powodowały u niego sztywność poziomu kija w dupie, aż do gardła.
Faktycznie na pewno miłą odmianą było to, że ogier faktycznie zaczął uruchamiać plecy, korzystać z nich i chętnie galopować również angażując zad. Przede wszystkim zaczął być wygodny, o czym ostatnio nie można było powiedzieć...
W przypadku drągów z razu na raz zaczął pokonywać je w rozluźnieniu bardziej osiadając na zadzie aktywizując go w trakcie przejść. Zazwyczaj przejście przodami nie było dla większości koni problemem, jakoś pójdzie, to właśnie zawsze tyły były gubione, które on jednak zaczął wreszcie przemyślanie uaktywniać. Na przerwę chętnie wyciągnął nosa w przód śmiało i aktywnie krocząc do przodu.
Kiedy został skrócony przemielił wędzidło jedynie na początku nieznacznie spinając się w potylicy. Na sygnał zagalopował praktycznie od razu łapiąc bazowy galop, miał go w miarę okrągłego, z w miarę dobrze pracującym zadem i pozostał na kontakcie mieląc nerwowo wędzidło. Na początku nieco naparł na nie próbując ręki Jo, ale kiedy ten nie odpuścił ostatnie zaprzestał tych prób. Naprostowany na przeszkodę postawił uszy przyglądając się jej zaciekawiony. Dojeżdżając skrócił się przesadnie mimo działania łydek Jo, tym sposobem po płaskim przejściu nad drągiem i po fouli przytupnął pod krzyżakiem wybijając się niechlujnie w górę, nie składając nóg, ale robiąc na tyle zapasu, by przeszkody nie tknąć. Po przeszkodzie podkulił dupkę pod siebie i w ramach nerwów bryknął między przeszkodą i drągiem, by następnie go przegalopować równie niechlujnie jak skacząc i kładąc uszy pogalopował dalej płasko. Chwilę zajęło Jo ogarnięcie go w galopie na nowo, ale odpuścił i tym razem aktywniej wszedł Najeżdżając prosto dzięki ustawionym prostopadle drągom. Okrągła foulą pokonał drąga, a następnie praktycznie się nie składając pokonał krzyżaka, by wylądować na nakazaną nogę i płynnie pokonać drąga. Zauważalnie dobrze pracował nad drągami, ale techniczne samego krzyżaka pokonywał słabo. Lekko odginając plecy, nieznacznie nurkując i z wiszącymi nogami skacząc.
To samo działo się na wysokości 70 cm oraz na stacjonacie. Raz zrzucił przez wiszącą nogę, która przesadnie opadła w skoku, ale resztę razy pokonał na czysto, nadal jednak słabo się starając.
Po chwili oddechu zastrzygł uszyskami, ale ogólnie był jakby mało zainteresowany samym treningiem. Gdy zagalopowali na stacjonatę znów naparł na wędzidło nieco spłaszczając galop, ale ostatecznie zostając na ręce wycofał się widząc po chwili wysokość przeszkody, która przy jego wzroście no cóż mówić była mizerna. Pokonał ją jednak na czysto, a skierowany na szereg najechał na niego równie wycofany jak wcześniej. Nie odpowiedział na poszerzenie Jo, by następnie skoczyć pierwszą stacjonatę i jakby wyłączając myślenie po dalekim lądowaniu ogier od razu wszedł na skok - wyskok w oksera, dopiero w locie orientując się co zrobił. Ostatecznie się w niego wjebał mimo próby wyciągnięcia się w locie. Tylny drąg zaplątał się ogierowi między nogi tak, że prawie wyrżnął na pysk, ostatecznie ratując się i wstając z jeźdźcem, od razu spłoszył się, dość szybko dając się ogarnąć.
Zapewne po chwili kiedy podnosili przeszkody najechali na całość jeszcze raz, na stacjonatę w galopie patrzył bardzo podejrzanie skradając się do niej mimo łydki, ale skoczy ją w panice ze sporym zapasem. W trakcie najazdu na szereg pływał, by następnie próbować go zaatakować. Nieco mu się udało, wybił się energicznie nad stacjonatą, by przed okserem... Stanąć jak wryty, by po chwili próbować się spłoszyć spod niej.
W zależności od reakcji Jo czy dostał karnego bata (wtedy próbował uciekać jeszcze bardziej, ale pojął przekaz) lub uspokojenia (wtedy był nieco zdezorientowany, ale faktycznie się wyciszył) następny najazd na całość wyglądała jak wcześniej, ale tym razem dał się bardziej skrócić do nieszczęsnego szeregu, którego się po prostu bał, czy raczej oksera. Wszedł pewnie w szereg próbując stanąć, ale na pewne pomoce (bat, ostroga?) wybił się prawie z miejsca. W drugim szeregu nie było lepiej, gdzie po wejściu od stacjonaty po dwóch foulach przytupnął, by mało ekonomicznym skokiem w panice pokonać oksera.
