ITS - 2016-03-19, 19:06 Klacz przyszła tu za kobietą, rozejrzała się ciekawsko po hali w celu zapoznania się z nią. Udała się za nią na środek hali, gdzie nawet dość cierpliwie poczekała, aż kobieta na nią wsiądzie. Czekanie na pozwolenie do ruszenia było takie długie, nudne i męczące, ale co poradzić miała? Musiała się przyłożyć jeśli chciała by klacz poruszała się tak jak ona chciała, gdyż z czystej złośliwości potrafiła iść za szybko lub za wolno. W końcu udało im się wypracować te odpowiednie tempo i skierować na ścianę, parsknęła krótko na poklepanie po szyi. Wolała bardziej twórcze zajęcia i szybko się nudziła, więc tak rachu ciachu bo do piachu Krążyły po hali w różnych kierunkach, przez środek, na około i takie tam.Anonymous - 2016-03-20, 15:39
Unexpected napisał/a:
Dlaczego? On taki przyjemny jest do lotów, Tay już raz miała okazję to wypróbować i było całkiem spoko Dla niego kolory nie miały większego znaczenia, przeszkoda to przeszkoda, nic poza tym. Tak skakał przeszkody na poziomie N więc dla niego takie to nic wielkiego, przywykł do takich, większych i mniejszych. Nie miał problemów z utrzymaniem tempa oraz samokontroli, w odpowiednim miejscu po sygnale uniósł przody wyrzucając cielsko do przodu i odbijając się z zadu. By płynnie złożyć się w locie i wyciągnąć nad przeszkodą, wylądowanie na lewą nogę i kierunek następna przeszkoda - okser. Nie miał skłonności do wycofania się z pod przeszkody, chyba, że jeździec w siodle to jakaś ciamajda totalna. Ponownie po dojechaniu do przeszkody wzniósł się nad nią, by ładnie za baskilować i wylądować na lewo.
Kolejną przeszkodą był stacjonata, wyższa od pozostałych o jakieś dziesięć centymetrów. Na Unexie najwyraźniej nie robiły wrażenia, na niej specjalnie też. W myślach liczyła foule, by w odpowiednim miejscu docisnąć mocniej łydki i podążyć płynnie za jego ruchem, oddając odpowiednią ilość wodzy. Tym razem obciążyła prawe strzemię, sugerując lądowanie na tę właśnie nogę. Ostatnia z przeszkód mierzyła około metra dwadzieścia. Pewnie poprowadziła ogiera prosto na nią, nie tracąc tempa. Następnie wspomogła go impulsem od łydki, sugerując odskok w takim a nie innym miejscu, po czym przeszła w półsiad. Po pokonaniu przeszkody jeszcze chwilę utrzymywała go w galopie, by po tym zwolnić do stępa i dać mu odpocząć. Poprosiła stajennego o ustawienie przeszkody wyższej o dziesięć centymetrów od poprzedniej.Elizabeth White - 2016-03-22, 21:06
Questionable napisał/a:
Holenderka naprawdę nie była złym koniem i z pewnością nie zamierzała celowo zrzucić z siebie dziewczyny, mimo że ta siedziała na jej grzbiecie pierwszy raz w życiu. Nie była przyzwyczajona do kogokolwiek oprócz swojego właściciela, ale to, że nieco się uspokoiła było dobrym znakiem na zaakceptowanie przez nią poważnej zmiany, jaka ostatnio zaszła w jej życiu. Gniada ponownie głośno zarżała, a kiedy brunetka zastosowała półparadę zamknęła pysk i stuliła uszy, spinając się tuż przed sygnałem do kłusa, który najprawdopodobniej musiał zostać powtórzony, aby klacz zechciała na niego zareagować.
Prychnęła głośno w końcu poddając się prośbom kobiety i przeszła do wyższego chodu, choć zrobiła to z wyraźnym ociąganiem. Tempa jakie narzuciła w chwilę później nie można było jednak przyrównać do sposobu zmiany chodu, gdyż zaczęła energicznie machać nogami i łbem, w taki sposób aby wyrwać dziewczynie wodze. Kontakt z ręką jeźdźca to przecież największe zło na świecie!
Poza tym jednym wybrykiem, którego zaniechała już w chwilę później, szła w miarę grzecznie, mimo tego że nadal sztywno i nieco zbyt szybko. Machała przy tym wszystkim energicznie ogonem i raz po raz prychała głośno dając upust swemu niezadowoleniu.
