekki. Po tej czynności w rozgrzewkę wplotła wszelkie wolty większe i mniejsze. Dodała także serpentyny i ósemki. Pilnowała, aby klacz nie wypadała zadem ani łopatką oraz wpisywała się w okrąg. Po jakimś czasie zmieniła kierunek i powtórzyła ćwiczenia. Sama także pracowała dostatecznie dobrze. Chciała odpowiednio rozgrzać skarogniadą przed samym przejazdem. W końcu na pierwszych zawodach Kate w Orchardzie trzeba dobrze wypaść. ;> Po jakimś czasie zaczęła także pracę nad ustawieniem zachęcając dziewięciolatkę do żucia wędzidła.
Po rozgrzewce w stępie dziewczyna wypchnęła klacz do kłusa i zaczęła miękko oraz rytmicznie anglezować na dobrą nogę. Po okrążeniu na obie strony także w pracę w kłusie wplotła wolty i ósemki. Później popracowała też nad przejściami kłus-stęp, kłus-stój i na odwrót. W końcu po rozgrzewce w kłusie przeszła na chwilę do niższego chodu przed galopem. poluzowała nieco wodze umożliwiając tym samym opuszczenie przez klacz łba. Po kilku minutach stopniowo zebrała wodze i wypchnęła Vivance z biodra do kłusa. Po okrążeniu w tym chodzie, w narożniku Kate usiadła w siodło i wypchnęła skarogniadą do galopu. Po okrążeniu na obie strony naprowadziła klacz na jedną z przeszkód ustawionych na rozprężalni. Był nią metrowy okser, przed którym dziewczyna pomogła Vivance w ocenie miejsca do odbicia. Gdy ta wzleciała w powietrze przeszła do półsiadu i oddała nieco wodzy holsztynce. Podobnie postąpiła przy kolejnych trzech przeszkodach, między innymi 95cm double barze. Po skokach koło w galopie, przejście do kłusa, a później stępa i w tymże chodzie chwila odpoczynku. Przy tym lekkie poluzowanie wodzy. Podczas odpoczynku Kate zerkała także na parcour.

PRZEJAZD
Po jakimś czasie Kate zauważyła, że zawodnik startujący przed nią kończy przejazd. Poklepała Vivance i zebrała wodze na elastyczny kontakt, a po chwili wypchnęła klacz do energicznego, acz nie za szybkiego kłusa. W takim chodzie, po okrążeniu wjechała na parcour nie przeszkadzając rzecz jasna zawodnikowi, który właśnie opuszczał parcour. Zatrzymała klacz przed sędziami i skłoniła się. Po otrzymaniu pozwolenia na start poprosiła klacz o zakłusowanie i wprowadziła ją na obszerną woltę, gdzie wypchnęła skarogniadą do galopu i ustabilizowała tempo. Następnie wyprowadziła Vivance z wolty i nakierowała na stacjonatę rozpoczynającą parcour. Nie pozwalała bez powodu przyspieszać ani zwalniać holsztynce oraz pilnowała prostego najazdu. Przed skokiem jeszcze raz upewniła się, że odpowiednio odmierzyła odległość. W odpowiednim miejscu dała Vivance mocniejszą łydkę, tym samym pomagając jej w ocenie miejsca odbicia. Gdy ta wzbiła się już w górę, Kate uniosła się do półsiadu, tym samym odciążając skarogniadą i oddała trochę wodzy. Ciałem podążała za ruchem konia nie szarpiąc go, ani nie wykonując innych niepożądanych działań, które mogłyby zakłócić rytm skoku. Po lądowaniu miękko usiadła w siodło i utrzymała bieżące tempo, które ewentualnie wyregulowała. Do okseru nr 2 parę dzielił dość spory odcinek drogi, który jednak z każdą foule się zmniejszał. W końcu przyszedł czas na skok nad metrową przeszkodą. Dziewczyna uniemożliwiła Vivance przyspieszenie lub zwolnienie i pilnowała prostego najazdu. Znów pomogła klaczy w ocenie miejsca do odskoku i uniosła się do półsiadu równomiernie obciążając strzemiona. Tradycyjnie oddała tyle wodzy, ile holsztynka potrzebowała, a po skoku usiadła w siodło. Tym razem jednak nie było zbyt wiele czasu na zastanowienia, bowiem przed dziewczynami dość ostry zakręt. Kate wykonała półparadę, a zaraz potem wprowadziła swego wierzchowca w ów zakręt podpierając Vivance łydką i uważając, coby nie straciła zbyt wiele na prędkości, co było możliwe. Po wyjściu z zakrętu możliwie szybko wyprostowała skarogniadą i pozwoliła jej lekko przyspieszyć, aby nadrobić czas, ale też przygotować się do skoku nad murem. Znów zaznaczyła mocniejszą łydką miejsce odbicia i uniosła się do półsiadu, podczas skoku oddając nieco wodze, po lądowaniu lotna zmiana nogi. Po pokonaniu większego odcinka trasy dzielącego mur od szeregu dziewczyna poprosiła klacz o mocniejsze zaangażowanie zadu przed skokiem nad kolejną przeszkodą. Ten skok miał być nie dość, że szeroki, to jeszcze w miarę wysoki. Miejsce odbicia wskazała za pomocą mocniejszej łydki i po raz kolejny uniosła się do półsiadu oddając podczas skoku trochę wodzy, aby klacz swobodnie mogła wyciągnąć się i oddać czysty skok. Zaraz po lądowaniu Kate nieco skróciła krok Vivance, aby bezproblemowo zmieścić się miedzy drugą przeszkoda wchodzącą w skład szeregu. Parę od niej dzielił zaledwie foule, więc zaraz trzeba było wzbić się w powietrze. Kate po raz kolejny zaznaczyła miejsce odbicia mocniejszą łydka i uniosła się do półsiadu oddając wodze podczas skoku. Po lądowaniu wprowadziła skarogniadą na wyrazisty, aczkolwiek nie sprawiający problemów w pokonaniu zakręt. Dziewczyna bez pędzenia zdążyła wyprostować klacz przed przeszkodą nr 5, którą była stacjonata-fala. W tradycyjny już sposób pomogła Vivance w ocenie miejsca odbicia, następnie unosząc się do półsiadu i oddając nieco wodzy, aby później miękko usiąść w siodło zaraz przed lądowaniem.

Stradivarius - 2013-06-05, 08:28

odpowiadam Jessie.

