Bastian Collins - 2016-04-22, 18:05 Na miejsce dzisiejszego treningu Bastian wybrał halę, na której zamierzał wypróbować Ravallo. Miejsce treningu zdawało mu się odpowiednie z kilku względów – był to koń, którego będzie dosiadał po raz pierwszy a na dworze znajdowało się zbyt wiele rozpraszających rzeczy, które mogłyby zakończyć się dla Bastiana niezbyt ciekawie. Nie zamierzając ryzykować życia i nie ufając koniowi, którego obok siebie prowadził wybrał więc miejsce, które zdawało mu się nieco bezpieczniejsze i bardziej odpowiednie na pierwszy trening.
Swoje wejście na halę poprzedził głośnym „Uwaga”, zaraz po którym wraz z kasztanką znaleźli się w środku. Podprowadziwszy ją do ułatwiających wsiadanie schodków podciągnął popręg i opuścił strzemiona, aby w chwilę później sprawnym susem zająć miejsce na jej grzbiecie. Poklepawszy Królową po szyi przekazał jej sygnał do stępa i dał klaczy nieco luźniejszą wodzę, jeśli nie wyczuł, że zamierzała zastosować względem niego jakieś niecne plany. Prowadząc ją w ten sposób poprosił o przejście w tym chodzie pełnego koła wokół hali, a po jego zakończeniu wprowadzał klacz na różnego typu półwolty, serpentyny i wężyki, co jakiś czas za pomocą półwolty lub wykorzystując przekątną hali prosząc ją o zmiany kierunków.So Hell - 2016-04-23, 19:07
Noa napisał/a:
. . .
Bez większego kłopotu zaczęła stopniowo wydłużać szyję, "wyżuwając" wodze z rąk amazonki, tym samym uwypuklając grzbiet, w dodatku tym razem nie tracąc już na stępie tak jak przy pierwszym podejściu do tego typu ćwiczenia. Szastając ogonem o smoliste boki, zatrzymała się niemalże idealnie, niezależnie od tego czy w trakcie jego wykonywania była pilnowana przez Nyśkę czy też nie. Chociaż nabieranie wodzy nie było dla niej przyjemnym i dobrze kojarzącym się procesem, bez zająknięcia powróciła do wcześniej narzuconego ustawienia. Ze względu na roztrenowanie, dość ciężko było jej utrzymać głowę w idealnej pozycji i zachować równowagę, w związku z czym jej nos był nieco za pionem - nie wpływało to jednak znacząco na ogół obrazka, a powrót do wcześniejszej formy był tylko kwestią czasu. Czując wyraźniejszy sygnał ze strony jeźdźca, natychmiast ruszyła aktywnym, sprężystym kłusem, rzucając przy tym wesoło łbem. Natychmiast wykorzystała fakt, że Noa pozwala jej niejako się wyszaleć, przyspieszając do dość chaotycznego, przesadzonego tempa i dopiero po drugiej czy trzeciej wolcie wyciszając się na tyle, by przestać wyglądać jak podekscytowany rekreant i przyjąć sensowne tempo, chociaż nie dało się ukryć, że dość zirytował ją ten fakt. Zamiast walki o szybsze tempo, swoją energię zaczęła pożytkować najpierw pojedynczymi barankami, a potem wściekłym wyrzucaniem przednich nóg. Taka "zabawa" była dla niej dość męcząca, dlatego już po dwóch kółkach przebiegniętych w ten sposób była w pewnym stopniu spokojniejsza. Weszła na przekątną, łypiąc złowrogo na pracującą nieopodal parę i chowając uszy w smolistej grzywie. Znów zaczęła się nieco denerwować, gdy Nyśka zaczęła wymagać od niej czegoś konkretniejszego, najpierw drepcząc nerwowo miejscu, a w ostateczności wracając do kłusa i nieco niechętnie wchodząc w odpowiednie ustawienie, podstawiając przy tym zad i nieco mocniej angażując go do pracy. Wkrótce całe jej usztywnienie zniknęło i kobieta śmiało mogła przejść do kolejnego elementu programu jakim były wężyki. Dopóki łuki były proste i łagodne So Hell wykonywała każdy z nich bezbłędnie, ale z widocznym znużeniem, natomiast gdy zadanie zaczęło stanowić dla niej wyzwanie, angażowała się w jego wykonywanie w stu procentach, mocno pracując grzbietem w każdym łuku. Przejścia także nie sprawiały jej większego problemu, zatrzymania wykonywała bezbłędnie, w wypadku przejść do stępa początkowo nieco oponowała, ale wkrótce i to uległo zmianie.Monroe - 2016-04-24, 20:53 Pojawiła się z Disco na hali, dopiero tutaj dosiadając jego grzbietu z pomocą stajennego. Jak już wcześniej userka napisała, nie było to łatwe, jednak po mniejszych lub większych walkach z ogierem, zwinnie udało jej się dosiąść grzbietu konia. Usadziła się pewnie w siodle, wygodnie opierając nogi o strzemiona. Pięta powędrowała ku dołowi, umożliwiając prawidłowe działanie łydki, a Monroe objęła nogami konia wręcz odruchowo. Dzięki temu namacalnie uderzyło w nią ciepło zwierzęcia, a cała postawa nabrała odpowiedniego wyglądu. Siedziała wszak zupełnie luźno, zachowując prostą linię pomiędzy piętą, biodrem a ramieniem, z