To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Czworobok

Brian - 2015-09-27, 13:00

PRZEJAZD


Po zamknięciu koła pochwalił Red Star. Na razie oceniał ich współpracę bardzo dobrze. Teraz czekał ich wężyk przed którym znowu Brian przygotował klacz, robiąc kilka pół parad, nadal zostawał na kontakcie. W H odbili w stronę środka czworoboku wyjeżdżając wężyk. Podczas wyjeżdżania figury brunet starał się utrzymać jednocześnie stałe tempo w galopie i ustawienie, pracując jedną łydką na popręgu, a drugą za nim. Wykonali figurę tak, aby jeden łuk pojechać kontrgalopem zgodnie z programem, do czego też westfalka dostała pomoce. Następnie przejeżdżając na powrót przez środek zmienili kierunek jazdy, Brytyjczyk cały czas stosując wyważone pomoce. W X Donney zwolnił klacz do kłusa wysiadywanego. Kłusowali jednak niezbyt długo, bo już pomiędzy H i C dwudziestosześciolatek wysłał Argent sygnały do zagalopowania na prawą nogę, cały czas starając się utrzymać stałe, aktywne tempo.
Dojeżdżając do M jeździec przygotował siedmiolatkę do wydłużenia galopu, tak jak to zrobili już poprzednio, więc element nie powinien być dla niej ani trudny, ani nowy. Ponownie posłał Red Star sygnał do wydłużania i obszerniejszego stawiania kroków. Cały czas skupiony nie pozwalał klaczy niepotrzebnie się dekoncentrować, w razie czego przywracając ją do ustawienia.
Przed F znowu przygotował klacz do galopu roboczego, tak aby ponownie poruszała się naturalnym dla siebie rytmie, oczywiście w galopie.
Dojeżdżając do A Brian przygotował westfalkę do zjechania na środek na koło w prawo o średnicy 15 metrów. Podczas wyjeżdżania wolty jak zwykle pilnował stałego tempa i ustawienia. Po zamknięciu koła ruszyli dalej by w K znów odbić na figurę - tym razem wężyk, znowu o jednym łuku w kontrgalopie. Po zrobieniu wężyka zmienili stronę jazdy, przed K przechodząc ponownie do kłusa, do czego Argent została przygotowana przez szereg pomocy. Ruszyli dalej kłusem roboczym, a chociaż brunet nadal zostawił wodze na lekkim kontakcie starał się aby krok i rytm Red były jak najbardziej naturalne. W F znowu zgodnie z programem wydłużyli krok w kłusie. Przejechali przez środek do H, gdzie "wrócili" do kłusa roboczego.
W B odbili na koło o średnicy 20 metrów, a Donney zaczął anglezować starając się zgrać z rytmem westfalki. Po wejściu na koło zaczął stopniowo wydłużać wodze, zachęcając siedmiolatkę do podążenia za wędzidłem, obniżenia i wydłużenia szyi i żucia kiełzna.
Przed B dwudziestosześciolatek stopniowo zaczął nabierać wodze, by ponownie wejść na kontakt z pyskiem Argent. Po zamknięciu koła poprowadził klacz na wprost, wjeżdżając na środek przez A do X, gdzie znowu przygotował klacz do zatrzymania i pozostania w nieruchomości. Ukłonił się i poprosił Argent o ruszenie stępem roboczym na długiej wodzy. W ten sposób opuścili czworobok Na rozprężalni się rozstępowali, a następnie Brytyjczyk odprowadził Red Star do stajni przed próbą na parkurze


zt

Red Star d'Argent - 2015-09-27, 13:06

Parsknęła w odpowiedzi na pochwałę. Zawsze je lubiła i motywowała się do tego, by osiągnąć ich więcej. Dlatego odważnie stawiła czoła następnemu punktowi przejazdu. Kontrgalop prawie zawsze bywał jej piętą Achillesową, lecz teraz jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki potrafiła utrzymać równowagę w tym chodzie. Co prawda w okolicach X próbowała zrobić lotną, ale Brian raczej nadążał za reakcją. Jednocześnie holsztynka wykreśliła odpowiednio kształtny rysunek wężyka, następnie zjeżdżając na przekątną. Plamy potu na jej szyi sugerowały, że Argent była już lekko zmachana, ale i równie zaangażowana w każde ćwiczenie. To przyczyniło się do tego, że nawet zwykłe zwolnienie do kłusa zrobiła wręcz perfekcyjnie, bez chwili zawahania i z pełną płynnością. Choć nie była tym starym, doświadczonym koniem to po prostu lubiła wypadać dobrze, co umożliwiły jej również odpowiednie geny.
Ich kłus jednak nie trwał długo, gdyż jeszcze na narożniku mężczyzna wrócił w galop. Może i nie był już równie energiczny co poprzednio, ale siedmiolatka dalej wyraźnie zaznaczała pracę zadu, samemu mężczyźnie próbując wynagrodzić poprzednie męki poprzez miękki kontakt. Nieprzerwanie mieląc kiełzno w pysku chwilę potem odpowiednio rozczytała jego pomoce, by prawidłowo poszerzyć foulee. Podobnie jak w kłusie w B prezentowała całkowite wydłużenie, z czasem też stopniowo wracając w galop roboczy. Na środku krótkiej ściany było zaplanowane koło, na którym zakręciła się jak baletnica. Piana cieknąca z jej pyska świadczyła o stałym i elastycznym kontakcie, podczas gdy z gracją owijała się wokół wewnętrznej łydki bruneta. Ponownie czekał ich identyczny wężyk do poprzedniego, po tym samym śladzie, lecz w drugą stronę. Zjazd z koła umożliwił im zmianę nogi prowadzącej, dzięki czemu znowu męczyli ten cholerny kontrgalop. Tutaj jednak Red Star poradziła sobie równie dobrze, wybijając już sobie z głowy próby samodzielnej zmiany nogi. I identycznie jak kilka minut temu czekała ich teraz kolejna przekątna, dzięki której mieli również zmienić kierunek jazdy. Tuż przed K zwolnili jeszcze do kłusa, by pare metrów dalej znowu męczyć holsztynkę dodaniem i to na dodatek na przekątnej. Kłus szedł jej już bardziej gładko, bo wymagał też mniejszej ilości energii niż galop. Ślady tyłów przekraczał przodów o te symboliczne kilka centymetrów, natomiast zbliżając się do H "wracając na swoje miejsce" w kłusie roboczym.
Minąwszy krótką ścianę, przy której oba narożniki były wyjechany jak najbardziej profesjonalnie, zjechali na ostatnie już koło o tradycyjnej średnicy dwudziestu metrów. Od pozostałych różniło się nie tylko promieniem, ale również tym, że było połączone z żuciem z ręki. Temu też holsztynka odruchowo zaczęła opuszczać szyję, gdy Brian wypuszczał wodzę z dłoni. Rozluźniając mięśnie grzbietu żuła aktywnie kiełzno, po pierwszej połowie niechętnie wracając do wyższego ustawienia. Zamknąwszy koło zjechali na środkową linię, by w X zatrzymać się. Kilka półparad, a ostatecznie pełna parada wspomogły klaczy w równym zatrzymaniu, by nie odstąpić ani jedną nogą. Gdy mężczyzna się ukłonił zjechali z czworoboku na długiej wodzy, kiedy w końcu Argent mogła trochę odpocząć.

