To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Logan Lerman - 2016-03-16, 21:42

Chciałem wybrać się z Lumiere na czworobok, ale zdałem sobie sprawę, że na zewnątrz jest już ciemno. Nie wiedziałem też, jakie mają tam oświetlenie i czy w ogóle jest wolny, więc ostatecznie zdecydowałem się na większą halę. Trenowało tam już kilka par, ale inne obiekty były zajęte, a ten jako jedyny mógł pomieścić jeszcze nas.
Zatrzymałem się w pustej części hali, podciągnąłem klaczy popręg i za chwilę byłem już w siodle. Poklepałem ją po szyi, x raz już dzisiaj :lol: Delikatnym dociśnięciem łydki poprosiłem Lumiere o stęp, od razu kierując ją na ślad. Wytyczyliśmy sobie małych rozmiarów czworobok, żeby móc na nim ćwiczyć. Pierwsze kilka minut wymagałem od siwej aktywnego tempa, by mi nie zasnęła przypadkiem pod siodłem. Nadal była dość nieufna wobec mnie, więc stosowałem jak najdelikatniejsze pomoce.

Lumiere Noire - 2016-03-16, 21:58

Przybyli na halę, na której miała odbyć swój pierwszy, prawdziwy trening w Orchardzie. Trochę szkoda, że nie mogła tego zrobić ze swoją właścicielką, ale... nic na to nie mogła poradzić. Wchodząc do środka, zlustrowała wzrokiem całe pomieszczenie, od razu dostrzegając także kilka koni, które już tu trenowały. Przykleiła uszy do potylicy w momencie, gdy chłopak zaczął prowadzić ją w odpowiednie miejsce. Nie podobał jej się fakt, że były tu obce osobniki, a ona wcale nie miała ochoty z nimi tu przebywać. Prychnęła zażenowana, idąc za Loganem. Zaraz jednak stanęła, rozglądając się znów dookoła. Na szczęście byli względnie oddaleni od reszty par. Gdyby jednak jakimś trafem klacz znalazła się w pobliżu innych koni, zapewne nie zawahałaby się zacząć się bronić. Na razie jednak nic na to nie wskazywało, i dobrze. Łypnęła wzrokiem w stronę chłopaka, który teraz miał zamiar na nią wsiąść. Uwaznie go obserwowała, a gdyby w jego ręku przypadkiem znalazł się bat - zleciałby z niej szybciej, niż na nią wsiadł.
Ruszyła stępem przed siebie, wchodząc w aktywne tempo, po śladzie. Co jakiś czas prychała, i zaczęła żuć wędzidło, rozglądając się po hali tyle, ile mogła.

Logan Lerman - 2016-03-16, 22:34

Specjalnie wybrałem miejsce z dala od innych par, by klacz przypadkiem się nie spłoszyła. Przed wejściem na halę zdążyłem też poprosić stajennego, by dopilnował nie przekraczania granic naszego wytyczonego czworoboku przez inne pary. W końcu planowałem ujeżdżenie, a nie rodeo.
Zacząłem zbierać wodze, wchodząc na kontakt z pyskiem klaczy. Dobrze byłoby, gdyby podstawiła zad, do czego starałem się ją nakłonić, choć po prawdzie nie wiedziałem, jak wcześniej wyglądały jej treningi, co umiała, a czego nie. W ramach rozgrzewki wyjeżdżaliśmy wolty, gdzie podpierałem ją łydką, jednocześnie pilnując, by ładnie się wyginała i nie wypadała zadem. Stopniowo dodawałem kolejne ćwiczenia, takie jak wężyki czy serpentyny. Nie chciałem, żeby szybko się znudziła. Później powtórzyliśmy kilka z tych figur w kłusie. Na koniec zostały przejścia z kłusa do stępa, ze stępa do stania, w różnych sekwencjach.
W najbliższym narożniku dałem Lumiere sygnał do galopu. Przejechaliśmy dwa okrążenia, dopiero po nich wyjechaliśmy dwie wolty, jedną nieco większą od drugiej. Kiedy się rozluźniła, wróciliśmy do stępa, na zaledwie kilka minut. W myślach ułożyłem plan, mniej więcej pokrywający się z programem klasy P. W tym czasie porządnie ją też wygłaskałem. Należała się jej pochwała, bo jak dotąd ładnie pracowała.

