To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Parkur

Sara - 2016-03-13, 22:45

    Po lądowaniu ponownie nakierowała klacz na obszerny łuk. Nakierowała ją na kolejną siedemdziesięciocentymetrową stacjonatę, starając się by ów najazd był ja najbardziej prosty, by wycelować w sam środek przeszkody i nie obijać się po jej bokach. Zadanie jednak nie było specjalnie ułatwione, toteż jasnowłosa dokładała wszelkich starań, prowadząc podopieczną rzetelnymi pomocami, na których spokojnie mogła się opierać. Zmierzyła uważnym spojrzeniem przeszkodę. Tuż przed nią dała Rudej łydkę, sugerując moment wybicia, który na jej oko był najbardziej odpowiedni. Gdy Lullu wybiła się, dziewczyna postępowała analogicznie - przeszła w półsiad, oddała jej wodze i zgrabnym ruchem podążyła za rudym ciałem. Tym razem, zbliżając się do lądowania blondynka zasugerowała przeciwną nogę (prawą), gdyż po lądowaniu to właśnie w tamtą stronę zakręciły. Pilnowała aktywnego, ale świadomego tempa klaczy, które nie powinno ulegać żadnym zmianom. Naprowadziła Rudą na ostatni okser. Wpierw dopilnowała odpowiedniego dojechania narożnika, przy czym przypilnowała odpowiedniego wygięcia, a następnie po linii prostej obrały idealnie prosty najazd na przeszkodę. Przygotowała klacz do oddania skoku, a w odpowiednim momencie dołożyła łydkę, dając sygnał do odbicia. Oczywiście postępowanie dziewczyny było takie samo. Ponownie bardziej obciążyła prawą stronę, kiedy podchodziły już do lądowania. Gdy z powrotem znalazły się na stabilnym gruncie, wkkw'istka została poprowadzona do linii mety po wyznaczonej drodze. W tym czasie Amerykanka cały czas przebywała w półsiadzie i dopiero w zaznaczonym punkcie, oddalonym od mety o jakieś 15 metrów, dziewczyna przysiadła w siodle i zaczęła stopniowo dociążać zad kobyły, przygotowując do zwolnienia. Kawałek przed zakończeniem przejazdu posłała Rudej półparadę przygotowującą, do zatrzymania, które z kolei nastąpiło na linii mety. Wstrzymała ją od jakiegokolwiek ruchu, uchylając się sędziom. Później dostała łydkę, sugerującą przejście do kłusa, którym ruszyły na rozprężalnię, gdzie rozstępowała jeszcze klacz, po czym z niej zsiadła i odprowadziła do stajni.

zt

Arsonist's Lullabye - 2016-03-13, 22:46

Krótko po wylądowaniu oddała nieco z zadu, ale była już na tyle daleko, by nie rozbudować pozostawionej z tyłu przeszkody. Zarżała głośno, miękko niosąc Sarę wprost na kolejną przeszkodę. Jej galop nie był już tak ekspresyjny jak w próbie ujeżdżeniowej, ale bardziej okrągły, wydobyty z zadu, który teraz pełnił całe źródło jej ruchu. Mając solidne oparcie w pomocach, z dziecinną łatwością najechała na bliźniaczą stacjonatę. Wprawdzie nie jeździła na zawody i nie chodziła wielce wyższych klas, ale te marne 70 centymetrów nie było dla niej godnym przeciwnikiem. Obszernym krokiem dojechała do stacjonaty, by w wyznaczonym miejscu prężnie odbić się i złożyć do skoku. Zaokrągliła umięśnione szyjsko w pokaźny rogal, gładko przeskakując przeszkodę, tym razem zostawiwszy sobie spory zapas. Wylądowała z gracją i, parsknąwszy, kontynuowała galop. Odczuwała coraz większe zmęczenie, dwa przejazdy pod rząd nie były dobrym pomysłem dla ledwo ruszonego konia. Zasłużyła na solidny odpoczynek, 2 tygodnie na pastwiskach :lol: . Wraz z utratą sił, również jej chód stracił na prędkość. Na całe szczęście nie jechały na czas, a jakościowo dalej prezentowała się nienagannie.
Okser wymagał od niej więcej precyzji i skupienia, dlatego na tę krótką chwilę całkowicie odcięła się od rzeczywistości i przeniosła swoją uwagę na ową przeszkodę. Odpowiednio dopasowała swój wykrok, aby następnie oddać płaski, a zarazem szeroki skok. Rozciągnęła się znacząco nad samymi drągami, podciągając pod siebie kończyny i wyciągając szyję. Wylądowała na prawej nodze, z początku nieco niechętnie kontynuując galop. Najchętniej zwolniłaby do stępa i zakończyła to wszystko, ale niestety nie miała na nic wpływu. Mogła jedynie wyrażać swoje niezadowolenie, ale ostatnio zaczynała się przekonywać, że nie zawsze jest to wyjściem. Na całe szczęście czekało ją już tylko okrążenie parkuru, które również wykonała prawidłowo - na prostych trzymała się linii, pozostając wyprostowaną, natomiast narożniki wyjeżdżała stosunkowo głęboko. Odciążenie grzbietu poprzez półsiad nieco ułatwiło jej to zadanie, ale nie dało się ukryć, że podczas stopniowego zatrzymania holenderka była już porządnie zmęczona. Na mecie zatrzymała się i korzystając z chwili, wyciągnęła szyję, regulując swój oddech. Niechętnie po ukłonie weszła w kłus, w którym zjechała z parkuru.

