To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

For Now - 2013-05-22, 20:19

Gdy chłopak zebrał wodze, rudy przeżuł wędzidło w paszczy, a po chwili ładnie ustawił łepetynę, wyginając szyję w lekki łuk. Tempo utrzymywał żywe, nie ociągał się. Czując łydkę i wypchnięcie biodrami przeszedł od razu ze stępa do galopu zarzucając lekko łbem. I po ustawieniu. :lol: Zagalopowanie na dobrą nogę, jednak tempo za szybkie. Ogier już przy zagalopowaniu wyrwał tym chodem przed siebie prując w przód. Przez to jedno okrążenie, które Tony przeznaczył na uspokojenie tempa, Führer nieco zwolnił i poruszał się teraz równomiernym, lekko wybijającym galopem. Nie charakteryzował się jakimś miękkim chodem, ale nikt nie jest idealny. Lekkie wybijanie nadrabiał zaś techniką skoku, którą już nie raz wychwalano.
Gdy chłopak nakierował go na pierwszą przeszkodę, ten ładnie najechał na nią. Jako że mężczyzna nie pomógł hanowerowi w ocenie miejsca odbicia, ogier sam dobrał odpowiedni moment i odbił się w nim mocno z tyłów, które podziałały jak sprężyny wybijając konia w górę. Rudzielec oddał ekonomiczny skok, nie zostawiając zbytecznego miejsca nad krzyżakiem.

Anonymous - 2013-05-22, 20:59

Pochwalił konia, po skoku prowadząc go na prawo, gdzie po paru foule znowu skręt w prawo i wyjście na wprost stacjonaty o wysokości 0,7m, co miało im pomóc w rozgrzaniu się przed wyższymi skokami - na metrowych przeszkodach, na jakich mają jechać potem zawody. W każdym razie; prostopadły najazd, aktywny choć Tony nie pozwalał Führerowi na wyrywanie do przodu. Tutaj również pozwolił mu samodzielnie ocenić miejsce wybicia, skoro nie sprawiało mu to kłopotu. W jego momencie podążył za ruchem konia przechodząc w półsiad i elastycznie oddając wodze. Przy lądowaniu obciążył bardziej lewe strzemię sugerując lądowanie na tę właśnie nogę, jeżeli się nie udało to przy najbliższej okazji lotna zmiana nogi i galopujemy na lewą stronę. Tam w pewnej odległości stała metrowa stacjonata i okser 1,1m, w jednej linii, odległość dwóch foule. Aktywny, prostopadły najazd, tym razem pomógł ogierowi w ocenie punktu odbicia, tradycyjnie zgrał się z jego ruchem. Potem postąpił zależnie od tego jak wypadło lądowanie, jeżeli wypadło daleko to półparada i przytrzymanie, jeżeli blisko to dodanie. Potem znowu łydka w miejscu wybicia, półsiad, oddanie wodzy, po skoku w lewo na ścianę. Pół okrążenia galopu, potem przejście do kłusa i po całym okrążeniu w kłusie stęp. Po jakimś czasie dał ogierowi długą wodzę, poklepał go. Rozstępował 20 minut, zatrzymał, zsiadł, wyprowadził do stajni. Sorry, że tak w jednym poście, ale chce się już zwinąć stąd, bo tu przejazdy będą <3

/zt

For Now - 2013-05-22, 21:23

Miękko wylądował na właściwą nogę, po czym prychnął i posłusznie skierował się w prawo, aby po chwili znów najechać na przeszkodę, którą tym razem była stacjonata o wysokości 70cm. Aktywny i prosty najazd, odbicie prawidłowo ocenione przez ogiera, bo Tony znów pozwolił mu samodzielnie określić miejsce odbicia. Koń znów odbił się z tyłów i już po chwili znalazł się w powietrzu, znów oddając ekonomiczny skok zakończony miękkim lądowaniem na lewą nogę. Zmiana jej nie była w związku z tym potrzebna. Po skoku galop na lewo i kolejne przeszkody. Tym razem metrowa stacjonata i okser o wysokości 110cm. Przeszkody ustawione w jednej linii, oddalone od siebie o dwa foule.
Znów aktywny, lecz o równym tempie, prostopadły najazd, odbicie w odpowiednim miejscu, tym bardziej, że Tony pomógł w ocenie miejsca do wzbicia się w powietrze. Po nim lot nad przeszkodą i kolejny ekonomiczny skok oddany. Lądowanie mięciutkie, do kolejnego skoku mały odcinek, a więc niewiele czasu na zastanowienia. Znów odbicie w odpowiednim miejscu, ekonomiczny skok i lądowanie na dobrą nogę. Tym razem jednak podczas skoku ogier zaprezentował całkiem dobry baskil. Po lądowaniu powrót w lewo, na ścianę i kontynuacja galopu. Nie długo jednak ów galop potrwał, bo Tony przytrzymał rudzielca do kłusa, w którym przebył okrążenie. Następnie przejście do stępa. Po jakimś czasie luźniejsza wodza, z której oczywiście hanower skorzystał opuszczając głowę w dół. Po 20 minutach rozstępowania, gdy Tony zsiadł, wykonał wszystko przy siodle, ogier został wyprowadzony do stajni.
zt/

