C.J. Marshall - 2018-11-13, 21:00 Takie szarpanie się z Lavardem prawie zawsze doprowadzało do mikro-urazów w postaci delikatnych naciągnięć. CJ często odczuwał ich skutki parę godzin później lub dopiero na kolejny dzień, ale było to coś, co zwyczajnie brał na klatę. Nie spodziewał się zresztą niczego innego po obcowaniu z tym koniem, zwłaszcza, jeżeli pragnął go utrzymać. A prawdę mówiąc, nie miał innego wyjścia. Gdyby się wyrwał... M-a-s-a-k-r-a. Aż nie wiadomo czy lepiej zamknąć wtedy oczy, czy się chować, czy jednak próbować zapanować nad sytuacją.
Dlatego mimo że ta bestia była cholernie silna, CJ nie dał za wygraną i pociągnął go w swoją stronę, szybko sprowadzając na ziemię. W drodze do karuzeli jeszcze parę razy upomniał go sugestywnym, krótkim pociągnięciem za uwiąz, aż wreszcie dotarł z ogierem do celu.
W karuzeli chodził już inny ogier, Lockhard, co prawdopodobnie było najmniej fortunnym połączeniem z możliwych... Ale może nie tragicznym. Zatrzymał karuzelę by wpuścić Lavarda do jednego z boksów, po czym odpiął uwiąz, zamknął konia i znowu uruchomił karuzelę na stęp, dopiero po około 10 minutach przełączając ją na kłus i zostawiając konie same sobie. Przynajmniej z pozoru, bo jednak był w zasięgu na wszelki wypadek, jakby się okazało, że karuzela poszła w drobny mak. Lavard Sontesique - 2018-11-13, 21:24 Zawsze można udawać, że nie wie się czyj to koń i po prostu zmyć z miejsca zdarzenia, userka zna taką osobę.
Był piekielnie silny, a przy tym nieprzewidywalny, co również stawiało bruneta na przegranej pozycji w razie prawdziwego bunty z jego strony. Na szczęście tata Lucek dbał o jego wychowanie i Lavard starał się przynajmniej respektować komendy głosowe oraz łańcuszek obecny na nosie.
Nerwowo krocząc sprężystym krokiem już z daleka poczuł zapach innego konia, co więcej ogiera, który był obecny w karuzeli. Doskonale znał to miejsce i nie bardzo podobała mu się wizja spacerowania w kółko.
Napinając mięśnie zaczął rżeć cicho i badać sytuację, a także próbować rozpoznać obecnego w karuzeli ogiera. Jeszcze nie wiedział na kogo trafił, ale być może rodzinna pogawędka jaką mieli urządzić sobie z Lockhardem sprawi, że oboje nie rozniosą wspomnianej karuzeli.
Wpuszczony do jednego z boksów w pierwszej chwili od razu zadarł wysoko łeb próbując zajrzeć i zlokalizować drugiego konia. Zarżał głośno i smagając ogonem swój umięśniony zad wspiął się do góry zupełnie tak jakby próbował przeleźć przez ścianę boksu.
Dopiero, gdy urządzenie ruszyło Lavard podporządkował się temu i ruszył stępem, choć właściwie wciąż caplował będąc mocno pobudzonym. Uważnie nasłuchiwał i wentylował się cały czas chcąc dostrzec konia będącego w odległości dwój boksów od niego.Lockhard - 2018-11-13, 21:41 Lockhard w ostatnim czasie prawie wcale nie chodził pod siodłem i zdecydowanie mu to nie służyło. Roznosiła go energia, której nie miał jak spożytkować, bo choć nie był jak jego syn postrachem stajni, to również nie nadawał do bezkonfliktowego współżycia z innymi. Jego czas na kwaterach zwykle był bardzo limitowany, albo nawet ucinany do zera po tym, jak rozwalił któreś z rzędu ogrodzenie, kopiąc w nie. Nawet nie specjalnie...
Karuzela była więc jedynym miejscem, gdzie choć trochę mógł spuścić z siebie parę, choć prawdę mówiąc niewiele mu ona nadawała. Podczas stępa szedł z nosem niemal wciśniętym w ścianę, idąc sztywno i będąc mocno spiętym. Chciał iść szybciej, ale karuzela mu na to nie pozwalała, więc całym sobą pokazywał niezadowolenie. Gdy w pewnym momencie usłyszał rżenie, wyciągnął szyję i odpowiedział Lavardowi, zaraz podcaplowując z nerwów w miejscu. Za chwilę karuzela została zatrzymana, by CJ mógł wprowadzić Lavarda do drugiego boksu; Lockhard w tym czasie zawrócił, ze zniecierpliwieniem szastając ogonem i głośno komunikując swoją obecność bliżej nieokreślonymi dźwiękami. Obecność drugiego konia była dla niego bardzo ekscytująca - nieważne czy był to ogier, czy wałach lub klacz. Ważne, że był ktoś, kogo sama obecność sprawia, że rośnie motywacja do popisywania się i robienia burdy.
