To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Matthew - 2015-01-08, 19:55

Matt wszystko wytrzyma, tylko Kruger się zmęczy, więc znęcaj się, znęcaj! :lol:
Kudłaty czuł, że ogier denerwuje się tym kłusem. Dlatego więc jak najbardziej starał się rozluźnić, nucił coś do niego, nawet spróbował zaintonować kołysankę. W końcu to taka łagodna, kołysząca melodia! Miał nadzieję tak sobie gniadego trochę ukołysać, rozbujać. Przekazywał mu swoje pozytywne, szlachetne intencje i rozluźnienie. Sunął go biodrami, dosiadał głęboko, aby było mu dobrze. <3
W końcu Krugiemu udało się odnaleźć to dobre tempo. Matt wtedy pochwalił go spokojnym, ucieszonym głosem i pochylił się lekko, aby pogłaskać go po mokrej już szyi. Ależ się już napocił! Tyle emocji, że hoho! Jak już kłusowali tak jak Matt sobie tego życzył, to wszelkie wstrzymujące pomoce odeszły, nawet prześwit luzu na wędzidle się pojawił. W nagrodę, no i tak aby pokazać, że to dobry kierunek współpracy.
Zaś po tym bryku w galopie coś się nie zrozumieli najwidoczniej. >: Mat poczuł jak w ogierze zbiera jakaś inna energia i siła, no i całkiem odruchowo pochylił się do przodu, gdy ten podniósł się na tyły. Chwycił się jego grzywy jedną ręką, druga objął szyję konia. - Żesz kur...! - zaklął głośno, choć w sumie potrzeba b ekspertów by stwierdzić, czy w tym głosie było więcej strachu czy rozbawienia i ekscytacji. Choć trochę serce podeszło kudłatemu do gardła, gdy ogier postanowił się przespacerować po ludzku. Jednak jak opadli na ziemię to jechali dalej. Jakby nic się nie wydarzyło. Matt odetchnął, ale zagrał lekko na wędzidle Krugera. Nie ma tak, że on go upomina, a ten znów takie cyrki! Bo skończą gdzieś w drzewie, albo przynajmniej jeździec... Mimo to jednak kudłaty szybko rozluźnił się b i koń już znacznie lepiej szedł, co Matt mógł odczuć.
Przy najeździe na rów czuł, że ogier się spiął i zdenerwował. Jeszcze Matt nie pomyślał, co może być tego powodem - nie było na to czasu. Za to skupił się na prowadzeniu go na przeszkodę, usiłując pewnie wyjeżdżać konia dosiadem. Jednak jego westowa część duszy czuła coś, że psychiczne siły oporu działające n konia jednak coś pokombinują ze skokiem. Nie szedł tak, jakby był pewien tego, że skoczy. Matt więc jakoś naturalnie usiadł głębiej, skupiony bardzo. I zatrzymali się! Matt perfekcyjnie to wysiedział, bo ile razy nie robił zatrzymań z galopu? Jednak nigdy nie skakał z miejsca... Co jedno super, to inne klapa! Skoczył mocno nad siodłem, przy lądowaniu obijając jaja o grzbiet gniadego. :lol: Zawył trochę w bólu i poprawił się szybko, próbując usiąść wygodnie. Na szczęście nie uderzył jakoś tragicznie, ale trochę go cisnęło w kroku. - Żesz Kruger, jakbyś ty sobie tak walnął między nogi, to byś wiedział! - nagadał kopytnemu, wyprowadzając go na łagodny łuk i trzymając go w wolnym galopie, ściągając w jakieś przykładne ustawienie. Spróbował do niego pogadać, by rozluźnić się na powrót. Po chwili zwolnił do kłusa i stępa, skierował się na rów ponownie. Wyprostował przed nim, pilnując, by przypadkiem koń na niego nie pobiegł. Chciał go przejść stępem, aby Krugi poznał wroga. Chyba jednak nie skakał krosu... :lol:
Tak więc w rowie go tam przytrzymał aby chociaż troszkę zeszli na dół i przedostali się na druga stronę. Wykop był łagodny i niezbyt szeroki, więc d skoczenia właściwe łatwiejszy niż przejścia. Kudłaty był gotowy na to, że Krugi razie czego kicnie lekko na drugą stronę. Ale starał się go jednak przeprowadzić stepem.
Jak im się to udało to zakłusował powoli, chwilę roboczym takim tempem poprowadził konia, aby było luźno Potem galop i ponowny najazd na rów. Naprowadzenie na przeszkodę pewne, korytarz z wodzy i dosiadu, Kolana przyłożone troszkę bardziej (ale nie tak mocno jak przy wstrzymywaniu), łydka prowadziła konia do skoku. Przed przeszkodą też wyraźny sygnał do wybicia,z cmoknięcia, łydki, bioderek i ze wszystkiego co można było. Jak się udało, to nawrotka i jeszcze jeden skok przez ten sam rów, z drugiej teraz strony.