Idąc za poleceniem Jessie skrócił nieco galop i dopiero na ostatnią foule przed przeszkodami trochę go wyciągnął. Odbił się od ziemi wkładając w to sporo siły. Od razu zgiął i podciągnął kończyny, zaokrąglił grzbiet i obniżył szyję. Po wylądowaniu skupił się na drugim i ostatnim członie szeregu czyli metrowej stacjonacie. Jedna foula i kolejne wybicie, którego miejsce wybrał z pomocą Jessie. Tutaj również pięknie się złożył, pysk wyciągnął. Mocniej obciążone lewe strzemię skłoniło go do lądowania na lewą właśnie nogę. Następnie po wyraźnym łuku skierowali się na lewo. Utrzymywał prędkość, nie tracił równowagi. Zdążył się wyprostować przed przeszkodą, ostatnią foule poszedł mocniej i w końcu odbił się od ziemi. Przeszkoda przypominała falę co zainteresowało Strada. Złożył przednie nogi, wyciągnął szyję. Ponownie wylądował na lewą nogę, zaraz po tym skręcił i szedł dalej na stacjonatę oznaczoną numerem 6. Ostatnią foule pojechał mocniej, we wskazanym miejscu wybił się z zadu i od razu złożył. Ogonem strzelił o swój zad. Następnie, po wylądowaniu po nieco krzywej linii ruszył na tripplebarre'a. Na dwóch ostatnich foulach wyciągnięty, pewny krok. Przeszkoda wymagała dalekiego i wysokiego skoku toteż odbicie było przede wszystkim mocne. Maksymalnie podciągnął przednie nogi pod brzuch, zaokrąglił szyję i wysunął ją. Po zetknięciu z ziemią zarżał zadowolony. Miał jeszcze sporo energii do wykorzystania i kilka przeszkód do przeskoczenia. Ostatnie zawody skończył na drugim miejscu, a były zdecydowanie trudniejsze więc raczej nie powinno być problemów z przejściem eliminacji, nie? Do tej pory prezentowana stawka poradziła sobie super i on też do tej pory niczego nie schrzanił. W każdym razie był optymistycznie nastawiony i gdyby musiał to skoczyłby z dziewczyną nawet przez słonia. :lol2: Całe serducho włożone właśnie w te eliminacje <3

Vivance Roscoe - 2013-06-05, 13:24

ROZGRZEWKA
Przybyła wraz z dziewczyną na miejsce zawodów. Czując wszelkie rodzaju pochwał, dopingów ze strony Kate, klacz w tym czasie strzegła uszami i stawała się spokojniejsza. Dawno nie była w tak tłocznym miejscu, po za zawodami WKKW w bodajże Rolexie, co oznaczała, że to naprawdę były stare dzieje. Jednak pod siodłem się wyciszy, jak zawsze. Wchodząc na rozpreżalnie, Vivance uważnie baczyła na inne konie z zainteresowania można by rzec. Czując ich podniecenie, jak i zaoferowanie owym miejscem. Jedno okrążenie pokonała idąc obok dziewczyny. Nie wyprzedzała jej. Jej spokojne usposobienie pozwoliło się całkiem rozluźnić, poprzez skupienie się na sylwetce dziewczyny. Otarła się w wolnej chwili o nią swoim pyszczkiem. Potem zatrzymała się na środku, gdzie pozwoliła wsiąść na jej szanowny grzbiet. Potem ruszyła stępem przed siebie. Spokojnie przekraczała ślady swoich przednich nóg, zadnimi. Co oznaczało aktywne tempo wykonywane przez klacz. Ona raczej jest ognista pod tym względem. W tak chodzie wykonała trzy okrążenia w obie strony, jakby nigdy nigdy nic <3 Po tym zaczęła wykonywać wszelakie wolty, które różniły się średnicami. Na każdej z nich musiała inaczej angażować swoje stawy. Mniej lub bardziej. W międzyczasie pojawił się także serpentyny, jak i ósmeki, które wykonała na początku z małym ociąganiem się, bo próbowała iść zbyt szybko, jednak potem dostosowała tempo do wykonywanych figur. Potem zmieniła kierunek, i ćwiczenia jakby jakby nigdy nic się nic. Tak, znowu, znowu <3 Potem czując pewne pomoce, które miały dążyć do jej poprawnego ustawienia - Vivance lekko weszła na kontakt z ręką dziewczyny, lekko wycignając swoją zgrabną szyję. Odciążyła trochę łopatki, przenosząc ciężar ciała na zad i jego włączając jako ten, który powinien bardziej pracować. Czując pomoce do żucia, klacz zaczęła powoli schodzić pyskiem w dół, przeżuwając oczywiście. Następnie ruszyła kłusem, po wyraźnym sygnale, gdzie po chwili zaczęła znowu wykonywać wszelakie wolty, czy ósemki. Potem zaczęła na jej prośbę zaczęła wykonywać przejścia kłus-stęp, kłus-stój i na odwrót. A potem do galopu przeszła, by po jednym okrążeniu już iść na pierwszą z przeszkód pozostawionych na rozprężalni. Klacz odbiła się tak, gdzie trzeba, mocno akcentując skok, by potem złożyć się odpowiednio i wylądować. Wszystko odbyło się bez ogródek. W podobnym stylu skoczyła kolejne przeszkody, które postawiła jej dziewczyna. Kiedy je pokonała przeszła do kłusa, a później stępa i w tymże chodzie miała chwilę odpoczynku. Przy tym wyciągnęła lekko pysk do przodu, mając luz.