Anonymous - 2013-05-25, 11:46

Jak to mówią, głupi ma zawsze "szczęście". Bo w tym przypadku o prawdziwym szczęściu nie ma co mówić, bynajmniej Tony nie cieszył się z faktu, iż na swoich pierwszych zawodach będzie startować jako pierwszy. Ale, że jest facetem z jajami, to przecież da radę!
Na teren zawodów, które rozgrywały się na parkurze piaszczystym, przyszedł prowadząc po swojej lewej stronie kasztanowatego konia imieniem Führer. Poszedł z nim na rozprężalnię, gdzie po dopięciu popręgu sprawnie dosiadł końskiego grzbietu. Wodze trzymając na lekkim kontakcie, polecił przejście do stępa poprzez łydkę i na dobry początek w danym chodzie zrobili po trzy okrążenia na każdą stronę, dla rozprostowania kości. Po tym czasie chłopak wplótł w stęp różnego rodzaju wygięcia, zaczynając od wolt o sporej średnicy, przez wężyki przez całą długość, oczywiście ze zwracaniem uwagi na innych zawodników powoli przygotowujących się do startów. Jednocześnie rozpoczął pracę nad ustawieniem rudzielca, tradycyjnie miała w tym udział napięta zewnętrzna wodza i naprzemiennie napinanie i odpuszczanie na wewnętrznej wodzy, połączone z dojeżdżaniem dosiadem do ręki. Łydki również miały w tym swój udział, pracowały aktywizując. Nie pozostawał bezczynny podczas kreślenia wspomnianych wcześniej figur, nieustannie służył Führerowi wskazówkami przekazywanymi za pomocą ułożenia łydek jak i zewnętrzną wodzą, która konia prowadziła jak i ograniczała zgięcie w szyi.
Po rozgrzewce w stępie od razu wypchnął go do kłusa, w którym głównie postawił na przejścia pomiędzy kłusem a stępem, a nawet stój. Miało to na celu zaangażowanie zadu konia w pracę i uwrażliwienie go na wszelkie pomoce, by na parkurze poruszał się sprawnie, chętnie odpowiadając na wysyłane sygnały. Nie licząc zmian kierunku, zrobili również parę ciaśniejszych wolt, uskuteczniając elastyczność.
Następnie zagalopowanie, pierw okrążenie na wyrównanie tempa, później zaś parę zmian kierunku z lotną zmianą nogi, parę wolt i przejście do stępa na chwilę. Cała rozgrzewka była krótka acz wystarczająca, obaj przecież musieli dać z siebie 101% na samym parkurze, a przecież jeszcze muszą się rozskakać na rozprężalni. Także po krótkim odpoczynku w stępie, ponownie nabrał wodze, by w najbliższym narożniku zagalopować ze stępa i naprowadzić konia na ustawioną na rozprężalni metrową stacjonatę. Okrągłe, równe tempo, nie dawał mu możliwości drobienia tudzież przyspieszenia. W danym miejscu łydka, gdy kasztan odbił się, chłopak podążył za jego ruchem, przekazując wodze. Pochwała po skoku i raz jeszcze ta sama przeszkoda lecz z drugiej strony, później dwa skoki na okserze niewiele niższym. Wyższych skakać nie chciał, nie chcąc zniechęcać tudzież zmęczyć konia przed startem.
Przejście do stępa i czekamy na chwilę, w której będziemy mogli wejść na parkur..

For Now - 2013-05-25, 13:03

O szczęściu będziemy mówić po przejeździe, gdy będzie po wszystkim. Te zawody były pierwszymi dla ogiera w Orchardzie, a trzecie w życiu. No może dane mu było startować w jeszcze jednym konkursie, ale ten nie wyszedł najlepiej, chyba że ktoś lubi lądować na przeszkodach. Z resztą i w tym wypadku nie wiadomo co strzeli Rudemu do głowy, ale nie koniecznie fajnie by było spaść na pierwszych zawodach, nie?
Führer przybył na teren zawodów u boku jeźdźca imieniem Tony. Miał on o tyle dobrze, że z ogierem pracował przynajmniej raz i przeżył już "testy", które w wypadku braku treningu zapewne odbyłyby się podczas przejazdu. Hanower rozejrzał się uważnie, zastrzygł uszami i rozszerzył nozdrza. Na rozprężalnię dotarł spokojnie, bezustannie się rozglądając. Ale zaraz, zaraz... Na rozprężalni przebywała właśnie piękna, kara klacz. Taaak... Ogier zaraz skierował radary w jej stronę i przeciął powietrze swym równiutko przyciętym ogonem. Zaraz potem wygiął szyjkę w pokaźny łuk i zaczął kłusować w kierunku owej pięknej istoty. Cześć mała! :lol:
Sądzę, że Tony przytrzymał konia i jeśli tak się stało, pięciolatek po jakimś czasie zwolnił. Wiedział już, że zadzieranie z tym człowiekiem nie wychodzi na dobre dla konia, więc pozostał na etapie przyglądania się klaczy. Jeśli jednak nie zabroniono mu kłusowania podbiegł do ślicznotki i zaczepnie capnął ją w szyjkę, aby po chwili odskoczyć w tył, przykleić uszy do potylicy i spojrzeć na Tony'ego. Powiedzmy jednak, że w końcu ogier się uspokoił i pozwolił jeźdźcowi dopiąć popręg, a później wsiąść. Ciągle łypał okiem na karą, ale stał spokojnie czekając aż dostanie pozwolenie na przejście do stępa. W końcu poczuł łydkę, która miała zasygnalizować właśnie chęć ruszenia. Ogier posłusznie przeszedł do stępa. Szedł żywym krokiem, z dobrą akcją mięśni, a zwłaszcza zadu. Mimo na razie lekkiego kontaktu poruszał się w ustawieniu. Pokonał trzy okrążenia, po czym zmienił kierunek i znów trzy okrążenia. Po nich zaczął wykonywać wolty. Najpierw obszerne, a później o mniejszej średnicy. Ładnie wpisywał ciało w okrąg, nie wypadając ani zadem, ani łopatką. Wężyki także szły dobrze, bez zarzutu. Po jakimś czasie kara klacz, w którą to wpatrywał się Führer opuściła rozprężalnię, wiec zapewne pędzie spokojniej.
Jako że mężczyzna rozpoczął pracę nad ustawieniem ogier poprawił je, bowiem bieżące mimo wszystko pozostawiało wiele do życzenia. Führer na początku zaczął szukać pyskiem kontaktu z wędzidłem, a później wrócił do ustawienia, które teraz było nieco lepsze niż poprzednio.
Po rozgrzewce w stępie, czując wypchnięcie do wyższego chodu automatycznie przeszedł do równego i energicznego kłusa. Wszelkie przejścia typu kłus - stęp, lub na odwrót wykonywał poprawnie. Zatrzymania z kłusa także nie sprawiały problemów, choć z początku były wykonywanie z lekkim oporem. Wolty i zmiany kierunku także bez problemów.
Po jakimś czasie ogier otrzymał sygnał do galopu, na co odpowiedział bezzwłocznym przyspieszeniem i przejściem do wyższego chodu. Podczas pierwszego okrążenia wyregulował tempo, a później zaczął wykonywać wolty, w co wplotło się także kilka zmian kierunku i lotnych zmian nogi. Następnie posłusznie przeszedł do stępa. Rozgrzewka rzeczywiście była krótka, a zarazem wystarczająca. Nie było potrzeby zbytnio przemęczać konia przed samym przejazdem.
Po krótkim odpoczynku zagalopował posłusznie ze stępa w pierwszym narożniku. Zaraz potem został naprowadzony na metrową stacjonatę. Najazd prosty, bez przyspieszania, odbicie w odpowiednim miejscu, aż w końcu lot i lądowanie na dobrą nogę. Ową stacjonatę skoczył raz jeszcze, tyle że z drugiej strony, a następnie dwa razy pokonał niewiele niższy okser. Później przeszedł do stępa. Pozostało czekać na start.