Krugerrand - 2015-01-09, 20:17

Chyba, że to Matt oberwie. :lol:
Rozpraszał się jeszcze trochę i dekoncentrował, w momencie gdy Matt nucił coś dla niego. Chciał zrobić dobrze ćwiczenie, a tym samym posłuchać dźwięku wychodzącego ze strony mężczyzny. Coś kulało, nie umiał połączyć tego w jedność, jak zawsze.
Kiedy jednak przebrnęli przez te toporne wdrażanie się Niemca z powrotem do pracy, mogli odetchnąć. Zdecydowanie się uspokoił, a nagrody były jednoznacznymi sygnałami, iż idzie w dobrym kierunku. Dlatego też po chwili stał się jakby wygodniejszy, lżejszy. Dał się ładniej prowadzić, lekko niosąc na grzbiecie. Jakby dopiero teraz chłopak mógł skosztować jego prawdziwej formy.
Wszystko prysło, w momencie Krugerowego odpału, kiedy ten podkulił przednie kończyny pod klatkę piersiową. Szedł dzielnie, nawet nie chwiejąc się na tyłach. Dlatego też Matt mógł trochę potrwać w uczuciu, które go ogarnęło. Bowiem ciemno gniady nie zrobił dwóch kroczków, a kilka porządnych. Na szczęście nie bił wściekle kopytami, tylko trzymał je przy sobie. Miękko ze stój przechodząc w galop, nieco mocniej oparł się na wędzidle, unosząc pysk gdy te przesunęło się po jego języku. Wiedział, iż zrobił źle jednak jakoś nie czuł się z tego powodu poszkodowany. Jemu się spodobało, pokazać jak bardzo duży i męski jest!
W każdym bądź razie, gdy już całkiem rozluźniony szedł w stronę rowu, nie było tak prosto. Znowu spiął się cały, ale jakoś dotarł. Skok dla niego nie był tak bolesny, chociaż poczuł jak jeździec z impetem uderza w siodło, które logicznie, docisnęło się mocniej do jego grzbietu. Szału jednak z tym naciskiem nie było, w końcu dobre siodełko i w ogóle miękko. Nie to co miał Mefja. :lol: Jak będzie bezpłodny to Krugerr spłodzi dla niego źrebaka. - zawsze coś. :lol2:
Parsknął głośno, schodząc posłusznie głową. Długo mu nie zajęło, aby odsapnąć i częściowo zapomnieć o jakże traumatycznym przeżyciu. Teraz już wiedział z czym miał do czynienia, więc nie było źle. Zszedł niżej w chodach, aktualnie już stępując.
Idąc luźnym krokiem, jedynie zastrzygł uszami na widok swojej przeszkody. Będąc blisko rowu, tylko odchylił ucho w stronę jeźdźca, upewniając się czy na pewno nie musi tego skakać. Pierwszy krok i tak wykonał śmiesznie, gdyż zamachnął się wysoko nogą, a w połowie drogi jednak opuścił ją na ziemię. Chciał już skakać, ale się rozmyślił. Po prostu stanął przodami w rowie, pochylając nisko łeb. Jak mógł dalej iść to pokonał przeszkodę, wcale się nie przejmując jej "obecnością".
Wchodząc w kłus, ponownie parsknął. Utrzymywał spokojne tempo, najwyraźniej już się wyciszając. Wszystko inne przestało być ciekawe, a praca wydała się być priorytetem. Dlatego też gdy ponownie w galopie zawitał w świetle przeszkody, postawił uszyska do pionu. Tym razem chłopak mógł poczuć prawdziwą naturę ciemno gniadego. Który wręcz parł pyskiem na wędzidło, mocniej uderzając kopytami w ziemię. Ekscytował się, jarał tym, że będzie skakał. O ile był dobrze zamknięty i dopilnowany przez chłopaka to nie wyrwał. Wyczuwając jednak gdzieś lukę - poleciał szybciej. Odbił się jednak zdecydowanie spokojniej, acz mocno gdyż sygnały napłynęły do jego ucha jednocześnie. Wiedział co przed nim jest, jednak skoro Matt dał taki sygnał - posłuchał. :lol: Mocno ugiął kończyny, które jak sprężyna wyprostowały się silnie, unosząc całe ciało ogiera. Ładnie ułożone w łuk ciało, wyciągnięta do dołu szyja i podciągnięte kończyny do klatki piersiowej. Nie musiał oddawać tak wysokiego skoku, jednak był grzecznym koniskiem, nie? Interpretował, aż nadto. :lol2: Po miękkim i kontrolowanym lądowaniu, pozwolili sobie powoli zawrócić, a zaraz po tym oddał, zapewne już lekki skok. Bez zbędnego fruwania nad ziemią.