zt

Caroline Hathaway - 2015-10-04, 13:22

<<PRZYGOTOWANIE>>

Kobieta wczesnym rankiem przyszła do stajni, przygotowała wszystko by ruszyć pod boks swojej podopiecznej.
-Cześć Nearly.. - przywitała się z nią jak zawsze, po czym zdjęła kantar z haka, gdy klacz już przywykła do jej obecności i po krótkim cofaj, weszła do środka. Stanowczym ruchem założyła klaczy kantar i podpięła uwiąz, po czym ruszyła na myjkę nie pozwalając jej na wybryki, bo nie było na to czasu. Na myjce dobrze klacz przywiązała po czym zabrała się za pielęgnacje jej sierści, dokładnie ją wyczyściła z brudu czy różnych sklejek. Potem zabrała się za grzywę oraz ogon, które dokładnie wyczesała a to pierwsze zaplotła w koraliki. Ostatecznie wyczyściła jeszcze nogi klaczy i była picuś glancuś, na grzbiecie wylądował czaprak, siodło, a na głowię, ogłowie z wędzidłem. Kobieta nie pozwalała jej na większe wybryki bo czas im to tylko marnowało, ostatecznie poprosiła stajennego o przypilnowanie konia w tym czasie sama się przebrała a potem ruszyli na rozprężalnie.

<<ROZGRZEWKA>>

Weszli na rozprężalnie gdzie już kilka par pracowało, kobieta jednak się tym nie zraziła. Oprowadziła klacz w ręce dookoła co by mogła się zapoznać z miejscem, po czym wsiadła miękko na jej grzbiet, wchodząc od razu na delikatny kontakt i wysłała jej sygnał do stępa po śladzie. Zrobili dwa luźniejsze koła po czym zjechali do środka i wykręcili koło, wężyka, serpentynę oraz woltę po czym znowu zjechali na ścianę. Odbili w kolejnym narożniku do środka i na drugą stronę te same figury, pilnowała wycięcia klaczy pracując dosiadem, wodzą oraz łydkami przed każdym kolejnym nowym ćwiczeniem posyłała jej delikatne półparady co by skoncentrować ją na nowym zadaniu i przypomnieć o swoim istnieniu. Wykonali też na trzech okrążeniach przejścia stęp-zatrzymanie-stęp-zatrzymanie-cofanie-stój-stęp i tak na zmianę, potem zrobili dwa kółka znowu luźniejszym stępem i wykonali jedno pełne koło w stępie wyciągniętym, drugie w pośrednim, trzecie w zebranym. Zjechała z klaczą znowu do środka na przekątnej wysyłając mu pomoce do kłusa, kilka pierwszym taktów przesiedziała by zaraz angależować w rytm taktów konia. Ponownie zrobili dwa kółka luźniejszym kłusem zjazd do środka i wykręcili kilka figur jak w stępie dla odmiany zaczynając od wolty, potem koło, wężyk i serpentyną na obie strony. Potem pierwsze koło w kłusie zebranym, drugie w pośrednim, trzecie w wyciągniętym i na koniec oczywiście przejścia kłus-stęp-kłus-zatrzymanie-kłus-zatrzymanie-cofaj-stój-stęp-kłus no i przejście do stępa i luźne dwa kola. Potem płynne przejście do kłusa, a następnie do galopu od razu poćwiczyli sobie przejścia czyli galop-kłus-galop-stęp-galop--zatrzymanie-galop-zatrzymanie-cofaj-stój-galop, potem jedno koło w galopie pośrednim, drugie w wyciągniętym trzecie w zebranym i na koniec figury czyli wszelakie wężyki, serpentyny, wolty. Cały czas pilnowała aktywnego tempa konia, odpowiedniego wygięcia i zaangażowania zadu, przy okazji posyłając jej odpowiednie pomoce do wszystkich ćwiczeń oraz starając się jak najlepiej, ostatecznie zwolni do stępa i czekali na wywołanie.

