Przyszła wraz z kobieta i klaczą na arenę zewnętrzną, miała nadzieje, że mogła być, bo wszędzie indziej było szalenie ciasno. Lilka jednak, wolała trenować bez ciśnienia z strony innych par, bo przecież dopiero ogarniała to wszystko. Tu pracowała tylko jedna para, ale spokojnie powinni się, pomieścić w dwie pary.
-Mam nadzieje, że może być. - rzekła do Ruth. Stając w jednym z miejsc na hali, czekając na dalsze instrukcję.Nicol Illas - 2016-06-19, 21:55 Jeszcze chwilę, miał poskakać na takich śmieszkach, bo ostatecznie chciała spróbować z nim - potęgi. Kto wie, może kiedyś będzie w Orchardzie takie coś, takie zawody i co wtedy? Lepiej zobaczyć za w czasu, co w trawie piszczy. Zauważyła przybycie kolejnej pary, a właściwie trójcy, ale nie podejrzewała aby kucynka, sprawiała im problem. Zajęli inną część areny, a ona z El Dorado, ograniczała się do swojej. Oczywiście, został drugi raz wpuszczony w korytarz. Kiedy wrócił do niej, albo w okolice kobiety, poklepała ogiera po masywnej szyi. Natomiast stajenny, zredukował korytarz. Wolała mieć go na oku, kiedy nie byli już tu sami, mimo wszystko. Stacjonata skoczyła do 70cm, natomiast okser po 5 foule 80x90. Popędzonego wcześniej ogiera, wpuściła w korytarz oczywiście w galopie.El Dorado - 2016-06-20, 10:19 Postawił uszy na sztorc i spojrzał w kierunku kolejnych osób oraz kucyka, którzy przyszli na arenę. Położył jedno ucho do tyłu, nie spuszczając z nich wzroku. Patrzył się tak na nich przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił się i galopem ponownie wbiegł w korytarz. Zrobił jedno kółko dookoła części areny którą w tej chwili okupowali, zaraz zbliżając się do dziewczyny. Cicho sapał ze zmęczenia, jego kondycja pozostawiała wiele do życzenia, więc nic dziwnego, że zaczynał się powoli męczyć tym ciągłym bieganiem i skakaniem. Pogoniony do galopu z powrotem się rozpędził i wbiegł w korytarz.
Coraz wyższe przeszkody wymagały od niego jeszcze większego wybicia, więc ładował w skok coraz więcej siły z zadu. Nadal skakał z zapasem i lądował bez problemów. Zwolnił do kłusa, gdy tylko znalazł się poza korytarzem i odetchnął.Anonymous - 2016-06-20, 10:28 /tu nie ma żadnej hali
Całą drogę szła z tyłu, strzygąc uszami na lewo i prawo. Na widok areny, na której już ktoś pracował nieco się ożywiła. Tłum jej nie przeszkadzał, o ile jej nie deptano. Zarżała cicho, w stronę innych, szastając ogonem o swój bok. Zatrzymała się tam, gdzie nikogo nie było, żeby uniknąć nieprzyjemnego zderzenia czy pokopania. Otarła się pyskiem o stojącą przy niej czternastolatkę, trochę zaczynając się niecierpliwić.Nicol Illas - 2016-06-20, 13:12
El Dorado napisał/a:
[...]
Kobieta była prawie pewna, że dwie kobiety i kucyk, im nie zagrażał. Miał się, rozgrzać odpowiednio do próby potęgi, więc pewnie poskaczą do 100/1200 i wtedy już tylko jedna przeszkoda, będzie stała na jego drodze. Kondycja powiadasz? Więc basenik jeszcze ! To niech, nie marnuje na bezsensowne biegi czy coś. Dała mu czas na odsapnięcie, chodząc z nim w kółko na hali, co by krzywdy sobie staniem, nie zrobił. Dobra ostatni raz i basen, korytarz zmienił się na 80cm, natomiast okser po 5 foule 90x100. Kiedy był gotowy, kobieta ostatni raz go w niego wpuściła. Kiedy skończył, kobieta zadowolona pochwaliła go głosem i klepaniem, potem wstępnie rozstępowała go na hali i poszli na basen.
z.tEl Dorado - 2016-06-20, 14:17 /nadal nie ma tu hali
Ogier ostatni raz wbiegł w korytarz, przeskakując kolejno ustawione w nim przeszkody i wybiegł z drugiej strony. Przeszedł szybko do stępa, uspokajając swój oddech. Kiedy dziewczyna się do niego zbliżała przyspieszał krok, na początku nie dając się złapać. Takie bieganie luzem bardziej mu odpowiadało. Musiała więc trochę za nim pobiegać, ale ostateczne jej się udało. Po rozstępowaniu poszedł za nią na basen.
ztRuth - 2016-06-20, 21:09
Liliana napisał/a:
...
