El Dorado - 2016-06-13, 14:25 Kary na początku nie interesował się korytarzem, jedynie chodził dookoła areny oglądając sobie wszystko dookoła. Dopiero kiedy kobieta naprowadziła go na na prawidłowy tor zaczął bardziej interesować się ustawionymi przeszkodami. Podchodził do nich z lekkim dystansem, dokładnie je oglądając. Tu coś trącił nosem, tu kopytem, ale nie wyglądał na specjalnie skorego do skakania. Nawet jeśli korytarz nie był specjalnie trudny. Odkłusował kawałek, by zaraz kłusem wejść w korytarz. Po trzech fulach przeszedł przez drąg, by po chwili przeskoczyć przez kopertę. Po niej kolejne trzy fule i następna koperta. Niczego nie strącił, ani nie zepsuł i cały czas poruszał się żywym kłusem. Po wyjściu z korytarza przeszedł na moment do galopu, strzelając baranka.Krakatau - 2016-06-13, 18:12
Anais napisał/a:
...
W przypadku Krakataua bat był wręcz wymagany, jako że Cremello miał tendencję do przysypiania. Jak na razie utrzymywał jednak przyzwoite tempo, co spowodowane było głównie dłuższym staniem w boksie i chęcią pozbycia się nagromadzonej energii. Proces rozluźniania trwał u niego długo, aczkolwiek Krak po pewnym czasie delikatnie zaczął opuszczać mordkę i uwypuklać grzbiet. Na możliwość przejścia w kłus również zareagował ochoczo, szybko przechodząc w wyższy chód. Początkowo nieco spieszył, ale wraz z kolejnymi okrążeniami wyciszał się i zwalniał. Pomimo tego, osiągnięcie rozluźnienia było znacznie trudniejsze niżeli w stępie. Achał biegł po okręgu, głowę niosąc wysoko, aktywnie pracując wszystkimi kończynami. Pomimo zaangażowania w kłus, jego kroczki były raczej krótkie i urywane, a kopytny nie przykładał się do osiągnięcia jak najlepszej jakości chodu. Dopiero po dłuższym czasie nieznacznie wydłużył swój wykrok, nabierając przy tym większej płynności i ponownie zaczął zniżać jasną szyję. Jedno ucho nieustannie odchylał w kierunku Anais, będąc przygotowanym na różnorakie polecenia płynące z jej strony. Jednocześnie bacznie obserwował ją bystrym okiem, nie ufając jej na tyle żeby zostawić ją bez jakiejkolwiek kontroli. Na odpowiedni sygnał wrócił z powrotem do stępa i przywołany podszedł do kobiety. Cierpliwie poczekał, aż ta przepnie mu lonże i posłusznie wrócił na koło. W dalszym ciągu żwawo stępował, co jakiś czas cicho parskając. Głową swobodnie bujał na boki, dopiero teraz rozluźniając się i widocznie wyciągając ku ziemi szyję. Ponowne zakłusowanie odbyło się bez większych zgrzytów, a Krak postanowił zrobić powtórkę z rozrywki. Początkowo drobił, by następnie zacząć przyjmować lepsze, przyjemniejsze dla oka ustawienie. Na koniec zgodnie z założeniem wrócił do stępa, oczekując od kobiety dalszych poleceń.Anais - 2016-06-14, 20:29 Po około minucie luźnego, lecz aktywnego stępowania ciemnowłosa poprosiła ogiera zatrzymanie. Wówczas zerknęła przelotnie w kierunku przygotowanego przez stajennych korytarza. Wyglądał dokładnie tak, jak go sobie wyobrażała dlatego skinieniem głowy podziękowała mężczyznom. Poprosiła ich również o to, by jeszcze nie odchodzili bowiem będzie potrzebować ich pomocy w modyfikowaniu toru. Kobieta podeszła do kopytnego i w ramach nagrody pogładziła jego długą szyję, a w chwilę później wprowadziła go w korytarz. Jako pierwsza przeszkoda stała niewielka koperta, która była raczej przygotowaniem i swoistą wskazówką niżeli prawdziwą przeszkodą. Kolejno stał szereg stacjonat, pomiędzy którymi były około trzy foule przerwy, ich wysokości prezentowały się tak - 70 cm, 75 cm i 80 cm. Na początek chciała sprawdzić jak ogier poradzi sobie z tymi niezbyt wysokimi przeszkodami i zobaczyć jego technikę oraz zaangażowanie. Później poziom trudności będzie stopniowo wzrastał. Na szarym końcu korytarza stała druga koperta. Brunetka cofnęła się odrobinę, by nie przeszkadzać kopytnemu, ale również aby wskazać mu kierunek lub zachęcić do pokonania przeszkód, gdyby ten się zagubił. Jeśli kopytny poradził sobie z takim ustawieniem, kiedy tylko wyszedł z korytarza dziewczyna podeszła do niego i ponownie pochwaliła, by wzmocnić w nim pożądane zachowanie. Jednak gdyby coś poszło nie tak, dziewczyna raz jeszcze wpuściła konia w ten sam korytarz, by spróbował jeszcze raz.