PRZEJAZD

Kobieta usłyszała jak ich wywołując przez głośnik, więc pozbierała klacz i ruszyła w kierunku czworoboku. Okrążyli go raz dookoła by przez A wjechać na linie środkową, pilnowała tempa oraz nie spływania klaczy na boki, trzymając ją w zamkniętych pomocach, sama odpowiednio siedząc w siodle, by w X lekko ściągnąć wodzę i przenieść ciężar ciała na tył zatrzymując klacz. Wzięła wodzę do jednej ręki skłoniła się i po dodaniu łydki oraz wypchnięciu z krzyża pojechali dalej stępem przed siebie. By przed C już lekko nacisnąć prawą stronę siodła oraz poprowadzić wodzą w tym kierunku, skręcając w prawo ostatecznie i dojeżdżając do M wysłała jej półparadę by w literce wypchnąć ją do kłusa, który stosunkowo był wolny z racji że był to kłus roboczy. W rytm kroków konia podnosiła się i opadała w siodle jednocześnie i tak do B gdzie wprowadziła kasztankę na koło w prawo o 20m średnicy, odpowiednio manewrując łydkami oraz wodzami blokował jej zad, co by nie wypadał oraz by odpowiednio wyginała szyję. W połowie koła siadła w siodło przechodząc do kłusa ćwiczebnego który był nieco bardziej energiczny niż roboczy, mniej więcej w połowie koła. Przed zjazdem do B wysłała klaczy półparadę i sygnał do zagalopowania, dokładając łydkę oraz napierając na strzemię co by zagalopowanie było z prawej nogi, dość długo galopowali bo aż do H, gdzie po półparadzie przyhamowała konia ściągając lekko wodzę oraz przesuwając ciężar ciała do tyłu i przechodząc do kłusa, ponownie zaczęła się podnosić i opadać w siodle i tak aż do M. Gdzie weszli z koniem na łuk, po czym ostatecznie na przekątną nadal poruszając się tym samym kłusem co wcześniej by w połowie zmienić nogę lotnie na lewą i jechać dalej.

Nearly Perfect - 2015-10-04, 21:04

Edit
Caroline Hathaway - 2015-10-04, 21:23

PRZEJAZD

Dojeżdżając do A ponownie weszli na koło gdzie za pomocą łydek oraz wodzy pomogła klaczy odpowiednio się wygiąć oraz utrzymywać stałe tempo, od wejścia na koło także stanęła w strzemionach prezentując ładnie półsiad. Kończąc koło tam gdzie zaczęły czyli w A przeszły ponownie do kłusa ćwiczebnego, czyli nieco szybszego niż roboczy i na mocniejszym nieco kontakcie, kłusowały tak aż do B gdzie ponownie miały wejść na koło - a raczej jego połówkę. Kobieta ponownie za pomocą pomocy odesłała kasztankę na wymagane ćwiczenie jednak kończąc koło mniej więcej w połowie jak wymagał tego program, czyli w E gdzie też od razu po dodaniu łydki i wypchnięcia z krzyża przeszły do galopu na lewą nogę co odpowiednio wcześniej jej zasygnalizowała. Ponownie dość długo jechali w galopie aż do M gdzie kobieta odpowiednio wcześniej wysłała jej półparadę do pyska, ściągnęła wodzę oraz przeniosła ciężar ciała na tył by przejść do kłusa ponownie siadając i opadając w siodło, w rytm konia. Chwilę się poruszali w tym nieco wolniejszym kłusie, jednak zaraz nieco przyspieszając w C. Kłusowali tak spokojnie do E gdzie kobieta znowu wysłała jej półparadę, przyhamowała nieco bardziej stanowczo przez wodzę oraz przeniesienie ciężaru ciała do zatrzymania kasztanki, odczekały pięć sekund by ruszyć stępem przed siebie. Stępowali tak od E do K gdzie kobieta wypchnęła klacz do kłusa, ponownie unosząc się i opadając w siodło. Dojazd do A by odbić na linię środkową, pilnowanie tempa oraz nie wpływania na boki, zatrzymanie w X i zjechanie na długiej wodzy z czworoboku.

z.t

Nearly Perfect - 2015-10-04, 21:28

Edit
zt

Taylor - 2015-10-12, 20:34

na jednym koncie napisałam przejazd wg. starego programu, a na tym zaczęłam wg. nowego... mam nadzieję, że oba się zaliczą, tak? nigdzie nie doczytałam, że powinno być inaczej, a szkoda byłoby się przekonać, że tak nie jest.

Pięć budzików jeden po drugim, hektolitry kawy, kilkunastominutowa walka ze szczotką i tak oto Taylor stała o równej godzinie w stajni, w koszuli konkursowej i naciągniętych na bryczesy dresach. Omiotła wzrokiem tak dobrze znane sobie miejsce, by spokojnym krokiem ruszyć wzdłuż boksów i odnaleźć ten jedyny, właściwy; całe szczęście, że miała na tyle dużo oleju w głowie, żeby wszystko przygotować dzień wcześniej, dlatego też po przywitaniu się z boksem jedyne, co jej zostało, to zdjąć z niego derkę, przeczyścić miękką, czystą szczotką z ewentualnego kurzu i osiodłać - jak pomyślała, tak zrobiła. Piętnaście minut później stali wraz z Kotlecikiem na podjeździe stajni, on - ubrany w odświętne ciuszki, wystrojony, z prawdziwie męsko zaplecioną grzywą, a ona - z ledwo zebranymi w zgrabny koczek włosami, oczywiście odziana w przepisowy, ciemny frak, gotowa podjąć się kolejnego zadania. Załadowała się na grzbiet wierzchowca, nie atakując go pomocami i na luźnej wodzy kierując go w stronę rozprężalni. Omijała dzikie tłumy, które na niej przebywały, stępując sobie gdzieś w okolicy i na samym placu zjawiając się dopiero wtedy, gdy trzeba było zacząć konkretną pracę. Po konkretnej, ale w miarę ekonomicznej - coby wierzchowca tutaj nie zamęczyć - rozgrzewce ponownie oddała mu całą długość wodzy.