zupełnie rozluźnioną sylwetką, idealnie prostymi plecami oraz ręką wyciągniętą lekko do przodu. Pamiętała również o odpowiednim dosiadzie, podciągając pośladki pod tyłek tak by usadzić się zarówno na obu kościach kulszowych, jak i kości łonowej, dzięki czemu noga wędrowała na odpowiednie miejsce. Była ona cofnięta za popręg, palcami skierowana w stronę konia i przede wszystkim piętą opuszczoną mocno w dół. W tej pozycji wbrew pozorom znalazła się natychmiast, a zbierając wodze docisnęła łydki by ruszyć w przód. Na tę chwilę pozwalała fryzowi jeszcze nieco wyciągać głowę, choć nie na tyle, by w razie ewentualnych bryknięć mógł schować czerep i zrzucić ją poprzez takie działanie. Ręka cały czas była gotowa powstrzymać konia w razie takich prób, choć jednocześnie wyciągnięta nieco do przodu, nie odbierała ogierowi możliwości wyciągnięcia nieznacznie szyi w ramach rozluźnienia. Cały czas pilnowała tempa, wymagając żywego ruchu w przód. Od czasu do czasu pomagała sobie łydką, pilnując Disco by nie zgasł i skierowała go bardziej na bok, aczkolwiek nie na ścieżkę. Jeśli same łydki nie pomagały, potęgowała działanie palcatem, od początku nie pozwalając Karemu się zapomnieć. Jeśli natomiast szedł zbyt żywo, nie reagowała, pozwalając mu wytracać swoje tempo i rozgrzać się w ten sposób. Jedyne na co mu nie pozwalała to przejście do kłusa, bryknięcia albo wożenia jej po całej ujeżdżalni, ale o tym rozpiszę się jeśli userka wpadnie na taki pomysł.Ravallo's Queen - 2016-04-24, 22:40
Bastian Collins napisał/a:
[...]
Miała znamię nawet profesora, więc mógł z nią trenować, dosłownie wszędzie. Klacz tylko w przypadku zagrożenia życia, postąpiłaby inaczej, niż powinna. To też nie, że np. ptak przeleciał, tylko coś poważnego. Dosiadała ją 5 letnia dziewczynka i dziewczyna, nastolatka, obie szczęśliwie przeżyły Kroczyła potulnie za swoim jeźdźcem, nie wyprzedzając ani się nie ociągając. Po wejściu na halę, zatrzymała się pod schodkami, nie drgnęła nawet kiedy facet ją dosiadał. Poklepana po szyi parsknęła do niego, patrząc na niego kątem oka. Dopiero wyraźny sygnał od faceta, zaowocował ruszeniem stępa, na przód. Mógł swobodnie ją prowadzić na długiej wodzy, ona praktycznie nic nie robiła, bez wyraźnego sygnału. W stępie, przeszli jakieś jedno koło wokół hali, kiedy przeszli do poważniejszych ćwiczeń: półwolty, wężyki, zmiany kierunku. Klacz spisywała się doskonale, widać było zaangażowanie w pracę, chęć pracy, dokładne wyginanie się w łukach, utrzymywanie tempa.Jessie - 2016-04-24, 22:52 Na miejsce treningu z Foudre wybrała dużą halę, chcąc zbadać reakcję konia na obecność innych kopytnych. Nie był to może najszczęśliwszy pomysł zważywszy na jej zmęczenie, ale mimo to dziarsko wkroczyła z wątrobianym kasztanem na halę i zatrzymała go na uboczu. Tam założyła kask, opuściła strzemiona oraz podciągnęła popręg, by następnie dosiąść grzbietu podopiecznego ze schodków, przede wszystkim z szacunku dla jego grzbietu, ale również własnej wygody. Jeżeli grzecznie ustał w miejscu, nie omieszkała się go pochwalić, krótko głaszcząc po szyi. Zanim ruszyła stępem, rozejrzała się krótko po zebranych, by następnie ścisnąć lekko boki konia łydkami i tym samym poprosić go o ruszenie stępem. Wodze od początku trzymała na kontakcie, choć wystarczająco długie, aby umożliwić ogierowi swobodne niesienie łba na wyprostowanej szyi. Po prostu była "w pogotowiu", nie znając jeszcze Wątroby (Sebastian Wątroba! i nie wiedząc, na co może sobie pozwolić. W każdym razie na początek prowadziła go po całej hali tak, aby nie przeszkadzać pozostałym parom. Pilnowała też aktywnego kroku - w przypadku gdyby koń szedł opornie, stawiając krótkie kroki, szybko skorygowała jego chód mocniejszą łydką, czy nawet jednorazowym użyciem palcata, które miało go obudzić, jeżeli łydka nie była dostatecznym sygnałem. Jeśli jednak od początku kroczył obszernie, po prostu kołysała biodrami w rytm jego kroków. Z czasem wplotła w stęp pojedyncze wolty i ósemki, co miało raczej funkcję budzącą zainteresowanie, aniżeli rozciągającą.Foudre Rouge - 2016-04-24, 23:09 Wchodząc do wnętrza pomieszczenia rozejrzał się uważnie strzygąc bystro rudymi radarami na boki. Obecność innych koni nie wywarła na nim znaczącego wrażenia, był jedynie zainteresowany i nic ponad to. Stał grzecznie czekając aż Jessie zasiądzie wygodnie na jego grzbiecie, nie kombinując, nie wiercąc się ani nie robiąc nic, co mogłoby zachwiać równowagą amazonki.
