Gloria Victis - 2017-08-25, 12:22 Jej reakcje na półparady były toporne, bo po prostu wyjątkowo krótkie. Może i przygotowywała się na to, że zaraz pojawią się kolejne pomoce, ale rozluźnienie i to skupienie szybko wyparowywały. Ot, masz panie tylko chwilę na wykorzystanie tego.
Jakość zatrzymań też poprawiła się tylko nieznacznie - niestety będzie to element, który warto wypracować na pełnym zaangażowaniu klaczy, być może za kilka spotkań. Warto zauważyć, że Gloria na razie po prostu nie przykładała się aż tak do zapamiętywania informacji i sygnałów, które jeździec jej serwował. Reagowała na jego łydki i współpracowała, poprawiając się, ale nie angażowała się w pracowanie nad nawykami na dłuższą metę. Przynajmniej nie świadomie.
Mimo wszystko ruda nie była dziś wcale taka tragiczna, bo po zjeździe na ślad grzecznie przeszła do aktywnego kłusa. Nim sama choćby pomyślała o zwolnieniu i obniżeniu chodu, dostawała odpowiednie pomoce od Oliviera, na które reagowała nadzwyczaj chętnie. Dało się zauważyć, że liczne przejścia wpływają na jej rozluźnienie, ale i rozciągnięcie mięśni. Stopniowo zwiększała się ich płynność i możliwe było wyjeżdżanie dłuższych odcinków - w końcu Gloria oczekiwała, że prędzej czy później przejdzie do stępa, mogła więc przejechać te kilka kroków więcej. Hanowerka słuchała uważnie a jeździec nie dawał o sobie zapomnieć, zmieniając z nią co chwilę kierunki i rzucając jej kolejne zadania do wykonania.
Stopniowe zaktywizowanie klaczy doprowadziło do tego, że w ogólnym rozrachunku prowadziła się energiczniej, więc przejście w wyższy kontakt nie było problematyczne. W końcu Gloria odnalazła równowagę, dojeżdżając się do ręki.
Przy zjeździe na przekątną z początku spróbowała zignorować pomoce, brunet był jednak dość stanowczy, toteż poszerzyła wykrok, wyciągając ramy. Przy kolejnym powtórzeniu doprowadzanie jej do porządku nie było właściwie konieczne.Blizzard - 2017-08-27, 14:29 Kasztan niestety miał gorącą głowę i z tego względu ciężko było u niego o zachowanie stoickiego spokoju, chociaż i tak aktualna dieta zawierająca między innymi paszę powoli uwalniającą energię pomagała mu w jako takim zrównoważeniu się psychicznym. Niemniej ciągłe zajmowanie go było dobrym pomysłem szczególnie na początku jazdy, aczkolwiek warto było pamiętać o tym, że na dłuższą metę mogło być tak samo obciążające dla umysłu konia, jako że po nieustającym wysiłku bez przerw ogier mógłby zacząć się buntować. Póki co jednak nie był jeszcze na tym etapie i jako tako kończąc etap pracy na różnorodnych łukach pokierował się na drągi, których ilość przy pierwszym podejściu sprowokowała go do przyspieszenia i w efekcie Blizz szurnął kopytem o dwa ostatnie, bo zwyczajnie nie pasowały odległości przy jego wydłużonym kroku. Drugie podejście również można było zaliczyć do tych rozczarowujących, niemniej selle przy kolejnych próbach coraz bardziej się uspokajał i dawał się znacznie lepiej kontrolować przez amazonkę, dzięki czemu późniejsze przejścia nad sztangami na kole już można było zaliczyć do porządnych. Rudy chętnie unosił zgrabne nóżki do góry, podczas tych ćwiczeń pchając się mocniej zadem i dzięki temu budując jego siłę oraz swoją samonośność. Za sprawą przepracowania całej masy kół i wolt oraz innych krzywych linii podczas rozgrzewki teraz wyginanie się nie stanowiło dla niego wyzwania, nawet w połączeniu z drągami.Christian Levrull - 2017-08-28, 00:28
El Dorado napisał/a:
...
Nie przeszkadzały mu pojawiające się czy wychodzące pary, tym bardziej, że ogier pozostawał karny co działało na jego korzyść dość mocno. Miło mieć konia, który nie chce zabić większości przebywających na parkurze koni. Jedynie witał się w razie czego z innymi Zawodnikami, by następnie ponownie skupić się na Karoszu.
