Ponownie dość obszerne wyjechanie łuku do trójki, by się ze spokojem zmieścić do niej. Stacjonaty chyba z reguły niewiele się od siebie różnią, poza wysokością. Ponownie szybkie, bezbłędne naprostowanie na przeszkodę, dojazd do niej i wzbicie cielska w fazę lotu, po otrzymaniu prawidłowych do tego sygnałów. Podczas lotu bardziej wyciągnął prawą kończynę do przodu, by na nią wylądować i właśnie ta miała prowadzić ich w kierunku ostatniej przeszkody - oksera. Równe dość mocne tempo, w końcu nie byli ślimakiem nie? Głębokie wyjechanie kolejnego narożnika do ostatniej przeszkody, gniadosz zastrzygł z zainteresowaniem uszami. Naprostowanie toru jazdy przed dojechaniem do przeszkody, przemielił mocniej wędzidło, kumulując całą siłę w zadzie, co by skok był na prawdę efektowny. W odpowiednim momencie ponownie odbił się od podłoża, płynnie składając w locie i wyciągając nad przeszkoda. Skok był długi i wysoki, skakał na prawdę dość wysoko, zostawiając spory zapas za sobą. Po lądowaniu na prawo, kierowali się wzdłuż ścian do mety. Równym, mocnym tempem w końcu dojeżdżali pomału do mety. Powolne zwalnianie i ostateczne zatrzymanie na mecie, wykłusował z parkuru i zadowolony wrócił do stajni.
zt.James Levrull - 2016-03-10, 22:56 Pojawił się z gniadą na rozprężalni, jako, że między ujeżdżeniem a skokami była dość duża przerwa, chłopak mógł w międzyczasie odpocząć. Trochę tam popracowali, podaruję sobie opis, w każdym bądź razie starał się go rozluźnić i ustawić na pomocach. Potem skoczył parę razy przez ustawione na placu przeszkody, by następnie na luźnej wodzy skierować się w stronę parkuru.
Przejazd.
Pojawił się z Scan na terenie Parkuru, widząc jak jakaś para zbliża się ku końcowi, zaraz miał jechać on z klaczą, dlatego stępując przy placu pomału pozbierał ją trochę, działając półparadami i chcąc zwrócić jej uwagę na sobie. Lekka ręka i elastyczny dosiad miał zachęcić ją do podążania do przodu w żwawym tempie i z aktywnym zadem. Słysząc, że go wyczytują udał się na środek, zatrzymując klacz między przeszkodami na dźwięk dzwonka. Skłonił się, by następnie dać sygnał do zakłusowania na prawą rękę. Pilnował ustawienia, w miarę swobodnego by nie chowała się za wędzidło, a z chęcią patrzyła przed siebie na przeszkody. Wzrokiem powędrował w stronę krzyżaka 50 cm z drążkami. Już w zakręcie przypilnował aktywnego zadu i mocnego, ale nie za szybkiego tempa. Przed kopertą wyprostował ją, pokazując przeszkodę, ale uniemożliwiając ręką i dosiadem napalania się na nią. Przed drągami sygnał łydką do podniesienia nóg na wskazówkach oraz trochę przesunięte nadgarstki w przód zachęcające do minimalnego zejścia nosem. Przed kopertą usiadł głębiej w siodło od razu sygnał do skoku z automatycznym sygnałem dosiadem na którą nogę lądować po przeszkodzie. W skoku łydka pilnująca i idąca za pyskiem ręka, po skoku powrót w siodło i wzięcie klaczy bardziej na siebie, choć od razu mogła poczuć łydkę do mocnego tempa w galopie.
Galop na prawo i sporym łukiem najazd na dwójkę, czyli stacjonatę 70 cm, znów przed przeszkodą ustawienie ją na nią, elastyczna praca bioder miała dać jej zachętę na swobodny galop, ale jeśli poczuł, że wyrywa, automatycznie blokował ją dosiadem i ręką na jedną foulę, by nie wytrącić jej z równowagi i skupienia. Dojazd do przeszkody, znów mocniejsze wypchnięcie krzyżem i sygnał do skoku z zachęcającą do tego ręką, którą od razu szła za jej pyskiem. Wyłamać też nie dawał jej możliwości ze względu na pilnujące ją łydki, rękę i dosiad. W skoku dosiadem wskazówka do lądowania na lewą, a po skoku od razu sygnał dosiadem i łydką, wraz z półparadami do aktywniejszego tempa w zakręcie. Wzrokiem podążył już na trójkę, która miała być pokonana łukiem na lewo. Wjechał w zakręt pilnując tempa i przygotowując ją pomału na najazd.Scandic - 2016-03-10, 22:58
-edit-
Przejazd
Kopytna stępowała w pobliżu ogrodzenia, będąc bardzo zaaferowana tym, co działo się na parkurze. Jednak mimo tego zainteresowania nie ignorowała jeźdźca, któremu o dziwno była bardzo posłuszna. Z czasem powróciła do swojego ustawienia, zaokrąglając lekko szyję, wypychając bardziej grzbiet i podstawiając zad, jednocześnie wszczynając nim większą pracę, ale nie na rzecz szyi, która również była aktywna i elastyczna. Duże podniecenie powodowało, że jej chód był bardzo sprężysty i elastyczny. Pojawiwszy się na parkurze zastrzygła uchem, a następnie zatrzymała się we wskazanym przez mężczyznę miejscu. Odczekała moment bezruchu, spoglądając na przeszkody. Kobyła nie była stworzona do skoków, więc mogła sprawiać małe problemy, na szczęście przeszkody nie były wysokie, więc powinna dać sobie z nimi radę. Wraz z sygnałem ochoczo przeszła do aktywnego kłusa. Wyrównawszy najazd na przeszkody poczuła się już nieco pewniej i z większym zaangażowaniem weszła w drążki. Mechanicznie zaokrągliła szyję i nieco opuściła mordę, podnosząc kończyny wysoko, by żadną z nich nie zahaczyć o kopertę. Następnie obiła ogonem i wyprostowała szyję w odpowiednim momencie wybijając się ponad ziemię. Wyciągnęła się odrobinę nad przeszkodą, a chwilę później już miękko lądowała. Po zetknięciu kopyt z ziemią przyśpieszyła do dynamicznego galopu, w którym kumulowała całą swoją energię.