Pochwalony delikatnie skręcił łeb w bok, by móc ujrzeć brunetkę dokładnie na swoim grzbiecie i powrócił nim do poprzedniej pozycji, gdy tylko łydki kobiety musnęły jego boki. Ruszając obszernym stępem nie ociągał się, nie śpieszył, zachowując równe i dynamiczne tempo dając prowadzić się zamknięty w pomocach. Rozluźniając szyjsko uformował z niego gładko idący ku dołowi łuk, rozluźniając się i opierając miękko na wędzidle, które od czasu do czasu przeżuwał ochoczo.
Tak więc Sebastian Wątroba maszerował sobie spokojnie, całkowicie ignorując obecne tu konie, a nawet klacz w rui. To, że miał dwa bimbające jajca między nogami nie oznaczało, że zaraz miał rzucać się na pierwszą chętną i dobierać jej do tyłka. Spacerował luźno i aktywnie, wyginając się niezwykle lekko i przyjemnie od ciężaru ciała jak i łydek, w których prowadziła go Jess.
Spod rudej grzywki zerkał bystrym okiem na inne konie, finalnie jednak koncentrując się w pełni nad stawianych przed nim zadaniach.Jessie - 2016-04-25, 12:05 Chociaż ogier nie interesował się innymi końmi, unikała podjeżdżania w pobliże innych par, szczególnie że niemal wszystkie konie były przeciwnej płci. Wolała unikać ewentualnych kryzysowych sytuacji, tego samego oczekując od pozostałych jeźdźców.
Z pozyskanych informacji wiedziała, że ogier był początkujący jeżeli chodzi o ujeżdżenie, dlatego wachlarz ćwiczeń wplecionych w rozgrzewkę nie był zbyt szeroki. Chcąc trochę porozluźniać konia, wykorzystała najprostsze w świecie ustępowania od łydki na krótkich odcinkach, w obu kierunkach.
Po dziesięciu minutach stępa przeszła do kłusa, od początku anglezując i narzucając Foudre robocze, lekkie tempo. Wciąż prowadziła go w niższym ustawieniu i podobnie jak w stępie, krążyła w kłusie po całej hali, przy zmianie kierunku nie zapominając o zmianie nogi, na jaką anglezowała. Dosiad dziewczyny był pewny i stabilny, a ona sama była przy tym rozluźniona, co miało zbawienny wpływ na ruch ogiera. Kłusowanie urozmaiciła sporadycznymi przejściami do stępa czy stój, raz wymagając jednego przejścia w górę, a raz dwóch (w sensie ze stój do kłusa). Przechodząc do niższego chodu nie zapominała o zamknięciu konia w łydkach, co by nie odstawiał zadu.Discendente - 2016-04-25, 16:50 Praktycznie nie znał tutejszych terenów treningowych, ale nie wykazywał się ich zainteresowaniem. Bardziej interesowało go Monroe, która pierwszy raz od dawien dawna zaszła tak daleko z fryzyjczykiem. Wchodząc na halę, rozejrzał się po tym miejscu i gwałtownie cofnął uszy, ogonem bijąc się po stawach skokowych. Zaokrąglił wychudzoną, choć dalej muskularną szyję w potężny rogal, zaczynając również caplować - chociaż tego wręcz nie zaprzestawał po opuszczenia boksu. Parskając wrogo, zatrzymał się na uboczu, wręcz od razu znowu próbując się wspinać. Wymachując prawym przodem starał się zniechęcić jakoś do siebie kobietę, teraz wyjątkowo desperacko. Tym razem uspokoić go było dużo ciężej, bo obecne już tutaj konie nieustannie go rozpraszały. Jako typ dominata nie tolerował osobników jego płci, a niestety hala nie była pusta.