Anonymous - 2016-03-17, 15:45

Nie, nie, ja chyba spasuję :lol2: Pierwszą przeszkodą była stacjonata pomalowana na łagodny niebieski odcień. Nie powinna zbudzić w Unexie jakichś większych emocji. Court była pewna, że skakał wyższe. Prowadziła go zamkniętego w pomocach, pilnowała, by szedł aktywnie do przodu, ale nie pędził na łeb na szyję. W odpowiednim momencie dała mu sygnał do wybicia, od razu przechodząc do półsiadu i oddając mu odpowiednią ilość wodzy. Zasugerowała mu lądowanie na lewą nogę, obciążając bardziej właśnie lewe strzemię. Kolejna przeszkoda wyglądała na wyższą, była złożona z dwóch członów, słowem - okser. Uważała, by się jej przypadkiem nie wyłamał, chociaż to chyba nie było możliwe :lol2: Sygnał od łydki, oddanie wodzy i płynne podążenie za jego ruchem. Następnie lądowanie. Po łagodnym łuku skręcili na lewo.
Lumiere Noire - 2016-03-17, 18:38

Dobrze, że o tym pomyślał, bo siwka nie należała do koni zbyt przyjacielsko nastawionych, jeśli chodzi o inne rumaki. Wprawdzie będąc w boksie, przeważnie je ignorowała, jednak teraz, kiedy miały do niej całkowity "dostęp" nie pałała entuzjazmem. Na skrócenie wodzy, odruchowo zareagowała zebraniem się. Zrolowała umięśnioną szyję, a ciężar ciała przeniosła bardziej na zad. Wbrew pozorom, na treningach nie sprawiała większych problemów. To pewnie datego, że po prostu lubiła to, co robi. Oddała całe swoje życie tańcu na czworoboku, dlatego teraz, była rozluźniona i gotowa do pracy. Każde ćwiczenie wykonywała dokładnie, wręcz pedantycznie, rozgrzewając nieco zastane ciało. Cieszyła się, że w końcu może troszkę potrenować, pomimo tego, że Mii nie było tutaj z nią. Zastanawiała się, czy jeszcze ją kiedyś odwiedzi... czy w ogóle to zrobi.
Dostając znak, płynnie przeszła do wyższego chodu, wysoko unosząc kończyny, i uważając, by nie wyjść z odpowiedniego ustawienia. Jej kłus był miękki i przyjemny dla jeźdźca. Przejścia nie sprawiały jej problemów, przeważnie wykonywała je płynnie. Po tym przeszła do galopu, wchodząc w odpowiednie tempo i rytm. Po przejechaniu dwóch okrążeń, przeszła do wykonywania odpowiednio dwóch wolt - najpierw mniejszą, później większą. Potem przeszła posłusznie do stępa, prychając cicho na klepanie po szyi. Czekała na dalsze wskazówki człowieka.

Logan Lerman - 2016-03-17, 19:18

Po kilku minutach odpoczynku nadszedł wreszcie czas na powrót do pracy. Niestety brakowało nam tabliczek z literkami, ale musieliśmy jakoś dać sobie radę. W połowie długiej ściany poprosiłem klacz o przejście do kłusa, by na środku krótkiej skręcić do punktu X, będącego środkiem czworoboku. Tam zatrzymaliśmy się i odczekaliśmy kilka sekund. Następnie wróciliśmy do kłusa, dojechaliśmy do końca linii, zaraz wracając na ślad i ruszając w prawo. Powróciwszy do punktu A, zachęciłem Lumiere do skierowania się na linię środkową. Chciałem przećwiczyć z nią ustępowanie. Wewnętrzną łydką przesuwałem ją do ściany, zewnętrzną pilnując wyprostowania. Nie wymagałem jednak więcej niż kilku kroków, za to wykonanych poprawnie. Jeśli jej się udało, pochwaliłem ją słownie.
Znaleźliśmy się na powrót na wydeptanej krótszej ścianie. W narożniku dałem jej sygnał do zagalopowania. Na dłuższej ścianie wymagałem od siwej wykroku, w 3/4 długości weszliśmy na koło, w jego połowie powracając do galopu roboczego. I to by było na tyle, jeśli chodzi o programy.
Poprosiłem hanowerkę o zwolnienie do stępa, dosłownie na chwilę.

