To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży trawiasty

So Hell - 2019-08-27, 21:54

Istotnie, trzymana w bezpiecznej, komfortowej odległości nie stanowiła żadnego zagrożenia ani nie szukała na siłę powodu do awantur - chociaż siwy ogier zdawał się niezrażony jej reakcjami i z uporem wznawiał swoje zaczepki, dystans zachowany przez obojga jeźdźców wystarczył, aby Hiszpan przemieścił się gdzieś na tył głowy So Hell, ustępując ostatecznie miejsca Lukowi i temu, co miał do powiedzenia.
Jako koń niedobrze radzący sobie z nudą i kombinujący w obliczu bycia pozostawianym sam na sam, karuska w bardzo pozytywny sposób odbierała wszelkie urozmaicenia jakimi jeździec zdecydował się wzbogacić ten początkowy stęp. Problematyczna była o tyle, że z trudem przychodziło jej pokojowe poddawanie się woli jeźdźca. Bez większego protestu przyjęła więc nabranie wodzy, zgodnie z zamiarem mężczyzny w reakcji zaokrąglając delikatnie szyję, natomiast z nieco większą rezerwą potraktowała pierwsze zmiany ustawienia, w pierwszym, bezwarunkowym wręcz odruchu spinając szyję i potylicę, na kilka dobrych sekund zagryzając się w odczuwalny sposób na kiełźnie. Nie dlatego, że takie delikatne zgięcia wiązały się dla niej z jakimkolwiek dyskomfortem - zdawała się po prostu negatywnie nastawiona do tego, co proponował jej Luke, potrzebując dobrych kilku minut wyjaśnienia, jakby musząc na nowo przekonać się, że subtelna zmiana ustawienia nie będzie kosztowała jej praktycznie nic. Taka reakcja była niczym innym, jak po prostu świadectwem specyficznego charakteru Hell, ale również tego, że większość z tych rzeczy była również sprawdzianem umiejętności jeźdźca - przejechana do przodu i konsekwentnie zginana pomimo desperackich prób skomplikowania spraw, nie wydawała się w ogóle chętna do długiego siłowania się, znów odpuszczając dużo szybciej niż można byłoby się tego spodziewać po tak gwałtownym usztywnieniu. Tym samym Luke mógł liczyć na dużo większą płynność przy zginaniu jedenastolatki; choć z początku z dozą rezerwy podchodziła do otrzymywanych poleceń, nie dając dużo, a w zasadzie tylko tyle, ile wypadało, z czasem rozluźnienie i konsekwentna praca pozwalająca nabrać stabilności sprawiła, że z rosnącym zaangażowaniem traktowała poszczególne chwile takiej pracy. Co więcej, zdołała skupić się na tyle, aby więcej nie szukać już sobie stracha w płocie, krzaku czy dobrze znanej literce - nadal potrafiła spojrzeć na coś i zareagować w nietypowy, sugerujący lęk sposób, w istocie nadal szukając powodu do zmiany tematu, ale takie nieinwazyjne zachowania stały się już na tyle rzadkie, aby definitywnie nie zasługiwały na miano realnego problemu, wynikając zwyczajnie z jej dzisiejszej nadpobudliwości. Jak się tego można było spodziewać, również wprowadzenia ustępować nie przyjęła całkowicie pokojowo; tym razem po prawdzie nie łapała krnąbrnie za kiełzno i nie sztywniała na myśl o tym, że dotychczasowy tryb pracy ma zostać zaburzony, bo chcąc nie chcąc została do ćwiczenia na swój sposób przygotowana, ale z ewidentną niechęcią wykonywała pierwsze kroki w dwóch czy trzech pierwszych podejściach do krótszych odcinków ustępowania. Dla własnej wygody szła niezmiennie aktywnie, ale w znikomy, symboliczny wręcz sposób od niechcenia krzyżując nogi; dopiero na wyraźniejszy impuls i z upłynięciem kilku chwil będąc w stanie w satysfakcjonującym stopniu skrzyżować nogi. Drobnym problemem mogło się okazać także zgadywanie - choć oswoiła się już z myślą o ustępowaniach, wprowadzana na dłuższe proste bez ustępowania potrafiła sama inicjować ten element, zafiksowana na jednym wszelkie niezbędne korekcje przyjmując w niezbyt ciepły sposób.
Kłus miał być doskonałym oderwaniem od powoli nużącej już pracy w ustępowania; na reakcję Hell nie trzeba było czekać długo - momentalnie ruszyła, od pierwszego kroku narzucając mocne, zahaczające w zasadzie o nieco zbyt pospieszne tempo, prąc przed siebie bez większego ładu i składu. Ewidentnie roznosiła ją energia, czego dowodem był choćby fakt, że po raptem kilku krokach, w najbliższym narożniku, po szybkim spojrzeniu rzuconym w całkiem losowy punkt, odskoczyła gwałtownie, w zmyślonym na własne potrzeby strachu wykonując kilka chaotycznych kroków galopu.

