Jethro - 2014-10-25, 15:36 Zapewne tak, ale zawsze mogą jeszcze rundkę zrobić. W sumie tory były 3. Jak jednak byłoby z weną, to ciężko określić. Zawsze jednak mogą przeprowadzić się w inne miejsce, jeśli Hacz czuje się niewyżyty. Wena też na pewno odżyje, posilona 12stym sezonem NCIS xD W każdym amerykańskim serialu muszą pojawić się Ruscy. W każdym.
Chaszcze, chaszcze, coraz bliżej. Zestawik pomocy bardzo przydatnych, zachęcających co nieco do odrywania się od ziemi i pakujemy się nad chaszcze. Chaszcze nad belko-płotkiem, bo i takie cudo tu wstawione zostało. No i zwolnili do stępa, coby Haczu wysechł nieco, to sobie jeszcze połazili trochę pomiędzy przeszkodami, wypatrując świty Putina. Hachiro - 2014-10-25, 15:46 Nie noo, Hacz się teraz wyżył, nigdy tak dużo nie skakał XD Odbił się mocno przed krzaczorami, wyskakując wysoooko w górę i pokonując w pięknym stylu przeszkodę. Chwilę jeszcze pogalopował i zmniejszył tempo do stępa, gdzie mógł wreszcie odsapnąć. Obserwował wszystkie przeszkody, a Ruscy nam nie zagrożą. W końcu jest tutaj Hacz, prawda?Jethro - 2014-10-25, 15:59 Hachiro - pogromca Ruskich
Jeszcze sobie pokrążyli nieco i wybyli z toru. Ale czy na stajnię, czy jeszcze gdzieś indziej... tego nie wiedział nikt...
z/tHachiro - 2014-10-25, 16:08 Dumdumduum. Wybył.
ztCarmargue - 2014-10-27, 19:12
Harley Davidson napisał/a:
Może gdyby widywał przeszkody częściej, to przyzwyczaiłby się w końcu i uznał je za niegroźne? Będzie musiał przyjść z nim tu jeszcze kilka razy, żeby doprowadzić w końcu do stanu, w którym uzna takie przeszkody do skakania za normalne. Za każdym razem cierpliwie uspokajajał go głosem, próbował każdą przeszkodę podejść po kilka razy, żeby sobie obejrzał, żeby jednak się zbliżył... Chociaż trochę!
Na razie skupił się na rozgrzewce - poklepał jego szyję, nagrodził słownie za ładne zebranie się i zaczął go teraz wyginać po łukach. Oczywiście mocne działanie dosiadem i łydką, co by mu gniady się nie lenił i nie zginał się tylko w szyi, ale w całej swojej okazałości. To przeplatał powrotami na ślad - i tu zatrzymania ze stępa. Znów wjazd na łuki, trudniejsza trochę serpentyna i teraz już na prostej pomoce do przejścia w kłus. Delikatne, bo ogier elektryczny jest i z mocniejszych by mu pewno od razu zagalopował. Więc delikatna łydka, wypchnięcie z krzyża i skrócenie trochę wodzy. Na razie trzymał bezpieczną odległość od przeszkód, co by nie rozpraszać niepotrzebnie gniadego i go nie stresować. W kłusie zaczęli od żucia z ręki, schodzenia do niskiego ustawienia i tym samym rozciągania trochę grzbietu. Potem kilka łuków dla odmiany - głównie kół i wolt, na śladzie znów zatrzymania - tym razem z kłusa. No i 5 sekund bezruchu. Albo czegoś podobnego do bezruchu...
Ogier za każdym razem, kiedy Harley zmuszał go do podejścia do przeszkody, robił półpiruety i zawracał w drugą stronę, bojąc się bliższego spotkania z obcymi przedmiotami. Po którymś z kolei razie, zaczął coraz bardziej przekonywać się do tego, że chyba jednak nic go nie zje, jak podejdzie. Przechodził obok normalnie.
Wyginał się poprawnie na łukach, poruszając się w stałym, niezmiennym kontakcie. O ile tego właśnie od niego wymagano. Przejścia szły mu doskonale. Problem pojawiał się jedynie wtedy, kiedy szatyn chciał dłuższych postoi, na to Carmar się nie godził.
Przeszedł grzecznie do kłusa, wchodząc na wyższy kontakt. Pysk trzymał w tym momencie na wysokości klębu. Nie zapomniał o zadzie, ani przednich szkitach. Pracował nimi naturalnie, ale ze spektakularnym efektem.