Schneewittchen napisał/a:
...
Wchodząc na arenę rozejrzała się bacznie po trenujących tu parach. Mimo tłoku, powinny nie mieć problemu z jazdą, w szczególności, że dziś to dopiero początki ich współpracy, stąd bez szaleństwa.
Początkowo skierowała się do siodła, gdzie podciągnęła jeszcze trochę popręg dla Profesora, a następnie wskazała dziewczynce, by ta wsiadła. Z pomocą Trenerki, czy też bez, kiedy 14-latka znalazła się na grzbiecie konia kobieta uśmiechnęła się do niej głaszcząc szyję konia. -Na początek, wezmę Cię na krótką lonżę bez jakiś ceregieli. Chcę przyjrzeć się Twoim umiejętnościom.-mówiąc to przypięła trzymaną w dłoni lonżę do wędzidła klaczy i nakierowała ją na średniej wielkości okrąg. -Na początek chwyć same końcówki wodzy, oraz przyjmij dosiad jakiego Cię uczono.- mówiąc to surowym okiem trenera zbadała ciało dziewczynki. Cóż, wiadomo że do ideału jej daleko, ale najważniejsze są chęci!
Prowadząc klacz po okręgu, sama również poruszała się po deczko mniejszym kole, więc lonżowaniem tego nazwać nie można było. Po kolejnych kilku minutach zatrzymała Gniadą podchodząc do dziewczynki. -Rozluźnij się, a ja ustawię Ci prawidłowo ciało. Twoim pierwszym zadaniem jest utrzymanie tego dosiadu.-mówiąc do uśmiechnęła się ciepło i pogłaskała dziewczynkę po łydce, jak gdyby jej słowa mogły ją przestraszyć, a czyny dodać otuchy. Początkowo zajęła się głową. Chwyciła ją za podbródek i nakierowała, tak by głowa dziewczyny była skierowana na uszy konia, na wprost. Następnie ustawiła jej delikatnie plecy, pokazując, że dziewczynka ma się nie garbić. -Powiem Ci to teraz, nie jako trenerka, ale jako kobieta. Noś się z tym kim jesteś dumnie, głowa do góry, pierś do przodu.- zagryzła delikatnie wargę schodząc do brzucha. Nie mając żadnych ale zeszła do nóg. Chwyciła za kostkę dziewczynki, nakierowując piętę niżej niż strzemię, a palce w stronę konia. -Rozumiem, że kłus zaliczyłaś. Trzymając w taki sposób strzemię nigdy nie wpadnie Ci dalej w stopę, a tym samym nigdy się nie zaklinuje.-stwierdziła, następnie spojrzała na nią całościowo i stwierdziła. -Świetnie, teraz puść wodze, wdech i wydech... o tak. A teraz puść ręce wzdłuż tułowia i staraj się zachować ten dosiad. Oczywiście luźno, nie każę Ci sztywno trzymać ciała. Chodzi głównie o to, byś potrafiła sama siebie skorygować. Inaczej nawet największy potencjał nie osiągnie sukcesu.- kończąc tym samym swój monolog naprowadziła znów klacz na koło, bacznie obserwując dziewczynkę.Liliana - 2016-06-26, 16:37
Ruth napisał/a:
[...]
Schneewittchen napisał/a:
[...]
Gniada nie musiała się martwić, dziewczyna nie zamierzała dać z niej zrobić naleśnika. Poklepała ją po szyi, gdy ta się o nią otarła. Dziewczyna uważnie, obserwowała poczynania kobiety, starając się jej pomóc w miarę możliwości. Schodzenie i wchodzenie miała opanowane do perfekcji, więc wsadziła jedną nogę w strzemię, by drugą gładko przerzucić nad siodłem i w nim usiąść. Poprawiła sobie nogi w strzemionach, ogólnie całą postawę swoją.