Już w stępie mógł zauważyć jego problemy z wpisywaniem się w koła, dlatego postanowił, że w trakcie rozgrzewki go trochę pomęczy z tym z czym ma największy problem. Dlatego po chwili kłusa na luzie zaczął stopniowo podnosić go w ustawieniu starając się nie stracić rozluźnienia jakie uzyskał, gdyby w trakcie podnoszenia pojawiło się spięcie "przerabiał" je by kontynuować dalszą jazdę. W trakcie owego podnoszenia ogiera wplótł masę przejść do stępa, do stój, ruszeń do stępa do kłusa, czy też parę cofnięć. W trakcie ruszeń w górę skupił się na pozostaniu ogiera na dwóch wodach w ustawieniu i zawsze skupiając się na aktywnej jeździe od samego początku zmiany chodu. W dół natomiast starał się działać wpierw dosiadem, a dopiero potem ręką wszystko na pilnując łydce. W ramach cofnięć nie przesadzał z ilością kroków tył, gdyby się spinał - zaprzestawał by przy kolejnym razie zrobić o jeden krok więcej.
Następnie rozpoczęli walkę na ósemce, na którą wprowadził go aktywnym kłusem od samego początku prowadząc ogiera na zewnętrznej wodzy co ułatwi mu oparcie się na wodzy i złapanie równowagi, wewnętrzną działał rozluźniające ewentualnie lekko pokazując kierunek wraz z dosiadem. Zewnętrzna łydka pilnowała by nie wypadł zadem, a wewnętrzna wymagała od niego wygięcia się wokół niej. I tak jeździli po ósemce dość długo, gdzie w razie czego korygował ogiera odpowiednim zadziałaniem którejś wodzy/łydki. Gdyby przesadnie się zagryzał/spinał wprowadzał go na chwilę na zewnętrzne ustawienie w ramach odpuszczenia, by po chwili znów zgiąć go do wewnątrz. Mocno skupił się też na przecięciu ósemki, by płynnie zmieniał ustawianie na drugi kierunek.
Czując, że ogier odpuścił i zaczął fajnie działać na łukach wjechał z nim na woltę z 8 drągami jeden po drugim (czyli wolta nie była cała z drągów) w odległości 1.3m, poruszali się po nim dość długo, gdzie Zawodnik działał pomocami jak wcześniej tym razem nie tylko wymagając odpowiedniego zgięcia, ale również i prawidłowiej pracy na drągach. W trakcie gdy pojawił się progres zmienił kierunek na wolcie znów wjeżdżając na drągów tak długo, póki nie poczuł, że ogier całkowicie odpuszcza.Oliver Pelerieux - 2017-08-30, 16:47 W ramach nagrody przeszedłem na minutę do stępa, nie pozwalając jednak Glorii na to, by ponownie zaczęła się snuć. Nie chciałem tracić tego, co już udało mi się wypracować.
Po przerwie wznowiłem pracę w kłusie i w niedługim czasie dodałem do tego galop. By ułatwić klaczy sam moment zagalopowania, za każdym razem zaczynałem je w narożniku; dzięki temu powinno być jej prościej ruszyć na dobrą nogę. Podobnie jak w kłusie, nie kręciłem kilometrów w galopie, tylko wprowadziłem go w formie częstych przejść. Przed każdym zagalopowaniem siadałem na chwilę w siodle, rozluźniałem Glorię półparadą, po czym przesuwałem zewnętrzną łydkę za popręg i z bioder wypychałem kasztankę do galopu. Przechodząc do niższego chodu, po półparadzie blokowałem ruch bioder i wraz z momentem zwolnienia do kłusa, wracałem do anglezowania, a także lekko podpierałem klacz łydką, by nie straciła energii.
Kiedy uzyskałem zadowalającą płynność w przejściach, wprowadziłem dłuższe odcinki galopu, podczas których pracowałem przede wszystkim nad zwiększeniem energii - przechodząc do półsiadu, zachęcałem Glorię do żywszego galopu, z którego po paru foule z powrotem schodziłem do zwykłego, roboczego tempa.
Na tym zakończyłem też pierwszy etap dzisiejszej jazdy, poprzedzający pracę na przeszkodach i drągach. W ramach przerwy zwolniłem do stępa,ponownie dając klaczy wyciągnąć się w dół.Gloria Victis - 2017-08-31, 11:00 Zdecydowanie stęp był dla niej wyrazistą i bardzo pożądaną nagrodą. Utrzymując aktywniejsze tempo i powoli tracąc chęci do użerania się z Olivierem, maszerowała naprzód.