zt

Bastian Collins - 2016-05-02, 16:18

Po zakończonym przejeździe ujeżdżeniowym Sebastian zabrał Ravallo’s na rozprężalnię służącą rozgrzewce przed skokami. W tym miejscu pozwolił jej chwilę postępować, aby klacz się rozluźniła po zakończonym czworoboku i nieco odpoczęła, a kiedy uznał, że minął już odpowiedni czas, pokłusował na niej trochę, by w tym chodzie oddać kilka skoków. Od razu dawało się wyczuć, że kasztanka jest typem konia profesora, co właściwie ucieszyło Bastiana. Klacz była miłą odmianą od Amira, którego oczywiście uwielbiał całym swoim sercem, ale czasem człowiek miał zwykłą ochotę odprężyć się na końskim grzbiecie, a nie tylko wciąż przeprowadzać z kopytnym walkę. Po kilku udanych próbach na niskich przeszkodach, poprosił klacz o przejście do galopu i jeszcze w nim oddał kilka skoków, próbując różnych metod najazdu – czasem sam wyliczał odległość, innym razem zostawiał to w kwestii konia, za każdym razem miękko lądując za przeszkodą. Tak przygotowany ruszył wraz z nią na parkur, kiedy wywołano jego nazwisko.

Przejazd

Wjechawszy na parkur skłonił się do sędziów, aby w chwilę później, zaraz po usłyszeniu dzwonka, zakłusować na klaczy i poprowadzić ją na linię startu. W skokach nie dbał już tak mocno o poprawne ustawienie konia, trzymając klacz jedynie na elastycznym kontakcie i kierując jej łeb nieco ku górze, aby z łatwością mogła przyglądać się wysokości kolejnych przeszkód. Ich pierwszym zadaniem było pokonanie trzech drążków i skoczenie koperty zaraz po nich. Mężczyzna naprowadził Królową na sam środek płaskich koziołków i dostosowawszy tempo do ich odległości, równo i rytmicznie naprowadził klacz na przeszkodę, by za ostatnim drążkiem dać jej nieco więcej łydki i lekko oddać rękę – taka wysokość i wygląd koperty nie wymagała zbyt wielkiego zaangażowania i oddania wodzy, a więc już w chwilę później bez problemu wylądowali za kopertą, kontynuując przejazd już w galopie na prawą nogę.
Ku przeszkodzie numer dwa mężczyzna poprowadził klacz po obszernym łuku, w trakcie którego już wzrokiem podążał za kolejną częścią przejazdu. Zauważywszy ją bez problemu, wyjechał dokładnie jedną ze ścian parkuku, aby dopiero w odpowiednim miejscu sprowadzić z niej klacz wprost na osiemdziesięciocentymetrową stacjonatę. Wyprostował łeb konia i zwrócił jej uwagę na przeszkodę kilkoma półparadami, naprowadzając klacz równym, aktywnym galopem. Wymierzył dokładnie odległość na kilka foulee przed przeszkodą i wziąwszy klacz na siebie skrócił ją delikatnie, mieszcząc w dystansie jedną foulee więcej i dzięki temu skok został oddany w odpowiednim miejscu, a Bastian uniósłszy się w strzemionach przeszedł w półsiad i wysunął do przodu nadgarstki by oddać klaczy wodze. Już w trakcie lotu zmieniwszy ułożenie swojego ciała poprosił ją o galop na drugą stronę, zaraz po wylądowaniu, a by to miało miejsce, zaparł się w strzemionach i odchylił delikatnie w tył, aby gładko wylądować tuż za przeszkodą. Jeśli kasztanka poprawnie zmieniła nogę, to właśnie kontynuowali galop na wprost, aby ponownie, obszernym łukiem najechać na kolejną z przeszkód – dokładnie taką samą jak poprzednia. Collins powtórzył wszelkie czynności, które zastosował przy skoku numer dwa, a więc wyprostował łeb konia, przesłał mu kilka półparad i tym razem decydując się na dodanie ponownie odbił się w odpowiednim miejscu, wysuwając do góry ciałem i oddając klaczy wodze. W trakcie lotu znów zasugerował jej zmianę nogi poprzez przesunięcie ciężaru ciała, a także ułożenia dłoni by zaraz po wylądowaniu móc kontynuować przejazd na prawą nogę.

Ravallo's Queen - 2016-05-02, 16:19

Po ujeżdżeniu, myślała, że wróci do boksu, a tu taki zdziw się. Udała się wraz z facetem, na rozprężalnie przeznaczoną, do skoków. Po dotarciu na miejsce, postępowali sobie po hali, faktycznie chwila odpoczynku, jej się przydała. Kiedy była już gotowa, facet odesłał ją do kłusa, w tym chodzie nieco się poruszali, by oddać w nim kilka skoków. Czasem miała gorszy dzień, jak każdy, jednak zdarzał się jej bardzo rzadko. Z nią nie musiał walczyć, chyba, że coś by się wydarzyło, nie spodziewanego. Po kilku udanych skokach, przeszli do galopu, tutaj również wykonali kilka skoków, w różnych metodach. Kiedy ich wywołano, skierowała się wraz, z facetem w kierunku parkuru, na odznakę.

