Sherry Shepherd - 2020-05-26, 14:52 Była zadowolona z pracy gniadej w stępie. Może i była trochę zastana po przeprowadzce, ale nie zdołała zapomnieć niczego, czego się wcześniej nauczyła. Odliczyła pięć długich sekund w myślach, czyli tyle, ile zwykle trwa nieruchomość, po czym posłała delikatną łydkę do stępa, wypychając klacz przy tym biodrami. Nie chciała jednak jeszcze przyspieszać, chciała wykonać jeszcze dwa koła na jedną stronę i dwa koła na drugą o tej samej szerokości, co początkowe, zmieniając kierunek przez krótką przekątną, a na reszcie długiej ściany zaplanowała zakłusowanie. Przycisnęła łydki aktywizująco do ciemnych boków Donatelli, wypychając ją jednocześnie biodrami, a wcześniej sygnalizując zamiar zmiany tempa dyskretną półparadą. Pierwsze okrążenie po śladzie poświęciła na nadaniu i utrzymaniu prawidłowego tempa i rytmu chodu roboczego, wymagając najpierw tego, a dopiero potem zaangażowania zadu i impulsu idącego od zadu do przodu. Nad tym można popracować jeszcze później, ale jak klacz zachowywała wszystkie zasady - nie miała nic przeciwko. W kłusie, jako że był to sam początek rozgrzewki, zaczęła anglezować, miękko unosząc się i opadając zgodnie z rytmem podopiecznej.Donatella - 2020-05-26, 21:14 Ciężko było to nazwać bardziej wymagającą pracą - w końcu chodziło tylko o szerokie koła w najwolniejszym chodzie, co nie było w ogóle trudnym zadaniem. Mimo to Donatella nie wydawała się być znudzona i poświęcała wystarczająco dużo skupienia na to, by sprostać stawianym przed nią zadaniom. Otrzymawszy sygnał do stępa, ruszyła nim z miejsca, od razu wznawiając poprzednie, aktywne tempo. Podobnie było zresztą z każdym kolejnym kołem, na którym coraz łatwiej przychodziło jej wyginanie się wokół wewnętrznej łydki kobiety, mając minimalnie większy problem na swoją gorszą, prawą stronę. Niemniej nie były to rażące błędy czy usztywnienia i już za chwilę mogły przejść do kłusa, co dla kobyły było miłą odmianą od nudnego chodzenia po całym czworoboku. Od razu chętnie zakłusowała, utrzymując nieco szybsze tempo, które jednak dało się łatwo skorygować anglezowaniem, bo ciemnogniada nie oponowała przed tym długo. Od razu zaczęła też częściej przeżuwać wędzidło w pysku, przychodząc jej do ręki i rozluźniając szczęki przy tym.Sherry Shepherd - 2020-05-27, 11:35 Czuła, że na prawą stronę klacz jest sztywniejsza, dlatego też skupiła się na tym, by udzielić gniadej odpowiedniego wsparcia, żeby odpowiednio się rozgrzała i rozciągnęła. Wiedziała już, że należałoby się bardziej skupić na pracy na prawo i do niej przykładać więcej uwagi, jednak nie odpuszczać lewej stronie i również ją rozwijać. Skorygowała szybsze tempo anglezowaniem, bo widocznie gniada się za bardzo nakręciła, o co jej nie winiła. Dużo czasu poświęciły na rozgrzewkę w stępie, dlatego miała do tego prawo. Nie było to jednak nic, nad czym Sherry by nie miała poczucia kontroli, dlatego też powróciły do roboczego tempa dość prędko, Donia szybko się przyzwyczaiła do szybkości anglezowania kobiety i do niego się dostosowała. Po pierwszym okrążeniu czworoboku zmieniła kierunek przez półkole, zjeżdżając ze ściany w kierunku drugiej ściany po prostej, by po dotknięciu jej zakręcić na delikatny, szeroki łuk i wrócić na poprzednią ścianę. Dbała przy tym o odpowiednie wyprostowanie gniadej, a przed tym, nim odbiły od ściany, starała się głęboko wyjechać narożnik. Zmieniła nogę tuż po dotknięciu drugiej ściany, siadając na jedno uniesienie się w siodło i następnie ponownie zaczynając anglezować. Na łuku kontrolowała, by Donatella odpowiednio się wygięła i by łuk przypominał chociaż trochę ten, co mógłby należeć do 20-metrowego koła. Następnym krokiem było przejechanie całego czworoboku w kłusie na drugą stronę, gdzie podobnie kontrolowała rytm i wspomagała klacz w wyjeżdżaniu narożników.Donatella - 2020-05-27, 17:59 Na całe szczęście regularna praca sprawiała, że ta różnica w stronach nie była aż tak zauważalna - Donatella nie usztywniała się automatycznie przy jakichkolwiek próbach pracy na prawo, a jedynie potrzebowała nieco dokładniejszego przypilnowania ze strony jeźdźca. W przeciwnym razie miała dość dużą tendencję do wypadnięcia zadem czy łopatką, co jednak przy tak dużych średnicach nie robiło jeszcze tak wielkiej różnicy jak na przykład przy ciaśniejszych woltach.
