To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Naomi Eaton - 2016-01-02, 17:52

Hayley napisał/a:
Posłusznie umiejscowiłam dłonie na biodrach w skupieniu przygryzając lekko dolną wargę. W ten sposób rzeczywiście było łatwiej wyczuć własne ruchy, przez co zdecydowanie poczułam się lepiej. Chód konia przyjmowałam swoim ciałem bardzo dobrze. W zgodzie z jego ruchami podążałam do przodu i do tyłu, jednak dopiero uwaga instruktorki na temat sposobu siedzenia poprawiła pozycję mojego ciała. Przeniosłam się bardziej na środek siodła, podciągnęłam pod siebie tyłek, niwelując wrażenie tzw. kaczego kupra, a później przesunęłam się bardziej w przód rzeczywiście zaczynając znacznie bardziej otwierać się w biodrach. Gdyby przeanalizować to odrobinę głębiej siedziałam na trzech kościach: kości łonowej oraz dwóch kulszowych. Doszłam do tego w ciągu kilku następnych minut, kiedy najpierw zaczynając siedzieć wyłącznie na kroczu czułam najzwyklejszy w świecie dyskomfort, a na samym tyłku było źle, co zauważyła instruktorka. W obecnej pozycji czułam się znacznie bardziej stabilnie dopiero teraz uzmysławiając sobie, że naprawdę siedzę w siodle, a nie tylko na siodle. Ten ruch także pomógł moim nogom. Łydki mechanicznie przesunęły się do tyłu, całkiem luźno opadając na boki konia, a ja poczułam na swojej skórze jego ciepło. Dzięki mojemu doświadczeniu w tańcu miałam też duże wyczucie partnera. Właśnie dlatego szybko zorientowałam się, że moje biodra zmieniły sposób poruszania się. Niemal z zaskoczeniem przyjęłam fakt, że biodrami zaczęłam poruszać naprzemiennie, zgodnie z rytmem kroków konia. Zupełnie jakbym szła razem z nim, wysuwając do przodu raz prawe, raz lewe biodro. To nie były ruchy dostrzegalne dla osoby stojącej tylko po jednej stronie konia, ale ja czułam znaczną różnicę w tym co właśnie się działo z moim ciałem. Dodało mi to pewności siebie.
Oderwałam ręce od ciała naprzemiennie zaczynając zataczać nimi koła w powietrzu. Później przypominając sobie ćwiczenia ze szkolnych wf-ów wykonałam krążenie obiema rękami w przód, tył, później skupiłam się tylko na lewej w ten sam sposób i analogicznie prawej, a na końcu wykonałam kilka skrętów. Wyczulona na polecenia Naomi odchyliłam się w tył dotykając nasady ogona prawą i lewą ręką. Nogi dzięki moim poprzednim wnioskom nie powędrowały za bardzo do przodu, właściwie ich pozycja zmieniła się zaledwie kilka milimetrów.


Zmiany zachodzące w sylwetce i postawie Hayley były nie tylko wyczuwalne dla niej, ale też zauważalne dla Naomi, co przyjęła wręcz z zadowoleniem, Dziewczyna najwyraźniej musiała być utalentowana w innym sporcie, opierającym się na równowadze i poczuciu rytmu. Jak podejrzewała, był to właśnie taniec lub gimnastyka artystyczna; niemniej zachowała te przypuszczenia dla siebie, na ten moment woląc się skupić na dalszym kierunkowaniu Hayley w dobrą stronę.
- Teraz dosięgnij lewą ręką palców prawej stopy, a później prawą ręką palców lewej - poprosiła, w trakcie wykonywania ćwiczenia przykładając wagę do tego, by blondynka nie pomagała sobie poprzez podciąganie nogi do góry, chociażby odruchowo. To ćwiczenie głównie miało na celu oswojenie początkującego jeźdźca z koniem i pomoc w nabraniu pewności siebie. Wiele osób miało po prostu problem z pochyleniem się, bowiem wydawało im się, że lada moment spadną - zadaniem Naomi było pokazanie, że wcale nic takiego nie musi mieć miejsca. Dostała do pracy dobrego konia, jego regularny, miękki chód zdecydowanie ułatwiał zadanie, jako że nie wytrącał jeźdźca z rytmu.
Kolejnym poleceniem było stanięcie w strzemionach i utrzymanie się w tej pozycji, z rękoma na biodrach. Poleciła Hayley wypchnięcie miednicy do przodu oraz cofnięcie łopatek, co pomagało w stabilizacji całego ciała, oczywiście pod warunkiem zachowania solidnego oparcia w strzemionach, o czym także wspomniała.