Matthew - 2015-01-09, 20:51

Spłodzi mu źrebaka... Mój matko olaboga! Kruger i Nemesis daliby najbardziej pojebane potomstwo, jakie mógłby mieć Matt... :lol2: Boże, to byłoby coś. Fryz uszczuplony holsztynem, skoczno-westowy, pożeracz włosów... Wow. :lol:
Ok, jak już Kruger po skoku nieudanym się uspokoił, to kudłaty lepiej oddychał. Pogłaskał go trochę po szyi, jak już zaczął spokojnie chodzić. I jak pokonali rów stępem, też go wychwalił za odwagę, aby wiedział, że jest kochany. <3
Następnie kolejny skok. Matt czuł, e ogier idzie zupełnie inaczej. Teraz definitywnie chciał skakać. Jednak mężczyzna uważnie zamknął go w pomocach, czując, ile siły i ambicji drzemie w Niemcu. No i pofrunęli jak szaleni! Nad takim małym rowem, jakby drzewo wzdłuż skakali. :lol: Mimo to Mathew'owi udało się wyciągnąć nad szyją Krugera i oddać mu dobrze wodze, a potem wrócić przykładnie w siodło. Choć pierwszej fouli nie wysiedział najpiękniej. Jednak prędko się poprawił i skupił. Ok, już wiedział, czego może się spodziewać po ogierze. :D Drugi skok jednak był bardziej pod kontrolą, wyszedł spokojniej. po nim więc znów stęp, długa wodza oddana żucie z ręki. Skierowali się tym tempem do kolejnej przeszkody, którą Matt miał zamiar skakać. Niski mur z grzebieniem, ogółem wysokość około 60 centymetrów. Kilka fouli dalej stał kolejny, 80 centymetrów. Matt objechał ósemką dookoła obydwóch, pozwalając Krugerowi sobie je obwąchać, podotykać, obmacać chrapami. Następnie zebrał wodze i poprosił konia o spokojny kłus, trzymając go w roboczym tempie. Zawrócił, jadąc teraz po linii równoległej do szeregu tamtych murków. Wyjechał dalej daleko za nie, zagalopował i po średnim łuku ponownie zawrócił. wyprostował ogiera w najeździe, który mieli dość długi. Trzymał go mocniej, spodziewając się, że może znów chcieć wyrywać. Ostatnie foule uważne obserwował i spróbował wyliczyć ile im brakuje do dobrego wybicia, także w razie czego oddał delikatnie wodze Krugerowi aby wyciągnął przed przeszkodę, coby zmieścić się w obliczeniach jeźdźca. Do skoku Matt wszedł z koniem, rękami podążając wzdłuż jego szyi. Wylądował ładnie, o ile i koń dobrze wrócił na ziemię. Przed kolejnymi grzebieniami mocniej zamknął go w pomocach, trzymając go w jasno określonym korytarzu i tempie. Foule były wyliczone, wiec nie mogli pomieszać tempa. Mieli się idealnie zmieścić. Jeśli więc Krugi nie zwariował i poszedł jak go Matt prosił, to winni wyskoczyć prawidłowo.

Krugerrand - 2015-01-09, 21:23

I przystojny po ojcu. :lol2:
Po tych odmiennych skokach, chętnie zszedł głową do dołu. Nawet jeśli szło to powoli i zależnie od jeźdźca, który oddawał mu stopniowo wodzę. Tak czy siak, na samym końcu miał pewnie całą wodzę i stępował sobie iście rozluźniony. Nie oczekiwał jednak końca skoków, gdyż zaczął się nimi ekscytować coraz bardziej, a pot sechł! Już nie był zestresowany, więc wciągnął to co naprodukował niczym gąbka. Pozostała przyklepana do ciała sierść i nagrzane od wysiłku ciało.
Przechadzając się obok przeszkód, uniósł łeb na wysokość klatki piersiowej, uważnie łypiąc w stronę przeszkód. Zapoznawał się z nimi, nie widząc takowych nigdy w życiu. Dlatego też korzystał z możliwości dotknięcia ich. Kiedy tylko się zorientował, że tak może.
Wchodząc ponownie w ustawienie, ruszył kłusem trzaskając ogonem po swoich stawach. Już teraz jego spojrzenie pozostało baczne, a tylko jedno z uszu było skierowane na jeźdźca.
Mijając ten szereg, wygiął szyję w ich stronę, uważnie patrząc na przeszkody. Wręcz pożerał je wzrokiem, jakby już teraz odgrywała się jakaś walka - między nim, a murami.
Przechodząc w galop, dołączył uchem do drugiego, kierując je już w stronę przeszkód. Matt faktycznie musiał trzymać ciemno gniadego, pewną ręką. Dlatego też w takich chwilach, niezbędny był munsztuk. Czasami Kruger nawet sprawdzał, mocniej opierając się o wędzidła. Pokonując w swój sposób teren, czyli zgarniając metry zapewne nie musiał się wydłużać. Szedł mocnym, acz w miarę spokojnym tempem. Uważnie patrząc na pierwszą z przeszkód, już miał zamiar wyskakiwać, gdy chłopak dał mu sygnał. Opierając się na zadzie, wypchnął tylnymi nogami sylwetkę w górę, łeb wyciągając w dół pod siebie. Patrzył na przeszkodę, a gdy ta zniknęła pod nim, obserwował następną. Pewnie lądując na ziemi od razu galopował dalej na tą samą nogę. Dał się poprowadzić, zawsze w szeregu dawał (chyba, że ktoś ewidentnie próbował go wpakować w przeszkodę, lub nie wiedział co robi na jego grzbiecie). Dlatego też nie mieli żadnej nieciekawej sytuacji. Po prostu kolejne, mocniejsze wybicie, złożenie się ogiera w wręcz idealny technicznie sposób, po czym wylądowanie. Po ostatnim oddanym skoku zmienił sobie nogę, luźno galopując. Od razu inaczej się zachowywał, teraz Matt mógł go prowadzić jak chciał. Jedynie w momentach najazdu, włączała się w nim istna bestia do pożerrania przeszkód. c;

