To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży trawiasty

Sheridan - 2019-11-26, 19:55

Dokonywane korekty przynosiły w zasadzie natychmiastowy skutek, co było niewątpliwą zaletą Sheridana, który był niezwykle wrażliwy na pomoce i wszelkie zmiany dokonywane w dosiadzie. Czasem jednak to nie wystarczało, by podczas jednego ruchu ćwiczenie zaczęło wyglądać dobrze, więc niekiedy koniecznym było przerwanie go i rozpoczęcie od nowa. Gdy Mia przerwała ciąg i zakłusowała na wprost, Sheridan już po paru krokach krótko parsknął i przeżuł wędzidło, zapominając o tamtym chwilowym spięciu.
Zamykając koło w literze C, spodziewał się zatrzymania w tymże punkcie, więc pomoce do niego nie były dla ogiera zaskoczeniem. W rezultacie zatrzymał się w punkt, równo obciążając wszystkie nogi i nieruchomiejąc na kilka sekund, podczas których nasłuchiwał z odchylonymi do tyłu uszami. Czując przesunięcie łydek w tył, położył uszy jeszcze mocniej, bo nie było to jego ulubione ćwiczenie. Niemniej wykonał je karnie, cofając się o określoną ilość kroków w tył, nie schodząc przy tym ze śladu, którym się dotychczas poruszali. Pochwała wyraźnie poprawiła mu humor, bo nie ukrywajmy, że był pazerny jeśli chodzi o żarcie i miłe słówka.
Następnie płynnie zakłusował, cały czas poruszając się w zebraniu, aż ponownie został zabrany na przekątną czworoboku. Nawet mimo zwiększonych starań, jakość kłusa pośredniego nie uległa dużej poprawie, bo Sheridan był po prostu słaby w te klocki i była to rzecz w zasadzie nie do przeskoczenia. Niemniej starał się, więc Mia mogła odczuć, że koń stawia dłuższe kroki, a jego sylwetka ulega lekkiemu wydłużeniu, by na końcu przekątnej ponownie się skrócić. Kolejno zwolnił do stępa w połowie krótkiej ściany i lekko obniżył i rozprostował muskularną szyję, by za kilka sekund ujawnić kolejny, jeszcze słabszy punkt, jakim był stęp wyciągnięty. Mimo że naprawdę starał się mocno wkraczać zadem pod kłodę i otworzyć się w łopatkach, to zakres jego ruchu był ograniczony w porównaniu do koni sportowych ras.

Mia - 2019-11-26, 22:00

Liczyła się z tym, że nawet siedząc na Sheridanie jeżdżącym klasę CS, nie mogła oczekiwać od niego wyciągnięć jak po takiej Papillon, której był to niezaprzeczalny talent. Dlatego też przede wszystkim zwracała uwagę na jego starania, dopiero potem efekty, a spotkawszy się z dużą chęcią ruszenia naprzód mimo braku takich możliwości, nieustannie go chwaliła, widząc też, że motywowało go to do dalszej pracy.
Do R udało im się już wrócić do stępa zebranego przez odpowiednie skrócenie wodzy, z czym akurat ogier nie zdawał się mieć problemu. Przez kolejne metry jazdy wzdłuż ściany Mia pilnowała trzymania prostej linii przez równe wysiadywanie stępa w siodle, przy czym dbała o pozostanie w zebraniu bez przeganaszowania siwego. Jeszcze w M skręciła w lewo, dokładnie i głęboko wyjeżdżając zakręt. Zgięła go więc odpowiednio w kłodzie, co zasugerowała wewnętrzną łydką, chociaż myślami już uciekała go kolejnego elementu, który pewnie miał być bardziej sprawdzeniem jej umiejętności niż Sheridana. Chwilę za G wykonała półparadę mającą na celu przygotować go na półpiruet. Wewnętrzną, lewą wodzą ustawiła go w kierunku ruchu, jakiego oczekiwała, jednocześnie zewnętrzną lekko cofniętą łydką nadając ruch w bok. Dla wyrazistszego sygnału obciążyła też mocniej wewnętrzną stronę, tą samą łydką aktywizując tylną kończynę. Z kolei zewnętrzną wodzą niejako ustępowała, pozwalając mu na swobodny obrót o 180 stopni, po którym ruszyła na wprost z powrotem do M. Tam znowu ponowiła pomoce do półpiruetu, tym razem w drugim kierunku, a poza tym jej zachowanie było wręcz identyczne, o ile wcześniej nie napotkali problemu, który musiałaby odpowiednio zwalczyć.
Po bardziej lub mniej prawidłowym ćwiczeniu zakłusowała w G, a w literce naprzeciw skręciła w lewo, znowu przykładając sporo uwagi do samego zakrętu, tym bardziej, że już w S zjechała na dziesięciometrową woltę. Lewą wodzą subtelnie ustawiała go po okręgu, łydką zginając w kręgosłupie, przy czym przeciwną pilnowała ewentualnego wypadania.