Anonymous - 2013-05-25, 16:01

W pewnym momencie usłyszał przez system nagłaśniający, że jest proszony o przygotowanie się do rozpoczęcia przejazdu. Poklepał ogiera po szyi, po czym zebrał go, prosząc o przejście do kłusa. W tymże chodzie weszli na parkur, zatrzymali się przed sędziami. Tony ukłonił się, a następnie poprosił Führera o zagalopowanie. Czekając na pozwolenie do startu, na okrążeniu wokół parkuru wyrównał tempo galopu, by w wyczekiwanym momencie, skierować rudzielca na pierwszą przeszkodę. Ułożenie przeszkód znał całkiem dobrze, jeszcze wcześniej zapoznał się z nimi, także mowy o pomyłce być nie mogło. Chyba, że przez stres, ale ten całkiem skutecznie zwalczał.
Wyprowadził Führera z łuku, prostując go odpowiednio wcześniej na prostej prowadzącej na stacjonatę rozpoczynającą parkur. Dosiadem dociążył lekko zad konia, wymagając tym samym większego zaangażowania i jednocześnie uniósł go na przodzie, pozwalając się przyjrzeć stacjonacie i wymierzyć odległość. Nie były to szalone wysokości i być może bardziej doświadczony zawodnik mógłby pojechać ten parkur pewniej i szybciej, Tony jednak był na początku całej tej "zabawy" i wyjątkowo dziś postawił na dokładność. Prowadził hanowera zamkniętego w pomocach, uniemożliwiając mu wyłamanie bądź wyrwanie do przeszkody. Pozwolił mu ocenić miejsce wybicia samodzielnie, wiedział, że ten to potrafi i w tak prostej kombinacji nie było co mu przeszkadzać; na samym odskoku nie tracąc kontaktu z pyskiem oddał mu trochę wodzy, umożliwiając odbicie. Później podążył za jego ruchem, przechodząc do półsiadu i oddając jeszcze trochę wodzy, by Führer mógł zapracować szyją i zachować równowagę. Po wylądowaniu miękko wrócił w siodło, utrzymując kontakt i nie pozwalając ogierowi wyrwać do najbliższego, metrowego oksera. Dopiero dwie foule przed skokiem pozwolił hanowerowi na lekkie wyciągnięcie kroku, a co za tym idzie, nabranie prędkości. Postąpił podobnie jak przy stacjonacie, choć tym razem pomógł mu z oceną miejsca odbicia chcąc, by nie odbił się za późno. Podparł go łydką na odskoku, wyszedł z ciałem do przodu umożliwiając ogierowi ładne rozciągnięcie się nad przeszkodą. Postarał się nie zakłócić jego równowagi poprzez oddanie wodzy i równomierne obciążenie boków w półsiadzie. Lądowanie na lewo, w miarę szybki powrót w siodło i wprowadzenie w mocny zakręt, na którym zdecydowanie podparł go łydką, by nie stracił aż tyle na prędkości. W ostatniej chwili wyprostował go przed murem i dał zdecydowaną łydkę, by ogier wykonał porządny naskok i nie zwątpił przed oddaniem skoku przez tenże przeszkodę. Jego błąd, że wcześniej mu tego muru z bliska nie pokazał, ale może obejdzie się bez zgonu na parkurze? Na wyłamanie w każdym razie miał bardzo mało czasu jak i możliwości, o ile w ogóle. Skok za sprawą mocno zaangażowanego zadu zapewne wypadł bardzo silny i wysoki, co trochę wpłynęło na równowagę Tony'ego, niemniej nie zakłócił jej zanadto. Następnym razem pomyśli trochę! Nie zakrzątał sobie głowy zmianą nogi przy lądowaniu, w odcinku prowadzącym do szeregu po prostu zrobili lotną, do następnej przeszkody mieli jakieś 6 foule, także...