Choć o utratę kontroli nad Donią nie było znowu tak ciężko, w zakłusowaniu nie dawała Sherry jakiegokolwiek poczucia zagrożenia. Jej "niesubordynacja" ograniczyła się tylko do szybszego stawiania kroków, ale szybko uświadomiła sobie, że było to niespecjalnie miło widziane i dopasowała się do właścicielki. W końcu w kłusie miała się czym pochwalić, nawet jeśli nie była na to jeszcze pora.
Zmieniła kierunek jazdy przez półkole, delikatnie zginając się w kłodzie oraz szyi, dokładnie przejeżdżając daną figurę i po chwili poruszając się już na drugą stronę. Energiczny, żywy kłus łączył się z lekkim zaokrągleniem sylwetki i uwypukleniem pleców, kiedy ciemnogniada coraz częściej szukała kontaktu i oparcia. Nos miała ustawiony przed pionem, a ogonem swobodnie obijała o swoje boki, poparskując w rytm stawianych kroków. W kolejnych narożnikach sprawa nie uległa wielkiej zmianie, ciągle karnie się w nich wyginała, zataczając ćwiartkę koła.Sherry Shepherd - 2020-05-27, 22:14 Gniada dobrze wykonywała ćwiczenia, dlatego zamierzała nieco ją przetestować. Po rozciągnięciu jej na kołach na drugą stronę wjechała na linię przecinającą czworobok na pół, równoległy do krótkich ścian, po czym w punkcie X zjechała na koło zgodne z poprzednim kierunkiem jazdy. Obejmowało ono całą szerokość połówki, na jakiej się znalazły, Sherry dbała o to, by klacz odpowiednio się wygięła, a przy tym zrobiła to w miarę bezbłędnie, by nie wypadała zadem ani nie wpadała łopatką. Po ponownym zetknięciu z punktem środkowym usiadła w siodło, przestawiając pomoce do skrętu w drugą stronę, by wprowadzić gniadą na drugą część ósemki. Pilnowała przy tym jej chwilowego wyprostowania, a po wjechaniu na okrąg robiła standardowo to, co zwykle robiła podczas kręcenia kółek. Takie ćwiczenie mogło być dużo ciekawsze dla gniadej, niż takie zwykłe spływanie ze ściany. Po powrocie na linię skierowała klacz tym razem na ścianę, nie zmieniając już kierunku i zakręcając na ślad. Ich przygoda przy ścianie nie trwała jednak długo, bo po wyjechaniu narożnika, który kierował ich na długą ścianę, posłała Donatelli półparadę, by następnie rozpocząć serpentynę o jednym łuku. Zeszły ze śladu, po czym skierowała gniadą lekko wygiętą w kierunku punktu X, prowadząc ją po łuku, a następnie odbiła od niego i skierowała z powrotem na ścianę. To ćwiczenie zajmowało im całą długość boku, a gdyby klacz miała z tym elementem problemy, Sherry usiadłaby w siodło i wspomogła ją również za pomocą swojego dosiadu i równowagi, którą miała lepszą w siadzie ćwiczebnym niż podczas anglezowania. Po wyjechaniu krótkiej ściany chciała zmienić kierunek przez długą przekątną, aby po przejechaniu przez krótką ścianę powtórzyć dane ćwiczenie, ale na drugą stronę, jedynie przestawiając pomoce na drugą stronę. Starała się wyczuć, czy klacz będzie potrafiła zachować równowagę oraz nie zmieniać tempa, którego kobieta siedząca na niej pilnowała.Donatella - 2020-05-27, 23:45 Pozostając skupiona na swoim jeźdźcu, nie dała się zaskoczyć, kiedy została zabrana na linię przecinającą czworobok w X. Głęboko wyjechała zakręt, krótko po którym złapała prostą linię i wyrównała swoje tempo. Chociaż dla niej miała to być zwykła zmiana kierunku przez środek ujeżdżalni, tak nie protestowała długo, kiedy w okolicach X została zgarnięta na obszerne koło. W porównaniu z poprzednimi niewiele się miało zmienić, tak więc Donatella wykonała je prawidłowo i kształtnie, zachowując przy tym równy krok i nie zmieniając tempa. Jednocześnie częściowo się domyślała, do czego to wszystko zmierzało i wykreślenie ósemki przez zejście na drugie koło w przeciwnym kierunku nie było dla niej takim wyzwaniem. Przy przecięciu wspomnianej linii wyprostowała się, aby za chwilę łagodnie wygiąć się w drugą stronę. Ósemki, podobnie jak inne typowe figury, nie były dla niej nowością, więc nie napotkały większych problemów, o ile Sherry również nie przesadzała z siłą używanych pomocy. Klacz bowiem mogła szybko "uciec" od zbyt mocnego działania pomocy na zewnątrz i zejść z kontaktu, ale jeśli Shepherd pilnowała się także pod tym względem, dokończyła figurę bezbłędnie i po chwili wróciła na ścianę. Parsknęła głośno, poruszając się wzdłuż ścian lekkim, sprężystym kłusem. Może i nie należał on do najwygodniejszych chodów, szczególnie na początku treningu, ale nawet ewentualne usztywnienia ze strony amazonki nie wpływały zanadto na jakość chodu klaczy, o ile tylko nie trwało to za długo.
Następna miała być serpentyna o jednym brzuszku wzdłuż długiej ściany, na którą zeszła bez większych oporów. Większym problemem mogło być wygięcie się w kierunku przeciwnym niż jakby to robiła na zwykłym kole, czyli tym, według którego się poruszały, dlatego wykonała to już dużo skromniej, a przynajmniej z samego początku. Jeśli natomiast została upomniana przez właścicielkę, poprawiła się nieco i mocniej wygięła, by już za chwilę wyprostować i dokończyć figurę w poprawny sposób. Zmiana kierunku przez długą przekątną, a więc najdłuższy możliwy odcinek, wręcz sam się prosił o dodanie czy wyciągnięcie, więc w Donatelli momentalnie się aż zagotowało, kiedy kobieta jej takiej możliwości nie udostępniła. Z początku nawet spróbowała zrobić coś na własną rękę, ale z pewnością ta chęć została stłumiona w zarodku. Przy tych samych ćwiczeniach na drugą stronę sprawa wyglądała podobnie, ciemnogniadej dobrze wyszło zachowanie kształtu i równego, aktywnego kłusa.Sherry Shepherd - 2020-05-28, 08:46 Sherry używała pomocy dość delikatnie, szczególnie na samym początku bardzo dyskretnie działając nimi na klacz i dopiero, gdyby Donatella nie odpowiadała w sposób, jaki dziewczyna zaplanowała, to wzmacniała ich działanie. Gniada została delikatnie przytrzymana na serpentynie, gdy chciała dodać poprzez niezmienne działanie anglezowania oraz lekkie zamknięcie ręki. Zamierzała