Sheridan - 2019-11-27, 18:43

Lubił pracę w zebraniu, więc bez zająknięcia wrócił do wysokiego ustawienia, mocniej angażując zad i mocniej uginając stawy skokowe, na skutek czego jego zad znowu się lekko obniżył, a plecy uwypukliły. Fizycznie było to dla niego o niebo prostsze niż wyciągnięcie, za to Mia mogła mieć problem z oceną tego, czy był przeganaszowany, czy jednak nie. Umięśniona, krępa szyja zwłaszcza w zebraniu sprawiała wrażenie ciasnej, tym bardziej, że ogier zwykł nosić nos za pionem, co tylko potęgowało to wrażenie. Nie powinna jednak na siłę skłaniać go do wyciągnięcia nosa w przód - niosąc się w taki sposób, w jaki robił to teraz, jego ciało pracowało w nieskrępowany sposób.
Stępując dyskretnie przeżuwał wędzidło, pieniąc się w kącikach warg. Jedno ucho cały czas miał nastawione na Mię, która niebawem skręciła do środka czworoboku. Podążył za jej sugestią, by po paru krokach dostać pomoce do półpiruetu, który za pierwszym podejściem mógł wypaść różnie. Jeśli Mia stroniła od używania ostróg, to niestety mogła się rozczarować przy pierwszej próbie wykonania płynnego półobrotu, bowiem Sheridan wymagał aktywizowania i bardzo precyzyjnych sygnałów, które dało się osiągnąć tylko z użyciem tej pomocy. Jeśli została zastosowana, od razu znalazł w sobie więcej pokładów energii, rytmicznie obracając się wokół wewnętrznej tylnej nogi. Ze względu na powyższe półpiruet w drugą stronę powinien wypaść lepiej. Wykonawszy go, zakłusował płynnie w przód i dojechawszy do szranek skręcił w lewo, by po paru krokach ponownie zostać zabranym na ciasną woltę, która wskazywałaby na to, że za moment będą powtarzać poprzednie ćwiczenia, czego jednak Sheridan nie podejrzewał, póki co nie będąc ani znudzonym treningiem, ani przemęczonym.

