Dostrzegając postęp w zachowaniu konia, nie omieszkał się pochwalić go głosem, tym samym dając mu do zrozumienia, że jest z niego zadowolony i że wszystko jest dobrze. Intuicyjnie czuł, że mówienie do konia jest dobre i dodaje mu otuchy. Co prawda przykładowo na czworoboku było to zabronione, ale nie wybierał się na takowy, więc...
Rozluźniwszy Casello w kłusie, przeszedł od dosiadu do stępa, siadając głęboko w siodle i harmonijnie zatrzymując konia do niższego chodu. Po kilkunastu krokach aktywnego stępa, ponownie przeszedł do kłusa, wciąż anglezując. Innymi słowy, poprosił wałacha o parę przejść, zmieniając przy tym parę razy stronę, w którą się poruszali. Koń zapewne nie miał najlepszej kondycji po długiej przerwie, w dodatku był nieogolony, a w hali było ciepło, toteż na tym zakończył jego "męki". Po paru minutach takich ćwiczeń, w tym jazdy po kole, zatrzymał go do stępa i pogłaskał po szyi. Rozstępował i na jego grzbiecie pojechał do stajni. /zt
Wycofał uszy, wyłapując pochwałę mężczyzny i parskając w odpowiedzi. Był już przyzwyczajony do stylu jazdy Gerarda, dlatego chwaląc go, dodał mu nieco otuchy w tej stosunkowo trudnej sytuacji. Dalej nie czuł się komfortowo, jeżąc się na inne konie przy każdej lepszej okazji.
Przejście w stęp wykonał z lekkim opóźnieniem, ostatecznie jednak wykonując je poprawnie. Podobnie było w przypadku kolejnych przejść, wałach zachowywał się dość ospale. Ciągle był przejęty całym tym miejscem i ilością obecnych tutaj osób, przez co sygnały jeźdźca dochodziły do niego nieco później. Tak jak mężczyzna przewidywał, skarogniady był już solidnie zmęczony, głównie ze stresu, który nieustannie nie opuszczał jego ciała.
Opuścił szyję, kiedy tylko miał ku temu okazję. Gdy oschnął już nieco, posłusznie skierował się w stronę stajni, na hali pozostawiając po sobie tylko niezbyt dobrą opinię .
ztLockhard - 2016-03-25, 13:46 Na nagrodę zareagował wręcz radośnie, nie tylko parskając, ale też jednorazowo mocniej wychodząc w górę przy kolejnej foule galopu. Taka mała rzecz, a jak cieszy! Rzadko go chwalono przy skokach, pewnie dlatego był takim chamem... :<
Nie dała mu wiele czasu, kierując na następną przeszkodę, także krzyżaka. Krótkie najazdy były remedium na jego problemy, bo przyzwyczajony do mocnego galopu w dystansie, nagle musiał się ograniczyć do niewielkiej przestrzeni. Co prawda wciąż poruszał się bardzo dynamicznie, co wykazał w kolejnym skoku. Umiarkowanie ciągnął do przeszkód, skacząc je z zapasem i tak było też tego razu. Wycelował w sam środek przeszkody, z powodzeniem ją pokonując i po wylądowaniu skierował się po łuku na następną przeszkodę. W odpowiedzi na działanie dosiadu minimalnie się wzburzył, niechętnie się mu poddając. Można by pomyśleć, że wszystkie głosy o jego szatańskim zachowaniu są tylko pomówieniami, gdyby nie to, że po pokonaniu krzyżaka odbił sobie to skrócenie, podbijając zadem w górę. Minimalnie też odbił przed samą przeszkodą w lewo, w rezultacie skacząc w dość wysokim punkcie, a nie najniższym.Unexpected - 2016-03-25, 23:38
Courtney napisał/a:
[...]