Przejście do kłusa wyszło płynniej niż poprzednio, klacz weszła od razu w energiczniejsze tempo. O snuciu się można było mówić dopiero w galopie - wygięła się w narożniku i ruszyła na odpowiednią nogę, ale jeździec pewnie prawie nie odczuł różnicy, bo jej chód był tak mało zaktywizowany i powolny. Stanowcza łydka wystarczyła do doprowadzenia rudej do porządku, w końcu pamiętała o wiszącej w powietrzu przestrodze (bat, ostroga). Z kolejnymi przejściami jeździec mógł zauwazyć, że Gloria zaczyna utrzymywać parkurowe, solidne tempo i wchodzi w nie od razu z kłusa, nie próbując sztuczek. Najwyraźniej nie miała dość siły woli albo raczej chęci, by kłócić się z brunetem przez cały trening o to, jak powinni ćwiczyć... I co. Ba, na zachętę skorzystała nawet z możliwości wyciągnięcia się w galopie i żywiej ruszyła naprżód, z pewnością umiała, musiała tylko chcieć!
Największą nagrodą i tym razem okazało się jednak przejście do stępa, gdzie klacz wyciągnęła szyję i rozluźniła się.Oliver Pelerieux - 2017-08-31, 12:29 Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że stęp jest najlepszą formą nagrody dla Glorii i zamierzałem z tego korzystać. Właściwie to nawet lepiej, że tak szybko udało mi się wpaść na to, co najbardziej motywuje rudą.
Po skończonej przerwie, ponownie nabrałem wodze na kontakt i chwilę postępowałem celem postawienia Glorii na pomoce na nowo. Następnie ponownie ruszyłem kłusem, a z niego galopem, którym po ustabilizowaniu tempa nakierowałem Glorię na pierwszą z przeszkód. Zakładając, że były one ustawione mniej więcej >tak<, zacząłem od stacjonaty (1). Sądziłem, że Gloria na widok przeszkód nieco się ożywi, ale moje nadzieje okazały się raczej płonne. Niemal na wstępie zrozumiałem, że przynajmniej na razie będę musiał ją pchać. Niestety nierytmiczny galop i zaciekawienie (?) wyglądem przeszkody nie szły w parze z dynamicznymi skokami, więc już w trakcie pierwszego najazdu Gloria potknęła się. Na szczęście udało mi się ją w porę podnieść, by jednak skoczyć stacjonatę na czysto. Po skoku niby galopowała nieco żywiej, ale ponownie się potknęła, co tym razem nie skończyło się dobrze. Nie zdążyłem wyratować sytuacji i w rezultacie zatrzymaliśmy się przed okserem (2). Dobrze wiedziałem, że wynikało to z braku starań, dlatego z chwilą zatrzymania jasno podkreśliłem swoje niezadowolenie, karząc Glorię batem (ale jednorazowo, bez przesadyzmu). Od razu poddałem tę przeszkodę korekcie, wykonując ponowne zagalopowanie i półwoltę, po której ponownie najechałem na wprost, siadając w siodle i zamykając klacz w korytarzu z pomocy. Nagle się okazało, że jednak potrafiła galopować w tempie, a nawet skakać, czemu dała dowód poprzez oddanie poprawnego skoku nad okserem. Pomogłem jej w pokonaniu go poprzez przejście w półsiad i oddanie wodzy, a także poprzez zachowanie równowagi podczas lądowania, dzięki czemu nie utrudniłem go kasztance.
Następnie wziąłem Glorię lekko na siebie i półparadą starałem się skupić jej uwagę na przeszkodzie stojącej na wprost. Na tempo chwilowo nie mogłem narzekać, ale kasztanka była jakby rozkojarzona. Mnie też było ciężko złapać wspólny rytm z takim koniem, w ogóle było to trudne z nowymi wierzchowcami, więc średnio dogadaliśmy się w kwestii odbicia, co tym razem kosztowało nas zrzutkę.Gloria Victis - 2017-08-31, 12:46 Powoli weszła na kontakt, grzecznie, acz bez większego entuzjazmu.
