Jonah Wrens - 2017-08-08, 23:58 Na szczęście przeszkody trzymały równo i nie musiałem zbytnio się przejmować jego ,,ciąganiem". Jak był mądry to powinien ogarnąć, że zabraknie mu miejsca i zrobi się ciasno, i nieprzyjemnie. Dlatego nie przejąłem się tym, chociaż ewidentnie starał się żeby mną gdzieś zarzucić lub wystrzelić w kosmos. Moje podejrzenia tylko potwierdziły te zadowolone bryknięcia, które musiałem wysiedzieć. Wycwaniłem się, opierając ręce o jego szyję jako przeciwwagę. Przeczekałem jego okazywanie radości i zwolniliśmy do kłusa, by jeszcze raz najechać na to samo tyle, że z kłusa. Pilnowałem go do samego końca, nie pozwalając mu ruszyć szybciej. Przynajmniej spróbowałem, a gdyby znowu poszło nie tak to poprosiłem o dołożenie oksera 100x100cm i przesunięcie wskazówki na galop, po czym z galopu ruszyłem na szereg. Spokojnie, nie pozwalając mu się rozkręcić. Półparada kilka fouli przed odskokiem i półsiad po stacjonacie zniknął, na rzecz delikatnego wycofania się w siodło i wyrównania sylwetki. Okser traktowałem mimo wszystko jako ,,osobną" przeszkodę stąd miał osobną łydkę do odskoku. Tutaj nie oszczędzałem półsiadu, dostosowując się do skoku siwka.Shockwave - 2017-08-09, 00:13 Po chwili emocji i wesołego pobrykiwania uspokoił się na tyle by przejść płynnie do kłusa i w kłusie ruszyć w kierunku szeregu. Znów zagalopował krok przed stacjonatą i miejscem odbicia się, rozochocony poprzednimi skokami jeszcze chętniej atakował przeszkody. Cały szereg pokonał z lekkością na sam koniec mocniej się rozkręcając przed stacjonatą. Skakanie wyraźnie sprawiało mu przyjemność, dlatego też podczas ponownego najeżdżania od razu zaatakował wskazówkę po niej idąc już jak po sznurku w szereg. Mocno pracował szyją i zwijał podwozie, gimnastykując się na pierwszych trzech in-outach, dopiero po nich robiąc foule galopu i skacząc stacjonatę, po której w niewielkiej odległości stał jeszcze okser i to on wzbudził w siwym największe emocje.
Mocno i odważnie idąc na przeszkodę nie ułatwiał Jonahowi przytrzymywania do magazynowania przed skokiem. Niemniej respektował wędzidło, jakie miał w pysku i chcąc nie chcąc musiał się nieznacznie podnieść przodem na rzecz oddania szerokiego skoku z wyraźnym zapasem. Szedł w górę bezproblemowo, nie mając problemu z wysokością, lecz z tempem. Był zdecydowanie lepszy niż na początku ich współpracy, ale nadal ambicja była często większa niż rozsądek, którego niejednokrotnie brakowało siwemu.Jonah Wrens - 2017-08-10, 14:08 Po tym przejeździe poprosiłem kogoś z obsługi, żeby zdjął okser zostawiając same drągi na ziemi, a stacjonatę zniżył do 70cm. Nie chciałem mu dawać teraz nauczki typu ,,wpadnij w przeszkodę to może zmądrzejesz", gdyż mieliśmy na tapecie zawody, a kontuzja skreślałaby jakikolwiek start. Dlatego wolałem zdegradować go do mniejszych skoków ale sensownych. Wskazówka wróciła na kłus, a wysokość przeszkód w gimnastyce spadła do 60cm w tym szerokość między nimi była ciasna bo tylko 3,2m. Dla dużego konia jakim jest Shock jest ciężko, ale chciałem go wycofać i pokazać, że takie nakręcanie się nic nie daje. Dlatego ponownie ruszyłem kłusem na ten zestaw, pilnując aby się trzymał mojego planu. Jeśli jednak ruszył galopem, to znając sytuację, zwyczajnie w świecie przytrzymałem się jedną ręką grzywy tak dla własnej równowagi, żeby nie polecieć razem z siwym. Jeżeli zrobił to po swojemu, to bez odpoczynku jeszcze raz powtórzyliśmy ćwiczenie z nadzieją, że jednak wyciągnie z tego jakieś nauki.Shockwave - 2017-08-11, 08:28 Spore zmiany w stojącej linii miały go zaskoczyć i tak też było, zadziwił się najazdem z kłus, lecz największym zaskoczeniem były niewielkie odległości pomiędzy przeszkodami. Musiał mocno się skupiać i starać, aby przypadkiem nie wpaść w którąś z nic. Chcąc nie chcą wytracił tempo przez cały przejazd będąc znacznie mocniej skoncentrowanym i wyciszonym niż poprzednio. Nie skupiał się na atakowaniu wysokich przeszkód czy oksera, którego po prostu nie było, a na tym, aby zmieścić się w tych wąskich przestrzeniach.