przetestować, do którego momentu Donia została doprowadzona w treningu, ale na początku chciała sprawdzić podstawowe elementy z jej klasy. Co prawda, dużo tego nie było, bo L nie miało zbyt wielu wymagań, ale wolała się upewnić, że została dobrze nauczona podstaw, na których będą budować kolejne cegiełki. Po wykonaniu obu ćwiczeń wróciły na ślad, a przed następnym narożnikiem posłała półparadę gniadej, po czym usiadła w siodło, dbając o odpowiednie wygięcie klaczy w narożniku, po czym przycisnęła łydki do boków, przesuwając zewnętrzną nogę za popręg i wypychając gniadą do galopu, chcąc nieco spuścić z niej parę, którą się wykazała przy wykonywaniu wężyków, zanim dojdzie do ćwiczeń sprawdzających. Przy pierwszym, standardowym okrążeniu pilnowała wyprostowania na ścianach na tyle, ile Donia była w stanie sie wyprostować, chcąc sprawdzić jakość jej galopu i jednocześnie się przyzwyczaić do sposobu noszenia jeźdźca przez klacz. Po pokonaniu tej odległości, na następnej krótkiej ścianie zasygnalizowała nadchodzące zadanie, po czym zjechała na szerokie, 20-metrowe koło dbając o odpowiednie wygięcie i niezmienne tempo podczas pokonywania go, uważnie patrząc na sposób wykonania go przez klacz i korygując drobne błędy, które mogły się pojawić podczas pierwszego takiego ćwiczenia w wyższym chodzie. Po powrocie na ścianę i wyjechaniu narożnika zjechała na kolejny okrąg o tej samej średnicy na środku długiej ściany, a gdyby nie było rażących błędów przy poprzednim zadaniu, przeszła do dość niskiego półsiadu, odciążając grzbiet gniadej i kontrolując ją za pomocą wewnętrznej łydki i zewnętrznej wodzy. Kontakt z pyskiem klaczy był elastyczny, nie szarpiący konia i pozwalający Donatelli się lekko oprzeć na wędzidle.Donatella - 2020-05-28, 18:36 Półparada w narożniku dla Donatelli była dość jednoznaczna, więc od razu się cała napaliła na zagalopowanie, a poziom podekscytowania gwałtownie w niej wzrósł. Mogło to dać Sherry niespecjalnie przyjemne wrażenie, że klacz zaraz poniesie, ale nic bardziej mylnego - ciemnogniada dość niecierpliwie wyczekała stosownego sygnału do przejścia do wyższego chodu, do którego przeszła energicznie. Jak się można łatwo domyśleć, przez całe te emocje znowu galopowała bez większego namysłu, stawiając w tym momencie bardziej na pozbyciu się energii niż skupiając na samej jakości tego chodu. Nie miało to jednak samych wad, bo jeśli tylko kobieta postanowiła przelać tę nadpobudliwość w bardziej kształtny, okrągły galop poprzez wyraźniejsze dojeżdżanie konia od tyłu do przodu dosiadem, Donia szybko poprawiła się. Niemalże odruchowo ustawiła nos w pionie i zaokrągliła się, a wraz z tym przeszła do bardziej przystępnego galopu, w którym mocniej angażowała zad i nie uwieszała się na ręce tak jak to zrobiła na początku. Mimo że galop miała dość przeciętny, to zaliczał się do tych “z wyższej półki”, bo galopowania pod górkę była dobrze wyuczona.