Wszedł na żucie, ryj z powrotem niosąc na wysokości nadgarstków. Bardzo dobrze pracował grzbietem, co było z pewnością wyczuwalne. Ćwiczenia z elementami zgięć nie stanowiły problemu. Trudności pojawiły się dopiero podczas przejść. Gniady wykonywał je nienagannie. Po dwóch sekundach stania, zaczynał się wiercić. Potem zaczynał piaffować. W następstwie, podnosił przednie nogi w górę, w geście nijakiego dęba.Carmargue - 2014-10-27, 19:12
Harley Davidson napisał/a:
Może gdyby widywał przeszkody częściej, to przyzwyczaiłby się w końcu i uznał je za niegroźne? Będzie musiał przyjść z nim tu jeszcze kilka razy, żeby doprowadzić w końcu do stanu, w którym uzna takie przeszkody do skakania za normalne. Za każdym razem cierpliwie uspokajajał go głosem, próbował każdą przeszkodę podejść po kilka razy, żeby sobie obejrzał, żeby jednak się zbliżył... Chociaż trochę!
Na razie skupił się na rozgrzewce - poklepał jego szyję, nagrodził słownie za ładne zebranie się i zaczął go teraz wyginać po łukach. Oczywiście mocne działanie dosiadem i łydką, co by mu gniady się nie lenił i nie zginał się tylko w szyi, ale w całej swojej okazałości. To przeplatał powrotami na ślad - i tu zatrzymania ze stępa. Znów wjazd na łuki, trudniejsza trochę serpentyna i teraz już na prostej pomoce do przejścia w kłus. Delikatne, bo ogier elektryczny jest i z mocniejszych by mu pewno od razu zagalopował. Więc delikatna łydka, wypchnięcie z krzyża i skrócenie trochę wodzy. Na razie trzymał bezpieczną odległość od przeszkód, co by nie rozpraszać niepotrzebnie gniadego i go nie stresować. W kłusie zaczęli od żucia z ręki, schodzenia do niskiego ustawienia i tym samym rozciągania trochę grzbietu. Potem kilka łuków dla odmiany - głównie kół i wolt, na śladzie znów zatrzymania - tym razem z kłusa. No i 5 sekund bezruchu. Albo czegoś podobnego do bezruchu...
Ogier za każdym razem, kiedy Harley zmuszał go do podejścia do przeszkody, robił półpiruety i zawracał w drugą stronę, bojąc się bliższego spotkania z obcymi przedmiotami. Po którymś z kolei razie, zaczął coraz bardziej przekonywać się do tego, że chyba jednak nic go nie zje, jak podejdzie. Przechodził obok normalnie.
Wyginał się poprawnie na łukach, poruszając się w stałym, niezmiennym kontakcie. O ile tego właśnie od niego wymagano. Przejścia szły mu doskonale. Problem pojawiał się jedynie wtedy, kiedy szatyn chciał dłuższych postoi, na to Carmar się nie godził.
Przeszedł grzecznie do kłusa, wchodząc na wyższy kontakt. Pysk trzymał w tym momencie na wysokości klębu. Nie zapomniał o zadzie, ani przednich szkitach. Pracował nimi naturalnie, ale ze spektakularnym efektem.
Wszedł na żucie, ryj z powrotem niosąc na wysokości nadgarstków. Bardzo dobrze pracował grzbietem, co było z pewnością wyczuwalne. Ćwiczenia z elementami zgięć nie stanowiły problemu. Trudności pojawiły się dopiero podczas przejść. Gniady wykonywał je nienagannie. Po dwóch sekundach stania, zaczynał się wiercić. Potem zaczynał piaffować. W następstwie, podnosił przednie nogi w górę, w geście nijakiego dęba.Harley Davidson - 2014-10-27, 19:55 Mężczyzna zadowolony był jak na razie z przebiegu rozgrzewki... No, może poza tymi zatrzymaniami. Ale to teraz niewiele mógł zrobić. Starał się nagradzać nieruchomość ogiera - najpierw sekundę, dokładnie moment bezruchu gniadego. Potem będzie starał się ten czas po prostu wydłużyć. I może kiedyś sobie to przećwiczą porządniej, jak znajdą się gdzieś, gdzie jest więcej ścian, płotów do wykorzystania... Wtedy zadziała trochę presja, ograniczenie drogi z przodu i Kalmar będzie musiał tak czy tak pozostać nieruchomy. A Harley będzie to nagradzał i w końcu mam nadzieję, że dojdą do jakiegoś akceptowalnego efektu.
