Hayley - 2016-05-22, 22:22 Nie miała pojęcia, że jej reakcja mogłaby tak mocno odbić mu się na psychice, ale gdyby się lepiej zastanowić, powinna była na to wpaść. Cały ten czas skupiała się wszak na sobie, swoich przemyśleniach i rozterkach, nie tyle nie zauważając, co nie umiejąc jeszcze poradzić sobie z jego cierpieniem. Była tym typem człowieka, który przejmował się mocno... aż za mocno ludźmi, na których jej zależy i czasami właśnie przez tą cechę, paradoksalnie, raniła ich najmocniej. Nie mogła jednak postępować wbrew sobie, z natury będąc dość szczerą, wrażliwą osobą. Potrzebowała czasu na przemyślenia, a kiedy go już zyskała, nic nie mogło jej zrazić i zranić. Zawsze jakby strategicznie przygotowywała się na każdą możliwą ewentualność, ostatecznie gdy miała ona miejsce, potrafiąc się zachować należycie. O ile oczywiście nic nie zaskoczyło jej jak informacja, którą usłyszała ostatnio.
- Dobrze wiesz, że muszę – odezwała się poważnie, na chwilę przenosząc wzrok na twarz blondyna. Miała poważny, acz łagodny wyraz twarzy i jakby powoli zauważała, że sama wpakowała go w kolejny powrót depresji, z którego tylko ona mogła go wyciągnąć.
- Może po prostu o tym nie mówmy? Taki jesteś, zaakceptowałam to – dopiero teraz, z czystym sumieniem mogła wypowiedzieć te słowa. Zaakceptowała jego chorobę, choć jeszcze nie nauczyła się z nią żyć do końca. Musiała wszak bardziej uważać chociażby kiedy się kaleczył i chociaż nie było to częste, miała z tyłu głowy świadomość, że powinna zacząć zwracać uwagę na tak nieistotne dotychczas szczegóły jak odrobina krwi.
- Co byś powiedział gdybym zaproponowała żebyśmy zrobili razem coś fajnego? Na przykład poszli do kina albo na pizzę, hmm? – Zaproponowała cicho, delikatnie trącając go ciężarem własnego ciała w bok.Jasper Nowell - 2016-05-23, 21:18 Rozumiał to, że ona także musiała w pewien sposób przejść przez trud sytuacji w jakiej znajdował się Jasper. I nie chodziło już nawet o to, że mógł się skaleczyć, a ona nie powinna dotykać jego krwi – choć w głównej mierze właśnie tego najbardziej się obawiał – zarażenia kogokolwiek, a tym bardziej bardzo bliskiej sobie osoby. Hayley musiała zmierzyć się z jeszcze jednym problemem – problemem, którego Nowell z każdym dniem obawiał się coraz bardziej i do którego było mu coraz bliżej – za jakiś czas bowiem choroba miała go całkowicie pokonać i odciąć od życia i właśnie do tej myśli najtrudniej było przyzwyczaić ludzi wokół niego. Z jego zdrowiem nie było najlepiej. Osiągnął już etap zażywania wspomagających koktajli i choć robił to dość rzadko, to zauważał wyraźne zmiany w swoim ciele. Odporność już nie była taka sama jak wcześniej a on częściej poddawał się bez walki, nie ćwicząc już nawet tak często jak wcześniej. Jego organizm był nieprzewidywalny – ciężko było określić czy zostały mu już miesiące, lata czy dekady życia. Ciężko żyło się ze świadomością rychłej śmierci, dziękując Bogu za każdy kolejny dzień, gdy jest Ci dane ponownie otworzyć oczy, o co właściwie tylko możesz się modlić.
- Cieszę się, Hay. Dziękuję – jej słowa naprawdę wiele dla niego znaczyły i miał nadzieję, że były w pełni szczere. W akcie dodania otuchy zarówno sobie jak i dziewczynie, ułożył delikatnie dłoń na jej ręce i pogłaskał ją kciukiem, bezwiednie decydując się na właśnie taki gest. Nie mógł określić czy dziewczyna zabierze od niego rękę czy zwyczajnie podda się tej delikatnej pieszczocie, choć doskonale wiedział, że gdyby wybrała pierwszą z opcji.. jeszcze bardziej by się załamał. Oh, gdybyście tylko znali go przed chorobą, z pewnością nie moglibyście teraz powiedzieć, że to ten sam, stary Jasper imprezowicz i podrywacz.