Wykonała obszerny łyk na prawo, kierując się po nim na drugą przeszkodę, którą również poddała analizie, ale niezbyt dogłębnej. Chętnie i swobodnie poruszała się naprzód, nie prąc przy tym bezmyślnie na przeszkody. Nienauczona skoków nie napalała się na przeszkody, raczej oczekując wielu pomocy jeźdźca. We wskazanym przez niego miejscu wykonała energiczny skok, postępując analogicznie do poprzedniego razu. Wylądowawszy na wskazaną, lewą, kończynę nie myślała o zatrzymywaniu. Półparada i aktywne działania mężczyzny pobudziły ją do szybszego, ale nadal nie ogłupiającego tempa, którym pokonywała kolejny łyk, powoli szykując się do kolejnego spotkania z przeszkodą.
James Levrull - 2016-03-10, 22:58 Utrzymując ją w ustawieniu i tempie skupił się na swojej sylwetce, w końcu też musiał "jakoś" wypaść. Poprawiając się mało widocznie wlepił zielonkawe oczy w trójkę, głęboko wyjeżdżając zakręt dla jego i klaczy wygody, by następnie naprostować go na przeszkodę i pewnym tempem, z pilnującymi gniadą pomocami podjechał pod stacjonatę dając pomoce do skoku, a gdy ta zaczęła odbicie James podążył za jej ruchem, dając jej niejaką swobodę w owym skoku. Płynny powrót w siodło i wyregulowanie tempa, dopchanie jej łydką, by nieco zapracowała zadem; nie rozpędzał miała się skrócić i iść mocnym tempem, tego wymagał, no i oczywiście kontaktu z zaakceptowaną przez nią ręką.
Obszerny łuk wyjechał pilnując ją w zakręcie i przygotowując do skoku przez oksera na wprost, minimalnie dodał by ta wydłużyła krok i bez zająknięcia skoczył ostatnią przeszkodę. Będąc dwie foule przed usiadł głęboko w siodło, pilnując by klacz nie przytupnęła przypadkiem, a z chęcią "wyszła" spod niego do skoku. Znów pomoce do odbicia i chętna współpraca ze strony jeźdźca. Po lądowaniu ustawił ją bardziej na pomoce skracając galop, a samemu robiąc lekki i wygodny półsiad. W takim stylu przejechał wokół przeszkód, po śladzie wyznaczonym do galopu, a kiedy zbliżał się do okolic oksera, usiadł w siodło, wykonując znaczące półparady, przygotowując ją do zatrzymania te dwie/trzy foule przed, potem zamknął w pomocach, blokując krzyż, dodając zmianę ustawienia dosiadem oraz odpowiednio działającą rękę. Takim sposobem zatrzymał klacz, tuż przed leżącym drągiem, który miał pokazać miejsce zatrzymania dla zdającego.
A kiedy usłyszał dźwięk dzwonka, skłonił się w stronę komisji, wypuszczając klaczy wodze i obficie ją klepiąc w nagrodę po szyi, skierował się w stronę wyjazdu z Parkuru, by na rozprężalni ją porządnie rozstępować, przy okazji ofiarując parę przysmaków, gdyż sobie na to zasłużyła. Następnie wyszedł z klaczą z terenu egzaminów.