Przejazd
Wjechała wraz z chłopakiem na parkur, obejrzała przeszkody, które na niej zrobiły większego wrażenia. Wypadała trochę z formy po urodzeniu źrebaka. Jednak ponownie do niej wraca, za sprawą regularnych treningów oraz zawodów. Na dźwięk dzwonka, zastrzygła mocniej uszami, od razu przechodząc do kłusa. Kolejno skierowali się na linię startu, klacz sama od siebie, angażowała zad i była, na kontakcie. Łeb miała zdecydowanie wyżej ustawiony, niż w ujeżdżeniu, by mogła dobrze widzieć przeszkody, które będą przed nią wyrastać. Pierwsza przeszkoda, nie wyglądała strasznie, prawdę powiedziawszy, tak sobie. W końcu taki piździk, to żadne wyzwanie, nieprawdaż? Jechali na sam środek, postawionych przed nimi przeszkód, utrzymując równe, odpowiednie tempo, do odległości między drążkami. Nad nimi, klacz energicznie unosiła nogi, stawiając je zaraz między kolejnymi lukami, lekko wyciągając szyję, nad nimi. Za ostatnim drążkiem, była zaraz koperta, do przeskoczenia. Odbiła się od ziemi, w odpowiednim miejscu, składając delikatnie i wyciągając, w locie. Po wylądowaniu za kopertą, zaraz przeszli, zw wyższy chód - galop, na prawą nogę. Kierowali się, do drugiej przeszkody, po obszernym łuku. Jechali blisko, jednej ze ścian parkuru, dopiero, w odpowiednim miejscu odbili, od niej. Zaraz po prostej, była przed nimi 80cm stacjonata, obrzuciła ją dokładnym spojrzeniem, krótko parskając. Delikatnie się skrócili przed przeszkodą, by w odpowiednim miejscu po łydce, ponownie odbić się od podłoża. Klacz tym razem, mocniej złożyła się, w locie i wyciągnęła nad przeszkodą. Po lądowaniu, dzięki zasugerowaniu faceta, wylądowała na drugą stronę, przeciwną nogę, jak kto woli. Kawałek przejechali ponownie, po prostej, by znowu wykręcić po obszernym łuku, na trójkę. Przeszkoda była bardzo podobna, do poprzedniej, więc nie wywarła, na niej specjalnego wrażenia. Skupiona na przeszkodzie, dojechała płynnie do niej, by w odpowiednim miejscu, ponownie wzbić cielsko w fazę skoku. Po lądowaniu, kontynuowali galop, na prawą nogę.

Bastian Collins - 2016-05-02, 16:19

Po wylądowaniu na prawo Bastian ponownie poprowadził klacz na wprost, kierując ją pomiędzy szeregiem numer sześć a przeszkodą numer jeden. Wyjechawszy tamtędy poprowadził ją na pierwszy ślad, aby obszernym łukiem, ponownie, poprowadzić Holenderkę na przeszkodę numer cztery, którą tym razem był „rosnący” okser. Nauczony doświadczeniem zdawał sobie sprawę, że do tego typu przeszkody koń potrzebuje nieco więcej siły, a odskok winien być wymierzony wcześniej, aby koń mógł wyciągnąć się nad przeszkodą i nie oddać płaskiego skoku mogącego powodować zrzutkę. Zaraz po zejściu ze ściany poprosił więc klacz o nieco szybsze tempo, a gdy okazało się, że to wystarczy do odpowiedniego odmierzenia punktu wybicia, zwyczajnie kontynuował rytmiczny ruch, równo pchając konia do przodu i zwyczajnie wyczekując na skok.
W wybranym przez siebie miejscu przekazał klaczy nieco mocniejszą łydkę, uprzednio półparadami skupiając całą jej uwagę na przeszkodzie, a gdy tylko oderwała się od ziemi, uniósł się w strzemionach, przeszedł w nieco głębszy półsiad i oddał klaczy ręce, aby swobodnie wyciągnęła się nad przeszkodą. Tym razem nie musiał kombinować już ze zmianą nogi, gdyż mogli kontynuować przejazd na prawo, a więc ograniczył się tylko do zaparcia w strzemionach i odchylenia ciała, aby w chwilę później ponownie znaleźć się w siodle i znów prowadzić klacz na wprost siebie. Nie zrobił jednak obszernego łuku, czując się na tyle pewnie, że poprowadził ośmiolatkę tuż za przeszkodą numer trzy. Wyjechawszy za nią łukiem od razu wyprostował łeb konia i półparadami zwrócił uwagę na jawiącą się przed nimi stacjonatę numer pięć, którą już dziś mieli okazję pokonywać jako dwójkę. Tym samym rytmicznym tempem naprowadził kasztankę na przeszkodę i dodał mocniejszą łydkę w miejscu wybicia, by już w chwilę później znaleźć się za przeszkodą, w międzyczasie zmieniając jeszcze nogę galopu.
Do szeregu nie zaryzykował żadnego ścinania zakrętów, toteż tym razem wymagał od niej poruszania się po obszernym łuku. Szeregowi przyglądał się już od chwili, a kiedy zjechali wprost na niego ze ściany, wyprostował łeb konia, wziął go bardziej na siebie i działając przytrzymująco, półparadami skupił jej uwagę na szeregu, którego pierwszym członem była stacjonata. Spokojnym, równym tempem podprowadził klacz pod pierwszy człon ostatniej z przeszkód i wybiwszy się nieco wcześniej pokonał go bez problemu, zaraz po lądowaniu siadając mocno w siodło by przez tę jedną foulee ponownie przytrzymać ją na sobie by zaraz wypuścić klacz w powietrze wraz z mocniejszą łydką. Pogłębiwszy półsiad stanął w strzemionach i oddał jej wodze, ponownie pozwalając wyciągnąć się nad okserem, w trakcie którego zmienił nogę galopu na lewą.
Spokojnym i równym tempem poprowadził klacz do linii mety, a kiedy ją przekroczyli, podziękował za przejazd raźnym poklepywaniem po szyi i kilkoma słownymi pochwałami. Wyjechawszy z placu egzaminacyjnego rozstępował klacz porządnie, a następnie odprowadził do stajni, gdzie odpowiednio się nią zaopiekował, racząc kilkoma marchewkami w ramach podziękowania za udane przejazdy.