Po pokonaniu linii parsknął głośno galopując jeszcze przez parę metrów i oddając silnie z zadu. Nie wynikało to z jego złośliwości, problem leżał gdzieś indziej i pojawił się dopiero niedawno. Chwilowe objawy nie były jeszcze tak silne, dlatego Jo zapewne nawet nie podejrzewał, że coś mogło dokuczać siwemu.Jonah Wrens - 2017-08-11, 12:15 Pochwaliłem go za samo pokonanie linii, jednak jak później mi zaserwował soczyste bryknięcie, zarzuciło mną, przez co poszedłem bardziej na ' przód siwka. Nie spodziewałem się, aż tak silnego wyrzucenia, gdyż zazwyczaj Shock robił to łagodnie, wyraźnie z radości, a nie tak jak teraz. Przez jego charakter pomyślałem, że to odreagowanie na ciasne in-outy, a jednak bardzo się myliłem.
-Spokojnie mordko, ostatni raz i kończymy.
Zwolniłem ponownie ogiera do kłusa, a następnie stępa by pracownik mógł ponownie postawić stacjonatę 100cm. Nic poza tym, to miało być dobrze skończone, więc liczyłem na taki sam przejazd. Ponownie zapraszając holsztyna go kłusa, utrzymałem aktywne aczkolwiek równe tempo, by doprowadzić go do naskoku. Na trzy kroki wcześniej wsiadłem w siodło i na drągu zamknąłem go w pomocach, by razem z nim wejść w gimnastykę. Zostając w półsiadzie, patrzyłem przed siebie i się nie ruszałem więcej jak tylko amortyzując minimalnie nogami moment lądowania. Następnie przez brak możliwości rozpędzenia się siwka idealnie wypadła nam foula, gdzie przed odbiciem ponownie zamknąłem go łydkami, by posłać ogiera do skoku. Oddałem mu po kilku krokach galopu wodze, licząc się z ponownym bryknięciem ze strony młodego i wkrótce zwolniliśmy po kłusie do stępa. Gdyby było trzeba to ponownie zdjęto stacjonatę i przejechaliśmy same skoki wyskoki, oczywiście gdyby siwy ponosił do stacjonaty. Tak czy siak, kończąc na dobrym rozstępowałem go i zabrałem do stajni.
/ztShockwave - 2017-08-11, 21:33 Ból pleców zaczął mu doskwierać odkąd niemal codziennie pracował pod siodłem. Wyraźnie nabrał masy i mięśni, jedząc więcej niż kiedykolwiek. Był naprawdę dużym koniem i potrzebował równie dużo energii jak paszy sprzyjającej rozwojowi muskulatury. Dotąd zwykle pobrykiwał, ale nie były to tak solidne i mocne barany jak ten przed chwilą.