Jeśli była przerwa dysząc odpoczął, mocno spocony mimo takich wysokości. Cóż, niejednokrotnie władował się w oksera wcześniej, a teraz przypomniało mu się "to czego kiedyś" się bał. Nie była to wina Jo, bo wyszedł spod jego kontroli, ale niestety taki był BMV, próbujący przejąć kontrolę i potem tego "żałując".Jonah Wrens - 2018-03-20, 18:30 xDD
W tych przypadkach, z krzyżakiem jedynie mogłem dbać o ciągły okrągły galop, który miał sam wypychać ogiera, ale że puszczał przody to już była tylko i wyłącznie jego zabawa. Powiedźmy, że mimo starań pojechaliśmy dalej w ten nieszczęsny szereg, gdzie ogier po prostu zrobił coś głupiego. Nie będę ściemniał bo mocno mnie zaskoczył swoim zachowaniem, zwyczajnie wcześniej nie odstawiając mi takich rzeczy, ale tyle co jeździłem byłem w stanie jedyną rzecz jaką zrobić to oddać wodze. Reszta pod względem technicznym mogła płakać, a jeszcze gdy gniadosz leciał w stronę ziemi pyskiem, nawet nie wiem czy się odchyliłem, czy co zrobiłem. Wydawało mi się, że zaparłem się w strzemionach i poszedłem do tyłu - ale nie mogłem tego w 100% stwierdzić. Mocno mnie zaskoczył, chociaż nie było szansy na rozgrzebywanie tematu, bo dalej pogalopował "ostrzej". Zwolniłem go na spokojnie i upewniłem się, że nie kuleje po tym występku. Ruszając ponownie na odbudowany szereg, byłem bardziej czujny jeśli o to chodzi i pilnowałem jego galopu, by w środku szeregu spotkać stopkę - co mnie wcale jakoś nie zaskoczyło tym razem. Nie mniej jednak, nie ukarałem go batem za pierwszego stopa. Coś do niego cicho powiedziałem i spokojnie jakby nigdy nic ruszyłem go do przodu, by mógł sobie spojrzeć najpierw lewym okiem na okser, a potem prawym. Dopiero wtedy ponownie zagalopowałem i ruszyłem na kombinacje. Dbając o okrągły galop od łydki już do stacjonaty w razie potrzeby podkreśliłem swoją decyzję ostrogą. Niestety żeby go nauczyć skakać, a uniknąć kolejnego wyłamania wraz z podejściem do przeszkody poszedł w ruch bat na łopatkę (czyli jeszcze nie tak chamsko z mojej strony) i cmoknięcie. Jeśli tutaj wyłamał to niestety spotkał się z batem, wyciszeniem i ponownym najechaniem ale już z batem na wędkę, który poszedł na zad - oby nie był potrzebny. Na kolejnym szeregu po prostu czekałem, dawałem mu decyzję do oddania skoku ale czekałem, żeby mnie nie oszukał i żebym nie wylądował przed nim albo w przeszkodzie. Starałem się pójść za nim w skoku i poklepałem go po szyi chwaląc za to, że skoczył. Pozwoliłem mu odsapnąć na długiej wodzy i nie zmieniłem żadnej wysokości. Krzyżak jedynie zrobił się stacjonatą z ptaszkami (wróbelkami<3) i tyle.
Ponownie pozbierałem wodze i zacząłem go troszeczkę wyginać, zad do wewnatrz, zewnątrz w bardzo wooolnym stępie. Na kilka kroków i mu odpuszczałem. Po takiej krótkiej gimanstyce z kilkoma podejściami, żeby tylko zrobić te trzy kroki, ponownie zaprosiłem go do galopu. Ręce trzymałem w miejscu, nisko i sobie dopychałem go łydką do nich, żeby robił się okrągły i lekki na pysku. W razie wojny, zewnętrzną go podnosiłem, żeby się nie uwieszał i ponownie najechaliśmy na szereg, w którym wpakował się w okser. Trzymałem sobie rękę w miejscu, usiadłem mu na plecach i pozwoliłem galopować, nie dając mu się skradać do stacjonaty. Posłałem go do skoku i poszedłem razem z nim między członami wracając do siodła i łydką podtrzymując galop. Chciałem żeby na mnie poczekał, więc starałem się pokonać jak należy ten mały dystans ignorując wcześniejszy wypadek. W tym celu zachowałem równowagę poprzez cofnięte ramiona, równo ułożone ręce, które dawały mu oparcie i łydkę, która napędzała całość. Dlatego miał naprawdę mało czasu na decyzję, a z mojej strony pewność, że skoczy okser, na szczęście posiadałem tę umiejętność niemyślenia o czymś co było, a byciu dalej pewnym i niewystraszonym. Dlatego foula minęła szybko i ponownie skoczyliśmy, lub Be My podjął kolejną próbę wyłamania, która wtedy skończyłaby się karnym batem na zadzie. Jeśli jednak troszeczkę pomyślał po ostatnim szeregu i dał się przeprowadzić pochwaliłem go głosem i klepaniem po szyi, galopując chwilę w półsiadzie z luźną wewnętrzną wodzą, gdyż byłem zajęty chwaleniem go. Wracając do siodła, ponownie złapałem wewnętrzną wodzę i doprowadziłem go na prosto do naszej małej stacjonaty powstałej z krzyżaka, czyli całe 70cm z ptaszkami na górnym drągu. Zadbałem o to, by był prosty i wszedł w korytarzyk z drągów, co ułatwiały mi wcześniej ułożone drągi, wręcz wymuszające na ogierze prosty najazd. Jeśli potrzebował pewności zadziałałem ostrogą, aby utrzymać równy galop. Posłałem go do skoku i skoczyłem razem z nim, o ile nie wymyślił czegoś ciekawego. Jeśli się spisał - rozkłusowałem go chwaląc i wystepowałem w derce. Gdyby jednak popełnił gafę, najechałem ponownie na stacjonatę z ptaszkami, by oddał na niej skok i po pochwale jeszcze raz do tego podeszliśmy, żeby skoczyć już bardziej technicznie, a nie byle zostawić to za sobą. Czyli ramiona z tyłu, siedzenie na plecach i galop od łydki. Bez zbędnego kombinowania z mojej strony. Tak czy siak skończyliśmy na dobrym i więcej go nie chciałem męczyć, zważywszy na niemiły incydent, którego miałem nadzieje, że nigdy nie powtórzy.