zt

Ravallo's Queen - 2016-05-02, 16:21

Po wylądowaniu na prawo, ponownie skierowali się, po prostej. Skierowali się teraz, między szeregiem, a przeszkodą numer jeden. Wyjechali tamtędy na pierwszy ślad, wykonując ponownie obszerny łuk, jadąc wprost, na przeszkodę numer 4 - okser. Robiła to co facet chciał w 100%, dlatego dojeżdżając do przeszkody, nieco przyspieszyła w tempie. Jechała chętnie do przodu, mocno, ale równym krokiem. Powoli krok za krokiem, zbliżali się do owej przeszkody, szykując się, do oddania skoku. Półparady skupiły mocniej klacz, na przeszkodzie, była zwarta i gotowa do skoku ! Po łydce, w odpowiednim miejscu, pewnie odbiła się od podłoża, składając do lotu i wyciągając nad przeszkodą. Nie miała problemów, ze skakaniem takich przeszkód, mogła to nawet robić, z lekkim zapasem. Wylądowali na prawo, nie zmieniając wcześniej nogi, w locie. Kontynuowali galop na wprost siebie, jednak bez wyjeżdżania kolejnego, obszernego łuku. Wykręcili tuż, za przeszkodą numer trzy, wyjechali za nią, oczywiście po łuku. Spojrzała na kolejną stacjonatę, mierząc ją przenikliwym wzrokiem, była nadal skupiona i gotowa, do pełni pracy. Chodź oczywiście już zmęczona, odznaka w ciągu jednego dnia, dawała mocno w kość. Po dojechaniu, do przeszkody, klacz po łydce, ponownie wzbiła się w fazę skoku, pokonując przeszkodę, w tym samym stylu, co poprzednie. Po lądowaniu zmienili nogę na przeciwną, ponownie do ostatniej przeszkody, wyjeżdżając po, obszernym łuku. Jeśli przeskoczą te dwie ostatnie przeszkody, oznaczone jako szereg, skończą swój przejazd. Kiedy zjechali na prostą do szeregu, klacz parsknęła krótko. Nadal była mocno skupiona i zaangażowana, w wykonywaną pracę. Przytrzymana, jechała prosto na stacjonatę, czekając na wysłanie do skoku. Po wybiciu się, z ziemi klacz gładko, przeskoczyła pierwszy człon. Po lądowaniu, mocniejsze przytrzymanie, jedna foule i wybicie się, do oksera. Pokonała, w ten sam sposób co ten wcześniejszy, mocniej się nad nim wyciągając, dla złapania, pewniejszej równowagi. Wylądowali na lewą nogę, po czym skierowali się do linii mety. Po jej przekroczeniu, pochwalona odsapnęła dość głośno. Po rozstępowaniu, wróciła do swojego boksu i udała się, na zasłużony odpoczynek.

z.t

Leon - 2016-05-02, 16:22

Mieli dłuższą chwilę, między czworobokiem, a parkurem. Postanowił zarówno sobie jak i koniowi, dać chwilę odsapnąć, dać się napić. Zmienił koniowi siodło na skokowe, dodał ochronę na nogi, sprawdził ogólny wygląd jak i stan zdrowa koniska. Prezentował się na nagannie, więc chyba wszystko grało. Sprawdził siebie, też grało, więc skierował się z siwkiem, na rozprężalnie przeznaczoną, do części skoków.

ROZGRZEWKA
Kiedy się pojawili na placu, już kilka par, podobnie jak wcześniej trenowało. Jednak jemu akurat to nie przeszkadzało, gorzej z ogierem. Ponownie, od razu wziął go na lekki kontakt i zaczął krążyć dookoła, na początek nie robili nic szczególnego. Dopiero z czasem, zaczął zbierać ogiera na kontakt i aktywizację tylnej partii ciała. Jako, że ogier stosunkowo był już rozgrzany, tylko co nieco wykręcił w stępie z nim jakieś koło, serpentynę, węża. Dopiero wtedy przeszedł z nim do kłusa, tutaj również rozgrzanie najpierw na spokojnie, potem wykonanie kilku prostych ćwiczeń. Ostatecznie przeszedł z siwkiem do galopu, ponownie się nieco rozgrzali, ale tak, by ogierowi zostały siły na potem. Po wykonaniu kilku prostych ćwiczeń, odesłał go wpierw na drągi, potem cavaletti. Prowadząc go na sam środek, równym krokiem, dokładał łydkę, w odpowiednim miejscu i umożliwiał, wyciągnięcie nad nimi szyi. Potem skoczyli sobie jeszcze niską kopertę oraz stacjonatę, wykonując podobny schemat jak przed sekundą. Na koniec, na deser można powiedzieć zostawiając sobie okser. Nieco rozciągnął krok ogiera przed nim, by ponownie na środek go naprowadzić i oddać z nim skok. Potem przeszli do stępa i czekali na swoją kolej.