Ostatecznie jakoś dwudziestolatce udało się jakoś dosiąść karego grzbietu, choć i tak miała o stokroć trudniejsze zadanie niż przy innym koniu. Goszcząc ją już na swoim grzbiecie, ani na moment nie odkleił uszu od potylicy i dyszał głośno z rosnącej agresji. Z czystej złośliwości nie ruszał z miejsca, nie reagując na żadną z łydek, dopiero na ostrogę lub bat. Wtedy też ruszył elektrycznym, sztywnym stępem, który zapoczątkował nieoczekiwanym wyrzuceniem tyłów. Całkowicie nie przykładał się do jakości swojego chodu, który teraz był chaotyczny i pozbawiony taktu. Nerwowo przebierał nogami, ścinając wszystkie zakręty, a na prostych naumyślnie spływał na boki. Lekceważył jeźdźca i jego pomoce, a przy każdej z prób skorygowania jego zachowania spinał wszystkie mięśnie, w tym głównie szyi, którą nosił wysoko, wręcz ją zadzierając. Niejednokrotnie podbijał zadem i strzelał baranki, próbując przejść w kłus czy nawet galop.Foudre Rouge - 2016-04-25, 20:27 Cofnął rude ucho do tyłu słuchając wyczynów fryzyjczyka, który pojawił się na hali. Kontrolował otoczenie choć wydawał się być nim nie wzruszony, dwa radary lawirowały czujnie na boki nie pozwalając przegapić żadnej interesującej rzeczy. Szkoda byłoby ominąć czyjąś glebę lub nagły zryw któregoś z koni.
Jako koń, który ze spokojnego nastawienia potrafił się mocno rozgorączkować był niezwykle czujny na wszelkie impulsy lub bodźce płynące zarówno od jeźdźca jak i z otoczenia.
Rozpoczynając każde ustępowanie wkraczał aktywnie i głęboko zadem pod kłodę, krzyżując nogi wyraźnie i z lekkością. Na przekór swoim niewielkim ujeżdżeniowym umiejętnościom wygnał się zaskakująco elastycznie i miękko od łydek wewnętrznych pozostając ograniczonym przez te zewnętrzne lekko cofnięte za popręg.
Chętnie ruszył kłusem, miękko niosącą amazonkę na swoim grzbiecie, ruch miał przyjemny i choć wybijał znacząco ku górze ,to sprężystość chodu rekompensowała wszystko. Pchając się zadem do przodu rozciągał całą swoją sylwetkę, angażując szyję oraz grzbiet. Łeb niósł nisko żując przyjemne wędzidło i pieniąc się przy tym obficie, parskał co chwilę regulując swój oddech. Zastane cielsko z pewnością miało problem z kondycją, którą należało na nowo wypracować.
Poruszając się w pełnym rozluźnieniu całkowicie odcinał się od otoczenia i pracujących tu koni całą swoją uwagę skupiając na Jess, która swoim zachowaniem wpływała kojąco na jego gorącą głowę. Przejścia wykonywał z początku chaotycznie nieco gubiąc się w swojej równowadze, która z każdym kolejnym podejściem stawała się co raz lepsza.
Opuszczona luźno i swobodnie ku dołowi muskularna szyja pozwalała ogierowi równoważyć swój ciężar ciała, dzięki czemu uzyskanie równowagi wcale nie było takie trudne jak mogłoby się na początku wydawać.Monroe - 2016-04-26, 19:42 Za każdym razem kiedy ogier zaczynał się wspinać bądź wykonywać inne, dość niebezpieczne ewolucje, dziewczyna karała go w ten sam sposób co w boksie. Nie mogła pozwolić Discendente na nieposłuszeństwo toteż nawet nie starała się podchodzić do niego delikatnie i wyrozumiale. Przeciwnie. Była typem kobiety, która potrafiła pokazać drzemiącego weń anioła pod warunkiem, że druga strona zachowywała się względem niej po prostu w porządku. W przeciwnym razie budziła się do życia czysta zołza równie uparta i zrzędliwa, co silna. Zawsze wszak wyznaczała zasady, których należało przestrzegać w jej otoczeniu, skrupulatnie egzekwując je raz za razem. Między innymi dlatego w pewnym momencie konisko musiało się uspokoić, zauważając, że dalsze próby nie przynoszą efektu. I nawet jeśli było to tylko kilka, krótkich chwil, Monroe dosiadła jego grzbietu i przyłożyła łydki do startu. Jak się okazało bezskutecznie, ale w jakiejś malutkiej cząstce spodziewała się prób utrudnienia jej życia. W efekcie spotęgowała działanie łydki mocnym uderzeniem długiego, ujeżdżeniowego palcata, zaraz czując jak konisko wyrzuca tylne kończyny w mocnym bryknięciu. Szarpnęło nią do przodu, ale nie wytrąciło z równowagi na tyle, by nie była w stanie nic zrobić. Od razu wszak ponagliła konia łydką, nakazując ruszyć do przodu acz nie pozwoliła mu przejść do kłusa bądź galopu. Starała się również wyregulować tempo chodu i działając równo ręką przytrzymując go w pysku, łydką natomiast naciskając w wyraźnym rozkazie ruchu w przód. W razie potrzeby dodawała też działanie ostrogą, by nie próbował zanadto kombinować i cały czas starała się wyregulować tempo chodu. Podczas tych zabiegów tak naprawdę koń nie miał zbyt dużego wyjścia, bowiem jeżeli próbował wyrywać w przód w nierównym stępie spotykał