Został zmuszony do tego by gwałtownie się obrócić z chwilą, w której karuzela ponownie ruszyła i pogoniła go w przód. Już wtedy machnął silnie łbem, podkłusowując ten mały kawałek, aż znowu spotkał się ze ścianą. Kątem oka spoglądał na ogiera stępującego w boksie vis-a-vis, ale póki co nie prowokował go do zaczepek. Dopiero gdy karuzela zwiększyła prędkość, zmuszając konie do zakłusowania, w Lockhardzie zaczął się przebudzać szatan. Znowu zaczął gonić ścianę, ale że ta uciekała zbyt wolno, to zaczął się złościć, pierw niegroźnie machając łbem, aż wreszcie soczyście oddał z zadu, celując w sufit, po którym przesunął samym ogonem, mimo to robiąc sporo rabanu.
/Zanim ktoś będzie miał z tym problem - jak coś nie biorę za tę karuzelę żadnych punktów, jestem tu tylko dla zabawy. :PLavard Sontesique - 2018-11-13, 23:09 Będąc znacznie bardziej pobudzonym od Lockharda już na początku kłusa wyraźnie oznajmiał swoje niezadowolenie z powodu ograniczonej przestrzeni, w której został ulokowany. Odpowiedź ojca z boksu naprzeciwko sprawiła, że naelektryzował się jeszcze mocniej wyraźnie będąc rozjuszony obecnością innego konia.
Huk który wywołał Loczek uderzając kopytami o ścianę boksu sprawił, że Lavard ruszył gwałtownie z miejsca robiąc krok galopu i atakując przodami zadzwonił podkowami o drewnianą przegrodę. To wszystko działo się bardzo szybko, a dwa rozfukane ogiery w jednym miejscu nie wróżyły nic dobrego.
Czując zagrożenie, a może raczej rywala we własnym tatusiu Lavard zaczął głośno kwiczeć i sam się nakręcać z pewnością swoim zachowaniem podjudzając również Lockharda. Widząc go nie potrafił pogodzić się z tym, że drugi koń jest tak blisko i na dodatek na jego terytorium, które sobie obrał właśnie w tym momencie.
Kłusując stawiał obszerne kroki mocno przysiadając przy tym na zadzie i wychodząc sprężyście sylwetką w górę. Był pobudzony w tym momencie bardzo niebezpieczny przez swoje nieobliczalne zachowanie, któremu ponownie dał wyraz oddając z zadu strzał prosto w ścianę.Lockhard - 2018-11-14, 19:46 To właśnie hałas, wywoływany zarówno przez samego siebie jak i Lavarda, był czynnikiem, który nakręcał i tak pobudzonego Lockharda. Wtulił uszy w kruczoczarną grzywę, białkami oczu łypiąc groźnie na boki i ciskając wzrokiem gromy. W pewnym sensie podobał mu się ten hałas, bo wiedział, że wyprowadzona nim ludzi z równowagi i zwraca na siebie uwagę, której tak bardzo było mu teraz potrzeba. Jednocześnie wywołując hałas nakręcał Lavarda, co było jego drugorzędnym celem. Tego, że przy okazji sam się nakręca, zdawał się nie zauważać, ale też zupełnie mu to nie przeszkadzało.