Jak na razie siedział sobie na wygodnym krewecie. W chwili obecnej miał go na wyższym ustawieniu, dał mu delikatną łydkę, lekko wypchnął ze spiętego krzyża. Zaraz odchylił się lekko do tyłu, w galopie podpierając ogiera biodrem, prawie niewyczuwalnie. Po prostu dobrał siłę sygnałów do wrażliwego, czułego na pomoce Kalmara. W tym chodzie pojeździli sobie głównie wolty i ósemki, trochę przejść do kłusa i zaraz przejście na stęp swobodny i opuszczenie ubitego piachu rozprężalni. Czas na właściwy trening! Mężczyzna po chwili odpoczynku - dla siebie i dla ogiera - poprawił jego ustawienie, dał pomoce do zagalopowania na prawą.Matthew - 2015-01-04, 20:49 Wyszedł ze stajni z Krugerem i w połowie drogi na tor zatrzymał go. Podpiął mocniej popręg i wskoczył w siodło. Miał na sobie toczek, bo pierwszy raz jechał skakać krosa. W sumie to nie wiedział, czy i koń tam wcześniej był, ale raz się żyje! No, właśnie dlatego też miał toczek. Bo tak to nie zawsze go nosił, głupek.
Prowadził ogiera przed siebie na lekkim kontakcie, żwawym stępem. Uważał czy nic nie kombinuje. W sumie to chyba pierwszy raz pracował z nim z siodła? Następnym razem mogą wrócić na lonżownik, fajnie było. <3
Na torze już zatrzymał Krugera na chwilę, sprawdził jeszcze raz popręg, czy podczas tego krótkiego spaceru coś jeszcze poszło. Poklepał konia jeśli stał grzecznie. Właśnie, chodziło tez o to aby sprawdzić, czy będzie spokojny stojąc w miejscu. Jeśli ne był, to Matt siedział spokojnie, czekając aż się uspokoi i odetchnie. Gdyby uciekał w jakąkolwiek stronę, to kudłaty go cofał albo przesuwał tam, gdzie stać miał docelowo. Jak się im udało wystać to pozwolił ruszyć mu stępem, oddając więcej wodzy niż wcześniej.
Troszkę pokręcił ramionami, głową i się pozginał porozgrzewał porozciągał ogólnie, pozwalając Krugerowi ogarnąć otoczenie. Prowadził go trawą gdzieś tam między rożnymi terenowymi przeszkodami, co jakiś czas gadając do niego czy nucąc wesoło.Krugerrand - 2015-01-04, 21:11 Idąc bardziej reprezentacyjnie u boki mężczyzny, cały się wyprostował i postawił uszy, zaokrąglając lekko szyję.
Potrząsnął łbem zatrzymując się równo z Mattem. Obijając ogonem swoje boki, nabrał ogrom powietrza do płuc, by wypuścić je z głośnym, basowym rżeniem. Przecież musiał wszystkim pokazać, że tutaj jest i wraca do formy, nie?
W każdym bądź razie czekał, póki nie dostał sygnału do ruszenia. Wtedy Matt mógł w pełni poczuć jego elektryczny, mocny krok stępa. Wystukując każdy pewny krok podkowy, jaki lokował się w otoczeniu w końcu ucichł. Trawa zdecydowanie ukrywała obecność ogiera, aż wreszcie ten ponownie stanął. Rozchylając chrapy, aż do ukrwionych miejsc głośno fuknął. Nie był tutaj, co właśnie zdradził swojemu jeźdźcowi. Ze zbyt dużym zainteresowaniem wlepiał spojrzenie w każdą z wymyślnych przeszkód. Ach, ależ będzie sadził!
Nieco zadrobił nogami w miejscu, nim ponownie ruszył, zatem musiał te sekundy, które sobie odebrał, przeczekać w miejscu. Dopiero po prawidłowym sygnale ruszył, strzygąc uszami i rolując mocno szyję. Zerkał na przeszkody, nie ważąc się nawet na chwilę odchylić od nich. Bardziej pragnął ich dotknąć i o ile Maccik mu nie zabronił, to macał sobie przelotnie chrapami każdą ze stałych przeszkód.Matthew - 2015-01-04, 21:56 Ojoj, ale mam tu męskiego ogiera. <3 Bardziej męski od jego jeźdźca.
Matt zauważył, jak ogier nabiera powietrze w płuca. Oj, poczuł co nadciąga więc i sam się zapowietrzył, zaczął wystukiwać rytm stopą. I jak tylko ogier zaczął rżeć...
- You can follow me!! - zawołał Matt równo z nim, wkładając w ten wers cała swą energię i bajeczny głos. <3 Zaśpiewał bardzo czysto, ciągnąć ostatnie sylaby. I ruszając dalej na Krugerze, kontynuował, przejęty tym co robi równie mocno jak wcześniej:
- You can follow me! And I will not desert you now, when your fire's died out! No one's there. They have left you for dead!
Ok, koniec przedstawienia. Matt dojechał na tor, gdzie jak się okazało, ogier posłusznie poczekał na niego. Więc kudłaty pozwolił mu za to wąchać po drodze wszystko co chciał. Byleby tylko nagle od czegoś nie odskoczył ze strachu!
