Kiedy ktoś pojawił się pod jej boksem, bardzo się zdziwiła. Dawno nikogo tu nie było, ale ucieszyła się na swój sposób. Szybko dała się wyczyścić i osiodłać, z tobołkami jakoś dadzą sobie radę. Szybko dotarły, z kobieta na miejsce zbiórki, kiedy Court, znalazła się na jej grzbiecie ta krótko parsknęła i ruszyła stępem przed siebie. Klacz wolałaby szybciej jechać i dogonić, większą część swojego zastępu, jak i w ogóle cały rajd Scho Can Do - 2016-05-08, 22:46 Grupa 4
Zrobienie tego manewru na moście, nie było zbyt rozsądne. Chyba, że chciała ich zabić, utopić i połamać jednocześnie w rzece. Szarpnięty za wodzę, zagryzł się na wędzidle, szarpiąc łbem w drugą stronę, a miał z pewnością więcej siły od kobiety. Samymi łydkami nie była wstanie zepchnąć go na woltę, nie wspominając, że na moście to ryzykowne. Nawet zwalniające pomoce, nie wywołały na nim, żadnego og czy ah. Po prostu krócej pobiegnie, bo się szybciej zmęczy, jednak w końcu zrobić coś, do czego był stworzony. Sama nie dawno stwierdziłaś, że ma motorek w dupie, to nie narzeka Koń świetnie radził sobie manewrując między ludźmi i końmi, w końcu to prawie jak na torze. W końcu nie pomagająca mu kobieta, w typ pędzie, zmęczyła go swoim dosiadem, chcąc nie chcąc musiał zwolnić i chwilę odsapnąć. Szarpanie za pysk nie przynosiło rezultatu, bo on szarpał w drugą stronę, w końcu bark jej wyrwie. Bo wyciągnęła go na jakieś gówno, a nie tor, powinien ją wrzece podtopić !Nearly Perfect - 2016-05-08, 22:49 No wiesz! Tylko nie kabanosy!
Łatwiej powiedzieć niż zrobić, jednak póki co udawało się to Perfect, była skupiona na Caroline, trzymała dobre, aktywne tempo i kłusowała efektownie. Przestała nawet interesować się Chaosem i Bastianem. Nawet mini wyścig dwójki koni z innej grupy przeszedł u niej bez echa. No prawie, bo trochę przyśpieszyła w ramach kłusa. Też chciała sobie pogalopować, a nie wlec się kłusem. Kłus jest dla luzerów. Jednak nie zagalopowała, a kobieta pewnie jeszcze skorygowała jej tempo, które utrzymała, bo zamajaczył przed nimi mostek.
Wybranie mostku na drogę przeprawy wydawało się rozsądnym posunięciem, jednak kasztanka wcale nie czuła się pewnie. Przykleiła uszy do potylicy i zaczęła zwalniać. Gdy znalazły się na środku mostu klacz po prostu się zatrzymała na środku, prawie że blokując przejście. Zwiesiła łeb i odmówiła pójścia dalej. Postój Sara - 2016-05-08, 22:50
Grupa 3
Nie napotykając na swojej drodze zbyt wielu przeszkód, dała swojemu wierzchowcowi odrobinę więcej luzu, choć wciąż utrzymywała z nim kontakt, co zapewniało jej większą kontrolę nad siwym w przypadku nieoczekiwanego. Po kilku krokach żwawego kłusa, przyczyniła się do odciążenia grzbietu ogiera, rytmicznie unosząc się i opadając w siodle. Jadąc na przedzie grupy, niespecjalnie zwracała uwagę na to, co działo się za nią. Właściwie czuła się nawet nieco poirytowana, nie mając zbyt dużych możliwości do nawiązania jakiejkolwiek rozmowy. Chyba jednak nie potrafiła się przełamać i rozmawiać jak gdyby nigdy nic. Poza tym była zdania, że to mężczyźni powinni być prekursorami jakichś rozmów i ogólnego rozruszania. Być może wszystko się jeszcze zmieni w pozytywnym kierunku - tego nie wykluczała, ale też nie napalała się na taką opcję.