p r z e j a z d


Słysząc swoje dane w głośniczkach - czyli tradycyjna formuła z zawodów czy odznaki - skróciła obie wodze, wznawiając rozpoczętą podczas rozprężenia pracę z pyskiem konia i zapraszając go do wejścia we właściwe ustawienie, co biorąc pod uwagę ilość ćwiczeń wykonywanych przed kilkunastoma minutami nie powinno sprawić mu większego problemu. Po wejściu w kłus skierowała się w stronę czworoboku, który dwa razy objechała, włączając w to zmianę kierunku; podczas tego pozornie bezsensownego kręcenia się wzdłuż szranek sprawdzała reakcje konia na pomoce, upewniając się, że nic w obrębie czworoboku go nie rozprasza i wprowadzając ostatnie poprawki w swoim dosiadzie, tj. poprawiając się w siodle. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, zatem w odpowiednim momencie wprowadziła konia w łuk, by kolejno wyjechać na linię środkową, wykonać zatrzymanie poprzedzone subtelnymi półparadami i wdzięcznie ukłonić się sędziom. Może nie była tak sympatyczna wobec nieznajomych jak mogłoby się w tej chwili wydawać, ale pozory należy zachować, ot tak dla przyzwoitości. Chwyciwszy wodze w obie dłonie wtórnie poprawiła się w siodle, by po kilku krótkich sekundach ścisnąć boki gniadego łydkami i tym samym poprosić o kłus, na razie nie pozwalając się rozpędzać i utrzymując czworobokowe, acz aktywne tempo. Dosiad, który prezentowała ciemnowłosa był niczego sobie i był dowodem na wyjeżdżone przez nią "dupogodziny", których miała za sobą wiele. Chociaż jej główną dyscypliną były skoki, doskonale radziła sobie także jako pingwin, dlatego ta próba nie powinna sprawić jej problemu; delikatnie wpisała konia w łuk, używając do tego głównie łydek i dosiadu, w minimalnym stopniu działania zewnętrznej wodzy i kilku półparad wewnętrzną. Głęboko wyjechała narożnik, by w M wyprostować konia, a tym samym wprowadzić go na przekątną, na której to uaktywniła wyraźnie swój dosiad i mocniej zadziałała łydkami, łącząc to z delikatnym działaniem ręki, w efekcie otrzymując - o ile koń dobrze rozczytał jej prośby - kłus wyciągnięty. Owym przemieszczali się aż do końca przekątnej, wówczas przed K Taylor zaczęła zbierać kotlecika, aby będąc w tej literce poruszać się już standardowym, spokojnym kłusem roboczym. Nim jechali aż do B, gdzie Taylor skręciła w prawo, na środku czworoboku prostując wierzchowca, a następnie wywijając delikatny łuk w lewo. Tym samym spokojnym tempem kłusa niespiesznie dojechali do C; warto wspomnieć, że ciemnowłosa zaczęła delikatnie działać na konia już w narożniku, by dokładnie w literce wykonać pełną paradę. W myślach odliczyła te symboliczne pięć sekund nieruchomości, następnie prosząc wierzchowca o stęp i delikatnie pracując do siadem w rytm tegoż chodu. Między M a K zaczęła stopniowo wydłużać wodze, nie przestając wykonywać tego posuwistego ruchu bioder, jednoznacznie z tym wszystkim prezentując nic innego, jak stęp swobodny. Przed K powoli pozbierała wodze, a mijając ów literę dopilnowała, by wierzchowiec we właściwym momencie wszedł w wyższy chód, w tym wypadku: kłus. Wysiadując stosunkowo miękki i wygodny wykrok Unexa skupiała się nie tylko na nim, ale także na sobie - by pokazywać klasę i elegancki styl jazdy, a nie bylejakość i brak precyzji, którą widziała już niejednokrotnie na wszelkiej maści egzaminach u innych jeźdźców czy amazonek. Nie kłusowali długo, powiem już w A zadaniem było zagalopowanie na lewo; wysławszy gniademu odpowiedni sygnał podążyła biodrami za jego ruchem, starając się w miarę spójnie z jego foulami pracować dosiadem i koncentrując się na właściwym wyjechaniu narożnika. Będąc w E nieco mocniej zaznaczyła ruch bioder, którymi bujnęła, jednocześnie mocniej działając łydkami i minimalnie unosząc dłonie do góry, pozwalając ogierowi na uniesienie potylicy - oczywiście w na tyle niewielkim stopniu, by miało mu to tylko ułatwić poszerzenie wykroku, a nie kompletnie rozsypywało ich dotychczasowe ustawienie. Przed M przygotowała go do skrócenia, dalej kontynuując jazdę galopem roboczym i w C kręcąc wymiarowe koło o dużym, prawidłowym rysunku.

Unexpected - 2015-10-12, 20:35

Gniadosz spał dość smacznie nie przejmując się niczym, skąd mu było wiedzieć co się dziś wydarzy? Ogierowi nie przeszkadzały godziny, zdawał się ich nie zauważać, powitał kobietę serdecznie, już po wystrojeniu niczym w boże ciało spodziewał się czegoś więcej niż tylko zwykłego treningu. Po krótkiej ale treściwej rozgrzewce czekali na swoją kolej, ogier krążył wraz z amazonką od czasu do czasu obijając ogonem o boki.