Co tam dla niego stacjonaty, niskie przeszkody to prawie nic. Potrzebował przeszkód z prawdziwego zdarzenia, a te były takie sobie, przynajmniej dla niego. Jednak potrzebował treningu, więc cieszył się z jakiegokolwiek. Kiedy dojechali do stacjonaty, ponownie po łydce ogier wybił się od ziemi, wchodząc w fazę lotu i prezentując doskonały baskil. Po lądowaniu na prawo, zauważył ostatnią z przeszkód. To już? ;( Pewnym krokiem skierował się właśnie pod nią, by ponownie po łydce wnieść się w fazę lotu, doskonały baskil i lądowanie. Po krótkim odcinku galopu zwolnili do stępa, odpoczynek na pewno się chwilowy przyda, bez dwóch zdań.Anonymous - 2016-03-26, 20:44 Przeszkoda, jaką ustawił stajenny, była o jakieś dziesięć centymetrów wyższa niż przeszkody klasy, którą ogier chodził. Docisnęła łydki do jego boków, wypychając go tym samym do galopu. Jedno okrążenie przegalopowali po hali, by potem odbić wprost na przeszkodę. W odpowiednim miejscu dała mu sygnał łydką, by zaraz przejść do półsiadu i oddać mu wodze. Wylądowali razem, a to najważniejsze. Po kilku metrach przeszli do kłusa, potem do stępa. Pozwoliła mu odpocząć, rozstępowała go, a następnie zsiadła i wyprowadziła do stajni, klepiąc i wylewnie chwaląc.
z/tLisa - 2016-03-27, 14:02 Biedny Lockhard, całe życie bity i poniżany, nigdy nie chwalony. Powinien docenić, że niebiosa przysłały mu taką niewiastę, która i pochwali, i nie szarpie się z nim .
Właściwie nie zareagowała na podbicie zadem, jadąc spokojnie dalej. Jeżeli chodzi o jeździectwo to trudno ją było wytrącić z równowagi, a takie podrzucanie zadem nie było niczym złym, no chyba, że było odpowiedzią na jakiś sygnał amazonki. Wydawało jej się jednak, że to zwykły odruch radości, dlatego też go zignorowała. Jednak ostatniego krzyżaka trzeba było powtórzyć, bo najazd nie wyszedł idealnie na wprost - a to był trening, należało więc dopracowywać wszystko w najmniejszych szczegółach. Najechała więc ponownie na przeszkodę, pilnując go w łydkach aby nie odbił i tym razem w bok i skoczył prosto. Jeżeli wszystko było dobrze - poklepała go i dała chwilę przerwy w stępie na luźnej wodzy.
Stopniowo nabierając wodze wzięła go na kontakt, zagalopowując z małej wolty. Teraz pora na pojechanie całek sekwencji z krzyżaków - pierwsza przeszkoda to pojedynczy krzyżak na długiej ścianie ścianie skakany z prawej nogi, po łuku szereg na dwie fule, lądowanie na lewo i linia na środku z 4 fulami. Wszystko na wspomnianej wcześniej wysokości około 60 cm.
Blondynka chciała się przede wszystkim skupić na prowadzeniu, dojazdach i odbiciu, pozostaniem w harmonii z koniem.
Na pierwszą przeszkodę naprowadziła go znowuż z krótkiego najazdu, wiedzą, że tak po prostu będzie łatwiej. Ciałem pokazała mu, że będą lądować na prawo. Tutaj był już większy odcinek do przegalopowania, dlatego żeby ogier nie rozpędził jej się do szeregu siadła w siodło, wycofując ramiona, biorąc go na siebie, ale jednak nie szarpiąc się z pyskiem. W szeregu pozwoliła mu na dobranie tempa.Lockhard - 2016-03-27, 18:42 Drugie podejście do tego samego krzyżaka wykonał z równie dużym entuzjazmem. Skoki kręciły go na tyle, aby nie było w stanie go znudzić nawet parokrotne skakanie tej samej przeszkody - chociaż zauważalnie mniej nakręcał się w takiej sytuacji. W każdym razie, wykazał się większym skupieniem i tym razem bez wątpliwości skoczył na środku przeszkody, skutecznie ograniczony lewą łydką. Po skoku przeszedł do stępa, w którym to wciąż szedł bardzo energicznie, nie zdradzając najmniejszych oznak zmęczenia. Naturalnie jego oddech był przyspieszony, a na ciele wyszły mu pierwsze żyłki, lecz nic poza tym. Stępując niósł swobodnie łeb, na długiej i wyprostowanej szyi oraz przyglądał się innym koniom, które dopiero teraz zaczął na nowo zauważać.