- Dlaczego nie? Dawno nic nie jadłem – oświadczył, kiwając delikatnie głową jakby w potwierdzeniu własnych słów. Przysunął kubeczek z kawą do warg i pociągnął z niego kilka łyków gorącego napoju, którego w tym momencie bardzo potrzebował. Mimo, że kawa wypłukiwała magnez w organizmie pozwalał na nią sobie od czasu do czasu i nie zamierzał rezygnować z picia jej w tak doborowym towarzystwie. – Nie masz wstrętu to pizzerii? – zmienił odrobinę temat, posyłając ku dziewczynie delikatny uśmiech. Sam rzadko jadał włoską kuchnię, dostatecznie przesiąkając nią podczas swej nikłej kariery w Italii.Hayley - 2016-05-23, 21:47 Wbrew świadomości specyfikacji choroby Jaspera, nie myślała o jego śmierci, skupiając się jedynie na codziennych, zwykłych czynnościach związanych z przebywaniem w towarzystwie osoby chorej. Nie znaczyło to jednak, że nie wiedziała jak może skończyć się ta znajomość, a jedynie... zakładała najbardziej optymistyczny scenariusz. Nie chciała myśleć jak wiele chwil mają jeszcze przed sobą, w obawie że lada dzień mogą się skończyć. Może nie było to dojrzałe podejście i być może dzięki takiemu przygotowaniu, lepiej zniesie kiedyś jego stratę, ale na litość Boską, w tej chwili oboje żyli. Byli tu razem, siedzieli sobie na ławce i od czasu do czasu popijali kawę. Chciała zapamiętać tę chwilę jak najlepiej, bez zbędnych, dołujących myśli. Czy nie o to właśnie chodziło? O normalność, wszak lada dzień umrzeć mogła i ona. Pod kołami samochodu, przez nieostrożność albo guza, który nie wiedzieć kiedy pojawił się na ciele niepostrzeżenie. Każdy dzień był niewiadomą i wychodziła z założenia, że powinni się nim cieszyć. Tak po prostu, trochę dziecięco...
- Czasami, kiedy przypomnę sobie jak to wygląda od kuchni – zaśmiała się, obracając dłoń tak, by spleść razem ich palce. Nie miał być to żaden prowokujący czy obiecujący gest. Tak po prostu chciała wyrazić swoją akceptację i pełen luz związany z ich relacją. Bo przecież nic nie mogło się zmienić. Nie dlatego, że poznała prawdę.
- Ciekawe czy pracuje tam jeszcze ktoś ze starego składu, nie? – zagadała biorąc do ręki ciastko i przegryzając je przymrużyła oczy z zadowolenia.
- O kurcze... fatycznie Baśka jest świetna! – niemal zawołała z zaskoczeniem, nie dowierzając, że ktoś mógłby robić takie cuda w domowym piecu. Oczywiście ciastka leżały pomiędzy nimi, by i Jasper mógł delektować się smakiem wedle życzenia.Jasper Nowell - 2016-05-27, 22:37 Uśmiechnął się łagodnie widząc jak Hayley swobodnie splata swoje palce z jego własnymi i przez moment zawiesił na nich wzrok, by po krótkiej chwili ponownie przenieść go na jej twarz. Nie uznał tego gestu za coś obiecującego – byli przecież przyjaciółmi i sam często uciekał się do tego typu małych gestów, które potrafiły podnieść na duchu i uleczyć zmartwioną duszę. Odstawiwszy kubeczek kawy na ławkę sam chwycił w dłoń jedno z ciastek i włożył je sobie do ust, odgryzając spory kawałek.
- Mówiłem – puścił dziewczynie oczko i pokusił się o szeroki uśmiech, który pojawił się na jego ustach gdy tylko pomyślał o Barbarze i jej małej, skromnej budce. Dawno już nie odwiedzał kobiety i uznał, że wypadałoby się do niej wybrać. Nie na kawę czy ciastko, ale zwykłą rozmowę, której nawet zaczęło mu trochę brakować.