Równie płynnie weszła w kłus i w przeciągu dwóch okrążeń dała się wprowadzić w parkurowe i rytmiczne tempo, choć ewidentnie jej foula nie była luźna, bo chwila przerwy rozbestwiła kasztankę i Gloria tylko próbowała wejść w najniższe możliwe tempo, więc co chwilę wystawiała czujność Oliviera na próbę. Nakierowanie jej na przeszkodę niewiele zmieniło - dzisiaj nie miała szczególnej ochoty na pracę, więc wkręcenie jej mogło być niezwykle trudne. Miewała takie dni, kiedy dawała z siebie na parkurze niezwykle dużo (jak choćby na zawodach później :>), ale to z pewnością nie dziś... Jako, że szczególnie się nie pilnowała, szybko doszło do potknięcia i przody klaczy zanurkowały w dół. Tym razem chętnie skorzystała z pomocy od Oliviera, wspomagających ją w powróceniu do równowagi. Przed skokiem nie udało się jednak poprawić zaangażowania jej zadu, dlatego kasztanowata skoczyła płasko i po prostu bez należytej siły. Poprzeczka została odratowana jedynie przez jej baskil, przy którym postarała się bardziej niż przy innych ćwiczeniach.
Faktycznie, impet lądowania pobudził ją do wejścia w nieco aktywniejsze tempo, więc w żywszym galopie ruszyła po łuku na okser. Zaraz po wyjściu z zakrętu potknęła się jednak kolejny raz, ot, mała akcja nóg i ewidentny brak zainteresowania współpracą. Tym razem, nawet jeśli jeździec na czas pomógł jej odnaleźć równowagę to nie było mowy o posłaniu jej na przeszkodę - było za późno, więc po prostu wyhamowała przed przeszkodą, unosząc szyję. Bez strachu, w ramach swego rodzaju buntu a nie wypłoszenia się przecie. Trzeba było jednak przyznać, że przez to, że nie osiągała wybitnego tempa, lądowanie było pewnie dość wygodne dla jeźdźca. xd
Z niezadowoleniem parsknęła, zarzucając łbem na bat.
Mogła użerać się z Olivierem dalej, ale była koniem, który szedł raczej po linii najmniejszego oporu, dlatego zdecydowała się na ustąpienie. Weszła w aktywny i odpowiedni galop, z myślą, że im szybciej to odbębni, tym szybciej będzie mogła spędzić czas wolny według swoich preferencji. Rozpędziłą się i poprawnie pokonała okser, skacząc w miejscu wskazanym przez mężczyznę i składając się nad przeszkodą.
Łatwiej było teraz utrzymać aktywniejsze tempo, ale komunikacja nadal nie była idealna. W końcu Gloria sama też nie dążyła do nawiązania z jeźdźcem jakiejś szczególnej relacji, niewiele dawała mu od siebie, ciężko więc było spodziewać się po niej chęci współpracy. Momentami podchodziła pod konia naprawdę trudnego w obsłudze. Szczególnie, że była nielada kontrastem dla tych wszystkich ponoszących, energetycznych gorącokrwistych sportowców. Może nie do końca zrozumiała, co jeździec ma na myśli a może nie postarała się dostatecznie, ale skończyło się na wybiciu się za późno. Klacz uderzyła przednimi nogami w poprzeczkę, momentalnie unosząc je wyżej po zrzutce. Poprzeczka oczywiście uderzyła w piach a hanowerce wcale się to nie spodobało.Oliver Pelerieux - 2017-08-31, 13:20 Zrzutki zdarzały się każdemu, więc uznałem to za wypadek przy pracy i skupiłem się na poprawnym pokonaniu pozostałych przeszkód. Czułem niezadowolenie klaczy, które jednak zdawało się działać na nią motywująco. Zdaje się, że wreszcie weszła w oczekiwane tempo, bowiem pomimo zakrętu nie miałem dużego problemu z zachowaniem aktywności w galopie. Pomogłem Glorii w pokonaniu zakrętu na prawo, podpierając ją łydką i próbując choć trochę rozluźnić wodzą, podczas gdy nieprzerwanie prowadziłem ją na tej zewnętrznej, zapewniając oparcie. Zakręt był na tyle duży, by po wyjściu na światło przeszkody zostało jeszcze trzy foule, podczas których miałem szansę przygotować klacz do skoku, głównie poprzez lepsze jej podstawienie. Ponownie przypilnowałem ją w pomocach, w szczególności łydkach, które odpowiadały za zachowanie dotychczasowej prędkości. Za chwilę ponownie wysłałem kasztankę do skoku, tym razem udanego, co oznacza, że tę 80 centymetrową przeszkodę (4) udało nam się pokonać bez najmniejszych problemów. Przy okazji wspomnę, że wszystkie przeszkody były podobnej wysokości, bo zapomniałam o tym xd.