Po krótkiej przerwie z powrotem skupił się na Lisie i po wejściu na ciasną woltę, zagalopował. Krótki najazd pomógł mu w pozostaniu pod kontrolą, w czego efekcie z powodzeniem został doprowadzony do krzyżaka, spod którego odbił się harmonijnie, zachowując płynność ruchów. Zgodnie z oczekiwaniami wylądował na prawej nodze, na łuku do szeregu rzeczywiście zdradzając chęć dodania w galopie. Zanim jednak taki plan został wcielony w życie, poczuł jak Lisa go blokuje, przez co pozostał we wcześniejszym tempie. Skoczył na wprost, dynamicznie wchodząc w szereg, w którego odległość wpisał się dobrze - bez dorabiania ani urywania foule. Obie przeszkody pokonał czysto, przy tych wysokościach raczej nie było szansy na zrzutkę tak długo, jak jeździec za nim nadążał i nie przeszkadzał.Unexpected - 2016-03-28, 17:54 Chodził N więc to i tak już dość wysokie przeszkody, podobno. Lubił nowe wyzwania, niczego się nie lękał. Ponownie wrócił do galopu, oczekując ciągu dalszego ćwiczeń, jedno koło wokół hali i kierunek - przeszkoda. Bez większego trudu odbił się w odpowiedni miejscu od podłoża, złożył i wyciągnął w locie by wylądować po drugiej stronie. Po przegalopowaniu kawałka, zwolnili wpierw do kłusa, potem stępa, w którym się rozchodzili i powrót do stajni.
z.tAnna Ross - 2016-04-03, 15:59 No dobra, te "bez problemów" to było tylko założenie Gdyby zamierzała się na kobietę z zębami, dostawała pstryczka w nos, chyba, że planowała ją pożreć to nieco brutalniejsze metody poszły w ruch Nie przesadnie, jednak nie mogła pozwolić rudej na takie zachowania. W końcu nic się nie działo, a ona niczym pierdzielnięta się zachowywała, trochę pokory i rozumu Długo krążyły po stajennym placu, tak długo, aż ruda się nieco ogarnęła życiowo. Gdy były obie gotowe, w końcu poprowadziła klacz na dużą halę. Gdyby tutaj również się nakręcała, kobieta ponownie długo łaziła, aż do ogarnięcia się rudej. Pokazując jej, że przecież "halo tu nic nie ma" Kobieta dużo mówiła do klaczy, nie zapominając jej pochwalić za prawidłowe zachowanie. W końcu zakładam, że Ciastko kiedyś się ogarnęło dostatecznie. Zatrzymała rudą, by poprawić ostatecznie sprzęt.Seacookie - 2016-04-04, 15:34 Weszła na halę, nadal szarpiąc się z niespotykaną zawziętością. Pstrykanie w nos nijak jej nie ruszało, ewentualnie tylko bardziej rozjuszało. Chodziły w kółko tej hali i chodziły, a Sea nie miała najmniejszego zamiaru ustąpić. Niestety, po narodzinach i brutalnym rozdzieleniu z jej syneczkiem, powrócił jej ten mendowaty charakter, który Kate udawało się niegdyś w pewnym stopniu utemperować. W końcu jednak "odpuściła", a w zasadzie po prostu zatrzymała się i pozwoliła kobiecie grzebać przy sprzęcie, by w odpowiednim momencie wystrzelić niczym z procy. I'm gonna be a mighty queen, so enemies beware! Przez dobre kilka minut galopowała wokół hali, zupełnie nie przejmując się Anną. Niestety, ucieczka nie była możliwa, więc musiała się zadowolić tą chwilą względnej wolności.