Matthew - 2015-01-09, 21:50

Jak mogłam zapomnieć! <3 A włosie miałby farbowane po kudłatym! :D Podobno też niektóry wierzą, że jak matka farbuje włosy, to i dziecko się rodzi z kolorowymi. To jak Mat zafarbuje siebie i Nemesis przed porodem, to urodzi czerwonogrzywego? <3
Matt podczas głaskania ogiera zauważył różnicę w fakturze jego sierści. Faktura to dobre słowo? Powiedzmy. Kruger był bardzo ciepły, gorrrący, ale już nie tak mokry jak wcześniej. - Oh, hm, no nieźle - skomentował to kudłaty. Niezła gąbeczka z Krugera, zaiste.
Więc Matt czuł, jakże Niemiec mocno najeżdża na przeszkodę, także go trzymał ciasno, choć z wyczuciem. No i fakt, munsztuk faktycznie tutaj się przydawał. Choć bym polemizowała, ale jeden chędożony pies. :lol:
Po przejechanym przepięknie szeregu Matt po paru foulach zwolnił Krugera do galopu. Ustabilizował go w roboczym i pochylił się, klepiąc go nisko po szyi i piersi. - Wspaniały! - pochwalił bardzo rozweselony skarogniadego, automatycznie oddając mu maks ody przy tym pochyleniu się. Jak się ju poprawił i ustawił ogiera ponownie, to pojechali kłusem obejrzeć kolejną przeszkodę. Była to sobie taka wąska, drewniana zabudowa wysokości 70 centymetrów. Szeroka na nieco ponad pół metra, więc właśnie wąska.
Pozwolił Krugerowi to obejrzeć z wolnego kłusa, a jeśli bardzo chciał powąchać to i to. Potem odjechał i po łagodnym łuku wykręcił na ów dziw. Jechał z kłusa, pilnując ogiera, gdyby chciał zagalopować. Kudłaty chciał to pokonać z kłusa za pierwszym razem, po wąskie, to lepiej tak najpierw, no nie? Ciekawe, czy na parkurze też Krugi skakał takie śmieszne, wąsie przeszkody. Zdarzają się i takie!
Więc trzymał go w ciasnym korytarzy, aby Kruger jasno wiedział, że ma skoczyć to drewniane cudo. Matt anglezował spokojnie, trzymając ogiera, w aktywnym kłusie. Przed przeszkodę pozwolił mu ewentualnie pójść troszkę mocniej, na dwa albo trzy ostatnie kroki, a potem poszedł do przodu z wybiciem. Po przeszkodzie zagalopował i po łagodnej, niepełnej wolcie zawrócił. Przy najeździe jeśli trzeba było, to przysiadł mocniej Krugera, aby nie wyrywał. Pilnował go w pomocach, aby nie ominął maleństwa ani nie wyrwał na nie. Skoczył równo z nim, o ile koń wybił się płynie i bez zakłóceń.
Pozostawił skarogniadego w galopie po tym skoku i skierował go na wyższy z grzebieni, które wcześniej skakali. Najeżdżał pod lekkim skosem, tak aby mogli go przeskoczyć bez większego problemu i jednocześnie wypaść z linii szeregu przed kolejnym murkiem. Drugi chciał ominąć.
Więc znów trzymał go w jasno określonym korytarzu, uważnie pilnując tempa ogiera. Jednak pozwolił mu pójść mocniej niż przy wcześniejszych przeszkodach, bo choć pod lekkim skosem, to pod skosem zawsze przeszkoda dłuższa choć trochę. Także do skoku mocno Matt zmobilizował ogiera łydką i poszedł z jego szyja do przodu, gdy już pofrunęli. Oddał mu wodze ładnie i usiadł potem w siodle zgrabnie przy lądowaniu. W powietrzu już ogarnął pozycje drugich grzebieni, więc od razu po zetknięciu się Krugera z ziemią dał u sygnał łydką i biodrami, aby odbili trochę na bok. Lekkie ustąpienie od nacisku i swobodnie wyminą przeszkodę.
Dalej go wygalopował jeszcze kilkanaście fouli i zwolnił następnie do aktywnego kłusa na minutkę. Potem stęp i jadą oglądać kolejne przeszkody! Wodza na sprzączce.