W pewnym momencie coś podkusiło ją do tego, by obejrzeć się za siebie i wtedy dostrzegła pędzącego przed siebie kasztana, a zaraz za nim kolejnego wyścigowca. Dzięki temu w porę mogła zareagować i zapanować nad swoim wierzchowcem, którego momentalnie poprosiła o pełną paradę i natychmiastowo zatrzymała, następnie utrzymując w bezruchu aż do wstępnego uspokojenia się pozostałych. Jeśli jednak to nie zadziałało i ogier jednak popędził, to blondynka dała mu chwilę, a zaraz potem spowolniła go dosiadem i wykonała pełną woltę. Po tym okrążeniu, jeszcze przez chwilę stępowała konia na uboczu i uspokajała szeptem oraz przyjemnym dotykiem. Kiedy sytuacja nieco się uspokoiła, wróciła na swoje miejsce, w tym samym momencie słysząc wyrzuty dwójki mężczyzn. Odruchowo zmarszczyła brwi, spoglądając na nich surowo.
-Możecie przestać? Przecież to nie jego wina, że koń poniósł.- mruknęła, ostatnie zdanie kierując do Leona, który jako jedyny miał problem z zaistniałą sytuacją. Westchnęła ciężko i pokręciła głową, w chwilę później rozglądając się za resztą grupy. Jej uwadze nie umknęło pojawienie się ostatniego członka - Jamesa - lecz widząc, że ten czuje się dobrze, przebywając na uboczu, jedynie skinęła mu głową i uśmiechnęła się krótko.
-Żadni idioci. Zachowujesz się tak, jakbyś miał okres.- ponownie mruknęła, a właściwie nawet burknęła do Leona i posyłając mu chłodne spojrzenie, dała swojemu wierzchowcowi łydkę do kłusa, by nieco oddalić się od mężczyzny i znów wrócić na czoło, na którym czuła się najlepiej. Poklepała Amaretto po masywnej szyi, a widząc, że zbliżają się do innych par, zwolniła go do energicznego stępa, by zachować komfortową odległość. Westchnęła głośno i przewróciła ostentacyjnie oczami, odwracając się i spoglądając na Alexandra. Uśmiechnęła się do niego krzywo i poruszyła lekko ramionami, czując jak zakrada się do nich skurcz. -Przejdzie mu... może.- mruknęła, sama nie będąc niczego pewną. Już odwróciła się z powrotem, kiedy obok siebie zobaczyła kolejnego galopującego konia. Zmarszczyła brwi, próbując dostrzec na nm jeźdźca, jak się okazało - na daremno. Zdziwiona, przytrzymała swojego kopytnego, coby on też nie zagalopował i odwróciła się, widząc Leona wiszącego na gałęzi. Nie powstrzymując się, parsknęła śmiechem. -Ktoś go zdejmie, czy go tam zostawimy? - spytała żartobliwym donem, w pierwszej kolejności ponownie zerkając na trzydziestolatka, bo w końcu to do niego Vardas miał największy problem.Anonymous - 2016-05-08, 22:56 Gr 5
Dawno nie widział Aaren tak uśmiechniętej, właściwie nie potrafiąc przywołać z pamięci dnia, kiedy ostatnio była jednakowo radosna.