Mia - 2019-08-29, 01:39

Nie wydawała się zadowolona z tego, że większość obiektów była zajętych, ale ostatecznie trafiła na czworobok trawiasty, który zdawał się być najbardziej pusty. Przywitała się z obecną tutaj parą skinięciem głowy, dosiadając Sheridana jeszcze za czworobokiem. Najpierw jednak założyła ostrogi, dopiero potem wchodząc na jego grzbiet z ziemi. Pracując w zasadzie z samymi wysokimi końmi, z ulgą przyjęła jego przeciętny wzrost, który nie budził w niej lęku wysokości. Przy wsiadaniu przytrzymała jedną ręką wodze, chcąc uniemożliwić mu uciekanie i wiercenie się. Miękko opadłszy w siodło, dopasowała jeszcze długość strzemion i dopiero wtedy dała delikatną łydkę do stępa, chcąc wyczuć w ten sposób jego wrażliwość na pomoce. Druga miała być już dużo wyrazistsza, a gdyby ogier dalej nie chciał współpracować, użyła zaokrąglonej końcówki ostróg jako pomocy. Na razie nie wjeżdżała na czworobok, kręcąc się w okolicy. Przez pierwszych kilka minut jechała go w zasadzie samym dosiadem i łydkami, wodzy na razie wcale nie ruszając. Musiała przyznać, że trening na koniu jeżdżącym klasę CS nieco ją stresował, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Wkrótce zaczęła wykręcać pierwsze koła, wewnętrzną łydką wyraźnie prosząc o zgięcie się w kłodzie, jeśli tylko przez ten tłuszcz był w stanie :lol2: Dopiero nawiązawszy pewne porozumienie zaczynała zbierać wodze, dosiadem zachęcając go delikatnie do wejścia na kontakt.
Sheridan - 2019-08-29, 11:44

Jeszcze nigdy nie gościł na trawiastym czworoboku, więc gdy zaczęli się do niego zbliżać, ogier wykazywał coraz większe zainteresowanie wycieczką. Głównie dlatego, że wokół było mnóstwo przestrzeni i tor crossowy, na którym zapewne trenowały jakieś konie. Sheridan czasami ulegał fantazji i pobudzały go takie widoki, więc bystrym okiem rozglądał się wokół, mimiką zdradzając towarzyszące mu emocje. Podczas wsiadania stał jednak spokojnie i ruszył dopiero w odpowiedzi na lekką łydkę. Jeśli chodzi o podstawy, reagował na pomoce wręcz doskonale. Ostrogi, munsztuk i bat przydawały się tylko przy szlifowaniu elementów, kiedy to potrzebował większego impulsu i zebrania. Szedł dość aktywnie, ale z racji budowy Mia mogła odczuwać jego ruch specyficznie, z tego względu, że stawiał wyraźnie bardziej sprężyste i krótsze kroki niż inne konie. Stęp zresztą nie był jego mocną stroną. Dopóki wodze były luźne, rozciągał szyję, wyciągając nos do góry i w przód. Dopiero z czasem nieznacznie obniżył szyję, ale najwygodniej i tak było mu w wysokim ustawieniu, więc po wejściu na kontakt trzymał się właśnie tego. Jednak nawet bez udziału wodzy był w stanie skręcać od samej łydki, z tą różnicą, że nie były to idealnie wyjechane łuki, bo jednak potrzebował tego domknięcia zewnętrznymi pomocami. Niemniej kierownica działała jak trzeba, co było pocieszające przy jego masie. :lol:
Mia - 2019-08-29, 16:26