Znów ruszając kłusem szedł pewnie ruszając galopem dopiero po pokonaniu pierwszej przeszkody. Takie skoki z kłusa również miały zaletę, wzmacniały zad i kondycję, co z pewnością później miało przełożyć się również w parkurze. Każdy z oddanych skoków był oddany precyzyjnie, spokojnie i z typową dla Shocka lekkością, której nigdy mu nie brakowało.
Podobnie jak poprzednio w końcowym galopie oddał z zadu czując ból wywołany zbyt wąskim siodłem. Rozbudował wyraźnie mięsnie grzbietu i przed to dotąd idealnie dopasowane siodło zrobiło się zwyczajnie za ciasne.
Przechodząc do stępa odetchnął mogąc zasłużenie odpocząć po szybkim, ale intensywnym treningu. Gdy zdążyć juz trochę wyschnąć razem z Jo wrócił do stajni.
/ztElizabeth White - 2017-08-12, 13:12 Po nieudanych próbach znalezienia czegoś wolnego, z Blizzardem u boku przyczłapała na parkur piaszczysty. Zaprowadziła go prosto pod schodki, gdzie po zatrzymaniu ubrała na głowę kask, na dłonie rękawiczki i wtem dokonała ostatnich poprawek przy sprzęcie ogiera. Jeżeli stał grzecznie i nie kręcił się zbytnio podczas tych czynności, nagrodziła go krótkim poklepaniem po szyi i zaczęła zbierać się do wsiadania.
Już chwilę później siedziała na grzbiecie rudego, układając w palcach paski wodzy. Gdy usadowiła się wygodniej, przyłożyła łydki do jego boków i poprosiła o stęp - początkowo na kompletnym luzie. White wymagała jedynie, by nie zasypiał i aktywnie maszerował przed siebie. Starając się nie przeszkadzać innym parom, oprowadziła Blizzarda po parkurze, jako że było to dla niego kompletnie nowe miejsce. Jeśli wyrażał taką ochotę, otrzymał dłuższą wodzę, która umożliwiła mu obniżenie głowy i rozciągnięcie szyi. Ot, taka chwila relaksu przed rozgrzewką.Blizzard - 2017-08-12, 21:14 Niestety nie zasłużył sobie chyba na pochwałę bo zarówno podczas drogi jak i przy ostatnich poprawkach nie wykazywał się stoickim spokojem, wręcz przeciwnie - rozglądał się obficie na boki, czasem przyspieszał albo przystawał, także kiepsko szło mu kroczenie po linii prostej. Już na parkurze widać było, że z jednej strony rozpierają go chęci, z drugiej przytłacza nowe miejsce a wniosek taki można było wyciągnąć po niemal nieustannych próbach ruszenia, od razu tłumionych przez samego siebie. Niemniej jednak jeśli Elizabeth w miarę się pospieszyła to nie zdążyło się wydarzyć nic szczególnego a kasztan natychmiastowo ruszył mocnym, żywym stępem w reakcji na przyłożenie łydek. Z jednej strony był dosyć mocno do przodu, z drugiej pozostawał delikatny i miękki, natomiast z trzeciej.. brakowało mu pewności. Stąd też pierwsze okrążenia wokół placu czy między przeszkodami nie należały do najspokojniejszych, nawet, jeśli nic się nie wydarzyło, White mogła odnosić wrażenie, że siedzi na tykającej bombie. Dopiero z czasem odczucie to mogło się zmniejszać, chociaż raczej nie powinno całkowicie zniknąć, bowiem Blizzard, nawet jeśli częściowo wyluzował i nawet opuścił nieco łeb, to mimo wszystko pozostawał w pełnej gotowości, czujnie obserwując otoczenie i inne konie.Elizabeth White - 2017-08-18, 13:29 Pozostawała czujna już od pierwszych chwil stępa. Na bieżąco rejestrował zachowanie Blizza i nie mogła mieć pewności, że zaraz czegoś nie odwali, co mogłoby zachwiać jej równowagę. Patrzyła jednak na niego łagodnym okiem, zdając sobie sprawę, że dopiero zwiedza zakątki Orchardu i wszystko jest dla niego świeże. Jednocześnie miała nadzieję, że z czasem się wyciszy i przestanie wymyślać, a skupi się na treningu.