- Naszej grupy? Raczej jest w porządku - odpowiedział, tak naprawdę nie mając nic przeciw tylko brunetce i Harleyowi. Cała reszta mogła dla niego nie istnieć, chociaż nie znał pozostałej dwójki. - Nie miałem pojęcia, że będzie jechał - odparł, a na wzmiankę o pierścionku uśmiechnął się tylko pobłażliwie. - Przećwiczę. - Mruknął, twardo obstając przy swoim. Trącony w bok, rzeczywiście spróbował się zrewanżować, ale Aaren okazała się sprytniejsza, ustępując koniem w bok. Zwolnił klacz do stępa z racji tego, że na ich drodze pojawił się strumień. Zdecydował się pokonać go przez wodę, dokonując tego po krótszej lub dłuższej dyskusji z karą. Po przejściu na drugi brzeg pozostał w stępie, nie dopuszczając do tego, aby koń poniósł w ślad za paroma końmi, których właściciele albo postradali umysł, albo po prostu nie mieli kontroli nad końmi. Tonemu nie przeszkadzało to jakoś szczególnie - pogłaskał Bad po szyi, chwaląc ją za posłuszeństwo i kontynuował stęp.Leon - 2016-05-08, 23:00
Grupa 3
-Może i nie jego, ale mógłby nad nim panować, a nie mu na wszystko pozwalać. - odparł obrzucając kobietę, równie znudzonym spojrzeniem. Co go to interesowało?
-Odczep się, hm? - odparł, mrużąc ślepia do Sary, nie był aspołeczny, ale nie lubił irytujących ludzi, a ci go na razie mocno irytowali. Jeden wart drugiego, nie potrzebował przyjaciół, ani znajomych na siłę, zwisało mu to prawdę powiedziawszy. Może ogier, nabuzował się razem z nim? Kiedy go poniósł, Leon nie zdążył zareagować, bo wpadli w drzewa, a tam zawisł na jednej z gałęzi, z które albo a) spadł na ziemię, b) po prostu zlazł. Otrzepał się i bez słowa wyszedł na drogę, co była dziwne w porównaniu do niego. Jednak przerobi go na kabanosy, przysięgam, tylko dojadą z powrotem do stajni. Wyglądał na kogoś kto potrzebował zdjęcia z gałęzi?
-Nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku, bo dziadek się śmiał i tak samo miał. - odparł jedno z dość starych porzekadeł, które pasowało idealnie do chichotów ludzi obecnych tu, które go średnio obchodziły. Ruszył z buta, w tym samym kierunku co ludzie konno, koń się kiedyś zmęczy i zatrzyma, albo wróci.Decembrist - 2016-05-08, 23:02 1
Nie wiedział czy uspokajał go dotyk dziewczyny, ale z całą pewnością nie reagował na niego źle odważnie prąc do przodu. Oczywiście nie obyło się bez spięć czy szarpnięć, ale nie rzucał się do krycia i nie szukał zwady, toteż zdecydowanie Anais mogła odetchnąć z ulgą dając mu jedynie odrobinę przestrzeni. Szedł wówczas spokojnie od czasu do czasu jedynie strzygąc uszami po bokach. Należał raczej do grona odważnych, ambitnych koni dlatego nie płoszył się kiedy nagle coś zaszeleściło w krzakach. Przysiadał jedynie na zadzie, gotów w każdej chwili zerwać się do ucieczki, czego ostatecznie nie robił, szybko zauważając że dookoła nie dzieje się nic złego. Z biegiem kolejnych minut rozluźniał się jednakże coraz bardziej, wyraźnie zadowolony z sytuacji. W pełnym rozluźnieniu podszedł też do wody, na początku ostrożnie badając dno. Spiął przy tym wszystkie mięśnie, nie czując się pewnie na kamiennym podłożu, ale na szczęście nie odmówił posłuszeństwa, nawet podczas odpału Truskawki. Natychmiast zestresowany zrobił dwie, porządne foule galopem, ale widząc, że nie był to wynik spłoszenia, a jeździec wyraźnie prosi go o przejście do stępa, wykonał polecenie obniżając łeb i furkocząc cichutko, by pozbyć się nadmiaru emocji.Brian - 2016-05-08, 23:02 5
Cały czas starał się skupić Sensationet na sobie i na tym co robili. Kiedy odmówiła mu wejścia do wody Brian zdziwił się, ale nie speszył. Poklepał ją po łopatce, ale zamiast nakierować na most, wprowadził ją na woltę, po której skierował ją znowu w stronę wody, dodając dokładniejsze i bardziej stanowcze pomoce. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował jeszcze raz.