Ani przez moment nie uległa próbom wyszarpnięcia wodzy. Mocno ścisnęła paski pomiędzy smukłymi palcami, lekko oddając Questionable rękę. Od samego początku zaczęła również pracować nad szaleńczym tempem, jakie obrała dresażystka. Nie hamowała jej na pysku, widząc, że ta i tak ma problem z utrzymaniem kontaktu. Postanowiła za to stłamsić ją dosiadem. Mocno akcentowanym anglezowaniem narzucała jej swój rytm, zaciskając przy tym uda i dość topornie utrzymując się w siodle. Poczekała cierpliwie aż kobyła odpuści, nie walcząc z nią na siłę. Bała się, że zareaguje metodą ''oko za oko'' i nie dość, że nie dojdą do porozumienia, to jeszcze będą się ze sobą sprzeczać do samego końca.
Nie pracowała nad zebraniem, ani nie poprawiała ustawienia gniadej. Pozwoliła jej iść do przodu po drugim śladzie, czekając aż trochę się zmęczy i spuści z tonu. Dopiero wtedy zdecydowała się popracować na łukach. W owym celu wprowadzała co jakiś czas Q na woltę, wężyk czy zmieniała kierunek przez pół wolty. Cały czas podpierała kopytną łydkami, pilnując by ładnie wpisywała się w narzucone łuki.So Hell - 2016-03-22, 21:50
Noa napisał/a:
. . .
Pełna energii, trochę mniej zapału do pracy, póki co raźnie kroczyła przed siebie, prezentując dosyć przyjemny dla oka stęp; jej uszy na zmianę obracały się wychwytując nowe dźwięki i chowały w smolistej grzywie. Dopóki Noa nie działała ręką i nie oczekiwała od podopiecznej niczego konkretnego, dopóty ta utrzymywała głowę w jednym, w miarę przystępnym miejscu - potylica znajdowała się na wysokości kłębu, natomiast nos był minimalnie wysunięty przed pion. Dopiero gdy dosiadająca ją kobieta zaczęła proponować wszelkie łuki, pojawiły się pierwsze problemy - karuska wchodziła na figury dość sztywno, okazując swoje wyraźnie niezadowolenie. Po kilku łukach zaczęła w niewielkim stopniu współpracować, wpisując się w rysunki półwolt, kół i serpentyn tylko tyle, ile było to konieczne. Bardzo szybko zaczęły nudzić ją te figury, dlatego w pewnym momencie nie omieszkała nadać ich treningowi nieco radosnych kolorów. Co rusz sprawdzała pewność siebie i wolę jeźdźca, starając się przejąć ster i samej narzucić kierunek czy tempo jazdy. Problemem nie były niewłaściwe pomoce czy niejasne polecenia, a fakt, że Hell stale potrzebowała jakiegoś zajęcia; bardzo absorbującym dla niej zadaniem okazała się serpentyna, do której przyłożyła się chyba najbardziej spośród wszystkich tych figur, które zdążyły dotąd wykonać - ustawienie, które swoją drogą od samego początku było satysfakcjonujące, pozostawało równie dobre, natomiast samo wpisywanie się w łuki i jazda na wprost była bardzo przyzwoita: na pewno nie bezbłędna, chociaż było widać, że tym razem klacz stara się spełnić oczekiwania amazonki. Nie była do końca przyzwyczajona do pochwał głosowych, niemniej powoli zaczęła kojarzyć je z czymś pozytywnym, dlatego wraz z usłyszeniem głosu właścicielki po raz kolejny, cofnęła uszy w jej kierunku, nasłuchując uważnie. Także klepanie po łopatce przyjmowała - o dziwo - z dużym spokojem i, można by rzec, zadowoleniem, które w jej w wypadku nie było zbyt częstą ekspresją. Po pierwszej serpentynie można było dostrzec nieco większe zaangażowanie w wykonywane ćwiczenia, chociaż Sollenamento od czasu do czasu na swój sposób przypominała Nyśce, że nudy i rutyny należy unikać. Wróciwszy na pierwszy ślad przemieliła w pysku kiełzno, wraz z wejściem na kontakt nieco wyraźniej opierając się (ale nie uwieszając) na wędzidle. Jako że przeważnie dosyć chętnie przeżuwała kiełzno, z chęcią skorzystała z propozycji kobiety już za pierwszym razem. Przez kilka sekund zapomniała się i w związku z tym nieco straciła na samym stępie, ale jeśli amazonka zdecydowała się powtórzyć ćwiczenie, poprawiła się do satysfakcjonującego poziomu.Lisa - 2016-03-23, 14:26 Tak naprawdę kij wie ile tu jest koni i ludzi na tej hali, no ale trudno . Weszła, prowadząc Loczka, zrobiła z nim dwa kółka w ręce stępem, po czym podprowadziła do schodków i wsiadła. Dała mu chwilowo luźną wodzę, rozsiadła się w siodle i skierowała go na duże koła.Lockhard - 2016-03-23, 14:33 Odpowiedź jest prosta: wystarczająco, aby zdekoncentrować karego. Gdy tylko pojawił się na hali i zauważył te wszystkie chodzące pod siodłem konie, zrolował szyję aby uszczypnąć się w pierś. Wydał z siebie przy tym stłumione rżenie, ale poza tym nie ośmielił się zrobić nic więcej. Większy problem miał z nakręcaniem się na przeszkody, niż na inne konie, toteż Lisa mogła spodziewać się spokoju pod tym względem.