PRZEJAZD
W końcu zostali wywołani na parkur, ponownie pozbierał ogiera na kontakt i zaangażowanie zadu. Jednocześnie nie utrzymywał głowy konia zbyt nisko, by miał dobre pole widzenia i widział przeszkody, a nie koniecznie ziemię. Wjechali kłusem na parkur, pokrążył między przeszkodami z ogierem, szczególnie kładąc nacisk na szereg. Ostatecznie na raz, zatrzymał ogiera pod budką sędziowską, by się ukłonić. Kiedy ponownie złapał wodzę w obie dłonie, w pełni się skupił na tym co zaraz miało ich spotkać. Wypchnął ogiera z miejsca do kłusa, kierując się na przód spokojnym tempem. Chciał ogarnąć go oraz tempo, co by wyszło to dobrze, a nie na odwal się. Pierwszą z przeszkód, była koperta z drągami, niby nic strasznego jednak wolał chuchać na zimne. Utrzymywał go na kontakcie, zamkniętego w łydkach, co by nie spłynął na boki. Po dojechaniu do koziołków, cały czas kontakt z pyskiem, unosząc się lekko w siodle i oddając mu wodzę. W dojeździe do koperty, usiadł na sekundę w siodło, tylko to po to, by dać łydkę do boku, wejść w półsiad i oddać mu wodzę. Dociążył znacznie prawe strzemię, by ogier właśnie na tą nogę wylądował. Po wylądowaniu na ową nogę i zrobieniu trzech równych foule, wypchnął ogiera do galopu. Utrzymując nadal odpowiednie, równe tempo skierowali się przy barierkach do dwójki, Zdecydował się na głębokie wyjechanie zakrętu, podpierając siwka na łydkach, by dobrze w niego wszedł. Dlaczego tak? Chciał mieć pewność, że wykręcą się do przeszkody, pewnie oraz równo na nią najadą. Po zakręcie, naprostował ogiera na przeszkodę, dojechał do niej, by dać sygnał do skoku łydką, półsiad, wysunięcie nadgarstków do przodu, lądowanie na lewo i powrót do równego tempa. Ponownie, zdecydował się, na głębsze wyjechanie zakrętu do przeszkody numer trzy. Po dojechaniu pod przeszkodę, ponownie dołożył łydkę do jego boku, wszedł w półsiad i oddał mu znaczną część wodzy, dla stabilności skoku.

Winning Mood - 2016-05-02, 16:22

Jemu w zasadzie także nie przeszkadzały inne pary. Winning już dawno przyzwyczaił się do atmosfery panującej na zawodach i nieszczególnie zwracał uwagę na inne konie. Na treningach, gdzie trenowała jedna czy dwie pary obok niego potrafił bardziej rozproszyć się niż czując atmosferę zawodów, co dobrze rokowało dla kolejnego przejazdu tej dwójki. Występował się po zakończonym czworoboku, a kiedy Leon ponownie poprosił o zaangażowanie w pracę zdziwił się lekko. Oczekiwał raczej odprowadzenia do stajni, choć posłusznie wykonywał polecenia mężczyzny, przypominając sobie, że tego typu sytuacja zdarzyła mu się już kilkukrotnie w życiu. Ładnie parł przed siebie najpierw w kłusie a następnie w galopie, od samego początku angażując się w pracę. Był ładnie rozluźniony, bardzo elastyczny a siedząc na nim mogło się odnieść wrażenie płynięcia. Sprawnie pokonał drążki i cavaletti, wysoko podnosząc na nich nogi, aby ani razu nie dotknąć tych niewielkich przeszkód. Podobna sytuacja miała także miejsce na próbnej kopercie, a następnie na okserze, które ogier wykonał bez zająknięcia.

Przejazd

Po wjechaniu na arenę konkursową w zasadzie nie trzeba było z nim zbyt wiele robić – ogier sam ustawił się w odpowiedni sposób, angażując wszelkie niezbędne części ciała i niesamowicie pchając się od zadu do wędzidła wyrzucał raźno nogi przed siebie, dając tym samym efektowny pokaz kłusa. Zatrzymał się na moment, pozwalając mężczyźnie złożyć ukłon i niczym ryba do wody wskoczył ponownie w wyższy chód, od razu kierując się z mężczyzną na pierwszą z przeszkód. Postawił uszy na sztorc, spokojnym, równym tempem kierując się ku drążkom, nad którymi niemalże przeleciał, aby w chwilę później przeskoczyć niską kopertę, za którą ruszył galopem na wybraną przez jeźdźca stronę. Skierowany ku barierkom parł przed siebie równym, dynamicznym tempem i poprawnie, w punkt, wyjechał łuk, po którym został poprowadzony. Sugerując się pomocami jeźdźca wyprostował się tuż przed przeszkodą numer dwa i nie zmieniając specjalnie tempa dojechał do niej, by w odpowiednim miejscu odbić się od ziemi, podwinąć pod siebie nogi i oddając ekonomiczny skok, w chwilę później miękko wylądować na ziemi. Wylądowawszy na lewą nogę, która jeszcze w trakcie lotu była sugestią ze strony jeźdźca i ponownie poprowadzony obszernym łukiem, dokładnie go wyjechał, prostując sylwetkę dopiero na wprost kolejnej z przeszkód. Przyspieszył nieco, podejmując samodzielnie decyzję o dojechaniu do trójki, którą w ten sposób mógł pokonać bez większych problemów, i ponownie odbił się od ziemi, wykorzystując oddaną wodzę jako możliwość do wyciągnięcia w przód łba.

Leon - 2016-05-02, 16:22

Po oddaniu kolejnego czystego skoku, wylądowali na prawo. Chłopak równym tempem galopu, na kontakcie, z podstawionym zadem ogiera i lekkimi przodami, skierował go dalej do 4. Pokierował go, dokładnie za szeregiem oznaczonym 6ab, po łuku na prawo, wyjechali na prostą do oksera 70x80cm. Nieco pozwolił mu na rozciągnięcie kroku do oksera, nie zapominając jednak o zadzie który miał cały czas pracować. W odpowiednim do tego miejscu, dołożył łydkę ogierowi, wszedł w półsiad i oddał mu wodzę, lądując na prawo. Wyregulował także tempo ogiera oraz, wrócił do poprzedniego ustawienia długości foule, nieco biorąc ogiera na siebie - skracając. Ponownie zdecydował się, na wyjechanie obszernego zakrętu do piątki. Po dojechaniu do przeszkody bez cienia zawahania, ponownie dodał łydkę do jego boku, zaraz składając się z koniem w fazie lotu. Tym razem dociążył zdecydowanie bardziej lewe strzemię, chcąc właśnie konkretnie wylądować na tą stronę z siwkiem. Starał się, do szeregu ponownie wyjechać obszerny zakręt, prowadząc siwka blisko barierek. Jeśli potrzeba było wyregulował tempo ogiera do niego, wzięcie konia bardziej na siebie, skracając go i prosząc o moc z zadu. Była bardzo bliska odległość między członem a i b, więc musieli się w pełni skupić tak w 200%. Na szczęście siwek nie miał z tym większych problemów, poza tym pewnie też, już był zmęczony. Po dojechaniu do przeszkody w zamkniętych łydkach, musnął jedną z nich jego bok, prosząc o wejście w fazę skoku. W czasie lądowania cofnął się w siodle, biorąc konia jeszcze bardziej na siebie, by na 1 foule dojechać do oksera i z mocą, wybić się do ostatniej przeszkody. Którą na szczęście również pokonali na czysto, wylądowali na lewo i skierowali się do mety. Po jej przejechaniu, przeszedł z koniem do kłusa, potem stępa, po rozstępowaniu, odprowadził do stajni, podziękował i tyle.