Pokręciła się z nim troszkę po kołach, nie chcąc by idąc po prostej miał czas na obserwacje. Co rusz zmieniała również kierunek jazdy, ostatecznie nabierając lekkiego kontaktu na pyszczku. Nie chcąc, by rudy kojarzył ów moment z ruszeniem szybciej, pospacerowała z nim chwilę na kontakcie i dopiero wtedy zainicjowała kłus poprzedzony półparadą. Od pierwszej chwili zaczęła rytmicznie anglezować, w ów sposób nadając rytm i tempo - gdyby Blizz zapragnął pędzić. Wymagała od niego zdrowego, aktywnego kłusa, a w razie gdyby łapał zawieche i się na coś zapatrzał, sprowadzała jego myśli na ziemię półparadami. W tym przypadku jednak również starała się zająć czymś kasztana, zaczynając prowadzać go po najróżniejszego pokroju łukach. Co by nie było za nudno, w międzyczasie wplotła przejścia stęp-kłus i liczne zmiany kierunku, nie poruszając się żadnym schematem.
Dbała, by wszystko wykonywał jak najdokładniej, przekazując mu bardzo klarowne, czytelne sygnały. Nie obawiała się użyć mocniejszego impulsu - jeżeli zaszła taka potrzeba, lub mocniej ograniczyć Selle dosiadem, gdyby pędził.Blizzard - 2017-08-19, 14:30 Zabrany na różnej maści koła i na kontakt chętnie oparł się na wędzidle, znajdując w tej małej stabilności jakieś źródło spokoju. Zdarzały mu się co prawda momenty, podczas których poczuł się niewystarczająco dojechany do ręki i wówczas czmychał nieco za wędzidło, lekko opierając się powrotowi, aczkolwiek jeśli właścicielka była zdecydowana i konsekwentna w posyłaniu go do przodu, nie fisiował niepotrzebnie dłużej.
Kasztan należał do tych bardziej delikatnych i "miękkich" koni, zarówno w prowadzeniu jak i jeśli chodzi o sylwetkę, dlatego częste zmiany kierunku i różnorakie łuki na razie nie przyniosły mu nic szczególnie nowego w kwestii wygięcia, natomiast przyczyniły się do jakiegoś ruchu w głowie Blizzarda dzięki któremu zaczął się troszeczkę bardziej koncentrować na dziewczynie. Nagle półparada jakby poraziła go prądem bo rzeczywiście przeszedł przez niego jakiś taki dreszczyk a następnie wystrzelił niemal jak z procy, naturalnie chcąc kłusować szybciuteńko. Początkowo nie za bardzo miał ochotę usłuchać dosiadu Elizabeth, teoretycznie nakazującego mu nieco spokojniejsze tempo. Lekarstwem na to miały być łuki, jednakże u tego pacjenta tego typu zabiegi trwały jakiś czas zanim działanie odniosło sukces. Pierwszym efektem było powrócenie na kontakt, dopiero później wyraźniejsze oparcie się na nim i stopniowe rozluźnianie mięśni poddawanych gimnastyce, co w połączeniu z przejściami sprawiło, że ogier rzeczywiście szedł wolniej, chociaż dalej aktywnie. Cały czas jednak wypatrywał sobie różne rzeczy, od których spływał w drugą stronę, odginając się przy tym. Niestety panna White musiała się wykazać cierpliwością, bowiem w przypadku tego pana nagłe czy zbyt mocne sygnały prowadziły do większego stresu i pędzenia, dlatego trzeba go było po prostu zająć i mieć nadzieję, że to zajęcie go przyniesie pożądane efekty.First Night - 2017-08-20, 20:28
Amelie napisał/a:
[...]