Więc pochodzili tak z dziesięć czy piętnaście minut na luzie, a w końcu Matt zebrał wodze ogarnął konie, ściągając go na woltę. Tam ustawił go sobie ładnie na kole, przynajmniej na tyle, na ile pozwalało jego rozgrzanie. Na kole trzymał go zewnętrzną wodzą i spychał wewnętrzną łydką, wewnętrzną wodzą pilnował ustawienia i łydkami z energią do góry i na wprost, skłaniał go powoli do angażowania całego siebie w maszerowanie.
Po trzech obszernych woltach zmienił kierunek ósemką i zaczął jechać wolty w przeciwnym kierunku, a adekwatnym momencie przy półparadzie wymieniając pomoce na analogiczne. Po tych woltach poprowadził ogiera po linii prostej, następnie po minucie marszu na wprost zaczął go skręcać raz łagodniej, raz ostrzej, jadąc pijaną serpentynę. W międzyczasie podczas tej serpentyny zakłusował, dalej jadąc tym pijanym wzorem. Pilnował wolnego tempa, lekko i nisko anglezując. Po kilku zawijasach zwolnił do stępa, a po kilku kolejnych znowu zakłusował, pozwalając Krugerowi na aktywniejszy tempo i dłuższy wykrok. Nawet go do tego zachęcił, ale pewnie ogier sam się pchał do żwawszych chodów.
Ponownie kilka obszerniejszych zawijasów i wejście do step. Jeśli wszystko układało się między nimi miło, to dłuższa wodza i pochwała, przytulasek krótki. <:Krugerrand - 2015-01-04, 22:16 Koguciku musisz się postarać bardziej.
Nie wnikał, nie zwracał na to uwagi, czy też po prostu się nie dziwił. Poznali się już trochę, więc ciemno gniady przyzwyczaił się do tego, że Matt jest rozśpiewany. Z nim nie było ciszy, zawsze się bawili. Dopiero teraz zapowiadała się praca, więc był trochę ciekawy jak to wyjdzie. A może nawet nieco olewczo podchodził do całego treningu? Mefju będzie musiał sobie poradzić z Niemcem, ale powinien dać radę, nie?
Skoro miał możliwość - sprawdzał. Nie bał się kolorowych rzeczy, gdyż i na parkurach stawiano różnorakiej barwy kwiatki, czy też kolorowe drągi. Wszystko inaczej będzie wyglądało, gdy przyjdzie mu skakać. O tyle dobrze, że chłopak miał wielkie serce do skoków, więc będzie szedł, chociażby się paliło. (tylko niczego nie podpalaj, bo to miała być jedynie przenośnia.:c )
Krugerrand zastrzygł uszami i jak zawsze z początku trochę się opierał na wędzidle, wyciągając wodzę. Czy też wręcz przeciwnie - zadzierał łeb. Jeśli jednak jeździec przekonał go, iż nie są to żarty - spoważniał, ustawił się. Zszedł w niskie ustawienie, ładnie zaokrąglając szyję.
Póki co swobodnie poruszał się po wolcie, dopóki chłopak nie zaczął oczekiwać czegoś więcej. Tu coś na bok uciekło Krugerrowi, gdzieś szyja podniosła się na moment. Ale chwila ogarnięcia i poukładania w jego głowie przez jeźdźca i wszystko wyszło. Zaczął się ładnie zaokrąglać, a zadnie kończyny wchodziły pod kłodę. Energia zaczęła płynąć równo po całym ciele, idąc od zadu. Powoli zaczął skupiać się na tym co robi, gdyż elementy dość szybko zaczęły zmieniać się w następne zadania. Na szczęście nie powtarzały się zbyt często, dlatego też Kruger nie zdążył się nimi znudzić. Gorzej było gdy miał wolno kłusować. Jak wiadomo, po takim czasie stania w boksie, energia go roznosiła, więc pierwsze kroki były zdecydowanie za mocne. Zgarniał ogrom przestrzeni, póki Matt jakoś go nie skrócił. Wtedy mocno osiadał na zadzie, uginając kończyny. Potrząsnąwszy łbem, przeżuł wędzidło i ponownie wszedł w stęp. Parskał, powoli pieniąc się na pysku. Nie spinał się, choć był w nowym miejscu i jeszcze co jakiś czas udawało mu się zerkać na przeszkody.
Wracając do kłusa, znowu zaakcentował mocno pierwsze kroki. Zwolniony do bardziej ogarniętego tempa, kłusował już równo, acz Matt mógł poczuć jak ogiera w środku wręcz rozsadza. Był gotowy w każdym momencie ruszyć do przodu, nawet jakby miał przodami poobijać sobie brodę.