Mia - 2019-11-27, 21:24

W pierwszym odruchu przy półpiruecie nie używała ostróg, ale szybko poprawiła się, kiedy tylko dostrzegła, w czym leżał problem i wsparła działanie łydki ostrogą, dzięki czemu drugie podejście do tego ćwiczenia wyszło im już nienagannie. Nie zapomniała pochwalić go za to, ciesząc się z tego, że dochodzili do coraz lepszego porozumienia, naturalnie jak na pierwsze spotkanie.
Po pojedynczej wolcie natomiast utrzymała go w wypracowanym na niej zgięciu, chcąc rozpocząć powtórkę schematu z łopatką do środka. Dlatego też obciążyła wewnętrzną kość kulszową, z kolei wzrok skierowała na wprost, prawą cofniętą łydką pilnując zadu i poruszania się po śladzie. Wewnętrznymi pomocami pracowała nad zachowaniem jednorodnego wygięcia i kąta, wykazując się przede wszystkim cierpliwością. Każdy ewentualny błąd bezzwłocznie zwalczała w adekwatny sposób, a nauczona poprzednią próbą tym razem bardziej dbała własnie o wygięcie i to, żeby Sheridan nie przeginał w żadną stronę, szczególnie do środka. Łopatkę teraz jednak zakończyła już w E, za którą wyprostowała go, dając chwilę na odsapnięcie po tym ćwiczeniu i nie męczyć go znowu takim natłokiem sygnałów. Odcinek EV jechała w kłusie zebranym, żeby w V zjechać na półwoltę prowadzącą wprost do L, gdzie miała powtórzyć sekwencję z ciągiem, tym razem na lewo. Zwracała sporo uwagi do tego, aby uzyskać odpowiednie wygięcie w kłodzie za pomocą wewnętrznej, lewej łydki, która jednocześnie aktywizowała tylną nogę konia, co miało być kluczem do prawidłowego wykonania ciągu poprzedzonego półparadą. Zaraz bowiem poprowadziła go wzdłuż wyrysowanej w myślach linii do S, lewą, pulsującą wodzą prosząc o zgięcie, które ograniczała przeciwną ręką. Z kolei zewnętrzną, prawą łydką pomagała sobie w utrzymywaniu go w lekkim wygięciu. Znalazłszy się z powrotem przy szrankach, wyprostowała go i poprowadziła na wprost przez kolejnych kilka literek i krótką ścianę. W trakcie tego egzekwowała dość spokojne tempo i zachowanie wyprostowania, w narożnikach natomiast ich dokładnego i głębokiego wyjeżdżania. Przekątną MXK mieli pokonać w kłusie wyciągniętym i chociaż nie oczekiwała od niego wiele, to dała mu odpowiednie pomoce do lepszego zapracowania na linii. Do końca przekątnej i powrotu na ścianę zadziałała półparadą i znowu go skróciła, w obu przejściach bardziej doceniając ich płynność niż rzeczywiste wyciągnięcie kroku. Sama musiała przyznać, że o wiele lepiej wolała jeździć z nim w kłusie zebranym, bo był zwyczajnie wygodniejszy dla niej, podobnie jak dla niego.

Sheridan - 2019-11-29, 23:26

Takich szczegółów, jak ten z ostrogami, było naprawdę sporo. Niestety nawet dostrzeżenie ich nie czyniło tej współpracy z automatu harmonijną i lekką, bo pozostawała jeszcze kwestia zgrania się, a to mógł zapewnić jedynie czas. Poprawie służyły także powtórzenia, więc gdy przyszło im po raz kolejny zmierzyć się z tymi samymi elementami, podczas których ostatnio ich współpraca się posypała, to poprawa była zauważalna.
Zamykając woltę, za sprawą Mii pozostał wygięty wokół jej wewnętrznej łydki tak, że mimo powrotu na ścianę jego przód wciąż poruszał się po drugim i trzecim śladzie, a ciało utrzymywało równy kąt zgięcia przez całą długość trwania łopatki. Zakończywszy ćwiczenie, wyprostował się w kłodzie, co być może było dobrą decyzją, biorąc pod uwagę, że był to ich pierwszy trening. Czasem lepiej zrobić mniej, a dobrze, niż na siłę błędnie powtarzać jaki schemat, za trudny na dany moment. Sheridan oczywiście radził sobie z o niebo trudniejszymi zadaniami i nie można było mu popuszczać i pozwalać, by jego lenistwo przejmowało kontrolę, ale też trudno było wymagać od Mii, by wiedziała o tym wszystkim od początku i jeszcze potrafiła temu zaradzić...
Po paru krokach kłusa wzdłuż płotków czworoboku, ponownie został zabrany na półwoltę, bezpośrednio z której rozpoczęli ciąg w kierunku ściany, tym razem nie napotykając większych przeszkód podczas wykonywania danego chodu bocznego. Ogier był w nich naprawdę dobry, jeśli tylko mu za bardzo nie popuszczać, bo sam z siebie niestety tak ambitny nie był. :lol: Wróciwszy na ścianę, kontynuował kłus zebrany aż do momentu ponownego wejścia na przekątną, gdzie Mia poprosiła go o kłus wyciągnięty. Wyczuwalnie mocniej pchnął się zadem, co pozwoliło mu na efektowniejsze wyciągnięcie chodu na skutek otworzenia się w łopatkach. Niestety, nie był to aż taki efektowny wyrzut jak u innych - wciąż bardziej podnosił nogi, aniżeli je wyciągał, mimo iż ekspresji nie można było mu odmówić. Do zebrania wrócił w miarę gładko, tylko lekko się usztywniając i podnosząc głowę, ale wystarczyło parę półparad by znowu przemielił wędzidło w pysku i odpuścił spięcie.