- Mimo wszystko nic nie zabije smaku pizzy – zaśmiał się, samemu wspominając czasy ich wspólnego miejsca pracy. Jeśli kiedykolwiek ktokolwiek powie mu, że praca w takim miejscu nie wymaga żadnych umiejętności i jest najprostszą z możliwych to chyba zwyczajnie przyleje mu w twarz, nie bacząc na żadne konsekwencje. Zapłata za wykonywane czynności jest tak nieproporcjonalnie mała do uszczerbków na psychice, że nikomu nie życzyłby by kiedykolwiek musiał pracować w takiej roli jak niegdyś Jasper czy Hay. – Myślisz, że ktoś byłby w stanie wytrzymać z tą idiotką? – prychnął krótko na samo wspomnienie byłej szefowej i pokręcił głową jakby w ramach odgonienia od siebie negatywnych myśli.Hayley - 2016-06-08, 12:23 - No nie wiem... to chyba jak z parówką. Lubisz ją dopóki nie dowiesz się z czego jest robiona – zaśmiała się cicho, przenosząc spojrzenie na twarz przyjaciela. W tym przypadku rzeczonymi składnikami parówki, była atmosfera w kuchni i ciągła presja wywierana przez właścicielkę. Z perspektywy czasu dochodziła jednak do wniosku, że w takich miejscach nigdy nie będzie całkiem dobrze się pracowało. Być może nawet była to tylko kwestia doświadczenia, bo przecież prawdopodobnie zawsze będzie miała nad sobą jakiegoś szefa, a co za tym idzie będzie poddawana ocenie, jednak liczyła na to, że nie w taki sposób. Praca z ludźmi była niewdzięczna...
- Jak ktoś potrzebuje pracy to chyba nie ma wyjścia – wzruszyła lekko ramionami, z zakłopotaniem zauważając, że ona jest teraz w dość podobnej sytuacji. Ostatnimi czasy atmosfera w pubie była tak gęsta, że bez problemu można było kroić ją nożem i choć Harry sprostował wszystko, to jednak wciąż nie do końca udało im się naprawić stosunki na zapleczu. Szef już wprawdzie nie patrzył jej na ręce, ale wciąż raczej ze sobą nie rozmawiali, kiedy nie było to konieczne.
- Ostatnio ten koleś przyszedł mnie przeprosić – Odezwała się w końcu, spoglądając na Jaspera ukradkiem.Daniel - 2016-06-20, 23:52 Szedł żwawo słuchając głośnej muzyki przez słuchawki, która normalnemu śmiertelnikowi rozgromiłaby już dawno bębenki w uszach. Był w swoim świecie, nic go nie ruszało. No, może poza chłodnymi powiewami wiatru, który niestety nadal występował wieczorami i nocami pomimo upałów w trakcie dnia. Kiedy jeden z jego ulubionych kawałków Killswitch Engage dobigł końca, otrzymał powiadomienie o przyjściu nowej wiadomości. Czekał w sumie na maila od studia z ważną dla niego odpowiedzią, więc momentalnie zatrzymał się i wyciągnął telefon z kieszeni zamaszystym ruchem. Pech chciał, że stał akurat tuż obok fontanny... Nic nie wskazywało na ten tragiczny zbieg okoliczności poza jego cudownymi zdolnościami do psucia sprzętu wszelakiego. Z początku wszystko wyglądało normalnie. Odblokował ekran, nacisnął ikonkę gmaila i w czasie kiedy jego cudowny internet w połączeniu ze smartfonem usiłowały ukazać tak ważną (bądź nie, bo przecież mogła to być zwykła reklama lub zwyczajnie coś innego?) dla chłopaka wiadomość, postanowił rozejrzeć się po okolicy i mniej więcej zorientować gdzie się znalazł tym razem podczas swojej nocnej wyprawy po papierosy, nastąpiło coś stanowczo nieoczekiwanego! Wsłuchując się kolejny kawałek, który wybrała playlista uznał, że nie chce tego słuchać akurat teraz, więc postanowił go przełączyć. Jeden niezamierzony ruch spowodował wyślizgnięcie się telefonu z dłoni. Daniel miał wrażenie, że wszystko rozgrywa się w zwolnionym tempie. Słuchawki rozłączyły się z telefonem, który odbił się od kamiennej otoczki fontanny. Próbował go ratować, sięgał dłońmi smartfona ruchami najszybszymi i najdokładniejszymi na jakie mógł się tylko zdobyć. Wszystko jednak na nic. Samsung odbiwszy się od kamienia wylądował w odmętach wody z radosnym "plum".
