Johnny Bravo - 2020-07-09, 23:47 Znaczna część obiektów, przynajmniej tych treningów, była ciągle obca dla Johnny'ego, więc przyprowadzony na czworobok, rozejrzał się po nim, żeby dostrzec, że w zasadzie to takie samo miejsce co w jego poprzednim domu. Nie wykazywał więc większego niepokoju i przy wsiadaniu zachował charakterystyczny dla siebie spokój. Spokojnym spojrzeniem mierzył okolicę podczas gdy Tyler poprawiał sprzęt. Mimo że pozornie było to takie samo miejsce jak w Australii, nawet Jasiu dostrzegał różnice, przede wszystkim w roślinności. Nie był ją jednak zainteresowany na tyle, żeby miało to odwrócić jego uwagę od właściciela. Otrzymawszy łydkę, zaczął iść stępem po pierwszym śladzie, głowę niosąc na najwygodniejszej dla siebie wysokości. Tradycyjnie nie wymyślał przy tym spacerowaniu wokół czworoboku, jedynie parokrotnie oglądając się na zewnątrz, by za chwilę wrócić do wyprostowania. Szedł żwawo, nie odczuwając potrzeby narzucania sobie mocniejszego tempa i tym samym nie sprawiając Tylerowi problemów.
Również zebraniu wodzy nie towarzyszyło większe spięcie z jego strony. Odruchowo przeżuł wędzidło w pysku, a jeśli mimowolnie gdzieś się usztywnił, to odzyskał rozluźnienie w miarę wyjeżdżania łuków i wyginania go do środka czy na zewnątrz. Praca w stępie nigdy nie należała do najciekawszych, dlatego dla Johnny'ego przyjemną odmianą był kłus, do którego chętnie i płynnie przeszedł. W nim co prawda już nieco bardziej zaczął wykorzystywać swoje gabaryty i korzystać z dłuższego kroku, żeby jakoś pozbyć się swojej energii. Szczęśliwie ta już go tak nie tłamsiła po wczorajszym treningu, więc dzisiaj był szczególnie przyjemny w obyciu i łatwo odpowiadał na pomoce właściciela.Johnny Bravo - 2020-07-13, 21:14 Johnny nie był oporny w pracy z człowiekiem, więc szybko reagował na poszczególne działania właściciela. Co prawda z początku mogło mu iść to jeszcze dość opornie i spinał się, ale z czasem zaczął nabierać w tym większej pewności siebie. Podążył za działaniem ręki mężczyzny i opuścił nieco głowę wraz z szyją, wyciągając ją w tym odcinku i przeżuwając wędzidło w pysku. Przy tym pozostawił swój środek ciężkości bardziej przy zadzie, a nie przeniósł go do przodu, poruszając się ciągle tym samym, równym krokiem. Jego plecy w wyniku tego odruchowo się uwypukliły i zaczęły pracować, czemu jednak nie towarzyszyło usztywnienie ze strony konia, który był do takiego obrotu spraw przyzwyczajony. Nie próbował zwalniać na własną rękę, pozostając w pełni skupionym na Tylerze, na którego parokrotnie wycofywał jedno ucho w oczekiwaniu. W takim ustawieniu łuki nie sprawiały mu problemów, szczególnie, że był dobrze pilnowany przez Tylera, który ewentualne niedociągnięcia poprawiał. A te mimo wszystko ciągle się zdarzały, choć rzadko i przede wszystkim na jego sztywniejszą stronę.
Przy zmianach kierunku również pozostawał skupiony, a na tych na przekątnych zachowywał odpowiednie wyprostowanie i pod warunkiem odpowiedniego prowadzenia nie spływał na boki. Ogólnie rzecz biorąc, większość zależała przede wszystkim od Tylera, bo Jasiu jako karny i posłuszny koń nie podważał jego woli. Szybko mieli zobaczyć efekty tej pracy, kiedy kasztan zaczynał coraz dynamiczniej nieść, zyskując więcej przepuszczalności w łopatkach, a wraz z tym lekkości w kłusie. Poparskując co krok wykazywał swoje rozluźnienie, przy okazji zaczynając się bardziej bawić swoim ruchem i popisywać, chociaż ciągle było to dość subtelne i niepewne. Zagalopowanie dodało mu więcej odwagi, bo od razu mocniej pchnął się zadem, przechodząc energicznie do wyższego chodu, w którym jednak pozostał dość spokojny, nie odczuwając już potrzeby ponoszenia dla zrzucenia emocji czy energii.