Mia - 2019-11-30, 16:13

Spotkawszy się ze spięciem ze strony Sheridana w trakcie powrotu do kłusa zebranego, w pierwszym odruchu wykonała serię półparad. Zjazd z przekątnej na krótką ścianę również miał jej w tym pomóc, bo w narożniku wygięła odpowiednio siwego wokół swojej wewnętrznej, lewej łydki, eliminując pozostałości po poprzednim drobnym spięciu. Przygotowała go także do zagalopowania, które miało nastąpić w A. Tam też cofnęła lekko prawą łydkę, wewnętrzną stronę mocniej obciążając i półparadą mobilizując go do przejścia w galop.
Przejechawszy drugą połowę krótkiej ściany, a następnie narożnik, już w P skręciła w lewo, postępując w tym zakręcie identycznie jak w narożniku czy ćwiartce koła. Wszystko to po to, aby po przecięciu linii środkowej w L przestawić jedną nogę za popręg, a drugą wrócić na poprzednie miejsce, wewnętrzne biodro przesuwając do przodu. Wszystkie te sygnały wykonała płynnie i zdecydowanie, w pierwszym zamyśle chcąc otrzymać w ten sposób lotną zmianę nogi. Jednak jeśli z jakiegokolwiek powodu Sheridan nie był w stanie wykonać tego ćwiczenia również za drugim podejściem, ostatecznie zrobiła to przez zwykłą zmianę. Liczyła się z tym, że nie byli zgraną parą, a przez to nie potrafili odhaczyć wszystkich zaplanowanych przez nią punktów, o czym zresztą zdążyła się już przekonać parę razy wcześniej.
Bez względu na efekt jej prób, w V skręciła w prawo, już po wyprostowaniu ogiera przygotowując się do kolejnego elementu. Tym razem miała zaplanowany ciąg w galopie, który teraz był dla niej o tyle utrudniony, że musiała go wykonać bezpośrednio ze ściany, a nie po wykonaniu wolty jak poprzednio. Wymagało to dużo więcej skupienia ze strony pary, o które zabiegała półparadami, po których odpowiednio ustawiła ogiera w kierunku przekątnej do linii środkowej, znowu pozostając dbałą, jeśli chodzi o samo wygięcie. Po tym, jak ostatni ciąg wyszedł im całkiem nieźle, pozostawała pozytywnie nastawiona do tego, zapewne i tym razem nie spotykając większych problemów, dlatego już w C skręciła w prawo, w międzyczasie chwaląc Sheridana głosowo.

Sheridan - 2019-11-30, 18:15

Zgięty łydką w kłodzie i rozluźniony na ręce, natychmiast odpuścił i przeżuł wędzidło, znowuż miękko opierając się na kontakcie i stabilizując się. To go dobrze przygotowało do mającego miejsce parę kroków dalej zagalopowania, po którym nie uciekł z ustawienia, tylko płynnie wszedł w wyższy chód z lewej nogi. W galopie było jeszcze łatwiej upilnować go w zebraniu, bo Mia, jedynie siedząc głęboko w siodle i pracując w nim biodrami, z powodzeniem była w stanie nakłonić Sheridana do tego, by pozostał skrócony i zebrany.
Nie zdążył się nawet za specjalnie rozbujać tym w galopie, skoro Mia zakręciła już na wysokości P, by w przecięciu poprosić siwka o lotną zmianę nogi. To było akurat jedno z przyjemniejszych zadań, więc bez wahania "przeskoczył" z lewej nogi na prawą, nie spóźniając się w zmianie zadem, dzięki czemu lotna była poprawna, choć mogłaby być nieco bardziej okrągła. Kwestia gustu właściwie.
Kolejno skręcił na ścianie w prawo, ale nie został na niej na długo, bo już po chwili Mia zaprosiła go do wykonania ciągu. Pozostając lekko wygiętym wokół wewnętrznej łydki, równymi skokami galopu dalej przesuwał się w przód i jednocześnie w bok, co wymagało od niego pozostania w zebraniu i niemałego skupienia. Zgodnie z ideą tego ćwiczenia, przodem nieznacznie wyprzedzał zad, dzięki czemu łatwiej było mu zachować ustawienie w kierunku ruchu, a ciąg nie tracił na płynności. Kończąc go, parsknął głośno i przyciągnął pysk do klaty, wycierając go ze spienionej śliny.