Kobieta miała dać ogierowi tyle czasu na zapoznanie się z nowym miejscem, ile potrzebował. Dobrze już wiedziała, że to miejsce wywoływało wiele emocji, gdyż większość ujeżdżeniowców nie była przyzwyczajona do takich warunków. Sama w tym czasie starała się wczuć w jego ruch, który też nie był jej aż tak obcy, bo w końcu jej pierwszy koń należał do koni hiszpańskich i był to dla niej miły powrót.
Już w wyższym ustawieniu miała możliwość do nieco bardziej starannego wyjeżdżania okręgów. Wewnętrzną wodzą subtelnie nastawiała jego głowę do środka, z kolei zewnętrzną utrzymywała napiętą i prowadzącą. Początkowo koła i półkola były dość obszerne na obie strony, gdyż pamiętała o regularnych zmianach kierunku. Dopiero mając rozluźnionego i elastycznego konia zdecydowała się na zakłusowanie, po którym zaczęła anglezować. Tutaj znowu zaczęła wprowadzać pierwsze koła, a niedługo później również przejścia i zatrzymania, poprzedzając je półparadami. Parę minut później wdrożyła nieco trudniejsze figury, wykręcając pierwszą ósemkę z dwóch dwudziestometrowych kół, gdzie płynnie przestawiła pomoce na drugą stronę w miejscu ich styku.

Sheridan - 2019-08-29, 22:37

Mia musiała być nad wyraz uważna, jeśli chodzi o użycie wewnętrznej wodzy, bo okazało się, że Sheridan był bardzo wrażliwy na działanie ręki. Nie uciekał od niej, ale miał tendencję do przeganaszowywania się, co przy jego masywnej, ciasnej szyi było podwójnie trudne do uchwycenia, zwłaszcza z pozycji jeźdźca. Stępował rytmicznie, nie tracąc tego nawet podczas wykonywania kół, które nie stanowiły dla niego żadnego problemu tak długo, jak Mia nie dawała w tym temacie plamy. Był naprawdę dobrze ujeżdżony, a poza tym regularnie trenowany, więc gdy jeździec wiedział co robić, w takich podstawach ciężko było przyczepić się czegokolwiek. Od tego chodzenia w kółko stracił wkrótce zainteresowanie otoczeniem, bo wbrew temu jaką miał opinię, lubił sobie popracować. Do czasu aż mu to odpowiadało.
Otrzymawszy łydkę do kłusa, płynnie przeszedł do wyższego chodu, w nim także wysoko podnosząc nogi i energicznie nimi przebierając. Może trochę za szybko, co zdecydowanie wymagało korekty, bo jednak nie powinien przed siebie pędzić bez powodu. Był jednak podatny na takie sugestie, więc nawet po jednej półparadzie i zwolnieniu tempa anglezowania zauważalnie zwolnił, na czym jednak nie straciła jakość kłusa. Sheridan był zaskakująco dynamiczny, co stanowiło olbrzymi kontrast do jego zachowania z ziemi, więc Mia mogła się poczuć zaskoczona jego szybkimi reakcjami i wrażliwością - reagował nawet na najmniejsze zmiany, więc każde zachwianie równowagi, każde napięcie czy mocniejsze/słabsze użycie jakiejś pomocy od razu znajdowało odbicie w zachowaniu ogiera. Na tym właśnie polegała trudność po zmianie fury na taką z górnej półki. Weselej mogła mieć tylko na Badzi lub War Admiralu, które nie miały tak przyjaznego usposobienia jak siwek.