PRZEJAZD
Kiedy poczuła wyraźny sygnał przeszła do kłusa, uprzednio zaokrąglając się troszeczkę. Jej kłus, o dziwo był całkiem spokojny i wolny. Vivance w tym czasie badała miejsce, w którym się znajdowała. Objechała w takim chodzie parkur, a potem, kiedy nadszedł czas zatrzymała się przy budce sędziowskiej, a po sygnale wjechała na obszerną woltę, gdzie ruszyła swobodnie kłusem, a potem została wypchnięta do galopu. Kiedy jej tempo stało się odpowiednie, według wymogów dziewczyny, powoli została naprowadzana na pierwszą przeszkodę parkuru. Dojechała do niej spokojnie, bodajże trzy foule przed mimo wszystko dodała, by mieć z czego się wybić. Kiedy już odbiła się, nad przeszkodą dobrze zapracowała szyją, jak i grzbietem. Nogi podciągnęła jak trzeba, aby tylko nie dotknąć drągów. Nie raz wpadała nogami w drągi, ale.. to zdecydowanie za bardzo bolało. Więc klacz poprzez ból, nauczyła się, aby uważać. Oczywiście czasem sobie musi przypomnieć, ale zrobiła to już bodajże na treningu dwa wstecz. Potem wylądowała miękko na swoich pęcinkach. Okser, który już widniał na jej drodze, powoli się zbliżał. Do momentu, aż odbiła się w optymalnym miejscu, wraz ze wskazówką dziewczyny z siodła. Podciągnęła nad przeszkodą kulasy pod siebie. Przednie pod mostek, a zadnie na tyle, aby nie haczyły. (proszę spojrzeć na podpis, a raczej jego zdjęcie) Dodatkowo opowiednio rozciągnęła się nad przeszkodą, wykonując podręcznikowy baskil nad nią. Potem wylądowała, używając do tego swoich pęcin. Długo nie musiała czekać na wszelkie sygnały, ponieważ musiała wykonać całkiem ostry zakręt, w który weszła w odpowiednim wygięciu. To z pewnością pomaga, by nie stracić przy tym swojej prędkości. Następnie sprawnie wyprostowała swoje cielsko, dodając trochę do przodu. Widząc mur, dokładnie go sobie obadała. Doliczyła się miejsca, w którym powinna się odbić i to zrobiła, wraz z łydką amazonki. Jako, że zaangażowała mocniej zad, wówczas sprężystość jej zadu, jak i tylnych kończyn, posłała ją wysoko. Więc jej ciało poszybowało w górę. Podciągnęła mocno przody pod swój zgrabny mostek, a zadnie podgięła. Potem, kiedy już przeleciała nad owym murkiem, grawitacja robiła swoje. Przyciągnęła ją do ziemi, więc wkroczyła w kolejną fazę, gdzie zaczęła powoli odginać kończyny, aby mieć na czym wylądować, tak się stało. Po wylądowaniu skróciła swój wykrok, by zmieścić się pomiędzy drugą przeszkodą szeregu. Czując przed samą przeszkodą, mocniejsze zaakcentowanie łydki, klacz momentalnie poderwała się do skoku. Wykonała przy tym zamaszysty ruch głowa, który miał jej pomóc. Nad przeszkodą przeleciała z dobrym baskilem, a potem wylądowała miękko. Po skoku została wprowadzona na wyrazisty, acz bezproblemowy zakręt. Widząc już kolejną przeszkodę, klacz szła równym, spokojnym tempem do niego. Kryła przy tym też dobrze połać terenu, więc tym samym nie musiała zbytnio.. pędzić. Najechała prostopadle, na sam środek owej przeszkody. Nie miała możliwości spłynięcia, z racji trzymania jej na pomocach. Dziewczyna nie dawała jej takiej możliwości, ale sama Vivance lubiła skakać. Więc cokolwiek jej postawisz - ona skoczy. Tak się stało z przeszkodą numer pięć, gdzie wybiła się zgrabnie w optymalnym miejscu i przeleciała nad przeszkodą całkiem ekonomicznie, jakby nigdy nic. Jej uszy stały na sztorc, a po skoku jej ogon strzelił na bok.

Jessie - 2013-06-05, 21:45

Wyprowadziła go z mocnego zakrętu po tripplebarze, by poprowadzić go spokojnym galopem za dziesiątą przeszkodą na następną linię. Lotna zmiana nogi, by ułatwić ogierowi dalsze "manewry" na parkurze i podnieść ocenę za styl. Sześć okrągłych, równych foule i spokojne, choć zdecydowane wejście w szereg składający się z dwóch członów - stacjonaty i doublebarre'a. Tradycyjnie był to prostopadły najazd, w sam środek przeszkody. Pomogła Stradivariusowi w ocenie miejsca wybicia, gdy już poderwał się do lotu, podążyła za jego ruchem przechodząc w stabilny półsiad i elastycznie podążając ręką za pyskiem konia, innymi słowy pozwalając mu swobodnie wyciągnąć szyję. Po wylądowaniu półparada, co by skupić karego na następnej przeszkodzie, przytrzymała go w tym samym tempie i dopiero ostatnią z dwóch foule pojechała mocniej, dając mu energię do pokonania doublebarre'a. Łydka, półsiad, oddanie wodzy. Lądowanie na prawą nogę, miękki powrót w siodło. Poprowadziła go po wyrazistym, choć łatwym do wyjechania łuku, wyprostowała go na spokojnie przed przedostatnią przeszkodą, czyli ponad metrową stacjonatą. Nie pospieszała konia, stawiając na dokładność, kiepsko byłoby spieprzyć końcówkę parkuru, prawda? Utrzymując go w równym tempie, naprowadziła na środek stacjonaty, w wymierzonym przez siebie punkcie prosząc konia o oddanie skoku. Podążyła za jego ruchem, wzrok już mając utkwiony w przeszkodzie kończącej parkur. W linii prostej na sześć foule, pierw po wylądowaniu nieco skróciła galop, by pozwolić Stradivariusowi na wyciągnięcie dwóch ostatnich fouli, by swobodnie mógł pokonać oksera. Ponownie wskazała mu punkt wybicia, podążyła za jego ruchem, przechodząc w półsiad i oddając mu tyle wodzy, ile potrzebował. Po dalekim, mocnym lądowaniu, pozostała w półsiadzie. Poklepała konia po szyi, przez pół okrążenia utrzymywała karusa w galopie, po czym przeszła do kłusa. Ukłoniła się przed gronem sędziowskim i wyprowadziła hanowera na rozprężalnię, gdzie rozkłusowała i rozstępowała przez dobre 20 minut, chwaląc przy tym i pozwalając na lekkie przeschnięcie i uspokojenie oddechu. Potem zsiadła, poluźniła popręg i wyprowadziła do stajni. /zt
Stradivarius - 2013-06-05, 22:03

Jesteś moim guru, Jess. Myślałam, że jeszcze z dwa posty na osobę. :lol2:

Po tripplebarze był dość mocny zakręt, z którego wyszedł z pomocą Jess bez utraty równowagi. Następnie udana i chętnie wykonana lotna zmiana nogi, która miała ułatwić dalszy przejazd. Spokojnym, aktywnym krokiem kierował się na szereg złożony ze stacjonaty i doublebarre'a. Najechał na sam środek pierwszej przeszkody i wybił się po otrzymaniu sygnału od Jess. Wyciągnął swobodnie szyję, zgiął i podciągnął pod brzuch przednie kończyny. Po lądowaniu we wcześniejszym tempie skierował się na następny człon szeregu i dopiero ostatnią foule poszedł mocniej. Włożył sporo siły w odbicie, zaraz pięknie się złożył i po lądowaniu na prawą nogę wszedł na wyraźny łuk prowadzący do przedostatniej przeszkody. Szedł zdecydowanie do przodu, pewnie, a przede wszystkim odważnie. Uszy cały czas postawione były na sztorc, szyja ładnie wygięta. Swobodnie wyprostował się przed przeszkodą numer 9 mierzącą niewiele ponad metr, a dokładniej 105 centymetrów. Tutaj również najazd był na sam środek stacjonaty, potem odbicie wraz z sygnałem od dziewczyny. Mocno podciągnął kończyny i wysunął pysk. Ostatnią przeszkodę miał zamiar pokonać jak najefektowniej. Tak na zakończenie. Skrócił tempo o co prosiła go Jessie i dopiero dwa ostatnio foule były mocniejsze. W wybicie włożył dużo siły, zaraz po tym wyciągnął pysk, przednie kończyny zgiął i maksymalnie podciągnął pod brzuch. Oddane wodze wykorzystał w pełni. Strzelił jeszcze z ogona, taki gratisik. :lol2: Po dalekim lądowaniu jeszcze przez pół okrążenia galopował nieco spokojniejszym tempem po czym płynnie przeszedł do kłusa. Po wejściu na rozprężalnię rozkłusował się, a następnie rozstępował, uspokoił i dopiero wtedy wyszli do stajni. Poszło mu bardzo dobrze raczej. Całą swoją siłę, energię i serducho wrzucił w ten właśnie parkur, a co wyjdzie z tej mieszanki... zobaczy się :)