{zt}Scandic - 2016-03-10, 22:58
O tempo kobyły nie trzeba się było szczególnie martwić, kierowana nowymi doświadczeniami poruszała się bardzo energicznie, a zarazem płynnie i elastycznie. Mimo wszystko nie była rozproszona, co dziwiło ją samą - ale pozytywnie. Wykonawszy zakręt, miała dobry najazd na trzecią przeszkodę, więc jej komfort psychiczny znowu wzrósł. Wraz z sygnałem klacz ponownie odbiła się od ziemi, wypracowując już swoją niejaką technikę, które jednak było daleko do perfekcji, ale grunt, że się sprawdzała. Nie wyciągała swojego cielska zbyt bardzo, jako że przeszkoda tego nie wymagała. Uraczona odpowiednimi do tego pomocami, skutecznie skróciła nieco swój wykrok, galopując przed siebie w bardziej zwartej postawie. Jej krok nadal był dynamiczny i aktywny, również podczas wykonywania wszystkich dość wymagających zakrętów i łuków. Dzięki odpowiedniemu najazdowi miała komfort wygody skoku. Jak zawsze oczekiwała drobnych pomocy jeźdźca i wskazówek, co do miejsca wybicia. Otrzymawszy takowe bez sprzeciwów, bardzo chętnie, uniosła swoje gniade przody, po chwili wybijając się z umięśnionych zadnich kończyn. Ponownie lekkie wyciągnięcie nad przeszkodą i miękkie lądowanie. Ponownie przystosowała swój wykrok do wymogów mężczyzny, skracając go i poruszając się takim niezmiennym tempem dookoła parkuru. Nie stawiała oporów, nie gasła, ani nie przyśpieszała, po prostu była posłuszna. Ponowne obciążenie na grzbiecie poczuła bardzo wyraźne. Wykonała kilka półpard, przygotowujących ją na jakieś zmiany. W końcu zatrzymała się, wydając z siebie przy tym ciche parsknięcie. Łypnęła kątem oka w kierunku parkuru, oczekując dalszych instrukcji. Zastrzygła uchem, słysząc charakterystyczny dźwięk dzwonka. Czując więcej luzu na pysku, automatycznie nieco go opuściła, poddając się również pieszczotom w formie nagrody. Skierowana na rozprężalnię jeszcze chwilę zajmowała na niej miejsce, stępując bardziej leniwie niż wcześniej. Ze smakiem zjadła wszystkie podarowane smakołyki, a następnie pokornie udała się za mężczyzną w kierunku stajni.
zt.Elizabeth White - 2016-03-12, 15:23 Po krótkiej przerwie na odpoczynek zawitali na parkurze, by stawić czoła drugiej części egzaminu. Elizabeth na rozprężalni od razu przystąpiła do rozgrzewki, chcąc nieco rozruszać Winninga przed przejazdem. Nie chciała go jednak za bardzo zmęczyć, toteż całość przybrała znacznie skróconą formę. Rozruszali się w każdym chodzie, podczas czego Amazonka starała sobie postawiać Siwka, porobili parę przejść i na koniec skoczyli kilka razy malutką stacjonatę. W oczekiwaniu na ich kolej, stępowali na stosunkowo luźnej wodzy, starając się nieco zrelaksować i wyciszyć.
Gdy zostali wyczytani, kobieta skierowała konia na parkur, gdzie pokrótce zaprezentowała mu ustawione tam przeszkody. Ostatecznie zatrzymali się naprzeciwko budki sędziowskiej, a Brunetka krótko aczkolwiek wyraźnie ukłoniła się jury. Chwilę po tym poprosiła hanowera o kłus, anglezowaniem nadając mu tempo, prowadząc na elastycznej ręce i pilnując odpowiedniej jakości chodu. Na pierwszą przeszkodę najechała bardzo spokojnie. Ani drążki, ani koperta nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Nie sądziła też, żeby ogier przejął się tego typu przeszkodą, toteż nie pilnowała go specjalnie zawzięcie przez spłynięciem na bok. Starała się jedynie by nie zgasł w trakcie, przez koziołkami dając mu łydkę i zachęcając do ładnego unoszenia nóg. W tym samym czasie oddała mu rękę, umożliwiając wyciągnięcie szyi i uniosła się w półsiad. Przed samą przeszkodą również posłała mu stosowny sygnał, chcąc upewnić się, że na pewno ją pokonają. Nie zwlekając, po lądowaniu od razu poprosiła o galop, ustawieniem swojego ciała sugerując odpowiednią nogę. Na trasie do dwójki pozostała w półsiadzie, dbając o okrągły, rytmiczny galop a nie o szybkość przejazdu. Liczyła się tu w końcu czysta technika, a nie czas i punkty karne. Kilka fouli przed usiadła w siodło i uniosła ogierowi lekko głowę, precyzyjnie dojeżdżając go do przeszkody. W optymalnym do tego miejscu posłała mu sygnał i bezzwłocznie podążyła za jego ruchem, cofając biodra, ściągając łopatki i wędrując z ręką w przód. W fazie lotu dociążyła mocniej lewe strzemię, sugerując kopytnemu lądowanie na odpowiednią nogę. Do trójki również poprowadziła go bardzo obszernym najazdem, nieustannie podpierając łydkami i pilnując, by przypadkiem nie wypadł z ustawienia. Owa stacjonata nie różniła się ani trochę poziomem trudności, toteż Zawodniczka powtórzyła owy schemat, zamykając Siwego w pomocach i prowadząc prostopadle do środka drąga. Zaraz po owym skoku zaczęli poruszać się dla odmiany w prawo, kierując się prosto na niepowalający poziomem trudności okser. Kobieta doskonale wiedziała, że owy skok będzie dłuższy, z związku z czym nie chciała by Mood go spłaszczył. Zapobiegliwie zasugerowała dalsze wybicie, chcąc ułatwić mu nieco zadanie. Sama zaś miękko i stabilnie balansowała w strzemionach, chcąc by całość wypadła w pełnej harmonii i równowadze.Winning Mood - 2016-03-12, 15:24 Rozprężony po części ujeżdżeniowej odznaki, nie potrzebował zbyt dużej rozgrzewki, choć z chęcią przyjął chwilę stępa i kłusa, których wymagała od niego amazonka. Posłusznie wykonywał każde jej polecenie, chętnie prąc do przodu i gnąc się wokół jej łydki na każdym łuku i wolcie, na jakie wjeżdżali. Kilka rozgrzewkowych skoków potraktował jako dobrą zabawę, chętnie najeżdżając na przeszkody i oddając łatwe, ekonomiczne skoki. Postawił uszy, wyraźnie poproszony o wjechanie na parkur i rozochocony wizją pokonania kilku przeszkód, ochoczo kroczył ku szrankom, nie dając Elizabeth ani chwili zwątpienia w powodzenie przejazdu.