z.t

Winning Mood - 2016-05-02, 16:23

Kierując się sugestią jeźdźca wylądowawszy na prawą nogę właśnie w tym kierunku galopował ku kolejnej z przeszkód. Cały czas aktywnie pchał się od zadu do wędzidła, które raz po raz mielił w swoim siwym pysku. Przeszedłszy obok szeregu numer sześć by w chwilę później znaleźć się już na prostej prowadzącej ku czwartemu okserowi. Korzystając z możliwości przyspieszenia, wykorzystał ją aby zebrać w sobie odpowiednią moc na oddanie nieco wyższego, bardziej wyciągniętego skoku, który sędziowie mogli oglądać już w chwilę później. Podciągnął pod siebie nogi, wysunął w przód szyję i prezentował całkiem niezły baskil, aby za kilka sekund wylądować ponownie na tę samą nogę, na którą szedł przed momentem.
Prowadzony ponownie po obszernym łuku raźno wpasowywał się w każde jego zaokrąglenie, aby w chwilę później postawić siwe radary jako znak zauważenia kolejnej z przeszkód. Skrócony przez jeźdźca zdążył zmieścić w dystansie nieco więcej foulee niż początkowo zakładał, aby wnet oddać ładny skok, po którego wykonaniu parsknął głośno, kontynuując przejazd na wybraną przez Leona stronę.
Znalazłszy się na jednej linii z szeregiem, sugerując się ułożeniem łydek mężczyzny, szedł przed siebie równym krokiem, nie mając nawet najmniejszej możliwości spłynięcia w którymś kierunku. O angażowanie zadu nie trzeba było go dwukrotnie prosić – sam z siebie pracował nim tak jak powinien, nauczony latami doświadczenia i pokonywania przeszkód o dużo wyższym stopniu trudności. Dojechawszy do stacjonaty będącej pierwszym członem szeregu, wybił się, pokonując ją w dość ekonomiczny sposób. Już w trakcie lądowania czuł, że mężczyzna ostro bierze go na siebie, a po wykonaniu jednej foulee w dystansie pomiędzy oba członami, sugerując się jego pomocą, wybił się mocno od ziemi, oddając tym samym zbyt wysoki skok nad okserem. Jego równowaga i stabilność nie powinny jednakże stanowić w tej kwestii problemu – Leona nie powinno wybić z siodła, a mężczyzna mógł być jedynie zaskoczony taką mocą płynącą z siwkowych nóg.
Wylądowawszy na odpowiednią stronę wraz z mężczyzną skierował się ku mecie, za którą posłusznie zwolnił. Dał się rozkłusować i rozstępować, a chętnie przyjąwszy wszelkie pochwały, wraz z dwudziestolatkiem udał się do stajni.

zt

Anna Ross - 2016-05-02, 16:28

Po przejeździe na czworoboku, skierowała się z klaczą do stajni. Dała się jej napić, a ona sama sprawdziła jej ogólny stan. Gdy okazało się, że wszystko gra, zamieniła siodło ujeżdżeniowe na skokowe, dała ochronę na nogi i udały się na rozprężalnie do skoków. Widząc inne pary na terenie, mruknęła coś nie zrozumiałego. Ogarnęła sprzęt rudej, by zaraz znaleźć się na jej grzbiecie. Pozostawiła jej luźną wodzę, jednak była z nią na kontakcie, bo nie wiadomo nigdy co strzeli jej do łba :lol2: Były już rozgrzane, więc kobieta zrobiła drobną powtórkę, wykonując kilka figur w każdym chodzie, ciasnych zakrętów. Pokręcili się na drągach w każdym z chodów, na mniejszych lub większych szerokościach między nimi. Oczywiście na obie nogi, podczas kłusowania również przeskoczyły sobie kopertę. Natomiast w galopie nie omieszkała, pominąć skoku przez stacjonatę oraz okser. Kiedy odpowiednio rozgrzały się do części skokowej, popuściła rudej wodze, dając jej czas na zebrani sił.