Pierwsze okrążenie poświęciły właśnie prędkości tego chodu, tak więc na kolejne koło Donatella zeszła już porządnym, aktywnym galopem, delikatnie zginając się przez działanie wewnętrznych pomocy amazonki. Utrzymywała przy tym równe tempo i nie przyspieszała, zakreślając całkiem okrągłą figurę. Przy drugim okręgu nie dało się zauważyć większych zmian, uniknęła wypadania łopatką czy zadem, poruszając się takim galopem przez nóżkę, z którego szybko wyprostowała się po powrocie na ścianę. Przejście do półsiadu w siodle ujeżdżeniowym może i nie należało do najwygodniejszych, a także nie robiło większej różnicy kobyle, ale z pewnością nie miało zaszkodzić, choć bardziej wskazany był na początku, kiedy była skłonna wierzgać albo robić baranki. Teraz zachowywała spokój i przeżuwała wędzidło w geście rozluźnienia, nie wymyślając już nic przed kolejnymi ćwiczeniami.Sherry Shepherd - 2020-05-29, 17:43 Czuła, jak gniada się aż gotuje, by przejść do wyższego chodu, dlatego troszkę się zaniepokoiła. Tak troszeczkę. Gdzieś w głębi serca poczuła ukłucie niepewności, jednak stwierdziła, że ufa swoim umiejętnościom i że da sobie radę. W końcu nie z takimi wyzwaniami sobie radziła, prawda? Na początku pozwoliła Donatelli się wyżyć w tym chodzie, bo w końcu, nie samą pracą człowiek czy koń żyje, prawda? Przeszła do niskiego półsiadu, starając się utrzymać klacz na śladzie. Jedną długą ścianę mogła poświęcić na wytrącenie części energii, która tkwiła w jej podopiecznej, dlatego pozwoliła jej chwilę poczuć się swobodnie aż do momentu, gdy nie zaczęli zbliżać się do narożnika przed krótką ścianą. Usiadła wtedy w siodło, co już powinno zwiastować klaczy, że nadchodzi praca. Zaczęła wyjeżdżać dosiadem gniadą tak, by skierować większość jej energii w kierunku właściwej pracy, dążąc do regulacji tempa i zrównoważeniu klaczy w galopie. Dzięki takiemu działaniu gniada mogła się nieco opamiętać i wrócić myślami po krótkiej przerwie do pracy. Odczuła również lekkość na ręce, na której wcześniej trochę ciążył pysk i siła Doni. Dzięki temu, przed kołem osiągnęły wszystko, czego Sherry od gniadej wymagała, dlatego kontynuowała trening tak, jak to chciała robić w pierwotnej formie. Po dwóch kołach zaczęła od gniadej wymagać odpowiedniego ustawienia szyi i głowy, co Donatella robiła do tej pory nienagannie, dlatego zdecydowała się to wprowadzić do końca trwania treningu. Po kole przebytym w półsiadzie miękko w nie wróciła, z ulgą przyjmując powrót do pełnego siadu.
Skoro klacz wykonywała do tej pory wszystkie elementy poprawie, to Sherry nie widziała żadnego powodu do tego, by nie wprowadzić paru elementów wyższych klas. Po pierwsze, chciała przetestować wydłużenie kroku, dlatego przed wjazdem na długą ścianę posłała gniadej półparadę. Na prostej zaś zamknęła klacz pomiędzy łydkami, zaczynając intensywnie działać dosiadem, próbując wypchnąć swoją podopieczną tak, by nieco wyciągnęła nogi, jednocześnie zachęcając ją do tego poprzez delikatne oddanie wodzy. Przy powrocie na ścianę, zadziałała wstrzymująco dosiadem, który powrócił do neutralnego podążania za ruchem konia, wracając również delikatnym ruchem ręki do poprzedniej pozycji, by skrócić krok do roboczego przed krótką ścianą. Jeśli było to niewielkie, niepewne wydłużenie kroków i klacz tak naprawdę musiała rozszyfrowywać pomoce Sherry, gdyż nigdy nie była takich elementów uczona, to kobieta starała się to wyczuć i pochwalić swojego konia za starania, by pozytywnym akcentem wzmocnić jej pewność siebie w tych chodach. Jeśli wiedziała, co robi i robiła to pewnie, to otrzymała tylko niewielką pochwałę wypowiedzianą zadowolonym głosem kobiety.Donatella - 2020-05-30, 17:17 Takie krążenie po czworoboku w mocnym, narzuconym przez Donatellę galopie nie miało się na wiele zdać - nie, kiedy była to zaledwie jedna długa ściana, która po prostu nie była w stanie spożytkować jej energię. Dużo rozsądniejszym było narzucanie jej prawidłowego galopu już od pierwszych kroków, w którym mogła wyżywać się w podobny sposób, a przy okazji nie tracąc przy tym na jakości chodu. Holenderka ani myślała o powrocie do trybu pracy, dopóki Sherry wyraźnie jej tego nie podkreśliła, bo zwyczajny powrót do pełnego siadu nie znaczył dla niej wiele. Dopiero znaczące przytrzymanie jej dosiadem, a po tym “przepychanie” siodła do przodu mogło zmotywować ją do mocniejszej pracy zadu, co z kolei łączyło się z lżejszymi przodami. Bez tego klacz była skłonna cały trening przegalopować płasko i bez większej dynamiki, kiedy nie otrzymywała takowego przypomnienia, jako że przecież nie była nieomylna. Wtedy też miały szansę prawidłowo przejechać kolejne okręgi, wraz z którymi zyskiwała na elastyczności, a przez to sprężyściej odbijała się od podłoża, nadając sobie więcej ekspresji.