/ztJonah Wrens - 2018-03-20, 19:01 Korzystając z przyjemnej pogody również i Shockwave miał mieć te przyjemność skakania na dworze. Ponadto przyszedłem tutaj razem z nim, nie wsiadając od razu na konia. Zaczepiałem go po drodze, mając dobry humor bo wiedziałem co będziemy robić. Na pewno i siwemu spodoba się skakanie przeszkód 140cm. Dawno już powinien przejść do tego etapu, ale że nie śpieszyłem się nigdy z żadnym koniem to tak wyszło. Miałem pełni sił koniczka, który dzisiaj sobie będzie mógł szaleć w wysokości. Zatrzymując go przy schodkach, spokojnie na nie wszedłem i poklepałem go po szyi, wyraźnie wesoły. Wsiadłem na siwuta i po włożeniu drugiej nogi w strzemię, zaprosiłem go do stępowania na luźnej wodzy. Byliśmy tutaj sami, więc pozwoliłem sobie na taki komfort, a przy okazji mogłem założyć kask. Po rozstępowaniu go na lewo i prawo przez piętnaście minut, zatrzymałem go przy ogrodzeniu i ściągnąłem derkę. Pozbierałem sobie wodzę i na takiej dłuższej, ale w kontakcie zaprosiłem go do kłusa. Równego tempa, ale żeby sobie pokłusował. Jedynie działałem wewnętrzną wodzą razem z łydkami, żeby odpuścił w plecach i szedł rozluźniony, okrąglutki. I tak sobie jeździłem po całym parkurze, zmieniając kierunek, czy nawet dla samego sprawdzenia konia prowadziłem go po dłuższych ścianach na trzecim śladzie. Dodawałem wolty w każdym miejscu placu, albo robiłem pół koła na 3/4 wysokości długiej ściany, żeby ot tak sobie go trochę poprowadzić. Póki co nie wymagałem jakiegoś super ustawienia, tylko rozluźnienia, więc nawet mogłem w pewnym momencie dać mu trochę więcej wodzy, żeby sobie wyciągnął swobodnie głowę. Zakręcałem i tak głównie od łydek, nie chcąc mu łapą machać tam gdzieś nad szyją. Po kolejnych piętnastu minutach takiego kłusa, przeszliśmy do stępa.Shockwave - 2018-03-20, 19:47 Prowadzony w ręku lekko się przy tym ociągał, słoneczko przyjemnie grzało srebrno-białą sierść powoli wprawiając w dobry humor nie tylko jeźdźca, ale i jego rumaka. Wprowadzony na parkur rozejrzał się po obiekcie nie robiąc sobie jednak nic z tego, że byli na zewnątrz. Mogłoby się wydawać, że był dzisiejszego dnia trochę ospały i zamulony, ale nic bardziej mylnego. W pełni sił, zdrowy oraz w doskonałej formie tylko czekał na ten trening by wreszcie móc polatać.
Zatrzymany przy schodkach stał spokojnie czekając aż mężczyzna zajmie miejsce na jego grzbiecie. Stępując przez pierwsze parę kroków obijał się jak mógł, dopóki Jo nie upomniał go ostrogą. Wtedy wyraźnie się podniósł i pożywił zaczynając aktywniej iść od zadu.
Po zdjęciu derki i zaproponowaniu przejścia do kłusa ruszył nim energicznie, od samego początku lekko śpiesząc i napierając przy tym na wędzidło. Nie robił tego w chamski sposób, ale też daleko było mu do rozluźnienia. Był to dopiero początek treningu i Jo nie wymagał od niego jeszcze niesienia głowy w dole, liczył się kontakt, który Siwek mimo wszystko utrzymywał z ręką jeźdźca. W miarę upływu czasu zaczął zaokrąglać szyję i puszczać mięśnie grzbietu, do czego przyczyniały się zarówno zgięcia, jeżdżenie po kołach oraz dodatkowe ćwiczenia, jakie wykonywali.