Dalej, po zmianie nogi w skoku, pokierowałem Glorię na okser (5). Jeżeli nie wyszła nam zmiana nogi w skoku, to po pokonaniu stacjonaty przeszedłem dosłownie na chwilę do kłusa, by za chwilę zagalopować z drugiej nogi. Nakłoniłem kasztankę do poszerzenia foule poprzez lekkie otworzenie się dosiadem i dociśnięcie łydek do jej boków, po czym cierpliwie poczekałem, aż znajdziemy się bliżej przeszkody, bym mógł wysłać hanowerkę do skoku. Nawet jeśli miała dziś marne chęci do pracy, to chyba faktycznie zrozumiała, że lepiej będzie chwilowo się zmobilizować, bowiem i przez okser przedostaliśmy się z powodzeniem.
Za nim kontynuowałem galop na lewą nogę, by wykonać kolejny zakręt, który doprowadził nas do następnego oksera (ten przekreślony). Ponownie postarałem się, by nie był zbyt ostry, dzięki czemu Glorii powinno być prościej zachować równowagę i tempo. Tak też się stało, bo podczas najazdu musiałem tylko lekko dodać i przypilnować kasztanki w pomocach. Tyle wystarczyło do wykonania kolejnego udanego skoku, o dziwo nawet we wspólnej harmonii.Gloria Victis - 2017-08-31, 20:38 Być może! Ale z pozoru leniwej i wiecznie zaspanej Glorii, zrzutki nie dawały o sobie zapomnieć. Była ambitna, gdzieś tam głęboko w środeczku i pod jeźdźcem, do którego zapałałaby z czasem sympatią, mogłaby to w sobie rozbudzić.
Chcą poprawki, sama przez się, utrzymała aktywne tempo przy najeździe na kolejną przeszkodę, dając z siebie wszystko przy wpisywaniu się w łuk. Skupiła się na przeszkodzie, naprostowując się na ostatnie foulee przed skokiem. Podążyła za ręką bereitera, płynnie wchodząc w zrównoważony skok. Złożyła się, skacząc raczej długo i ekonomicznie. Nie miała tendencji do przedobrzania nad przeszkodami. Wylądowała na odpowiednią nogę, przy zajazdce zadbali o to, by została przeszkolona także w takich podstawowych pomocach skokowych, jak ta. Niezwykle zresztą przydatna na zawodach...
Ewidentnie ta jedna porażka zachęciła ją do większych starań, bo bez zbędnych próśb poszerzyła foulę, nabierając mocy przed kolejną przeszkodą. I ją pokonała bez problemu, przykładając się do zachowania odpowiedniej techniki i nadania wybiciu siły.
Kasztanowata wykręciła się w lewo, walcząc o zachowanie równowagi i jednoczesne odpowiednie wpisanie się w dyktowany przez jeźdźca łuk. Może i ta seria zwycięstw rozbudziła w niej małe chęci? Chyba ta zrzutka wyszła im na szczęście. Obudziły się w niej chęci, toteż łatwiej było o skomunikowanie się - klacz dodała przed skokiem na życzenie Oliviera i gładko przeszła do pokonywania przeszkody, precyzyjniej reagując na jego pomoce.Oliver Pelerieux - 2017-08-31, 22:40 Pochwaliłem klacz głosem, teraz naprawdę czując, że powoli zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Z pewnością nie tylko mnie zrobiło się przyjemniej, ale również kasztance, choć nie miałem w zwyczaju jawnego okazywania swojego niezadowolenia. Niemniej wzrost jej chęci do współpracy z pewnością sprzyjał poprawie komunikacji między nami.