Zachęcony przez amazonkę chętnie przyjrzał się każdej z przeszkód, które stały na parkurze, ale specjalnie nie przejął się ich wysokością. Startując w konkursach klasy P tego typu wysokości i niewielki stopień skomplikowania, nie robiły na nim żadnego wrażenia. Parsknąwszy głośno przeszedł do kłusa, niemal od razu angażując do pracy swój zad i łeb i chętnie kroczył do przodu, zachowując narzucone przez brunetkę tempo. Kłusował aktywnie, acz nie zbyt szybko, i w spokoju najechał na koziołki, efektywnie wyrzucając przy tym nogi, aby przypadkiem nie dotknąć żadnego z nich. Koperta, która była pierwszą z przeszkód, została przez niego pokonana w niemal niewidoczny sposób. Jak na konia takich gabarytów jak Siwy, tego typu przeszkoda nie była niemalże żadnym wyzwaniem.
Zaraz po skoczeniu tej efektownej koperty przeszedł w galop na prawą nogę, nadal angażując do pracy całe swoje ciało i chętnie galopował po szerokim łuku, po którym poprowadziła go amazonka. Kroczył do przodu pewnie, w umiarkowanym tempie, pozwalając dziewczynie wprowadzić każdą korektę, którą chciała wobec niego zastosować, i zapewniając odpowiednią ilość czasu na reakcję. Tuż przed przeszkodą podniósł łeb ku górze i pomógł jej wymierzyć odległość do przeszkody, właściwie nie mając przy tym powodu do spierania się z amazonką. Tupnął przodami mocno o ziemię i poszybował w powietrze, oddając ładny skok nad płaską stacjonatą. Nogi podciągnął wysoko pod siebie i poprawił tyłami, aby upewnić się, że nie będzie zrzutki i zmienił nogę, dając się prowadzić dziewczynie w drugim kierunku. Pod przywództwem amazonki zaczął giąć się w drugą stronę poprawnie wyjeżdżając przy tym zakręt, a kiedy wyprostowała go tuż przed przeszkodą, postawił uszy i pewnie najechał na stacjonatę, która kolejny raz, nie była dla niego większym wyzwaniem. Korzystając ze wskazówek brunetki, zaraz po miękkim lądowaniu i ponownym poprawieniu zadem, ruszył tym razem w prawo, mając wrażenie, że ktoś miał niezły ubaw z koni budując owy parkur, ale nie uskuteczniając z tego powodu żadnych zbędnych akcji, wykonał powierzone mu zadanie i dał się wprowadzić na kolejny obszerny łuk.
Tym razem, kiedy wyprostował łeb ożywił się nieco bardziej – na swym horyzoncie bowiem zobaczył przeszkodę nieco bardziej skomplikowaną od poprzednich, choć o bardzo zbliżonej wysokości. Jeśli brunetka mu na to pozwoliła, rozgalopował się nieco bardziej i dzięki temu, korzystając z wcześniejszego wybicia, skoczył nieco wyżej i pewniej, wysoko podwijając pod siebie nogi, nauczony by za wszelką cenę nie zahaczyć drągów. W tym skoku mieli trochę zapasu, ale poza tym nic nieoczekiwanego się nie wydarzyło.
Siwy wylądował miękko na ziemi i parsknął głośno, chętnie dalej prąc do przodu. Był już nieco zmęczony, ale jeśli chodziło o skoki – zawsze odnajdował w sobie jeszcze odrobinę energii, żeby móc się na nich wykazać.Elizabeth White - 2016-03-12, 15:24 Z przeszkodą numer pięć zdążyli się już zapoznać, jako że była to również dwójka. Kobieta powoli napawała się końcem przejazdu, aczkolwiek nie chciała niczego sknocić w ostatniej chwili. W dalszym ciągu pozostała skupiona i skrupulatnie prowadziła swojego towarzysza po parkurze, na bieżąco ingerując w jego ustawienie. Bez żadnej presji pokonali ową stacjonatę, mentalnie przygotowując się do ostatniego, najtrudniejszego elementu - szeregu. Kobieta poprowadziła Hanowera obszernie, prostując go dużo przed i dając tym samym możliwość oswojenia się z sytuacją. Przez pierwszym członem lekko go wyhamowała, biorąc przy tym bardziej na siebie. Nie dojeżdżała go do samiutkiego końca, a zasugerowała korzystne miejsce do wybicia, od razu nastrajając się na kolejny skok. Pomiędzy członami zależnie od potrzeby - wysłała nieparzystokopytnego do przodu, lub odpowiednio go skróciła, chcąc by zmieścił się przed kolejnym skokiem. Ograniczając go łydkami i kontaktem, wysłała do przodu, odciążając mu grzbiet i oddając rękę. Po lądowaniu poprowadziła go jeszcze kawałek galopem, po czym od dosiadu spowolniła do kłusa. Zaraz po tym, jak zjechali z parkuru, El sowicie pochwaliła Winninga i odprowadziła go do stajni na zasłużony odpoczynek.