For Now - 2013-05-25, 16:52

Słysząc dźwięk z systemu nagłaśniającego szarpnął łbem z bliżej nieznanych powodów i zastrzygł uszami. Tony oczywiście wiedział, co oznacza ów dźwięk, ale rudemu nie dane było zrozumieć ludzkiego języka, więc poddał się jeźdźcowi, nie wiedząc do końca, czy dźwięk oznacza coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.
Czując klepanie maksymalnie rozwarł nozdrza głośno wypuszczając z nich powietrze, po czym ruszył kłusem za pozwoleniem chłopaka. W tym chodzie dotarł na parcour, na którym już był i to niedawno. Można więc powiedzieć, że teren zna. Przed sędziami koń zatrzymał się, łypnął na nich okiem i skierował jedno ucho w ich kierunku. Będzie podsłuchiwał, a co! :lol:
Nie długo jednak dane mu było słuchanie rozmów mężczyzn i kobiet, debatujących nad różnymi rzeczami, bowiem otrzymał sygnał do galopu, na co oczywiście przeszedł do najwyższego chodu ze stępa. Z początku jego tempo było zbyt szybie, ale podczas pierwszego okrążenia zostało wyregulowane i Führer poruszał się teraz równym galopem o umiarkowanym tempie bez zbytecznego pędzenia, lub "ślimaczenia się". Wszystkie mięśnie pracowały równo, z naciskiem na zad, który wykonywał nieco większą robotę.
Zaraz po pokonaniu koła hanower został naprowadzony na stacjonatę rozpoczynającą parcour. Ładnie wyszedł z łuku, zaraz potem prostując się na prostej przed przeszkodą. Gdy Tony dociążył lekko zad konia, ten zaangażował go w pracę jeszcze bardziej. W tym samym czasie uniósł także łeb, aby bliżej przyjrzeć się 95-centymetrowej przeszkodzie nr 1. Rzeczywiście wysokość nie była zawrotna, tym bardziej, że nawet na treningu przed zawodami hanower skakał wyższe przeszkody. Tu jednak udzielało się także napięcie. Nie koniecznie duże, ale jednak, co mogło nieco zdekoncentrować konia. W tej sytuacji ta dość niemiła wizja się nie sprawdziła, a rudzielec wykonał prosty najazd na jedynkę pozostając w równym tempie. Miejsce odbicia ocenił sam, bo wskazówek tym razem nie otrzymał. W odpowiednim miejscu, nie za daleko, ani nie za blisko odbił się mocno z tyłów, aby po chwili znaleźć się już w powietrzu i wyciągnąć szyję w przód. W końcu wylądował miękko na ziemi amortyzując się na pęcinach i parskną cicho. Ten skok można było zaliczyć do ekonomicznych, a przede wszystkim czystych. Żaden drążek nie został strącony, ani dotknięty. Wszystko poszło gładko.
Już po chwili ogier ominą z boku przeszkodę nr 5, którą będzie miał okazję pokonać później i kontynuował galop. Kolejny skok miał się odbyć nad metrowym okserem. Około 2 foule przed nim Führer wydłużył lekko krok, a co za tym idzie przyspieszył. Sam wybiłby się pewnie nieco za późno, ale Tony zdołał to przewidzieć i wspomógł wierzchowca w ocenie miejsca odbicia. Ogier wzbił się w powietrze w odpowiednim miejscu, aby oddać skok nieco wyższy niż poprzednio, a później miękko wylądować i po chwili wejść w dość ostry zakręt. Rudy przechylił się w bok nie tracąc zbytnio prędkości, przez co niestety nóżki troszkę zabolały i pięciolatek mimo wszystko na chwilkę lekko zwolnił. :lol: W każdym razie nie wywalił się i całkiem pewny siebie wyjechał z zakrętu, aby stawić czoło murowi, jaki właśnie spotkał na parcourze. Tego typu przeszkody jeszcze w Orchardzie nie miał okazji zobaczyć. Wcześniej pewnie zdarzyło mu się nawet skoczyć tego typu mur, ale z pewnością niedawno takiej sytuacji nie było. Po zakończeniu zakrętu nie było dużej odległości do przeszkody, więc koń - co prawda - odbił się mocno i zdecydowanie, ale zbyt daleko o mało nie dotykając przeszkody. Szczęście nie doznał okazji do tego i po nieco twardszym lądowaniu z podniecenia, a może niezadowolenia machnął łbem w górę. Tempo po skoku nieco się zwiększyło, ale po krótkim czasie zostało wyregulowane. Podczas drogi na następną przeszkodę ogier wykonał także lotną zmianę nogi, a później kontynuował galop.