Mimo tego póki co owijał się wokół jego wewnętrznej łydki, kiedy zawijasy przybierały bardziej krętą formę. Następnie kolejne zatrzymanie i pochylenie pyska w dół. Głośno parsknął, potrząsając łbem.Matthew - 2015-01-04, 22:44 Ja nie dam rady? Ja!? <3 Nawet jak coś podfajczę, to damy radę, luzik! Choć i tak mamy przewidziana niespodziankę na ten trening, jeśli czytałaś wcześniej sb...
Na wyciąganie wodzy odpowiadał lekkim wypchnięciem bioder z równoczesnym przyciśnięciem kolan. W sumie nie był pewien czy tak powinno to być, ale sprawdzał. Chciał najpierw rozkojarzyć ogiera z zawieszenia się na wodzy tym wypchnięciem, ale jednocześnie zatrzymać go na sobie kolanami. Tak gdyby zechciał dodać. Także przypuścił lekka półparadę - od jednej dłoni do drugiej, raz jednocześnie z dwóch, potem znowu z jednej do drugiej. Aż się nie ustawił, to coś wykombinował.
Jak już był w sumie ustawiony a tylko coś uciekało, to nie było tragedii. b przynajmniej w kwestii ustawienia mieli dogadane, no nie? Więc wtedy tylko Matt mocniej akcentował niektóre pomoce, przesuwając to zad czy łopatkę ogiera, aby się pilnował. Też nie był nader pedantyczny na początku, bo na tym etapie dopuszczał jeszcze niedokładność wszelkich wygięć.
W końcu poczuł, że Kruger wyraźnie zaczyna myśleć i skupiać się na pracy, czy raczej współpracy. Matt złapał wodze w jedną rękę na chwilę i pochylił się, by pogłaskać go po szyi. Pochwalił też głosem.
W tym kłusie przy takim wyrwaniu spróbował usiąść mocniej w siodle i wstrzymać konia krzyżem, jednocześnie półparadami od jednej ręki do prawej pilnując jego przepuszczalności. Też wstrzymał go kolanami, aby zamknąć w pomocach. Jak tylko zwalniał do żądanego przez Matta tempa, to odpuszczał, a gdyby ponownie wyciągał, to ponawiał proces zwalniania, aż się Krugi chociaż jako tako nie ustabilizował. Mógłby go równie dobrze puścić na minute galopem aby spuścił z tonu, ale to chyba marnowanie wartościowej energii, co nie? Lepiej chwilę tak wytrzymać z jej nadmiarem, by potem efektowniej skakać. <3
W żwawszym kłusie było już na pewno lepiej, ale kudłaty czuł, że Krugi chodzi jak na szpilkach. Domyślał się, że pewnie chętnie poszedłby dużo szybciej i bardziej żywiołowo, ale nie mógł mu na to pozwolić. Będą szaleć niedługo! :D
W stepie wygłaskał go, skro ładnie odpuścił i nawet wyciągnął szyjkę. Pozwolił mu przemyśleć sytuację i ogarnąć swoją sytuację, także za i przeciw współpracy z Mattem, co by tam mógł ugrać a co nie. No, wiadomo, że kudłaty będzie nieustępliwy w negocjacjach, ale Krugi mógł obmyślać plany i strategie, tego mu Matt nie zdoła zabronić.
Po dwóch czy trzech minutach stępa po bardzo lekkich łukach Matt znów zebrał wodze. Chwilę poszedł z Krugerem zaangażowanym stepem, pilnując jego ustawienia. Zatrzymał go następnie i mieli tak postać kilka sekund. Jeśli im to przyszło przykładnie, to Matt poprosił o kłus z miejsca, uprzedzając konia o tym półparadą. Jednak pewnie za bardzo nie musiał go do tego nakłaniać. Też pamiętał aby go pilnować na początku więc od razu jak poczuł, że ogier wybija się w kłus, to zadziałał wstrzymującymi pomocami, półparadami i krzyżem, aby zachować go nie za szybkim tempie. Jeśli im się udało, to takie utrzymał, dopiero po parunastu metrach prosząc o wyciągnięcie. Jeśli to ie wyszło, to go zwolnił do wolnego kłusa i dopiero po chwili jazdy w nim zrobili to wyciągnięcie.
Wyciągnięciem skierował konia na bardzo obszerną woltę, z niej wyjechali ósemkę i następnie woltę w drugą stronę. Kudłaty uważnie pilnował pomocy, trochę twardziej trzymając ogiera w korytarzy z łydek, wodzy, dosiadu.
Potem zwolnił go i poklepał po szyi, jeśli było cacy. Spróbował przytrzymać go w wolniejszym tempie i zrobić jakieś żucie z ręki, chociażby do pewnego momentu. Działał aktywnie wodzą, czasem mocniej akcentując biodrami lub wstrzymując kolanami. Oddawał ogierowi wodzę czekając, czy ten z ania podąży. Jeśli im się to udało to spróbował kilka chwil pojechać z obniżoną tak głową Krugera, a potem podniósł go półparadą do normalnego ustawienia i dał sygnał do galopu. Od razu też uzbroił się w pomoce wstrzymujące, domyślając się mocniejszego tempa od początku.Odchylił się na wszelki wypadek mocniej do tyłu w siodle.