Ogier krążył tak do momentu kiedy weszli z powrotem na kontakt i większe zaangażowanie ze strony obojga, przyspieszył dość miękko i ochoczo do kłusa podążając w tym chodzie dalej. Objechali czworobok dwa razy dookoła, miał okazję mu się dokładnie przyjrzeć ale nie szalał czy panikował na jego widok. Kiedy byli już w 100% gotowi zjechali do czworoboku kierując się po linii środkowej do X, tam ogier na raz ładnie się zatrzymał i przede wszystkim prosto. Po ukłonie i przygotowaniu ponownie ruszył aktywnym kłusem do przodu, koń wyraźnie ładnie, ochoczo i bez szarpania szedł do przodu, wykonując polecenia nadane przez kobietę. Tym sposobem dojechali do narożnika gdzie odbili na łuk, koń pilnowany przez kobietę nie miał szans niczym wpaść/wypaść, dojeżdżając do M wyprostowali się i zjechali na przekątną. W odpowiednim miejscu i po odpowiednim sygnałach gniadosz wyraźnie zaczął wydłużać swój krok, mocniej wyciągając przednie nogi przed siebie, tak do końca przekątnej. By w K już normalnie jechać kłusem roboczym dalej przed siebie, dojeżdżali pomału do B gdzie skręcili w prawo, potem wyprostowanie i łuk w lewo. Jechali tym sposobem aż do C gdzie zatrzymali się na symboliczne pięć sekund by ruszyć stępem, z czasem po dojeździe do kolejnej literki stopniowo wyciągnął szyję przed siebie i rozluźnił się by iść stępem swobodnym wedle zaleceń. Nie trwało to specjalnie długo bo przed K kobieta ponownie weszła z nim na kontakt oraz zaangażowanie zadu by ostatecznie przejść w kłus, przyspieszając wyraźnie w tempie. Długo również to jednak nie trwało bo w A zagalopowali na lewą nogę, ogier automatycznie wręcz wysunął akurat tą do przodu by była nogą prowadzącą, w E dzięki luzowi ogier bardziej podniósł szyjsko do góry, uwypuklając potylicę. W M jednak znowu skrócili krok by zaraz wejść na koło w lewo o zachowanym, równym kształcie.

Taylor - 2015-10-12, 20:37

Zjechawszy z koła nie pozwoliła sobie na moment nieuwagi, bowiem zdawała sobie sprawę z tego, co czeka na nich jako następne; wężyk był stosunkowo trudną figurą, głównie pod tym względem, że nietrudno było pomylić się w przesyłanych pomocach i przykładowo zmienić nogę na łuku. Przygotowała go do tego delikatną półparadą, zewnętrzną łydką już w zakręcie sugerując, że zaraz będą odbijać od ściany i tak też właśnie się stało: wyjechała brzuszek o ładnym, dopracowanym rysunku, ograniczając Unexpected w pomocach na tyle skutecznie, aby upewnić się, że ten nie postanowi wykonać pięknej i efektownej zmiany. Starała się, by jej polecenia były klarowne i jak najbardziej czytelne dla wierzchowca, bo to jak mniemała miało ogromny wpływ na jakość wykonywanych figur. Powróciwszy do K odetchnęła cichutko z ulgą, by wyjechać głęboko oba narożniki, w drugim z kolei wyprowadzając konia na przekątną; podobnie jak przy wężyku, zadbała o to, aby koń nie zechciał zmienić nogi, w X natomiast przechodząc do kłusa i w nim pozostając aż do samej literki C, za którą to przygotowała kolejne zagalopowanie, z tymże to zostało wykonane na prawo. Schemat zadań, które na nich czekały był łudząco podobny do tego, który wykonywali na drugą nogę: wydłużenie kroku, koło, wężyk, przekątna i przejście. Wyjechawszy na ścianę w M, podobnie jak poprzednio, nieco wyraźniej zaznaczyła pracę swojego dosiadem, dojeżdżając zad do ręki i wspomagając wszystko regularnym ruchem łydek, a wszystko po to, by zaprezentować jak najlepszy i możliwie najobszerniejszy czworobokowy galop. W F ponownie skróciła kotlecika, wracając do roboczego tempa i w nim kręcąc koło, dokładnie takie samo, jak przed chwilą: okrągłe, o dobrym i miłym dla oka rysunku. Zaraz po zjeździe z niego przygotowała się mentalnie na powtórzenie jednej z tych trudniejszych figur, i mimo, że zdawała sobie sprawę, że dosiadała konia, który chodząc klasę P w WKKW nie powinien mieć z tym najmniejszego problemu, żywiła przed nią niewielkie obawy. Nie chciałaby w końcu, aby cały przejazd poszedł na marne tylko z powodu jednej figury, prawda? Odbili od ściany, by wyjechać wymiarowy łuk i powrócić znów na ścianę. Nie tylko praca dosiadu była widoczna: chociaż Taylor maskowała większość wysyłanych pomocy, to czujnym oczom sędziów z całą pewnością nie umknął fakt, że nieustannie pracowała z pyskiem konia, rozluźniając obie szczęki i tym samym pilnując odpowiedniego ustawienia, które było kluczem dla dobrych łuków, etc. Znówże głęboko wyjeżdżając narożniki, przy M wysłała nieco wyraźniejszą półparadę wewnętrzną dłonią, by tym sposobem wprowadzić konia na przekątną, na której zadbała po pierwsze o brak lotnej zmiany, a po drugie o jego wyprostowanie. Dokładnie w X mocniej zadziałała ręką i zablokowała miednicę, jasno komunikując przejście do kłusa. Utrzymała aktywne tempo, tak jak już wspominałam, stale pracując z gniadoszem i mając na uwadze nie tylko jego, ale także siebie, swoje błędy, etc, co oczywiście starała się w miarę swoich możliwości korygować i poprawiać samą siebie. Przejechali zaledwie jedną krótką ścianę, a już czekało ich kolejne zadanie, mianowicie wydłużenie kroku na przekątnej, ale tym razem już w kłusie. Powtórzyła schemat z galopów, niemniej dostosowując pracę dosiadu do chodu, jakim poruszał się Unex, ale w gruncie rzeczy robiąc dokładnie to samo, co w wypadku galopad. Mocniej przysiadła na jego grzbiecie z chwilą, gdy znaleźli się w pobliżu literki H, by mijając ją już być w tradycyjnym kłusie roboczym i spokojnie przemieszczać się wzdłuż szranek czworoboku. Wreszcie nadszedł punkt, w którym mogła przestać się już martwić. Zjechawszy na koło w B przeszła do anglezowanego i zaczęła stopniowo wypuszczać wodze, nadal pracując dłońmi i dbając o to, by kontakt pozostał utrzymany. Nie myliła żucia z ręki z rzuconymi wodzami. Przed B, ku swojemu niezadowoleniu, bo wolałaby jeszcze trochę pokręcić się w żuciu ot, dla dobra swojego wierzchowca, pozbierała stopniowo i niespiesznie wodze, by już po minięciu tej literki siedzieć w ćwiczebnym. Przed A poinformowała wierzchowca o nadchodzącym zadaniu krótką półparadą, aby w tej literce wyjechać na linię środkową i utrzymując prostego wierzchowca dojechać aż do X, gdzie wykonała pełną paradę. Ukłoniła się wdzięcznie sędziom, uśmiechając się niby to do nich, a tak naprawdę do swojego konia, a gdy tylko zakończyła ten element, oddała mu całą długość wodzy i wyklepała, w trakcie zjazdu ze czworoboku nieustannie chwaląc. Ciężko ukryć, że duma ze swojego "synka" ją wprost rozpierała.
/zt.