Po lądowaniu za piątką na prawo, skierowały się po łuku na szereg 6ab. Naprostowała się do pierwszego członu, by dojechać do miejsca wybicia i w nim wyjść do skoku nad przeszkodą. Wykonała poprawny baskil nad przeszkodą, by na czysto wylądować po drugiej stronie. W lekki skróceniu dojechali na 1 foule do drugiego członu. Podniosła się bardziej do przeszkody, by wyjść w odpowiednim miejscu do skoku nad okserem. Przefrunęli na czysto by pojechać w stronę barierek, a tan odbić na łuk w stronę oksera 95x90 cm. Klacz nie miała problemu z dojechaniem do przeszkody oraz z jej pokonaniem. Pojechały kawałek po prostej by tuż przed dwójką wykręcić na ósemkę, to także był okser. Tutaj również nie miały problemu z pokonaniem przeszkody, by pojechać ku dziewiątce - stacjonacie 100 cm. Skoro po prostej, to po co się prostować? Pozwoliła się kobiecie doprowadzić do przeszkody, by w odpowiednim miejscu wyjść ponownie do skoku. Wykonała kolejny baskil nad przeszkodą i po lądowaniu skręciły przy barierkach na dziesiątkę. Był to kolejny okser, o wymiarach 90x95 cm. Ten sam schemat co poprzednio, więc pokonali również na czysto tą przeszkodę. Pogalopowali dalej po luku na szereg. Klacz chętnie nabrała większego tempa, wymiksowując się z pod kontroli kobiety. Nie darzyła jej pełnym zaufaniem ani szacunkiem, więc to nie było nic dziwnego. Dojechała do pierwszego członu, gdzie odbiła się do skoku - spłaszczając go. Z ciągnęła ze sobą górny drąg, gdzie na szczęście jakoś w miarę wróciła pod kontrolę kobiety przed stacjonatą 105 cm. Pokonały ją na czysto z zapasem, by po skoku wrócić pod ścianę. Stopniowo zwolniły do stępa, gdzie po rozstępowaniu wróciły do stajni.
z.tOliver Pelerieux - 2017-08-22, 14:01 Zdecydowałem się zabrać Glorię na zewnątrz, mimo że wysokie temperatury (jak na te rejony) wciąż utrzymywały się w Eastbourne. Uznałem, że tutaj mimo wszystko będzie milej niż na hali, nawet kosztem konieczności dzielenia parkuru z innymi. Bo jak się okazało, nie byłem jedyną osobą, która wpadła na ten pomysł.
W każdym razie grzbietu Glorii dosiadłem dopiero na parkurze, pierw sprawdzając popręg, który w razie potrzeby dociągnąłem. Następnie wsiadłem na klacz ze schodków i dałem jej łydkę do stępa, kierując na drugi czy nawet trzeci ślad, by nie przeszkadzać nikomu w treningu. W międzyczasie w trenującej tutaj amazonce rozpoznałem Elizabeth, do której się krótko uśmiechnąłem, zaraz znowu skupiając się na swojej pracy.
Część problemów w pracy z Glorią poznałem już podczas pracy z ziemi, więc od początku dbałem o aktywne tempo stępa. Miała energicznie maszerować, tak, jakbyśmy chcieli dotrzeć dokądś na określoną godzinę, jednocześnie mając wystarczający zapas czasu by nie musieć biec. Każde odstępstwo od tego od razu korygowałem, jeżeli nie mocniejszą łydką, to bacikiem i ostrogą, które miały wyczulić Glorię na łydkę i po jednorazowym takim użyciu wpłynąć - przynajmniej na jakiś czas - na jej zachowanie. Niestety nie było sposobu na to, by zaprzyjaźnić się w tak krótkim czasie, jaki nam pozostał do zawodów. Znacznie prościej było wyegzekwować posłuszeństwo, w międzyczasie poznając się małymi kroczkami i zdobywając wzajemne zaufanie.