Skierował go na obszerną woltę, potem drugą i spróbował lotnej. Jeśli się im udała to dwie wolty w drugim kierunku. W tym chodzie także mocna kontrola wygięcia, choć jeśli już koń pilnował się prze subtelniejszych sygnałach i nie zapominał o ustawieniu i wygięciu, to kudłaty z chęcią i ulgą stosował łagodniejsze pomoce.Krugerrand - 2015-01-04, 23:11 Eee..nie wiem nic o niespodziance.:o ktoś ma tu wbić?
Bardziej zdekoncentrował ogiera tym ruchem, trochę różniło się to od podniesienia głowy z wędzidła, jednak miał chwilę na podniesienie go i ustawienie, co też się stało.
Krugerrand musiał trochę kombinować, wyraźnie wyciągnięty z treningów. Chwilę mu zajmie nim znowu wpadnie w właściwy rytm pracy.
Dlatego też i te wolty, często wyglądały bardziej kwadratowo, czy w ogóle miały brzegi o falowanym kształcie. Tam gdzieś wykroczył przodem, tam zadem. Później zaczął się składać w całość, więc nie wyglądało to aż tak tragicznie. Włączyło mu się myślenie i składanie wszystkiego w całość, by mógł na nowo być niemiecką maszynką.
Przytrzymany, nawet wkroczył w zebrany kłus, mocno przeciążając swój zad. Jak wiadome nigdy ten chód nie był wygodny dla koniowatych. Jeśli jednak mógł iść nieco szybciej i wygodniej, na pewno skorzystał z tej możliwości. A tak to, poruszał się w tym rytmie, dość mocno wybijając z siodła. Oj nie był wygodny.
Idąc stępem, wręcz pokusił się o mocne rozciąganie kończyn. Przez to zgarniał jeszcze więcej terenu, nie robiąc sobie niczego z tego. Wykorzystywał to, że natura dała mu takie długie nogi.
Wchodząc ponownie w ustawienie, zastrzygł uszami i zatrzymał się. Równo stając kończynami, na chwilę podniósł jedną z przednich. Odstawił ją z impetem i odetchnął. Sekundy dłużyły mu się w nieskończoność, a półparada sprowokowała Niemca do wycofania ciężaru na zad. Wystrzelił, ruszając mocnym kłusem. Przytrzymany, dość szybko zwolnił, choć ze wściekłością, szarpnął wędzidłami w dół. Kręcąc się w równym i spokojnym kroku, odchylił uszyska do tyłu jeszcze trochę niezadowolony. Przeszło mu, wraz z zaciśnięciem się łydek po jego bokach. Nie potrzebował drugiego zaproszenia. Jego kończyny mocno się wyciągały, zaś Matt mógł spokojnie z góry zauważyć nogi holsztyna. Mocno się rozciągał, zarówno tyłem jak i przodem, nieco opuszczając głowę. Tak dla zachowania równowagi. Wręcz w zawrotnym tempie pokonywał kolejne metry, jakby z każdym krokiem zagarniając ich coraz więcej w jednym wykroku.
Wchodząc na wystarczająco dużą woltę, postawił uszy na szpic skupiając się na podłożu. Pilnował tego, aby się nie poślizgnąć, więc gdzieś mógł zgubić troszeczkę tempa. Tak oprócz tego dzielnie przedzierał się przez postawione zadania, powoli niczym wyłączana maszyna zwalniając. Ostatecznie pozostał w spokojnym kłusie, poparskując co chwila. Akurat to pamiętał, pochylił szyję i wraz z oddawaną wodzą schodził coraz niżej. Mocno pieniąc pysk, cały czas żuł metal. Co jakiś czas próbował się podnosić, jeśli jednak Matt zatrzymał go na pewnym etapie, ponownie schodził w dół. Kilka razy musiał to powtórzyć, aż wreszcie holsztyn pozostał nisko.
Wracając do góry, odchylił jedno ucho i ruszył galopem. Dużą odległością oddzielając foulę, wyciągał się mocno. Chwilę walczył, zadzierając mocno pysk do góry. Robił prosty trik, łeb napierał na wędzidło, a nogi szły dalej, mocno zadzierane. Zaraz to jednak taktyka się zmieniła, koń zniknął głową przy klatce piersiowej, a jego zad poszybował w stronę nieba. Jeśli się Matt utrzymał, to wtedy Niemiec zwolnił. Wchodząc już pod jeźdźca, wszedł na woltę i z ustawionym ciałem, bez problemu zrobił lotną. Co to za filozofia dla niego, jak na parkurze robi to po miliard razy!