z/tWinning Mood - 2016-03-12, 15:25 Kontynuował galop na tę samą nogę, ponownie będąc prowadzonym po szerokim łuku do przeszkody. Parskał głośno kiedy byli już na kilka foulee przed stacjonatą i idąc wciąż tym samym, aktywnym tempem, bez potrzeb jego zmiany, wybił się w odpowiednim miejscu i kolejny raz pokonał tę samą przeszkodę, która z drugiej strony prezentowała się niemalże w ten sam sposób.
Zmieniwszy nogę tym razem pojechali po dużym łuku w lewo, ale przeszkoda, która zamajaczyła przed nimi, sprawiła, że przejazd nie był już tak nudny, jak jeszcze przed momentem się wydawało. Dwa człony przeszkody numer sześć ładnie prezentowały się w głowie Siwka, który wyprostował się grzecznie na długo przed najazdem i ochoczo zmierzał ku kombinacji stacjonata – okser, wyraźnie ożywiony nową atrakcją na trasie. Zwolnił grzecznie, poproszony o to przez kobietę przed pierwszym członem przeszkody, i skorzystawszy z wybranego przez nią miejsca wybicia, chętnie poszybował w górę, oddając ekonomiczny, krótki skok, dzięki któremu amazonka szybko mogła nad nim zapanować tuż po wylądowaniu w ciasnej przestrzeni między członami. Skorzystał z pozwolenia na wydłużenie wykroku i dzięki temu miał także odrobinę większe tempo do wybicia się przed okserem. Ładnie poskładał i podwinął w górę nogi, poprawił przeszkodę zadem i wylądował miękko na ziemi, kontynuując na tę samą nogę… I wtem, po krótkiej chwili został poproszony o przejście do kłusa. A właśnie się rozkręcał!
Dość niechętnie wykonał polecenie amazonki, dopiero po dłuższej chwili zaczynając odczuwać dyskomfort i zmęczenie. Pozwolił się dziewczynie rozstępować, korzystając z długiej wodzy, jeśli takową mu dała, a po odpowiednim czasie wraz z nią ruszył do stajni, z ulgą pozwalając dziewczynie się rozsiodłać.
ztBastian Collins - 2016-03-12, 15:28 Zaraz po przejechaniu programu ujeżdżeniowego wraz z Chaosem wybrał się na rozprężalnię skokową. Liczył na to, że koń spuścił z siebie nieco energii i dzięki temu skoki pójdą im gładko i nie będą „wspomagane” żadnym szaleńczym tempem. Nie chcąc dać gniademu dużego pola do popisu swych niebywałych umiejętności brykania, ponownie poprosił go o zakłusowanie i w tym chodzie jeździł go dość długo i intensywnie. Oczywiście nie przesadzał w tym aby nie zamęczyć konia, ale wiedział, że ten ma w sobie aż nadto siły by sprostać oczekiwaniom właściciela. W trakcie kłusowania nadal nie łapał go za pysk, nie zmuszał do obniżenia łba i skupił się na trzymaniu kontaktu na tyle by móc się z nim porozumieć. W tym czasie także rozjeżdżał go po różnego typu drążkach i kawaletkach, aby w chwilę później przejść do galopu, w którym skoczył na ogierze kilka małych przeszkód. Dopiero kiedy poczuł, że Amir nie wariuje – a mam nadzieję, że tak właśnie było – zdecydował się na trzy wyższe skoki, po których wywołano jego imię. Skierował konia na parkur, w duchu modląc się by Amir zachował fason.
Przejazd
Wjechali na parkur, a Bastian ukłonił się w stronę sędziów, zaraz serwując Chaosowi kilka wolt w kłusie przed rozpoczęciem startu. Kiedy uznał, że czas jest odpowiedni, nakierował ogiera w stronę celowników, aby zaraz po ich przejechaniu znaleźć się na drążkach. Już przy pierwszym z nich mężczyzna przeszedł w półsiad i naprowadził ogiera na stojącą przed nimi kopertę. Dzięki wcześniejszemu zabiegowi teraz jedynie oddał mu ręce, choć przeszkoda nie była na tyle wysoka by wymagała od konia zbyt wielkiego zaangażowania - mimo to nie chciał go zniechęcić do kontynuacji przejazdu.