Mia - 2019-11-30, 21:24

Pocieszona tym, jak chętnie Sheridan wykonywał lotną i tym, że nie miał z tym najmniejszego problemu, nie zawahała się przed podjęciem kolejnego punktu swojego programu. Tuż po przejechaniu krótkiej ściany skręciła na krótką przekątną z M prowadzącą do E. Prowadziła go na wyrównanych wodzach, dosiadem narzucając poruszanie się po prostej linii wprost na literkę znajdującą się przed nimi. Przed przekroczeniem linii środkowej półparadą znowu upomniała się o jego uwagę, żeby w samym I powtórzyć sekwencją ze zmiany nogi. Przestawiła więc obie łydki zgrabnym ruchem, przenosząc także biodro do nowej, wewnętrznej strony. Przy tym podążyła ręką za nim, nie chcąc go zblokować i przez przypadek wytrącić go z równowagi, która była kluczowa przy tym ćwiczeniu. To samo powtórzyła przy drugiej przekątnej EF, mimo powtarzalności elementów nie wykazując znudzenia, żeby przypadkiem i ogier nie miał postąpić podobnie. Lotne były jednym z bardziej lubianych ćwiczeń ujeżdżeniowych Mii, choć całkiem niepozorne, to jednak wymagające sporych umiejętności, zarówno jeźdźca, jak i konia.
Wróciwszy na ścianę, prowadziła go dalej wzdłuż szranek przez kolejne metry, swoje skupienie poświęcając teraz utrzymaniu andaluza w wyprostowaniu. Nic w jej postawie czy pomocach nie miało sugerować spływania na boki, zarówno dobrze wyważony dosiad, jak i długość wodzy. W V skręciła na prawo celem kolejnej zmiany kierunku jazdy, naturalnie znowu z lotną po przecięciu linii środkowej, to jest w L. Dalej postępowała już według schematu, odcinek między P i B poświęcając na przygotowanie Sheridana do kolejnego ciągu. Szczęśliwie program dobiegał już końca, bo sama Mia zaczynała już odczuwać zmęczenie. Przekroczywszy B, odesłała go na ciąg w lewo, teraz najpewniej wykonując ten punkt bez żadnego kłopotu, a więc kończąc w G, gdzie wyprostowała go i poprowadziła do C, gdzie skręciła w lewo. Na sam koniec "przejazdu" pozostała im największa słabość Sheridana, jaką było wydłużenie kroku. Tym razem w tym celu Mia nie zjeżdżała już na przekątną, ale pozostała na długiej ścianie, gdzie otworzyła lekko palce, dosiadem ingerując w zaangażowanie i efektywność jego ruchu. Teraz wymagała jeszcze mniejszego wyciągnięcia przez wzgląd na jego zmęczenie, ale przede wszystkim oczekiwała otwarcia się w łopatkach i bardziej dynamicznego ruchu, a także gładkiego powrotu do zebrania przed wejściem w narożnik. Galopem zebranym wjechała w końcu na linię środkową, aby w X zatrzymać Sheridana przez pełną paradę, poprzedzoną półparadami.