Jakoś tak wyszło, że zdecydowanie swobodniej wychodziło mu wyginać się na woltach w galopie, niżeli w kłusie.Matthew - 2015-01-05, 17:02 No i dobrze, że go zdekoncentrował. O to chodziło, żeby przestał się skupiać na wiszeniu na nim. Wtedy Matt miał okazję do podniesienia go, lekko wodzą pulsując w górę i podnosząc go łydkami i biodrami.
Fakt, ciężko było wytrzymać ten kłus zebrany. Ale w sumie to i daliby radę piaff zaraz zrobić, skoro już taki kłus osiągnęli. Kudłaty próbował nieco uspokoić ogiera w tym wolnym kłusie, rozluźniając się maksymalnie i przytrzymując go mocniej krzyżem niż ściągając wodzami. Nucił coś lekkiego i przyjemnego, próbując oddać mu wodzę gdy tylko zwalniał. chciał, aby bardziej rozluźnił szyję i zaufał jeźdźcowi, że jeszcze przyjdzie cza na pokaz i właściwe szaleństwa. Teraz Matt chciał tylko tempa pod kontrolą i bez stresu.
Potem w stępie w zasadzie nie miał wiele przeciwko takiemu wyciąganiu kończyn. Chociaż nie - jeśli tylko Niemiec ładniej się rozluźnił i uspokoił podczas ostatniego kłusa, to pozwolił mu teraz tak machać tymi nogami. Gdyby jednak tam się nie udało, to Matt próbował dalej go uspokoić. Tym razem jednak nie zbierał wodzy, tylko dosiadem operował, siadając głębiej i lekko tylko pulsując luźną wodzą na jego pysk. Aby troszkę go ściągać do tyłu, coby się nie spieszył.
Gdy przy ponownym wejściu w kłus Krugera tak zirytowało zwolnienie, to Matt jeszcze bardziej na nim usiadł, chcąc go zwolnić. Cały czas te same pomoce wstrzymujące i rozluźniające, nie chce mi się powtarzać. >: I dopiero poprosił o wyciągnięcie kłusa, gdy Kruger wpierw bez oporu zwolnił, może odetchnął głębiej. Mają się tu trochę jednak dogadywać, no nie?
Weszli w zawrotne tempo! - Woohoo! - zawołał w pierwszych chwilach Matt, czując jak ciało Krugera pod nim ostro pracuje. Jednak po paru chwilach bardziej spróbował skorygować ten chód, aby był bardziej wyciągnięty i wolniejszy, niż zapierdalający.
Żucie jakoś im wyszło, Matt cierpliwie pracował biodrami i rękami, by utrzymać szyję i pysk Krugera na nizinach. W końcu galop! Matt na szczęście przygotowany był na te ogierze odpały. Na zadarty pysk spróbował zadziałać biodrami, słowem i mocniejszymi półparadami na wędzidle. Jednak koń chyba z początku się tym wszystkim nie przejął, bo zaraz uciekł w druga stronę - ryjem do ziemi, dupą do góry. Mój koń mnie tak dwa razy w terenie z siodła wysadził kiedyś. xd
Kudłaty jednak przygotowany był, odchylony mocniej do tyłu. Tylko więc pofrunął troszkę nad grzbietem konia, ale osiał ponownie na siodle i szybko poprawił się z nogami. Natychmiast mocniej ściągnął Krugera "na ziemię", siadając mocno w siodle i blokując go krzyżem. Też zawiesił ręce lekko na wędzidle, aby koń to odczuł. Pamiętał jednak o munsztuku, więc robił to z wyczuciem. Odpuścił na chwilę i znów półparada, już lżejsza. Kilka razy tak, póki ogier nie zwolnił i nie ogarnął. Matt znacznie się rozluźnił, gdy i Krug się uspokoił.
- Stary, też lubię fruwać, ale to niebezpieczne było! - skarcił go trochę głosem i pogroziłby palcem, ale wolał ne puszczać wodzy z jednej ręki. Na wolcie już mam nadzieję, że było spokojniej. Matt został na nich, póki ogier nie wychillował faktycznie i nie zaczął reagować na te naprawdę subtelniejsze pomoce. Jak już jechali w jakimś rozluźnieniu i porozumieniu, to Matt jeszcze raz zastosował lotną i skierował po łagodnym łuku konia gdzieś dalej. Po parunastu foulach zakroi się przed nimi rów! Nie bardzo głęboki i szeroki, dość przyjaźnie wyglądający. Matt usiadł mocniej w siodle gdy ogier zauważył przeszkodę. Tak, aby go upewnić, coby nie pędził. Zrobił ciaśniejszy korytarz między wodzami i łydkami, zamknął ogiera kolanami, trochę się wycofują Bron Boże nie chciał, aby Niemiec mu teraz wycwałował i skoczył kilka metrów na długość i wysokość! jednak gdyby wyczuł, że ogier spokojnie się przymierza do oddania skoku, to łagodniej go potraktował.