Otrzymując nieco więcej luzu wyciągnął nos do dołu i na długiej szyi kłusował wręcz tropiąc przy ziemi. Luźny i przepuszczalny swobodnie wszedł w stęp, krocząc nim już aktywnie przed siebie.Jonah Wrens - 2018-03-20, 21:31 Jedyne co zmieniłem w tym początkowym kłusie to troszeczkę zwolniłem. Nie chciałem, żeby bezsensu zasuwał, raczej licząc na otwarcie się w łopatkach, skoro nie był skrępowany konkretnym ustawieniem, a mógł śmiało wyciągać nos jak chciał. Chwilę sobie postępowaliśmy na luzie i nabrałem wodze, już go ustawiając. Od łydki do ręki i wygodne dla siwego ustawienie. Raczej nie niskie, bo w skokach było by problematyczne, ze względu, że musiał mieć możliwość przyjrzenia się przeszkodzie, a nie być zaskoczonym na foule przed. Dlatego ustawiłem go tak pośrednio, nie w wysokim, ale nie nisko. I zacząłem w stępie pracę na zasadzie zadu do wewnątrz na obie strony, następnie zad do zewnątrz i spróbowałem zrobić z Siwym łopatkę do wewnątrz. Czyli pozostawiając zad na śladzie, a jedynie pozwalając "uciec" mu przodem na drugi ślad. Dosłownie na trzy kroki i po poklepaniu odpuszczałem u całkiem. Jak już poradziliśmy sobie raz lepiej, raz gorzej z tymi ćwiczeniami to jeszcze zrobiłem w wolnym stępie ustępowania do ścian i tyle, wyprostowałem go i zaczęliśmy już w ustawieniu kłusować. Pilnowałem tempa żeby było aktywne i już sobie pozwalałem na ciaśniejsze kręcenie wokół przeszkód, które ustawiano już podczas naszego stępa. Nie jeździliśmy dzisiaj drągów, a chciałem zrobić mu typowe skoki jak na parkurze, bez wskazówek. Dlatego po prostu zacząłem robić dodania i skrócenia w kłusie. Dodanie od połowy krótkiej ściany do połowy długiej ściany, skrócenie na kilka kroków i znowu dodanie. Tak na obie strony i znowu chwila stępa do odpoczynku, a po złapaniu oddechu zagalopowanie z kłusa na lewo, chwila luźnego galopu od łydek, żeby zachować okrągłość konia i po takim luźnym okrążeniu, może półtora zacząłem robić przejścia kłus-galop. Następnie przez stęp zmieniłem kierunek i na prawo taka sama wersja wydarzeń, tylko na sam koniec zamiast stępa dodanie w galopie, które później dzięki przekątnej i lotnej zmianie nogi zrobiliśmy też na prawo i takim oto sposobem Shockwave wywalczył sobie chwilę przerwy w stępie.Shockwave - 2018-03-20, 22:19 Rozluźniony wyraźnie zapienił się w pysku jednocześnie zyskując ogromną swobodę i rozluźnienie w trakcie poruszania się. Ćwiczenia opierające się na wyginaniu od łydek oraz rozciąganiu mięśni po obu stronach wykonywał bez zawahania mając za sobą całkiem solidne ujeżdżeniowe podstawy. Kiedyś nawet zdarzyło mu się startować w ujeżdżeniu, ale to stare dzieje.
Przestawianie zadu do wewnątrz i na zewnątrz, szlifowanie łopatek oraz ustępowania, choć wymagały od Siwego nie małego skupienia to bardzo pozytywnie wpływały na jego rozluźnienie i uspokajały dość gorącą głowę. Od samego początku rozgrzewki brunet mógł poczuć, że ogier dzisiaj jest bardziej elektryczny niż zwykle, ale nie oznaczało to, że zaraz miał go wysadzić z siodła, chociaż... ;>
Kręcąc się pomiędzy przeszkodami łypał na nie z zainteresowaniem i sprawnie przemieszczał się pomiędzy nimi. Stałym tempem kłusa niósł Jonaha na swoim grzbiecie miękko i lekko wybijając do góry podczas stawiania sprężystych kroków na kwarcowym podłożu.
W trakcie dodań odrobinę ponosiła go fantazja, przez co niechętnie dawał znów się skrócić. Na wszelkie próby ograniczania i wstrzymywania reagował kładzeniem po sobie uszu, ale dość pokornie pozwalał na to, aby to Jo narzucał tempo. Dopiero po chwili stępa i przejściu do galopu zaczął wyraźnie zdradzać swoje niezadowolenie z powodu kolejnych przejść w dół. Nie bardzo podobało mu się przechodzenie z powrotem do kłusa z galopu, który wyraźnie dawał mu frajdę.
Jednym słowem potrzebował solidnego rozgalopowania, o czym już po chwili przekonał się pan Wrens. Po zmianie kierunku i powtórzeniu ćwiczeń na drugą stronę w trakcie dodania w galopie zaczął znów napierać na wędzidło i zapewne wszystko byłoby w porządku gdyby nie lotna zmiana nogi.
Po wykonaniu zmiany Shock oddał solidnie z zadu ruszając po tym wesołym akcencie galopem pełną parą. Nie było tu mowy o jakimkolwiek stępie, gdy ogier wręcz eksplodował z nadmiaru emocji i skumulowanej energii.
Wyskakując z czterech nóg w górę dał upust swojej radości niewiele robiąc sobie z obecności ciężaru na swoim grzbiecie, w końcu silne bydle z niego. Jonah Wrens - 2018-03-20, 23:01 Kochany konik <3
Po tej lotnej, mocno pokrzyżował mi plany, bo musiałem cofnąć się w siodle, żeby mnie nie wyrzucił jak z katapulty, więc przy okazji pewnie nieładnie zaparłem się o strzemiona, gdy już był sam moment bryknięcia. Zachciało mi się dopasowanych do mnie koni, tak to na jakimś małym miałbym wiecznie jazdy bez bryknięć Niestety galopować umiałem nawet jak było to szybko, więc tym mnie Shock w żaden sposób nie zraził, a wyskok z czterech musiałem gładko potraktować, biorąc większość na nogi, żeby wygodnie to zamortyzować. Znowu musiałem rozczarować Shocka, bo lekko podniosłem zewnętrzną wodzę i tym sposobem uniosłem mu głowę, a tak było łatwiej mi go zatrzymać co też zrobiłem. Wtedy poklepałem go po szyi i pochwaliłem dając chwilę stępa.