Sheridan - 2019-11-30, 23:40

Uczucie znudzenia raczej mu nie groziło. Nie dostrzegał powtarzalności programu, elementy były zbyt rozciągnięte w czasie i poprzeplatane za sobą, by zauważył pewien schemat. To z kolei pomagało mu w utrzymaniu skupienia i zainteresowania pracą, co przekładało się na jej jakość.
Zabrany na krótką przekątną i uprzedzony półparadą o nadchodzącej zmianie, cofnął ucho na ułamek sekundy, po czym w odpowiedzi na przestawienie łydek i zmianę ciężaru ciała zmienił lotnie nogę. Dla jeszcze lepszej reakcji Mia mogłaby użyć ostróg, które były obowiązkowym elementem w pracy z Sheridanem i nie należało się ich bać - on po prostu potrzebował by go "czasem" szturchnąć w ten gruby bok, żeby uzyskać od niego więcej ekspresji, tak mile widzianej na czworoboku.
Równie sprawnie poradził sobie z lotną na kolejnej przekątnej, po której wrócili na ścianę i przez dłuższą chwilę galopowali wzdłuż szranek, w równowadze pokonując kolejne metry czworoboku. Praca w zebraniu była męcząca, więc mimo iż nie był to najtrudniejszy i najcięższy trening, z jakim ogier miał do czynienia, to i tak było po nim widać oznaki zmęczenia. Nie tracił jednak energii i zapału, które pozwoliły mu na płynne wykonanie ciągu w lewo tuż po tym, jak po raz kolejny zmienili kierunek ruchu.
Zakończywszy go w literze G, dalej pogalopował na prost, kołysząc ogonem w takt stawianych kroków. Dojechawszy do ściany, skręcił w lewo i po wyjściu z narożnika za namową Mii wyciągnął galop. Ze wszystkich trzech chodów, to galop wyciągał najlepiej, więc było to satysfakcjonujące przejście, bo mimo tego, że Sheridan zachował tendencję do galopu pod górkę, to wyciągnięcie było dość imponujące. Powrót do zebrania wiązał się przede wszystkim z przeniesieniem ciężaru ciała na muskularny zad, na który andaluz wycofał się z pomocą jeźdźca, bez większych zgrzytów wracając w poprzednie ramy i ustawienie.
Ostatnim krokiem było skręcenie na linię środkową, w której połowie został poproszony o zatrzymanie, wykonując je z oczekiwaną elegancją i uwagą. Oddychając przez szeroko rozwarte nozdrza, w skupieniu czekał na kolejne polecenia bądź odpoczynek, będąc gotowym zaakceptować obie wersje z równym entuzjazmem.

Mia - 2019-12-01, 01:00

Była jak najbardziej zadowolona z pracy ze Sheridanem, który ostatnim wyciągnięciem pozytywnie ją zaskoczył. O tym miała dać mu znać wraz z zatrzymaniem, po którym mogła go w końcu należycie pochwalić. Zanim jeszcze zjechała z czworoboku, pochyliła się w siodle nad nim, aby z uczuciem go poklepać po spoconej szyi i entuzjastycznie chwalić, również po tym, jak dała mu łydkę do stępa. Nie schodziła jednak od razu z czworoboku, rozstępowanie woląc przeprowadzić w jego granicach. Po takim wysiłku dała mu dobrych kilkanaście minut w stępie na luźnej wodzy, będąc na ten moment pewną, że nie groziło jej nic, bo zwyczajnie oboje nie mieli już na to energii. Upewniwszy się, że oddech konia się unormował, a on nieco wysechł (bo z założenia dalej jest sierpień pewnie :lol: ), skierowała jego kroki w stronę stajni.
/zt <3

Sheridan - 2019-12-01, 20:04

Gdy pozwolono mu ruszyć stępem swobodnym, momentalnie wyciągnął i rozprostował szyję, głośno przy tym parskając. Stępując nie tracił aktywności i bujał łbem w rytmie stawianych kroków, odpoczywając po treningu i uspokajając oddech. Wkrótce obrał z Mią kierunek powrotny do stajni. zt
Taylor - 2020-04-22, 21:59

Taylor nie do końca miała jeszcze pojęcie z jakiego typu koniem miała do czynienia, a więc w drodze na czworobok raczej nie dawała mu kredytu zaufania; wybrała więc stęp na dłuższej wodzy, utrzymując jednak kontakt, dbając o aktywny wykrok. Mocna, stabilna pozycja w siodle miała być pomocna w zachowaniu równowagi w razie, gdyby Quarantino po drodze przydarzyło się nieco odbiec od założeń rozstępowania, a zamknięte uda i miednica wraz z napiętym brzuchem pozwalały nieco lepiej kontrolować sytuację w przypadku ewentualnych prób przyspieszania. Mimo, że ostatnim razem analogia nie do końca była dla sześciolatka czytelna, to także tutaj stosowała się do założenia, że im bardziej przewidywalne i przyjemne zachowanie siwek prezentował, tym więcej swobody mu oferowała. Gdyby także tym razem miał ochotę zatrzymywać się raz na kilka czy kilkanaście metrów, nie spinała się od razu - wręcz przeciwnie, ze spokojem starała się na powrót narzucić stęp, w razie potrzeby działanie łydki wspierając użyciem ostróg, zaokrąglonych, a więc raczej łagodnych.
Quarantino - 2020-04-23, 22:05