Stępując w ręku po hali kroczył sprężyście, łypiąc ślepiami w stronę koni, szczególnie klaczy. Następnie pozwolił się dosiąść i wraz z nastąpieniem tej chwili, stracił większość zainteresowania swoimi pobratymcami. Ruszył stępem, stosunkowo energicznym, choć przez przesadne puszenie się stawiał skrócone kroki. Bawił się kiełznem, póki co 'podrzucając' je w pysku i zaokrąglając szyję mimo luźnej wodzy tylko po to, by w następnej chwili swobodnie ją rozprostować.Lisa - 2016-03-23, 14:42 Po odpowiednim rozstępowaniu zdjęła mu derkę, odwieszając na jeden ze stojaków i dociągnęła popręg.
Obie wodze złapała równo na kontakt, dojeżdżając łydką i dosiadem do ręki. Tam gdzie wyczuła spięcie działała delikatną półparadą, starając się jednak jak najmniej "mieszać w pysku". Pilnowała aktywnego stępa, zwracała jednak uwagę, żeby pozostał czterotaktowy. Pracując nad ustawieniem w tej fazie jazdy starała się go wypuszczać z nosem w dół i do przodu, trochę jak do żucia z ręki.
Lubiła rozprężać konie na niskiej szyi apotem stopniowo je podnosić bo to zazwyczaj gwarantowało lepsze rozluźnienie.
W takim stępie skierowała go na wolty i przekątne, planując odpowiednio wygięcia i wyprostowania.
Następnie na długich ścianach w obie strony pomoce do łopatki do wewnątrz, jeżeli nie zareagował prawidłowo wzmocniła trochę bodziec łydką.Lockhard - 2016-03-23, 15:18 Podczas odwieszania derki ledwie poruszył uchem. Niektóre konie upatrywały w tej czynności coś strasznego, ale Loczek z pewnością nie był jednym z nich.
Wznowił wstęp, od początku chętnie odpowiadając na pomoce jeźdźca. Co prawda wydawał się być stale pobudzony, ale krążąca w ciele energia była dobrą oznaką mimo ewentualnych trudności, które mogła wywołać z początku. Najchętniej zerwałby się galopem, ale na szczęście miał na tyle respektu do ludzi, że nie robił takich rzeczy. Chyba, że miał do czynienia z wyjątkowym tłukiem...
Ufnie oparł się równo na obu wodzach, nie robiąc tego jednak całym ciężarem. Ten, który Lisa mogła poczuć w rękach, mniej więcej odpowiadał ciężarowi kostki masła. Chętnie podążał za jej ręką, wysuwając nos do przodu i jednocześnie obniżając szyję. Nie spinał się - nie tylko był wyluzowanym, pewnym siebie koniem (który spinał się tylko przy pierwszych skokach, o ile z nim walczono), ale też nie dokuczały mu żadne bolesności. Znał też ten typ pracy, bo Christian praktykował identyczną rozgrzewkę.