Stojące przed kopertą drągi idealnie wyznaczały miejsce odskoku, więc pokonanie pierwszej przeszkody poszło im całkiem gładko. Już po chwili wylądowali tuż za nią i płynnie przeszli do galopu by kontynuować parkur do kolejnej przeszkody. Dwójka była nieco ponad półmetrową stacjonatą, na którą poprowadził ogiera po szerokim łuku, wykorzystując sporą ilość miejsca aby na długo przed przeszkodą wyprostować konia i pewnie wskazać mu punkt, na który się kierowali. Jeśli Chaos przyspieszył mężczyzna zareagował dosiadem by zaniechać bezmyślnemu rozpędzeniu się na przeszkodę, tym samym umożliwiając sobie przeżycie kolejnego skoku i wytyczenie dobrego miejsca odskoku. Tekin, prawdopodobnie, był już na tyle zmęczony, że pozwalał właścicielowi na więcej niż zwykle, toteż jeśli posłuchał jego niemej prośby, już po chwili jego nogi ruszyły ku górze, a wraz z nimi podniosło się ciało Bastiana, który także podczas tego skoku wyciągnął w przód ręce.Chaos Amir - 2016-03-12, 15:28 Po części ujeżdżeniowej, ogier był znacznie spokojniejszy niż na samym początku. Dodatkowo porządna rozgrzewka wybiła mu z głowy wszelakie głupie pomysły, które czasem się tak rodziły. Obydwoje dobrze wiedzieli jak reaguje na przeszkody, aczkolwiek jak na razie wszystko rokowało na pomyślny przejazd.
Podczas długiego kłusa, Chaos spienił się niemiłosiernie, parskając co kilka kroków i powolutku się rozluźniając. Nawet zaczął obniżać żyrafią szyję, co było naprawdę dużym osiągnięciem. Po chwili zadarł jednak łeb z powrotem do góry, jako że nadszedł czas skakania. Początkowo trochę śpieszył, próbował wyprzedzać jeźdźca i atakować drążki. Dopiero za którymś z kolei podejściem wyluzował się i zaczął chętniej współpracować.
Wraz z pojawieniem się na parkurze, ogier znowu się ożywił. Wszystkie oczy skierowane były na niego, a to tylko potęgowało ekscytację i sprawiało, że chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Poczekał, aż Sebastian ukłoni się sędziom, po czym ochoczo zakłusował. Od pierwszej chwili dość szybko przebierał nogami, obierając mocno dynamiczne tempo. Najchętniej poszedł by galopem, aczkolwiek jeździec skutecznie mu to uniemożliwiał. Wejście na woltę w owej sytuacji było naprawdę dobrym pomysłem. Już po kilku okrążeniach gniadosz spuścił z tonu i stał się dużo łatwiejszy i przyjemniejszy do prowadzenia. Wtedy też najechali na drążki zakończone niziutką kopertą. Bastian w dalszym ciągu musiał go lekko wyhamowywać coby nie pogubił nóg, aczkolwiek achał poradził sobie z zadaniem bezbłędnie. Taka wysokość nie stanowiła dla niego najmniejszego wyzwania, toteż lekko od niechcenia przeskoczył przeszkodę, od razu po lądowaniu przechodząc w galop. Zgodnie z wolą właściciela, szerokim łukiem najechał na dwójkę. Widząc na horyzoncie przeszkodę spiął się nieco i wyciągnął krok, aczkolwiek nie zaburzyło to harmonii najazdu. Zaraz po otrzymaniu łydki wzbił się w powietrze, ładnie przyciągając nogi do klatki piersiowej i wyciągając do przodu szyję. Sam skok był naprawdę przyjemny dla oka, a ogier poradził sobie z nim wręcz doskonale. Można powiedzieć, że przefrunął nad drążkami, pozostawiając spory zapas.Bastian Collins - 2016-03-12, 15:30 Tym razem jednak lądowanie było nieco bardziej skomplikowane i już podczas lotu właściciel wskazał ogierowi by ten zmienił nogę i zasygnalizował, że będą zmieniać kierunek. Jeśli Chaos wylądował na dobrą nogę to kontynuowali przejazd na wprost; jeśli natomiast nie zrobił tego od razu, to reakcja Collinsa była natychmiastowa – poprosił o zmianę jeszcze zanim wjechali w zakręt i ponownie po szerokim łuku ruszyli na podbój „trójki”.
Kolejna z przeszkód do złudzenia przypominała poprzednią, więc Bastian miał nadzieję, że ogier nie będzie kombinował i powtórzył sekwencję kroków, które wykonał także przy pokonywaniu tamtej. Po wyjechaniu z łuku wyprostował ogiera, przytrzymał go i wyliczywszy odpowiednie miejsce odskoku już w chwilę później szybowali nad przeszkodą. Dodatkowo, powtarzalnie, gniadosz dostał sygnał do zmiany nogi, a jeździec poprowadził go w przewie pomiędzy jedynką i dwójką by znów wprowadzić ogiera w szeroki łuk prowadzący ich do ostatniej przyszkody - wymagającej od nich trochę więcej od poprzednich skoków.
