To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Out of my mind - 2016-06-08, 18:40

Klacz świetnie radziła sobie z adrenaliną, znacznie lepiej niż z własną impulsywnością i głupimi pomysłami... Tak wczesny start w zawodach wcale nie był głupim pomysłem. Szczególnie, że zdążyła już nieco poznać Aarona i załapać z nim niezły kontakt. Od rana była wyraźnie podekscytowana, wyczuła pewną zmianę w emocjach właściciela, udzieliła jej się atmosfera zawodów - pierwszych w życiu! O ile dała się osiodłać i wyczyścić bez problemu, to zaplatanie warkoczyków było istną męczarnią. Dunalino uznała, że te zabiegi pielęgnacyjne za mocno się przedłużają. Po kilku minutach dała jednak sobie spokój, bo mężczyzna nie miał zamiaru odpuścić... I dobrze na tym wyszła! W tych warkoczykach była chyba najlepiej prezentującym się wierzchowcem na rozprężalni. Zarżała cicho, w reakcji na jego słowa i po odpowiednim sygnale weszła w stęp. W wykonywaniu kolejnych figur i przejść znać było zaangażowanie i energię. Natychmiast reagowała na najlżejszą pomoc z jego strony, z radością przyjmując każdą odmianę czy utrudnienie. Liczyła dziś na wyzwania...

Aktywnym stępem ruszyła na start, podekscytowanie i pozytywne emocje narastały w niej, podsycane entuzjazmem i gestami przywiązania ze strony właściciela. <3 Na jego komendę od razu przeszła w kłus, a następnie w galop. Przyspieszała dopóki jeździec nie zdecydował się osłabić pomocy lub cofnąć ich. Luz na wodzach i wędzidle skłonił ją do wyciągnięcia szyi, łba, pokaźnymi susami pędziła teraz naprzód. Być może w tej chwili przypominała bardziej rozpędzoną pumę niż konia... Gdy podjechali do beczki, szybko skojarzyła o co chodzi - znała tę sytuację z ostatnich treningów. By wyrobić się na dyktowanym przez jeźdźca łuku skróciła trochę foulę, uniosła łeb i okręciła się wokół łydki mężczyzny. Nie było to najprzyjemniejsze - musiała faktycznie mocno się wygiąć i trochę wysilić, ale nie było to ponad jej siły... Już na wyjeździe z łuku wydłużyła krok. Carpenter z pewnością wyczuł, że quarterka nakręca się. Jej emocje w istocie narastały, zaburzając trzeźwość myślenia "brudnej" izabelki. Stosowała się jak dotąd do wszystkiego, o co prosił chłopak. Gdy już miała zamiar w pełnym tempie wejść na łuk (a co za tym idzie, mocno go poszerzyć), wyczuła, że wędzidło delikatnie opiera się na jej wargach, na wodzach nie ma już takiego luzu, a środek ciężkości przeniósł się na jej zad. Cofnęła jedno ucho, parsknęła krótko z niezadowoleniem - ot, jej plan zniweczony! Zareagował w porę, najprawdopodobniej świadomy temperamentu swojego wierzchowca. Zmniejszyła tempo, by po chwili wejść w podyktowany łuk. Z początku wygięła się jej szyja, potylica, potem za nią podążyła także kłoda i zad. W lekkim spięciu wyszła na prostą, zarzucając lekko łbem, parskając do siebie. Wiedziała, że to, co planuje zrobić wcale się nie spodoba chłopakowi na jej grzbiecie... Gdyby nie to, że wielokrotnie przyznawała mu dominację, nie miałaby w kwestii nieposłuszeństwa żadnych wyrzutów sumienia. Luz na zadzie pozwolił jej na wyciągnięcie się, wykorzystanie tego "napędu" do osiągnięcia jeszcze wyższego tempa. Na prośby o ustabilizowanie i skrócenie trochę wykroku nie reagowała. Nawet delikatne oparcie się wędzidła na wargach kwitowała cofnięciem pyska i zyskaniem ponownie luzu. W ślepym pędzie wpadła w ostatni zakręt, prawie muskając bokiem beczkę. Z racji tempa prawie położyła się na ziemi, przednimi kopytami wręcz zaryła w grunt, kiedy przyhamowała, by okręcić się w miejscu i długim susem wystrzelić na ostatnią prostą. Naprowadzona na finisz, zaczęła rozwijać prędkość wręcz do granic swoich możliwości. Jej boki unosiły się krótko, żwawo w tempie szybkich oddechów, bystre spojrzenie wbiła w zarysowany przed nią korytarz. Minęła celowniki... I nie do końca chętna była do zwolnienia. Adrenalina i ekscytacja wręcz ją rozsadzały. Z galopu przeszła w bardzo żwawy, energiczny kłus. Z emocji zakłusowywała jeszcze na kilka kroków po przejściu w stęp, parskając i rzucając spojrzeniami na prawo i lewo. Dopiero po porządnym rozstępowaniu zaczęła zachowywać się jak przystało na westowego wierzchowca - w miarę spokojnie. Niepewnie zerkała na Aarona, zastanawiając się, czy wódz nie ma jej za złe tych nagłych przyspieszeń.
Być może na kolejnych zawodach zapanuje już nad jej impulsywną naturą i momentami swawoli w pełni... Ale jak na pierwszy start - było nieźle!