Mia - 2019-08-30, 00:16

Dość krótka praca z Papillon nauczyła Mię tego, żeby nie nadużywać ręki, co powoli wchodziło w jej nawyk, mimo że na ogół nie było to jej aż tak wielkim problemem. Zdążyła zauważyć, że Sheridan był dość wrażliwy na pomoce, więc używała ich w absolutnym minimum. Z kolei nieco zbyt aktywny kłus korektowała odpowiednią pracą dosiadu, ani myśląc o przytrzymywaniu go za pysk. Zamiast tego wprowadzała go na wiele łuków, które miały go nieco spowolnić, a to w połączeniu z nadawaniem własnego rytmu dosiadem miało pomóc jej w otrzymaniu kłusa o optymalnej prędkości. Przy przejściach, w szczególności w dół, uważała na swoją postawę, chcąc uniknąć zagłuszania jego równowagi czy niepotrzebnego spinania się. Na trening z koniem startującym na poziomie międzynarodowym zdecydowała się głównie dla sprawdzenia własnych umiejętności i zwyczajnego powiewu nowości.
A jeśli chodziło o nowości, dla urozmaicenia rozgrzewki wprowadzała pojedyncze próby ustawienia głowy ogiera do zewnątrz, początkowo na prostych, a jeśli nie miało być z tym większych problemów, to również na łukach. Zewnętrzną wodzą, która teraz miała stać się wewnętrzną, subtelnie zwracała jego łeb w wybraną stronę, drugą oferując mu oparcie. Przeplatała w to na razie dość nieśmiałe próby wydłużenia kroku na dłuższych odcinkach, wspierając to aktywną pracą łydek i delikatnym przesunięciem nadgarstków do przodu. Nie oczekiwała dużego wyciągnięcia, a jedynie mocniejszego zapracowania, które miałoby nieco uruchomić zad ogiera. Dalej wróciła na moment w siodło, żeby w kłusie zainicjować parę pierwszych kroków w ustępowaniu od łydki, wyraźnie zaznaczając równomierny ruch w bok i do przodu. Dużą uwagę przyłożyła do tego, żeby nie przeginać konia w szyi, a tylko ustawiać w kierunku przeciwnym do tego, w którym się poruszali, a również krzyżowania nóg przez Sheridana, głównie tylnych. Delikatnym muśnięciem końcówki bata miała mu o tym przypomnieć, egzekwując przy tym zachowanie równowagi i stałego tempa.

Sheridan - 2019-08-30, 14:50

Wyraźnie zaangażował się w wykonywaną pracę. Chociaż wyglądał jak kula, to w głównej mierze odpowiadała za to jego budowa ciała - tak naprawdę miał bardzo dużo mięśni, które pozwalały mu dźwigać swój ciężar, szczególnie podczas tych najbardziej obciążających elementów. Wrażenie kuli jednak potęgowało się wraz ze skracaniem sylwetki, zwłaszcza, że Sheridan był niski i miał przede wszystkim wielki zad i grubaśną szyję. Kręcąc się w okolicach czworoboku, rozluźniał się coraz bardziej w miarę postępu rozgrzewki i wykonywanych ćwiczeń. Jazda w odwrotnym wygięciu sprawiała, że coraz mocniej rozluźniał się w potylicy i chętniej akceptował kontakt, powoli zaczynając się pienić dzięki stabilnej, delikatnie działającej ręce.
Z wyciąganiem i dodawaniem, obojętnie w jakim chodzie, Sheridan zawsze miał spory problem i zdecydowanie nie była to kwestia braków w treningu, tylko jego rasowych predyspozycji. Trudno powiedzieć, czy Mia zorientowała się w czym rzecz, ale podczas prób wspomnianego dodawania, ogier wyraźnie się spieszył i znacznie dalej wyciągał przednie nogi, niż tylne. Złożyło się na to wiele rzeczy - jego dzisiejsza chęć do ruchu naprzód, nieco za duże działanie łydki i za mało dosiadu. Mia pewnie szybko go wówczas skracała, nie ryzykując przejściem w galop, w którym mógłby się już tak prosto nie zatrzymać. Zdecydowanie potrzebował osoby, która dyktowałaby mu każdy jeden krok i była pewna tego, co robi, bo gdy wyczuwał spięcie i niepewność, przejmował stery.
Podobna akcja miała miejsce przy ustępowaniach, w których niepotrzebnie Mia podgoniła jego zad batem, w czego efekcie niemal wyprzedził lekko przód tyłem, okazując się zaskakująco giętkim. Sprawiał wrażenie przewrażliwionego, ale to nic dziwnego, skoro naprawdę dobry jeździec mógł zrobić na nim wszystko trzymając wodze w jednej ręce i siedząc na nim jak na kanapie. Tutaj zadania nie ułatwiał fakt, że nic ich nie ograniczało.