-Będziemy dzisiaj wysoko skakać, musisz mieć siłę chłopie.
Odezwałem się do niego i pogłaskałem go po szyi. Może teraz mnie nienawidził, ale gdybym go za mocno rozgalopował miałbym później go na sumieniu lub zacząłby odmawiać skoków ze zmęczenia, więc musiałem jakoś wykorzystać jego siłę. Taki oto PARKUR (w rzeczywistości mają dużo miejsca, bo plac jest duży, a przeszkód mało) czekał na nas na razie mając wyzywające 100cm na stacjonatach, a na okserach 90-90cm z szerokością 100cm. Jedynie "wolna" stacjonata i okser miały 80cm i 80-90cm. Tak na rozgrzewkę dla niego powinno być okej, zwłaszcza, że przeszkody musiały szybko iść w górę, żeby nie oddać miliona skoków. Pozbierałem wodze i tym razem zrobiliśmy zagalopowanie ze stępa na prawo. Objechaliśmy sobie wolny okser, linię na pięć foule i dopiero za szeregiem odbiliśmy na prawo. Poprzez lekki nacisk na wewnętrzne strzemię, a za pomocą zewnętrznej łydki i wodzy. Chociaż dalej to nie było majtanie rękami w każdą stronę. Cały czas nadawałem mu tempo galopu przez łydki, przez co powinien już teoretycznie czekać na mnie i trochę rozsądniej podchodzić do zadania. Rękę zostawiłem w miejscu i sobie do niej dojeżdżając, poczekałem na dogodne miejsce do odbicia i posłałem go do skoku. Czekając na odpowiedź z jego strony, dopiero razem z nim wyszedłem w półsiad. Na razie na spokojnie, chociaż była opcja wyskoczenia pod niebo co wcale by mnie nie zdziwiło. Pochwaliłem go i pojechałem dalej na prawo, żeby po wolcie za okserem ale przed linią ponownie najechać na tą samą stacjonatę i dopiero po drugim dobrym skoku (jeśli był zły to powtórka) przerzuciłem go na lewą stronę i na tej samej zasadzie dwa razy pokonaliśmy stacjonatę, tym razem wyjeżdżając zza oksera. Kolejne dwa dobre skoki i od razu pojechaliśmy, aż za linię do wolnego oksera. Miał trochę okrągłego galopu w dystansie, więc nie mógł narzekać na jego braki teraz. Czekając na okser, spokojnie się wycofałem i czekałem do odbicia, nawet sobie w głowie licząc. Po przeskoczeniu oksera, odbiliśmy na prawo i spokojnie sobie zawróciliśmy, żeby pojechać linię od tyłu. Nie było wskazówek, więc mogliśmy szaleć zwłaszcza, że drągi po obu stronach były równe i nikt nie mógł mnie oskarżyć o barowanie konia. W linii po pierwszym skoku, od razu miękko wróciłem do siodła, siadając siwemu na grzbiecie i tak jak do poprzednich przeszkód poczekałem sobie odliczając każdą przebytą foule. Dzięki temu wiedziałem czy muszę dodać, czy skrócić, a może nic nie zmieniać. W zależności ile wyszło fouli po tym skoku dałem mu chwilę przerwy, żeby całość podnieśli o 10cm. A wolne przeszkody zostały podniesione do stacjonata 110cm, a okser 100-105cm.Shockwave - 2018-03-20, 23:31 Oczywiście, że kochany. Kochańszego nie znajdziesz...
Miał chłopak pierdolnięcie więc bruneta nie powinno dziwić, ze przy takich gabarytach konia mógł poczuć jak wręcz Shock próbuje wkatapultować go z siodła. Pomimo tych wesołych prawie podniebnych lotów Siwy w końcu wyhamował i przeszedł do stępa nie chcąc przecież skrzywdzić swojego właściciela.
Stępując spuścił nisko łeb i oddychając głośno zbierał siły na dalsze zadania, jakie Jo miał zamiar dzisiaj przed nim postawić. Wciąż lekko podminowany szybko się zregenerował buchając wręcz z nadmiaru energii, przez co sam stęp był bardzo energiczny, a Shock momentami sam próbował ruszać kłusem, gdy Jo w momencie nieuwagi lekko musnął go łydką.
Zainteresowany przeszkodami nieznacznie zadarł łeb do góry przyglądając się stojącym metrowym przeszkodom. Poproszony o galop znów ruszył w przytupem od samego początku galopując mocno do przodu i pod górę. Silny zad napędzał tą białą machinę, gotową zaatakować dowolną przeszkodę, którą wskazałby mu Jo.
Mijając stojący okser oraz linię i szereg nakierowany w prawo lekko ustąpił od zewnętrznej łydki spychającej go bardziej do środka parkuru. Naprowadzony na stacjonatę szedł pewnie i odważnie nawet przez moment nie wątpiąc w siebie ani Jo. Nie wyrywał też przesadnie do przodu, choć wyraźnie pociągał do przeszkody, co powinno być jednak uznane za atut. Cierpliwie czekał na sygnał do skoku, po którym odbił się od ziemi z impetem, oddając skok z niemałym zapasem. Lądując opadł miękko na ziemię i szybko pozbierał się z powrotem będąc gotowym już na kolejne wyzwanie.