W końcu jednak podeszła do dziewczyny z wysoko uniesionym łbem, prychając z zadowoleniem.Anna Ross - 2016-04-04, 15:55 Musiała się nauczyć żyć sama, nikt nie będzie wiecznie trzymać ją w boksie z synem, który pewnie obecnie dorównał jej wielkości, albo nawet przerósł. Byłoby to nie rozsądne, nie humanitarne i takie tam. Poza tym, co z tego, że oddzieloną ją od syna? To było jakieś 2 lata temu, serio, roztrząsanie przeszłości teraz takie modne? Zawsze mogłaby posłużyć się stajennymi, gdzie zagonienie klaczy do rogu i ostateczne złapanie jej, pewnie wyszło by im szybciej i sprawniej niż, ganianie jej. Kobieta jednak ze stoickim spokojem, czekała aż klacz sama się ogarnie i wróci. Nie wachała się zbyt długo łapiąc bez precedensu wodzę w dłoń i ściągając je ostro w dół, nim ruda postanowiła znowu coś odjebać, wcześniej została dopięta jej lonża do wędzidła.
-Ruda ogarnij dupę, bo pójdziesz na kabanosy. - nie myślała, by klacz się tym specjalnie przejęła, ale była stanowcza, bezwzględna, ale zarazem opanowana. Tym razem w razie planowania ucieczki vel. 2 ściągnięcie na ziemię po przez wędzidło było bardziej realistyczne, poza tym lonża zdecydowanie ograniczała jej ruch. Poza tym chyba wieczne stanie w boksie też się jej nie uśmiechało nie? An wychowała jednego debila, z drugim też sobie da radę, ewentualnie jak to Tay zawsze mówi, kabanosy z konia podobno są smaczne. Wbrew pozorom An nie dorównywała siłą do półtonowego zwierzęcia, ale jednak miała jej nieco, poza tym, no cóż w końcu latanie wokół hali nie jest zbyt ciekawe, nudne i równie dobrze można wrócić do boksu. Tym razem trzymała rudą mocno, w razie ucieczki była przygotowana na to, a w razie ataku nie omieszkała odpowiedzieć się tym samym. Ruda musiała znać swoje miejsce, nie mogła zachowywać się jak dzik w buszu. Odebrała od stajennego bat, z chęcią czy nie rudej przeszły bardziej na środek hali, robiła wszystko tak, by klacz rozumiała, że wcale nie zamierzała żartować. Energiczne, stanowcze ruchy, gdy znalazły się po środku powiedzmy. Zostawiła rudą w jednym miejscu, cofając się o kroki, gdyby wyparzyła i biegała na oślep. Kobieta zaczęła zwijać lonżę, uniemożliwiając jej w końcowym efekcie galop czy kłus, bo koło mało tak małą średnicę, że musiała by to robić w miejscu. Powtarzała to za każdym razem do skutku, może jak rudej się ciało i mózg zmęczy to raczy w końcu się ogarnąć. Bo jej gówniarskie wybryki niszczą głównie jej życie, nie kobiety, bo prawdę powiedziawszy nie musiałaby z nią pracować. Mogłaby ją kupić i mogła by do śmierci stać w boksie, kuszące nie? Może jednak ruda w końcu ogarnęła mózg swój i zamiast pokazywać co najmniej gówniarskie i żałosne zachowania, raczyła wziąć się do pracy. An miała czas, pytanie ile ruda była wstanie znieść, albo kiedy zrozumie pewne rzeczy.Lisa - 2016-04-05, 19:39 Poklepała go pomiędzy przeszkodami, kierując na ostatnią już kombinację - linię z 4 fulami w środku. Celowo dobrała odległość, która mogła ogiera podkusić o nadmierne rozciągniecie się i zwiększenie tempa. Bo i ile w szeregu na fulę było to trudne, to 4 fule do pokonania to już całkiem spory dystans.