Wykorzystałem to do wykonania kolejnego zakrętu w lewo, podczas którego pozwoliłem Glorii na zachowanie żwawszego tempa, przechodząc do półsiadu. Tym sposobem nakierowałem ją na kolejny okser (8). Celując w jego środek, ponownie usiadłem w siodle by pod kontrolą, bez utraty tempa doprowadzić Glorię do oksera. Po raz kolejny odnieśliśmy sukces, bowiem nie tylko udało nam się w tempie dojechać do przeszkody, ale także pokonać ją na czysto. Dalej trzymałem się tej samej linii, zamierzając pokonać stacjonatę przed nami.Kiedy tylko wróciłem w siodło po skoku, wziąłem Glorię na siebie, pomagając jej zrównoważyć się przed oddaniem kolejnego skoku. Z obranego miejsca wysłałem ją do skoku, po czym zgrałem się z jej ruchem, przechodząc w niespóźniony półsiad z oddaniem ręki. Pokonawszy i tę przeszkodę na czysto, utkwiłem wzrok w szeregu rozpoczynającym się stacjonatą. Lekko skorygowałem tempo galopu, przysiadłem klacz i spokojnie doprowadziłem ją do pierwszego członu, lada moment posyłając do skoku. W locie usłyszałem lekkie puknięcie w drąg, który jednak pozostał na swoim miejscu. Przyczyną mogło być nie do końca poprawne odbicie, może odrobinę za szybkie, ale na szczęście nie miało ono większego wpływu. Po skoku od razu wróciłem w siodło, podniosłem klacz i za moment znowu dałem łydkę do skoku, tym razem przechodząc na drugą stronę bez najmniejszych trudności. Ponownie pochwaliłem Glorię głosem i stopniowo przeszedłem do stępa, pierw kłusując przez parę minut w niskim ustawieniu. Rozstępowałem klacz na długiej wodzy i gdy już była sucha, zsiadłem i wyprowadziłem ją do stajni. /ztGloria Victis - 2017-09-01, 09:52 Klacz niewiele się przyjęła słowną pochwałą, uznała jedynie, że Olivier przynajmniej jest sprawiedliwy i względnie stały w emocjach, wiecie jak to jest - za złe karze, za dobre nagradza.
Dobra passa i kolejne udane skoki, jak i nawet pochwała od jeźdźca, zachęciły rudą do zachowania aktywnego tempa. Żwawy i energiczny galop okazał się chyba kluczem do odpowiedniego pokonania oksera, nie ujmując oczywiście precyzyjnym pomocom od belga. Złożyła się nad samym środkiem poprzeczki, wyciągając szyję naprzód.
Po udanym skoku i lądowaniu poprawiła się, angażując trochę mocniej zad i łapiąc sensowniejszy kontakt z ręką jeźdźca. Zdecydowała się na zaufanie mu, bo cóż... Sukcesy jej się podobały a najwyraźniej z jego pomocą łatwiej było je osiągnąć. Dlatego dała się poprowadzić naprzód i pewnie weszła w skok na stacjonatę, od razu baskilując. Kolejny sukces! Chyba szczęście zaczynało im dopisywać.
Szereg mógł być trochę większym problemem - klacz uniosła lekko łeb, przyglądając się przeszkodzie i z lekkim przestrachem po prostu wybiła się odrobinę za wcześnie, dając się ponieść emocjom i nie czekając na sygnał od bruneta. Po powrocie na ziemię, wspomogła się jego pomocami, odnajdując równowagę po skoku i tym razem, z jego pomocą najeżdżając drugi człon. Sukces!
Gdy klacz uświadomiła sobie, że jeździec nie prowadzi jej już na żadną przeszkodę, zwolniła do sennego galopu a następnie do aktywniejszego kłusa, gdzie mogła dać się rozluźnić szyi, noszonej wyżej podczas jazdy po parkurze. Stęp był dla niej tylko kolejną chwilą lenistwa przed powrotem do stajni...
[z/t\El Dorado - 2017-09-02, 18:18 Ogier przestał zwracać uwagę na nowe pary pojawiające się na parkurze. Skupiony był bardziej na pracy. Tym bardziej, że teraz zwykły, swobodny kłus miał trochę się zmienić. Kary powoli podnosił się w ustawieniu, jednocześnie próbując nie tracić swojego wypracowanego rozluźnienia. Spięty na razie nie był ani trochę, dlatego praca z nim wydawała się być bardzo przyjemna. Podczas całego ćwiczenia wplecione zostały różnego rodzaju smaczki w postaci przejść, a nawet cofnięć. Te ostatnie najmniej mu się podobały, bo po kilku krokach w tył zaczynał się denerwować i spinać. Jak jest się takim wielkim, chodzenie do tyłu to żadna frajda. Zwyczajnie bał się, że zaraz się wywali. Za to przejścia do wyższych chodów od początku były u niego aktywne. Nie ociągał się w nich, ani przesadnie nie gonił do przodu. Pozostawał w swoim ustawieniu, nawet na tych nieszczęsnych ósemkach, które były jego koszmarem.
