To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Anonymous - 2016-03-11, 19:35

Nie mogła się już doczekać, aż dosiądzie Unexa. Do tej pory zrobił na niej wprost piorunujące wrażenie. Na hali nie trenowało dużo par, może jedna czy dwie. Podeszła z ogierem do schodków, przy których zatrzymała ogiera. Zanim wdrapała się na niego, podciągnęła jeszcze popręg. Poklepała go po szyi i dopiero wtedy dała sygnał łydką do ruszenia. Skierowali się na ślad, dała mu luźną wodzę. Najpierw musieli się dobrze rozgrzać, a potem poprosi stajennego o ustawienie przeszkód. Może nie jakoś specjalnie wysokich, ale jednak. Przejechali tak dwa pełne okrążenia, następnie na długiej ścianie skierowała go na obszerną woltę, pilnując by nie wypadał zadem i ładnie się wyginał.
Unexpected - 2016-03-11, 22:29

Ogier kroczył zaraz za kobietą na halę, musiała uważać bo potrafił czasem dać czadu :lol2: Mówi się w końcu nie oceniaj książki po okładce, raczej nie nadawał się dla początkujących czy szybko rezygnujących bo można było, albo nie dożyć końca treningu, albo się poddać. Podeszli do schodków, poczekał w miarę cierpliwie aż go dosiądzie. Ogier po łydce dosłownie wyskoczył do przodu, pewnie nieco tylko szarpiąc kobietą do przodu i do tyłu, nie podejrzewam by wyfrunęła z siodła. By spokojnie przejść do stępa i wyciągnąć szyję do przodu, mlaskając raz po raz szedł po śladzie. Skakał dość wysokie przeszkody i znał wiele figur, był jak to mówią wszechstronnie uzdolniony :D Po zrobieniu dwóch okrążeń, walnęli dość sporą woltę, całkiem dobrze się w nią wpisując.
Anonymous - 2016-03-11, 22:54

No cóż, czekała ich niewątpliwie dobra zabawa :lol: Cały czas pilnowała go dosiadem, chciała, żeby utrzymywał aktywne tempo. Zmienili stronę, kontunuując wyjeżdżanie wolt, serpentyn i tego typu podobnych ćwiczeń. W końcu wzięła ogiera na kontakt i dała impuls łydką, prosząc o przejście do kłusa. Anglezowała w rytm kroków Unexa. W narożnikach wyjechali kolejne, małe wolty. Widząc stajennego na horyzoncie, skinęła do niego głową. Na całe szczęście zrozumiał i kiedy oni ćwiczyli przejścia, mężczyzna ustawiał drągi przez środek hali. Odbili w połowie krótszej ściany, kierując się w stronę drągów. Nie było to jakoś skomplikowane ćwiczenie, ale na razie tylko się rozgrzewali. Mężczyzna ustawił im też kopertę i niską stacjonatę.
Gerard Wayford - 2016-03-12, 09:44

Casello napisał/a:
Z pewnością ani jednego, ani drugiego mu nie brakowało, choć i tak większość z obu tych czynników znalazło ujście podczas poprzedniego szaleństwa. Teraz był widocznie uspokojony, ale dalej daleko było mu do rozluźnienia. Niemniej jednak nie ignorował mężczyzny i posłusznie zjechał na koło, wyginając się odpowiednio i stopniowo, powoli rozluźniając się dzięki działaniu Gerarda. Bez problemu odczytywał wszystkie jego sygnały i nie pozostawał obojętny na wszelkie nagrody od niego, nawet głosowe. Kierował w jego stronę uszy, parskając krótko, by zaraz znowu zastrzyc radarami na wszystkie strony. Starania Wayforda wkrótce zaczynały wywierać na wałachu jakiś wpływ, bo ten w końcu zaczął odrobinę odpuszczać w potylicy, wysuwając nos do przodu i w końcu zaczynając współpracować z jeźdźcem.