Pod warunkiem, że pilnowała wygięcia na łukach i wyprostowania na prostych - wpisywał się w wyznaczone linie. Sam z siebie miał skłonności do przesadnego zginania się w szyi i ignorowania spychającej/wyginającej łydki, ale jeśli jeździec potrafił tego dopilnować, takowy problem nie występował. Przynajmniej w tych najprostszych figurach, bo w temacie chodów bocznych czy podobnych im ćwiczeń miał zgoła odmienne zdanie.
Tym razem jednak nie zaprezentował swojego klasycznego problemu - może dlatego, że przed paroma dniami szlifował z innym jeźdźcem ten element pod okiem renomowanego trenera.
Wystarczyło mu zaledwie jedno przypomnienie mocniejszym sygnałem, aby się ożywić i nie tracić impulsu w trakcie wykonywania łopatki, podczas której rzeczywiście zginał się w łopatce, a nie w szyi. Owe ćwiczenie motywowało go też do głębszego wkraczania tylną nogą pod kłodę.Lisa - 2016-03-23, 15:26 Używała raczej delikatnych pomocy, no chyba, ze nie zareagował odpowiednio - wtedy wzmacniała sygnał. Miała też zawsze ostrogę w pogotowiu, gdyby trzeba mu było przypomnieć jak wygina się w kłodzie. Dziewczyna każdy element wykonywała dokładnie, precyzyjnie przykładając pomoce. Nawet takie proste rzeczy jak wolty poprawiała w razie konieczności.
Poklepała go lekko po szyi za dobrze wykonaną łopatkę, powtórzyła to ćwiczenie na drugą stronę po czym dała delikatne sygnały do kłusa, poprzedzone półparadą. W kłusie rozgrzewka na razie wyglądała podobnie, koła i przekątne, trochę przejść stęp-kłus i kłus-stęp. Co któreś koło z kolei wypuszczała go du żucia z ręki, zachęcając by zszedł nosem jeszcze niżej. Chwaliła za dobrze wykonane elementy głosem lub poklepaniem po szyjce.
Po takiej pracy w kłusie dała mu chwilę przerwy, zastanawiając się co będą skakać. W końcu zdecydowała się na rozgrzewkę na krzyżakach, ale nie pojedynczych a skakanych od razu parkurowo.
Zanim jednak do skoków przejdą - przyszedł czas na galop, po trochu na obie nogi, pojedyncze lotne przez środek hali. Nie chciała go bardzo zmęczyć jazdą, a jedynie dobrze rozgrzać, a główne siły pozostawić na właściwy trening, który zaplanowała z dużą ilością galopu pomiędzy przeszkodami.Lockhard - 2016-03-23, 15:45 Ożywił się przy przejściu do kłusa, od samego początku poruszając się w nim... ekspresyjnie. Przede wszystkim kłusował bardzo chętnie, ale nie przerodził tego zapału w bezmyślne zapitalanie. Nie zaburzył swojego środka ciężkości, pozostawiając łopatki swobodnymi i stale pchając się zadem. Nie zawsze taki był, ale obecność innych koni oraz pochwały od Lisy zdecydowanie dodawały mu skrzydeł :>. Rozpierała go też energia, stąd smętne powłóczenie noga za nogą absolutnie nie wchodziło w grę.
Pracował podobnie jak w kłusie; na prawo był minimalnie sztywniejszy w trakcie jazdy po wolcie, ale pojedyncza półparada czy mocniejsze użycie wewnętrznej łydki skutecznie pozwalało mu w zniesieniu tej blokady. Nie miał też problemów z tempem, dzięki rozwiniętej równowadze nie miał potrzeby zwalniać czy przyspieszać.
Jeżeli natomiast chodzi o przejścia, to parę razy zdarzyło mu się odbić od ręki, głównie z początku. Nie był do końca skoncentrowany i powoli, powolutku zaczynał szukać pretekstu do rozrabiania. Bowiem już teraz uzmysłowił sobie, że za chwilę nadejdzie pora na galop, a po galopie - na skoki. Jego myśli już tam krążyły.
Do dołu natomiast rozciągał się chętnie, kwitując to ćwiczenie parskaniem i potrząsaniem łba, co świadczyło o rozluźniającej się potylicy i ogólnym odprężeniu, egzystującym z pozytywnym, radosnym podekscytowaniem (co by nie powiedzieć, że napięciem).