Unexpected - 2016-03-17, 20:34

Dlaczego? On taki przyjemny jest do lotów, Tay już raz miała okazję to wypróbować i było całkiem spoko :lol2: Dla niego kolory nie miały większego znaczenia, przeszkoda to przeszkoda, nic poza tym. Tak skakał przeszkody na poziomie N więc dla niego takie to nic wielkiego, przywykł do takich, większych i mniejszych. Nie miał problemów z utrzymaniem tempa oraz samokontroli, w odpowiednim miejscu po sygnale uniósł przody wyrzucając cielsko do przodu i odbijając się z zadu. By płynnie złożyć się w locie i wyciągnąć nad przeszkodą, wylądowanie na lewą nogę i kierunek następna przeszkoda - okser. Nie miał skłonności do wycofania się z pod przeszkody, chyba, że jeździec w siodle to jakaś ciamajda totalna. Ponownie po dojechaniu do przeszkody wzniósł się nad nią, by ładnie za baskilować i wylądować na lewo.
Lumiere Noire - 2016-03-17, 21:06

Logan Lerman napisał/a:
...


Po przerwie, ochoczo powróciła do wyższego chodu w połowie długiej ściany, tak jak prosił ją Logan. Przekłusowała całą długość do krótkiej ściany, a następnie skręciła w kierunku środka czworoboku, czyli punktu X. Tam, płynnie przeszła do zatrzymania się i pozostając dalej w zebraniu odczekała kilka sekund. Uszy siwki co jakiś czas zwracane były w stronę jeźdźca, a ona zaczęła aktywnie żuć wędzidło. Po odczekaniu, znów przeszła do kłusa, przejeżdżając do końca czworoboku i skręcając w prawo. Kłusowała, aż nie wrócili z powrotem do punktu A. Skierowała się na linię środkową, zaraz dostając sygnał do kolejnego ćwiczenia, którym było ustępowanie. Zgodnie z życzeniem Logana, zaczęła poruszać się na skos, łeb delikatnie kierując w stronę przeciwną do ich kierunku poruszania się. Przeszła tak kilka kroków, o które prosił ją Logan. Następnie znaleźli się na krótszej ścianie, w narożniku której zagalopowała. Wyciągnęła krok na tyle, ile była w stanie, by na 3/4 długości długiej ściany odbić i wejść na koło. Jego krawędzie również dokładnie wykonała, wyginając się dostatecznie mocno.
Po tym ćwiczeniu przeszła płynnie do stępa, czekając na następne wskazówki jeźdźca.

I So Bad - 2016-03-17, 21:17

Christian Levrull napisał/a:

Po powrocie do prawidłowego ustawienia po całkiem niezłych łopatkach zagalopował na śladzie cały czas półparadami zwracając na siebie uwagę klaczy. Systematycznie dojeżdżał ją do ręki starając się utrzymać aktywność w chodach, pracujące plecy karej oraz nad wyraz dobrze pracujący zad. Jako, że był to pierwszy galop wpierw nieco rozgalopował ją na pomocach, nie zwracając uwagę na nic prócz aktywnego tempa i szerokiej fouli, po gdzieś trzecim okrążeniu mocniej siadł w siodło zaczynając bardziej brać ją na siebie, pulsacją wodzy motywując do przeżucia i odpuszczenia, skupił się bardziej na swojej równowadze, przenosząc ciężar jej ciała mocniej na zad, a współpracującymi pomocami w trakcie półparad podnosił przód, chcąc uzyskać galop bardziej pod górkę.
W trakcie tej pracy wplótł wolty, przy których skupił się przede wszystkim na zewnętrznych pomocach, które miały być dla niej oparciem. Rozluźniał ją natomiast wewnętrznymi, cały czas pracując nad nadążającym i pracującym dosiadem. Z wolty na woltę robił coraz mniejszy promień koła, skupiając się na nie straceniu aktywności galopu w trakcie wjazdu na obwód wolty.
Następnie przez lotną zmienił kierunek galopu, dalej wracając na ślad, gdzie tak jak wcześniej pilnował ustawienia, galopu pod górę, rozluźniając/uelastyczniając ją na woltach. Po jakimś czasie rozpoczął pracę na ósemce na całą halę (na początek) z lotnymi.
- Wolne przekątne!
Wolał jednak zaznaczyć, że teraz na nich będzie pracował, by nie rozproszyć klaczy. Po krótkiej ścianie wjeżdżał na wewnętrznym ustawieniu na przekątną, na której zmieniał ustawienie dopiero gdzieś w okolicach "x" nogę, przez zmianę swojej równowagi (praktycznie niezauważalną, przez przesunięcie kości kulszowych) zmianę prowadzących wodzy oraz zmiany ustawienia łydek. W trakcie lotnych skupiał się na zachowaniu rytmu, impulsu, tego by klacz nie spłaszczyła fouli oraz po zmianie wróciła we wcześniejsze, aktywne tempo.
Powtórzył to gdzieś około 20 razy, następnie chwaląc klacz, po przejściu do stępa. Dał jej chwilę odsapnąć na kontakcie, by ponownie ze stępa zagalopować w prawidłowym ustawieniu. Znów skupił się na aktywnym galopie, widocznym zaangażowaniu zadu, po prostu "pod górkę".
- Serpentyna!
Tym razem wprowadził ją na hali na serpentynę o ciasnych brzuszkach, których wyszło około 6 na całości hali. Reszta im nie przeszkadzała, więc mogli skupić się na sobie. Tak jak wcześniej aktywne tempo, skupienie się na odpowiednim zgięciu w trakcie "brzuszka" a w dojeździe do linii środkowej zmiana ustawienia i pomocy, które je pilnowały na przeciwną i tym samym lotna. I taka serpentyna z powtórzeniem około 8 razy, kiedy lotne były naprawdę satysfakcjonujące. Ponownie przeszedł do stępa na kontakcie i pochwalił klaczy, tym razem również smakołykiem, którym uraczył ją z siodła.