Musieli teraz wyglądać bardzo podobnie, jak dwa klony - z tą drobną różnicą, że Lavard był trochę wyższy, a Lockhard miał jeszcze chrapkę na nosie. Poza tym podobieństwo było uderzające, głownie w zachowaniu, którym oba ogiery zwróciły na siebie uwagę wszystkich wokół. Lockhard nie ustawał więc w rzucaniu się po boksie karuzeli, niemal bez przerwy wysoko podbijając zadem, często parę razy pod rząd. Mogłoby się wydawać, że przez to szybko się zmęczy, ale nic bardziej mylnego. Miał w sobie takie pokłady energii, że podobnie jak w przypadku Lavarda, stało się to zwyczajnie niebezpieczne. W zamknięciu nie stwarzali jednak zagrożenia, bo trudno, żeby taka karuzela rozpadała się od kilku kopnięć. Choć trzeba przyznać, że chłopcy testowali ją na rozmaite sposoby - gdy Lockhard znudził się już kopaniem, w pewnym momencie skoczył przodem na ścianę, jakby próbując ją złapać w zęby i podnieść. Naprawdę go irytowało to, że szła tak wolno... Przez to nawet nie miał jak się porządnie rozruszać, bo gdy tylko zaczynał swobodnie kłusować, nosem już wpadał w ścianę.Lavard Sontesique - 2018-11-15, 00:11 Oprócz wszystkich ludzi wokół Lockhard skutecznie wyprowadzał z równowagi także Lavarda. Rozjuszony i wściekły tak naprawdę bez konkretnego powodu, zaczynał robić się niebezpieczny sam dla siebie.
Chciał się stąd wydostać, ale brak możliwości wyjścia oraz ospałe tempo karuzeli sprawiały, że ogier gotów był wyjść z drzwiami tylko po to, aby nareszcie się stąd uwolnić. Wydając dziki gardłowy kwik znów zaatakował przodami i przy okazji zębiskami ścianę przed sobą. Niestety ku jego niezadowoleniu karuzela była zbyt solidna i nie dawała się tak łatwo pokonać w tym nierównym starciu.
Obszerne chody Lavarda znacząco utrudniały mu poruszanie się w karuzeli zmuszając jedynie do tuptania. Próbując zastosować inną technikę zaczął zapierać się zadem o ścianę tuż za nim, co z pewnością odbiło się też na Lockhardzie, który stępował naprzeciw.
Był już trochę zgrzany i unosząca się nad nim para była oznaką, że zdążył się już trochę spalić z powodu odczuwanej frustracji.C.J. Marshall - 2018-11-16, 21:04 Chaosu tworzonego przez oba ogiery nie sposób było przeoczyć. Był on zresztą na tyle silny, że zaalarmowany nim CJ czym prędzej pojawił się w pobliżu, by rzucić okiem na konie. Zaczął mieć poważne obawy, że karuzela może zwyczajnie nie wytrzymać takich wybryków, więc postanowił twardo ukrócić zachowanie Lavarda i Lockharda. Przyjmując, że ściany dzielące boksy w karuzeli faktycznie były pod prądem, mężczyzna po prostu go włączył, by przy kolejnej próbie ataku na ścianę jeden i drugi koń solidnie się zastanowił, czy na pewno warto to robić. Impuls nie był silny, ale wystarczający by przemówić ogierom do rozsądku... Miejmy taką nadzieję.
Jeśli ta lekcja odniosła jakikolwiek skutek i zrobiło się grzeczniej, póki co nie groziło im kolejne kopnięcie. Zamiast tego Charlie puścił karuzelę w nieco żywszym tempie, dając koniom większą swobodę ruchu, choć wciąż nie taką, jakby sobie tego życzyły, ale z tym już nic zrobić nie mógł.Lockhard - 2018-11-16, 23:03 Wtulił uszy w grzywę tak mocno, że zupełnie w niej zniknęły. Drażnił go ten hałas, ale z tej złości nie zaprzestawał dalszego wywoływania go, choć chwilowo przekazał tę pałeczkę Lavardowi. Przez kilkanaście sekund tylko kłusował, co prawda przed samą ścianą, ale dość grzecznie, gdy nagle karuzela zwolniła jeszcze bardziej... Zapewne przez tą grubą dupę syna, którą się zaparł o ścianę. Dobrze, że nie mamy tutaj Sheridana, bo karuzela jeszcze zmieniłaby kierunek ruchu.
Wściekły kwiknął i podbił zadem, po czym bezmyślnie strzelił zębami w ścianę, spotykając się wtedy z nieprzyjemną niespodzianką. Ni stąd ni zowąd popieścił go prąd, co nawet nie tyle co go zabolało, co zdziwiło. Oczywiście spiął się natychmiast i odruchowo uskoczył w tył, ale wtedy pogoniła go tylna ścianka, więc machając łbem ruszył do przodu, trzymając już jednak bezpieczny dystans od jednej i drugiej ściany. Jeszcze przez chwilę był zły, ale respekt przed prądem przynajmniej na chwilę ostudził jego destrukcyjne zapędy. Tak naprawdę pewnie mu się spodobało, w końcu nie od dziś wiadomo, że miał nierówno pod sufitem i walczył z Christianem tylko po to, aby oberwać batem i ostrogami. <3Lavard Sontesique - 2018-11-17, 13:08 Zapierając się tą ZGRABNĄ dupą o karuzelę sprawił, że zwolniła i przez to zmusił Loczusia do stępa, a nie do kłusa. Jeszcze się staruszek mu przemęczy i padnie na zawał? A on tylko dbał o jego zdrowie.