Daniel wpatrywał się chwilę w notorycznie naruszaną taflę wody w milczeniu, rejestrując co się właśnie przed chwilą stało. Kiedy jego skarb uderzył najwyraźniej w dno fontanny rozległo się głośno wykrzyczane przekleństwo. Zrzucił w głowy słuchawki na chodnik, żeby również ich nie stracić w odmętach wody i rzucił się z opóźnieniem na ratunek telefonowi, zanurzając całą rękę w wodzie.Cedella - 2016-06-21, 00:30 Jak zwykle po kolacji wybrała się na nocne przechadzki. Przespacerowała już pół miasta, ale wciąż nie chciało jej się wracać do domu. Szwędała się bez celu po mieście, starając się unikać te niebezpieczniejsze zakątki z podejrzanymi typami. Nie szukała problemów ani nie chciała mieć obitej mordy Chociaż, na obitej mordzie pewnie by się nie skończyło. Br. Wizję siłą rozszarpywanych z niej ubrań przerwało wykrzyknięcie przekleństwa przez człowieka przy fontannie, do której prowadziła obrana przez nią ścieżka. Stanęła jak wryta. Jej bujna wyobraźnia podpowiadała jej, że ktoś kogoś tam topi ;___; Przełknęła głośno ślinę, próbując myśleć logicznie. Nikt nie krzyczał, nikt nie wił się jak dziki w wodzie. I ta postura.. Zacisnęła usta w cienką linię i ruszyła dzielnie do przodu. Lolz! Przecież to Daniel. Już miała radośnie podbiec i jak popierdolona rzucić się na szyję, wycałować i Bóg wie co, ale zdążyła się powstrzymać. Chyba to nie jest odpowiedni moment ;_; a szkoda Stanęła obok niego, tępo wpatrując się w taflę wody, pod którą właśnie sięgał po telefon. -Nawet nie chcę wiedzieć, jak Ty żeś to zrobił. - to trzeba być już totalną ofermą Pokręciła jedynie głową z niedowierzaniem, wyciągając paczkę chusteczek higienicznych. -Trzymaj, może dasz radę odratować, choć.. wątpie.- na noc do ryżu i jakoś to będzie ;_; wyklepie się i będzie jak nowy! Było jej przykro :cDaniel - 2016-06-21, 01:16 Walczył jak prawdziwy lew! Wydostanie telefonu z brodzika fontanny, która była nico głębsza niż mu się z początku wydawało, okazało się nie lada wyzwaniem! Przez panujące dookoła ciemności, rozdzierane niezdarnie przez mdłe światła pobliskich latarni, biedaczek nie mógł do końca ocenić ile mu jeszcze brakuje. Do tego ta nieustannie falująca woda... Wściekał się coraz bardziej. Mógł wziąć telefon z białą obudową, a nie czarną. Po co mu była ta czarna? On wszystko miał czarne! Dla odmiany mógł telefon mieć w kontraście do całej reszty! A myślał nad nim długo - jakiż on był głupi! Przeklinał się w myślach, kiedy w końcu czubkiem środkowego palca dotknął telefonu. Ucieszony jak dziecko zanurzył stanowczym ruchem rękę prawie aż po sam bark, żeby mieć pewność iż złapie swój skarb.
W tamtej chwili kątem oka zauważył dziewczynę.
- Dziurawe ręce, niech to szlag jasny trafi! Krew nagła zaleje!- odwrócił głowę w jej stronę na moment odpowiadając. Po paru sekundach wyciągnął w końcu przemoczonego już pewnie doszczętnie samsunga. Usiadł na chodniku obok fontanny, rozmieszczając komórkę na dwóch złączonych ze sobą dłoniach. Wpatrywał się w coś, co kiedyś było dla niego mini skarbnicą na pliki potrzebne pod ręką i jednocześnie łącznikiem ze światem od niego oddalonym z niekrytą rezygnacją.