Przed galopem przyszło mu trochę odpocząć, aż wreszcie przeszedł do wspomnianego chodu, tutaj także zdradzając swój rosnący zapał. Szedł mocno do przodu, nie wymykając się jednak spod kontroli. Jego foula była mimo wszystko okrągła, po prostu wypełniona dynamiką. Przy pierwszej lotnej bryknął, niejako zdradzając co chodziło mu po głowie od dłuższego czasu. Kolejne zmiany były już bardziej harmonijne, choć ich wykonanie pozostawiało nieco do życzenia - za mocno rzucał się przy tym do przodu, zaburzając lekko rytm. Nic dziwnego, nikt nigdy nie zawracał mu tym za bardzo głowy. Miał przede wszystkim skakać.Questionable - 2016-03-23, 19:30 Nie chciała walczyć – dla niej samej nie było to także wcale przyjemne. Po prostu nie ufała dziewczynie i liczyła na to, że dzięki braku współpracy brunetka się podda, zsiądzie z niej i odstawi klacz z powrotem do boksu. Cóż za paradoks – jeszcze do niedawna marzyła o tym by opuścić swoje cztery ściany i zobaczyć coś poza nimi a teraz broniła się przed ludźmi jak tylko mogła.
Ale naprawdę zaczynała odpuszczać. Poddała się tempu, które narzuciła Elizabeth i mimo że nadal spięta, dzielnie parła do przodu, raz po raz wydając z siebie niezadowolone dźwięki. Poproszona o jazdę po łukach dziarsko wykonywała polecenia amazonki, nie wkładając w nie jednakże ani odrobiny serca czy zaangażowania. Szła do przodu, niosąc łeb wysoko jak żyrafa i ponownie rozpoczęła rozglądanie się po hali, szczególnie, że pojawiły się na niej nowe postacie. Postawiła uszy, idąc w jedną stronę, a wyginając się w odwrotną i dopiero kiedy (prawdopodobnie) kobieta zastosowała półparadę, niechętnie obróciła łeb, tym razem całą siła woli skupiając się na podłożu, po którym dreptała.
Wprowadzenie jej na koła czy dokładnie wyjeżdżanie łuków powoli zaczęło działać na gniadą, która odprężyła się nieco i z której zszedł pierwszy stres spowodowany obecnością w nowym miejscu. Questionable obniżyła nieco łeb i zaczęła się rozluźniać a z nudów także raz czy dwa przeżuła w pysku wędzidło. Daleko jej było jeszcze do gniadoszki, którą doskonale znał poprzedni właściciel, ale była na dobrej drodze ku zaprezentowaniu swego lepszego „ja”.Noa - 2016-03-23, 20:28
So Hell napisał/a:
Noa napisał/a:
. . .
Pełna energii, trochę mniej zapału do pracy, póki co raźnie kroczyła przed siebie, prezentując dosyć przyjemny dla oka stęp; jej uszy na zmianę obracały się wychwytując nowe dźwięki i chowały w smolistej grzywie. Dopóki Noa nie działała ręką i nie oczekiwała od podopiecznej niczego konkretnego, dopóty ta utrzymywała głowę w jednym, w miarę przystępnym miejscu - potylica znajdowała się na wysokości kłębu, natomiast nos był minimalnie wysunięty przed pion. Dopiero gdy dosiadająca ją kobieta zaczęła proponować wszelkie łuki, pojawiły się pierwsze problemy - karuska wchodziła na figury dość sztywno, okazując swoje wyraźnie niezadowolenie. Po kilku łukach zaczęła w niewielkim stopniu współpracować, wpisując się w rysunki półwolt, kół i serpentyn tylko tyle, ile było to konieczne. Bardzo szybko zaczęły nudzić ją te figury, dlatego w pewnym momencie nie omieszkała nadać ich treningowi nieco radosnych kolorów. Co rusz sprawdzała pewność siebie i wolę jeźdźca, starając się przejąć ster i samej narzucić kierunek czy tempo jazdy. Problemem nie były niewłaściwe pomoce czy niejasne polecenia, a fakt, że Hell stale potrzebowała jakiegoś zajęcia; bardzo absorbującym dla niej zadaniem okazała się serpentyna, do której przyłożyła się chyba najbardziej spośród wszystkich tych figur, które zdążyły dotąd wykonać - ustawienie, które swoją drogą od samego początku było satysfakcjonujące, pozostawało