-To zbyt wiele, ich nie dojrzysz. - odparła lekko się uśmiechając, no cóż. Dziewczyna naprawdę, niewiele umiała. Rzekłabym, że prawie tyle co nic. Wracając jednak do samego treningu, kobiety trenerka podpięła lonżę i skierowały się na koło, dziewczyna cicho westchnęła. Drobny stresik, ale starała się tego nie pokazywać. Starała się równo wysiedzieć w siodle, nie obijając nogami o boki klaczy. Złapała lekko, ale pewnie końcówki wodzy, uważając też, by nie szarpać klaczy za pysk. Pewnie idealnie nie zawsze było, bo zdarzało się jej albo nieco cofnąć ręce do tyłu przez co skróciła wodzę, albo bujnąć niczym worek kartofli w siodle. Miała tylko nadzieje, że gniadoszka jej to wybaczy <3 Kiedy się zatrzymały, a kobieta do niej podeszła, Lil wysłuchała jej w spokoju. Dziwne to było nieco, kiedy kobieta ją tak ustawiała. Jednak nie protestowała, a starała się dopasować. Głowa w przód, nakierowana na głowę, a raczej uszy konia. Jednocześnie wzrok, wbity w ziemię przed nimi, a nie w luft czy coś. Plecy proste, to akurat wiedziała i starała się trzymać. Słysząc jej kolejne słowa, parsknęła prawie śmiechem, ciekawe porównanie nie ma co. Musiała to dziwnie z boku wyglądać Lekko wypięła pierś w przód, wyglądając trochę niczym posąg. Kolejno był czas na nogi, obniżyła piętę w dół, a place dając bardziej ku górze i na konia.
-Tak, ale to było raptem po kilka kroków. - w dodatku anglezowanym. Więc o cudzie, mówić nie można. Puściła wodzę z rak, wdychając i wydychając powietrze, powoli i relaksująco można powiedzieć. Potem ręce wzdłuż tułowia, starała się choć siedzieć prosto. Było to nieco trudne, ale dawała gorzej bądź lepiej radę. Zakładam, że nie trzymała się wodzy, tylko siedziała z rękami wzdłuż tułowia. To trzymanie dosiadu z początku, było trudne. Kiwała się nieco na boki, starając się nie spaść z konia. Dopiero po chwili, łapiąc lepszą równowagę, ale do ideału daleko.Anonymous - 2016-06-26, 19:44 Klacz cierpliwie stała w miejscu, czekając aż juniorka wdrapie się na jej grzbiet. Tyle dobrego, że przy wsiadaniu nie obiła jej nerek bo mogłaby się obrazić. Przemieliła wędzidło w pysku, a kiedy otrzymała sygnał zaczęła stępować po kole. Kucka należała do cierpliwych kopytnych, więc ciężko było ją zezłościć czymkolwiek. Znosiła na swoim grzbiecie nie jednego początkującego jeźdźca, ale mimo to była w całkiem niezłej formie. Szła powoli, uważając, żeby ten worek ziemniaków nie zsunął jej się z grzbietu. Nigdzie też jej się nie spieszyło, a że nikt jej nie pospieszał to mogła się poobijać. Takie chodzenie w kółko mogło być trochę upierdliwe, ale nie narzekała. Nie miała też zbytniego wyboru, takie życie profesora. W pewnym momencie stanęła w miejscu, by trenerka wytłumaczyła dziewczynie parę rzeczy, a ona w tym czasie zajęła się odganianiem od siebie much. Cholerne robale. Po chwili z powrotem wróciła do stępa, leniwie włócząc nogami po ziemi.Ruth - 2016-06-26, 21:19 Widząc, że z czasem dziewczynce idzie lepiej uśmiechnęła się promiennie i zagadnęła.-Bardzo dobrze. Teraz Twoim zadaniem jest zabijanie much na całej długości szyi klaczy. Ona będzie w bardziej komfortowej sytuacji, Ty się porozciągasz i poćwiczysz swoje nogi. By wykonać wszekie nachylenia zawsze musisz trzymać się kolanami. Tak jakbyś miała klacz objąć nogami.... Otóż to, i trzymając się właśnie kolanami będzie Ci łatwiej utrzymać dosiad oraz z czasem radzić sobie w szybszych chodach.-powoli prowadziła klacz po okręgu. W chwili, kiedy jak sądzę dziewczynka toczyła walkę z muchami Ruth sprowadziła klacz do stój podchodząc bliżej. Po raz kolejny poprawiła jej palce i stopy, następnie sprawdzając trzymanie się kolanami i ewentualnie je korygując. Finalne znów pogoniła klacz do stępa, jednocześnie obserwując uważnie dziewczynkę. To prawda, jej poziom w jeździectwie wynosi 1 do 100, aczkolwiek patrzenie na jej jazdę było bardzo przyjemne. To jak się stara, jak walczy z własną niemocą. To piękne ;'). Nie widać po niej, by była dzieckiem które od razu chce wzbić się na wyżyny, od razu skakać czy startowa w zawodach. Taki rozsądek jest niezmiernie ważny w sporcie.