W końcu nadszedł ich czas. Słysząc, że wzywają ich na parkur, pozbierała klacz i ruszyła w tamtym kierunku kłusem. Przejechała z nią parkur dookoła, szczególny nacisk kładąc na szereg. Potem skierowała ją do linii startu, po półparadzie wstrzymała klacz na wodzach. Dociążając zaraz jej zad, prosząc o zatrzymanie. Kiedy stały już, ukłoniła się w kierunku sędziów, by po dzwonku odesłać klacz z krzyża do kłusa. Jadąc w kierunku drągów oraz koperty, wyregulowała ich tempo oraz krok. Podniosła łeb klaczy ku górze, utrzymując te stałe tempo, dojechały do drągów. Kobieta weszła w półsiad, wysuwając lekko nadgarstki do przodu, a łydką oznajmiając, że czas unosić nogi. Po przejechaniu drągów, zaraz dołożyła kolejną łydkę, ponownie unosząc się w siodle i oddając jej wodzę. Wykonywały to, podczas skoku nad kopertą. Dociążając prawą stronę, wskazała jej nogę na którą miała wylądować. Kiedy tak się stało, po dwóch krokach foule wypchnęła klacz do galopu. Kierując się za szeregiem, wykręciły obszerny łuk do przeszkody numer dwa. Naprostowała rudą tuż przed nią, zamykając w pomocach, by nie uciekła spod przeszkody. Dojechały równym krokiem galopu do niej. Nadszedł czas odpowiednim miejscu Anna, ponownie dołożyła łydki do jej boków, wchodząc w półsiad i podążając nadgarstkami w przód, oddając jej wodzę. Wylądowały tym razem na lewo, przejechały kilka foule po prostej. Zaraz jednak, miały wykręcić na lewo między startem, a przeszkodą numer 3. Anna zdecydowała się na kolejny szeroki łuk, nie chcąc ryzykować wpadki. Po wyjechaniu go, naprostowała klacz do przeszkody, by do niej zaraz dojechać. W odpowiednim miejscu, ponownie dołożyła łydki do jej boków, wchodząc zaraz w półsiad i oddała jej wodzę.

Seacookie - 2016-05-02, 16:36

Biedny rudzielec był święcie przekonany, że po czworoboku będzie miała spokój. A tutaj niespodzianka! Po krótkim pobycie w stajni An zamieniła siodło ujeżdżeniowe na skokowe, założyła klaczy kaloszki i ponownie ruszyły ku rozprężalni. Podirytowana Sea schowała uszy w grzywie, prychając przy tym z dezaprobatą. Chciała sobie odpocząć... Przy pierwszej próbie wsiadania w odpowiednim momencie odskoczyła w bok, by właścicielka zamiast na jej grzbiecie wylądowała na własnym tyłku. Dopiero przy drugiej pozwoliła się dosiąść. Od razu ruszyła przed siebie dynamicznym stępem, zupełnie nie przejmując się brakiem pozwolenia. Wykonały kilka figur w każdym z chodów, pokonały różne sekwencje drągów, przeskoczyły jedną kopertę z kłusa. W galopie pokonały okser oraz stacjonatę. Po takiej rozgrzewce miała chwilę na odpoczynek. Naturalnie część skokowa odpowiadała Cookie bardziej niż ujeżdżenie, toteż chwilowe zdenerwowanie szybko jej przeszło. Gdy tylko zostały wyczytane z listy, ruszyła kłusem ku wejściu na parkur. Okrążyły go raz, by mogła zapoznać się z ustawionymi przeszkodami. Gdyby miała zły humor, pewnie już szykowałaby zaawansowany plan zagłady. Ale nie dziś, niech sobie dziewczyna zda tę odznakę i się cieszy.
Obrały kierunek na linię startu, gdzie klacz zatrzymała się równo. Po sygnale dzwonka ruszyła kłusem (choć zdecydowanie wolałaby galopem!) w kierunku cavaletti oraz koperty. Pokonując drągi unosiła wysoko kończyny, zachowując przy tym niezachwianą równowagę. Zaledwie kawałek od ostatniego z nich nadszedł czas do wybicia. Gdy tylko oderwała się od ziemi, złożyła ładnie przednie kończyny, mocno ciągnąc je do mostka. Zgodnie z sugestią wylądowała miękko na prawą nogę. Parkurowym tempem galopu wyjechała obszerny łuk do przeszkody numer dwa. Po prostopadłym najeździe odbiła się z zadnich kończyn w najdogodniejszym dla siebie miejscu. Zaokrągliła grzbiet, wyciągnęła szyję, podciągnęła kończyny. Tym razem lądowanie na lewo, zakręt za trójką, którą miały zaraz pokonać. Naprostowały się na kilka foule przed stacjonatą. Dojechały pod nią rytmicznym galopem. Po chwili nastąpiło wybicie, a klacz swobodnie wyciągnęła się nad przeszkodą.

Anna Ross - 2016-05-02, 16:36

Ponownie wylądowały na prawo. Skierowała klacz dość ciasno między przeszkodami 6ab, a piątką. Skierowała ją jeszcze parę kroków po prostej, by dopiero zacząć się z nią wykręcać w prawo. Po kolejnym dość obszernym łuku, wyjechała z rudą na prostą do oksera, oznaczonego numerem 4. Wyraźnie skróciła foule klaczy, biorąc ją na siebie i kumulując jej siłę w zadzie. Wyraźnie o to ją prosiła pracując dosiadem, skupiając rudą poprzez półparady. Wybrała dalsze miejsce do odskoku, wyraźnie je Ciastkowi sugerując. Dodała znów łydki do jej boków, wchodząc zaraz w półsiad, składając się z nią w locie i wysuwając nadgarstki, wzdłuż grzebienia jej grzywy. Ponownie lądowanie na prawo. Nieco poszerzyła foule klacz, prosząc o przyspieszenie. Nie chciała ryzykować ciasnego zakrętu do piątki, więc pojechała za trójką, wykręcając na prostą dopiero przed startem. Utrzymywała te mocniejsze tempo w prostej do piątki, jednak nie było one zbyt szybkie, co by się na niej nie zabiły. Ponownie dojechały do stacjonaty 80cm, by w odpowiednim miejscu ponownie podnieść Sea do skoku. Kobieta bez problemów weszła w półsiad oraz oddała jej wodzę, by mogła dobrze skoczyć przeszkodę. Przy lądowaniu dociążyła lewą stronę siodła, skupiając się teraz w pełni na okserze. Wykręciły średnio obszerny łuk, gdyż nie było tu, zbyt wielkiego pola do popisu. Prostując się do przeszkody wraz z Sea, ponownie skróciła ją nieznacznie (na razie) do stacjonaty. Po dojechaniu do niej, ponownie odesłała rudą klacz do skoku. W trakcie lotu, znacznie ją jeszcze skróciła. Po wylądowaniu, za stacjonatą z mocą w zadzie, odesłała klacz do skoku nad okserem. Ponownie wchodząc w półsiad i oddając jej wodzę, wylądowały teraz na lewo. Na szczęście parkur, już był za nimi. Po dojechaniu do mety, zwolniła klacz do kłusa, stępa i stój, poprzez ściąganie wodzy i dociążanie zadu, ukłon i zjazd z parkuru.