Mistrz Gry - 2016-06-08, 18:53

RANYARD VANCE & LOPIN TO THE PARTY


Wynik losowania - 23
Czysty przejazd, bez komplikacji.


UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia. Następnie w temacie pojawi się losowanie MG dla kolejnej pary.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 15 czerwca.

Raynard - 2016-06-08, 18:55

Niedługo po tym, jak trafił do Eastbourne zyskał możliwość pochwalenia się zarówno umiejętnościami, jak i doświadczeniem w jeździe westernowej... I to z możliwością stanięcia na podium! Nie znał poziomu konkurencji, więc przyłożył się szczególnie do przygotowania Lopin do zawodów. Z samego rana zajął się czyszczeniem jej, dokładnym myciem, następnie po wysuszeniu gniadej osiodłał ją, szczególną uwagę zwracając na zabezpieczenie nóg. Jeszcze przed wjazdem na arenę postanowił rozgrzać ją porządnie - po krótkim rozstępowaniu rozpoczął gimnastykować ją i rozciągać przez wolty, koła czy liczne wężyki w trzech głównych chodach - stępie, kłusie i galopie - oraz zmiany tempa co kilka kroków. Chciał nie tylko ją rozciągnąć, ale i wybadać jej możliwości, dzisiejszą formę. Rozgrzewkę standardowo zakończył chwilą stępa na złapanie oddechu. Gdy było już wiadomo, że przejazdy rozpoczynają się, wprowadził ją w korytarz startowy i wstrzymał w odpowiednim miejscu, zostawił sporo przestrzeni na rozbieg... W końcu czas zaczynał liczyć się dopiero od wjechania na arenę.

Po odpowiednim sygnale ze strony obsługi zawodów Raynard zacmokał głośno, jednocześnie przykładając łydki do ciemnych boków klaczy, ramiona i dłonie wychylił naprzód, zachęcając ją do nabrania tempa. Na wyjazdowej prostej pochylał się stopniowo coraz mocniej do przodu, do pozycji "superbohatera", oczekując, że Lopin odczyta te sygnały odpowiednio i przyspieszy, wyciągnie się w galopie. Od tego momentu jego łydki miały rytmicznie pobudzać ją do utrzymania odpowiedniego tempa. Już w chwili wjazdu na arenę skierował ją na łagodny łuk w kierunku pierwszej beczki. Od pierwszej fouli obserwował ją, by wybadać na którą stronę galopuje - wedle tych obserwacji ją prowadził. Jeśli więc zagalopowała na lewą nogę to okrążali wszystkie beczki po łukach w lewą stronę i analogicznie! Wjazd na łuk był oczywiście odpowiednio przez niego zasygnalizowany - ustabilizował dosiad, prostując się trochę, dłoń, w której trzymał wodze poprowadził do wewnętrznej, tak, że jedna z nich zaległa na końskiej szyi a druga, bliższa beczce została lekko naciągnięta. Mężczyzna wiedział, że ma do czynienia ze stosunkowo młodym koniem, klacz z pewnością nie była na tak zaawansowanym poziomie, by mógł poprowadzić ją tuż przy samej beczce, po bardzo wąskim i niewygodnym łuku... Więc zdecydował się na bardziej zaokrąglony, szerszy zakręt, po którym od razu pospieszył Lopin. Quarterka wręcz zadziwiała swoją szybkością... Więc czas stracony na okrążaniu beczek mogli nadrobić na prostych i dzięki temu nadal mieli szanse na uzyskanie przewagi nad innymi zawodnikami. Brodacz wbił czujne spojrzenie w kolejną beczkę, w chwili wjechania w łuk ponownie przysiadł odrobinę mocniej w siodło, pozwalając gniadej na zwolnienie. Jego nogi, dotąd jedynie rytmicznie "obijające" się o boki wierzchowca, teraz ciasno do nich przylegały, dyktując wejście w łuk - standardowo zewnętrzna łydka motywowała do wygięcia zadu, przesuwając się za popręg, a wewnętrzna korygowała potencjalne wpadanie przodami. Teraz czekał na nich najmocniejszy zakręt - Ray poprosił więc o delikatne zwolnienie na chwilę przed łukiem, prawie musnęli beczkę, by zaraz potem nabrać bezpieczniejszego dystansu. By wywalczyć im kolejne sekundy czy milisekundy przewagi, docisnął już łydki do jej boków na końcówce lekko wyciągniętego "c", którym okrążyli beczkę, pochylił się do przodu, wyciągnął w przód dłoń, tak, że od uszu Lopin dzieliło go zaledwie koło 20 czy 30 centymetrów. Chciał wyciągnąć z niej pełnię możliwości, piękny finisz.
Jeszcze jedną czy dwie foule po przekroczeniu linii fotokomórek utrzymał Lopin w sprincie, by następnie stopniowo sprowadzić ją w wolniejszy galop, a następnie kłus i stęp, przez wycofywanie swojego ciężaru do tyłu, oparcie się na tylnim łęku siodła i cofnięcie wodzy przed rożek. Ray pochylił się nad szyją quarterki, by poklepać ją ciepło, nagrodzić jakimś ciepłym słowem. Od razu poprowadził ją na jakiś wolny maneż, by przez dłuższy czas pooprowadzać ją w ręku, dać jej szansę na wyrównanie oddechu i poradzenie sobie z emocjami, z jakimi wiązał się dla niej przejazd przed publiką - może pierwszy w życiu.