Wracając jednak do treningu. Po przeprowadzeniu kolejnych 5 kółek w stępie wydała polecenie, przy którym nie było mowy o łatwości -Twoim zadaniem teraz jest chwycenie wodzy, przyjęcie poprawnego dosiadu i wyglądanie jak profesjonalistka. Musisz być pewna swoich czynów, nawet jeśli coś Ci nie wyjdzie to z podniesioną głową przyznaj się do niepowodzenia.- kończąc cichym westchnięciem uważnie przyglądała się kobiecie, jednocześnie co rusz łypając na klacz.Raynard - 2016-07-11, 16:56 Na ostatnich zawodach Lopin pokazała mu, że bardzo dobrze wie, jak zostawić konkurencję w tyle i zachować zimną krew przy dużej prędkości... Miał zamiar ukierunkować ją więc na dyscypliny szybkościowe, ale przy tym nie rezygnować z pracy kondycyjnej i reiningowych treningów. Dziś miał zamiar poćwiczyć z nią równowagę, szczególnie w kontrgalopie na łukach, i być może zapoznać ją z kilkoma figurami z reiningu.
Wprowadził gniadą na arenę, oparł dłonie na siodle i zręcznie wspiął się na jej grzbiet. Delikatnie przycisnął łydki do jej boków, przesunął dłoń z wodzami przed rożek siodła. Był przekonany, że żaden z obiektów na arenie nie wystraszy młodej quarterki, mimo to postanowił pooprowadzać ją między drągami, obok odstawionych na bok słupków i foliowych płacht. Lepiej nie ryzykować - w końcu znają się dość krótko, a ta psychiczna stabilność Lopin może zostać niespodziewanie zachwiana przez element dla niego niestresujący i nieznaczny, a dla niej przerażający. Gdy wstępny rekonesans mieli już za sobą, zaczął wprowadzać gniadą na różnego rodzaju koła i wolty, dyktując zgięcie przede wszystkim dosiadem i łydkami. Rola wodzy została ograniczona do minimum.Lopin To The Party - 2016-07-11, 17:51 W drodze na plac szła spokojnie u boku Raynarda, z zainteresowaniem przyglądając się wszystkim elementom. Rzeczywiście część obiektów była klaczy obca, ale jak się po chwili okazało, nie miało to większego wpływu na jej zachowanie. Niosąc jeźdźca na grzbiecie śmiało szła tam, gdzie prowadził ją mężczyzna. Największe wrażenie wywarły na niej szeleszczące folie, ale nie zrobiła tego, co zrobiłby chyba każdy hanower czy inny; nie zaczęła się w panice cofać ani kręcić. Mijając folię jednorazowo wzdrygnęła się, kierując w jej stronę uszy, ale nieproszona nawet nie zmieniła dotychczasowego tempa. Minąwszy tego jakże efektownego straszaka, parsknęła przeciągle i z powrotem opuściła nisko łeb, nos wysuwając daleko do przodu. Na łydki odpowiadała nader dobrze, będąc bardzo wyczuloną na nie oraz zmiany w dosiadzie. Nie dokuczały jej żadne sztywności, toteż po woltach poruszała się w równowadze, odpowiednio wyginając się w kłodzie.Raynard - 2016-07-15, 19:17 Wszystko było w jak najlepszym porządku, więc po rutynowym rozstępowaniu Raynard przeszedł do rozgrzewki. Sprowadził Lopin na długą ścianę, gdzie jednoczesnym impulsem łydek i ściągnięciem wodzy ostrzegł ją o nadchodzącej zmianie tempa. Chwilę potem wprowadził ją w kłus, pozostał na bardzo luźnej wodzy, zadowolony, że hodowca lub poprzedni właściciel klaczy oszczędził mu trudu wyczulania wierzchowca na dosiad i łydkę. Być może po kilku treningach, gdy zdołają się już dość dobrze poznać i wyczuć, spróbują jazdy na halterze, a następnie bez ogłowia!