Anonymous - 2013-05-25, 17:42

Wyprostował go na szereg, co nie było trudne bo linia po jakiej się poruszali była doprawdy nieznacznie zakrzywiona. Skoncentrował się na prostym najeździe i nie ingerując w tempo, jakiego koń nabrał po ostatnim nie do końca udanym skoku (co jednak tylko zmobilizowało do większych starań i skupienia). Dociążył go dwie foule przed skokiem, prosząc o zaangażowanie zadu w następny skok, który nie dość, że powinien być wysoki, to i daleki - jak to na doublebarre. Pomógł Führerowi w ocenie punktu odbicia, wskazał mu go za pomocą dania łydki, na odskoku elastycznie oddając wodze, by ogier mógł płynnie wyjść w górę. Zgrał się z jego ruchem, z siebie dając wszystko, by nie zakłócić rudzielcowi lotu swoją osobą. Lądując, zadział półparadą biorąc konia bardziej na siebie, generalnie skracając go przed kolejnym skokiem, do którego dzieliła ich zaledwie jedna foule. Chciał jednak zmieścić się w tej odległości i bez popłochu pokonać drugi człon szeregu, metrową stacjonatę. Pomógł ogierowi podjąć decyzję odnośnie tego, w którym miejscu winien się odbić, skok na tej przeszkodzie raczej nie powinien sprawić mu problemu, poskładana, nierozlazła sylwetka w momencie podejścia do przeszkody raczej ułatwiała sprawę. Przy lądowaniu obciążył bardziej lewę strzemię, sugerując lądowanie na tę nogę i pozostając w półsiadzie, pozwolił sobie i Führerowi na lekkie wyciągnięcie galopu w drodze na piątą przeszkodę. Nadrobią czas, ubezpieczą z deka tyłek. Łuk był wyrazisty, lecz wygodny do wyjechania, bez zbędnego przeciążania stawów. Wychodząc na wprost piątki, Tony spokojnie zdążył wyprostować konia przed, uspokoić odpowiednio tempo by skok nie wypadł zbyt płaski. Jak zawsze, gdy podchodzili do wolno stojących stacjonat, nie przeszkadzał Führerowi w "pracy" - dając mu możliwość samodzielnego wybrania miejsca odskoku, skąd najłatwiej będzie mu skoczyć. Szanował drągi, także bez obaw. Pokonali stacjonatę-falę bez większego trudu, przy zastosowaniu takiej techniki jak zawsze. Dość wyraźny skręt w lewo, wyprostowanie na szóstkę, wyższą o kilka centymetrów. Na zakręcie zapewne stracili na prędkości, a więc by ją odrobić, a także by ładnie wpasować się w odległość na nowo, zrobili lekkie dodanie. Ponownie pozwolił rudemu działać, ze swojej strony jedynie zadbał o zgranie się z nim, by nie utrudnić mu żadnej fazy lotu. Po wylądowaniu lotna, przytrzymanie ponieważ już stąd widział, że do tripplebarre'a będą musieli trochę pomanewrować jeżeli chodzi o prędkość...
For Now - 2013-05-25, 21:44

Poruszał się umiarkowanym tempem, po prostej linii na szereg. Ogier także był skoncentrowany. Jedno ucho było skierowane na jeźdźca, zaś drugie na teren przed koniem. Co jakiś czas było kierowane również na publiczność i ogólnie otoczenie, ale uwaga była skupiona głównie na przejeździe. Tempo równiutkie, galop na dobrą nogę, nie za szybki, ani nie za wolny. Dwa foule przed skokiem rudy na "polecenie" Tony'ego bardziej zaangażował zad, który przyda się przy skoku. No właśnie. Najbliższa przeszkoda to double bar, który jest i wysoki i szeroki.
Führer na moment skierował oba radary przed siebie, aby zaraz potem jeden z nich znów zwrócić na jeźdźca. Koń utrzymał bieżące tempo, choć nie powiem, że nie korciło go, aby wydłużyć nieco krok i przyspieszyć. Wtedy odbiłby się pewnie nieco za blisko, ale szczęście powstrzymał się od tego czynu, tym bardziej, że chłopak pomógł hanowerowi w ocenie miejsca odbicia. W nim wzbił się w powietrze z tyłów, które podziałały niemal jak sprężyny wyrzucając konia w górę. Już po chwili ogier znajdował się w powietrzu. Głowę miał wyciągniętą w przód, a przednie kończyny podciągnięte również w górę, aby nie uderzyć choćby koniuszkiem kopyta w drąg. Zaraz przed lądowaniem hanower wyciągnął przody w dół, aby miękko wylądować amortyzując się na pęcinach. Skok wyszedł całkiem dobrze, a przede wszystkim czysto.
Po zetknięciu się wszystkich kopyt z ziemią Führer rozwarł nozdrza na chwilę i momentalnie skrócił krok, aby przypadkiem nie wjechać w stacjonatę znajdującą się niewiele przed nim. Zaraz potem znów wzbił się w powietrze, by bez problemu pokonać metrową przeszkodę. Po fazie lotu miękko wylądował na lewą nogę i po chwili wydłużył krok za pozwoleniem jeźdźca. Rudzielca od piątki dzielił łuk. Nie był on aż tak ostry jak poprzedni, a wręcz przeciwnie. Jego pokonanie nie powinno sprawiać problemów.
Gdy ogier wyszedł na wprost kolejnej przeszkody, którą tym razem była stacjonata - fala, wyprostował on najazd i wyregulował tempo. Tym razem musiał sam ocenić miejsce odbicia, co jednak nie sprawiało problemu. Miejsce do tego ocenił prawidłowo i w nim wzbił się w górę, gdzie zaraz zaprezentował niezły baskil. Następnie lądowanie i dość ostry zakręt. Pokonany on został bez problemu, a po nim ogier wydłużył krok, aby nadrobić trochę czasu, który stracili właśnie w zakręcie. Wcześniej także wyprostował najazd na przeszkodę numer 6.
Na kilka fouli przed skokiem Führer wyregulował tempo, a potem ocenił samodzielnie miejsce do odbicia, jak już robił przy każdej wolno stojącej stacjonacie. Po chwili odbicie, faza lotu bez zarzutów i miękkie lądowanie. Po nim lotna zmiana nogi w galopie i przytrzymanie. Kolejną przeszkodą był tripple bar...