się ze zwiększonym oporem wędzidła, którego działanie z całą pewnością nie mogło być przyjemne podczas szarpaniny. Jeśli z kolei zaczynał się ociągać, potęgowała swoją łydkę ostrogą, by zwrócił na nią większą uwagę. Dopiero, gdy koń zaczął iść równo nie rwąc za bardzo do przodu i nie próbując się zatrzymywać, mógł poczuć się swobodniej i przyjemniej. To wszak było wystarczająco dużą zachętą do wyregulowania kroku. Analogicznie, można by rzec, było z zakrętami. Przy pierwszej próbie skręcenia użyła jedynie łydki, szybko zauważając że niedługo później będzie musiała użyć również ostrogi. Przy każdym zakręcie, który ogier próbował ściąć, Monroe pilnowała go ze wzmożoną czujnością. Nie pozwalając mu iść całkowicie sztywno w sytuacji, w której powinien być wygięty, zewnętrzną wodzę trzymała napiętą i przyłożoną do szyi konia, wewnętrzną natomiast lekko unosząc do góry i do siebie. Działanie wewnętrznej ręki potęgowała też bardzo delikatnym ruchem wędzidła, by nie mógł znieczulić się na nie i zacząć ignorować. W efekcie takiego działania głowa konia wędrowała bardziej do środka koła, dzięki czemu resztę skorygować mogła dosiadem i łydką. Za każdym razem przenosiła lekko ciężar ciała na wewnętrzną stronę, dociskając konia łydką po tej samej stronie. Jeśli Disco nie reagował, dodała również ostrogę, by uciekając od ów ruchu, wygiąć się należycie. Nie zapominając o zadzie, cofnęła drugą nogę, cały czas pilnując, by koń pod wpływem nacisku tyłem uciekał w drugą stronę, dzięki czemu zyskiwała idealne wygięcie. Co więcej, za każdym razem kiedy Fryz nie chciał reagować na samą łydkę, dodawała ostrogę wymuszając na zwierzęciu pożądaną reakcję. Z całą pewnością wszak nie było to dla niego szczególnie przyjemne doznanie. Za każdym razem kiedy konisko próbowało brykać, dziewczyna starała się nie dać wyprowadzić z równowagi, wracając szybko do poprzedniej pozycji i robiąc swoje. Dodawała tylko łydkę, pokazując, że takie próby niczego nie wnoszą do ich życia. Wiedziała wszak, że największą karą dla żądnego wrażeń Disco, była obojętność na tego typu działania. Miała pełną kontrolę nad całą resztą dlatego podrzucanie zadem, mimo że rzutowało na rwący ból w kręgosłupie, który przyjmował ów obciążenia, i nieznaczny dyskomfort psychiczny, którego zwierzę nie mogło zauważyć, nie było niczym nadzwyczajnym. Sama Monroe czuła jednak jego wściekłość, choć wiedziała, że podstawą do jakiegokolwiek treningu musi być pełen luz. I tak też się zachowywała. Robiła swoje najpierw kilkanaście minut stępując, by rozgrzać konia przed pracą. Tak jak opisałam wcześniej, nie pozwalała mu na nierówne tempo. Zmieniała kierunki, od czasu do czasu dodawała obszerne wolty, w końcu postanawiając wziąć się za właściwe ćwiczenia. Korzystając z tego, co opisałam wcześniej na temat działania pomocy zaczęła jechać slalomem wzdłuż ściany, za każdym razem pilnując właściwego wygięcia. Robiła duże, obszerne łuki, każdego pilnując skrupulatnie. Takie działania pomagały Disco w skupieniu uwagi na rzeczach innych, niżeli głupoty, dlatego egzekwowała je pieczołowicie. Najpierw kilka minut na jedną, później kilka minut na drugą stronę. Po wykonaniu ćwiczenia, dała ogierowi sygnał na przejście do kłusa, przygotowana na bryknięcia i dalszą walkę.Bastian Collins - 2016-04-28, 19:17 Z początku nie przejął się gdy na hali pojawiły się inne konie, a dopiero obecność fryzyjczyka wzbudziła w nim swego rodzaju niechęć. Nie lubił dosiadać koni, których nie znał w obecności szalejących ogierów, a z tego powodu od razu wziął Ravallo na siebie i przeszedł z nią w drugi koniec hali, zupełnie jakby miało to w jakiś sposób pomóc. Zwróciwszy jej łeb w stronę ogiera mówił do klaczy uspokajające słowa, aby przyjęła obecność brykającego stworzenia jako coś normalnego i przeszła z tym do porządku dziennego, by mogli spokojnie kontynuować trening. Jeżeli klacz nie reagowała w żaden dziwny sposób na zachowanie fryzyjczyka, jeździec pokręcił się z nią jeszcze przez jakiś czas stępem, wprowadzając kasztankę na różnego rozmiaru wolty, aby w chwilę później poprosić o zakłusowanie. Pozostawszy na wolcie utrzymywał klacz w tym chodzie, wciąż pozwalając na nieco luźniejszy kontakt, choć z racji obecnych na hali ogierów, nie była to do końca rzucona wodza. Aby nieco rozluźnić Ravallo zastosował kilka przejść z kłusa do stępa, ze stępa do stój i ze stój do kłusa, a jeżeli na wszystkie koń reagował w odpowiedni sposób, w końcu zdecydował się na pozostanie w wyższym z chodów i rytmicznie anglezował, narzucając kasztance odpowiednie, ustalone przez siebie, tempo.