I w tym tempie zdecydował się zacząć kilkoma kołami o różnych średnicach. Przykładał się do ich wykonania wręcz w sposób niebywały - były jedną z kluczowych części przejazdów reiningowych, więc wypracowanie perfekcji w wykonywaniu ich było bardzo ważne. Korygował każdy błąd w zgięciu, najpierw analizując swoją postawę, a jeśli błąd leżał po stronie quarterki - sugerował jej, co może poprawić przez przesunięcie zewnętrznej czy wewnętrznej łydki. By nie było za nudno w przerwach między nimi wprowadzał zatrzymania i zakłusowania na ścianach. Ostatecznie zdecydował się oba te ćwiczenia połączyć. Wykonywał średniej wielkości, około 15 metrowe koło, by zatrzymać klacz w jego połowie i ponownie ruszyć kłusem po jego drugiej połówce. Jedno powtórzenie na uświadomienie gniadej, jakie elementy będą brały udział w "grze" i małe utrudnienie!
Po zatrzymaniu wykonywał teraz koło w jedną lub drugą stronę. Lopin nie wiedziała, czego spodziewać się do ostatniej chwili, musiała więc wsłuchać się w jego pomoce i zrezygnować z domyślania się, o co jeźdźcowi może chodzić i czego może oczekiwać. Po pierwszym powtórzeniu poprowadził ją więc "poprawnie" w lewo, by w następnych powtórzeniach zakręcić dwa razy w prawo i ponownie zmienić kierunek. Na razie wykonywali to ćwiczenie w aktywnym kłusie, więc te zmiany stron nie powinny sprawiać problemów...Liliana - 2016-08-01, 22:16
Schneewittchen napisał/a:
[...]
Ruth napisał/a:
[...]
No widzisz? Dała radę No trochę to biedne życie profesora, ale sami sobie wybrali taki los. Znaczy nie wybrali, bo to złe określenie. Może nie protestowali? Wysłuchała kolejnych poleceń kobiety, przytakując tylko głową, że zrozumiała. Żeby wykonać te ćwiczenie, złapała się nieco mocniej siodła kolanami, a tułów się pochylał do przodu, by odgonić natrętne muchy z nad szyi klaczy. Nie muszę chyba mówić, że idealnie to nie było Kiwała się czasem w siodle, albo traciła równowagę przez co, musiała się złapać siodła aby nie spaść. Głównie działo się to podczas ruchu, bo w stój nie Wyszłaby wtedy na totalne ułoma, który nie potrafi siedzieć prosto. Lilka się starała, bo się chciała nauczyć, a nie wiecznie obijać. Co do tej pory, było dość problematyczne. Nowe zadanie ją nieco przerażało, złapała wodzę, ale starała się ich nie szarpnąć czy coś. Proste plecy, kolana i łydki przyłożone do boków konia, palce stóp bardziej do góry, pięta ściągnięta w dół. I jak? Nie wiedziała czy dobrze było, ale to pewnie się zaraz okaże.Ruth - 2016-08-01, 23:39 Spojrzała na nią po czym przyjęła twarz bez jakiegokolwiek uczucia. Mogła się już bać.
-Jest jedna rzecz która psuje wszystko.-odparła oschle po czym uśmiechnęła się szeroko.-Uśmiech Młoda! Nie ważne jaki miałabyś dosiad, uśmiech zawsze powoduje, że wyglądasz profesjonalnie.-pogroziła jej palcem po czym poklepała ją po udzie podchodząc bliżej aby deczko ją pocieszyć.-Teraz za zadanie masz rozciągać się utrzymując taką pozycję nóg. Wyciągasz raz rękę do uszu konia a raz do swojej nogi. Włóż tylko stopy do strzemion.-dalej poprowadziła klacz po okręgu na lonży w razie czego gotowa łapać dziewczynkę.