Opierał się na wodzy i wyginał jak mógł, tak jak wymagał od niego mężczyzna. Podczas tego ćwiczenia dawał z siebie tyle ile mógł, nie denerwując się przez ewentualne swoje potknięcia. Następnie zmiana na inny kierunek i powtórka z całej rozrywki. Nie był z tego szczególnie zadowolony, ale jakoś zdołał przebrnąć przez całość ćwiczeń. Kilka razy musząc je powtarzać, by za którymś podejściem wyszło mu to już lepiej. Kolejno była wolta z drągami. Przechodził przez nie, poruszając się cały czas po wolcie, odpuszczając dopiero po jakimś czasie. Tak samo było z pracą na drugą stronę.Elizabeth White - 2017-09-10, 20:51 Po prawidłowym wykonaniu obu ćwiczeń, Elizabeth pozwoliła na powrót do stępa i chwilę odpoczynku. Co prawda ich praca nie szła póki co gładko jak po maśle, ale sam fakt, że na koniec udało im się uzyskać w miarę zadowalający obrazek, był satysfakcjonujący.
Jeżeli Blizzard zdążył trochę odpuścić i wyluzować, zaoferowała mu dłuższą wodzę, umożliwiając tym samym zejście z łebkiem w dół. Jeśli jednak jego nastawienie nie zdążyło się zmienić, pozostała na lekkim kontakcie, chcąc mieć nad kopytnym większą kontrolę ''w razie wu''.
W międzyczasie poprosiła pracownika stajni, który napatoczył się przez przypadek, o pomoc w ustawieniu parkuru, który miał wyglądać TAK.
Wpierw jednak zamierzała rozgalopować i odrobinę rozluźnić Blizzarda, toteż zakłusowała i zaczęła dążyć do równego tempa w tym właśnie chodzie. Gdy to zdołali ogarnąć, wprowadziła kopytnego na koło, na którym posłała go do wyższego chodu. Zostali na figurze jeszcze na trzy okrążenia, po czym pozwoliła kasztanowi wrócić na ścianę i nieco rozprostować nogi. W przypadku, gdyby odrobinę za mocno wczuł się w galop, od razu stosowała półparady, w cięższym przypadku sprowadzając kopytnego na koło. Jeżeli jednak takie zachowanie nie miało miejsca, pozwoliła mu się po prostu rozruszać, po pewnym czasie zmieniając kierunek wraz z lotną zmianą nogi. Na drugą stronę również popracowali trochę na kole, by ostatecznie jeszcze na chwilę wrócić do stępa i poczekać, aż parkur będzie gotowy.Christian Levrull - 2017-09-11, 13:37 Ogier bardzo spodobał mu się pod siodłem, ale widać było, że czeka ich sporo pracy po płaskim, którą trochę ktoś wcześniej zignorował. Nie zniechęcało go to jednak, Kary rekompensował owe niedociągłości (nie wynikające zresztą z jego winy) dawaniem z siebie naprawdę wiele. Czuł, że się stara, a to motywowało go do dalszej pracy z Edkiem.
Czuł spięcia na łukach wynikające z małej ilości pracy w zakrętach, które postanowił nadrobić. W ramach możliwości w momentach takich spięć starał się go rozluźnić czy to chwilowym powrotem do wygodniejszej pozycji czy też pójściem w trakcie wygięcia dodatkowo w dół co miało nieco go rozciągnąć. Wszystko jednak robił nie zmieniając tempa, aktywnie jadąc ogier do przodu.
Po wolcie z drągami wyjechał z niej na moment dając ogierowi dłuższą wodzę po przejściu do stępa, umożliwiając mu tym samym ponowne rozciągnięcie się i po prostu chwilę dla niego. Po nabraniu wodzy wrócił do nieco wyższego ustawienia, zachęcając go do przeżucia wędzidła, przez półparadę i tym samym odpuszczenie z potylicy co miało analogicznie uaktywnić jego plecy, które miały się podnieść i zaangażowanie bardziej zad, który mógł teraz swobodnie wkroczyć pod jego kłodę. Następnie ze stępa wysłał czytelne pomoce do zagalopowania, gdzie od samego początku wymagał aktywnego, okrągłego galopu, cały czas podpierając go na pomocach, co miało dać mu nieco „odwagi”, by wiedział co robić. W trakcie galopu często zmieniał kierunek przez półwolty z lotną w trakcie dojazdu do ściany. Wplótł też liczne wolty, które zmniejszały się wraz z trwającym galopem. Co jakiś czas na ścianach skracał go i dodawał, wszystko to w jak największym rozluźnieniu i podpierając go w łydkach. W ramach nagrody wplótł też w galop zmiany ustawienia czasami wchodząc z nim do żucia co na pewno umożliwiało mu rozluźnienie się i zejście w dół (dość mocne), ale również sprawdzało jego równowagę, gdyż w tym wypadku zmieniał się ich środek ciężkości. Następnie znów go podnosił cały czas wspierając go pomocami, by nie bał się owych zmian.