Hayley - 2016-01-02, 18:35

Właściwie pole dance łączyło zarówno elementy tańca, jak i gimnastyki, jednakże nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłoby to mieć jakikolwiek wpływ na jazdę konną. Starając się wczuwać w spokojny ruch konia, szukałam przede wszystkim przyjemności. Zbyt słaba wiedza na temat jeździectwa nie pozwalała mi bowiem szukać możliwości samodoskonalenia się, ale nie zmieniało to faktu, że wciąż bardzo mocno nastawiałam się na odbiór wszystkiego co tylko dało się wynieść z pierwszej jazdy.
Słysząc polecenie instruktorki nie zastanawiałam się zbyt wiele. Nie miałam wprawdzie tak dużego zaufania jak do swoich instruktorów tańca, jednak nauczona byłam jednej z podstawowych zasad każdego sportu: posłuszeństwa względem instruktora czy trenera. Tak jak prosiła dziewczyna nachyliłam się nad koniem przytrzymując się wolną ręką siodła. Lewą dłoń skierowałam na prawą stronę konia i powoli zaczęłam opuszczać się do palców. Nie czułam się pewnie wykonując to polecenie. Nigdy wcześniej nie współpracowałam z żywą istotą, która naprawdę mogła zrobić wszystko w tej sytuacji. Kurczowo zaciskając palce na przednim łęku w końcu dotknęłam wierzchołka buta i przekrzywiłam się na drugą stronę robiąc dokładnie to samo. Później ośmieliłam się już bardziej. Próbując wstać w strzemionach nogi poszły mi do przodu, a ja opadłam na grzbiet konia szukając przyczyny problemu z utrzymaniem się na górze. Ponowiłam próbę, wciąż utrzymując dłonie na biodrach. Starając się opierać mocno na strzemionach próbowałam nie dopuścić do całkowitego rozprostowania nogi, ale znów opadłam bez żadnego skutku na siodło. Wykonanie tego ćwiczenia zajęło mi dobre pięć minut nieustannych prób i błędów. W końcu jednak zrozumiałam na czym to polega, choć wciąż musiałam mocno skupiać się nad tym co robię.

Friskey Whiskey - 2016-01-02, 22:36

Zachowując nieprawdopodobny spokój jak na konia o dość żywiołowej naturze, kroczył z lekko opuszczoną głową przed siebie, na swoim grzbiecie odczuwając każdy pojedynczy ruch ze strony blondynki. Przesuwające się biodra i współgrające z poruszającym się kręgosłupem przynosiły komfort i pozwalały się rozluźnić ogierowi, który samoistnie podniósł i skrócił swoją sylwetkę, zadem aktywniej wkraczając pod kłodę.
Strzygąc uszami, jedno z nich skierował ku tyłowi, gdy tylko równowaga Hayley została zachwiana podczas wykonywania następnego ćwiczenia. Wydając z siebie głośnie parsknięcie, zamiótł krótko ogonem w powietrzu, spojrzenie skupiając teraz na Naomi.

Naomi Eaton - 2016-01-03, 12:28

Gdy dziewczynie udało się wykonać ćwiczenie po kilku nieudanych próbach, została poproszona o wytrzymanie w tej pozycji najdłużej, jak potrafiła. Po dwóch pełnych okrążeniach instruktorka zatrzymała siwka, aby podejść do niego i wreszcie skorzystać z wypięcia. Zarazem przepięła także lonżę, by zmienić kierunek, w którym dotąd poruszał się koń. Nie wypięła go mocno - tylko na tyle, by zachęcić go do niesienia łba na wysokości kłębu oraz do uniesienia grzbietu. Odesłała Friskasa z powrotem na koło i powróciła uwagą do Hayley.
Kolejno przeszły do próby anglezowania, póki co w stępie; tuż po tym, jak wyjaśniła dwudziestolatce czym to anglezowanie właściwie jest i jak wygląda, zachęciła ją do spróbowania. Na "raz" miała wstać i niemal od razu usiąść z powrotem w siodle, z czasem samodzielnie chwytając wyznaczony przez Naomi rytm.
Kolejnym krokiem było już zakłusowanie, więc tuż po uprzedzeniu o tym Hayley i umożliwieniu jej przytrzymania się jedną ręką przedniego łęku (tylko na początku, aż sama dostrzeże, że z rękami na biodrach wciąż jest wygodniej), poprosiła Friskiego o ruszenie kłusem. Od początku pilnując równego i umiarkowanie aktywnego kroku, zagwarantowała Hayley dobre podstawy do odnalezienia równowagi oraz rytmu. Oczywiście nie zostawiła jej w tym samej, podobnie jak w stępie przez pierwsze chwile wskazując blondynce moment, w którym powinna podnieść się i w którym to koń sam wybijał ją ku górze.