Anonymous - 2013-05-26, 10:13

Wyprostował ogiera na foulę przed tripplebarre'm, wówczas przyłożył łydki do jego boków, prosząc o nabranie rozpędu. Ponownie wskazał mu miejsce odbicia, dbając, by nie nastąpiło ano przedwcześnie bądź za późno. Jak zawsze, doprowadził go do samej przeszkody, niemalże odbierając możliwość inną niż oddanie skoku. Na odskoku podparł go łydkami, wyszedł z ciałem do przodu w ślad za ruchem konia, który zapewne pomimo niezastraszającej wysokości imponująco się rozciągnął. No, dla Tony'ego na pewno, skoro dopiero na nowo przywykał do jazdy i treningów. Lądowanie na lewą nogę, w miarę spokojnie wprowadził go w mocny zakręt podpierając łydką, tutaj nie musiał walczyć o szybkie wyjście na prostą, bo do kolejnego szeregu było całkiem sporo miejsca. Na prostej pozwolił mu nieco przyspieszyć, dwie foule przed stacjonatą skrócił go by spokojnie wejść w szereg, dokładnie w sam środek. Pomógł mu ocenić miejsce wybicia, zgrał się z jego ruchem umożliwiając oddanie czystego skoku, o ile sam się odpowiednio postara. Po wylądowaniu bezpośrednie dodanie, dwie obszerne foule i kolejna łydka wskazująca miejsce wybicia na doublebarre'a. Za każdym razem pozwalał ogierowi na uważne przyjrzenie się przeszkodzie, podnosząc go na przodzie. Po skoku poprowadził go dość wyciągniętym galopem po wyrazistym, choć łagodnym łuku, bezpośrednio prowadzącym na przedostatnią przeszkodę, jaką była najwyższa w tej rozgrywce, stacjonata 105 cm. Wyprostował Führera odpowiednio wcześniej, lekka półparada by skupić konia i odrobinę uspokoić tempo. Pozwolił mu na samodzielne wybranie miejsca odbicia, sam jedynie się skupił na tym, by zachować równowagę i koncentrację do samego końca. Półsiad, oddanie wodzy. Bezpośrednio po wylądowaniu znaleźli się na wprost oksera kończącego parkur, wyliczył w myślach równe 6 foule w lekkim dodaniu. W wyliczonym miejscu łydka wskazująca miejsce odbicia, przejście do półsiadu nie za późno i nie za wcześnie, elastyczne oddanie wodzy bez rzucania jej. Po wylądowaniu, niezależnie od tego jak wypadł ostatni skok, pochwała w postaci klepania po szyi. Po chwili galopu przejście do kłusa. Opuścili parkur, kierując się na rozprężalnię. Tam chłopak rozkłusował konia, a następnie przeszedł z nim do stępa. Rozstępował go dobre 20 minut, pozwalając na uspokojenie oddechu i odpoczynek. Potem zsiadł, pogłaskał go chwaląc, poluźnił popręg, zwinął strzemiona i wyprowadził do stajni. /zt
For Now - 2013-05-26, 20:56

Wyprostował się na foule przed tripple barem, a czując łydki na swych bokach lekko wydłużył krok, tym samym przyspieszając. Przeszkoda szeroka, to i skok logicznie szeroki być musi.
Rudy odbił się tam, gdzie mu nakazano, a raczej polecono i wzbił się w powietrze. Maksymalnie wyciągnął szyję, aby oddać skok daleki i nie wpaść na przeszkodę. Wylądował nieco twardo przy tym wydając z siebie odgłos, który można by nazwać stęknięciem. Po nim wszedł w całkiem mocny zakręt. Tym razem od razu lekko zwolnił, aby znów nie dostać po stawach. :lol: Zaraz po wyjściu na prostą powrócił do poprzedniego tempa, a nawet lekko wyciągną krok, aby przyspieszyć, jednak dwie foule przed szeregiem został przytrzymany, przez co oczywiście zwolnił swój bieg.
Najazd na stacjonatę wyszedł prosty, w sam środek. I tym razem otrzymał pomoc w ocenie miejsca do wybicia, w którym oderwał się od ziemi i oddał całkiem wysoki skok, niestety ale niekoniecznie do końca ekonomiczny. Nad ostatnim drążkiem zostało trochę miejsca. Lądowanie miękkie, a po nim kontynuacja galopu. Jedno ucho konia w dalszym ciągu było skierowane na Tony'ego, a drugie "obserwowało" raz teren przed Führerem, a raz obok.
W każdym razie po dwóch foulach przyszedł czas na skok nad double barem. Ów skok wyszedł całkiem dobrze. Ani jeden drąg nie został strącony, a po skoku ogier miękko wylądował prychając cicho i zaraz powracając na trasę. Po chwili wszedł w dość łagodny łuk prowadzący do dziewiątki, przed którą to nieco skrócił krok, który wcześniej był lekko wyciągnięty. Ta przeszkoda była najwyższą na dzisiejszej trasie. Mimo to nie powinna sprawiać problemów, bowiem na poprzednim treningu komplikacji nie było, a skakało się i 1,10m!
Tym razem Rudy musiał sam ocenić miejsce odbicia, co udało mu się, bo do świata żywych powrócił w miarę szybko. Przez te kilka skoków, podczas których to Tony pomagał w ocenie miejsca do odbicia. Na szczęście wzbił się w powietrze w odpowiednim momencie, lecz nieco gwałtownie, co mogło zakłócić równowagę jeźdźca. Skok wyszedł w miarę ekonomiczny, a przede wszystkim czysty. Nie ma się co martwić, puki żaden drąg na ziemi nie leży.
Po przedostatnim skoku ogier znalazł się przed ostatnim do pokonania dzisiaj okserem. Po upływie krótkiego czasu znalazł się w miejscu odbicia, w którym odbił się w górę z tyłów i oddał mocny skok nad metrową dziesiątką. Po miękkim lądowaniu poczuł lekkie klepanie na szyjce, na które odpowiedział przeciągłym prychnięciem. Owe prychnięcia towarzyszyły Führerowi już do końca galopu, aczkolwiek były krótsze.
Po jakimś czasie ogier przeszedł do energicznego kłusa. Na jego ciele zdążyły pojawić się plamy potu. Ale co się dziwić? Zaraz potem rudy opuścił parcour, kierując się na rozprężalnię, gdzie został rozkłusowany, a potem rozstępowany. Po jakimś czasie, gdy chłopak zsiadł i wykonał wszelkie czynności przy siodle hanower został odprowadzony do stajni. I po zawodach...
zt/