Dostrzegając postęp w zachowaniu konia, nie omieszkał się pochwalić go głosem, tym samym dając mu do zrozumienia, że jest z niego zadowolony i że wszystko jest dobrze. Intuicyjnie czuł, że mówienie do konia jest dobre i dodaje mu otuchy. Co prawda przykładowo na czworoboku było to zabronione, ale nie wybierał się na takowy, więc...
Rozluźniwszy Casello w kłusie, przeszedł od dosiadu do stępa, siadając głęboko w siodle i harmonijnie zatrzymując konia do niższego chodu. Po kilkunastu krokach aktywnego stępa, ponownie przeszedł do kłusa, wciąż anglezując. Innymi słowy, poprosił wałacha o parę przejść, zmieniając przy tym parę razy stronę, w którą się poruszali. Koń zapewne nie miał najlepszej kondycji po długiej przerwie, w dodatku był nieogolony, a w hali było ciepło, toteż na tym zakończył jego "męki". Po paru minutach takich ćwiczeń, w tym jazdy po kole, zatrzymał go do stępa i pogłaskał po szyi. Rozstępował i na jego grzbiecie pojechał do stajni. /zt

Questionable - 2016-03-12, 17:53

Questionable całe życie była koniem jednego jeźdźca, było więc dla niej nowym również, poza nową stajnią i halą, to, że na jej grzbiecie siedział ktoś inny niż właściciel. Bała się. Nie znała zachowania innych ludzi i nie umiała zachowywać się w ich towarzystwie. Potrzebowała czasu żeby przyzwyczaić się do pracy pod siodłem, a tym samym oswoić z różnymi jeźdźcami. Nie była złym zwierzakiem, po prostu wymagała nieco więcej cierpliwości.
Zatrzymana przez kobietę uspokoiła się nieco i posłusznie przeszła do stępa. Ciągle była uważna, uszy miała postawione i szła przed siebie całkiem sztywna, cały czas głośno przy tym prychając. Przy tym wszystkim znalazła jeszcze trochę czasu aby gwałtownie rozglądać się na boki i zatrzymywać wzrok po kolei na wszystkich ćwiczących na hali parach. Wciąż niespokojna pewnie kroczyła do przodu, mocno szastając ogonem na boki.

Unexpected - 2016-03-12, 23:55

O tak z tym ogierem na pewno nie będzie się nudzić, to prawie nie możliwe. Jednak nie był zabójcą czy umyślnie starał się robić krzywdę, poniekąd wygłupiał się lub bawił, na swój pokręcony sposób z jeźdźcem który go dosiadał. Nie musiała go poganiać, rzekłabym, że musiała go nawet czasem zwolnić bo zbyt przyspieszał. Zmienili kilka razy stronę, wykręcili różne pokrętne figury typowe dla rozgrzewki. Nieco nie chętnie pozbierał się pod dowództwem dziewczyny, ale mus to mus, by płynnie za kłusować. W tym wyższym chodzie ponownie wyjechali kilka wolt, potem potrenowali sobie przejścia które z początki 2-3 razy były nieco chaotyczne (w wyższy chód) bo gniadosz nieco mocno wyrywał do przodu, jednak szybko się uspokajał i kobieta nie miała wyrwanych rak ze stawów, czy krzyża uszkodzonego :lol2: Kiedy skierowali się w stronę drągów, z takich ciekawostek o ile go nie przytrzymała za pierwszym razem ichnie przeszli, bo w momencie kiedy miał unieść nogi się zatrzymał i dupa. Jednak odpowiednio przytrzymany unosił ładnie wszystkie cztery nogi, nawet nie pukając w żaden z drągów. Czekał na coś trudniejszego, a nie !
Anonymous - 2016-03-13, 12:57

Nie pozwalała mu na przyspieszanie, zależało jej na aktywnym, ale równym tempie. Ogier miał naprawdę dużo energii w sobie i wypadało ją trochę z niego spompować, bo się trening skokowy zamieni w wyścigi :lol: Przy pierwszym podejściu do drągów ogier się zatrzymał i tyle zabawy. Za drugim razem poszło okej, nawet ich nie trącił. Wiedziała, że Unex zaraz się znudzi. Ćwiczyli przejścia jeszcze przez chwilę, potem kilka wolt, serpentyn, dodania na krótszych ścianach i skrócenie wykroku na dłuższych. W zasadzie standardowy zestaw. Pilnowała, żeby ładnie się wyginał, nie wypadał zadem. Potem kilka minut stępu, dla rozluźnienia. No i nadszedł czas na te wyczekiwane przez nich przeszkody. Ustawione były mniej więcej na środku hali, w wystarczająco dużej odległości od siebie. Dała mu łydką sygnał do zakłusowania, następnie skierowała się na pierwszą przeszkodę. Nie pozwalała mu pędzić przed kopertą. W odpowiednim momencie dała mu sygnał do wybicia, odciążyła jego grzbiet i oddała wodze na tyle, na ile potrzebował.
Christian Levrull - 2016-03-13, 21:34

I So Bad napisał/a:
Post przed "wcześniejszą akcją".