- Ja też wątpię, że cokolwiek z tego wyjdzie.- westchnął odbierając od dziewczyny chusteczki, niezwłocznie dziękując jej za chęci pomocy. Rozłożył telefon na przysłowiowe części pierwsze zdejmując klapkę, a zaraz po tym wyjmując baterię, a następnie poupychał wszędzie chusteczki. Następnie rozejrzał się za słuchawkami. Znalazł je w odległości tak około dwóch kroków, więc przynajmniej miał pewność, że to chociaż udało mu się uratować tej nocy. Strzelił głośnego facepalma.
- Co jeszcze pójdzie dzisiaj nie tak? Zostało mało czasu, więc jak coś jeszcze ma się zjebać, to teraz!- żachnął się podnosząc tyłek z chodnika. Dopiero w tamtej chwili zaczął odczuwać dyskomfort z powodu przemoczonego całego prawego rękawa koszuli. Nienawidził mokrych ciuchów. Podniósł słuchawki z ziemi i zawiesił je sobie na karku. Wtedy również oświeciło go po raz kolejny.
- A Ty w ogóle co tu robisz o tej porze? Ced, miałaś się tak sama nie szwendać po nocach.- skrzywił się mimowolnie podchodząc do niej, by ująć jej twarzyczkę w wychłodzone od wody dłonie. - Dlaczego Ty to zawsze robisz? Mógł Cię ktoś okraść! Albo gorzej! Mogli Cię w ogóle ukraść! Mogłaś się zgubić! Potknąć gdzieś i wylądować w rowie! Straciłabyś może jeszcze przytomność! Policja pomyślałaby pewnie, że najebana to na izbę! Kto by Cię odebrał z komisariatu? Po dzisiejszych wydarzeniach do mnie mogłabyś sobie dzwonić!- potrząsnął lekko jej głową zrozpaczony Trułby jej pewnie tak jeszcze parę dobrych minut jak stara, przewrażliwiona ciotka, ale zorientował się, że coś jest nie tak i zwyczajnie ją przytulił zamykając się i zostawiając resztę gdybań i wyrzutów dla siebie Cedella - 2016-06-21, 22:16 -Większość danych da się odzyskać, no chyba, że zapisywałeś wszystko na telefonie, to nie.- mruknęła, przykucając obok i przypatrując się jak próbuje go osuszyć. Objęła rękami kolana i cicho westchnęła. Kiepska sytuacja. Jej- chyba cudem- udaje się utrzymać i tak marny telefon przy życiu. Wypadkoodporny, czy chuj go wie :0
Zastygając w poprzedniej pozycji, dalej wodziła wzrokiem za chłopakiem, zastanawiając się czy pocieszanie ma jakikolwiek sens. -A coś jeszcze się stało?- spytała wstając. Odgarnęła szybkim ruchem włosy z lewego obojczyka, delikatnie się uśmiechając. Jego pytanie wprawiło ją w zakłopotanie i biedna uciekła wzrokiem do trampek, które jak zwykle doskonale ją rozumiały. Dotyk jego chłodnych dłoni sprawił, że aż młodą przeszedł drescz po plecach. Akysz z tymi lodami Powoli podnosiła wzrok, zatrzymując się na jego oczach. Dzielnie wysłuchała całego kazania, po czym bezczelnie wzruszyła ramionami. Co to, to nie! Tak się kobiet nie traktuje Co on sobie wyobraża, że pokrzyczy, a potem przytuli tak? No bez jaj! Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, delikatnie go od siebie odpychając.
-A Ty, cwaniaczku? Myślisz, że co? Gdybym nigdzie nie wyszła wydzwaniałabym po nocach jak popierdolona do Ciebie! Martwiłabym się, że coś Ci się stało.. Z rozpaczy rzuciłabym się z klifu, bo Ty po prostu utopiłeś telefon w fontannie! A Ty pewnie bawił byś jak nigdy ;-; Kolejne dupery pewnie byś.. ha! Teraz żadnej nie zamówisz To dlatego takiś smutny, cooo? <3 Ojooo, tak mi przykro.- przejęła pałeczkę. Nie będzie gorsza Prychnęła, odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Nikt nie będzie jej mówił jak ma żyć Daniel - 2016-06-21, 22:36 - Zapisywałem na karcie, ale co z tego jak wszystko pewnie zalane...- mruknął zrezygnowany wciskając dalej chusteczki w mokradło, które kiedyś mógł z czystym sumieniem nazwać telefonem. No cóż...