Jessie - 2013-06-03, 20:05

Jako, że niebawem wypadała jej kolej startu, pojawiła się na terenie zawodów wraz z koniem, na którym miała startować - czyli na Stradivariusie. Nie był to jej koń, niemniej kojarzyła go całkiem dobrze, w przeszłości mieli ze sobą do czynienia. Chodziło o to, by zaprezentować jak najwięcej młodych koni, a że żaden z jej nie kwalifikował się na te zawody, spokojnie mogła pójść szefowi na rękę i wystartować z jakimś koniem. Wracając do meritum, zaprowadziła ogiera na plac służący za rozprężalnię. Opuściła strzemiona, podciągnęła popręg i po założeniu kasku, dosiadła grzbietu karego. Biorąc wodze na lekki, elastyczny kontakt, dała łydkę do stępa i aktywnym krokiem zaczęła oprowadzać go dookoła placu, póki co nic więcej nie wymagając. Po paru minutach, zaczęła wplatać w rozgrzewkę wolty, ósemki i zatrzymania, chcąc rozciągnąć konia i uwrażliwić go na pomoce, działanie dosiadu i łydek w szczególności. Ćwiczenia wykonywała na obie strony, z czasem dodając pracę nad ustawieniem. Aktywnie pracowała dosiadem jak i łydkami, ruchem nadgarstka zachęcając konia do żucia wędzidła i wejścia na stabilny kontakt, w którym będą dalej pracować. Przejścia miały na celu zaangażowanie zadu, dzisiaj zależało jej szczególnie na ładnym zaprezentowaniu Stradivariusa, bo jechali przecież MMK, a nie zwyczajne zawody, które rozgrywały się równolegle. To w końcu duża szansa dla niego, prawda? :> Po rozgrzaniu w stępie, wypchnęła z bioder do kłusa, utrzymując ustawienie. W kłusie podobnie jak w stępie, głównie skupiła się na przejściach, nieco mniej na wykonywaniu takich figur jak wolty, na obie strony. Zrobili również parę dodań i skróceń. Po tym, chwila przerwy w stępie, żucie z ręki co by zszedł do dołu. Zakłusowanie, wciąż w tym samym ustawieniu, następnie stopniowo nabrała wodze by ogier wrócił do poprzedniego ustawienia i w najlepszym narożniku zagalopowanie. W galopie zrobili jedynie dodania na długiej ścianie, skrócenia na krótkiej, a także zagalopowania ze stój i ze stępa. Kończąc rozgrzewkę, zmierzyli się z postawionymi na rozprężalni przeszkodami, tymi metrowymi - nie chciała go przemęczać przed startem, a jednocześnie chciała, by porządnie się rozskakał. Także oddali góra 5 skoków, póki co o technice rozpisywać się nie będę, jednak oczywiście nie zapominała o wyliczaniu odległości, przechodzeniu w półsiad czy oddawaniu wodzy podczas lotu.
Przejście do stępa, chwila przerwy przed startem.

Stradivarius - 2013-06-03, 20:12

Przybył na teren zawodów wraz z Jessie, którą dobrze kojarzył z przeszłości bowiem przyczyniała się do procesu jego zajeżdżania. Wiedział co się kroi toteż prezentował wysoką akcję, szyję wygiął w efektowny łuk eksponując umięśnioną szyję, zadem ładnie pracował. Uszy postawił na sztorc, uważnie rozglądając się dookoła. Pojawiwszy się na rozprężalni stanął spokojnie oczekując, aż Jess na niego wsiądzie. W zasadzie na zawodach był całkiem innym koniem. Zależało mu bardzo na tym by zaprezentować się jak najlepiej. Ruszył stępem schodząc lekko na kontakt. Tutaj, jak zwykle, krok energiczny i aktywny. Wysoko niesionym ogonem bujał swobodnie na boki okrążając chętnie plac. Z początku wygięcia szły mu poprawnie ale mało elastycznie i z każdym kolejnym to się poprawiało. Nie wypadał ani zadem, ani łydką. Przy każdym zatrzymaniu ustawiał równo nogi. Wiadomo, teraz będzie koń ideał bo się nauczył, że posłuszeństwo popłaca. Wszak drugie miejsce się samo nie... zrobiło? W każdym bądź razie słuchał Jess. Dopiero potem pokaże rogi. Po krótkim czasie począł mielić wędzidło w pysku i stopniowo wchodzić na stabilniejszy kontakt. Zadem mocniej wkraczał pod kłodę, ciężarem zszedł właśnie na tył. Angażował w pracę zad wszak był to bardzo ważny element. Tutaj chodziło głównie o jak najlepsze zaprezentowanie się bo to nie były zwykłe zawody a Mistrzostwa Młodych Koni. Świetna stawka była zresztą więc musi się postarać niezwykle <3 Czując bodzieć od łydki swobodnie przeszedł do kłusa. Łopatka ładnie pracowała akcentując mocno wyrzucane w przód nogi. Widać było wyraźny moment zawieszenia. W tymże chodzie większą uwagę Jess przykładała do przejść, które wykonywał niemal od razu po otrzymaniu sygnału, a przede wszystkim płynnie. Dodanie czy skrócenie wykroku zdążył dawno opanować i utrwalano to u niego w Lucchetti, zanim trafił do Orchardu, więc nie przychodziło z problemem. Po chwili kłusa wrócił do stępa. Dzięki żuciu z ręki zszedł pyskiem, wydłużył grzbiet i szyję. Następnie ponowne przejście do kłusa utrzymując takie ustawienie i w narożniku zagalopowanie. Tutaj także zabawa w skrócenia na krótkiej i dodania na długiej, potem galop ze stój czy stępa. Raz czy dwa szykował się do potężnego barana ale ostatecznie stwierdził, że nie wiadomo gdzie czyhają sędziowie. Jeszcze go zjedzą za strzelanie z zadu! :lol2: Czekały go jeszcze przeszkody o wysokości nie wyższej niż metr, które teoretycznie mógł by przejść (co już kiedyś na gimnastycznych robił). Oczywiście nie dosłownie. Odbijał się z zadu, nie wkładając w odskok zbyt wielkiej siły. Potem ładnie się składał, wyciągał szyję i lądował. Wrócili do stępa by odpocząć przed startem.
Jessie - 2013-06-03, 20:49