Po powrocie do prawidłowego ustawienia po całkiem niezłych łopatkach zagalopował na śladzie cały czas półparadami zwracając na siebie uwagę klaczy. Systematycznie dojeżdżał ją do ręki starając się utrzymać aktywność w chodach, pracujące plecy karej oraz nad wyraz dobrze pracujący zad. Jako, że był to pierwszy galop wpierw nieco rozgalopował ją na pomocach, nie zwracając uwagę na nic prócz aktywnego tempa i szerokiej fouli, po gdzieś trzecim okrążeniu mocniej siadł w siodło zaczynając bardziej brać ją na siebie, pulsacją wodzy motywując do przeżucia i odpuszczenia, skupił się bardziej na swojej równowadze, przenosząc ciężar jej ciała mocniej na zad, a współpracującymi pomocami w trakcie półparad podnosił przód, chcąc uzyskać galop bardziej pod górkę.
W trakcie tej pracy wplótł wolty, przy których skupił się przede wszystkim na zewnętrznych pomocach, które miały być dla niej oparciem. Rozluźniał ją natomiast wewnętrznymi, cały czas pracując nad nadążającym i pracującym dosiadem. Z wolty na woltę robił coraz mniejszy promień koła, skupiając się na nie straceniu aktywności galopu w trakcie wjazdu na obwód wolty.
Następnie przez lotną zmienił kierunek galopu, dalej wracając na ślad, gdzie tak jak wcześniej pilnował ustawienia, galopu pod górę, rozluźniając/uelastyczniając ją na woltach. Po jakimś czasie rozpoczął pracę na ósemce na całą halę (na początek) z lotnymi.
- Wolne przekątne!
Wolał jednak zaznaczyć, że teraz na nich będzie pracował, by nie rozproszyć klaczy. Po krótkiej ścianie wjeżdżał na wewnętrznym ustawieniu na przekątną, na której zmieniał ustawienie dopiero gdzieś w okolicach "x" nogę, przez zmianę swojej równowagi (praktycznie niezauważalną, przez przesunięcie kości kulszowych) zmianę prowadzących wodzy oraz zmiany ustawienia łydek. W trakcie lotnych skupiał się na zachowaniu rytmu, impulsu, tego by klacz nie spłaszczyła fouli oraz po zmianie wróciła we wcześniejsze, aktywne tempo.
Powtórzył to gdzieś około 20 razy, następnie chwaląc klacz, po przejściu do stępa. Dał jej chwilę odsapnąć na kontakcie, by ponownie ze stępa zagalopować w prawidłowym ustawieniu. Znów skupił się na aktywnym galopie, widocznym zaangażowaniu zadu, po prostu "pod górkę".
- Serpentyna!
Tym razem wprowadził ją na hali na serpentynę o ciasnych brzuszkach, których wyszło około 6 na całości hali. Reszta im nie przeszkadzała, więc mogli skupić się na sobie. Tak jak wcześniej aktywne tempo, skupienie się na odpowiednim zgięciu w trakcie "brzuszka" a w dojeździe do linii środkowej zmiana ustawienia i pomocy, które je pilnowały na przeciwną i tym samym lotna. I taka serpentyna z powtórzeniem około 8 razy, kiedy lotne były naprawdę satysfakcjonujące. Ponownie przeszedł do stępa na kontakcie i pochwalił klaczy, tym razem również smakołykiem, którym uraczył ją z siodła.