Po rozstępowaniu i wyczyszczeniu, odstawiła ją do boksu. Dziękując za wszystko <3

z.t

Seacookie - 2016-05-02, 16:36

Ponownie wylądowała na prawą nogę. Ann wybrała sobie dość ryzykowną drogę, między szeregiem a piątką, ale jakoś udało im się dobrnąć bez szwanku do oksera. Naprostowały się przed przeszkodą, ruda skróciła nieco wykrok. W momencie odbicia wykorzystała zebraną w zadzie energię, by oddać dość daleki i wysoki skok. Swobodnie wyciągnęła się nad okserem, ładnie składając przednie oraz tylne kończyny. Miękkie lądowanie na prawą nogę, wydłużenie wykroku, lekkie przyspieszenie. Do piątki dotarły po obszernym łuku prowadzącym za trójką. Ustawione tu przeszkody nie robiły na Sea większego wrażenie, skakała w swoim życiu znacznie trudniejsze kombinacje. Nie lekceważyła ich jednak. We wcześniej wymierzonym miejscu oderwała się od ziemi, zaraz ładnie baskilując na piątką. Lądowanie na lewą nogę, dla odmiany. Wyjechały łuk, naprostowały się przed szeregiem złożonym ze stacjonaty i oksera. Ponownie skróciła wykrok, po dojechaniu do pierwszego członu dość mocno odbiła się z zadu. Zaraz po lądowaniu musiała znowu odskoczyć, wkładając w to znacznie więcej energii. Na całe szczęście udało im się szczęśliwie wylądować po drugiej stronie. Po dojechaniu do mety stopniowo zwolniła do stępa. Opuściły parkur, od razu kierując się do stajni.

/zt

James Stocke - 2016-05-02, 16:37

WSTĘP

Po zakończeniu części ujeżdżeniowej, w sumie odetchnął z ulgą. Wolał jakoś skoki, niż deptanie kapusty. Zahaczyli o stajnie, dał klaczy się napić, a on zamienił siodło, z ujeżdżeniowego, na skokowe. Potem wrócił, z klaczą na rozprężalnie, tym razem przeznaczoną do skoków. Liczył, że pójdzie im równie gładko co ujeżdżenie - oby. Na miejscu, poprawił jeszcze sprzęt klaczy, by był gotowy, na dalsze zadania. Poklepał krzepiąco klacz, o ile nie odgryzła mu, łapska. Kiedy wszystko było gotowe, westchnął nieco ociężale, po czym ponowie ją, dosiadł. Była już rozgrzana, więc wystarczyło co nieco, jej tylko przypomnieć. Początek był taki sam, luźna wodza + kontakt, krążenie po hali. Dopiero po chwili, zaczęli tym razem, od wykręcana po prostu figur, ciasnych skrętów. Dopiero, po chwili przeszli do kłusa, pracując również na kilku figurach, zakrętach, musiała dobrze się, do tego przygotować. Tutaj, także popracowali na drągach oraz niskiej, kopercie. Dopiero wtedy, przechodząc do galopu, tutaj pokusił się, jeszcze o dodanie przejść galop-kłus-galop. Standardowo wykonali kilka figur, ciasnych zakrętów, by na koniec skoczyć z 2 niskie stacjonaty i okser. Potem puścił ją na luz, czekając na wezwanie, na właściwy parkur.

PRZEJAZD

Kiedy ich w końcu wywołali, wziął głęboki oddech, pozbierał klacz na kontakt, poprzez półparady. Poprosił ją o kłus, wcześniej wypychając do niego, z krzyża. Po wjechaniu na parkur, okrążył go, wraz z klaczą, pokazując odpowiednio, to na czym mu zależało. Po czym skierował się, na linię startu, w tym miejscu zatrzymał ponownie klacz, odchylając się, w siodle i ściągając wodze. Ukłonił się sędziom, po czym ponownie wypchnął ją, znowu do kłusa. Skierował ją, po prostej do pierwszej przeszkody, były to trzy drążki wraz, z kopertą na samym końcu. Utrzymując równy krok, poprosił klacz o znaczne uniesienie łba, jadąc na, sam środek przeszkody. Dojeżdżając do nich, dodał jej łydkę, prosząc o uniesienie nóg, nad przeszkodą. Lekko wysuwając nadgarstki do przodu, wchodząc, w półsiad. Po ich pokonaniu, zaraz łydka, półsiad i oddanie wodzy, nad niską kopertą. Lądowanie na prawo, odpowiednio wcześniej dociążył te strzemię, by dwóch krokach, wypchnąć klacz, do galopu. Zdecydował się, na obszerniejszy najazd, na dwójkę. Wyjechał głęboki zakręt, podpierając klacz na łydkach, naprostował ją do niej, by równym tempem galopu, do niej dojechać. W odpowiednim miejscu, ponownie dołożył łydkę do jej boku, wchodząc zaraz, w półsiad i oddając jej wodzę. Dociążył teraz znacznie lewe strzemię, bo na tą nogę, chciał wylądować.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group