Krugerrand - 2015-01-09, 22:44

No chyba nie.:c :lol:
Tak czy siak, Kruger był łaskaw dla Matta z racji ich znajomości. Innej osobie mimo bloku, zapewne by poszedł wykorzystując chwyt, który zastosował na początku ich jazdy. Czyli szarpnięcie głowy w górę, a nogami szedłby dalej mocno do przodu. Dlatego munsztuk. Byłby nie do zatrzymania.
Ee..pewnie chodziło, że przeszedł do kłusa? :lol: Nie ważne w jakim tempie, ważne że szedł spokojnie. Nawet odchylił uszy w stronę jeźdźca, gdy ten tak entuzjastycznie go nagrodził. Ciemno gniady prawie obrósł w piórka!
Nim wszedł w ustawienie to podrzucił łbem. Następnie kierował się lekkim kłusem w stronę kolejnej przeszkody. Normalnie wyjdzie nieustraszony z tego treningu! Choć szczerze powiedziawszy, nie były, aż tak złe te przeszkody. W przeciwieństwie do parkurowych, miały przygaszoną barwę, za to dodano im fikuśnych rzeczy.
Gdzieś przelotem dotknął chrapą ów przeszkody, nim się oddalili by na nią najechać. Holsztyn wręcz się palił, żeby odpalić torpedę w tyłku i pokonać to cudo. Było jednak nie po jego myśli i zmuszony był utrzymać się w kłusie. Dlatego też gdy tylko poczuł odrobinę luzu, doskoczył do przeszkody galopem. Wykonał naskok, zupełnie jakby drąg leżał gdzieś przed ów przeszkodą, po czym oddał mocny skok. Tak na wszelki wypadek, lub specjalnie żeby się pochwalić i trochę 'poszpanować', o. W końcu jak go tak chłopak chwalił, może i takie wysokie loty mu się spodobają? Nie żeby szalał, ale ze spokojem jego kopyta były 20cm nad przeszkodą. Mocno przygarnięte do tułowia, co zresztą zdradzało jego nieufność do przeszkód. Musiał się z nimi zapoznać, choć i drągi szanował. Jednak zawsze latał spokojniej, nie przesadzając.
Zawracając w spokojnym tempie galopu, nieco próbował wyciągać. Mocniej opierając pysk na metalu zadarł łepetynę i odbił się tuż przed przeszkodą. Spokojnie lądując po drugiej stronie.
Postawił uszy na szpic, wlepiając spojrzenie na kolejną przeszkodę, którą już znał. Jednak gdy tylko Matt odrobinę otworzył mu drogę, ogier od razu ruszył mocniej. Wyciągając wyraźniej kończyny, odbił się sprawnie przed przeszkodą i przeleciał nad nią. Rozciągając się jakby co najmniej był to ponad metr szerokości. Parsknąwszy głośno, lekko zarzucił zadem od razu po wylądowaniu, po czym zgodnie ze wskazówkami - minął się z drugą przeszkodą.
Przemieliwszy wędzidła, galopował dalej, mocno rolując swe szyjsko. Trochę się schował kiedy mieli zwalniać. Zaraz jednak przy zachęcie wyciągnął łepetynę do ustawienia i zwolnił do kłusa, a następnie stępa. Odetchnął głęboko i zaczął parskać. Wywijając ogonem na lewo i prawo.

/ahah te "wodza na sprzączce", zabrzmiało jak "siedzę na koniu". :lol:

Anonymous - 2015-01-09, 23:09

Nie ma mnie jeszcze :lol2:
Matthew - 2015-01-09, 23:12

Tak, chodziło o kłus, definitywnie. :lol2: "Zwolnił do galopu". XD Szalonyyy!
Mattowi chodziło własnie o ksok kłusem, ale w sumie sam był sobie winien, że dał Krugerowi swiatełkow tunelu do dodania. nie hamował go wiec, bo nei miało to sensu - naskoczyli galopem i pofrunęłi, a potem tlyko kudłaty upewnił się, że nie pędzą. Ustabilizowanym tempem nawrotka i przeskok. Pochwąłą potem, bo MAtt zsczerze nie był pewien, co Kruger sądzić będzie o węższej przeszkodzie. Ale chyb jednak zbyt lubił skakanie, by ją ominąć.
Po przeskoczonych ponownie grzebieniach zad ogiera trochę chyba tak z emocji sobie skoczył, nie? Matt puścił to "mimo uszu", czy raczej "mimo pomocy". Jechał dalej, choć zaraz musiał poradzić sobie ze zrolowaną groźnie szyja Krugera. Oj, jaki groźny, szybko pędzący rumak, który nie zwalnia! Dobra, udało im się, bo są obaj fajni i zajebiści. :lol:
Stępem pokierował go już na bardziej fikuśną ścieżkę. Po jednej jej stronie wznosiła się skarpa z lasem, więc nie szło na nią wejść, bo gęsto usiana była i stroma. Po jej lewej stronie ciągnął się niegłęboki rów, a z anim krzak. Więc i w tą stronę niewygodnie zjeżdżać. Trzeba jechać ja od początku do końca Jednak między rowem a przeszkodami było miejsce do przejścia, którym to teraz Matthew pokierował konia. Przeszkodami były kolejno: konar powalonego drzewa, gruby i wysoki na pół metra; oddalona o kilka fouli niska przeszkoda z grzebieniami, wysokości poprzedniego pnia; potem drewniana zabudowa, dość już wyższa od poprzednich przeszkód, bo metrowa - z tym, że i długa, bo strukturę miała triple-baru, ale to wszystko wyglądało jak schody; zaś kilkanaście fouli dalej rów głębszy już od poprzednich - szedł w tym miejscu przez cała szerokość ścieżki, łącząc się z rowem po jej lewej stronie - nie było opcji, aby go ominąć; za rowem jeszcze jeden konar i wyjazd na otwarty teren. Cała ścieżka po bardzo lekkim łuku sobie biegła.
Więc Matt prowadził Krugera wzdłuż tych przeszkód, pozwalając mu każdą z osobna powąchać. Uważał przy tym, aby ne skręcić do rowu na zboczu. Zaś rowu przecinającego ścieżkę nie mogli przekroczyć stępem, więc jedynie Matt zatrzymał przed nim Krugera, aby go obejrzał. To będą zmuszeni pojechać na gorąco.
Zawrócił go i kłusem wyjechał ze ścieżki, mijając znów przeszkody. Nawrócił potem konia łagodnie i zagalopował z nim, pilnując ustawienia i tempa. Cóż było pierwsze? Gruby konar. Matt trzymał hardo ogiera, aby się nie zagrzał na niego jak na kobyłę podczas rui. Pozwalał mu jednak iść mocniejszym troch e tempem, ale nie mógł przyspieszyć ponad to. Korytarz z pomocy, a tuz przy wybiciu lekka łydka. Po lądowaniu ewentualna korekta tempa i wzrok na kolejna przeszkodę. Łatwa była - niziutkie grzebienie. Matt więc trzymał ogiera wolno, aby bez zapędu kicnęli ów cudo. Następnie zaś szykowały się te metrowe ,troszkę długie schody. Tutaj kudłaty szybko odliczył foule i pozwolił Krugerowi odpowiednio wyciągnąć, a przed samym wybiciem mocno zagrzał go łydkami, aby pofrunął nad tym drewniany zabudowaniem. Do skoku wszedł z koniem odpowiednio, wodze oddając mu na tyle, na ile potrzebował. Ależ fajnie w tym pełnym rozciągnięciu nad przeszkodą! Bo pewnie nad tą musiał się Kruger mocno rozciągnąć, nawet maksymalnie.
Po skoku kudłaty ogarnął się z koniem, klepnął go o szyi i wyrównał tempo. Teraz rów! Matt pozwolił iść Krugerowi tak samo aktywnie jak wcześniej, prowadząc go uważnym, domkniętym szczelnie tunelem z pomocy. Przed skokiem upewnił konia konia w jego powinności, gdyby wyczul wahanie przed oddaniem skoku - dał mu łydkę i ostatecznie cmoknął, gdyby było trzeba. Ale pewnie wcale nie było trzeba.
Ostatni był niegroźny konar, o ile bezpiecznie wylądowali po rowie. Hopsik przez drzewko i jeszcze kawałek pomiędzy skarpą a zboczem, no i wyjadą na łąkę...