Ruszyła dość energicznym i ekspresyjnym galopem, rozwijając nie tylko solidne tempo ale też swoją dynamikę. Każdy krok był nie tylko obszerny ale i miękki, spuszczając niżej łeb szukała równowagi jednocześnie nie zawieszając się ani nie opierając na wędzidle. Pozwalając ciału naturalnie balansować sama równoważyła swoją sylwetkę angażując przy tym zad, cały grzbiet jak i szyję, która luźno opuszczona w dół świadczyła o tym, że koń sam dąży chętnie do rozluźnienia.
Wbrew pozorom zaistniała wcześniej na hali sytuacja choć wywarła na nią wpływ i wytrąciła z równowagi, nie miała już teraz żadnego znaczenia. Rozgalopowana dała się przytrzymać i przenieść swój ciężar ciała na aktywnie pracujący zad, którym teraz głęboko wkraczała pod kłodę niosąc swoje cielsko. Otwartym przodem chętnie zagarniała pod siebie kolejne metry podłoża, dając uczucie pożądanego galopu pod górkę.
Luźna w potylicy niosła lekko uniesioną szyję, nos mając w pionie, aktywnie żując wędzidło pieniła się nieustannie opluwając muskularną karą pierś, którą teraz zdobiła biała piana z pyska. Oddychając równo i miarowo wkroczyła na woltę, gnąc się od wewnętrznej łydki i zostając zamknięta przez wewnętrzną wodzę i dosiad, mając doskonale rozwiniętą równowagę nie kładła się ani przesadnie nie wykrzywiała. Aby utrzymać równowagę, nie wpadać i wypadać łopatką czy zadem, mocniej zaangażowała tylne nogi i mięśnie grzbietu prawidłowo reagując na poszerzanie i zmniejszanie wolty, co fantastycznie wpłynęło na rozluźnienie jej całego cielska. Chris mógł wyraźnie odczuć jak miękko i elastycznie reaguje na łydki i ich przyłożenie, jak giętko wygina się zgodnie z zastosowanym pomocami nie mając z tym najmniejszego problemu.
Energetycznie i widowiskowo zmieniając nogę, solidnie podrzuciła zadem przeskakując na drugą nogę i kontynuując galop w zupełnie inną stronę niż poprzednio. Ponownie gięta na woltach, a następnie ósemkach dość ekspresyjnie za każdym razem zmieniała nóżkę, choć z każdym kolejnym razem robiła to z nieco większą lekkością i mniejszym podskokiem.
Otrzymując chwilę spokoju zanurkowała nosem w dół na tyle na ile mogła, potrząsając szyjskiem na boki, wykorzystała tą chwilę na złapanie oddechu i rozluźnienie mięśni. Kroczyła aktywnie do przodu, przekraczając wyraźnie przez ślady pozostawione przez przednie kopyta. Uprzedzona półparadą, ponownie ruszyła zebranym galopem, niosąc się sama, szukając kontaktu z ręką jeźdźca przyjemnie żuła wędzidło poruszając się z rozluźnieniu i harmonii ze swoim właścicielem. Dziarsko strzygące na boki uszy śledziły wszystko co działo się wokół, a czarne jak smoła oczyska złowrogo łypały na pozostałe pary.
Podczas wyjeżdżania każdego z brzuszków pozostawała skupiona na pracy i wymaganiach stawianych przez jeźdźca, dużym plusem było to, że nikt im w tym czasie nie przeszkadzał dzięki czemu Bad pozbawiona rozpraszających bodźców, mogła w pełni się skoncentrować. Teraz już lotne były o wiele mniej „bombowe” i dzikie, wykonywane z natychmiastową reakcją, były subtelnym przeskokiem na inną nogę prowadzącą.
Chętnie i bez ciągnięcia czy zapierania się na wędzidle przeszła do stępa zgarniając również smakołyk w ramach pochwały, kare cielsko parowało choć Bad nie wykazywała jeszcze zmęczenia. Zahartowana i z niebywałą kondycją potrzebowała znacznie więcej czasu na trening by móc w pełni zużyć pokłady energii i całkowicie pozbyć się napięcia z ciała.

Logan Lerman - 2016-03-17, 21:33

Jako jedno z ostatnich już ćwiczeń planowałem kontrgalop. Nie chciałem za bardzo zmęczyć siwej treningiem, więc uznałem, że powoli będziemy kończyć. Miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się ją gdzieś wyciągnąć, bo była naprawdę grzeczna podczas treningu, przykładała się do pracy. Polubiłem ją.
Zaraz po wjechaniu na długą ścianę wypchnąłem Lumiere z krzyża do kłusa. Zewnętrzną nogą naciskałem na popręg, wewnętrzną za nim, prosząc pięciolatkę o kontragalop. Dla konia to męczący chód, ale jest idealny do ćwiczenia równowagi. W tym chodzie utrzymałem ją przez dwa kółka, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie nie będzie chętna do przejechania większego dystansu. Zwolniliśmy więc do kłusa, ćwicząc wydłużenie i skracanie wykroku.
Na sam koniec zostawiłem lotne zmiany nogi. Dając jej impuls od łydki, nakłoniłem klacz do ponownego ruszenia galopem, a następnie wprowadziłem na ósemkę złożoną z wolt o średnicy około dziewięciu metrów. Na samym jej środku poprosiłem o lotną zmianę nogi prowadzącej.

Lumiere Noire - 2016-03-17, 21:50

Logan Lerman napisał/a:
...