Na sam koniec rozgrzewki w galopie, tak jak w kłusie wjechali na ósemkę, na których przecięciu były drągi, które były niejaką wskazówką do lotnych. Ponownie pilnował jego zgięcia w trakcie łuków, a w momencie przecięcia ósemki, nad drągiem przestawił ustawienie na drugą stronę, tym samym posyłając pomoce do lotnej. Tu pilnował, by ogier nie przyśpieszał, a w równowadze wykonywał ćwiczenie.
Po chwili wymęczenia go na ósemce wjechał z nim na woltę na prawo, gdzie ponownie były ustawione pod niego drągi na całym kole w odległości ok. 3.4m, czyli idealnie pod niego. Pilnował, by ten nie przyśpieszał/zwalniał by mógł swobodnie wpisać się w odległości między drążkami. Pilnował zgięcia prowadząc go na zewnętrznej wodzy, a w razie spięć wykonując półparadę do zewnątrz, w celu rozluźnienia, dość szybko wracał jednak do wewnętrznego ustawienia. Następnie zmienił stronę na lewo i taki sam przejazd przez drążki. Kiedy poczuł, że ogier znacząco się na kole poprawił wyjechali z niego przechodząc do stępa, w trakcie którego dał mu luźną wodzę i pochwalił zadowolony, by następnie poprosić znajomego o ustawienie przeszkód, które chciał potem wykorzystać.Blizzard - 2017-09-11, 16:25 Cóż, chociaż na pewno był już spokojniejszy niż na początku jazdy, to jednak pozostawienie jakiegoś nawet szczątkowego kontaktu podczas stępowania było niekiepskim pomysłem, bowiem kasztan czuł się wtedy bardziej podparty i pewny, nawet jeśli było to błędne rozumowanie. Nikt go jednak nigdy nie rozważał jako konia ujeżdżeniowego i niektóre rzeczy zostały u niego po prostu lekko zaniedbane, w efekcie Blizz nie za bardzo rozumiał jazdy bez kontaktu i to jeszcze w połączeniu z rozluźnieniem- wówczas automatycznie bardziej rozglądał się na boki, ale dopóki nie musiał prezentować się w stępie swobodnym na czworoboku, to chyba nie był to aż tak znaczący problem, jako, że tutaj poprawa mogła przyjść "sama z siebie" z czasem przy odpowiedniej pracy. No także tego.
Będąc bardziej rozgrzanym stawał.się automatycznie bardziej podatny na działania jeźdźca i tak oto ustalanie na nowo tempa w kłusie wcale nie trwało długo i w efekcie zagalopowanie z dobrej jakości chodu także wyszło niczego sobie - rudy wskoczył w galop na najmniejsze już przyłożenie łydki i choć zrobił to dość gwałtownie, sam chód miał bardzo płynny i wygodny. Nie był może skłonny do prędkości odpowiadającej galopowi zebranemu, ale też nie pędził jeśli nie prowokowały go do tego niewyważone pomoce osoby na górze. Ze względu jednak na rozluźniony dosiad Elizabeth, Blizzard dość spokojnie dostosował prędkość do tej oczekiwanej, miękko niosąc amazonkę w siodle. Bez problemu szedł zarówno po kole jak i dookoła, zupełnie jakby w galopie zyskał pewności siebie, bo chocoaż czasem odginał plecy w dół podczas unoszenia do góry głowy i patrzenia co to się nie dzieje, ani razu się nie spłoszył ani nie spłynął na bok od niczego, za to wdzięcznie zmienił kierunek wykonując lotną zmianę, z czym jako skokowiec się nie cackał i po prostu dość płasko ale najzwyklej w świecie przeskoczył do galopu na drugą stronę. Niezbyt chętnie powrócił do stępa, na nowo przypominając sobie o swoich "strachowych dolegliwościach". Szczególnie, że odgłosy towarzyszące budowaniu parkuru jakieś takie były nieprzyjazne.