Widząc, że para poprzedzająca ich jest w połowie parkuru, nabrała wodze i skierowała Stradivariusa na parkur. Nie przeszkadzając zawodnikowi, jak to bywa na większych zawodach, w stępie oprowadziła konia wokół przeszkód, czekając, aż dostaną pozwolenie na start. Gdy poprzednia para już schodziła z parkuru, Jess wypchnęła swojego konia do kłusa, a następnie do galopu i wzięła go na obszerne koło, na którym ustabilizowała tempo. Po otrzymaniu pozwolenia do startu, wyprowadziła konia z wolty, równym, okrągłym tempem kierując na stacjonatę rozpoczynającą parkur. Prowadziła go mocnym, lecz kontrolowanym galopem, na wprost przeszkody, w myślach sprawdzając, czy zgadza się odległość. W wyliczonym i wymierzonym miejscu, łydka akcentująca miejsce odbicia. Gdy koń oderwał się od podłoża, podążyła za jego ruchem. Choć trzymała stabilny kontakt, to ręka pozostawała nieusztywniona, dzięki czemu koń mógł wziąć tyle wodzy, ile potrzebował - ręka elastycznie podążała za ruchem, bez ciągnięcia czy rzucania. Półsiad natomiast był stabilny, odciążający, równomiernie rozkładała w nim ciężar ciała na oba strzemiona. Po wylądowaniu, utrzymała jednakowe tempo i poprowadziła konia na okser, podwyższony o pięć centymetrów. Tradycyjnie skupiła się na prostopadłym najeździe, w kontrolowanym tempie, uniemożliwiając Stradivariusowi przyspieszenie. Ostatnie dwie foule pojechała mocniej, dając ogierowi podstawy to oddania dalekiego, a zarazem dość wysokiego skoku. Wskazała mu miejsce odbicia, tradycyjnie podążyła za jego ruchem, przechodząc w półsiad i oddając wodze. Przy lądowaniu półparada, musiała go bowiem w miarę szybki skrócić i skupić na sobie, wprowadziła w dość mocny zakręt, na którym podparła łydką, by nie wypadł z równowagi i nie stracił za wiele na prędkości. Wyprostowała go możliwie najszybciej przed murem, będąc przed przeszkodą, zdecydowana łydka by nadrobił prędkość i nabrał jej odpowiednio dużo do oddania soczystego, odważnego skoku nad przeszkodą. Znowu pomogła w ocenie punktu odbicia, ze swojej strony przykładając się, by ogier bez problemu mógł się zaprezentować w skoku.
Stradivarius - 2013-06-03, 21:08

Skierował się na parkur kiedy para o numerze startowym 1 była w połowie przejazdu. Stępował swobodnie wokół przeszkód, nastawiając się psychicznie na przejazd. Jakoś mega skomplikowany tor nie był, wysokość przeszkód maksymalnie 105 cm. Poprzednie zawody poszły mu świetnie więc czemu miałby eliminacji nie przejść? Kiedy tamta para schodziła z toru ruszył kłusem, następnie przechodząc chętnie w galop i na dużym kole stabilizował tempo. Po sygnale do startu wychodząc z wolty skierował się na stacjonatę o wysokości 95 cm rozpoczynającą parkur. Mocnym galopem szedł prosto na przeszkodę wymierzając sobie optymalne miejsce odbicia. Uszy postawione na sztorc wyłapywały wszelakie sygnały głosowe ze strony Jess, których, jak mniemam, chyba jednak nie było. :lol: Czując łydkę ogier wybił się dość mocno z zadu, zaraz zginając i podciągając przednie kończyny. Tylne poszły w ślad za nimi. Zaokrąglił szyję i grzbiet, pysk wyciągnął przed siebie. Ogonem strzelił o swój zad. Zaraz po lądowaniu galopem na dobrą nogę ruszył na kolejną przeszkodą wyższą zaledwie o 5 cm. Nie przyspieszał, utrzymywał stabilne tempo. Ostatnie dwa foule było nieco mocniejsze dzięki czemu mógł oddać daleki i w miarę wysoki skok. Tutaj również pięknie się złożył, eksponując swą szyję i wyciągając ją przy tym korzystając z oddanych mu wodzy. Po lądowaniu w miarę szybko ogarnął się by w zakręt wejść i wyjść z niego bez problemów, nie tracąc na szybkości. Z równowagą dość dobrze stał, dodatkowo podpierała go łydka Jess. Przed murem zdążył się jeszcze wyprostować, nabrać szybkości i mocno wybić czego efektem był imponująco dobry technicznie skok. Zapasu pozostawił trochę dzięki sile wybicia. Odważnie i pewnie szedł na kolejną przeszkodę bo w gruncie rzeczy takie karły większego wrażenia na nim nie robiły. :lol2: On by tu 3 metry skoczył jakby mu postawili. Do double bara mieli 26 metrów więc powoli wymierzał sobie dobre miejsce wybicia. Ten skok też będzie wymagał siły, zaraz potem czekała go stacjonata.

/weźcie, Strad mi się z muchą skojarzył przez te skoki :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group