Logan u niej zapunktował, co jednak nie oznaczało, że bezgranicznie mu zaufała po jednym treningu. Można powiedzieć, że z neutralnego wysunął się u niej na mały plus. Wypchnięta do kłusa, płynnie przeszła na wyższy chód. Czując odpowiednie ustawienie jeźdźca, zaczęła miarowo galopować, po każdym foule zmieniając nogę prowadzącą. Starała się przy tym utrzymać równowagę, toteż zaangażowała bardziej zad i szyję. Było to dla niej wymagające zadanie, jednak udało jej się wykonać poprawnie, pokonując dwa okrążenia wokół czworoboku, tak jak życzył tego sobie Logan. Przeszła później do kłusa, ciesząc się z takiego obrotu spraw. Zaczęła wydłużać i skracać wykrok, dalej podążając po śladzie, wokół wyznaczonego miejsca. Na koniec, po kolejny zagalopowaniu, wjechała na środek czworoboku, wykonując dwie wolty w kształcie ósemki. Na skrzyżowaniu obu z nich, zmieniła lotną, dalej galopując miarowo i nie wyrywając się nadto do przodu,

Logan Lerman - 2016-03-17, 22:35

Lotną zmianę nogi powtórzyliśmy jeszcze kilkakrotnie, po czym w końcu dałem jej całkiem odpocząć. Oddałem klaczy wodze na tyle, by mogła swobodnie wyciągnąć szyję. Poklepałem ją po boku, nagradzając za dobrą pracę. Jak na pięcioletniego konia wykazywała spory potencjał. Kiedyś zapewne zostanie mistrzynią w swojej dziedzinie.
- Jesteś świetnym koniem, Lumiere - powiedziałem z uśmiechem.
Kilka dobrych minut przeznaczyłem na stęp, rozglądając się w tym czasie po hali. Większość z tych par, które spotkali zaraz po wejściu, nadal ćwiczyła. Ktoś nawet pokonywał parkur.
Po rozstępowaniu zsiadłem z siwej, kierując się razem z nią w stronę stajni.

/zt

Lumiere Noire - 2016-03-18, 01:08

Kilkakrotnie jeszcze zmieniła lotną w galopie, cały czas podążając tym samym tempem. Dało się jednak zobaczyć, iż trening nieco już ją zmęczył. Zaczęła się pienić, a powietrze co rusz przecinał jej płytki oddech. Już długo nie miała okazji się rozruszać, dlatego teraz taki wysiłek mocno odbił się na jej organizmie. Trzeba by trochę podciągnąć jej kondycję, bo o ile warsztat miała w porządku, to z kondycją było krucho.
Przeszła do stępa, wyciągając szyjsko przed siebie. Rozluźniła jak dotąd spięte przez pracę mięśnie, podążając dalej po śladzie. Była zadowolona, że miała okazję na ruch. Delikatnie kiwała ogonem na boki, który odbijał się od jej stawów skokowych.
Po rozstępowaniu zatrzymała się, by chłopak mógł z niej zsiąść. Potem podążyła za nim do stajni.
z/t

Kalipso - 2016-03-18, 21:14

Czas się trochę rozruszać i zobaczyć jak ciekawie będzie. Ostrożnie wprowadziła klacz do środka, uważnie się rozglądając. Była tu pierwszy raz, ale hala jak hala. Założyła toczek na głowę, a palcata pilnowała, by nikt jej go nie zwędził. Był ładny! Poprowadziła ją na środek, gdzie poprawiła popręg, poklepała klaczkę i chwyciła mocno za wodze oraz siodło. Włożyła nogę w strzemię i podskoczyła. Jej tyłek sprawnie znalazł się w siodle. Nawet jeśli koń zrobił coś nieodpowiedniego, dziewczyna była w siodle. Szybki i płaski lot oraz mocna noga strzemieniu, no i do tego podbija niezła równowaga (polecam wsiadanie na wierzgające konie, bardzo fajna zabawa :lol2: ). Poprawiła sobie długość strzemion oraz wodzy. Rozejrzała się jeszcze raz po pomieszczeniu, rozmyślając nad ćwiczeniami. Jak na razie czas na spokój. Dała jej znać do ruchu dzięki łydkom i biodrom. Skierowała kopytna na ścianę i pilnowała by to nie był jakiś ospały, leniwy stęp. Popędzała ją biodrami, gdy ta zwalniała. Pilnowała też by nie przeszła do kłusa. Nie chciała by koń coś sobie zrobił. Siedziała w linii prostej z bananem na twarzy. Uwielbiała jeździć oraz jednoczyć się z koniem. Jednak to nie było to co kochała. Kochała po prostu spędzać z kopytnymi czas. Biegać z nimi, pracować z ziemi czy nawet siedzieć w ich boksach. To zawsze była część jej stajennego życia. Poklepała ją po szyi.
- Jeśli będziesz grzeczna to kiedyś po ciebie wrócę i pójdziemy na spacer w ciekawe miejsca - oznajmiła z radością, poprawiając wodze. Jak na razie nie używała narzędzia zbrodni (czyt. Palcat). Niezbyt była pewna do tych sposobów. Wiedziała, że czasami naprawdę trzeba, ale wolała tego unikać. Od czego mamy nasze ciało? Je biodra wtapiały się w ruchy konia. Prowadziła ją tak, by robiły kółka, jechały na skos. Ta sama trasa robi się nudna po jakimś czasie.