Wraz z wyjechaniem z łuku przed ich oczyma pojawił się okser o jednakowej wysokości. Tego typu przeszkoda nie powinna być wyzwaniem dla Chaosa, który chodził klasę P w skokach, a jednak właściciel podchodził do tego z dystansem, wiedząc, że koń miał długą przerwę od treningów. Tym razem także przytrzymał go do przeszkody, wcześniej nieco energiczniej wyjeżdżając łuk, a kiedy ogier wybił się do skoku, podniósł tyłek, oddał ręce i nawet po lądowaniu pozostał w półsiadzie, gdyż tego wymagała ostatnia faza skokowego egzaminu. Najpierw poprowadził konia na wprost, aby w chwilę później w galopie okrążyć cały parkur i zatrzymać się w odpowiednim miejscu, o którym uprzedzał gniadego półparadami już chwilę wcześniej.
Po zakończonym przejeździe Collins ponownie skłonił się w stronę oceniających i na długiej wodzy wyjechał z parkuru, chwaląc ogiera głosem i klepaniem po szyi. Kończąc egzamin udali się w stronę stajni, gdzie właściciel oporządził konia i zajął się chłodzeniem jego nóg. Był dziś z niego wyjątkowo dumny.
ztChaos Amir - 2016-03-12, 15:30 Jak się okazało - ogier nie zapomniał wszystkiego. Automatycznie zmienił nogę, miękko lądując i od razu poruszając się w wytyczonym przez właściciela kierunku. Trójka nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Zwykła, prosta przeszkoda nie niepokoiła go ani swoim pokrojem ani kolorami. Naszedł na nią niemalże identycznie, z czystą perfekcją wybierając moment odbicia. Co prawda trochę zignorował łydkę Sebastiana i zrobił to po swojemu, ale i tak udało mu się wymierzyć bardzo dokładnie. Wraz z momentem wybicia, wyciągnął szyję, podciągnął do góry kończyny, mentalnie szykując się do opadnięcia na kwarcowe podłoże. Tutaj również bezbłędnie odczytał sygnały jeźdźca i ponownie zmienił nogę. Gdy tylko jego kopyta zetknęły się z ziemią, Amir mocno odbił się tylnymi nogami, po chwili galopując dalej. Pomimo tego, iż tempo było dość energiczne, foule wcale nie były płaskie. Gniadosz szedł mocno, sprężyście i prezentował się naprawdę mile dla oka. Co jakiś czas parskał bądź też strzygł uszami, nie rozpraszając się zbytnio całą otoczką odznaki. To zdecydowanie był jego dzień!
Na widok oksera nieco mocniej się podekscytował. Widocznie spiął się, zadarł do góry głowę i za wszelką cenę próbował rwać do przodu. Wybił się dalej, nie spłaszczając jednak lotu i nie zaczepiając o ani jeden drążek. Uradowany, tuż za przeszkodą szarpnął głową i strzelił soczystego baranka. Nie odstawiał jednak większego cyrku, po chwili wracając do dawnego ustawienia.
Okrążył parkur i w wytyczonym miejscu przeszedł do kłusa, a potem do stępa. Nie zrobił tego co prawda chętnie, aczkolwiek jeździec skutecznie go do tego zachęcił. Mocno sapiąc - bardziej z podekscytowania niżeli ze zmęczenia - opuścił obiekt, udając się z Brunetem z powrotem do stajni.
z/tSara - 2016-03-13, 22:01
Rozgrzewka
Po wizycie na czworoboku, dziewczyna zaprowadziła klacz do stajni, gdzie przygotowała ją do kolejnego zadania. Jeśli tego wymagała oczyściła nieco jej ciało, lecz szybko przeszła do zmiany osprzętu. Tym razem stresowała się nieco bardziej, gdyż skoki nie były jej mocną stroną, niemniej ostatnio nieco potrenowała i wychodziło jej to całkiem nieźle, dlatego liczyła na to, że nie popełni błędów podczas zdawania odznaki. Nie przedłużając. Akcja w stajni toczyła się nadzwyczaj szybko, dlatego równie szybko znalazły się na terenie rozprężalni. Dziewczyna omiotła wzrokiem cały teren, wzdychając krótko. Nie czekając, wsiadła na grzbiet klaczy. Poklepała ją przyjacielsko po łopatce i dała sygnał do stępu. Jeszcze nie powinna całkowicie ostygnąć, więc blondynka nie planowała rozbudowanej rozgrzewki, chciała tylko ponownie wepchnąć kopytną w rytm pracy i przypomnieć jej jak się powinno skakać. Po przejechaniu dwóch okrążeń w stępie, przyszedł czas na kłus, dlatego wyjeżdżając na dłuższą ścianę, Ruda dostała kolejny sygnał, tym razem do przyśpieszenia. Chwila w tym chodzie powinna wystarczyć, by kolejno przyśpieszyć do galopu i przeskoczyć przez niezbyt wymagający szereg, złożony z trzech niewysokich stacjonat. Po tym ćwiczeniu zwolniła klacz do stępu, dając odsapnąć i czekając na ich kolej.