Anonymous - 2015-01-10, 00:27

Nawet nie wiedziła jak się tutaj znalazła, ale to szczegół. Do jej uszu dotarł tęten kopyt i w krótkim czasie znalazła winowajcę wydobywanych dźwięków. Bez wahania ruszyła w ich stronę, rozpędzając się do granic możliwości. Zależy jeszcze w jakiej byli odległości. Gdy już była niedaleko a raczej bardzo blisko, wyskoczyła nanich zza jakiegoś drzewa i znalazła zaraz za nimi. Na szczęście obyło się bez gleby. Wyciągnęła na wierzch jjęzor, przed czym jeszcze szczeknęła, informując o swojej obecności. Duffy zbiegła bardziej na lewy pas, gdyż w raziw co nie chciała dostać z kopyta xD
Nie czepiajcie się posta o tej godzinie wyobraźnia mi szwankuje :lol2:

Krugerrand - 2015-01-10, 00:49

Okey, to kłusował. :lol2:
Zdecydowanie dlatego, że są fajni to się zatrzymali. xD
Strzygąc uszyskami, fuknął raz, drugi mijając kolejne przeszkody. Bardziej mu się nie podobało to, że musiał iść ścieżką, uważając aby kopyta nie zsunęły mu się. Dlatego też w pewnym momencie rozstawił uszy. Postawił je w momencie mijania schodków, które z chęcią macnął. Oczy Krugera wręcz błyszczały z podekscytowania. Już chciał, już czuł tę adrenalinę podczas lotu. Potrząsnął łbem i fuknął, gdyż Matt dał mu sygnał do zatrzymania. On sam wpadłby w rów, za bardzo rozkojarzony tamtymi 'schodkami'. Dlatego też gdy spojrzał przed siebie, aż drgnął. Taki żarcik.. wyrósł mu przed nosem rów. :lol: Niemiec skulił uszyska, po czym zawrócił od razu ruszając kłusem. Znów zerknął, spod byka na największą przeszkodę w szeregu. Choć i następnych nie pominął, tak tamta jedyna stała się jego celem.
Wychodząc z tego nieprzyjemnie ciasnego 'korytarza' odetchnął z ulgą, będąc na otwartej przestrzeni. To się miało jednak szybko zmienić, wraz z chodem, którym dotychczas się poruszał. Wracając jednak na linię przeszkód, ruszył chętnie galopem. Wpatrywał się uważnie w pień, jakoś specjalnie nie zamierzając teraz pędzić. Nie był go pewien, chociaż szedł bez zawahania. Jego głowa w tym czasie była przepełniona przeróżnymi myślami. Od pozytywnych po te gorsze. Nie zawahał się jednak, a oddał zaskakująco adekwatny skok do wysokości i szerokości powalonego pnia. Nie dodał niczego od siebie, a dał doprowadzić się do grzebienia, który skoczył już z lekkością. Poznał ten typ przeszkody dobrze, więc nie kombinował.
Zabawa zaczęła się wtedy, gdy zobaczył ów schodki. Nie było mowy, aby dał się zatrzymać. Wpierw zrolował szyjsko jak wtedy (wspominałam, że to mądry koniś?<3), by ze spokojem wyciągnąć mocno tempo. Pożerał metry w zaskakującym tempie zbliżając się do przeszkody. Dopiero dwie ogromne foule przed, wyciągnął łeb, aby przyjrzeć się swojej "wybrance". Sapnął kiedy kopyta mocno zaryły w ziemi, a stawy ugięły się pod ogierem. Odbił się mocno, od razu składając całe ciało. Tym razem jego szyja wyciągnęła się daleko, zresztą jak całe ciało. Lecąc nad przeszkodą patrzył na nią z góry, póki nie zniknęła, a przed jego oczami pokazała się ziemia. Musiał wylądować. :lol:
Grubo przesadził z ów skokiem, toteż te lądowanie nie było tak piękne. Twardo łupnął o ziemie przodami, równie silnie sprowadzając zad. I może nie wyglądało to elegancko, ale oddał zbyt potężny skok, by ogarnąć to w miękkim lądowaniu. Zasadził się jakby co najmniej 170 skakał! :lol2:
Nie miał jednak odpoczynku, gdyż zaraz po tym oddał mocny skok, by pokonać rów. Ich ostatnią przeszkodę. Parskał wściekle, galopując nadal w tym żywym tempie. Może nie poszło tak jak Matt chciał, ale miał lot życia. <3
Niemiec nawet nie zdążył odpocząć po nokaucie, który zafundował przeszkodzie, a tu już znowu coś. Tym razem sprawcą okazała się żywa istota, a mianowicie pies. Nijak ogier nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, dlatego też wytrącony ze swojego dotychczasowego zajęcia - uskoczył na bok. Sadząc jak najwięcej brykasów, które po drodze zamieniały się w kopniaki przeznaczone dla Duffy. Na jej szczęście była w bezpiecznej odległości, toteż nic jej nie połamie. :lol:
Był jednak ktoś, kto mógł nie mieć tyle szczęścia, gdyż holsztyn rozpędził się tyle, na ile pozwalało mu podłoże. Dlatego też zapierdzielał, mocno odpychając się kopytami od ziemi. Żeby było jeszcze piękniej uniósł łeb pchając wędzidło, a tym samym ciągnąc dłonie mężczyzny do przodu. Może brykas? :lol:

Matthew - 2015-01-10, 01:09

Tak, zdolność zatrzymywania się jest zależna od tajności danych osobników. A gdy obydwa osobniki są nader fajne, wręcz prawie zajebiste - a nasze są bardzo zajebiste, toteż combo x3 - to w ogóle licznik siada. Nie wiem co piszę, ratunku.
Matt aż się zdziwił co Kruger taki spokojny na pierwszych przeszkodach. Jednak czuł jego podekscytowanie już przed pierwszym pniakiem. Domyślał się poniekąd, że zachowuje emocje na największą przeszkodę. Więc próbował się mocniej skupić na ogarnianiu konia przed tymi schodami... ale koń ojebał i w sumie sam sobie wyliczył i pofrunął. Zadanie jeźdźca chyba w tym momencie zmieniło się tylko w "nie spadnij". Więc i Matt nie spadł! Wyfrunął wraz z Krugerem, który rozciągnął się ja mój pies z rana po obudzeniu. Lądowanie za to mieli twarde i nie tak wyborne jak skok, ale taki dziarski skok chyba uwarunkował to twarde przybicie w ziemię. Dobrze, że koń zachował równowagę, ale Matt nie śmiałby wierzyć, że mogłoby być inaczej... Zaraz znów skakali rów, no i to jakoś im poszło. Natomiast po nim Matt zadziwił się, bo koń mu zwariował - czy to entuzjazm po przejechaniu tego wszystkiego? Kudłaty wysiadywał jakoś te barany, wołając cicho do konia. Pewnie jednak nic nie wskórał. ;-; Wyprowadził go więc ze ścieżki na otwarta przestrzeń, łydką prowokując go bardziej do zwiększenia tempa, niż brykania. Mocno trzymał się nogami siodła, bo już po brykach stracił równowagi trochę, ale cudem nie spadł. Chyba po prostu zbyt wiele przeżył brykania w sowim życiu, by takie coś go zrzuciło. Chociaż było gorąco!
Waliło mu to, że ogier zawisł na wędzidle. Oddał mu wodze pozwalając biec ile fabryka dała - zrozumiał w końcu, że pies ich goni. Lepiej uciekać, niż dać się ugryźć albo pozwolić wystraszonemu ogierowi skopać psa na śmierć.
Coś wcześniej kudłaty nie zarejestrował jego szczekania. To przez szok po skoku życia. :lol2:
Skrótowo: Wyjechali ze ścieżki na otwartą przestrzeń, a mając wieeele miejsca przed sobą, Matt prowokował konia do zwiększenia tempa, by uciec od psa. To taki skrót dla nieogarniającej Temi. <3

Anonymous - 2015-01-24, 16:58

Suczka za bardzo nie rozumiała ich zachowania, ale uznała je jako taką zabawę, więc zaczęła biec szybciej albo raczej tak, żeby dogonić ogiera. Nie biegła za tylko obok. Po krótkim czasie trochę jakby nieświadomie, zbliżyła się niebezpiecznie bliżej konia. Próbowała nawet delikatnie dotknąć go łapą na zaczepke co mogło raczej niezbyt przyjaźnie wyglądać. Oczywiście robiła to tak, żeby nie uszkodzić w żaden sposób drucha.
Diego Montana - 2015-01-28, 18:44