//Wybacz, wena się mnie nie trzyma :/Nicol Illas - 2016-06-14, 22:42 Pamiętała, o pochwałach głosowych dla ogiera. Nie chciała przesadzać, ale także nie olewać go w końcu, spisywał się doskonale <3 Małe kare diablątko, mimo widocznych drobnych oporów, karosz bez trudu pokonał korytarz. Dlatego dla pewności, wpuściła go jeszcze raz w niego, by ostatecznie wraz ze stajennymi przerobić go, drugi raz. Tym razem, składał się z czterech kopert o wysokości 40cm na zasadzie: skok-wyskok. Wymagało to od ogiera, skupienia, zaangażowanie i myślenia, bo musiał odpowiednio skrócić krok, by się zmieścić między przeszkodami. Kiedy było gotowe, popędziła ogiera do kłusa, wpuszczając go w korytarz.El Dorado - 2016-06-14, 22:52 Pokonał korytarz po raz drugi, po czym odbiegł kawałek, kiedy ludzie nieco zmieniali jego ustawienie. Z daleka przyglądał się ich poczynaniom, w międzyczasie węsząc przy ziemi jakby było tam cokolwiek ciekawego.
Kiedy wszystko było gotowe ogier z powrotem przeszedł do kłusa i wszedł w korytarz tym razem wykonując skok, lądując i po chwili znowu wzbijając się w górę. Wszystko miał dobrze poukładane w głowie, więc wiedział kiedy wyskoczyć bez psucia całego korytarza. Nie chciał też poobijać sobie nóg i przy okazji czegoś zrobić. Tym bardziej na takich niskich przeszkodach, które dla niego powinny być niczym. Skończył korytarz bez problemów i z powrotem wybiegł na wolną przestrzeń, ponownie zakręcając i wchodząc w niego drugi raz. Zrobił to sam z siebie bo nawet mu się to spodobało. Lubił skakać, a teraz miał idealną okazję by się wyszaleć. Po drugiej turze zwolnił do stępa i parsknął krótko.Nicol Illas - 2016-06-15, 13:27 Obserwowała czujnie jego ruchy, technikę i to jak się zachowywał. W końcu do tej pory, robiła to tylko z siodła, a teraz miała doskonałą okazję do tego. Zaśmiała się z delikatnej samowolki ogiera, kiedy przebiegł go dwa razy, znów przebudowała korytarz. Tym razem po wejściu w niego, od razu stała koperta (ta z poprzedniego biegu), potem 4 foule, drąg i stacjonata 50. Po skończeniu ustawienia korytarza, wpuściła znów ogiera w niego - kłusem ! W środku, sam musiał dostosować się.Raynard - 2016-06-15, 13:44 Po przejeździe z Lopin nie miał dość czasu, by osobiście zająć się rozgrzaniem Devil's Advocate... Szczególnie, że lista zawodników była dość krótka i przejazdy błyskawiczne. Powierzył więc rozstępowanie i rozciągnięcie ogiera komuś innemu. Tuż przed startem przywitał się ze srokaczem, wskoczył na jego grzbiet, stępem doprowadził do korytarza startowego... Po sygnale do startu od razu przyłożył łydki do jego boków, wychylił się w przód.