Hayley - 2016-01-04, 00:12

Zgodnie z poleceniem próbowałam utrzymać się nad siodłem jak najdłużej, ale kilka razy zdarzyło mi się opaść na siodło niekontrolowanie. Starałam się balansować ciałem przy każdym kroku w taki sposób, by nie wytrącać konia z rytmu, a jednocześnie nie dopuścić do niekontrolowanego opadnięcia na siodło. Po upływie dwóch kółek zaczęłam mniej więcej orientować się jak powinno to wyglądać, ale wciąż daleko mi było do kompletnego wykonania tego ćwiczenia. Potrzebowałam praktyki.
Uważnie wysłuchałam słów kobiety, która tłumacząc ćwiczenie, instruowała mnie także jak powinno układać się moje ciało i na co powinnam zwracać uwagę. Na początku było mi ciężko robić to tak szybko. Traciłam rytm, raz działałam za szybko, innym razem za wolno, czasami kompletnie traciłam równowagę i miałam problem z podniesieniem się. Z upływem kolejnych kilku, może kilkunastu minut w stępie byłam w stanie wykonać ćwiczenie bez problemów, które zaczęły się w kłusie. Zaczęło mnie wybijać. Chwilowo zwątpiłam i złapałam się obiema rękami siodła, ale wybijało jeszcze bardziej. Zapewne usłyszałam od instruktorki, że mam się odchylić, dlatego tak jak powinnam była zareagować puściłam jedną rękę i cofnęłam plecy. Wcierałam się bardziej w siodło, co utrzymywało mnie w równowadze, ale nie mogłam się podnieść, choć to za dużo powiedziane. Koń miał miękki chód, więc chwilowo nawet nie próbowałam. Instruktorka mogła mnie zachęcać, ale cały ten czas zdawałam się nie dostrzegać jej prób. Nie dlatego, że nie chciałam posłuchać. Na początku odrobinę się przestraszyłam, później próbowałam się przełamać, by w końcu stwierdzić, że takie zwykłe siedzenie mi pomaga. Dwa okrążenia więc poświęciłam na poczucie rytmu, prosząc dziewczynę o wyrozumiałość. Po kilku minutach wstałam w strzemionach i było za wysoko. Kiedy opadłam poczułam, że jest coś nie tak, dlatego poczekałam na ten moment, w którym mnie wybiło. Wstałam kolejny raz, usiadłam, wstałam i usiadłam. Tak po prostu zaczęłam anglezować, bardzo szybko odnajdując się w tej sytuacji. Oczywiście robiłam całą masę błędów. Zaciągałam piętę do góry, odstawiałam od konia palce, garbiłam się i odrobinę pochylałam, ale sam rytm pojęłam niemal bezbłędnie.