/zt

Christian Levrull - 2013-06-06, 00:52

Przed pojawieniem się na terenie zawodów, dokładniej w stajni Chris porządnie wyczyścił Rutka, zaplatając koreczki, piskając ogon i inne takie mało istotne, wizualne sprawy. Na grzbiet zarzucił czaprak atramentowy z kremową lamówką, podkładkę w futra naturalnego, siodło skokowe podpięte popręgiem z fartuchem. Ochraniacze skorupki na cztery nogi, ogłowie z nachrapnikiem meksykańskim i wędzidło podwójnie łamane, cienkie, miedziane. Dodatkowo napierśnik z wytokiem. Sam zresztą też się ubrał jak na zawodnika przystało, Francja-elegancja. Przed stajnią wsiadł w siodło, by na luźnej wodzy skierować się w stronę gwaru i tłumu nieogarniętych ludzi, bywa.

ROZGRZEWKA
Po dotarciu na plac obok parkuru nadal kręcił się z gniadym stępem, by ten wychilował, zresztą sam chłopak też musiał się rozluźnić, a czasu trochę mieli. W między czasie gadał do niego jak chory psychicznie, by skupić się teraz na nim, a nie na całym tym cyrku wokół. Słysząc, że wjechała para, która ma gdzieś 9/10 przejazdów przed nim skierował się na plac do rozprężenia. Starał się wymijać inne konie, trzymając Ruta na luźniejszych wodzach, ale na lekkim kontakcie, by w razie czego móc w miarę szybko zareagować. Po paru minutach nabrał go na kontakt, dojeżdżając łydką do ręki i tym samym zapraszając gniadego do współpracy. Zakłusował, podaruję sobie cały opis rozgrzewki, w skrócie sporo wolt, przejść, potem galop i wszystkiego tylko trochę, by jedynie rozgrzać jego mięśnie. Następnie zawołał do jakiejś znajomej mu twarzy o ustawienie przeszkód, póki trochę mniej koni znajdowało się na piasku po czym sygnał do galopu. Najechał wpierw na stacjonatę 80 cm, regulując tempo, ustawiając go na pomoce, skupiając się na swobodnym przodzie oraz głównej motoryce, którym miał być zad. Dojazd do przeszkody, łydka do skoku półsiad, po lądowaniu koło w galopie i skok tym razem przez okser 1mx1m, tu trochę dodał, by miał z czego to skoczyć, nad przeszkodą półsiad wygodny dla Ruta, ręka idąca za jego pyskiem, powrót w siodło po skoku nabranie go bardziej na siebie. Ostatnią skakaną tu przeszkodą miała być stacjonata 1,1m, do której podjechał w tempie, trzymając go zamkniętego w łydkach, trochę spóźnił się z półsiadem, ale by nie przeszkodzić mu oddał maksymalnie wodze, mając jedynie nadzieję, że to nie wytrąci go z równowagi po czym lądowanie, pochwała, przejście do kłusa, potem stępa i w ustawieniu oczekiwanie na wezwanie do przejazdu.

PRZEJAZD
Słysząc swoje imię skierował ogiera na plac kłusem, tak by nie wyrywał, spokojnym i miarowym tempem. Następnie między przeszkodami przeszedł do stępa, obserwując jadącego właśnie zawodnika, krążąc między przeszkodami. Widząc, że para przed nimi najeżdża na ostatnią, dziesiątą przeszkodę, zamknął Ruta w łydce, by następnie dać sygnał do zakłusowania. Parę półparad w aktywniejszym tempie, by teraz we dwójkę mogli się skupić tylko i wyłącznie na sobie, a nie na tych wszystkich ludziach na widowni oraz całej hałastry. Miała to być ich chwila, mieli się liczyć tylko oni, taka myśl była jego, a na gniadego liczył, wiedząc, ze to on małym, drobnym szczegółem może schrzanić sprawę. Słysząc dzwonek, zatrzymał ogiera, skłonił się lekko w stronę komisji, następnie dając sygnał do galopu.
Już od samego początku wymagał od niego równego, aktywnego tempa, idącego mocno zadu. Nie dawał mu pomocy do ustawienia łba, mógł go samo nieść, byleby był ustawiony na wodzach i w kontakcie. Wzrokiem już szukał pierwszej przeszkody, płynnie pracując dosiadem i starając się nie zakłócać jego czystego ruchu. Wyjechał szeroki łuk by naprostować ogiera w stronę jedynki, którą była jaskrawa stacjonata 95 cm, ale trzymając go równo nie spodziewał się wyłamań, wręcz zachęcał go idącą za nim ręką do skoku. Przed samą przeszkodą precyzyjna łydka, zaczekał aż ten zacznie zbierać się do skoku i dopiero wtedy półsiad z mocniejszym oparciem na strzemieniu. Ręka szła płynnie za jego pyskiem w przód, a po skoku od razu wycofanie, ponowne zamknięcie i pilnowanie by ogier nie utracił tempa.
Po lekkim łuku czekała na nich dwójka, okser 1m, nie za szeroki, ale za to wiedział, że po nim jest dość trudny zakręt, więc nie może być żadnych problemów na tej przeszkodzie. Dał mu możliwość dodania, ale nie za wiele, by nie wyrwał się przed samą przeszkodą, dojazd do niej w miarę wygodnie dla gniadego, sygnał do skoku, półsiad chłopaka i znów ręka idąca za ruchem. Po skoku półparada, by go uwrażliwić i zaczął się przygotować do ostrzejszego skrętu na trójkę. Przygotował się również na ewentualne bryki, ale w żaden sposób go za nie nie karał uznając to za oznakę wesołości, jedynie starał się o przyjęcie tego lekkim pochylaniem tułowia.

Ruitershoeve - 2013-06-06, 13:38

Przy wszelkich zabiegach pielęgnacyjnych, ogier stał spokojnie. Trochę się niecierpliwił, co prawda, przy zaplataniu jego grzywy, jednak musiał to jakoś zdzierżyć, mimo wszystko. Czuł, że jego ogon jest taki lekki i puszysty, że aż miło mu się nim bujało na boki. Włosie delikatnie go smyrało po stawach skokowych. A potem został osiodłany w swój odświętny sprzęt, jakby nigdy nic. Odwrócił na chwilę łeb w stronę mężczyzny, by potem zatrzymać się przed stajnią i pozwolić mężczyźnie wsiąść na jego grzbiet. Na luźnych wodzach ruszyli w stronę gwaru i tłumu nieogarniętych ludzi, jak to ujął Christian.