równie dobre, natomiast samo wpisywanie się w łuki i jazda na wprost była bardzo przyzwoita: na pewno nie bezbłędna, chociaż było widać, że tym razem klacz stara się spełnić oczekiwania amazonki. Nie była do końca przyzwyczajona do pochwał głosowych, niemniej powoli zaczęła kojarzyć je z czymś pozytywnym, dlatego wraz z usłyszeniem głosu właścicielki po raz kolejny, cofnęła uszy w jej kierunku, nasłuchując uważnie. Także klepanie po łopatce przyjmowała - o dziwo - z dużym spokojem i, można by rzec, zadowoleniem, które w jej w wypadku nie było zbyt częstą ekspresją. Po pierwszej serpentynie można było dostrzec nieco większe zaangażowanie w wykonywane ćwiczenia, chociaż Sollenamento od czasu do czasu na swój sposób przypominała Nyśce, że nudy i rutyny należy unikać. Wróciwszy na pierwszy ślad przemieliła w pysku kiełzno, wraz z wejściem na kontakt nieco wyraźniej opierając się (ale nie uwieszając) na wędzidle. Jako że przeważnie dosyć chętnie przeżuwała kiełzno, z chęcią skorzystała z propozycji kobiety już za pierwszym razem. Przez kilka sekund zapomniała się i w związku z tym nieco straciła na samym stępie, ale jeśli amazonka zdecydowała się powtórzyć ćwiczenie, poprawiła się do satysfakcjonującego poziomu.
Amazonka niespiesznie zaczęła wydłużać wodzę, milimetr po milimetrze, oczekując od karej zejścia głową w dół i uwypuklenia grzbietu. Nie zapominała o wsparciu łydek oraz o regularnego zachęcania do przeżuwania wędzidła. W pewnym momencie stop, pochwała i stopniowe nabieranie wodzy, z powrotem do poprzedniego ustawienia. Rozgrzewka w stępie trwała już wystarczająco długo, tak więc w narożniku Nyśka mocniej docisnęła obydwie łydki, jednocześnie subtelnie odpuszczając na wodzy, by przejście do kłusa mogło być w miarę możliwości płynne. W razie jakichkolwiek problemów ze śpieszeniem się karej do przodu; półparada i wjazd na woltę. Kobiecie zależało na dynamicznym tempie, a nie szaleńczym wyrzucaniu nóg do przodu. Pierwsze dwa okrążenia był swobodne, bez żadnych większych poleceń ze strony amazonki (co najwyżej pilnowała tempa), by holenderka mogła się trochę w tym kłusie "wyszaleć". Potem zmiana kierunku po przekątnej (gdzieś w międzyczasie skinęła głową w kierunku Lisy), półparada i zachęcanie do lekkiego zebrania (zewnętrzna wodza napięta, wewnętrzna masuje język, a do tego podparcie ze strony łydek). W razie głębszych buntów - odpuszczenie, parę kroków, półparada i powtórzenie prośby. Gdy tylko So Hell zaczęła się angażować, od razu głosowa pochwała i przejście do następnego etapu, by przypadkiem się nie zanudziła. Teraz na długich ścianach zaczęła robić wężyki, wymagając od karej całkowitego skupienia. Łuki początkowo był dość szerokie, wężyk był "rozciągnięty", jednak z czasem robiły się coraz krótsze. Wsparcie łydek i wodzy (wewnętrzne pomoce nadają kierunek i ustawienie, zewnętrzne ograniczają) i do przodu, co jakiś czas ze zmianą kierunku. Później z kolei przejścia, z kłusa do stępa, ze stępa do kłusa, do stój i tak dalej. Podczas zatrzymania zamknięcie łydek, zablokowanie miednicy i wstrzymujące działanie wodzy. Sekwencja zmienna, by So Hell nie zaczęła robić przejść z pamięci.Lisa - 2016-03-23, 21:27 Wszelkie korekty jakie robiła przy lotnych starała się robić dosiadem i swoim środkiem ciężkości. Nie chciała z nim wchodzić w niepotrzebną szarpaninę i denerwować go zanim zaczną prawdziwą robotę. Sama szkoląc konie do skoków wolała trochę więcej czasu poświecić pracy ujeżdżeniowej, a potem dopracowywać takie elementy jak lotne. Z pewnością jeżeli dane im będzie jeszcze razem współpracować to Liska przewałkuje go ujeżdżeniowo .