Przejazd
Usłyszawszy swoje nazwisko i imię klaczy, wydobywające się z głośników, wprowadziła podopieczną na teren parkuru zgrabnym kłusem. Stosując pomoce wstrzymujące, zatrzymała Rudą przy linii startu. Zerknęła w kierunku sędziów, którym ukłoniła się krótko, oczekując na możliwość startu. Charakterystyczny dźwięk dzwonka zasygnalizował start. Blondynka dała podopiecznej łydkę do kłusa, który koniecznie musiał być aktywny i energiczny - tego od niej wymagała. Po prostej nakierowała kobyłę na pierwszą przeszkodę, którą poprzedzały trzy drągi. Tuż przed nimi przeszła do półsiadu. Zaczęła mocniej działać łydkami, sygnalizując obecność obiektów pod rudymi nogami kobyły. Przeszedłszy drążki w odpowiednim momencie - w chwili skoku - dała klaczy mocniejszą łydkę. Gdy odbiła się, Sara płynnie podążyła za jej cielskiem, oddając przy tym nieco wodzy. Choć przeszkody nie były zbyt wymagające, Amerykanka stosowała się do wszelkich zasad. Zbliżając się do lądowania, jasnowłosa dociążyła bardziej prawą stronę, by wylądowały właśnie na tej kończynie i by to ona była nogą przewodnią. Po dokładnym wyjechaniu narożnika, czego dopilnowały pracujące intensywnie łydki oraz nadgarstki, poprowadziła Rudą do kolejnej przeszkody, jaką była siedemdziesięciocentymetrowa stacjonata. Uważnie pilnowała klaczy dosiadem, by ta przypadkiem nie zagapiła się i nie przygotowała do skoku na czwórkę, do której najazd z tej perspektywy byłby wygodniejszy. Dziewczyna poprowadziła Lullabye na przeszkodę po lekkim łuku w tym momencie posyłając ją również do galopu, lecz starała się, by ów najazd umożliwił wycelowanie w sam środek przeszkody. W odpowiednim miejscu dała Rudej sygnał do wybicia, a następnie przeszła w półsiad, oddała jej wodze i płynnie podążyła za jej ruchem. Tak samo, jak w przypadku poprzedniej przeszkody, blondynka podczas lądowania obciążyła bardziej lewą nogę.
Arsonist's Lullabye - 2016-03-13, 22:14 w s t ę p
Wyczuwała stres kobiety, ale na całe ich szczęście ten nie udzielał się jej. Co prawda niezbyt spodobał się jej fakt, że nie ma jeszcze wolnego i nie będzie mogła odpocząć od Sary, ale podobnie jak w przypadku próby ujeżdżeniowej cała ta złość miała z niej zejść podczas rozprężenia. A skoro już przy tym jesteśmy - w czasie rozgrzewki, pomimo tego, że nie miała już tyle sił, dalej dawała popalić swojej właścicielce. Tym razem jednak miała większe okazje do postawienia na swoim - nie pozwalała, aby którykolwiek ze skoków wyszedł im prawidłowo. Inne pary omijały je szerokim łukiem, natomiast Arsonist zdążyła się już załapać na nowy tytuł: Postrachu Stacjonat. Wyłamywała na co drugiej przeszkodzie, natomiast pozostałe prawie zawsze kończyła chamskim zrzuceniem większości drągów.
p r z e j a z d
Ostatecznie jednak pozbyła się wszystkich negatywnych emocji, choć przy wjeździe na parkur dalej okazywała swoje niezadowolenie poprzez chamskie zadzieranie łba i próby zagalopowania. Niemniej jednak zatrzymanie wykonała równo, w odpowiednim miejscu przy linii startu. Nagły przypływ agresji sprawił, że teraz oddychała głośno przez szeroko rozwarte nozdrza, co złudnie było mylone ze zmęczeniem - przynajmniej dla obserwującego. Nadejście dzwonka jednak stopniowo ją wyciszył i wraz z ruszeniem kłusem zdawała się być całkowicie innym koniem. Nawet sam chód różnił się od tego, w którym wjechała na parkur - tym razem nie był elektryczny i sztywny, natomiast miękki i energiczny, przyjemniejszy dla oka i jeźdźca.
Skierowała oba radary w stronę ułożonych drągów, z góry podchodząc do nich lekceważąco. Stąd też jej leniwe unoszenie nóg, które ledwo unikały przesunięcia któregoś z nich. Zainteresowanie kobyły jednak przykuła kolejna koperta. Niezbyt udana rozgrzewka mogła wywołać u kobiety wątpliwości, ale mimo to Lullabye nie zawiodła swojej właścicielki. Wysokość krzyżaka nie była powalająca, podobnie jak ekonomiczny skok konia, który odbił się leniwie z ziemi, nie inwestując zanadto dużo siły w baskil czy choćby lądowanie, przy którym lekko się zawahała. Niemniej wylądowała na odpowiedniej nodze, ruszając pośrednim, okrągłym galopem prosto na następną stacjonatę, która wymagała nieco więcej dokładności. Do zagapienia się było jej daleko, bystrym wzrokiem lustrowała odpowiednią przeszkodą, przed którą przysiadła nieco na tyłach, by zaraz odbić się i bez opóźnienia złożyć się w skoku. Wyciągnęła umięśnioną szyję nad samą konstrukcją, finalnie lądując bez strącenia i w pełnej równowadze.