Skupił się na tym, co uznał za najważniejsze - rozpędzeniem się i zyskaniem dobrego czasu w dojeździe do pierwszej beczki. Zagłuszył niepokojące myśli o ryzyku, z jakim ten przejazd mógł się wiązać... Nie znał możliwości srokacza, koń mógł być skonfundowany nagłą zmianą jeźdźca, a on, Ray, zbyt stanowczy lub zbyt lekki w pomocach. Tuż przed wjazdem w pierwszy łuk przysiadł w siodle, unosząc dłoń z wodzami. Od razu jego łydki podyktowały odpowiednie wygięcie, na początek raczej szerszy łuk z utrzymanym bezpiecznym dystansem do beczki. Ot, na wybadanie możliwości Diabelca. Wyglądało na to, że taki zakręt nie jest dla niego problemem, więc mężczyzna postanowił utrudnić mu trochę przy drugiej beczce. Gdy tylko ponownie pojawili się na prostej, zacmokał, przeniósł ciężar na przody, zachęcając wierzchowca do przyspieszenia, wyciągnięcia się. Skorygował jego tempo tuż przed wejściem w łuk i poprowadził rudego zaraz obok beczki, mając zamiar poszerzyć trochę łuk przy wyjeździe na prostą. Odbicie do zewnątrz okazało się jednak trudniejsze niż mu się wydawało. Poczuł, jak równowaga działających na nich sił zanika, zaburza się. Czyżby przesadził? Nagła utrata równowagi zmusiła go do wypuszczenia nóg ze strzemion i ewakuowania się na ziemię, tuż obok beczki. Nie chciał poczuć ciężaru ogiera na swojej nodze czy boku. To na pewno nic przyjemnego...
Podniósł się z ziemi i od razu ruszył w stronę painta, przemawiając doń uspokajająco i starając się uchwycić wodze. Gdy tylko udało mu się go złapać, począł masować jego szyję. Uspokoił swój własny oddech, mając nadzieję, że jego emocje udzielą się Devilowi. Sprowadził go oczywiście na rozprężalnię, gdzie sprawdził, czy nie doszło do żadnej kontuzji i gdzie chwilę pooprowadzał łaciaka.Anonymous - 2016-06-15, 16:00 Ogier przez dłuższy czas miał przerwę od brania udziału w jakichkolwiek zawodach, nic dziwnego więc, że dzisiejszego dnia strasznie denerwował się przed startem. Osoba która miała go rozstępować na początku w ogóle nie dawała sobie z nim rady. Mimo, że był on zwykle spokojny to teraz zachowywał się jak prawdziwy diabeł. Przynajmniej do czasu, aż nie spuścił z siebie zbędnego nadmiaru energii. Uspokoił w końcu swoje nerwy, więc gdy przyszedł do niego mężczyzna który miał na nim startować zachowywał się już spokojniej. Odprowadzony do korytarza cały czas miał cofnięte do tyłu uszy, czekając na sygnał. Gdy ten nastąpił ruszył galopem przed siebie.
Galopował wprost do pierwszej beczki, skupiając się na powierzonym mu zadaniu. Robił już to wcześniej, więc wiedział czego od niego oczekiwano. Jednak wiedział, że zawsze coś może pójść nie po jego myśli. Tym bardziej, że miał na sobie nieznanego jeźdźca. Jednak ten nie zachowywał się wobec niego brutalnie, ani nie za lekko, więc wiedział co od niego chciał. Wszedł sprawnie w pierwszy łuk. Szeroki, z daleka od beczki, żeby przypadkiem w nią nie wpaść. Wygiął się odpowiednio manewrując swoim ciałem, żeby nie wywrócić się już na samym początku. Wcześniejsza rozgrzewka dobrze zadziałała na jego mięśnie, które dzięki rozgrzaniu współpracowały z resztą ciała. Dalej poruszając się galopem znalazł się przy drugiej beczce, gdzie jeździec nieco utrudnił mu zadanie. Przyspieszył jeszcze bardziej, wyciągając swoje ciało jak najbardziej do przodu. Dopiero przed wejściem w łuk minimalnie zwolnił. Jednak coś tym razem poszło nie tak, bo w samym zakręcie stracił równowagę i przewrócił się na bok. Nie tego się spodziewał, ale najwyraźniej zbyt długa przerwa zrobiła swoje. Szybko podniósł się na równe nogi i otrzepał z piasku, pokazując tym samym, że nic mu się nie stało. Nie połamał sobie nóg, ani nic. Nawet Raynard zdążył się ewakuować, więc obydwoje byli cali. Potrząsnął łbem i zaczął chodzić po