Pozwoliła mu się trochę wygalopować, miał na to widoczną ochotę. Na dalszą pracę założyła sobie pracę na krzyżakach do 60 cm. Celowo wybrała tak niską wysokość, chciała trochę Loczka pozaskakiwać najazdami i pracą żeby nie nakręcał się zbytnio na dalsze przeszkody. Dlatego też pierwszego krzyżaka najechała z małej wolty, wolnym tempem. Nie szarpała się z nim, pozwoliła galopować, korygując wszystko dosiadem. Przeszkody były tak małe, że nawet jeżeli nie będzie pasować to powinni sobie ztym bez problemu poradzić.Lockhard - 2016-03-24, 11:48 Mimo całej sympatii, może niech lepiej nie dojdzie do kolejnego spotkania, bo jeszcze ich relacja się znacząco pogorszy! Z jakiegoś powodu mało kto rwał się do szlifowania ujeżdżenia na ogierze, ograniczając te treningi do zupełnego minimum. Później na zawodach wychodziło wszystko na jaw...
Po dłuższej chwili galopu zdawał się powoli wracać na ziemię. Nawet parokrotnie parsknął, chętnie schodząc łbem niżej i tym samym zaokrąglając całą sylwetkę, głównie plecy. Dobrze mu się pracowało z jeźdźcami, którzy dawali mu pewną dozę swobody - w tym pozwalali na jego energiczny galop. Niestety niektórzy się bali, co tylko rodziło konflikty. Tymczasem karus wyglądał na zadowolonego, przynajmniej do tego momentu.
Wszedł na małą woltę, na której zwolnił do takiego galopu, jakiego oczekiwała po nim Lisa. Wyszedłszy na wprost krzyżaka, charakterystycznie dla siebie uniósł łeb, wyczuwalnie się ożywiając. Zakładam jednak, że najazd był stosunkowo krótki, toteż ogier nie zdążył się szczególnie rozciągnąć, do czego wyrażał tendencję nawet przy niewielkich przeszkodach. Pierwsze skoki nakręcały go niezależnie od wysokości. Skoro jednak nie był chamsko przytrzymywany, to równo dogalopował do przeszkody, także nie próbując rozpocząć walki z Lisą. Po prostu nie było co oczekiwać po nim wolnego patataj, tudzież galopu przez nóżkę . Sam doskonale wiedział, kiedy się odbić, toteż w optymalnym ku temu miejscu odepchnął się od ziemi, płynnie pokonując krzyżaka. Skoczył z zapasem, aczkolwiek nie jakimś dramatycznym - nie powinien tym wysadzić Lisy w kosmos xD - nie zapominając o podniesieniu nóg, mimo małej wysokości. Wylądował w równowadze, krótko przy tym parskając i kierując jedno z uszu na jeźdźca, w oczekiwaniu na dalsze wskazówki, gotów na szybką odpowiedź. Nie rozpędzał się dodatkowo po przeszkodzie ani też nie zdradzał skłonności do brykania, także chociaż pod tym względem było z nim dobrze.Lisa - 2016-03-24, 20:06 Nie strasz bo postawię sobie za punkt honoru ujeździć go do końca!
Lisa wychodziła z założenia, że doświadczonym koniom trzeba dać pewną dozę swobody bo czasem lepiej od jeźdźca wiedzą jak dostosować tempo i odskok. Oczywiście pozostawała czujna i jakby przeszło ogierowi przez myśl odbić się 3 metry przed to w każdej chwili mogła go skontrolować.
Tempo może i miał ciut za szybkie jak na takie maleństwa, ale był zdrowym, rosłym i niewybieganym ogierem! Może patatajowe tempo było dla niego w tej chwili zbyt trudnym wyzwaniem .
Zabrała się z nim na krzyżaku, nie mając najmniejszych problemów z dostosowaniem półsiadu i równowagą. W skoku pozostawiła mu sporo swobody.
-Dobry chłopiec - pochwaliła go głosem, równocześnie klepiąc jedną ręką.
Z krótkiego najazdu skierowała go na kolejnego krzyżaka, równo prowadząc w dwóch wodzach. Po skoku wróciła płynnie w siodło, bo już 3 fule dalej po lewym łuku znajdowała się kolejna przeszkoda. Wycofała się, dosiadem próbując go nieco skrócić - dalej unikając szarpania za pysk.