Powtarzając raz jeszcze skok nad stacjonatą tym razem nie brał aż takiego zapasu, zwyczajnie lekkim susem w górę pokonując przeszkodę bez najmniejszego problemu. W drugą stronę także dawał z siebie wszystko wyraźnie czerpiąc frajdę z samego skakania. Były to zaledwie rozgrzewkowe wysokości, które miały rozruszać ogiera.
Po stacjonacie przyszła kolej, na okser, do którego Shock wesoło galopował momentami rozpędzając się aż za bardzo. Na szczęście Jo zadbał o wędzidło, które miało studzić zapędy, ale być przy tym również w miarę delikatne, dzięki czemu Siwek nie musiał obawiać się o swój pysk.
Oddając skok nad okserem złożył się w locie rozciągając nad przeszkodą, choć w niewielkim stopniu. To jeszcze nie ten pułap, aby włączać tryb samolotowy.
Po pokonanym okserze czekała na nich linia, przy której emocje trochę poniosły konika. Nauczył się czekania na jeźdźca i współpracy z nim, ale momentami odzywał się w nim dawny niepokorny Shock. Po pokonaniu pierwszej w przeszkód, do drugiej wyciągnął Jo, ostatnią foule niemal urywając i zrywając się do lotu zbyt wcześnie. Na szczęście wyratował się z opresji i pokonał na czysto obie przeszkody.
Zmęczony, ale zadowolony przeszedł do stępa łapiąc oddech przed kolejnym podejściem do skoków.Jonah Wrens - 2018-03-21, 00:35 Kochany samolocik Dlatego on jest numero uno, niezmiennie od początku.
Wszystko było fajnie i nie mogłem narzekać, prócz tej pary, która dalej była w siwku ale spokojnie, na to też miałem patent. Spodziewałem się, że niedługo się uspokoi, więc te wyższe przeszkody pokonamy rozsądniej. Na nieszczęście Shocka, po linii, gdzie mieliśmy przejść do stępa, poprosiłem go o dalszy galop. Ponownie nakierowałem go na linię, tym razem chcąc ją rozjechać na 6 fouli. Dokładając na dużym koniu ten jeden krok galopu musiałem go zwolnić, o co mi teraz chodziło. Dlatego korzystając jeszcze ze starej wysokości, podprowadziłem go do oksera, by ponownie go przeskoczyć, ale ze spokojniejszego tempa. Gdy wylądował, półparadka i łydeczka, która go prowadziła wolniejszym tempem. Ja nic nie robiłem, więc gdyby próbował znowu wyrwać, zostawiłem rękę, żeby się w razie potrzeby walnął sam o wędzidło. Gdyby jednak pomyślał, że po coś go skracam to wtedy spokojnie dostał wolne i mógł stępować po pokonanej stacjonacie. Nawet jeśli ją zrzucił ale podszedł ze mną, a nie sam to i tak miał przerwę.Shockwave - 2018-03-21, 19:11 Ohhhh, bo się zarumieni! <3
Nie mógł narzekać na nadmiar energii bo to świadczyło również o doskonałej kondycji Shocka, który nie tylko miał siłę skakać, ale też od czasu do czasu wesoło pobrykać. Owszem wysokości działały na niego motywująco, ale powoli trochę spuszczał z tonu rozsądniej pochodząc do przeszkód.
Raz jeszcze nakierowany na linię znów próbował po pokonaniu pierwszej przeszkody objąć prowadzenie. Jednak Jo w porę go utemperował po prostu pozwalając mu nadziać się na wędziło, tym samym sprowadzając ogiera na ziemię i nie zezwalając mu na własne fiku miku. Mocniej osadzony na zadzie skrócił foule i spokojnie obaj rozjechali linię według założonego planu.
Momentami wymagał po prostu przypomnienia zasad i opanowania, bo szaleńcza chęć skakania i nakręcanie się na przeszkody momentami jeszcze wychodziły z niego w najmniej odpowiednim momencie. Przechodząc do stępa skorzystał z chwili przerwy, wykorzystując ją na odpoczynek i regenerację.Jonah Wrens - 2018-03-21, 20:57 Teraz już pozwoliłem podnieść pomocnikowi linię, którą dojechaliśmy tak jak chciałem. Więc wszystkie stacjonaty miały 110cm, a oksery były 100-105cm na 100cm szerokości. Zmieniłem też zdanie co do wolnych przeszkód i stacjonata miała 115cm, a okser 110-110cm.