ROZGRZEWKA
Kiedy dotarli na plac, ogier w tym czasie kręcił się stępując. Przyglądał się temu całemu zamieszaniu, zastanawiając się czemu tu tak.. tłoczno. Zastrzygł w międzyczasie uszami, ale jednak potem trzymał je sztywno na sztorc. Chrapami raz po raz poparskiwał. Kiedy Christian zaczął do niego mówić, Ruiter jedno ucho skierował w jego kierunku. Wsłuchiwał się w tej jego głos, który był dla niego nad wyraz.. relaksujący. Lubił jego towarzystwo, więc tym samym jego głos. Skierowali się ku placowi, wymijając poszczególne konie. Czuł lekki kontakt na wodzach, który trochę go uspakajał. Wiedział, że nie jest sam. Wszedł na mocniejszy kontakt z ręką mężczyzny. Czując kolejne pomoce, wszedł mocniej zadem pod kłodę i wygiął szyję w pokaźny łuk. Potem przegryzał sobie, jakby nigdy nic, wędzidło. Słuchać było owe szczękanie zębów o metal. W końcu ruszyli elastycznie kłusem do przodu, gdzie wykonywali sporo wolt, gdzie ogier szedł jak trzeba. Na kółkach pracował mocniej stawami, będąc w odpowiednim wygięciu, względem koła. Przy samych przejściach, przechodził gładko. Reakcja jego na pomoce były szybkie, więc same przejścia przychodziły gładko. Następnie przeszedł do galopu, wyskakując lekko do góry, co by bujnąć to cielsko do przodu ;> Jak już przegalopowali trochę, aby tylko rozgrzać lekko jego mięśnie zatrzymali się, a raczej przeszli do stępa na czas ustawienia przeszkód. Kiedy już było wszystko gotowe, wystartował ze stępa do galopu, bez utraty harmonii w ruchu, jak i równowagi. W pewnym momencie wyrosła przed nim stacjonata, na która się kierowali. Zbadał ją sobie dokładnie wzrokiem i miał czas, aby wyliczyć sobie ten odpowiedni wyskok. Skorzystał z własnych obliczeń, jak i mężczyzny łydki. Odbił się w odpowiednim miejscu, składając się odpowiednio nad przeszkodą w skoku, a potem wylądował amortyzując na pęcinach. Następnie najechał na okser, na którego łypał wzrokiem. Nie lubił okserów, dlatego były dla niego wyzwaniem. Mocniej się przed tą przeszkodą wybił, robiąc sobie odpowiednią odległość nad przeszkodą, aby się nad nią lekko rozciągnąć. Ukazał poprawny baskil. Potem, jak już znalazł się na ziemi, po dobrym lądowaniu, najechał prostopadle na stacjonatę. Raz, dwa, trzy.. Odbił się w optymalnym miejscu. Wykonał ruch głową odrywając się od ziemi, nad przeszkodą podgiął odpowiednio nogi pod siebie, i sprawnie przeleciał nad przeszkodą i wylądował. Mimo, że mężczyzna spóźnił się z półsiadem, to mając maksymalną długość wodzy - poradził sobie. Mogąc przy tym wyciągnąć szyję do przodu. Po wylądowaniu przejście do kłusa, potem stępa i w ustawieniu oczekiwał na wezwanie do przejazdu.

PRZEJAZD
Zastrzygł uchem, kiedy z głośników usłyszał swoje imię. Imię to dochodziło z różnych stron. Zatrzepotał rzęskami, a potem ruszył na plac kłusem. Tempo było aktywne, miarowe. Podczas okrążania przeszkód, uważnie się im przyglądał. Przeszedł w międzyczasie do stepa. Kątem oka spojrzał na parę, która kończyła swój przejazd. W pewnym momencie, poczuł odpowiednią łydkę i ruszył kłusem. Przejście było elastyczne, bez zbędnego wyrywania się do przodu. Będąc dalej w ustawieniu, nie miał problemu z utratą równowagi. Czując półparady, ogier skupił się na nich. Zapomniał o tym co się dzieje wokół. Słyszał ciszę. Jedynie ową ciszę przerwał dzwonek, a potem zagalopował sprawnie. Na początku jego tempo było szybsze, aniżeli normalnie, lecz w odległością pokonywaną, tempo się wyrównywało do standardowego parkurowego. Jako, że był on wysokim, rosłym ogierem to krył dobrze teren. Czując równy kontakt na wodzach, to mimo wszystko trzymał łeb w lekkim zgięciu szyi. Wjechali w szeroki łuk, gdzie już zaczynał prostować ciało. Dojeżdżając do przeszkody był prosty, najechał na sam środek i przed samą przeszkodą przerzucił cieżar ciała na zad, i wykonał zamaszysty ruch głową. Nad przeszkodą wyciągnął swój nochal do przodu, przednie nogi podciągnął pod mostek, a zadnie lekko podgiął. Jak grawitacja ściągnęła go na ziemię, jego tempo było wciąż takie same, jak sprzed przeszkody. Aktywne i równomierne. Z taką prędkością właśnie się zbliżali do następnej przeszkody, która była okserem. Ocenił ją sobie, kiedy do niej dojeżdżał, więc dwie foule przed przeszkodą dodał trochę, i mocniej się odbił od ziemi. Zapewnił sobie tym wyższą parabolę lotu, co umożliwiło mu się wygodne rozciągnięcie nad przeszkodą i bezpieczny lot, w celu nie strącenia drąga. Wylądował na swoich miękkich pęcinach. Po skoku poczuł wyraźniejszą półparadę, w tym czasie odchylił lekko ucho w jego kierunku.

Christian Levrull - 2013-06-06, 13:43

Skrócił go lekko, gdyż dość trudny najazd tego wymagał. Nadal w łydkach pilnował by nie utracił tempa, po czym wyprostował go przed murem 1m, zamknął w pomocach, by nie spłoszył się wyglądem tej przeszkody, a pewnie pchał go w stronę trójki, jeśli napalił się za bardzo sprowadził go na ziemię półporadą i chwilowym wycofaniem ciała, by i sam się wycofał i skrócił. Po dojechaniu do wyliczonego do odskoku miejsca sygnał łydką, a przy odbiciu skupiając się na takich szczegółach jak dosiad, pomału zaczął iść za jego ruchem. Po skoku trochę dodał mu tempa, by zmieścić się w 7 szerszych foulach, by nadgonić czasowo, przed szeregiem trochę go skrócił wracając do odpowiedniego tempa, nie tak mocno w dystansie podjechał do doubla, zwykle chętnie przez konie skakanego o wys. 95 cm. Pilnując łydką by nie było zawahań podjechał do miejsca od skoku, następnie sygnał do pokonania przeszkody, lecz przy lądowaniu od razu popatrzył na czwórkę b, by nie wyrwał w dojeździe, gdyż miejsce było na foule, przed drugim członem delikatna półparada, potem ustąpił znów dając sygnał do wybicia się przed przeszkodą.
Po skoku dodał mu, jako że mieli trochę dystansu do przejechanie w mocniejszym tempie, Chris skrócił trochę zakręt, by czasowo też dość dobrze to wyglądało. Następnie naprostował go na stojącą przed nimi falę, przeszkodzie, przy której konie zwykle lubią spłynąć, cóż się im dziwić. Dlatego bardziej zamknął go w pomocach, nadal egzekwując dobre tempo. Wyrównał kontakt, przy nie wykorzystał żadnego wykrzywienia ciała spowodowanego chwilową nieuwagą chłopaka, dojechał pewnie do piątki, w końcu 95 cm samo się nie skoczy, a kiedy poczuł, że to moment wybicia dodał łydkę zachęcając płynnym dosiadem do swobodnego skoku. Po skoku wziął go na siebie robiąc trochę ostrzejszy zakręt na łuk, po czym dodał w dystansie do następnej przeszkody.