Dlatego uważnie podprowadziła go pod pierwszy krzyżak, zaraz po płynnie wracając w siodło, odchylając ramiona do tyłu i nie pozwalając mu na zbytnie rozpędzenie się.
Po całości - poklepała go i dała znowu chwilę wytchnienia. Na koniec oczywiście szykowała dla niego deser - coś na wyższym poziomie, dobrze spisał się na ćwiczeniach więc zasłużył . Chociaż nad ujeżdżeniową stroną trzeba jeszcze nieco popracować.Lockhard - 2016-04-06, 19:02 Poklepany po szyi, parsknął wdzięcznie, już na tym etapie będąc nieporównywalnie bardziej opanowanym niż na początku. Seria skoków, nawet niewielkich, pozwoliła mu w uzyskaniu pełnego rozluźnienia. Stąd do ostatniej kombinacji poszedł co prawda chętnie i żywo, lecz wciąż pod kontrolą. Oba człony pokonał z powodzeniem, nie popełniając błędy. Rzeczywiście ustawienie drugiego krzyżaka prowokowało go do wydłużenia foule, lecz przytrzymany zrezygnował z tego pomysłu, w ostatecznym rozrachunku mieszcząc się w wyznaczonych czterech foule.
Korzystając z chwili przerwy po skokach, opuścił swobodnie szyję. Stępował aktywnie, wyglądając przy tym na bardzo zrelaksowanego: jego ruchy były luźne, płynne, grzbiet pozostał lekko uwypuklony. Mimika ogiera także wskazywała na to, że najwyraźniej miał bardzo dobry humor. Łypnął ślepiem na szalejącą Seacookie, co nie zrobiło jednak na nim najmniejszego wrażenia. Zamiast tego zatrzymał się nieoczekiwanie i schylił, aby otrzeć się łbem o wystawioną do przodu nogę, czego w zasadzie robić nie powinien, ale... Powiedzmy, że pozwolił sobie na takie lekceważące zachowanie. Swędziało go, ot co!Elizabeth White - 2016-04-08, 16:02 Postanowiwszy skupić się bardziej na szczegółach ich ustawienia, rozpoczęła w międzyczasie lekko pracę na ręce. Chciała tym samym zachęcić Q. do dojścia do jej ręki i uwypuklenia grzbietu. Za każdym razem, gdy ta rozpraszała się, El upominała ją krótką półparadą, starając się zaangażować ją do jako takiej współpracy.
Po porządnej porcji kłusa, Amazonka usiadła w siodło, wykonała półparadę, przygotowując tym samym dresażystkę do zatrzymania. W owym celu usztywniła się w miednicy, odchyliła lekko do tyłu i stopniowo zaczęła ją ściągać na mordce. Jeżeli odbyło się bez zbędnych ekscesów, pochwaliła ją, od samego początku pilnując, żeby maszerowała żwawo przed siebie. Nie rozwlekały się zbytnio w najwolniejszym chodzie, jako że nie miały za sobą szaleńczych galopów i nie potrzebowały aż takiego odpoczynku. Tak więc po przejechaniu swobodnego okrążenia, Brunetka ponownie zaczęła zbierać kobyłę do kupy. Po półparadzie poprosiła ją o kłus, od nowa ustawiając ją pod względem tempa i jakości chodu. Nie rozciągała się jednak zbytnio i po osiągnięciu wstępnego konsensusu, postanowiła zagalopować. W tym celu usiadła w siodło, uprzedziła nieparzystokopytną o nadchodzącej komendzie, po czym wypchnęła do szybszego chodu. Ustawieniem swojego ciała zasugerowała jej odpowiednią nogę, cały czas pozostając w pełnym siadzie.Questionable - 2016-04-10, 15:55 Z każdą upływającą minutą i działaniem amazonki, Questionable rozluźniała się delikatnie, choć odpuszczenie nie miało miejsca natychmiastowo. Powtarzane niczym mantra sugestie Kanadyjki w końcu zaskutkowały lekkim obniżeniem łba, podstawieniem zadu i zaokrągleniem się grzbietu Holenderki. Co prawda do ładnie poskładanego ciała gniadej dzieliło je jeszcze trochę pracy, ale klacz szła na kontakcie i co jakiś czas przemielała wędzidło w pysku.