Ponownie pozbierałem ogiera i tym razem zagalopowaliśmy na prawą nogę. Robiąc woltę dookoła szeregu na dwie foule, wykorzystałem lekkie wygięcie by od razu za stacjonatą rozpoczynającą szereg zakręcić na wolną stacjonatę. Spokojnie sobie jechałem do przeszkody, łydką galopując, a rękę trzymając w miejscu i tutaj pozwoliłem siwemu pod kontrolą minimalnie dodać. Po pokonaniu stacjonaty odbiliśmy na lewo, ja w zakręcie siedząc w siodle pilnowałem równego tempa galopu, żeby już na prostej do szeregu na dwie foule móc spokojniej dogalopować. Poczekałem do miejsca odskoku i posłałem go w górę, miękko lądując po przeszkodzie na nogach i wracając na jego grzbiet, żeby cofnąć ramiona i ponownie po dwóch foulach oddać szerszy skok nad okserem. Objeżdżając parkur w półsiadzie, znowu jechałem w stronę wolnej stacjonaty, do której usiadłem przed zakrętem w lewo na światło przeszkody. Po skoczeniu stacjonaty odbiliśmy na prawo i poprowadziłem go do wolnego oksera. Również powoli bez głupiego wganiania się, z pomocami jak na samym początku i przez ten cały czas. Po pokonaniu oksera poklepałem go po szyi i dałem mu chwilę luzu, a przeszkody podniesiono do 120cm (w tym wolny okser), a oksery w kombinacji miały wysokość 105-115cm.Shockwave - 2018-03-21, 21:08 W trakcie wykonywania wolty pozwalał prowadzić się po kole bez najmniejszego problemu, galopując równym okrągłym galopem. Mocno zaangażowany zad wkraczał głęboko pod kłodę zapewniając Siwemu niezbędną lekkość przodu. po wyjściu z wolty po lekkim łuku nakierowany na stacjonatę szedł pewnie, lecz nie wyrywał do przodu, dopiero przy ostatnich dwóch krokach galopu nabierając tempa. Chcąc lub nie Jonah musiał mu na to pozwolić, bo przy stale rosnących wysokościach liczyła się nie tylko siła oraz technika najechania, ale również prędkość niezbędna do nabrania odpowiedniego rozpędu.
Lądując na lewo delikatnie przyśpieszył jednak nie wymykał się spod kontroli, co czasami jeszcze mu się zdarzało. Atakując stojący szereg oddał skok w pierwszej kolejności nad stacjonatą, a po jej pokonaniu delikatnie dodał biorąc rozpęd do oksera. Pracując szyją w trakcie lotu wyciągnął nos do przodu jednocześnie mocno składając po siebie podwozie i zarzucając gęstym białym ogonem w powietrzu.
Po pokonaniu szeregu i zakręcie w lewo raz jeszcze pokonał stacjonatę stojącą pod włos, znów nawet nie trącając drągów. Starał się jak mógł, a odkąd doskonale dogadywał się z właścicielem musieli oboje tylko nawzajem się słuchać by móc przejechać parkur na czysto.
Nakierowany na wolno stojący okser szedł pewnie i z niemałym zapasem pokonał przeszkodę biorąc sporej wielkości zapas. Po zeskoku wesoło oddał z zadu i dopiero wtedy spuścił łeb korzystając z chwili odpoczynku.Jonah Wrens - 2018-03-21, 22:33 Już tak byłem przez niego spaczony, że nawet nie reagowałem na bryknięcia, a traktowałem je jak coś równie naturalnego co krok galopu. Wiedziałem tylko, że muszę go pilnować, żeby galopował na okrągło, a póki co do takiej "wysokości" nie musiał zasuwać, bo później pogubi kopyta albo będzie drugim koniem, który wpakuje się ze mną w okser. Galop na okrągło nie oznaczał, że patataja w miejscu, wręcz przeciwnie. W taki sposób mogłem sobie dodawać i go skracać, wydłużając foule a nie ją spłaszczając.
Tak czy siak, gdy już odsapnął, zebrałem wodze i na lewo pojechaliśmy do linii na 5 fouli jadąc ją już od strony stacjonaty, gdyż okser był double barrem, więc nie kombinowałem. Wciąż dbałem o dobre tempo galopu ale pozostające w pełnym rozluźnieniu grzbietu, a zatem okrągłe kroki. Prostując go już na stacjonate, przypilnowałem go zewnętrznymi pomocami i dojechałem go do stacjonaty, foule po niej robiąc półparadę, żeby do mnie wrócił, a ja na spokojnie cofnąłem się w siodle, utrzymując nasze tempo całego "parkuru". Do oksera zostawiłem rękę, minimalnie ją przesuwając za pyskiem konia, który zapewne tak chciał troszeczkę wyciągnąć sobie miejsca i poszerzyć krok, by oddać pełny skok nad okserem, na co mu pozwoliłem bez sprzeciwu. Chciałem by podczas naszego przejazdu galopował równo też między przeszkodami, jadąc bardziej technicznie niż na ściganie. Na lewo pojechaliśmy do wolnej stacjonaty, z której odbiliśmy na prawo jadąc do wolnego oksera, a po nim wylądowaliśmy znowu na lewo by zawinąć do szeregu na dwie foule - po nim chwila przerwy dla konia, a parkur poszedł w górę.
Stacjonaty w linii i szeregu 130cm, oksery w linii i szeregu 120-130 o szerokości 120cm. Wolna stacjonata 135cm, a wolny okser 130cm o szerokości 130cm.Shockwave - 2018-03-21, 22:52 Pomimo tylu lat na karku nadal się uczył, głęboko zakorzenione w końskiej głowie złe nawyki ciężko było wyplenić, ale jak dotąd brunetowi szło całkiem nieźle. Siwy nie ignorował go już i nie próbował sam skakać, a skakał razem z nim i do tego słuchał, a to chyba było jednym z największych osiągnięć.
Zachowywał ten okrągły wymagany przez mężczyznę galop, dzięki czemu Jo swobodnie mógł kontrolować nie tylko tempo, ale również ramy, w jakich poruszał się ogier. Skracać go, przytrzymywać lub dodawać bądź rozciągać, jeśli zachodziła taka potrzeba.