Tę ekspresję za chwilę miała wykorzystać, kiedy Shepherd przygotowała dla niej wydłużenie na długiej ścianie. Na to niejako Donatella czekała od samego zagalopowania, a już w narożniku zaczęła się domyślać, co jest grane i do czego amazonka zmierzała. Zamknięta w łydkach, nie spływała na boki, a jednocześnie zaczęła mocniej pracować zadem, w pierwszej kolejności wyciągając górną linię, a dopiero potem sam krok. Korzystając z nieco dłuższej wodzy, subtelnie wysunęła nos przed pion, z nastawionymi do przodu uszami zmierzając galopem, któremu bliżej było raczej do wyciągniętego niż pośredniego. Samo przejście wypadło całkiem płynnie, klacz nie wyrywała specjalnie do przodu, utrzymując impuls i rozluźnienie podczas nabierania prędkości w ten sposób. Dopiero skrócenie było mniej zgodne z jej zamysłem na ten element, dlatego dość wyraźnie się usztywniła i stuliła uszy. Do roboczego tempa wróciła dopiero w narożniku, który również nie był w stanie w pełni rozpracować to krótkie spięcie z jej strony, mimo że pozornie coś w tę stronę podziałało, to dalej była dość sztywna w grzbiecie.Sherry Shepherd - 2020-05-31, 12:58 W galopie widocznie trzeba było jeszcze popracować. Sherry nawet była zadowolona, bo odkryła część luk w wyszkoleniu klaczy, które mogła samodzielnie postarać się poprawić. Być może była to też jej wina, bo nie pozwoliła klaczy na prawidłowe rozgrzanie się lub upust energii, dlatego zanotowała sobie w myślach, aby przykładać do tego większą uwagę. Być może, gdyby nie był to pierwszy trening Donatelli i byłaby w stałym treningu, to takiej sytuacji by nie było.
Przypomniała klaczy, że jednak siedzi na jej grzbiecie i gniada jest na treningu, nie na pastwisku, za pomocą delikatnych półparad, które miały na celu skupić uwagę gniadej na kobiecie, a następnie spróbowała coś zrobić z jakością galopu za pomocą pomocy. Dosiadem zaczęła głębiej wyjeżdżać Donię, starając się dosiadem przesunąć siodło z tyłu do przodu, starała się również, by nie traciła swojej energii, jaką miała na początku, za pomocą łydek, które aktywizowały boki klaczy do energicznego, roboczego galopu. Stawiała na regularność kroków i odpowiedni przepływ energii, a także zwracała uwagę na wyprostowanie na śladzie. Dopiero gdy udało im się opanować wszystkie trudności, zabrała się za wykonywanie podstawowych ćwiczeń w tym chodzie. Nie przewidywała niczego bardzo męczącego, chciała w końcu jeszcze powrócić do pracy w kłusie oraz stępie, ale nie mogła pominąć trzeciego chodu. I dobrze zrobiła, bo obie teraz mają szanse na dogadanie się i wyczucie siebie, bo w końcu, to początek ich współpracy i obie musiały się poznać. Z samego przejścia do galopu praktycznie wyciągniętego była bardzo zadowolona, bo gniada wykonała element płynnie i z gracją. Nie okazywała strachu, czując niejaką kontrolę nad tempem klaczy i ufając, że da radę ją zatrzymać, gdyby coś się działo. Starała się rozluźnić biodra, by nie zaburzać naturalnej równowagi gniadej i by Sherry mogła nadal swobodnie poruszać się po siodle, pozwalając jej na mocniejsze tempo. Widocznie tego potrzebowała.