Starałem się by nawet stęp był dla klaczy urozmaiceniem; od razu zaproponowałem jej kontakt, chociaż wodze pozostały na tyle długie, by Gloria mogła nieść niemal wyprostowaną, długą szyję. Średnio co pięć kroków w danym kierunku, zmieniałem stronę, licznymi zakrętami chcąc zachować czujność Glorii. Z czasem zacząłem ją delikatnie wyginać na łukach i wprowadzać pierwsze przejścia (do stój), także wykonywane zwykle na zakrętach, bo na nich miałem lepszą kontrolę nad tyłami klaczy i łatwiej było mi wyegzekwować przejście bez niepotrzebnego usztywniania się.Gloria Victis - 2017-08-22, 14:36 Klacz ten przyjemnie ciepły dzień tym chętniej spędziłaby na pastwisku, gdzie mogłaby po prostu cieszyć się pogodą i trochę się polenić.
Ale czas na trening i ruszenie się... Dopięcie popręgu zapewne nie było konieczne albo nie wymagało przesadnie dużych korekt, ruda bowiem nie nadymała się i nie stosowała żadnych tricków przy siodłaniu, by złagodzić napięcie popręgu. Towarzystwo koni grzecznie zignorowała, czekając aż jeździec znajdzie się na jej grzbiecie. Ruszyła do przodu dopiero na stanowczy sygnał łydki, nie przybierając zawrotnego tempa. Do czasu, kiedy mężczyzna nie wziął jej w obroty i nie wywalczył energicznego kroczenia naprzód. Na sygnał z ostrogi stęp Glorii stał się sprężysty i wyraźnie bardziej "do przodu". Co kilka minut potrzebowała przypomnienia z samej już łydki, że ma na sobie upartego człowieka, ale właściwie nic więcej.
Jeśli chciała, umiała utrzymać odpowiednie tempo od początku. Po prostu nie znała Oliviera jeszcze na tyle, by dla niego chcieć. Z czasem pewnie się to zmieni, bo choć treningi są dla niej półformą poznawania się, to już dostarczają jakiś informacji i rozpoczynają komunikację. Więc nawet w sportowym "rygorze" trenowania pojawi się w końcu zaufanie i zaangażowanie. Na razie czas był znaczącym dla tego ograniczeniem.
Skoro już tu przydreptali, nie zamierzała rzucać panu Pelerieuxa przesadnie dużo kłód pod nogi, tak więc weszła na kontakt, na razie wykorzystując sytuację i niosąc szyję luźną i wydłużoną. Łuki z pewnością były lepszą opcją na skupienie jej uwagi niż choćby półparady, w końcu aktywizowały też zaangażowanie hanowerki, bo musiała zapracować nad utrzymaniem równowagi i odpowiedniej aktywności, której jeździec by jej nie odpuścił. Mądrym posunięciem było przekierowanie jej uwagi na jeźdźca przed zatrzymaniami, w końcu płynniej i szybciej zareagowała na pomoce, zatrzymując się równo na czterech nogach, na tyle, na ile pozwalało jej na to wygięcie wokół łydki jeźdźca. Przynajmniej przez większość razy, bo niekiedy wymagała korekcji - czasem po prostu zostawiała jedną z zadnich nóg wycofaną, jakby jeszcze zajętą wyjeżdżaniem zakrętu a nie zatrzymaniem się stricte w wygięciu.Elizabeth White - 2017-08-24, 15:58 W przypadku gdy Blizz usiłował schować się za wędzidłem, Elizabeth bardzo skrupulatnie przepychała go przez nie. Na bieżąco korygowała sylwetkę ogiera, nie pozwalając na drastyczne zmiany w ustawieniu. Była cierpliwa, aczkolwiek nie pobłażała Blizzardowi wiedząc, że nie przyniesie to nic dobrego.