całej arenie, kuląc po sobie uszy. Taki wstyd. Kątem oka zauważył, że mężczyzna zdążył się podnieść, więc łaskawie poczekał aż go złapie. Uprzednio trochę przed nim uciekając. Musiał pokazać swoje humorki. Szybko mu jednak przeszło i dał się wyprowadzić na rozprężalnię. Nie utykał ani nic, tylko trochę się obił, więc powinien przeżyć.El Dorado - 2016-06-15, 16:09 Ogier ponownie kłusem wbiegł w korytarz od razu przeskakując stojącą na samym przodzie kopertę. Odbił się w prawidłowym miejscu, po czym bez problemów przeleciał na drugą stronę. Cztery fule i kolejna, przeszkoda tym razem pięćdziesięcio centymetrowa stacjonata oraz jeden drąg leżący przed nią. Kary był dość wysokim koniem, jak na swoją rasę, więc musiał uważać żeby przypadkiem nie wpaść w którąś z przeszkód ani nie potknąć się o drąga. Nadal kłusując przeszedł przez leżącego na ziemi drąga i wybił się do góry, zaraz wybiegając z korytarza. Zarzucił łbem na bok, po chwili zawracając z powrotem w kierunku swojej właścicielki.Rising Sun - 2016-06-15, 18:51 Poproszony o przejście do nieco wolniejszego galopu chętnie poddał się wskazówkom jeźdźca i płynnie zwolnił do wyznaczonego przez Raynarda tempa. Kontynuował galop na wprost siebie, pewnie stawiając foulee za foulee, co rusz parskając przy tym jak najęty. Wprowadzony pomiędzy pachołki raźno nastawił swoje jasne radary i ze skupieniem godnym sportowca poruszał się po slalomie, wsłuchany w jeźdźca spełniając wszystkie przekazywane przez niego polecenia. Z początku wychodziło mu to nieco koślawo, ale z każdą kolejną zmianą nogi robił się bardziej giętki i elastyczny, dzięki czemu z łatwością wpisywał się w kolejne ciasne łuki. Zwolnił nawet nieco bardziej, dla własnej wygody, a kiedy jeździec poprosił o przejście do stępa, z ulgą wykonał polecenie, wyraźnie chętny na moment oddechu. Nie dekoncentrował się jednak – wciąż wyczekiwał nawet najmniejszego polecenia, które zamierzał spełnić z całkowitym zaangażowaniem.
Po kilku chwilach jego oddech całkowicie się wyrównał, a jeździec musiał zwrócić na to uwagę – dokładnie wtedy poprosił bowiem o przejście w galop, które Izabel wykonał bardzo sprawnie i płynnie, podobnie jak ósemkę, na którą wprowadził go Brodacz. Cały czas skupiony, z nastawionymi uszami mijał kolejne pachołki, ładnie wpisując się przy tym w ciasne łuki, do których zdążył już nieco przywyknąć. Przyspieszył nieco podczas kolejnego powtórzenia i również tym razem ćwiczenie nie sprawiło mu większych problemów. Ostatnia powtórka ósemki była dla Quartera małym wyzwaniem, ale i tym razem udało mu się sprostać oczekiwaniom jeźdźca. Dzięki jego zapobiegawczym, wcześniejszym sygnałom ładnie zmieniał nogi w odpowiednich momentach i chętnie przyspieszał na przekątnych, raz po raz głośno przy tym prychając – zupełnie jakby był to nieodłączny element przejazdu. I choć ćwiczeniu mogło brakować odrobiny precyzji, spowodowanej z pewnością zastaniem się ogiera, to jednak jak na pierwszy raz pod nowym jeźdźcem i w nowym miejscu, prezentował swoje możliwości naprawdę w stu procentach. Sprowadzony na bok chętnie wykorzystał stęp na złapanie oddechu. Jego ciało pieniło się już w niektórych miejscach, a żyły na brzuchu i nogach nieco się uwypukliły. Nie znaczyło to jednak, że Izabel zamierzał rezygnować czy buntować się przed kolejnymi wyzwaniami, które być może szykował dla niego jeździec i o których przekonał się, gdy podeszli do beczek. Bacznie przyglądał się ich kolorze, wysokości – bardziej z zainteresowania aniżeli jakiegokolwiek strachu. Zarejestrował każdy, nawet najmniejszy szczegół stojących „dziwolągów” aby w chwilę później płynnie przejść do galopu. Domyślał się już co się szykuje i tym chętniej parł przed siebie, nie mogąc już doczekać się szybkiego przejazdu.