Unexpected - 2015-10-12, 20:39

Ogier ładnie kończył koło w miejscu gdzie je zaczął, mieli zacząć zaraz niby nie jakoś super trudną ale wymagającą na pewno figurę. Ogier sugerując się do pomocy amazonki odbił się od ściany wpisując się w ładny pierwszy łuk który zarazem był brzuszkiem węża, wracając do K czuł jak kobieta jakby oddycha z ulgą, może to trudniejsze za nimi? Może, wyjechali w tym chodzie dwa narożniki, by w drugim odbić na przekątną czworoboku. W X gdzie na początku się zatrzymali przeszli do kłusa i tak do C, tam mieli zagalopować dla odmiany na prawo co zresztą zaraz uczynili. Kolejno wykonywali zadania jak na poprzednią nogę: wydłużenie kroku, koło, wężyk, przekątna i przejście. Później wyjechali na ścianę, w M podobnie jak wcześniej ponownie mieli zagalopować, ogier bez wahania wszedł w wyższy chód idealnie się tu prezentując przed zebranymi ludźmi. W F skrócenie i wyjechanie bardziej roboczego tempa i w nim właśnie koło, rzeczywiście koń nie miał większych problemów z ogarnięciem tych zadań które tu przed nim stawiała. Ponownie mieli wykonać to "ćwiczenie" więc odbicie od ściany, łuk i powrót. Znowu dość mocno wjeżdżali narożniki aż do M by zjechać na przekątną, by w X znowu za kłusować, ogier nie miał problemów z przejściami, raczej robił to dość harmonijnie. Przejechali krótszą ścianę by ponownie wydłużyć krok na przekątnej ale tym razem w kłusie, nie miał oporów przed mocniejszym wyciąganiem przodów co uczyniał po odpowiednim sygnale od amazonki, tak aż do H gdzie przeszli do roboczego. W B odbili na kolejne koło, ładnie wyginał się na łydkach oraz szedł za wodza, kontakt z jeźdźcem i lekkie opuszczanie szyi przez gniadosza na figurze by zamknąć koło w punkcie gdzie zaczęli. W A odbili na linię środkową, gdzie do X jechali równo i prosto by się zatrzymać ostatecznie i zjechać po ukłonie.

z.t

Jonah Wrens - 2015-10-20, 16:52

Rozgrzewka
Po przygotowaniu konia poprowadziłem go na rozprężalnie gdzie już dopiąłem popręg, oraz odbezpieczyłem strzemiona. Dając Shockowi dziesięć minut stępa na luźnej wodzy, następnie ustawiłem go na kontakt i zaprosiłem do kłusa. Wykonywaliśmy najważniejsze ćwiczenia jakim były wszelkiej maści zakręty, zygzaki etc. Chwila przerwy i zagalopowanie wpierw na lewo, a następnie na prawo. Po kolejnej krótkiej przerwie skupiłem się na przejściach z galopu do kłusa, kłusa do galopu i kłusa do stępa, w przeróżnej kolejności. Rozgrzanego 10latka zaprosiłem do stępa i oddałem wodzę.