Mia - 2019-09-01, 13:48

Początkowo rzeczywiście kobieta nie zauważyła problemu w kłusie pośrednim, ale nie minęła minuta, kiedy zorientowała się, w czym mniej więcej pies leżał pogrzebany. Oczywiście bez pomocy i spojrzenia kogoś doświadczonego czy luster na hali nie była w stanie dostrzec wszystkich kłopotów, ale jej własne doświadczenie pozwoliło na zwrócenie uwagi na te najbardziej rzucające się w oczy. Zamiast próbować wprowadzać poprawki co do swojej pracy, sprowadzała ogiera z powrotem do kłusa roboczego, wiedząc, że takie siłowanie się nie miało przynieść dobrych efektów.
W zasadzie użycie bata miało być ostatecznością, ale Mia nie zrażała się tym, że pierwsza próba niekoniecznie miała im wyjść tak, jak chciała. Od razu przesunęła obie łydki na popręg i wyrównała wodze oraz swój ciężar, chcąc w ten sposób wyprostować go na parę kroków. Dopiero przejechawszy kolejnych kilka metrów w wyprostowaniu przesunęła drugą łydkę za popręg, próbując ustępowania na drugą stronę, tym razem bez użycia batów, bardzo subtelnymi i delikatnymi sygnałami spychając go jedną łydką na bok, a drugą podtrzymując ruch do przodu. Mogła spodziewać się tego, że rozgrzewka miała im wyjść pokracznie, bo w końcu nie znała Sheridana i musiała się do "nauczyć", dopiero teraz zauważając, że gdzieś ten poziom międzynarodowy musiał mieć, skoro tak łatwo reagował na pomoce. Po paru krokach prawidłowego ustępowania wyprostowała go na powrót, a uznawszy, że tyle kłusa powinno mu w zupełności wystarczyć, zagalopowała na jednej prostej, tutaj znowu przygotowując się na nieco bardziej dynamiczne poruszanie się. Jednak gdyby Sheridan wykazywał nieco zbyt dużą tendencję do przodu, wyhamowała go poprzez wjechanie na nieco mniejsze koło. Gdyby natomiast w Sheru miała się obudzić dusza leniuszka, to pracą łydek nadawała mu odpowiedniego, typowo czworobokowego tempa przy jednoczesnej pracy dosiadem sugerującym mocne zaangażowanie zadu i lekkość przodów.

Luke - 2019-09-01, 16:10

/z telefonu może być ubogo, proszę o wyrozumiałość :lol2:

Luczek był jeźdźcem bardzo cierpliwym, ale przy tym, po tylu latach w siodle, także zdecydowanym i umiejętnie obstającym przy swoim, umiał w odpowiednim momencie ustąpić i odpuścić aby po chwili prosić o powtórkę ćwiczenia jakby nigdy nic. Dzięki temu bez nerwów w końcu zwykle otrzymywał pożądaną reakcję, bo udawało mu się niepostrzeżenie przemycać niby nic nieznaczące małe elementy przygotowujące do zadania, o jakie mu chodziło, choćby częste zmiany ustawienia na prostej linii albo po prostu zabawa w zmianę średnicy koła za pomocą spychania łydkami i manewrowaniem ciężarem - to w przypadku polepszenia reakcji na prośby o ustępowanie.
Już w momencie zakłusowania odczuł ten przypływ gromadzonej dotąd energii i kiedy nabierał wodze na krótszy ko takt aby lepiej oddziaływać półparadami, nagle porządnie nim bujnęło. Całe szczęście był książkowo wyprostowany oraz pewnie oparty na ciągnącej w dół nodze, dzięki czemu zabrał się z gwałtownym ruchem klaczy, prędko zamykając ją w pomocach aby z galopu zwolniła do kłusa i zaraz stępa. Po bardzo sprawnym i zdecydowanym przejechaniem jej łydką do wędzidła ponownie zarządził kłus, tym razem od pierwszego kroku determinując tempo za sprawą działającej łydki i przy tym wyraźniejszego przytrzymania zewnętrznej łopatki podczas półparady. Tak jak wcześniej w stępie prowadził karą po najróżniejszych łukach, każąc jej się co rusz wyginać to w jedną, to w drugą stronę, dzięki czemu miała się zaokrąglać nie tylko w bocznych liniach, ale też w linii grzbietu i szyi, do czego stale ją zapraszał. Z przejściami czekał na razie do momentu, w którym zacząłby czuć So Hell nieco bardziej przy sobie, ale i tak zaczął od przejść w obrębie samego kłusa, dodając na krótkich przekątnych bez zmieniania kierunku (takie celowe ścięcia narożników) dzięki czemu odcinki były krótkie i powrót na ścianę pomagał mu w skracaniu sylwetki klaczy. Starał się tak ją przygotiwywać, aby właściwe pomoce mogły być jak najbardziej subtelne, choć oczywiście zapewne kilka razy musiał wzmocnić sygnał ostrogą czy batem w przypadku aktywizacji lub o wiele mocniejszym przymknięciem krzyżem i na krótką chwilę wodzą przy skracaniu. Zmieniał też często kierunek po łukach by w końcu wprowadzić też przejścia w dół do stępa lub stój, przed którymi na moment siadał w siodło aby wyraźniej oddziaływać ciężarem. Zachowywał przy tym spokój i nie denerwował się pierwszymi opornymi reakcjami. W końcu miał czas i dużo następnych treningów aby szlifować czułość i szybkie, chętniejsze reakcje. :lol: Zawszepo udanym przejściu chwalił ją głosem i po kilku chwilach wznawiał kłus dzięki energicznemu wypchnięciu z krzyża i przyłożeniu łydek.