Sprawnym, szybkim tempem wpisał się w łuk wokół pierwszej beczki, ograniczany przez jeźdźca idąc dokładnie po takiej ścieżce, jakiej ten sobie życzył. Dość ciasny zakręt nie sprawił mu problemu po porządnej rozgrzewce i dzięki temu już w chwilę później wyszli na prostą bez dotknięcia „rozbudowanego pachołka”. Zmienił sprawnie nogę i puścił się biegiem w stronę drugiej beczki, chętnie prąc przed siebie wydłużonym galopem. Stulił uszy w momencie, w którym niemalże dotknęli nieszczęsnego przedmiotu, ale kilka sekund później ponownie nastawił je przed siebie, głono przy tym parskając. Po wyjściu z łuku chętnie przyspieszył i wprawnie wyminął ostatnią z beczek, zaraz po tym znów przechodząc w szybki, aktywny galop, w którym kontynuował jeszcze poza tą krótką trasą. Kolejne powtórzenia wyszły bardzo podobnie do tego, choć tym razem udało się niczego nie dotknąć i wpisywać w coraz ciaśniejsze łuki.
Pod koniec wszelkich ćwiczeń Rising był już nieźle zmęczony – choć przy tym bardzo usatysfakcjonowany. Z ulgą przyjął zatrzymanie się, zeskoczenie jeźdźca z jego grzbietu i raźno chodził przy jego boku, doskonale zdając sobie sprawę z zakończenia treningu. Chętnie przyjmował także wszelkie pochwały ze strony Raynarda, a kiedy ten postanowił zakończyć trening, wraz z nim udał się do stajni, będąc przy tym wdzięczny za możliwość rozruszania kości.
Zt.Nicol Illas - 2016-06-15, 21:57 Karosz był jej ideałem <3 Za równo walet jak i zalet, miał w sobie wszystko to, co powinien mieć. W doskonałym stylu skakał, poruszał się, no i nie zapominajmy, że miał urzekający charakter. Kiedy do niego podszedł, poklepała go po szyi.
-Brawo El Dorado. - powiedziała do niego. Zaraz ponownie, wpuszczając w ten sam korytarz. Kiedy skończył, nadszedł czas na kolejne przeróbki. Obserwowała ogiera, co by nie było, że całkowicie go olała, podczas poprawiania korytarza. Tym razem koperta urosła do 50cm, na 4 foule i znowu na ziemi, leżał drąg -> stacjonata 50. Kolejne 4 foule i stacjonata 60cm, kiedy wszystko było gotowe, ponownie wpuściła ogiera do niego w kłusie.El Dorado - 2016-06-15, 22:50 Parsknął krótko, ocierając się łbem o jej ramie. Był z siebie zadowolony, a jej pochwały sprawiały, że chciał się starać jeszcze bardziej. Odszedł od niej stępem, po czym przed samym wejściem w korytarz przeszedł do kłusa. Ponownie pokonanie go nie sprawiło mu żadnego problemu, więc w jednym kawałku wybiegł z drugiej strony. Zwolnił do energicznego stępa i potrząsnął łbem, przerzucając swoją grzywę z jednej strony szyi na drugą. W tym samym czasie korytarz przechodził kolejną metamorfozę, więc nie wbiegał w niego pędząc na łeb na szyję tylko najpierw oglądał, żeby wiedzieć czego się spodziewać. Dopiero po dokładnych oględzinach kłusem wyjechał łuk, żeby prosto wejść w korytarz. Odbił się od ziemi przeskakując kopertę i po przejściu drąga znowu oderwał się od podłoża przeskakując stacjonatę. Cztery fule i ostatnia stacjonata z którą poszło mu tak samo jak z poprzednią. Po lądowaniu przegalopował kilka ful, po czym przeszedł z powrotem do kłusa.Krakatau - 2016-06-17, 12:36 Kątem oka obserwował poczynania pracowników Orchardu, nie do końca wiedząc co kombinują. Niedługo potem sytuacja stała się jasna, a widok ustawionych przeszkód sprawił, że Krak nieco się ożywił i podekscytował. Nie okazywał tego jednak równie mocno, co robiły to co poniektóre konie. On jedynie nastawił uszyska na sztorc, wyprostował się i z uwagą wlepił spojrzenie w kolorowe drążki. Pozostawał jednak pod prowadzeniem i bez najmniejszego problemu pozwolił Anais na wprowadzenie się w korytarz. Do pokonania przeszkód potrzebował małej zachęty, ale w tej kwestii wystarczył nieznaczny ruch batem czy końcem loży. Zaraz po tym geście wystartował sprężystym kłusem przed siebie, niewiele robiąc sobie z wysokości przeszkód. Śmiem twierdzić, że traktował je nieco lekceważąco. Nie miało to jednak przełożenia na technikę jego skoków i zaangażowanie, które w dalszym ciągu utrzymywało się na wyżynach.