Słysząc łomot sam położył po sobie uszy i podrzucił nerwowo łbem, ale nie odsunął się zadem od ściany, którą wciąż blokował. Dopiero, gdy strzelił go prąd Lavard w jednej chwili oprzytomniał i odskoczył od ściany wybijając się z czterech nóg w górę. Zaskoczył go taki obrót sytuacji, ale zamiast grzecznie ruszyć kłusem i brać przykład z taty to w ramach odwetu raz jeszcze oddał z zadu w ścianę ponownie spotykając się z nieprzyjemną niespodzianką.
Rozwścieczony i odrobinę oszołomiony ruszył kłusem do przodu stawiając obszerne kroki, na które wreszcie pozwoliło mu tempo karuzeli. Starał się unikać goniącej go ściany choć jego mina mówiła w tym momencie sama za siebie. Z chęcią zajebałby tego cwaniaczka, który zaczął bawić się prądem. C.J. Marshall - 2018-11-18, 15:31 Przewrócił wymownie oczami, gdy oba konie nagle się uspokoiły. Nie można było tak od razu? Nie sądząc, by ogiery miały się jeszcze awanturować, Charlie wrócił do przerwanej pracy. Nie spieszył się ze zmianą kierunku, bo ten "trening" właśnie na tym polegał, żeby konie odczuły, że cokolwiek przeszły. Co prawda za wiele to nie zmieniało w ich życiu, ale może przynajmniej przez chwilę będą spokojniejsze...
Wreszcie wrócił do koni i stopniowo zwolnił karuzelę, aż ta całkowicie się zatrzymała, by po chwili ruszyć w przeciwnym kierunku. Mężczyzna dał Lavardowi i Lockhardowi czas na spokojne obrócenie się, po czym po chwili stępa ponownie puścił karuzelę na kłus, spoglądając przy tym uważnie, choć krótko, na oba ogiery. Miał nadzieję, że nie były na tyle inteligentne, by go powiązać z tamtym popieszczeniem prądem, bo nie chciałby poczuć tej zemsty na własnej skórze. Lockhard - 2018-11-18, 16:25 Ty się synek nie martw o moją kondycję, jest lepsza niż ci się wydaje.
Lockhard nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać, czy ściana dalej jest pod napięciem, więc grzecznie przed nią umykał, jednocześnie nie próbując atakować tej, która jest z przodu. Wreszcie uspokoił też oddech i przestał oddychać głośniej niż włączony odkurzacz, mimo że całe jego cielsko parowało, poświadczając o odniesionym wysiłku. Wciąż miał jednak bardzo dużo siły i energii, więc nieustannie biegł w tym samym tempie, nawet nie myśląc o odpoczynku.
Stajenny nadzorujący karuzelę jednak postanowił w końcu zmienić jej bieg i kierunek. Ogier zwolnił do stępa, a gdy zobaczył, że karuzela zawraca, stulił uszy i gwałtownie się obrócił, swoje niezadowolenie pokazując poprzez bryknięcie, w trakcie którego znowu szastnął ogonem po suficie karuzeli. Zgrzytnął ze złości zębami, mocno wyciągając stęp, aż wreszcie znowu zakłusował gdy machina ruszyła szybciej. Przez chwilę kozaczył do nowa, machając łbem lub lekko podbijając zadem, aż wreszcie się uspokoił, tym razem bez pomocy środków wychowawczych w postaci prądu. Christian miał szczęście, że nie miał w planach dziś na niego wsiadać, bo Loczuś był wyraźnie wesoły i pełen miłości. :")Lavard Sontesique - 2018-11-18, 16:44 A co ćwiczysz z mamą zapasy w błocie?
Gdy karuzela zwolniła kary napiął szyję i furknął głośno przez rozdęte do czerwoności chrapy. Spojrzał czujnie na Charliego, któremu posłał mordercze spojrzenie domyślając się, że to on stał za tym elektrycznym przejawem miłości. Zawracając w miejscu pociągnął za sobą długi gęsty ogon, który niczym rozpięty wachlarz na rzepie ogonowym falował w rytm jego sprężystych i zdecydowanych kroków.