Sheridan - 2019-09-02, 16:40

Warunki, które Mia wybrała sobie na trening, rzeczywiście nie były łatwe. Pomijając fakt, że druga para oczu była nieoceniona, jazda poza czworobokiem sprawiała, że nawet ciężko było kontrolować chociażby takie ustępowanie. Była to jednak zwykła rozgrzewka, poprzedzająca pracę na czworoboku, więc - w drodze wyjątku - nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Niemniej trudno było zauważyć, w jakim stopniu ogier przesuwał się w bok, a w jakim szedł do przodu, jeśli nie było żadnego punktu odniesienia, którym na czworoboku była literka. Z pewnością jednak reagował na działanie łydki, o czym Mia mogła się przekonać także z chwilą zagalopowania. Otwarta przestrzeń wyraźnie przeszkadzała Sheridanowi, w ten sposób, że nie czuł się jakkolwiek ograniczony, a to dawało mu nieograniczone pole do popisu - zagalopował chętnie, ale Mia musiała bardzo szybko zabrać go na jakieś koło, bo w przeciwnym razie chętnie pogalopowałby daleko przed siebie. Nawet nie to, że poza kontrolą, po prostu miał ochotę solidnie pogalopować, a taka przestrzeń sprowokowała go aktywniejszego galopu niż ten w tempie roboczym. Jeśli jednak taki stan rzeczy nie odpowiadał zawodniczce, to nie powinna mieć problemu z dostosowaniem tempa pod siebie. Chętnie zaokrąglił się w galopie, pozostając lekkim z przodu i dźwigając ciężar ciała na podstawionym zadzie. Inna sprawa, że ziemia zdawała się trząść pod jego kopytami. :lol2:
Mia - 2019-11-02, 19:26

Pierwsze metry w galopie Mia poświęciła na odpowiednie wyczucie się w rytm konia, a także narzucanie mu swojego tempa, dopiero po tym jak czuła się już komfortowo w jego wyniosłym kroku zaczęła kręcić nieśmiało pierwsze koła i wolty. Uważnie pracowała nad jego wygięciem i rozluźnieniem, dosiadem sugerując ustawienie na wyznaczonej linii. Wkrótce zaczęła dodawać też sporo przejść galop-stęp-kłus i innych pochodnych, a także zatrzymań, a wkrótce elementy z głową wygiętą na zewnątrz na krótkich łukach. Na nich wyraźnie podkreślała to, że wymagała wygięcia tylko szyi w przeciwnym kierunku, chociaż andaluz zapewne nie miał mieć problemów z odczytaniem sygnałów Mii. Dopiero mając całkiem przepuszczalnego i rozluźnionego konia chciała wjechać na czworobok, chociaż już do tej pory odczuwała niewygodę rozgrzewania go bez punktów odniesienia w postaci ścian czy literek. Po przećwiczeniu wszystkich zaplanowanych przez nią ćwiczeń zwolniła go do stępa, gdzie oddała mu nieco wodzy i pozwoliła na chwilę odpoczynku. Po upłynięciu półtorej minuty zebrała delikatnie wodze i zakłusowała po uprzedzeniu go półparadą. Chwilę jeszcze przepracowała ten chód ze Sheridanem, aby następnie w końcu skierować go na linię środkową. Ze swojej strony pilnowała wyrównanego ciężaru w siodle, lekko wycofanych łopatek i stabilnych nadgarstków, co miało zapewnić poruszanie się siwego po prostej linii. W miarę zbliżania się do X zaczęła przygotowywać go do zatrzymania, które wykonała przez wyraźne napięcie krzyża i bardzo subtelne zamknięcie ręki.
Sheridan - 2019-11-05, 14:51