Noa - 2016-03-18, 22:41

So Hell napisał/a:
Noa napisał/a:
. . .


Notesique miała to do siebie, że była wyjątkowo upartym zwierzakiem, ale jeśli dany jeździec już na początku zaimponował jej swoją stanowczością czy pewnością siebie, to nie pozwalała sobie na zbyt wiele. W trakcie drogi na halę, na przekór temu, czego można było się po niej spodziewać, nie robiła problemów, idąc spokojnie u boku nowej właścicielki. Chociaż ta była drobna i kara zdecydowanie przewyższała ją siłą, to wcale nie wykorzystywała ów faktu - jej nastawienie, póki co, było pokojowe.
Znalazłszy się w hali, na której na ich szczęście nie pracowało zbyt wiele par, rozejrzała się uważnie; jej zainteresowanie otoczeniem wzrosło z uwagi na to, że podczas całego swojego pobytu w tej stajni nie miała jeszcze okazji odwiedzić tego miejsca. Nie obecność innych koni, a nowe miejsce - w tym kolorowe drągi, stojaki i podmurówki w kątach hali, wywierało na niej wrażenie. Zatrzymała się niechętnie, kierując jedno ucho w stronę Revensky. Chociaż bardzo chciała w jakiś sposób okazać swoje niezadowolenie w związku z dociąganiem popręgu, to naturalnie nie miała takiej możliwości na wskutek skrócenia zewnętrznej wodzy przez dziewczynę. Ograniczyła się zatem do stulenia uszu, które powinno stanowić dosyć jasny i czytelny komunikat. Coby nie przedłużać, już bez żadnych nietypowych sytuacji dała amazonce dopiąć popręg, spuścić strzemiona, a w ostateczności: wsiąść na jej grzbiet. Nyśka słusznie skróciła wewnętrzną wodzę, bo kobyła wręcz odruchowo ruszyła przed siebie jeszcze zanim ta zdążyła porządnie odbić się od ziemi; niestety miała braki jeśli chodzi o dobre wychowanie, które to bez wątpliwości należało możliwie jak najszybciej nadrobić. Kiełzno, które miała w pysku może nie miało tak silnego działania jak munsztuk, ale mimo wszystko sprawiło, że Hell zatrzymała się niemal natychmiast po próbie ruszenia i wykonaniu nieplanowanego 'skrętu'.
Usadowienie się w siodle przez Noę wiązało się z nawiązaniem natychmiastowego kontaktu, na co Sollenamento zareagowała bez większego entuzjazmu - przyjęła to ze względnym spokoju, nieco niechętnie mieląc w pysku kiełzno i cofając jedno z uszu w stronę jeźdźca. Roznosiła ją energia, wobec czego najchętniej ruszyłaby przed siebie kłusem czy też galopem, niemniej jednak wiedziała tyle, że takie zachowanie nie przyniesie pozytywnych efektów i sprawi, że będzie pilnowana jeszcze bardziej. Wraz z upływem czasu uczyła się dokonywać niejakiego bilansu zysków i strat. Wracając, czując delikatny nacisk łydki na swoje boki bez wahania ruszyła aktywnym stępem, pokazując swoją chęć do ruchu i mając nadzieję, że amazonka weźmie ją pod uwagę podczas dalszej pracy.
// nie wiem skąd je wzięłam, ale rzeczywiście, jest dosyć... ciekawe :lol2:


Niewątpliwie najtrudniej pracowało się z końmi inteligentnymi - może i faktycznie szybko łapały nowe sygnały, ale były znacznie mniej chętne do współpracy z jeźdźcami niż przeciętni przeżuwacze trawy. Rzecz jasna wszystko dało się wypracować, a efekty porządnego treningu i wzajemnego zaufania owocowały w postaci zabójczo pięknych not podczas przejazdów, ale jak na razie wszytko było przed nimi. Noa nie zamierzała się śpieszyć i wpierw chciała opanować w perfekcyjnym stopniu wszystkie figury z klasy P, a dopiero później przyuczać So Hell do N-ki. Poza tym trzeba było przypomnieć nieco zastanej (i minimalnie rozpieszczonej, z tego co słyszała) klaczy pewne podstawy.
Jednak jak na razie żywe tempo jak najbardziej odpowiadało amazonce - sama nie dziabała uparcie karej po bokach, łydki angażując dopiero w momencie, gdy wyczuwała, że So Hell zaczyna jej "gasnąć". Kontakt jak na razie subtelny, chociaż stały, w swobodnym stępie przeszły dwa okrążenia w jedną i drugą stronę. Po tym czasie Noa wprowadziła jeszcze wszelkiego rodzaju wolty i pół-wolty, a później serpentynę o trzech łukach. Tutaj zmieniło się nieco działanie łydek oraz wodzy. Podczas skręcania, czy też wchodzenia na łuk/robienia koła zewnętrzna wodza pozostawała napięta, podczas gdy wewnętrzna zginała się do wewnątrz dzięki ruchowi nadgarstka, a nie przez odwodzenie całej ręki razem z łokciem. Łydka zewnętrzna przechodziła minimalnie za popręg, by starannie pilnować zadu, podczas gdy wewnętrzna pozostawała na popręgu, by zachęcać karą do owinięcia się wokół niej. Chociaż amazonka nie wymagała od razu idealnych i pięknych kół, tak jednocześnie nie akceptowała lenistwa i wszelkiego rodzaju kombinacji, szybko dokonując w takim momencie korekty własnych pomocy. W wypadku problemów z potylicą po prostu wewnętrzna wodza zaczynała pulsować (zginać się i odpuszczać w równym, nieśpiesznym rytmie, przez co zmiany nie były szczególnie widoczne z boku), a gdy problem stanowił zad, poprawiała to głównie mocniejszym (bądź też lżejszych w zależności od potrzeby) działaniem łydek. W szczególności pilnowała So Hell podczas wykonywania serpentyny o trzech łukach, ponieważ z reguły to sprawiało podczas rozgrzewki najwięcej trudności. Wymagało koncentracji i przyłożenia się już w fazie rozgrzewki, co nie zawsze było witane z radością, ale Nyśka niewątpliwie posiadała dar motywowania. Trzeba też wspomnieć, że każde poprawne wykonanie ćwiczenia skutkowało głosową pochwałą, a także od czasu do czasu lekkim pogładzeniem po łopatce.
Gdzieś tak po paru dobrych minutach takich wygibasów (jeśli były jakieś problemy, sposób radzenia po prostu opiszę w następnym poście, a co) ponownie wjazd na pierwszy ślad i wejście już na pełny kontakt, elastyczny, aczkolwiek stabilny. Trzysekundowa półparada i pozwolenie na wyżucie wodzy z ręki. Jak nie wyszło, parę kroków stępa i powtórzenie prośby bez zapominania o wparciu łydek. Minimalne odpuszczenie przez karą od razu było chwalone i powodowało, że Nyśka dawała jej na dłuższą chwilę aż do kolejnej prośby o mocniejsze zejście w dół.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group