Kopertę przeskoczył trochę od niechcenia, nieznacznie unosząc nogi do góry. Wylądowawszy jednak, ruszył miękkim galopem, z uniesioną do góry głową przyglądając się stacjonatom. Wszystkie trzy przeskoczył niemalże identycznie, lekko i przyjemnie dla oka. Nie wymagały od niego zbyt wielkiego wysiłku, dlatego Krakatau nie przepracowywał się i pokonywał je po najmniejszej linii oporu. Z pewnością wraz ze wzrostem wysokości, wszystko nabierze rozpędu, a on będzie mógł pokazać maksimum swoich możliwości.
Po przeskoczeniu kończącej szereg koperty, wrócił do kłusa i lekko machnął łbem. Przebieg jeszcze kawałek, by wrócić do stępa i cicho parsknąć.Nicol Illas - 2016-06-19, 18:44 No jasne, nie ma jak wytrzeć się w właścicielkę No przynajmniej, oboje byli zadowoleni. Dobrze myślący konik <3 Gdzie takie, uchowali teraz? Po raz drugi, puściła ogiera w korytarz na ten sam układ. Dopiero potem, ponownie go zmieniając. Koperta zamieniła się ostatecznie w stacjonatę 50, 4 foule drąg -> stacjonata 60, 5 foule i kolejna stacjonata 70. Karosz kolejne x2 razy został w niego wpuszczony, jedynie, że nie w kłusie, a od razu w galopie. Kiedy go dwa razy pokonał, korytarz po raz kolejny, przeszedł metamorfozę. Na razie wyglądał ubogo, bo na starcie stała stacjonata 50, 5 foule takich większych i okser 60x70. Kiedy byli gotowi, kobieta po raz pierwszy, wpuściła ogiera do środka.El Dorado - 2016-06-19, 18:58 Wkłusował w korytarz dwa razy, za każdym razem pokonując ustawione w nim przeszkody bez żadnych problemów. Po wyjściu z powrotem na otwartą przestrzeń podrzucił zadem do góry, dając upust swojej energii. Dopiero po tym zwolnił do stępa, kręcąc się przy ogrodzeniu. Na moment stracił zainteresowanie korytarzem i tym co się z nim dzieje, więc Nicol musiała go z powrotem pogonić do roboty, jeśli chciała, żeby skupił się na pracy. Pogoniony przeszedł od razu do galopu i wbiegł w ustawiony korytarz. Trzy ustawione w nim stacjonaty nie były dla niego czymś wymagającym, więc odbijał się w odpowiednim miejscu i lądował po drugiej stronie, odpowiednio korygując swoje tempo, żeby przypadkiem w którąś nie wpaść. Przegalopował tak dwa razy, za każdym razem wybijając się nad przeszkodami jakby miały ze dwa metry.
Po tym korytarz przeszedł kolejną metamorfozę, a on po uprzednim zapoznaniu się ze zmianami z powrotem ruszył do niego galopem. Stacjonata oraz okser i koniec. Po wyjściu zwolnił do kłusa, a dopiero po tym do stępa, przemielając wędzidło w pysku.