Jeżeli i tym razem sprawa utknęła w martwym punkcie zawrócił zangersheide w stronę mostku, mając nadzieję, że tym razem nie zatrzyma się przed nim. Zakładając, że w końcu mieli wodę za spbą, docinął łydki do boku klaczy prosząc ją o kłus, by dogonić swój zastęp.Aaren Wayford - 2016-05-08, 23:07 Grupa 5
Nie pozwoliła ogierowi na narzucanie tempa, delikatnie i z wyczuciem hamując go półparadami i dosiadem, ostatecznie pozwalając mu zrównać się z karą klaczą, której najwyraźniej chciał towarzyszyć. Niemniej jednak zamykając palce na wodzach mocniej wzięła go na siebie zmuszając do postawienia zadu jak i wyhamowania swoich zapędów.
- Jakaś dziewczyna z nim jedzie.- rzuciła informacyjnie, sama zerkając na swoje dłonie w rękawiczkach.
Słysząc wymianę zdań pomiędzy parą karusów uśmiechnęła się pod nosem, delikatnie przechylając w siodle i zaglądając do Loczka. - Co kolego, podoba Ci się ta panna ?- zaśmiała się gładząc go uspokajająco po szyjsku. Zerknęła także na karą kobyłę, która swoim wyglądem jak i ruchem bez wątpienia przyciągała oko. - Genialnie się rusza.- rzuciła w stronę bruneta chwilowo nie mogąc oderwać wzroku od klaczy. Nie próbowała na siłę uskuteczniać prawidłowego ustępowania, sam fakt, że odszedł do łydki tak jak o to poprosiła był dla niej zadowalający, poklepała go po szyjsku w nagrodę. Co do rzeźbienia to poważnie zaczęła się zastanawiać nad powrotem do jeździectwa.
- Mam się bać ?- unosząc łuk brwiowi z zainteresowaniem, spytała choć nie oczekiwała rozwinięcia tematu. Był na tyle uparty i zawzięty aby dopiąć swego, świadoma tego nawet nie wchodziła w polemikę.
Słysząc dobiegający z tyłu głos Harleya obejrzała się przez ramię w jego stronę uśmiechając się subtelnie w jego stronę.
- Ostatnio siedziałam na koniu pięć lat temu, dopiero teraz dałam się namówić na ponowną przygodę w siodle. - odpowiedziała mu, kątem oka zerkając na towarzyszącego mu Nicholasa.
Wracając do Tonego oraz karego ogiera, kontynuowała kłus na przód do momentu w którym znaleźli się przed wyzwaniem pokonania strumienia. Czekała na decyzję Tonego co do tego jak będą pokonywać tą przeszkodę, widząc popłoch u koni i dzikie wyścigi uśmiechnęła się pod nosem, sama zachowując spokój i starając się kontrolować ogiera przed akcją podobnego typu.
Spowalniając go do stępa podjechała tuż za Bad do strumienia, łagodnie nakłaniając Lockharda do zejścia w dół i pokonania strumienia. Oddając mu elastycznie przy tym rękę i odciążając dosiadem wciąż kontrolowała ogiera, a po przeprawieniu się przez wodę sowicie poklepała go po umięśnionej szyi.Carthago Z - 2016-05-08, 23:07
Gr. 2
Skoro klacz go olewała, to on przyjął podobną postawę. W końcu co się będzie, sam dla siebie starał? Nie bardzo trochę, nie. Kaczki są dobre, ja nie wiem o co ci chodzi O tak, chętnie, by ruszył czymś innym, niż nudny stęp. Anna poszła mostem On nie koniecznie, chciał iść rzeką. Mimo, że startował w crossie to i w wodnych przeszkodach, nie uśmiechało mu się z balastem, wchodzenie dziś do niej. Zwolniony do stępa, podszedł do wody, ale ukazywał jej, swoje nie zadowolenie, co było i tak widać, gołym okiem. Mocniejsze pomoce, sprawiły, że w końcu do niej wszedł, ale szybko z niej wyszedł po drugiej stronie. Szybko dogonił Anną i rudą, wyraźnie bardziej zadowolony, z siebie. Obrzucił wyścigowce, zażenowanym spojrzeniem, no cóż. Wypchnięty do galopu, ochoczo w niego wszedł, dostosowując tempo do rudej obok.I So Bad - 2016-05-08, 23:10 Grupa 5
Faktycznie była o wiele bardziej masywniejsza od Loczka, mocno nabite mięśnie będące wciąż w treningu i rozwoju sprawiały, że teraz będąc źrebna wyglądała jak szafa czterodrzwiowa. Tony niewątpliwie mógł czerpać przyjemność z siedzenia na tak szerokim fotelu.