Łydka do wybicia, wejście w półsiad z koniem, oddane wodzy wzdłuż szyi i powrót w siodło wraz z dotknięciem ziemi przez przednie nogi konia. Od razu korekta tempa gdyby coś, no i Matt uważał an ewentualne baranki. Tym razem już jednak nie karciłby Krugera, gdyby przyszło mu to do głowy. Po paru fulach zwolnił go do stepa i oddał wodzę żuciem. Poklepał po szyi.Krugerrand - 2015-01-07, 19:44 Ahahah, poznęcam się trochę nad Tobą. <3
Krugerrand ni w ząb teraz nie potrafił pojąć, jak ma kłusować. Rzecz jasna wcale nie była to wina jeźdźca, a niego samego. Chciał przedobrzyć, dlatego też albo kłusował w zebranym tempie, albo próbował iść do przodu - jednak trochę za szybko. Nijak nie odnajdywał środka, o który wcale nie było trudno i w którym umiał się poruszać. Przecież tyle razy poruszał się w takim tempie.. Jednakże zbyt długa przerwa, niekorzystnie na niego wpłynęła.
Parsknąwszy głośno, wpierw nieco chamsko oparł się na wodzy, zaraz jednak podnosząc łeb i zwalniając. Momentalnie chłopak mógł poczuć, jak cało ciemno gniadego powoli brnie do przodu. Nie było to ślimacze tempo, jednak w porównaniu z poprzednim.. Zdecydowanie wolniejsze. Uspokajał się, spocony już po tych minutach treningu. Może bardziej stresem, że nie wychodzi mu praca tak jak powinna? Zbyt dużo myśli kłębiło się w tym niemieckim łebku, który chciał przedobrzyć.
W końcu jakiś progres.. Przy następnym za kłusowaniu, gdy tempo było złe, gniadosz potrafił się odnaleźć. Powoli zaczął zwalniać, aż wreszcie trafił w ten złoty środek. Poruszał się spokojnie z ładnie zaokrąglonym ciałem. Odpoczywał fizycznie jak i psychicznie. Zaczął pokładać nadzieję, że jednak coś pamięta i odnajduję się w pracy z Mattem.
Logicznym było też, że jako wyszło im wcześniejsze zwolnienie to i teraz, przy wyciąganiu dał się ogarnąć. Pozostawił tak mocno rozciągnięte kończyny, jakoś ograniczając tempo. Żeby nie pozabijać się o własne nogi.
Galop? Tutaj konisko kompletnie się rozluźniło, czując niejakie rozbawienie gdy tak Macciu sobie fruwał. Bo przecież to było śmieszne, nie? Coby nie było tak kolorowo w odpowiedzi na pysk, zaczął galopować bardzo wolno i bokiem. Jego foule mocno się skróciły, przez co w pewnym momencie koń tyłami stał na ziemi, zaś przody uniosły się mocno w górę. Stanął dęba, przechadzając się kilka kroków do przodu, jedynie na tylnych kończynach. Gdy już opadł ponownie ruszył galopem, a cała ta sytuacja - jakby nie miała miejsca. Dał się grzecznie prowadzić, na wolcie będąc posłusznym.
Parsknąwszy głośno, przeskoczył zgodnie z pomocami jeźdźca, na drugą nogę. Skoro zmienili kierunek, zastrzygł uszami, uważnie obserwując teren. Otoczenie zaczęło się zmieniać, a przed oczami holsztyna pojawiło się coś dziwnego - rów. Nigdy w życiu czegoś takiego nie pokonywał, więc zaczął być cały pospinany i poddenerwowany. Może nawet gdzieś pojawiło się podekscytowanie? Niepokojące jednak było to, że mimo 'lęków' dawał się doprowadzić do tej naturalnej przeszkody. Więc jeżeli Matt dalej prowadził konia do celu - ten tuż przed oddaniem skoku, zarył mocno kopytami w ziemi, zatrzymując się przed samym rowem. Nie żeby coś, ale po prostu na niego spojrzał. Ugiął mocno zadnie kończyny i odbił się, oddając silny skok. Po przeszkodzie uradowany, poparskiwał głośno, a nawet raz stęknął lekko podbijając zadem. Taki heros! Przeskoczył rów! c: Dumny był strasznie, aż wyrwał się z ustawienia, mocno zadzierając pysk do góry. Na pewno nie dane mu było odpocząć, więc jeżeli przyszło mu znowu się ustawiać to, to zrobił po chwili, a nawet drugi skok (o ile Matt miał siłę do tego podejść) został oddany prawidłowo.