Zadziwiony jej reakcją podniósł mimowolnie brwi ku górze, zaraz jednak bezczelnie się uśmiechając. Był zmęczony po całym dniu załatwiania jakiś bezsensownych papierków w robocie, a później jeszcze ten telefon i bagatelizująca wszystko Ced. Lepiej być nie mogło.
- No na pewno, bawiłbym się jak nigdy dotąd. Wiesz, mam jeszcze coś takiego jak telefon stacjonarny.
Prychnął puszczając ręce swobodnie wzdłuż swoich boków. Jak chce iść to niech idzie. I tak ją dogoni! Zebrał z chodnika klapkę od telefonu, a baterię osobno otoczył w ostatnią podarowana mu chusteczkę i wsunął do kieszeni spodni. Owinął jeszcze dyndający wszędzie kabel od słuchawek wokół szyi i ruszył za dziewczyną w milczeniu.
- A może Ty wcale nie chodzisz sobie tak o... Może skądś wracasz, a raczej od kogoś.- uśmiechnął się półgębkiem do siebie krocząc z wolna. Miał dłuższe nogi, mógł sobie pozwolić na oszczędzanie energii Co to to nie. Skoro ona sobie pozwala na taki żarty, to nie będzie jej dłużny.Cedella - 2016-06-21, 22:59 Wygięła usta w smutną podkówkę, słysząc o telefonie stancjonarnym ;_; No dobra, spoko ;_;
Szła spokojnym krokiem, walcząc ze sobą, żeby się nie odwrócić. Wsunęła dłonie do tylnych kieszeń jeansów i któryś raz już tego dnia sobie wzdychnęła. Zdążyła pomyśleć, że Dan ma ją głęboko gdzieś i już próbowała się zorientować, która droga zaprowadzi ją do domu. Przeklęła się w duchu, że dalej nie zna dokładnie ulic miasta, mimo, że tak długo już tu egzystuje. Za wielkie. A gdyby tak pierdolić wszystko i wyjechać w Bieszczady?
Spojrzała na niego kątem oka, przyjmując na mordce taki sam uśmiech.-Może tak, może nie ;>- i znowu cwaniaczy! Dobrze wiedział, że ona nie ma przyjaciół ;____; Pewnie teraz będzie się na niej wyżywał, żeby rozładować negatywne emocje po stracie telefonu. Nawet za nią by tak nie puakał jak za tym szajsungiem ;-; -A może Ty wcale nie utopiłeś telefonu przez przypadek? Zawsze to - ugryzła się w język, by nie powiedzieć "kolejna"- jakaś wymówka, co?- spytała równie podejrzliwie.Daniel - 2016-06-21, 23:10 Jak jego denerwowało lekceważenie... Z resztą chyba pod tym względem nie był jedynym osobnikiem na tej planecie. Nikt nie lubił być olewany czy niedoceniany. W końcu nie o to chodziło w tych zawiłych ludzkich kontaktach, żeby sobie kopać dołki pod sobą. Ale pewne osóbki lubiły się niebezpiecznie droczyć.
- Nie zaprzecza, nie potwierdza, ale pretensje ma dalej. - odparł zamyślonym tonem głosu, po czym dodał baaardzoo ciiicheeee "yhuuum". Wcale nie było słychać, że wątpił w to co dziewczyna mówiła. Nie był pewien niczego. Cedella akurat nie należała do osób zbytnio przewidywalnych, z resztą nie chciał nigdy sprawdzać na co tak naprawdę ją stać. Wolał aż tak nie ryzykować w jej sprawie.