Mięśnie poruszały się dynamicznie pod smolistą i błyszczącą sierścią holsztynki, która nadal poruszała się widowiskowym kłusem, prąc dynamicznie do przodu. Odpowiedź Lockharda sprawiła, że jedno z uszu nastawiła w jego kierunku, parskając krótko. Obecność ogiera jej odpowiadała i jak na razie nie zamierzała urządzać tu większych buntów ani kwików.
Mogąc przewodzić pozostałym koniom czuła się niezwykle swobodnie co znacząco wpływało na elastyczność i przepuszczalność karej paskudy.
Widząc konie zrywające się do galopu podniosła wysoko łeb, strzygąc uszyskami z zainteresowaniem. Dostrzegając strumień, przyjrzała mu się uważnie słuchając sygnałów ze strony jeźdźca, który właśnie miał podjąć decyzję.
Na początku niechętnie weszła do wody, niemniej jednak odpowiednio zmotywowana, wkroczyła do wody pokonując ją odważnie i bezproblemowo. Kompletnie ignorując szaleństwo na trasie. Pochwalona stanęła dumnie na drugim brzegu czekając na resztę ferajny. Jako Matka Polka musiała przewodzić stadu i myśleć o swoim potomstwie, które siedziało już od paru dobrych miesięcy w jej brzuchu.Scandic - 2016-05-08, 23:13
Grupa 6
Wyczuwalna miękkość pojawiła się w chodzie klaczy dopiero po dłuższej chwili stępowania. Wtedy też rozluźniła się odrobinę i standardowo opuściła łeb, wreszcie bardziej interesując się wędzidłem. Jej spokojna równowaga, którą zdołała nabyć niedawno nie była jeszcze zbyt wzmocniona, dlatego każdy bodziec był w stanie wybić ją z tego ustawienia i ponownie spowodować w niej zdenerwowanie. Jednak póki co wszystko szło zgodnie z planem. O dziwo nawet wtedy, gdy podeszły bliżej pozostałych par, klacz nie wykazała żadnych negatywnych reakcji, jedynie parskając ostrzegawczo i nieco nerwowo obijając swoje stawy skokowe. Nie przysłuchiwała się ludziom, skupiając się głównie na samej sobie. Jej uszy na zmianę stawały na sztorc i kładły się na kilka chwil, by ostatecznie, po rozpoczęciu trasy, całkowicie zesztywnieć. Była bardziej zainteresowana otoczeniem, niżeli Monroe, więc dziewczyna stale musiała jej o sobie przypominać. Kobyle było na rękę to, że przed sobą nie miała nikogo, na kogo mogłaby najechać, bowiem od ostatniego konia z piątej grupy dzielił ją spory dystans. Niestety miała świadomość tego, że za nią znajdują się inne konie i to w dużo mniejszej odległości, dlatego była nieco niespokojna i co chwilę oglądała się za siebie, uszy przyklejając do potylicy. Kiedy, któryś kopytny podszedł za blisko jej zadu, nerwowo strzelała ogonem, a nawet lekko podbijała zadem, zwalniając gwałtownie, albo całkowicie się zatrzymując. Wzrok gniadej mimowolnie spoczął na nowo przybyłej parze, którą zmierzyła uważnie. Parsknęła głośno, znów przerywając swoje ustawienie i zmniejszając obszerność oraz spokój swojego chodu. Wywinęła szyję i jeśli kara znajdowała się w zasięgu Scandic, to ta kłapnęła maszczą tuż obok klaczy, jasno pokazując, że nie