Ruitershoeve - 2013-06-06, 13:44

Podszedł mocniej, skracając się znacznie nie utraciwszy oczywiście swojego tempa. Przed samym murem, już był wyprostowany, chociaż nie było to takie łatwe. Jednak treningi ujeżdżeniowie jakie przebył wcześniej.. Zmiękczyły go, co w tej chwili z pewnością dawało o sobie znać. Odbił się oczywiście w optymalnym miejscu do dobrego skoku. Strzelił w międzyczasie ogonem, kiedy już jego wszystkie nogi oderwały się od ziemi. Potem złożył się całkiem dobrze technicznie, by następnie wylądować na ziemi. Nie trącił fasady owej przeszkody, co dobrze o nim świadczyło. Nie bał się tak zabudowanej przeszkody, chociaż powinien. Przynajmniej większość koni byłaby. Jednak ogier wierzył facetowi, który siedział na jego grzbiecie mimo wszystko. Kiedy już był na ziemi, dodał nieco do przodu, idąc nieco żwawiej, bądź bardziej dynamicznie. Co pozwoliło mu dokłane zmieszczenie się w tych siedmiu foulach. Pewnie bez pomocy tego pana u góry, by się nie udało. Znał już najwidoczniej całkiem dobrze motorykę jego ruchu. Dojechał odpowiednio do double, by w odpowiednim miejscu przenieść ciężar na zadnie nogi i z nich wybić się od ziemi. Następnie wyciągnąć stylowo pysk w przodu, pochować podwozie pod siebie. Nad samą przeszkodą uwypuklił swój grzbiet, a poprzez wyciągnięcie szyi, obniżył lekko. Potem grawitacja zrobiła swoje i wylądował zgrabnie na ziemi. By potem kilka foule znowu wybić się od ziemi i przelecieć całkiem ekonomicznie nad drugą częścią członu, aby nie dotknąć drągów. Drągi są święte <3 Po samym skoku dojechał w mocniejszym tempie, o które poprosił Christian. Skręcili trochę wcześniej, aby nadrobić czas. Mocniejsze dodanie, jak i krycie terenu ogiera, pewnie dobrze wypadnie. Potem najechał prostopadle na ową falę. Czując zamknięcie w pomocach, nie mógł spłynąć, więc pozostało mu tylko to skoczyć. Wybił się w optymalnym miejscu, wraz ze wskazówką mężczyzny. Złożył się oczywiście odpowiednio. Nogi podciągnął, grzbiet lekko zaokrąglony, i tym samym dobrze zapracował swoją szyją, potem nastąpiła faza składania się do lądowania. Wyciągnął przednie nogi w przód, podrywając lekko głowę do góry, do momentu, aż tylne nogi dotknęły ziemi. Po skoku wpadł w mocniejszy zakręt, po czym dodał w swoim tempie.
Christian Levrull - 2013-06-06, 14:00

Przed nimi czekała trochę wyższa przeszkoda, szóstką była stacjonata 1,05m, więc musiał teraz ogier trochę bardziej swój szanowny zad zaangażować, a Chris postarać się, by przypadkiem nie było większych błędów z jego strony. Wcześniej, w ramach niejakiej wdzięczności na każdej przeszkodzie starał się o jak największą swoją równowagę, by nie wytrącić go ze swojej równowagi, ręka szła też jak najbardziej za jego ruchem, by w żadnym bądź razie nie nadział się na wędzidło. Po skoku też starał się wracać w siodło jak najszybciej i jak najdelikatniej, by ten po prostu nie poleciał w przód czy potknął się. W każdym bądź razie przed przeszkodą zamknął go bardziej w łydkach, na pysku utrzymując stabilny kontakt. Nadal miał pewną swobodę jeśli chodzi o ustawienie szyi, gdyż zwykł nie wymagać od konia zaokrąglenia w szyi podczas skoków, ważne by był przyjęty kontakt, a wzrok śledził przeszkodę, ot. Przed samą stacjonatą sygnał do skoku, by następnie rozpocząć półsiad w trakcie skoku ogiera. Powrót w siodło przy lądowaniu, powrót do ustawienia przed przeszkodą i również do wcześniejszego tempa. Dodał po łuku, gdyż znów mieli parę foul w dystansie, następnie łuk zaczął zaokrąglać, by najazd wyszedł odpowiednio.
A przed nimi już czekała tripple 95 cm, zazwyczaj konie chętnie go skakały, chętniej niż oksera, który wymagał mocnego wybicia nie dość, że mocno w górę to jeszcze na szerokość, w przeciwieństwie do tripla, który jakby idealnie wpasowywał się w parabolę skoku. Wziął go na siebie troszkę bardziej, ale nie kombinował za bardzo, by go nie wytrącić z równowagi, przed przeszkodą wyprostował go, zamknął w łydce, by przed przeszkodą dać sygnał do skoku. Tu musiał mocniej ręką pójść za jego ruchem, w końcu szyją zapracować tu musiał, czy chciał czy nie, a wiedział, że ten potrafi, po ich treningu. Po skoku powrót w siodło, ale trochę za szybko zaczął skręcać co mogło doprowadzić do potknięcia się gniadego, jeśli się potknął to wiadomo, zgubił równowagę, ale ze spokojem starał się szybko wrócić do ustawienia i wziąć go na siebie, by równowaga obydwu wróciła na swoje miejsce. Jako, że do szeregu znów mieli trochę do przejechania dał mu się trochę wyciągnąć, ale kontrolując każdą foulę, by wrócił szybko do bardziej skróconej sylwetki z mocno idącym zadem.
Przed pierwszym członem ósemki znów zamknął go w łydkach, starając się wyrównać kontakt, by nie kombinował. Nie wahał się wierząc w ogiera i znając jego umiejętności. Dopchnął go łydką, dając sygnał do skoku i swobodnie pracując w półsiadzie nad przeszkodą nadal starał się owy luz przekazać ogierowi, w końcu każde spięcie mogło doprowadzić do poważnego błędu. Powrót w siodło do stacjonacie, by pewnie zrobić 3 foule w stronę drugiego członu, dobula 1m, podprowadził go w miarę blisko, by tak jak wcześniej przy tripplu mógł bez przeszkód wybrać sobie odpowiednie wybicie, ale tak, by nie poleciał płasko; pilnował więc tego, by nie kładł się na przodzie za bardzo. Łydka do skoku, znów odpowiednio idąca za pyskiem ręka, oparcie w strzemionach wspomagało odpowiedni półsiad, a następnie powrót w siodło, by rozpocząć jazdę dalej w mocniejszym tempie, ponownie.