Kontynuując trening poprowadził klacz na woltę, na której zaczął zbierać wodze, wszelkie komendy do tej pory wykonując bardziej przy działaniu dosiadu. Jeśli zachodziła taka potrzeba wspomagał się rękoma, aby delikatnie ją przytrzymać, choć z reguły mocniej przysiadał w siodło, zaciskał uda by zwolnić i przykładał łydki, aby zachęcić do przyspieszenia. Teraz jednak, jeśli była już rozluźniona, zaczął brać ją na mocniejszy kontakt, napinając przy tym zewnętrzną wodzę. Wewnętrzną natomiast zachęcał klacz do ładnego „poskładania się”, łydką sugerując odpowiednie wygięcie.Jessie - 2016-04-28, 20:03
Foudre Rouge napisał/a:
Cofnął rude ucho do tyłu słuchając wyczynów fryzyjczyka, który pojawił się na hali. Kontrolował otoczenie choć wydawał się być nim nie wzruszony, dwa radary lawirowały czujnie na boki nie pozwalając przegapić żadnej interesującej rzeczy. Szkoda byłoby ominąć czyjąś glebę lub nagły zryw któregoś z koni.
Jako koń, który ze spokojnego nastawienia potrafił się mocno rozgorączkować był niezwykle czujny na wszelkie impulsy lub bodźce płynące zarówno od jeźdźca jak i z otoczenia.
Rozpoczynając każde ustępowanie wkraczał aktywnie i głęboko zadem pod kłodę, krzyżując nogi wyraźnie i z lekkością. Na przekór swoim niewielkim ujeżdżeniowym umiejętnościom wygnał się zaskakująco elastycznie i miękko od łydek wewnętrznych pozostając ograniczonym przez te zewnętrzne lekko cofnięte za popręg.
Chętnie ruszył kłusem, miękko niosącą amazonkę na swoim grzbiecie, ruch miał przyjemny i choć wybijał znacząco ku górze ,to sprężystość chodu rekompensowała wszystko. Pchając się zadem do przodu rozciągał całą swoją sylwetkę, angażując szyję oraz grzbiet. Łeb niósł nisko żując przyjemne wędzidło i pieniąc się przy tym obficie, parskał co chwilę regulując swój oddech. Zastane cielsko z pewnością miało problem z kondycją, którą należało na nowo wypracować.
Poruszając się w pełnym rozluźnieniu całkowicie odcinał się od otoczenia i pracujących tu koni całą swoją uwagę skupiając na Jess, która swoim zachowaniem wpływała kojąco na jego gorącą głowę. Przejścia wykonywał z początku chaotycznie nieco gubiąc się w swojej równowadze, która z każdym kolejnym podejściem stawała się co raz lepsza.
Opuszczona luźno i swobodnie ku dołowi muskularna szyja pozwalała ogierowi równoważyć swój ciężar ciała, dzięki czemu uzyskanie równowagi wcale nie było takie trudne jak mogłoby się na początku wydawać.
Także uwadze Jess nie umknęły wyczyny Discendente, ale chyba jako jedna z nielicznych, nie patrzyła na Monroe krzywo, co nieco wiedząc o możliwościach ogiera. Zresztą nie przyszła tutaj po to, aby oceniać innych; jej celem było rozruszanie nowego "nabytku", co też kontynuowała, nie zważając na otoczenie. Oczywiście w ramach bezpieczeństwa i komfortu nie podjeżdżała w pobliże wspomnianej pary, głównie ustępując jej miejsca, co jednak nie miało wpływu na własną pracę. W zasadzie nie dawała Foudre chwili wytchnienia, choć ćwiczenia same w sobie nie były obciążające. Ich częstotliwość wymagała od ogiera skupienia, które potęgowała często zwracając się do niego. Wychodziła bowiem z założenia, że mówiąc do konia, oswaja go ze swoją osobą i pozwala mu poczuć się pewniej. Głównie dlatego, że wypowiedzi najczęściej kojarzone były z pochwałami, których padało najwięcej, i które były wymawiane radosnym, entuzjastycznym tonem, choć będącym daleko od irytującego szczebiotania.
Pomagała ogierowi w odnalezieniu środka ciężkości głównie dzięki własnej postawie. Nie pochylała się do przodu, co dotyczyło również głowy; miała ją uniesioną, wzrok zaś miała utkwiony przede wszystkim przed sobą, aby jak najlepiej się zrównoważyć. Trzymała wodze na kontakcie, unikając załamywania go, dzięki czemu ogier miał stabilne oparcie na obu wodzach. Łydkami i dosiadem stale naprowadzała go do ręki, dbając o to, aby niejako mieć go przed łydkami - wówczas swobodnie podążała za jego ruchem, pomagając mu w zachowaniu uzyskanej energii i w przełożeniu jej na własną korzyść.