Przejazd
Gdy tylko zaproszono nas na czworobok, pozbierałem siwensa i ruszyliśmy roboczym kłusem w kierunku środka czworoboku, czyli tzw. X. Tutaj uprzedzając Holendra półparadą, po chwili wykonałem pełną paradę z wszelkich pomocy płynących od dosiadu i lekkiego zaciśnięcia (na 3sekundy) palców na wodzy. Chwila stójki, ukłon z mojej strony i ponowna półparada uprzedzająca ogiera o ruszeniu kłusem znowu w swobodnym, roboczym tempie. Utrzymując linię prostą za pomocą przyległych do boków konia łydek i lekkiego korytarza z wodzy, poprowadziłem siwka w C po łagodnym łuku w prawo, by zaraz po nim wjechać na przekątną i poprosić go o wydłużenie kroku. Kontrolując wykrok ogiera, pilnowałem tego, by się nie pogubił i nie wpadł w galop tracąc równowagę. Dojeżdżając do K, od razu posłalem ogierowi półparadę, by już na wysokości literki zwolnić jego wykrok i znowu przejść do chodu roboczego. Wyjeżdżając narożniki w zakrętach, swobodnie poruszaliśmy się do literki P, w której odbiliśmy na lewo, kreśląc woltę o średnicy 10m. Podpierając przy tym Schocka łydkami, odchyliłem lewe ramię do tyłu, pozwalając mu swobodnie kroczyć w lewo, w tym samym czasie zew. wodzą pilnując wygięcia szyi, aby przesadnie koń się nie składał. Wracając na ścianę przejechaliśmy mały odcinek, by w B odbić na zmianę kierunku poprzez szerokość ujeżdżalni. Czyli jadąc teraz w linii prostej od B poprzez X do E, odbiliśmy w prawo. Kolejne parę metrów prosto i kolejna wolta w punkcie S o średnicy 10m. Wykonana w tym samym stylu co poprzednia. Powrót na ścianę i dojazd do punktu C, gdzie wykonaliśmy zatrzymanie z pomocą dosiadu, ówcześnie uprzedzając konia o zmianie w chodzie. Odliczając spokojnie 5sekund, by po tym czasie ruszyć stępem, przy czym tym razem wykonałem żucie z ręki, by ogier poszedł pyskiem w dół, bez niemiłej niespodzianki w postaci uderzenia wędzidła o zęby wierzchowca. Prowadząc ogiera jedynie dosiadem, wjechaliśmy na mniejszą przekątną od M do V, gdzie w V zebrałem wodzę przechodząc do stępa pośredniego. Przed K półparada i w K ruszenie kłusem roboczym. Przed A krótka półparada, a na wysokości A wyraźne przesunięcie zewnętrznej łydki za popręg i jednoczesne dociśnięcie obu łydek, czyli zaproszenie do galopu na lewo. Zwykłe robocze tempo, z którym ogier po rozgrzewce nie powinien mieć problemu. Oczywiście brałem pod uwagę jego temperament, toteż w pogotowiu był dosiad. Jak pierwsze kroki były w spokojnym tempie, tak foule przed F, dodałem łydki, prosząc o wydłużenie wykroku, za czym szło lekkie otworzenie palców, pozwalające na minimalne wysunięcie się wodzy i swobodę dla szyi konia. Przed M zaserwowałem ogierowi półparadę, przygotowując go do zwolnienia. Pilnując w M przejścia do roboczego tempa, uważałem, aby uniknąć chociażby jednego kroku kłusa. Dojeżdżając do C, poprowadziłem Holendra w korytarzu z łydek, oraz wodzy po wolcie o średnicy 15m, z czym pilnowałem jego równego tempa. Wracając na ścianę od H zaczęliśmy kolejny element, którym był wężyk o jednym łuku. Tutaj jedynie przesunąłem korytarz z wodzy na prawą stronę, resztę pomocy zachowując dla galopu na lewą nogę i takim sposobem, od X odbiliśmy w prawo (galopując dalej na lewo), aż do K, skąd spokojnie dojechaliśmy, aż do przekątnej FXH, gdzie w X uprzedzając ogiera półparadą zrobiliśmy przejście do kłusa. Zjeżdżając z przekątnej, czyli lekko za punktem H, będąc jeszcze na łuku, poprosilem Schocka o zagalopowanie na prawo. Ponownie przed M poprosiłem siwka o wydłużenie wykroku, aż do F, gdzie ów wykrok ograniczyłem do roboczego tempa. Na środku krótkiej ściany, czyli w A, poprowadziłem go po wolcie o średnicy 15m, także tutaj pilnując równego kroku. Dbając o wpisanie się ciała wierzchowca w łuk. Zaczynając w K wężyk, znowu przesunąłem korytarz z wodzy, tym razem w lewo, dosiadem sygnalizując jazdę na prawą nogę, aby w X zacząć spychać ogiera do H. Prowadząc po ścianie ogiera w M odbiliśmy na przekątną MXK, gdzie przed K, poprosiłem 10latka o przejście do kłusa. W tym tempie przejechaliśmy do F, by stąd uciec na przekątną w towarzystwie wydłużonego wykroku. W H ponownie zaprosiłem konia do roboczego tempa, aby po przejechaniu dwóch narożników, w B odbić na dużą woltę o średnicy 20m, gdzie podniosłem się z siodła i zacząłem anglezować, a siwego poprosiłem o zejście głową w dół, za moją ręką, która wędzidłem masowała jego podniebienie, tj. żucie z ręki. Chwila relaksu i powrót w siodło, wraz z powolnym nabieraniem wodzy. Wracając w punkcie wyjściowym - B - ruszyliśmy po ścianie do A, skąd odbiliśmy na ostatnią prostą programu, ostatecznie zatrzymując się w X. Wraz z moim ukłonem, wypuściłem całkiem wodze siwka i poklepałem jego szyjsko po wyjeździe z czworoboku, zeskakując z niego i stępując go w ręku.
/zt

Nicol Illas - 2016-01-03, 22:45

WSTĘP

Kobieta tego ranka dość wcześnie zawitała w progu stajni, miała dziś podchodzić do zdawania odznaki. Po przyjściu do stajni oporządziła swojego mustanga, osiodłała i na rozprężalni do porządku rozgrzała, uwagę skupiając na przejściach, zmianach nogi, kołach.

PRZEJAZD

W końcu nadeszła ta chwila, kiedy mieliśmy wyjechać na czworobok i zaprezentować się od najlepszej strony. Obkrążyliśmy czworobok jednokrotnie dookoła, w końcu poprosiłam ogiera o stęp pośredni, sugerując mu odpowiednie tempo łydką. Wjechali przez A na linię środkową czworoboku, pilnowała ogiera by jechał idealnie prosto, przed X wysłała mu znaczącą półparadę do jego pyska by w tym punkcie dosiadem i cofnięciem wodzy zasugerować mu zatrzymanie. Z lekkim uśmiechem na ustach ukłoniłam się sędzią po czym ponownie złapałam wodzę w rękę i posłałam ogierowi łydkę do wejścia w stęp. Nadal pilnowała twardo ogiera by szedł po prostej linii, łydki zamknięte na jego bokach oraz równe wodzę powinny idealnie go prowadzić na przód. Przy C zewnętrzną łydkę dała za popręg pilnując zadu, wewnętrzna zmuszająca do wygięcia, ustawienie w zakręcie i w prawo. Dojeżdżając do M dała mu kilka częstszych półparad niż wcześniej i wypchnęła go w tym miejscu do kłusa, utrzymując pośrednie tempo zaczęła angalezować w siodle. Dojeżdżając tym tempem do B ponownie nieco częstsze półparady wysyłane do jego pyska i w tym miejscu odbicie na koło w prawo, przy czym dojeżdżając do E usiadła w siodło i kłusem ćwiczebnym dojazd do B, nim tam jednak dojechali mocniejsza półparada i przy wejściu z koła, wypchnęła go z krzyża do galopu kładąc nacisk na zagalopowanie z właściwej nog - prawej.