Nie dawanie mu pełnego kredytu zaufania było w pełni logiczne, chociaż tym razem spacer na czworobok przebiegł raczej spokojnie. Quarantino bardzo energicznie maszerował przed siebie, swobodnie bujając przy tym głową. Co jakiś czas rozejrzał się tylko na boki, jeśli coś go rzeczywiście zainteresowało, a raz pokusił się o przywitanie z widzianym z daleka kolegą. Wydarł się przy tym strasznie, ale na tym się skończyło, dalej jakby nigdy nic kontynuując stęp.
Ogólnie bliżej mu było do zakłusowania, niż do powłóczenia nogami, ale Taylor nie powinna mieć wrażenia, że siedzi na tykającej bombie. Sam z siebie nie próbował zmienić chodu, choć otrzymawszy lekką zachętę, zapewne by to zrobił.

Taylor - 2020-04-30, 10:20

Nadpobudliwość sześciolatka też nie wzbudziła w Taylor specjalnego niepokoju - korzystając z tego, że sam nie próbował przechodzić do wyższego chodu, postępowała go chwilę po czworoboku. Nie miała na dzisiejszy trening bardzo ambitnych planów, chcąc przede wszystkim zapoznać się z Quarantino. Pierwsze obserwacje pozwoliły jej wysunąć nieśmiały wniosek, że nie będzie koniem którego bardzo trudno będzie znudzić - z tego względu nie do końca chciała iść tym samym trybem treningu z którego korzystała w przypadku pozostałych podopiecznych. Kilka czy kilkanaście minut stępa na długiej wodzy zakończyło się więc bardzo delikatnym skróceniem wodzy - w zasadzie nadal były raczej dłuższe niż krótsze, a tym, na czym Taylor zależało najbardziej, był subtelny ale odpowiednio elastyczny kontakt. Właśnie na tej długości wodzy zakłusowała, na razie nie oczekując tak naprawdę niczego poza jednostajnym, równym tempem, które pomogła nadać odpowiednio rytmicznym anglezowaniem. Moment takiego bardziej swobodnego kłusa był dla siwego czasem na uporanie się z pierwszą falą energii i wyrzucenie nadmiaru emocji - niskie wymagania Taylor uczyniły tą pracę bardzo niezobowiązującą i, jak miała nadzieję, całkiem przyjemną.
Quarantino - 2020-05-04, 00:00

Podczas tych kilkunastu minut stępa ogier nie tracił swojego zapału. Był ożywiony i zaciekawiony wszystkim dookoła, co skrupulatnie okazywał. Rozglądał się na boki, lawirował uszami i łapał zapachy unoszące się w powietrzu. Bo skoro dostał sporo swobody, to aż grzech było z niej nie skorzystać! Nie robił jednak niczego, co mogłoby faktycznie zaniepokoić lub rozzłościć amazonkę. Ot, był głupio nieszkodliwy, nie mając żadnych powodów, by próbować zrobić blondynce na przekór. Dopiero na podebranie wodzy zwrócił większą uwagę, choć to również była krótkotrwała reakcja. Ot, cofnął prawe ucho i chwilę się zastanowił, by zaraz zgodnie z wolą amazonki zakłusować. Przejście wykonał od pierwszego impulsu, choć o jego stronie technicznej lepiej teraz nie rozmawiać. Trzeba jednak przyznać, że w dalszym ciągu oferowana mu swoboda, bardzo pasowała siwemu. Poruszał się energicznie, sprężyście odbijając od podłoża wraz z każdym krokiem. Nie pędził na oślep, ani nie próbował znacząco zwalniać, utrzymując póki co jednakowe tempo. Głowę niósł swobodnie i choć na początku przez chwilę skupił się na tym, co dzieję się w siodle, to zaraz znowu zaczął wypływać myślami poza czworobok.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group