Szedł z ogierem dość spory kawałek, zajęło im to trochę czasu ale dotarli w końcu na miejsce. Dawno nie był na torze crossowym o ile w ogóle od przybycia ale to taki drobny szczegół. W końcu dotarli na ziemie która nie jako przeznaczona była do rozgrzewki, składała się z kilku pali ułożonych w prostokąt i drewnianych barierek robiących za ściany. Poprawił jeszcze popręg oraz strzemiona by otworzyć ostatecznie barierkę i wprowadzić ogiera. Po czym go dosiadł i poprowadził po śladzie wzdłuż barierek, zrobili tak dwa kółka po czym zjechanie do środka ósemka, serpentyna, wężyk i znowu zjazd na barierki gdzie na długiej stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany i tak dwa kola. Dał mu odpowiednie sygnały do przejścia do kłusa, i znowu dwa koła wokół barierek zjazd do środka i ósemka, serpentyna, wężyk i znowu zjazd na barierki gdzie na długiej stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany. Potem przejście do galopu i ponownie dwa koła w tym chodzie, po czym zjechanie do środka ósemka, serpentyna, wężyk i znowu zjazd na barierki gdzie na długiej stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany i tak dwa kola. Potem przeszli do kłusa i potem do stępa i wyjechali z "rozprężalni" pokierował go na ten średni tor crossowy idąc nadal stępem pozwalał mu na oswojenie się z otoczeniem.
Warlike Stradivarius - 2015-01-29, 09:48

.....Dla Warlike Stradivariusa odległość zdecydowanie nie miała znaczenia, a długa droga tylko wzmogła jego ciekawość. Widząc tor crossowy, nie był pewny co to w zasadzie jest i jak to właściwie ugryźć, dlatego liczył na pomoce ze strony jeźdźca. Oj, od dawien dawna na czymś takim nie trenował. Podniósł wysoko uszy i łeb, starając się zobaczyć i usłyszeć jak najwięcej. Był cholernie ciekawy, dlatego raz po raz obijał ogonem o boki, a nawet zdarzyło mu się nieznacznie wyprzedzić jeźdźca. Zaraz jednak nawet bez wyraźnej komendy ze strony Diego, schylił łeb w geście uległości i cofnął się za chłopaka, przyjmując jego dominację. Wiedział, że jeździec rządzi.
.....Podczas poprawiania popręgu i reszty, stał grzecznie, nie mógł jednak powstrzymać się od ciągłej zmiany położenia jednej z tylnych nóg, przez co wyglądał, jakby próbował nią na coś nadepnąć. Cały czas rozglądał się dookoła, nie wiedząc, co dokładnie będą robić. W końcu zarżał pytająco, patrząc jednocześnie na Diego, nie mając już żadnych pomysłów.
.....Kiedy jeździec znalazł się tam gdzie być powinien, Stradivarius parsknął i od razu ustawił się we właściwy sposób, ruszając według wskazówek chłopaka. Poruszał się lekko i płynnie, nie uciekał z kontaktu, a w zakręty wchodził z właściwym wygięciem, od czasu do czasu zerkając tylko na jakieś elementy toru, które nie układały się w jego spojrzeniu w nic konkretnego. To była raczej bezkształtna masa różnych przeszkód, desek i krzaków, a nie coś, na czym można było trenować.
.....Dziwni są ci ludzie czasem... - pomyślał Varius.
.....Zarówno w stępie, kłusie i galopie nie było żadnych problemów, wszystko obyło się po myśli jeźdźca, dlatego nie ma co się rozpisywać. Ogier poprowadzony na średni tor crossowy, zarżał pytająco, starając się zerknąć na jeźdźca. Domagał się odpowiedzi na nieme pytanie, co oni tu w zasadzie robią? Skorzystał z możliwości zapoznania się z terenem, oglądał wszystko dokładnie, w miarę możliwości również obwąchał. Gdyby mógł, zrobiłby zdziwioną minę, jako że jednak nie mógł, po prostu trzymał z ciekawością uszy na sztorc, czekając na rozwój wydarzeń.

Diego Montana - 2015-01-29, 22:08

Skoro był WKKW-istą musiał chodzić w crossie, przecież to jedna z dyscyplin tego sportu. Chłopak nie przejął się tym że ogier zainteresował się czymś bardziej było to przecież naturalne z jego strony. Nigdy też nie uważał się za dominatora, sądził że konie i ludzie po to budują więź na podstawie zaufania by szanować i ufać sobie. Można powiedzieć że on mu ufał więc liczył że nie zabije go na torze, poprowadził ogiera na linię startu gdzie od razu przeszli z stępa do kłusa a potem do spokojnego miarowego galopu. Jechali na razie na równym terenie przed siebie, po krótkiej chwili dostrzegli pierwszą z przeszkód, balę o niskiej wysokości jednak dość grubą prowadził ogiera jednostajnym tempem by nieco pospieszyć go przed samą przeszkodę i dać mu sygnał do wybicia, w czasie lotu odciążył go oraz oddał wodzę, jak udało im się przeskoczyć pochwalił ogiera głosowo. Tym samym tempem co przed skokiem podążali ku drugiej przeszkodzie, tym razem był jakby drewniany okser na którego chłopak ponownie go nakierował i ta sama technika pospieszenie, sygnał, odciążenie, oddanie wodzy i lądowanie i dalej jednostajne tempo.

Jako że userka nie potrafi dokładnie opisać przeszkód tu masz przeszkody ze zdjęciami i numerami ze starego konkursu na Orchu :D



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group