Problem zrodził się wtedy, gdy przeszły z powrotem do roboczego tempa, co w ogóle nie spodobało się klaczy. Widać było to nie tylko po usztywnieniu, ale również po stuleniu uszu. Zdecydowała się prawie na początku długiej ściany, gdy odległość od krótkiej na to pozwoliła, zjechać na 20-metrowe koło, które powinno nieco wyciszyć gniadą i wspomóc ją w powrocie do rozluźnienia. Gdyby Donia nie okazywała żadnych oznak frustracji i ćwiczenie by jej nie pomogło, zatoczyła kolejne koło, a na nim podziałałaby dyskretnie ręką, zachęcając do żucia wędzidła. Po powrocie na ścianę pozwoliła sobie na przejechanie fragmentu do długiej ściany i ponownie powtórzyła ćwiczenie z wydłużeniem kroku w galopie, a następnie powrotem do galopu roboczego.Donatella - 2020-06-17, 12:48 Donatella wcale nie potrzebowała wiele do poprawienia jakości swojej pracy; nie była w końcu złośliwym osobnikiem, a wszelkie te niedociągnięcia czy nieścisłości wynikały z wielu innych czynników - począwszy od krótszej przerwy do pracy, idąc przez nowego, nieznanego sobie jeźdźca, a kończąc na zwyczajnym podekscytowaniu, które wiązało się z nowym środowiskiem. Z tego tytułu dość szybko dało się zauważyć poprawę w galopie ciemnogniadej, która wraz z odpowiednim dopilnowaniem zaczęła bardziej przykładać się do stawianych kroków, dzięki czemu zyskała trochę na dynamice i ekspresji.
Problem pojawił się dopiero przez przejściu z galopu wyciągniętego do pośredniego, który przyszedł im obu z trudnością. Holenderka ciągle była dość spięta po tym nieporozumieniu z obu stron, dlatego zjechanie na koło było całkiem wskazane. Zajęta kolejnym ćwiczeniem, szybko zapomniała o całym tym zajściu i skupiła się na postawionym przed nią wyzwaniu. Dwudziestometrowy okrąg może i nie był trudnym zadaniem, nawet jeśli brało się pod uwagę jej średnie wygimnastykowanie, ale podołała mu bez mrugnięcia okiem, odzyskując także stopniowo na rozluźnieniu. Oparłszy się na zewnętrznej wodzy, delikatnie wyginała się na długości całego ciała, zachowując kształtne koło o odpowiedniej średnicy. Po wyprostowaniu wyrównała się względem odcinka, po którym była prowadzona, pozostając oparta na zewnętrznej wodzy. Wkrótce miała zostać postawiona przed kolejnym wyciągnięciem na długiej ścianie, które znowu wypadło bardzo energicznie. Skrócenie się może i nie było już tak nasycone buntem z jej strony, ale ciągle brakowało mu pełnej płynności, będąc dalekim do osiągnięcia ideału. Stety czy niestety, Donatella na ogół miała swój własny pomysł na treningi, który rzadko kiedy pokrywał się z zamysłem jeźdźca. Nie było to jednak specjalnie dokuczliwe, a przynajmniej na tym poziomie wyszkolenia, gdy zwyczajnie wachlarz jej umiejętności był dość ograniczony.Donatella - 2020-06-26, 12:41 W ich pracy nieoceniona najpewniej miałaby być pomoc trenera, który byłby dużo bardziej doświadczony i łatwiej by mu przychodziło uczenie ich nowych elementów, a także szlifowanie tych znanych, bo w końcu taka była jego rola.