Friskey Whiskey - 2016-01-06, 02:13

Wyciągając nos w stronę Naomi, pomacał ją po cyckach, no jakby mógł przepuścić taką okazję :lol2: . Podpięty przez wypinacze zrolował masywne szyjsko, zaczynając żuć intensywnie wędzidło, strzygące uszy rejestrowały oddechy dwóch pań, a także dźwięk dopinanej z drugiej strony lonży.
Zmieniając kierunek chodu, co prawda niechętnie zaczął kroczyć nieco wolniej do przodu, wypięty wymagał znacznego pobudzenia do zaangażowania zadu, tym bardziej, że jego zadanie polegało na chodzeniu w kółko. Będąc koniem o wiecznej naturze dzieciaka szukał sobie zabawy, na początek w stępie nisko wyciągając łeb w dół, próbował podrapać się pyskiem o prawą nogę.
Zaproszony do kłusa ruszył rytmicznie w umiarkowanym tempie do przodu, niósł nadzwyczaj miękko, szczególnie przy wypięciu stymulującym uniesienie grzbietu i pracę nim.
Próby łapania równowagi przez Hayley komentował naprzemiennie kładąc i stawiając uszyska do przodu, a także zawijając ogonem w powietrzu. Sam był koniem doskonale wyszkolonym dlatego nawet chwiejąca się w siodle dziewczyna nie rozproszyła go do tego stopnia, aby mógł się zdekoncentrować.
Siedząc w siodle mogła poczuć jak ogier miękko niesie, wybijał sprężyście i miękko ku górze, dzięki czemu spokojnie była w stanie wysiedzieć kłus, który przy anglezowaniu odpowiednio skutecznie pobudzał do podnoszenia czterech liter z nad siodła.
Gdy blondynka już załapała co i jak, nieco szybciej zaczął kroczyć przed siebie wciąż przeżuwając wędzidło czego oznaką był zapieniony pysk.

Naomi Eaton - 2016-01-09, 14:36

Zgodnie z prośbą dała Hayley chwilę na oswojenie się z chodem konia, zanim poczuła się na siłach aby wznowić ćwiczenie. Gdy tylko złapała rytm, Naomi zamilkła, nie podpowiadając jej dłużej momentu, w którym powinna się podnieść z siodła; jak się okazało, było to całkiem zbędne, jako że dwudziestolatka posiadała bardzo dobre wyczucie rytmu. Dzięki temu mogła skupić się na korekcji postawy Hayley, przynajmniej do pewnego stopnia; przypomniała jej o pociągnięciu pięty w dół czy patrzeniu przed siebie, wraz z zaprzestaniem pochylania się, chociaż na ten moment nie miało to wiele zmienić. Wszystko było kwestią wyćwiczenia, rozciągnięcia mięśni, zapamiętania ułożenia - czyli niczego, co można było osiągnąć jednego dnia.
Po pewnym czasie zrobiła przerwę, prosząc ogiera o stęp, aczkolwiek z pomocą Hayley: poleciła jej usiąść w siodle i unieruchomić biodra, jednocześnie napinając lekko mięśnie krzyża, czym powinna zatrzymać konia do stępa. Później poprosiła dziewczynę o wyjęcie nóg ze strzemion i pokręcenie stopami przez chwilę, aby rozluźnić kostki, które przez cały ten czas przyjmowały na siebie spore obciążenie.
Z czasem wznowiły jazdę w kłusie i kolejne próby anglezowania, które tym razem powinny wychodzić ciut lepiej, czy chociaż pewniej. Wkrótce też upłynął czas, jaki mogła poświęcić Hayley, więc raz jeszcze poprosiła ją o zatrzymanie siwego. Po chwili stępa, podczas którego odpowiedziała na ewentualne pytania, zatrzymała Friskasa i podeszła, zwijając lonżę. W tym czasie Hayley mogła zsiąść. Następnie opuścili halę we trójkę i udali się do stajni. /zt

/Więc tak: £25 dla mnie z konta Hayley i 2 pkt doświadczenia, 2 pkt doświadczenia dla Hayley i punkty doświadczenia z lonży dla Friskasa :D

Naomi Eaton - 2016-01-14, 22:15

Powróciła na halę, tym razem mając pod opieką parę stworzoną z całkiem nieznanych jej postaci. Najprostszym i zarazem najbezpieczniejszym sposobem na poznanie zarówno ucznia, jak i nowego konia było przeprowadzenie lonży - nawet jeśli Jessamine potrafiła już jeździć samodzielnie. Zawsze warto pierw poznać faktyczne umiejętności jeźdźca zanim da mu się wolną rękę, prawda? Tak więc w drodze na halę przeprowadziła krótki "wywiad" z juniorką (wspomnij proszę, co ona tam umie, o ile cokolwiek xP) by mniej więcej rozeznać się w sytuacji, po czym poleciła Jess dosiąść konia (po założeniu kasku), z pomocą lub też bez. Oczywiście uprzednio dociągnęła popręg, by siodło nie zsunęło się w trakcie wsiadania. Kolejno pomogła dziewczynie w dopasowaniu strzemion i gdy wszystko było gotowe, odesłała kasztanka na koło w stępie.
Anonymous - 2016-01-17, 15:18