Ze względu na to, że w kłus wplotła wiele przejść do stępa, przed zagalopowaniem nie robiła koniowi przerwy, która tylko niepotrzebnie mogłaby go wybić z rytmu pracy. Jadąc po długiej ścianie, w pewnym momencie dała pomoce do zagalopowania, uprzednio uprzedzając konia pojedynczą półparadą. Przy samym przejściu lekko przesunęła rękę do przodu, aby umożliwić wątrobianemu swobodne przejście w górę. W samym galopie jej ręka elastycznie podążała za ruchem głowy, podobnie jak biodra za całym ruchem konia. Dążyła do uzyskania równego, roboczego tempa, w razie potrzeby dokonując stosownych korekt - mocniej działając dosiadem, aby rozruszać konia, albo biorąc go bardziej na siebie, tudzież nawet wjeżdżając na woltę, gdyby okazał się zbyt entuzjastyczny. Z czasem na długich ścianach robiła przejścia do galopu pośredniego, dosłownie na parę foule, po których ponownie skracała konia do roboczego.Foudre Rouge - 2016-04-28, 21:42 Kolejne wybryki karego fryzyjczyka skupiły na sobie uwagę rudego, który z co raz większym zainteresowaniem obserwował ćwiczącą obok parę. Zerkał na nich ukradkiem pomiędzy kolejnymi zadaniami jakie stawiała przed nim Jess. Słuchał brunetki z uwagą, jedno z uszy mając wciąż nastawione w jej kierunku. Poznawał barwę głosu i zapamiętywał ją, poruszając rudymi radami pośród kosmyków rudej czupryny, która lekko podskakiwała w rytmie jego korków.
Równowaga amazonki pomagała mu znacząco w kontroli swojego wielkiego cielska, które czasami jeszcze miało problem z koordynacją szczególnie, gdy rudy lubił zająć swój umysł czymś zupełnie innymi niż to co powinien w danej chwili wykonywać.
Mieląc ochoczo lecz nie nerwowo wędzidło w pysku pienił się i rozluźniał w potylicy, opierając miękko na ręce kobiety, szukając kontaktu, który byłby dla niego komfortowy. Aktywnie idąc do przodu właściwie nie potrzebował nieustannej stymulacji łydkami czy dosiadem, niósł się samoistnie dopasowując do amazonki i jej oczekiwań. Nie musiała go przesadnie dopychać do ręki, wystarczyło jedynie zamknięcie w pomocach i właściwie ukierunkowanie energii, które Jess właściwie pożytkowała.
Przechodząc do wyższego chodu, zrobił to płynnie i w równowadze, która wypracowana dzisiaj w kłusie pozwoliła mu na uzyskanie dobrego galopu, którym teraz poruszali się wzdłuż długiej ściany. Nieznacznie podnosząc łeb na widok karego ogiera jak i nowej pary na hali zarżał donośnie kierując dwa rude radary na przód. O ile kłus miał wyjątkowo przyjemny to dopiero w galopie prezentował cały swój potencjał, galopując krył ogromną ilość terenu, wkraczając mocno zadem pod kłodę, a przodami zagarniając kolejne metry kwarcowego podłoża. Wrażenie poruszania się pod górkę nieustannie towarzyszyło każdemu kto zasiadał na grzebiecie Foudre w galopie. Sam się niósł nawet jeśli łeb pozostawał gdzieś w chmurach. Tym razem jednak stabilne oparcie na wędzidle i właściwy kontakt od początku sprawiły, że niósł szyjko wyraźnie zaokrąglone i rozluźnione. Pracujące mięśnie były widoczne pod krótko ostrzyżoną sierścią, a potylica rudego wyraźnie rozluźniona.
Rozgalopowując się w galopie pośrednim nieco chętniej opuszczał łeb na dół, nabierając tempa i dając ujście sile oraz energii skumulowanej w umięśnionym zadzie ogiera, który niezwykle chętnie poruszał się do przodu. Nie pędząc zbyt mocno, a tym bardziej nie śpiąc i nie wymagając nieustannego dopychania łydką. Łatwo poddawał się kontroli jeźdźca, choć zdarzało mu się niejednokrotnie kogoś zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.Jessie - 2016-04-29, 11:07 W trakcie galopu poklepała Foudre po wewnętrznej stronie szyi, tym samym zrywając chwilowo kontakt na wewnętrznej wodzy, co było jak najbardziej zamierzone. Zgodnie z przypuszczeniami, ogier szedł w samoniesieniu, więc gdy stracił kontakt na wewnętrznej wodzy, nie powinno to wpłynąć na jego ruch. Zareagowała na to szerokim uśmiechem, który tylko wzmógł jej entuzjazm, co wątrobiany mógł odczuć na sobie w pozytywny sposób. Zaraz jednak wróciła z powrotem do pracy, znowu łapiąc kontakt na obu wodzach i śmiało jechała dalej do przodu, po ścianie.