Wkrótce zwolniła do kłusa, odpowiednio się przy tym skracając i nie tracąc na aktywnym, energicznym kroku. Podparta łydkami w kolejnym kole, utrzymywała jego stały kąt wygięcia oraz średnicę. Czując wydłużające się wodze, skorzystała z możliwości zejścia głową do dołu i rozluźnienia górnej linii mięśni. Nie uwiesiła się przy tym na przodzie i pozostawała lekka, chociaż średnio spodobał jej się pomysł z ponownym skróceniem. Przyzwyczajona była do rozprężania po żuciu z ręki już na niskim ustawieniu, dlatego w pierwszym odruchu spięła się nieznacznie, ale karnie podniosła głowę i skróciła sylwetkę. Jej krok stał się co prawda nieco krótszy, ale nie trwało to długo, bo już za chwilę odrobiła swobodę w kłusie i nabrała jego ponownej sprężystości.
Po okręgu została skierowana na przekątną, na której dla odmiany została poproszona o dodanie. Przyzwyczajona do czworoboków Donatella w pierwszym odruchu wykonała pełnoprawne wyciągnięcie, ale jeśli Sherry pokazała jej, o co dokładnie jej chodziło, klacz poprawiła się, chociaż nie zostało im już dużo do przejechania tym stylem. Po powrocie na ścianę najlepszą nagrodą byłaby dla niej możliwość ponownego wyciągnięcia się i zejścia z wysokiego ustawienia, które mimo wszystko było dla niej męczące.Donatella - 2020-06-26, 14:54 Swobodnie wróciła do kłusa roboczego, wkrótce dostając ponowną szansę na wyciągnięcie się. Chętnie opuściła i rozluźniła szyję, parskając głośno na znak ulgi. Od razu dało się też wyczuć różnicę w jej ruchu, który stał się bardziej rozluźniony, podobnie jak cała sylwetka. Na pełny luz mogła sobie pozwolić dopiero w stępie, w którym potrząsnęła głową, doskonale już wiedząc, że oznaczało to koniec treningu. Z tego powodu też zeszła z tonu i odpoczęła nieco, krążąc po czworoboku po wyznaczonej trasie. Na łukach może już z własnego rozleniwienia nie starała się tak z wyginaniem, ale nie to było najważniejsze przy rozstępowaniu. Przez tych kilka-kilkanaście minut zdążyła obeschnąć i odsapnąć, a zatrzymana cierpliwie poczekała, aż Sherry zejdzie z jej grzbietu. Drapanie po szyi było dla niej darem od losu, bo zapocone miejsca swędziały ją w tym momencie najbardziej, dlatego pozwoliła jej na ten gest i rozłożyła uszka w zadowoleniu. W końcu opuściła czworobok u boku właścicielki, dorównując jej kroku aż do stajni.
/ztTyler - 2020-07-08, 12:57 Tego dnia szczęście sprzyjało Tylerowi, dzięki czemu zastał duży czworobok wolny. Niewątpliwie było to rzadkością w tak dużym ośrodku jak Orchard, co mężczyzna postanowił niezwłocznie wykorzystać. Zawsze trochę prościej jeździło się na dokładnie wymierzonym placu, oznaczonym literkami.
Dosiadł konia ze schodków ustawionych poza czworobokiem, uprzednio opuszczając strzemiona z obu stron. Popręg podciągnął natomiast z siodła, pierw upewniając się, że nie przekrzywiło się ono podczas wsiadania, a nie powinno, bo przy swoim wzroście nie miał najmniejszego problemu z zajęciem miejsca w siodle. Gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, dał Jasiowi łydkę do stępa i wjechał na pierwszy ślad. Standardowo przeznaczył 10 minut na początkowy stęp, w trakcie którego jedynie egzekwował od konia żwawe tempo i często zmieniał kierunek ruchu, dbając o to, by rozgrzewać konia równomiernie. Po upływie wspomnianego czasu skrócił wodze i przez kolejne pięć minut na przemian ustawiał konia do wewnątrz i zewnątrz, gimnastykując go i przygotowując do dalszego etapu rozgrzewki. W końcu zaprosił go do kłusa, jak zawsze rozpoczynając anglezowaniem, żeby plecy Johnny'ego miały szanse przygotować się na jego ciężar. W kłusie, podobnie jak w stępie, zwracał uwagę przede wszystkim na tempo, rytm i kontakt, tym sposobem robiąc sobie podstawy pod dalszą pracę.