- Wiesz... Jeden rabin powie tak, inny powie nie...- idąc za jej przykładem odpowiedział jej pytaniem na pytanie. - I co? Będziemy się tak dalej bawić?- nie chciał się z nią tak bawić. Zrobił parę większych kroków znajdując się nieco bliżej. Żeby dodać tej scenie nieco więcej dramatyzmu musnął końcówki jej włosów dłonią w taki sposób, żeby nieco podskoczyły w powietrzu. Pam pam paaammm! HahahaCedella - 2016-06-21, 23:37 No ja przepraszam bardzo, ale kto tu zaczął? Proszę brać odpowiedzialność za swoje zachowanie a nie! Najlepiej powiedzieć, że to Cedeł ma focha! A nie ma! Ale fakt faktem, z każdym kolejnym jej zdaniem zaczęła zacierać się granica pomiędzy zwykłym przekomarzaniem a pretensjami. Mało by przecież brakowało. Zawsze może zwalić winę na swoją płeć, ale to nie o to tutaj chodziło. Dalej w niej siedziały te wcześniejsze nagłe wyjazdy Dana a zwykła była udawać, że wszystko jest w porządeczku. Teraz i owszem- jest w porządeczku, ale młoda musi żyć wiecznie w niepewności i to jest chyba sedno sprawy. Halo, gdzie pierścionek zaręczynowy?
Czasami odnosiła wrażenie, że Dan to takie duże dziecko. Tak, własnie teraz Pokazała mu język i złapała go za dłoń :3 -Nie, mam lepszy pomysł. Pobawmy się w związek. - odpaliła ni z gruchy ni z pietruchy :0 Broń Bozie niczego nie sugerowała, ale nie obraziłaby się gdyby wziął to na poważnie Fuck, ona nie miała bladego pojęcia jak ludzie zachowują się w związkach.Daniel - 2016-06-22, 00:23 Daniel ostatecznie nie należał do romantyków, stąd najpewniej brak pierścionka Z resztą ona też nie wydaje się być nim na tyle zainteresowana żeby poczynił aż tak poważne kroki. Ale spokojnie! Młoda jest to może kiedyś się doczeka!
Jego granica wytrzymałości też już powoli zdawała się być przekraczana, jednak postanowił się nie denerwować i starać się jakoś ogarnąć sytuację. Ktoś tu przecież musi być starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony! Pech chciał, że padło akurat na niego, więc mogło być mało zabawnie. On miał tendencję do przesady jak i również braku dystansu, bywał nietaktowny, na szczęście coraz rzadziej. Ale tak jak to już trafnie zauważyła - był dużym dzieckiem Więc w sumie co tu więcej mówić!
- Bawić... W związek...- zatrzymał się momentalnie kiedy się obróciła i wypaliła z tym dziwnym pomysłem. Co ona znowu wymyśliła?! Normalnie go zamurowało. Ciekaw był w sumie jak ona sobie wyobrażała zabawę w coś takiego, ale niestety był bardziej człowiekiem czynu, niż czegokolwiek innego, więc odpowiedział to co myślał. - A po co się bawić?
Ścisnął nieco jej paluszki, jeden po drugim, chwilowo bawiąc się jej knykciami. Też sobie zabawkę znalazł.
Userka zaraz bełtnie, bo to zaczyna powoli wyglądać jak jakaś komedia romantyczna... Aiden Craven - 2016-08-02, 21:58 Po całym dniu bezcelowego włóczenia się po mieście przyszło mu wreszcie udać się w drogę do domu. W mieście z godziny na godzinę robiło się coraz ciszej i spokojniej, co nie zachęcało Aidena do dalszego "zwiedzania". Najzwyczajniej w świecie przeszkadzało mu to. Nie potrafił się odnaleźć w takiej rzeczywistości i rzadko robił od tego odstępstwa. Drogę do domu mógłby przejść z zamkniętymi oczami i chociaż znał jej każdy element na pamięć, lubił się czasem zatrzymać przy pewnych obiektach. Jednym z nich była fontanna budząca setki wspomnień, przede wszystkim z dzieciństwa, w trakcie którego był jej częstym goście. Mijając ją tego wieczora także postanowił się zatrzymać, najwyraźniej mając opory przed powrotem do domu, jakby nie godził się z taką koniecznością. Prawda była taka, że doskwierała mu niewyobrażalna nuda, z której wypełnieniem zupełnie sobie nie radził.