Na hali między innymi rozłożone były drągi w ten sposób, co Jess zamierzała wykorzystać jako kolejny element rozgrzewki, służący rozluźnieniu. W roboczym tempie galopu skręciła w połowie krótkiej ściany na linię środkową, nakierowując Foudre na pierwszy drąg, celując na jego środek. W momencie pokonywania drąga elastycznie oddała mu rękę, bez utraty kontaktu. Od razu wzięła go na woltę, na której przypilnowała odpowiedniego wygięcia, ograniczając zewnętrznymi pomocami i zginając wewnętrznymi, zachowując przy tym rozluźnienie, dzięki któremu swobodnie nadążała za ruchem ogiera, który cały czas niósł wysoko. Kończąc woltę raz jeszcze pokonała drąg, by po jego przejściu utrzymać konia w wyprostowaniu, zrobić przejście do kłusa na dosłownie trzy kroki i zagalopować ponownie, na drugą nogę. Ponownie naprowadziła Foudre na drąg, wzięła na woltę w prawo, kończąc raz jeszcze na tym samym drągu. Przechodząc do kłusa na kolejne trzy kroki, powtórzyła całe ćwiczenie na trzecim i czwartym drągu, odpowiednio dobierając nogę w galopie.
Kończąc ćwiczenie przeszła na chwilę do stępa, dając ogierowi krótką przerwę, w trakcie której odpuściła mu nieco na pysku i pogładziła dłonią rozgrzaną szyję. Następnie wznowiła trening, serwując Foudre powtórkę tego samego ćwiczenia, lecz zaczynając z drugiej strony. Kończąc je pozostała w galopie i naprowadziła wątrobianego na pojedynczą stacjonatę, przed którą i za którą leżał pojedynczy drąg, wymuszający na koniu utrzymanie skróconej sylwetki zarówno przed, jak i po skoku. Wysokość oczywiście była niewielka, bo sama przeszkoda służyła raczej gimnastyce niż biciu rekordów. W najeździe do przeszkody pilnowała konia w zamkniętym korytarzu z pomocy, dosiadem dyktując mu tempo. Na drągach i stacjonacie podążała za jego ruchem, elastycznie oddając mu rękę bez utraty kontaktu i podnosząc się w siodle w celu odciążenia grzbietu. Tę przeszkodę pokonali po kilka razu z obu stron, parę podejść robiąc także z kłusa - wówczas koń musiał wykazać się nieco większą gibkością i skocznością, ale jak mniemam, nie sprawiło mu to większego kłopotu. Kolejno (po krótkiej przerwie) wskazała ogierowi szereg złożony z czterech, niewielkich kopert ustawionych na skok-wyskok, co również ćwiczyło przede wszystkim elastyczność i gibkość. Za każdym podejściem pilnowała odpowiedniego tempa i dobrego wejścia w odskok, na samych przeszkodach pracując wcale nie lżej niż Foudre. Mając wzrok utkwiony przed sobą, wczuła się w jego ruch, dzięki czemu na każdej przeszkodzie wchodziła w niespóźniony półsiad, oddając koniowi wodze. Po kilku powtórkach na ten kombinacji zasłużone przejście do stępa, w którym oddała koniowi wodze. Pochwaliła go i po 15 minutowym rozstępowaniu, zsiadła i wyprowadziła wierzchowca do stajni. /ztDiscendente - 2016-04-29, 23:50 Kara pod postacią smagnięcia batem nie pozostawała mu obojętna, ale bynajmniej nie działała na niego w zamierzony sposób. Fryzyjczyk tylko bardziej się irytował, noszony nadmiarem energii i negatywnych emocji. Również fakt, że Monroe nie pozwalała sobie na tyle, denerwowała go, przez co był istną tykającą bombą. Jak już wspominałam, ciężko było nauczyć go czegokolwiek, dlatego dość długo stawiał opór i próbował postawić na swoim. Trafił mu się ciężki orzech do zgryzienia, upartością godny jemu, chociaż nie respektował tego w żaden sposób. Dalej starał się wywyższyć nad jeźdźcem i okazać swoją dominację, oczywiście bezskutecznie, bo ostatecznie ruszył stępem w reakcji na ostrogę. Nie da się ukryć, że dalej próbował swoich sztuczek, teraz stawiając na ponadprzeciętne lenistwo i wykorzystując każde niedopatrzenie Monki, by spróbować zatrzymać się. Potrzebował nieustannego pilnowania, bo ciągle kombinował, w jaki sposób mógłby jakoś zniechęcić człowieka do siebie. Reagował tylko na ostrogę i bat, chociaż i tak na zakrętach pozostawał sztywny, chociaż mniej niż poprzednio. Rzeczywiście wyginał się, ale nie robił tego płynnie i gładko, prawie za każdym razem wypadając łopatką. Po pierwszym okrążeniu zaprzestał prób brykania, ale dalej spinał mięśnie i usilnie próbował zignorować pomoce od jeźdźca. Z czasem, dzięki cierpliwości i upartości, zaczął nieco lepiej wpisywać się w figury, chociaż dalej potrzebował wyrazistych, mocnych komend. Nawet na slalomie wykazał się minimalnym zainteresowaniem, ale było to tylko złudzeniem. Wewnątrz gotował się ze złości, naiwnie wierząc jednak w to, że za dobre sprawowanie zdobędzie zaufanie Monroe, co oczywiście chciał wykorzystać na swoją korzyść . Wbrew oczekiwaniom przejście do kłusa wykonał bez bryknięć, od razu ruszając sprężystym, zamaszystym kłusem z wysoką akcją kończyn, co było wyjątkowo charakterystyczną cechę tej rasy.