Ruitershoeve - 2013-06-06, 14:01

Dojeżdżając do szóstki, ogier dokładnie się przyjrzał przeszkodzie. Ocenił ją dokładnie i powiedźmy, że obliczył sobie foule. Niektóre konie mają do tego naturalne predyspozycje, że mniej więcej z góry wiedzą w którym miejscu powinne się odbić. Ruiter użył owej umiejętności i w miejscu wybranym przez niego, jak i jeźdca wybił się od ziemi nieco mocniej. Zapewnił sobie tym samym całkiem dobry zapas nad przeszkodą. Pracując przy tym dobrze grzbietem jak i szyją. W powietrzu ogon jego poleciał jeszcze wyżej, praktycznie stanął na sekundę w pionie. Potem wylądował miękko na pęcinach, by następnie wrócić do poprzedniego tempa, jak i ustawienia w jakim był. Na łuku dodał trochę, by nadrobić parę foule. Kiedy znalazł się na następnym, powoli zaczął skracać, aby tempo wyrównać. Dojechał jak trzeba do tripple. Widząc jego szerokie rozbudowanie, ogier wybił się mocniej od ziemi. Zapewnił sobie tym samym wysokość, przy której mógł swobodnie się wyciągnąć nad przeszkodą, zapracować szyją, jak i grzbietem. Tak się stało, kiedy wylądował. Potknął się, co doprowadziło do krótkiej utraty równowagi ze strony ogiera. Jednak szybko ją odzyskał. Na jego szyi, jak i ciele pojawiły się już widoczne żyłki, jak i plamy potu. Zdarzało mu się już parskać po przeszkodach, aby oczyścił drogi oddechowe od zbierającej się wydzieliny, która wydziela się podczas długotrwałego wysiłku. Mając trochę dystansu do wyjechania, dodał trochę, by potem wrócić do swojej skróconej sylwetki, jednak o dobrze pracującym, idącym zadem. Jego głównym motorem ruchu był zad. Kiedy ósemka wyrosła już na jego horyzoncie, szedł na nią pewnie. Odbił się w optymalnym miejscu przed pierwszym członem. Pociągnął nad przeszkodą przednie nogi do swojego mostka, zadnie podgiął, tak, aby z pewnością przeszły nad drągami. Potem znowu przechodził w fazę, gdzie grawitacja znowu ściągała go na ziemię. Więc wylądował miękko na pęcinach. Po trzech równych foule, wraz z dobrym zgraniem się z mężczyzną wybił się zadnimi nogami od ziemi, by potem przelecieć sprawnie nad przeszkodą. Nogi schował, a lądowanie odbyło się bez ogródek. Jedynie w tej chwili już zaczynał pochrapywać co jedno foule. Kiedy mężczyzna znalazł się już w siodle, to zaczęli znowu jazd w mocniejszym tempie, ot co.
Christian Levrull - 2013-06-06, 14:17

Po szeregu wyjechał zakręt przed szeregiem nr 4, tym samym urywając trochę z czasu, musiał teraz w zamian bardziej skupić się na najeździe do dziewiątki. Dlatego mimo, że skrócił, to na końcu łuku zaokrąglił go tam, by ogierowi było wygodnie ją skoczyć, w końcu była to jedna z tych wyższych na tym parkurze, mianowicie 1,05m. Pewnie siedząc w siodle dojechał nim pod nią, by pilnując tempa i w miarę prostopadłego najazdu dać sygnał do skoku, nad przeszkodą jak najbardziej w równowadze półsiad, by nie zachwiać ogiera, powrót w siodło i już wlepienie wzroku w ostatnią przeszkodę.
Już parę fouli przed dziesiątką, metrowym okserem szukał odpowiedniego dla niego wybicia. Skupił się na tym skoku, gdyż ostatni jest zwykle najtrudniejszy pod względem psychicznym, dlatego w myślał ustalił sobie, że ma jeszcze coś do skoczenia, by nie czuł się zbyt pewnie lub zbyt luźno. Automatycznie ową "pewność" starał się przekazać Rutowi. Wyliczył foule tak by miał możliwość trafienia w idealny dla niego punkt odbicia, czuł że pomału zaczął ogiera wyczuwać, wypadałoby, skoro mają ze sobą współpracować przez dłuższy czas. Po wybiciu znów zawodnik skupił się na sobie, by nic przypadkiem na ostatniej przeszkodzie nie schrzanić, po czym powrót w siodło przy lądowaniu i wypuszczenie trochę wodzy z łydką, by dojechać do mety z troszkę lepszym czasem.
Po minięciu mety przejście do kłusa na luźnej wodzy i z bananem na ryju począł klepać go pieszczotliwie po szyi i chwalić radośnie. Takim luźnym kłusem skierował się z nim w stronę wyjazdu z parkuru po czym gdzieś z boku rozkłusował go do końca, chwaląc go, bo miał za co! <3 Dobry chłopak. Potem na chwilę zatrzymał go, zaskoczył z siodła rozsiodłał zostawiając jedynie ogłowie z rozpiętym nachrapnikiem i postępował z nim w ręku, gadając do niego jak najęty. Dostał też parę jabłek, by po około 15 minutach dać mu pożreć trawę na słońcu. W między czasie zerknął w stronę parkuru na skrawki innych przejazdów, by udać się wreszcie z nim do stajni, gdzie porządnie go wyczyścił, wcierki jak zawsze, trochę sauny dla miszcza i kupa dobrego żarcia. <3