Kątem oka zauważywszy Olivera, odwzajemniła uśmiech, aczkolwiek nie miała czasu by poświęcić mu więcej swojej uwagi. Czuła się trochę jak na tykającej bombie, która w każdej chwili mogła wybuchnąć. Na szczęście dzięki stałemu skupieniu na wierzchowcu, ten nie był w stanie jej zaskoczyć swoimi wymysłami. Co prawda ciągłe odginanie się z jakiś błahych powodów było męczące, aczkolwiek nie zdołało wyprowadzić Elizabeth z równowagi. Cierpliwie znosiła fanaberie kasztana, korygując jego sylwetkę łydkami za każdym razem, gdy próbował od czegoś uciec. Miał dzisiaj wyjątkową taryfę ulgową, zważając na zmianę otoczenia i nowe, nieznane widoki oraz zapachy. White mogła mieć jedynie nadzieję, że jest to zachowanie chwilowe i wraz z czasem Blizzard przestanie wydziwiać.
Zajęcie myśli Selle treningiem wydało się dziewczynie najlogiczniejszym wyjściem z sytuacji. Z tego powodu nie robiła mu ''pustych'' przerw, podczas których miał za dużo czasu na rozglądanie się za straszakami. Skończywszy pracę na woltach, serpentynach i półwoltach, upatrzyła po drugiej stronie parkuru pięć drążków ułożonych na kłus. Postanowiła je bez względnie wykorzystać, naprowadzając skoczka z dość krótkiego najazdu, ale zarazem wystarczająco długiego, by nie udał zaskoczonego. Skierowała go na sam środek przeszkody, z łydek oraz wodzy tworząc korytarz, który miał mu uniemożliwić ucieczkę na zewnątrz. Nad drążkami przeszła w delikatny półsiad i lekko wyszła z ręką w przód, umożliwiając wyciągnięcie szyi. Po przejściu całości wykonali pół wolty i z powrotem przeszli przez drążki, które powinny być dla Blizzarda banalnie proste. Wkrótce przenieśli się jednak na koło, na którym po łuku również zostały ułożone drążki - tym razem w liczbie 4. Pokonanie ich w prawidłowym wygięciu było odrobinę trudniejsze, ale w dalszym ciągu łatwe jak na poziom zaawansowania rudego. Tą kombinację również pokonali na obie strony, dla zachowania symetrii.Oliver Pelerieux - 2017-08-24, 19:34 Starałem się poprawić jej reakcję na pomoce, do każdego zatrzymania przygotowując klacz pojedynczą półparadą, która miała na celu rozluźnienie jej i skupienie uwagi. Każde błędne korygowałem łydką, natomiast za poprawne chwaliłem głosem, z czasem prawdopodobnie wyrabiając nawyk prawidłowego zatrzymywania się.
Po dziesięciu minutach stępa, wróciłem na drugi ślad, na którym po półparadzie dałem Glorii łydkę do kłusa. W nim także zależało mi przede wszystkim na zachowaniu aktywności, więc od początku pilnowałem klaczy łydką, nakłaniając ją do żwawego przebierania nogami i uruchomienia zadu. Chcąc jej w tym pomóc, kłusowałem na raczej krótkich odcinkach, starając się nie dopuszczać do sytuacji, w której klacz nieoczekiwanie gasła. Takie krótkie, acz energicznie pokonywane odcinki i mnogie przejścia miały zachęcić ją do większej aktywności, a także wpłynąć na rozluźnienie. Podobnie jak w stępie, średnio co sześć kroków zmieniałem kierunek, tym samym unikając zgubnej rutyny. Jednocześnie byłem dla Glorii uprzejmy i każde przejście poprzedzałem półparadą, by nie było ono zaskoczeniem dla klaczy.
Z czasem wprowadziłem dłuższe odcinki w kłusie, jednocześnie nabierając nieco wodze, by trochę podnieść klacz. W dalszym ciągu główną rolę odgrywała praca łydek i dosiadu, jako że ręką robiłem najmniej, nie skupiając się na ustawieniu głowy. Przy odpowiedniej aktywności zadu Gloria powinna sama przyjść do ręki.
W pewnym momencie zabrałem kasztankę na skróconą przekątną parkuru, na której zachęciłem ją do poszerzenia wykroku w kłusie, aktywizując ją łydką i aktywniej anglezując, by wraz z powrotem na ścianę zwolnić do roboczego tempa i w niedługim czasie powtórzyć to ćwiczenie na innym odcinku.