El Dorado - 2016-01-03, 22:46

Dzisiejszego dnia jedynie stał w kącie boksu, nie interesując się nikim i niczym. Rozleniwił się, no i nie miał nic lepszego do roboty. Siano z siatki go już mało interesowało, a w żłobie nie leżało nic wartego uwagi. Nudził się do czasu, aż przyszła jego właścicielka, która po szybkim oporządzeniu go i osiodłaniu wyprowadziła go ze stajni. Dość szybko znalazł się na rozprężalni, gdzie po krótkiej rozgrzewce czekał na ciąg dalszy.

Po wyczytaniu ich imion przez sędziego wyszli na czworobok. Ogier nie miał okazji często na nim pracować, ale znał podstawy, a to wystarczyło by pomóc w zdaniu brązu. Okrążył czworobok dookoła, by zaraz stępem pośrednim wjechać po linii prostej na środek. Zatrzymał się w odpowiednim miejscu, po chwili znowu ruszając stępem. Przy C odpowiednio się wygiął, pilnując przy tym swojego zadu i poszedł w prawo. W M przeszedł do kłusa, podrzucając lekko głową do góry. Był rozleniwiony, spodziewał się dnia wolnego i nie za bardzo podobało mu się, że musiał tu być. Znacznie bardziej wolałby siedzieć teraz w boksie. Poza tym takie chodzenie w kółko było dla niego katorgą. Następnie odbił w prawo na koło, pilnując swojego ustawienia któremu daleko było do ideału. Po dojeździe do B przeszedł do galopu na odpowiednią nogę.

Nicol Illas - 2016-01-03, 22:49

Mimo, że karosz głównie był skokowcem to całkiem nieźle sobie radził w deptaniu kapusty jak to nie którzy nazywali. Trzymała kontakt z pyskiem ogiera, pilnowała odpowiedniego tempa oraz aktywizacji zadu, na razie udawało im się wszystko bez większego problemu. Galopowali tak długo aż do literki C, gdzie delikatnymi ale jasnymi sygnałami zwolniła go do kłusa roboczego, lekko ściągając wodze i przenosząc ciężar na zad, w tym samym momencie co on zwolnił ona ponownie zaczęła angalezować w siodle. Ponowie kłusowali dłuższy czas, w końcu mieli wjechać na przekątną by zmienić kierunek i nogę, delikatnie wykręcił konia w łuk wjeżdżając na przekątną, szybko naprostowała go i prowadziła w prostej linii z jednego kąta czworoboku do drugiego. Kłusowali nadal prosto przed siebie, by w połowie drogi zmienić nogę na lewą, sprawdziła to dokładnie i prowadziła dalej, podnosząc się i opadając w siodło. Zjechali z przekątnej na ścianę i skierowali się do A gdzie odbiła z ogierem ponownie na koło. Pilnując ustawienia na kole jednocześnie podtrzymywała się na samych strzemionach, tak by odciążyć jego grzbiet i być w tak zwanym półsiadzie. Zamknęli koło w tym samym punkcie co zaczęli czyli w A, w tym samym momencie przeszli do kłusa ćwiczebnego. Aż do B gdzie ponownie weszli na koło, a raczej jego połówkę choć ona się nie poddawała wszystkie pomoce wysyłała dokładnie takie jak w przypadku koła. Po zrobieniu tej połówki, którą zamknęli w E kobieta po łydce i krzyżu wypchnęła go do galopu z lewej nogi. Równym ogarniętym galopem prowadziła go aż do M, gdzie ponownie dosiadem i wodzami przyhamowała go do kłusa roboczego jednocześnie angalezując ponownie w siodle, w C jednak ponownie usiadła w siodło do kłusa ćwiczebnego. Przed E wysłała mu kilka półparad do pyska by w tej literce dać pełną paradę i zatrzymać ogiera, odliczyła w myślach 5s i dała mu łydkę do stępa pośredniego. Stępowali sobie tak do K gdzie ponownie wypchnęła go do kłusa, ponownie opadając i podnosząc się w siodle. Tym tempem ponownie wjechali na linie środkową, dojeżdżając do X zatrzymała go, ukłoniła się i zjechała po kilku sekundach na długiej wodzy.

z.t

El Dorado - 2016-01-03, 22:50

Poruszał się galopem aż do literki C, gdzie przeszedł do kłusa roboczego. Po przekątnej zmienił kierunek, oraz nogę i dalej poruszał się kłusem. Z A odbił na koło, tym razem w lewo i starając się jak najlepiej wpisać w koło pilnował swojego ustawienia na tyle na ile mógł. Nie był profesjonalnym ujeżdżeniowcem, więc perfekcyjnie mu to nie wychodziło, ale zawsze coś. Do B poruszał się już kłusem ćwiczebnym, mieląc wędzidło w pysku. Obił ogonem swoje boki, cofając nieco uszy do tyłu. Chciał już to kończyć, ale sam niewiele miał tu do gadania. W B wszedł na półkole, po czym przeszedł do galopu na prawidłową nogę. Galopował do M, gdzie z powrotem musiał przyhamować do kłusa roboczego. W C po otrzymaniu sygnału zatrzymał się na kilka sekund i ruszył stępem pośrednim. Stępował aż do literki K, gdzie po otrzymaniu łydki zaczął kłusować. Kłusując wjechał na linię środkową i zatrzymał się w punkcie X. Zaraz na długiej wodzy opuścił czworobok z wyciągniętą przed siebie szyją.
zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group