odpowiada jej, jej obecność. Wtem spięła się mocno, słysząc galopujące wierzchowe. Już przygotowała się do startu za nimi, jednak ostatecznie tylko gwałtownie drgnęła, postępując pospiesznie tylko trzy kroki. Zadarła łeb i ponownie ciężko parsknęła. Takim niespokojnym krokiem, którego nie sposób było ogarnąć dotarła aż do strumyka. Dopiero, kiedy weszła na mostek, odrobinę się uspokoiła i ponownie rozluźniła, acz była to również zasługa przeminięcia tego chaosu.Winning Mood - 2016-05-08, 23:13 Cóż za wyróżnienie
Wcześniej biegł ile sił w nogach, ale wciąż w kłusie, choć energia rozpierała go na tyle, że długo nie mógł wytrzymać jadąc w ten sposób. Z ulgą wykorzystał wypchnięcie go do galopu, a to tak długo wyczekiwane zwróciło mu w głowie na tyle, że zwyczajnie się zapomniał. Natura zrobiła swoje, a Siwek nie zamierzał utrzymywać spokojnego, równego tempa. Pognał przed siebie, szybko zbaczając z wyznaczonej trasy, radośnie wyrzucają do góry swój zadek. Nawet nie próbował ukryć radości jaka się w nim obudziła wraz z puszczeniem wszelkich hamulców i dzikim biegiem w wybranym przez siebie kierunku. Nie zwracał uwagi na żadne próby zatrzymania go przez jeźdźca, dopiero jakiś czas później orientując się, że żadnych nie dostaje. Zaskoczony przeszedł do kłusa i dzikim rżeniem obwieścił światu utratę jeźdźca. Nawet nie wiedział w którym momencie Leon wysiadł z siodła, opuszczając swój środek transportu w drodze nad jezioro. Uniósł wysoko łeb i radośnie pogalopował przed siebie, jak gdyby nigdy nic dołączając z powrotem do grupy. Ba! Nawet dostosował się do jej tempa, nie mając zamiaru dać się złapać. O ile wodze nie zaplątały mu się między nogi szedł tuż przy koniach, wesoło klusujac wzdłuż każdej z grup. Taka mała defilada i chęć zaprezentowania się przed całą ferajną. Anonymous - 2016-05-08, 23:13
Francesca napisał/a:
.
czwarta.
Second po raz kolejny rozejrzał się po całym otoczeniu, mając jedno z uszu skierowane w stronę amazonki. Mimo swej ciekawości dalej wyczekiwał jakichś poleceń. Jak się okazało niedługo mógł śmiało ruszyć stępem. Wpierw szedł dla siebie swobodnym krokiem, naturalnie dość wyciągniętym aczkolwiek nie przesadnie. Po chwili został mniej lub bardziej dopasowany tempem do konia, który szedł obok niej. Kasztan zerkał na nieznanego mu konia, wpierw próbując wyciągnąć w jego stronę pysk, a czy Francesca mu na to pozwoliła to się okaże. Jeżeli mógł to zapoznał się z zapachem ów konia, nieco kuląc uszy. Był mimo wszystko spokojny, jeżeli wszystko było okej. Tak czy inaczej stępował dalej, dopóki nic się nie zmieniło.Leon - 2016-05-08, 23:18 Fran przytul wujka i podrzuć go nieco Przerobienie siwka na kabanosy, z każdą chwilą było coraz bardziej kuszące, jeśli wejdzie w jego posiadanie jako właściciel, to przysięgam, że je z niego zrobi. Nie zwracając uwagi na nic, po prostu szedł na przód poboczem, co by go nic nie stratowało.