Hala rekreacyjna zwykle nie była wymarzonym miejscem na indywidualne treningi, ale dzisiaj Tony zastał ją wyjątkowo pustą - nie licząc jednej lonży, co było jeszcze akceptowalne. Tak więc przyszedł wraz z Misbehavinem, z którym to stanął z boku, aby ściągnąć z niego derkę i odwiesić ją. Opuścił też strzemiona i podciągnął popręg, ignorując niezadowolenie konia. Sprawnie dosiadł jego grzbietu, nawet nie dając mu czasu na to, aby zdążył się zniecierpliwić - i niemal od razu poprosił go o ruszenie stępem, raczej nie musząc się martwić o jego aktywne, marszowe tempo. Gdyby jednak koń zapomniał o tym, jakiego stępa się od niego oczekuje, Tony przypomniał mu o tym wyraźniejszą łydką. Wodze pozostawił długie, aczkolwiek na kontakcie. Już teraz podczas krążenia po hali dbał o to, by głęboko wyjeżdżać narożniki i nie ścinać ich. Niekiedy prowadził też Misbehavina na koło czy przekątną, dbając wówczas o to, by wpisał się w rysunek lub wyprostował, w zależności od ćwiczenia.
Jessamine - 2016-01-19, 11:42

Po drodze na halę za prośbą Naomi opowiedziała jej o tym co już umie. Jessamine zainteresowała się końmi w wieku 6 lat, jednak pasję tą musiała w dużym stopniu przerwać w wieku 10 lat. Przez ostatnie cztery lata nie miała wiele okazji do praktykowania jazdy konnej i teraz powoli do niej wracała. Wiadomo więc, że nie wszystkiego można było się nauczyć w tak młodym wieku, w jakim ruda zaczęła. Być może zdobyłaby się na jazdę samodzielną, ale była to dla niej w tj chwili zbyt duża odpowiedzialność po przerwie jaką miała. Dlatego wolała choćby lonżę z instruktorem, zawsze był to dobry początek. A więc opowiedziała Naomi o tym , że potrafi oporządzić i osiodłać konia, zna podstawowe zastosowania i działania pomocy, potrafi poruszać się z koniem w każdym chodzie,a przynajmniej tak sądziła, a co by z tego wyszło - trudno stwierdzić. Jednak nieco trudniejszych rzeczy w stylu figur, czy bardziej skomplikowanych ćwiczeń na czworoboku lub parkurze, o ile liznęła już kiedyś, to raczej nie poradziłaby sobie z nimi teraz.
Uważnie obserwowała poczynania Naomi, po czym założyła kask i z niewielką pomocą instruktorki znalazła się na grzbiecie Chance'a, którego Naomi zaraz posłała na koło w stępie.

Anonymous - 2016-01-24, 00:05

Podążając za blondynką, Second strzygł uszami poznając nowe miejsca. Będąc już na hali rozejrzał się po jej wnętrzu, zaokrąglając nieco szyję. Parsknął, oderwany od obserwowania hali, w momencie gdy Naomi podciągnęła popręg. Dał się dosiąść bez problemu, nie wiercąc się przy tym. Dopiero na prośbę lonżującej ruszył spokojnym stępem mając nisko ustawioną głowę. Był rozluźniony mimo tego, iż przed chwilą znalazł się w kompletnie obcym dla niego miejscu.
Czekając na kolejne polecenia nawet nie starał się o jakąś nieprzyjemność dla młodej dziewczyny.

Vivianne Feron - 2016-01-27, 21:05

Hala rekreacyjna zdawała się dobrym miejscem aby wsiąść i sprawdzić jak się dogaduje z koniem pod siodłem. Chciała zrobić jej małą rozgrzewkę, a następnie zabrać w teren, choć wszystko zależało od tego, jak będzie układać im się współpraca w tym miejscu.
Podprowadziła klacz pod schodki, z których chciała wsiąść, a przy nich podciągnęła popręg, opuściła strzemiona, które z ziemi starała się sobie dopasować, a kilka zwinnych ruchów później siedziała już na grzbiecie dumy. Usadowiwszy się wygodnie w siodle dołożyła łydkę i wypchnęła klacz dosiadem, zostawiając jej dość długie wodze, aby mogła się rozluźnić.
Prowadziła klacz wewnętrzną ścieżką na ścianie aby nie wchodzić w paradę nikomu, kto właśnie odbywał trening. Przyglądała się pozostałym obecnym parom, nie zapominając o regularnej łydce.