Rozbuchany niczym piec kłusował dalej, choć zdecydowanie nie zapowiadało się na to, że ogier się uspokoił. Podrygi staruszka tuż obok sprawiły, że Lavard kwiknął głośno i oddał z zadu w boku uderzając tym razem w ścianę, która na szczęście nie była pod napięciem. Jednak tempo jakie wymuszała karuzela oraz świadomość tego, że wciąż podążają za nim ściany pod napięciem sprawiły, że ogier wrócił do kłusa cały czas jednak będąc bardzo czujnym i gotowym roznieść wszystko w drobny mak.C.J. Marshall - 2018-11-18, 18:36 Ależ wydaje ci się, Lavardziku! Kto jak kto, ale CJ by ci tego nie zrobił!
Kolejne minuty płynęły, a konie zdawały się być tak samo świeże jak na samym początku. Charlie jednak nie mógł ich trzymać w karuzeli nieskończoność, nie tylko dlatego, że bieganie w kółko na dłuższą metę nie było wskazane, ale też dlatego, że inne konie czekały na swoją kolej, a akurat do tych dwóch delikwentów ciężko było dorzucić jakiegokolwiek konia jeszcze, bo ktoś na pewno by na tym ucierpiał.
W każdym razie zanim CJ zgarnął ogiery z karuzeli, zwolnił ją do stępa i przez dobre dziesięć, a nawet piętnaście minut pozwolił im stępować, chcąc żeby ochłonęły. Po upływie tego czasu pierw wyprowadził Lockharda i zaprowadził go do stajni, po drodze uważając, by nie zgubić tego "wesołka" ani nikomu nie zrobić krzywdy. Wstawił konia do boksu i wrócił po Lavarda, który do tego czasu mógł jeszcze stępować. Zatrzymał karuzelę i otworzył boks, od razu łapiąc konia na łańcuszek, który był gotów przewlec mu dodatkowo przez mordę, gdyby faktycznie zamierzał jeszcze siać zniszczenie.
Nie zamierzał jednak zaprowadzić ogiera do boksu, tylko puścić go jeszcze na kwaterę, żeby przewietrzył cztery litery. Dopiero teraz, po wstępnym wybieganiu się, było to względnie bezpieczne. Dlatego ruszył z Księciem Ciemności w stronę pastwisk, za co może zostanie mu wybaczone rażenie go prądem. /ztLavard Sontesique - 2018-11-18, 18:56 Tak CJ jest czysty jak łza i do tego taki niewinny...
Stępując cały czas strzygł uszami namierzając w ten sposób swojego tatulka. Dopiero przy jego wyprowadzaniu zaczął się awanturować ponownie, ale chcąc lub nie pozostał w karuzeli sam i przez to zdołał odrobinę ochłonąć, choć nie można było powiedzieć o tym, że wyciszył się na dobre.
Owszem trochę się zmęczył, ale każdy kto miał z nim do czynienia na co dzień wiedział, że nawet zmęczony potrafił siać zniszczenie.
Dopiero, gdy CJ postanowił go wyjąć z karuzeli Lavard na nowo się uaktywnił przez co mężczyzna był zmuszony jednak przewlecz ten łańcuszek i za jego pomocą ostudzić zapędy ogiera.
Idąc u boku mężczyzny cały czas buchał energią i caplował u boku bruneta w drodze na pastwisko zupełnie tak jakby karuzela niewiele dała. Był może odrobinę karniejszy, ale wciąż stwarzał zagrożenie dla wszystkich przechodzących obok. I niech pan sobie nie myśli, że taka pokuta za porażenie prądem jest wystarczająca. /ztMr Heisenberg - 2018-11-20, 11:48
C.J. Marshall napisał/a:
...
W momencie kiedy CJ zmienił kierunek ogier fuknął cicho zatrzymując się jak wryty jakby nie akceptując takiego obrotu zdarzeń. Ostatecznie robiąc zwrot na zadzie zmienił kierunek praktycznie od razu przechodząc do sprężystego kłusa. Na pewno klacz ogiera nieco pobudzała, ale zdążył się już nieco znudzić tymi zaczepkami.
Dopiero po jakimś czasie widząc mężczyznę znowu postawił uszy, by zatrzymać się kiedy ten zatrzymał ruch karuzeli. Kiedy odprowadzał klacz i karuzela ruszyła stępował, nerwowo rżąc za swoja wybranką, no cóż, szybko zmienił zdanie i znów zatęsknił. Darł się nawet kiedy przyszedł CJ i odprowadzał go do stajni, tym samym poruszając swoim rykiem całą część ogierów.