Poprowadzony w kierunku stojącej linii na 5 foule podniósł wyżej głowę uważnie przyglądając się stojącym przed nim przeszkodom. Nie tracił wiary w siebie odważnie idąc w kierunku stacjonaty, odbił się z lekkością od ziemi i szybując w górę pokonał pierwszą z przeszkód, po której czekało go kolejne wyzwanie. Po zeskoku dość przyjemnie na nowo przyszedł do ręki i pozwolił mężczyźnie przejąć kontrolę sam podejmując decyzję o lekkim dodaniu pod sam koniec. Z mocnym impetem oderwał się od ziemi okrągłym i dalekim skokiem wzbijając się ponad stojący okser.
Po pokonaniu linii czekała na nich stojąca stacjonata, pokonana sprawnym susem. A następnie kolejny, ale tym razem wolno stojący okser, swoim rozmiarem budzący już nieco większe zainteresowanie Shocka. Była to wysokość, na której już latali wcześniej, dlatego Siwy energicznie i sprawnie podszedł do przeszkody pokonując ją bezproblemowo.
Na sam koniec pozostał już tylko szereg, po którym ponownie łapali oddech czekając na podniesienie przeszkód.Jonah Wrens - 2018-03-21, 23:22 Zamierzałem pojechać tak samo, identyczną kombinację naszych przeszkód jak poprzednim razem. Tyle, że teraz galop miał mieć troszeczkę aktywniejsze tempo, aczkolwiek nadal pod kontrolą. Mimo tego, nie mogłem się już teraz skarżyć na cokolwiek, bo siwy się starał. Dlatego go miziałem i dawałem dużo luzu, żeby wiedział doskonale, że tak jest super.
Ruszając ponownie na linię, wolną stacjonatę, wolny okser i szereg pilnowałem w każdym dojeździe, odjeździe i foulach między równego tempa. Teraz galopowaliśmy trochę aktywniej, żeby faktycznie miał się z czego odbić bo może i był bardzo silny, ale ja nie byłem lekkim jeźdźcem. Dlatego dawałem mu swobodę jeśli chodzi o delikatne dodawanie z jego strony. Nie chciałem się z nim ścigać, więc spokojnie do wszystkiego podchodziłem i przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. Po przejechaniu po raz kolejny parkurku wychwaliłem go i poklepałem po szyi. Kazałem podnieść tylko wolny okser do 140cm i poszerzyć też do 140cm, co już robiło się ładną krową do skakania. I dodatkowo nasz szereg na dwie foule podskoczył stacjonatą do 140cm, a okserem do 140-145cm z szerokością 140cm. Więc tutaj już nie było zabawy, a poważne skoki, do których oboje musieliśmy podejść z dobrą głową.
Pozbierałem wodze, pomiziałem jego szyję i zaprosiłem go do galopu na prawą nogę. Jadąc za linią, narzuciłem mu mocniejsze tempo pod względem szerokości fouli i wiążącej się z tym prędkością ale bez spłaszczenia. Do tego podniosłem mu głowę, żeby na wszystko patrzył i nie szukał niczego w piachu pod kopytami. Galopując sobie od łydek w momencie mijania stacjonaty, nacisnąłem bardziej na prawe strzemię, a lewą łydką i trochę wodzą zadziałałem tak żeby skręcił w stronę wolnej stacjonaty, która została na lvlu 135. Podczas skoku, oddałem mu rękę i nacisnąłem na lewe strzemię już patrząc w stronę zakrętu ale nie kładąc się, na lewą stronę Shocka. Podtrzymując galop w zakręcie, nie pozwoliłem mu zwolnić, aby nie wytracił prędkości, żeby później gonić ją na prostej. Odbijając lekko od bandy prawą łydką, wyprostowałem go na szereg z wejściem stacjonatą 140cm. Trzymając go zewnętrzną łydką w galopie i wyprostowaniu utrzymywałem stabilny kontakt z jego pyskiem, będąc gotowym na przesunięcie ręki, żeby mógł te dwie ostatnie foule sobie poszerzyć ale nie odpalić do przeszkody. Posyłając go do skoku jak najbliżej stacjonaty, uzyskałem mocny skok ze strony ogiera i równie śmiało mogłem razem z nim pójść do przeszkody. Wróciłem się do siodła i półparadą go odzyskałem, ponownie dając mu pełną możliwość pokonania dużego oksera, do którego troszeczkę go docisnąłem, żeby nie zabrakło. Tutaj tak samo wymagałem jak najbliższego podejścia i dopiero dałem mu sygnał do wystrzelenia się w niebo. Płynnie się złożyłem razem z nim i musiałem postarać się oddać rękę na tyle, na ile potrzebował. Lądując na nogach, przegalopowałem go chwilę w półsiadzie na lewo do wolnej stacjonaty, która teraz powinna być dla niego łatwym zadaniem. Dlatego nie pozwoliłem mu, aż tak dodać jak do oksera, który skakaliśmy w szeregu, chcąc utrzymać rozsądne tempo, takie jak było w poprzednim przejeździe. Po przeskoczeniu stacjonaty, poprowadziłem go na prawo i pilnując galopu w zakręcie wyprostowałem go na wolny okser. Trzymając równo ręce, galopując luźno ale podpierając go łydkami, poczekałem i posłałem go do skoku, wychodząc razem z nim. Złożyłem się do półsiadu i oddałem mu rękę, by na lądowaniu się wycofać i przejechać kilka fouli galopem w półsiadzie. W tym czasie poklepałem obiema rękoma jego szyję i znowu łapiąc wodzę zwolniłem do kłusa, żeby go rozkłusować o ile nie trzeba było niczego powtarzać.