Nie stawiała już oporu i postawiła uszy w ramach zainteresowania otaczającym ją światem. Nie łypała wzrokiem na boki, skupiając się wyłącznie na ścieżce, którą prowadziła ją amazonka i ochoczo wykonywała każde polecenie, powoli przekonując się do obecności Elizabeth na swoim grzbiecie. Zatrzymała się poprawnie kiedy została o to poproszona i chętnie przeszła okrążenie w stępie. Miała dobrą kondycję, ale każda chwila odpoczynku była dla niej zbawiennym momentem treningu, podczas którego można było nieco się poobijać – z czego namiętnie korzystała.
Odpoczynek nie trwał długo. Już w chwilę po zakończeniu okrążenia amazonka poprosiła o zakłusowanie, które gniada wykonała nieco zbyt energicznie, co jednak udało jej się opanować już po kilku pierwszych taktach. Upomniana półparadą przyszykowała się na nadchodzącą zmianę, a rozpoznawszy w niej sygnał do zagalopowania wykonała go ochoczo, obierając dużo szybsze tempo niż powinna. Składowany w klaczy nadmiar energii, nawarstwiający się od momentu, w którym przyjechała do Orchardu, powoli zaczął brać nad nią kontrolę i nakłaniał klacz do jak najszybszego biegu w celu wytracenia zbyt dużej ilości mocy. Mimo tego ładnie szła od zadu, jej ciało było zaokrąglone a łeb delikatnie obniżony. Zaczęła się nawet trochę ślinić.Seacookie - 2016-04-20, 20:42 No niestety, dla Sea synek nadal był malutkim, słodkim źrebaczkiem. Pewnie spotkanie z nim i postawienie klaczy przed faktem dokonanym na coś by się zdało. Zresztą nie było tak, że ona z jakiegoś powodu nie darzyła Anny sympatią. Miała po prostu skrajnie zły humor, co u kobiet się zdarza, więc swoją złość postanowiła wyładować robiąc właścicielce na złość. Groźby w gruncie rzeczy nie zrozumiała, ale na stanowczy ton głosu zareagowała położeniem uszu wzdłuż potylicy. Łypnęła groźnie na osiemnastolatkę, chcąc ją jedynie nastraszyć. Przeszły na środek hali, następnie ruszyła po kole, prychając ze zdenerwowaniem. Próbowała zakłusować, ale średnica koła skutecznie jej to uniemożliwiła. Ostatecznie mogłaby zabawić się z Ann w przeciąganie liny... ;> Póki co jednak czuła się ograniczona, a tym faktem z kolei przytłoczona. Przecinała ogonem powietrze, spoglądając w kierunku blondynki morderczym spojrzeniem. W końcu jej przeszło (przynajmniej chwilowo). Zatrzymała się, przez chwilę nie wykonując żadnych ruchów. Wreszcie podeszła do Ross, by po chwili zacząć miziać ją chrapkami po brzuchu. Tak o. Nagła zmiana o 360 stopni. Może to uznać za dobry znać, a jeśli ją jeszcze przytuli, to już się chyba w ogóle dogadają