Unexpected - 2016-03-14, 23:23

Gniadosz czasem miał własne koncepcje, jak to ogier :lol2: Jednak starał się przynajmniej udawać potulnego niczym baranek, w końcu od tak dawna nikt go nie ruszał, że trudno się dziwić by zapas energii wykończył tylko na pastwisku - padoku. Na parkurze to potrafił dawać czasu, co się sprawdzało, co widać w jego osiągnięciach. W końcu w krótkim czasie pobytu tutaj x5 razy zajął I miejsce, x1 II miejsce i potem dwa dalsze VI i VII. No co musiała się bardziej pilnować, a nie obijać :lol2: Za drugim razem na czysto przeszedł drągi, nuda mu nie służyła, ale był dość wyrozumiały - jeszcze. Kilka przejść, wolt, serpentyn, wyciąganie i skracanie kroku na dłuższych/krótszych ścianach. Oczywiście źle lub nie dokładnie przypilnowany, wpadał tu czy tam, jednak pilnowany niczym baletnica wyginał gniade cielsko wokół łydek kobiety i podążał za wodzą. Przeszli płynnie do kłusa (choć byłam pewna, że w nim jechali), w końcu po dojechaniu do pierwszej przeszkody - koperty. Gniadosz w odpowiednim miejscu ładnie uniósł przody, odbijając się od ziemi zadnimi, przeszkoda nie była zbyt duża więc nie wkładał w niej aż tyle siły, co w wyższe, trudniejsze.
Elizabeth White - 2016-03-15, 16:39

Zaraz po powrocie do stępa, Elizabeth pochwaliła klacz zarówno głosem jak i poklepaniem po szyi. Nie wymagała od niej zbyt wiele. Dała jej czas na uspokojenie się i prowadziła ją stępem roboczym po drugim śladzie hali, trzymając się z dala od pozostałych pracujących par. Dopiero, gdy uznała, że klacz się przynajmniej w pewnym stopniu rozluźniła, postanowiła powplatać jakieś ćwiczenia. Nie chciała przecież, żeby zanudziły się tam od krążenia w kółko, prawda? Tak więc co jakiś czas kierowała Questionable na jakąś woltę czy wężyk, w międzyczasie wykonując zmiany przez półwolty. Prowadziła ją na elastycznym kontakcie, miękko podążając ręką za jej ruchem. Nie starała się pchać jej na siłę, aczkolwiek chciała utrzymywać odpowiednie, dosyć energiczne tempo. W razie potrzeby upominała ją mocniejszą łydką, chociaż nie sądziła, żeby to działanie było w jej przypadku koniecznie. Na wszystkich łukach pracowała również nad zgięciem dresażystki. Łydkami i ustawieniem swojego ciała nakłaniając klacz do wpisania się w figurę i nie wypadania z niej. Za każdy element wykonany po myśli Kanadyjki, siedmiolatka otrzymywała pochwałę. Nie mniej jednak, El była również konsekwentna i nie pobłażała jej, korygując wszelakie złe zachowania.
Anonymous - 2016-03-15, 16:39

Przed drugą przeszkodą dała mu sygnał do zagalopowania. Było to pewnie nie więcej niż pół metra wysokości, ale na razie musiało mu wystarczyć. Przeszła do półsiadu, oddała mu wodze. Po pokonaniu przeszkody wrócili na ścianę, gdzie stopniowo zwalniali do stępa. Hala była ogromna, mieściło się pewnie ponad 15 par. W jej drugiej części ustawione było kilka przeszkód, na oko około metra wysokości. Taki mały parkur. Skierowała się z ogierem w tamtą stronę. Zatrzymała się stosunkowo daleko, ale po prostej od pierwszej stacjonaty. Odczekała kilkanaście sekund, po których dała ogierowi sygnał do zagalopowania. Oczywiście pilnowała, żeby nie wystrzelił jak rakieta, bo wolałaby przeskoczyć na nim, a nie przelecieć samotnie nad przeszkodą :lol:
Questionable - 2016-03-15, 20:44

Coś mi się wydaje, że nawet podczas stępowania w kółko Questionable nie zanudziłaby się na śmierć. Nadal wyraźnie była zaaferowana wszystkim co działo się na hali, łącznie z ptakami, które latały gdzieś pod sufitem czy poustawianymi w rogach budynku stojakami do przeszkód. Wszystkie te rzeczy były dla niej nowe i nad wyraz interesujące, co właściwie w tym momencie, pomogło Kanadyjce w złapaniu z nią jako takiego kontaktu. Wzięta z zaskoczenia nie zorientowała się nawet, że brunetka czegoś od niej wymaga i posłusznie zaczęła wykonywać jej polecenia, jakby wpadając w trans i dokładnie przypominając sobie po co człowiek zasiadał na jej grzbiecie.
Nadal była podenerwowana i nie rozluźniła się w ogóle, choć zaczęła współpracować z Elizabeth, która faktycznie nie musiała upominać ją w kwestiach tempa – stęp był energiczny, co powodowane było z pewnością przez zdenerwowanie; chrapy nadal miała rozdęte i oddychała szybko i głośno, poprawnie wpisując się w kolejną woltę, zmianę kierunku czy wężyk. Zarżała głośno przy okazji wykonywania któregoś z ćwiczeń po czym parsknęła, machając łbem w górę i w dół.