Trzeba przyznać, że był naprawdę wygodny, jeśli potrafiło się w niego "wsiąść". Zwłaszcza w lekkim zebraniu, gdy był bardziej zaokrąglony, jazda na nim przypominała siedzenie na bardzo okrągłej, dużej piłce do fitnessu. To wrażenie spotęgowało się po wdrożeniu przejść, które w dużej mierze wymagały od ogiera zaangażowania zadu, zarówno podczas przejść w górę, jak i w dół. Pocieszające jednak było to, że mimo swojej masy reagował na subtelne sygnały, nawet pod jeźdźcem, którego dobrze nie znał.
Rozgrzewkę zakończyli więc odnosząc sukces, bo po wszystkich wykonanych ćwiczeniach ogier był gotów do prawdziwej pracy - rozgrzany, rozluźniony i rozciągnięty. Stępując wokół czworoboku przed wjazdem na niego opuścił i rozprostował muskularną szyję. Przez półtora minuty zdążył wystarczająco odpocząć, by mogli wrócić do treningu, a właściwie przejść do jednego sedna. Zaproszony do powrotu w ustawienie oraz do ruszenia kłusem, podniósł się i zakłusował, by po przepracowaniu delikatnych napięć zostać skierowanym do środka czworoboku. Trzymał się linii środkowej, idąc w korytarzu z pomocy, ale zatrzymanie w X nie było bezbłędne. Niedomknięty w łydkach odstawił lewy zad w zatrzymaniu, co bez luster i podpowiedzi osoby z boku było nawet trudne do zauważenia. Cierpliwie czekał na kolejne polecenia.

Mia - 2019-11-11, 13:25

Po symbolicznym ukłonie i nieruchomości Mia przełożyła wodze do obu dłoni i ruszyła kłusem, do którego zachęciła Sheridana sygnałem z łydki. Jednocześnie nieznacznie skrócone wodze i angażująca praca dosiadem miała dostosowywać zaangażowanie zadu ogiera, choć co prawda nie oczekiwała pełnego zebrania. Poprowadziła go na wprost do C, gdzie skręciła w prawo, dokładnie wyjeżdżając narożnik i w R zjeżdżając na dziesięciometrową woltę. Wewnętrzną łydką zachęcała siwego do wygięcia się wokół niej, z kolei prawą wodzą odpowiednio dopasowywała średnicę koła. Napiętą, zewnętrzną wodzą prowadziła go po czworoboku, po zakończeniu wolty utrzymując go jeszcze w lekkim zgięciu celem wykonania łopatki do wewnątrz. Prawą łydkę pozostawiła na popręgu i mocniej obciążyła tę stronę, przy czym upewniła się, że siedzi prosto w siodle i nie przekrzywia bioder. Wyraźnie zaznaczała poruszanie się po trzech śladach, cofniętą zewnętrzną łydką dopilnowywała ewentualne wypadania zadem. W ten sposób doprowadziła go do P, po drodze poprawiając jakieś niedopatrzenia, chociaż bez trenera czy luster na niewiele miało się to zdać. W literce zmienili kierunek jazdy z pomocą półwolty do L, gdzie w zasadzie pomoce były niezmienne, a Mia jedynie wyrysowała pół koła. Na linii środkowej tuż za przekroczeniem L dalej utrzymywała go w lekkim wygięciu na prawo, teraz z zamiarem ciągu na prawo do R. Dlatego tym razem oczekiwała poruszania się po przekątnej, a także krzyżowania nóg, o których miałaby go upomnieć końcówką bata.
Sheridan - 2019-11-13, 13:35