Fleau de Baian - 2016-01-27, 21:25

Hala rekreacyjna była co prawda dla niej nowym miejscem, więc z chwilą, w której weszły do środka, rozejrzała się z zainteresowaniem i zlustrowała wzrokiem obecnych tutaj. Zarżała przyjaźnie do najbliższego konia, po czym zatrzymała się z boku, umożliwiając Vivianne spokojne wejście na jej grzbiet. Cierpliwie poczekała na znajome obciążenie na jej grzbiecie, a tylko otrzymawszy taki sygnał, ruszyła aktywnym stępem. Korzystając z luźnych wodzy, wyciągnęła szyję do ziemi, rozluźniając mięśnie grzbietu i szyi.
Ukradli mi wenę ;d

Hayley - 2016-01-27, 23:59

Kiedy tylko złapałam rytm poczułam, że własnie o to chodziło. Moja postawa wyprostowała się znacznie, bo tylko w taki sposób łatwiej mi było złapać odpowiednie tempo. Pochylając się za bardzo, zwykle traciłam równowagę, natomiast odchylając zaburzałam rytm chodu konia. Niezaprzeczalnie jednak dawałam radę, jak na pierwszy raz, choć dopiero korekcja podstawowych błędów sprawiła mi pewien problem. Próbując obciągnąć pięty w dół, wypychałam łydki do przodu, znów czując że coś jest nie tak, ale nie wiedząc dokładnie gdzie leży tego przyczyna. Naomi oczywiście wszystko mi tłumaczyła, dlatego walczyłam z niedoskonałościami jak tylko mogłam, choć i tak nie dało się podać mnie za wzorowy przykład jeźdźca.
Zgodnie z poleceniem usiadłam w siodle napinając te partie mięśni, które poleciła instruktorka. By pogłębić dosiad odchyliłam się bardzo lekko, za radą blondynki najpierw siadając w siodle, dopiero później korzystając z pomocy wodzy. Dopiero kiedy przestało wybijać rozluźniłam się, wykonując polecenie. Stopami zrobiłam kilka kółek w jedną i drugą stronę, a później wróciłyśmy do kłusa. Znów poświęciłam całą uwagę skupieniu się na błędach, od czasu do czasu pytając o absolutne podstawy. Czas minął mi zaskakująco szybko, ale czułam, że na dziś wystarczy. W końcu zsiadłam z konia i w asyście kobiety i Friska, opuściłam halę.
/zt

Vivianne Feron - 2016-01-28, 19:56

Prowadziła klaczkę dookoła hali, cały czas trzymając się wewnętrznej ścieżki. W ten sposób pokonały dwa okrążenia i przez przekątną zmieniły kierunek. Tym razem do zwykłych okrążeń Vivianne dołączyła jeszcze wolty w każdym z narożników tego miejsca, aby nieco „ożywić” żmudną rozgrzewkę, prowadząc klacz głównie przy pomocy dosiadu. Poklepała ją po szyi, chwaląc za poprawne zachowanie w dobrym miejscu, a gdy uznała, że chodziły już odpowiednią ilość czasu, dała hanowerce sygnał do kłusa. Odrobinę tylko skróciła wodze, aby w razie czego mieć odpowiednie panowanie nad koniem, ale nadal dawała jej sporo luzu. Anglezowała na zewnętrzną nogę konia i ponownie wprowadziła klacz na wolty, tym razem po jednej na krótszych ścianach hali, dłuższe wykorzystując z początku na odpoczynek między ćwiczeniami, a po dwóch okrążeniach dokładając na nich coś w rodzaju wężyka.
Jeśli klacz wykonywała poprawnie wszystkie jej polecenia, w chwilę później zmieniły kierunek za pomocą półwolty i tym razem najechały na kilka, ułożonych na ziemi, drążków, które ułożone były na taką odległość by koń musiał wydłużyć wykrok.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group