Elizabeth White - 2016-03-16, 15:39

Nie usztywniała się w kręgosłupie, nie mniej jednak nieustannie była czujna i przygotowana na wszelką ewentualność. Nie naciskała na klacz. Wiedziała, że sama musi zapoznać się z nowym miejscem i szanowała to. Widząc, że Q. intrygują nowe rzeczy, starała się specjalnie pokazywać je gniadej i przy okazji uświadomić jej, że nic nie urwie jej nogi ani nie pożre żywcem. Tak więc Elizabeth wcale nie spieszyła się w przejściem w wyższy chód. Dopiero, gdy uznała to za odpowiednie, wykonała półparade i delikatnie posłała kobyłkę do przodu. Wiedziała już, że jest bardzo czuła na pomoce, toteż starała się przekazać je jak najsubtelniej. Była przygotowana na jakąkolwiek gwałtowną reakcję, siedziała twardo w siodle, z kolanami zamkniętymi na poduszkach i w opuszczonymi w dół piętami. Palce dokładnie zacisnęła na wodzach, cały czas pozostawiając ją na delikatnym kontakcie. Miała jedynie nadzieję, że nieparzystokopytna nie spróbuje jej zabić, chociażby przypadkiem. W duchu liczyła, że zdołają się dogadać i przeprowadzą chociażby lekki i przyjemny trening zapoznawczy.
Unexpected - 2016-03-16, 17:28

Courtney napisał/a:
[...]


Ogier nieco mocno wyrwał do przodu przy tym ponagleniu do galopu, w sensie zbyt gwałtownie, ale cóż poradzić w końcu taki był :lol2: Powiedziałabym, że nie okrzesany. Skakał wyższe więc co tam dla niego pół metra, w miejscu odskoku płynnie odbił się od podłoża, ładnie zaznaczając baskil nad przeszkodą, jednocześnie mając spory zapas cielska nad drągiem który leżał najwyżej. Po wylądowaniu powrót na ścianę, niechętnie zwolnił do stępa, parę razy przy tym parskając. Pokierowany na kilka przeszkód, postawił uszy bardziej na sztorc, ciekawsko przyglądał im się i czekał na dalsze polecenia. Niecierpliwił się stojąc tylko w jednym miejscu, na sygnał do galopu, wyrwał (nie dosłownie) do przodu, od razu wchodząc w mocne tempo. Latanie kobiety mogłoby być dość ciekawe, może jednak spróbują? :lol2:

Questionable - 2016-03-16, 18:39

Holenderka naprawdę nie była złym koniem i z pewnością nie zamierzała celowo zrzucić z siebie dziewczyny, mimo że ta siedziała na jej grzbiecie pierwszy raz w życiu. Nie była przyzwyczajona do kogokolwiek oprócz swojego właściciela, ale to, że nieco się uspokoiła było dobrym znakiem na zaakceptowanie przez nią poważnej zmiany, jaka ostatnio zaszła w jej życiu. Gniada ponownie głośno zarżała, a kiedy brunetka zastosowała półparadę zamknęła pysk i stuliła uszy, spinając się tuż przed sygnałem do kłusa, który najprawdopodobniej musiał zostać powtórzony, aby klacz zechciała na niego zareagować.
Prychnęła głośno w końcu poddając się prośbom kobiety i przeszła do wyższego chodu, choć zrobiła to z wyraźnym ociąganiem. Tempa jakie narzuciła w chwilę później nie można było jednak przyrównać do sposobu zmiany chodu, gdyż zaczęła energicznie machać nogami i łbem, w taki sposób aby wyrwać dziewczynie wodze. Kontakt z ręką jeźdźca to przecież największe zło na świecie!
Poza tym jednym wybrykiem, którego zaniechała już w chwilę później, szła w miarę grzecznie, mimo tego że nadal sztywno i nieco zbyt szybko. Machała przy tym wszystkim energicznie ogonem i raz po raz prychała głośno dając upust swemu niezadowoleniu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group