Ruszył kłusem w odpowiedzi na łydkę, pomijając zbędne kroki stępa w przejściu, które mogłyby się przydarzyć przy niewystarczającym zaangażowaniu. Mia słusznie zwróciła uwagę na zaangażowanie jego zadu, bo jako że przez pierwsze lata życia był jeżdżony według nieco innych reguł, to miał tendencje do dreptania zamiast rzeczywistego pchnięcia się zadem i poszerzenia wykroku. Tymczasem poruszał się dobrej jakości kłusem, w którym po dojechaniu do ściany skręcił w prawo, rozpoczynając zapewne któryś z programów ujeżdżeniowych, o którym Mia obecnie myślała. Minąwszy narożnik, został zabrany na woltę, na której wygiął się wokół wewnętrznej łydki jeźdźca, nie zwalniając kłusa ani nie wypadając z dotychczasowego rytmu. "Otulony" pomocami nie miał problemu z prawidłowym wpisaniem się w okrąg, bezpośrednio po zamknięciu którego Mia zapoczątkowała łopatkę do wewnątrz. W chodach bocznych był dobry, ale jeździec bardziej niż na jego zad musiał uważać na łopatkę, jako że siwy miał tendencję do przesadnego zginania się w szyi. Mia musiała więc z dużym wyczuciem kontrolować stopień użycia wewnętrznej wodzy, bo Sheridan lubił się za bardzo na niej oprzeć i w efekcie zniknąć z zewnętrznej wodzy, co w konsekwencji niosło wypadanie łopatką.
Zakończywszy ją w P, został od razu zabrany na półwoltę, przez którą wrócili na linię środkową celem rozpoczęcia ciągu. Przy takiej mnogości elementów i nieznajomości siebie nawzajem nietrudno było o usztywnienie, które nagle się wkradło, nie pozwalając ogierowi na tak swobodne przesuwanie się w bok jakby wymagało tego to zadanie. Sztywność przejawiała się przede wszystkim w trudności utrzymania stałego zgięcia i ograniczonym zakresie ruchu.

Mia - 2019-11-16, 21:28

Spotkawszy się z tym, że Sheridanowi zdarzało się nieco zbyt wygiąć głowę do wewnątrz w trakcie wykonywania chodów bocznych, zaczęła przykładać większą uwagę do tego, aby nie nadużywać wewnętrznej wodzy i nie powodować jeszcze mocniejszego przegięcia. Zamiast tego chciała go znowu oprzeć na zewnętrznej wodzy, delikatnie wypychając go wewnętrzną łydką. Przy tym też miała pomóc sobie półparadą, gdyby siwy miał się przy tym spiąć.
Z problemem spięcia miała się jednak spotkać dalej, jednak tym razem nie próbowała go na siłę rozluźniać, a zamiast tego wyprostowała go i wróciła na ścianę zwykłym kłusem. W ten sposób dała Sheriadnowi chwilę na ochłonięcie po natłoku poleceń i póki co pilnowała tylko tego, żeby poruszać się po prostej linii, równolegle do szranek. Wyjechała narożnik w M, pieczołowicie zginając go w kłodzie, żeby zaraz w C wyjechać na koło w lewo, na którym miała go znowu rozluźnić i wrócić do formy sprzed chwili. Jeszcze przed zakończeniem okręgu w C i wyprostowaniem po nim, przygotowała go do zatrzymania półparadami, które zaraz zamieniły się w pełną paradę. Odczekała parę sekund w nieruchomości, po których zamknęła rękę i delikatnie cofnęła obie łydki, chcąc wyegzekwować od konia cofanie. Oczekiwała trzech-czterech kroków, po których pochwaliła go entuzjastycznie i zaraz ruszyła kłusem na wprost. Kolejny narożnik, po którym skręciła na przekątną HXF, gdzie nauczona poprzednimi błędami spróbowała kolejnego podejścia do kłusa pośredniego. Mocniej wyjeżdżała go dosiadem, chcąc zachęcić go do mocniejszego wkroczenia zadem, przy czym zminimalizowała też pracę łydek, które zamknęła, w przeciwieństwie do dłoni lekko przesuniętych do przodu. Wraz z końcem przekątnej skróciła go, tym razem nieco bardziej, bo prowadząc do delikatnego zganaszowania. Kłusem zebranym miała przejechać narożnik i wjechać na krótką ścianę, w połowie której zwolniła go do stępa, co poprzedziła półparadą. Przez kolejne metry prowadziła go w stępie pośrednim, dając chwilę na odsapnięcie. Ta chwila na razie miała mu wystarczyć, bo już na przekątnej VR ponowiła próbę wyciągnięcia jego kroku, lecz tym razem w stępie, stąd też jej wzmożona czujność względem tego, aby nie popełniać swoich poprzednich błędów.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group