{zt}

Kate - 2013-06-06, 15:26

Po skoku nad piątką zaraz wyprostowała najazd na kolejną przeszkodę, którą była o 10cm wyższa stacjonata. Oczywiście przy każdym skoku pilnowała swej równowagi, jak i pozycji. Nie chciała nią zniszczyć choćby jednego skoku, lub zaburzyć rytmu klaczy. Przy każdej także zamykała bardziej skarogniadą w pomocach, coby nie wyłamała się przed przeszkodą.
Przy tym skoku potrzebne było nieco większe zaangażowanie zadu, więc o to poprosiła Kate holsztynkę.
W miejscu odbicia tradycyjnie już mocniejsza łydka, aby ów miejsce zaakcentować i uniesienie się do półsiadu. W skoku także oddanie wodzy tyle, ile potrzebowała Vivance, a po nim miękki powrót w siodło i lekkie dodanie, gdyż kolejną przeszkodą był dość szeroki tripple bar o wysokości 95cm. Łuk, który właśnie był pokonywany nie mógł być zaliczony do tych ostrych, a wręcz przeciwnie. Był raczej łagodny. W każdym razie amazonka przypilnowała, a przede wszystkim podjęła działania mające na celu pomoc klaczy w prawidłowym pokonaniu ów zakrętu. Z resztą podczas całego przejazdu dawała z siebie jak najwięcej. Przed samą przeszkodą przytrzymała jednak lekko skarogniadą, aby nie wystrzeliła i np. nie wbiegła na przeszkodę, co tak czy inaczej byłoby dość bolesne.
Przed przeszkodą, w odpowiednim - rzecz jasna - miejscu mocniejsza łydka, a po chwili uniesienie się do półsiadu i oddanie wodzy. W tym wypadku klacz mogła potrzebować ich trochę więcej, gdyż skok musiał być dość szeroki, a co za tym idzie - jak to przy tripple bar'ach bywa - holsztynka powinna trochę manewrować szyją. Przy tym dziewczyna oczywiście podążyła za ruchem konia utrzymując równowagę i nie zakłócając rytmu skoku, po którym znów miękko usiadła w siodło i zaraz wprowadziła klacz w dość wyrazisty zakręt, który przynajmniej ze strony dziewczyny został pokonany bezbłędnie. Sądzę jednak, że Vivance jakiś znaczących pomyłek też nie popełniła, ale jeśli jednak, to oczywiście powrót do równowagi i ustawienia. Po pokonaniu zakrętu wyprostowanie klaczy i pozwolenie na lekkie wydłużenie kroku, gdyż przed parą pozostało jeszcze trochę miejsca. Jak jednak wiadomo idealny nie jest nikt. Kate też i każdemu może zdarzyć się błąd, który raczej jest bardziej nielubiany niż przeciwnie na zawodach i nie tylko. W tym wypadku nie był on jakiś straszy, ale jednak. Dziewczyna lekko klapnęła tyłkiem o siodło, co mogło zakłócić cały rytm klaczy. Zaraz poprawiła się i podjęła działania mające na celu przywrócenie prawidłowej równowagi jej, jak i skarogniadej. Przed pierwszym członem kolejnego szeregu przytrzymała nieco klacz, skróciła jej krok i znów wskazała jej miejsce do wybicia. Po chwili uniosła się do półsiadu, oddała trochę wodzy,a przed lądowaniem miękko usiadła w siodło. Przed nią znalazł się drugi człon szeregu nr 8, jedno metrowy double bar. Pokonała między przeszkodami około 2-3 foule i znów łydka przy odbiciu, półsiad, oddanie wodzy no i oczywiście podążanie za ruchem holsztynki. Po lądowaniu wjechanie na raczej dość łatwy do pokonania zakręt prowadzący do dziewiątki. Na łuku pilnowała i tempa, które nieco zmniejszyła i wygięcia. Po wyjechaniu z zakrętu spokojnie wyprostowała klacz przed jedną z wyższych na tym parcourze przeszkód, a mianowicie stacjonatą o wysokości 1,05m. Przy odbiciu tradycyjnie mocniejsza łydka, półsiad, oddanie wodzy i podążenie za ruchem konia. Później powrót w siodło i przygotowania do kolejnego skoku. Była to ostatnia przeszkoda na dzisiaj. Metrowy okser znajdywał się 24m przed parą. Bez zawahania Kate naprowadziła Vivance prosto na przeszkodę, przed którą już wcześniej wyliczyła odległość, jak i miejsce odskoku, w którym mocniejsza łydka i półsiad. Oczywiście podążała też za ruchem konia i oddała tyle wodzy, ile klacz potrzebowała. Bez zbędnego ciągnięcia lub luzu.
Po skoku miękki powrót w siodło, a po minięciu mety przejście do kłusa i z wielkim uśmiechem, nawet jeśli jakiś drąg został strącony klepanie i chwalenie skarogniadej. Po chwili dziewczyna skierowała Vivance w kłusie na rozprężalnię, gdzie rozkłusowala ją i rozstępowała bezustannie chwaląc i co jakiś czas klepiąc po szyjce lub łopatce. Po jakimś czasie Kate zsiadła i jeszcze w ręku trochę po prowadzała klacz po obwodzie, coby wyschła trochę i uspokoiła oddech. Dostała też marchewkę później, czy trochę jabłka. Następnie powrót do stajni, gdzie dokładne czyszczenie, żel chłodzący na nogi, a potem owijki i cienka derka. Do żłobu Vivance dostała też kilka przysmaków, głaskanie i inne pieszczoty. <3 Zobaczymy jak pójdzie.
zt/

Ruitershoeve - 2013-06-06, 23:22

Po owym, zacnym szereg wyjechał zakręt mieszcząc się tym samym przed szeregiem o numerze cztery. Możliwe, że takim, a nie innym zagraniem urwali trochę cennego czasu, który może przesądzić o ich wygranej, bądź nie. Przed dziewiątką, lekko zaokrąglił się, wyrównując swoje tempo. Dojechał do niej odpowiednio i w odpowiednim miejscu wybił się z miejsca, mocno angażując zad do tego. Nie można ukryć, że był już zmęczony, więc aby nie dotknąć drągów.. musiał mimo wszystko przed samymi przeszkodami kumulować energię, by wykorzystać ją do wybicia przed przeszkodą. Nad samą przeszkodą pokazał prawidłowy baskil, a potem wylądował. Jako, że znowu była to wyższa przeszkoda to mimo wszystko przeskoczył ekonomicznie nad nią, byleby tylko jej nie dotknąć. Potem jego wzrok padł na ostatnią już przeszkodę na tym parkurze, której jeszcze nie skakał. Jego chrapy były maksymalnie rozszerzone, a same jego ciało było już zlane potem. A z pyska kapała mu biała piana, od dobrej pracy pyskiem. Przy tej przeszkodzie pozostawił miejsce odbicia Christianowi. Sam się nad tym zbytnio nie skupił. Więc wraz z łydką, wybił się wkładając w to ostatnie swoje siły. Skok był nad mocny, więc zachował tym samym duży margines błędu, ponieważ skoczył o mniej więcej 10 cm wyżej, niż powinien. Złożył się automatycznie, i tak samo automatycznie wylądował. Po minięciu wskazówek, potknął się lekko, ale znowu szybko odzyskał równowagę. Potem przeszedł do kłusa, mając luźną wodzę wyciągnął pysk ku przodowi, prostując szyję. Wyjechał takowym kłusem z placu, na którym się znajdował. Potem przekłusowali jeszcze trochę, chociaż ogier najchętniej by się już zatrzymał. Potem, kiedy już przeszedł do stępa, Christian rozsiodłał go i potem stępował ziemi. Ten włóczył już nogami. Oddech jednak się powoli wyrównywał. Zjadł powolnie to co dostawał, a potem poszedł do stajni, gdzie został wyczyszczony. Trafił nawet do sauny, a potem do boksu. /zt


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group