Lopin To The Party - 2016-06-08, 18:55

Zawody były dla klaczy zupełnie nowym doświadczeniem, ale nie wyglądała na przejętą. W sumie nic dziwnego. Poza wzmożoną czujnością oraz zainteresowaniem, które wyjątkowo dzieliły się między jeźdźca, a otoczenie. Niemniej pozostała karna i posłuszna, co zaowocowało pomyślnie przeprowadzoną rozgrzewką, która odpowiednio nastawiła ich do pierwszego, wspólnego startu.

Stojąc w określonym miejscu czuła się co najmniej nieswojo. Mając odchylone w stronę Raynarda uszy, była gotowa zareagować na najdrobniejszy gest z jego strony. W momencie, w którym docisnął łydki do ciemnych, ciepłych boków i jednocześnie wysunął dłonie do przodu, Lopin gwałtownie zerwała się do biegu. W jednej sekundzie zburzyła obraz statycznego zwierzęcia, błyskawicznie rozwijając całkiem całkiem słuszną prędkość. Być może była niepozornym koniem, ale wyhodowano ją właśnie z myślą o konkurencjach szybkościowych, w którym miała największe szanse się sprawdzić. Biła na głowę znakomitą większość koni i dzisiaj nie było inaczej - ze stój od razu przeszła do wyciągniętego w galopu, w którym weszła w zakręt za pierwszą beczką, galopując na prawą nogę. To zresztą pomogło jej odnaleźć równowagę w zakręcie. Decyzja o poszerzeniu go należała do tych dobrych, bowiem Lopin nie miała wówczas problemu z odnalezieniem równowagi. Bezbłędnie równoważąc się z jeźdźcem na łuku, głównie dzięki rozbudowanym mięśniom i predysponowanej budowie ciała, nadrobiła utracone w zakręcie ułamki sekund poprzez przyspieszenie na prostej biegnącej do drugiej beczki. Istotnym szczegółem było to, że w dystansie do drugiej beczki zmieniła prowadzącą nogę w galopie. Dzięki temu była nie tylko psychicznie, ale również fizycznie nastawiona do tego, aby zakręcić za beczką. Zakręcanie za beczką przypominało raczej wbijanie się w ziemię, z całym towarzyszącym temu impetem, po którym następowało mocne odepchnięcie się od podłoża i wyskoczenie naprzód. Prędkość Lopin, a może raczej czas, w którym była w stanie ją rozwinąć, rzeczywiście były zachwycające. Po wyjściu z zakrętu kontynuowała galop na lewą nogę. Korzystając z dłuższego dystansu, powróciła do wcześniej prędkości, wycofując się nieznacznie dopiero przed wejściem w ostatni, najpoważniejszy zakręt. Po raz kolejny bezbłędnie odnalazła równowagę, sporo korzystając z pomocy jeźdźca. Wyginając się od jego łydek oraz odczytując rozłożenie ciężaru ciała, prawidłowo wpisała się w łuk, zaraz znajdując się na ostatniej prostej. Zachęcona do jeszcze szybszego biegu, ruszyła na wprost jeszcze mocniej wyciągając nogi i szyję, wręcz zniżając ją do poziomu kłębu co zapewniło jej większą opływowość. Poziom adrenaliny, która krążyła teraz w jej żyłach, był nieporównywalny do niczego. Jednak to dzięki temu zdołała się tak dobrze spisać. Po przekroczeniu linii mety stopniowo zwolniła, nie mając problemu z zatrzymaniem się mimo tego, że przed paroma sekundami biegła z olbrzymią prędkością. Jakby nigdy nic przeszła do stępa, w którym szła dużo aktywniej niż zwykle, co rusz głośno parskając i potrząsając łbem, co tylko świadczyło o rozluźnieniu Lopin. Może właśnie tego jej brakowało?

Mistrz Gry - 2016-06-08, 18:56

GERARD WAYFORD & RISING SUN DEFRO IV


Wynik losowania - 8
Czysty przejazd, bez komplikacji.


UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia. Następnie w temacie pojawi się losowanie MG dla kolejnej pary.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 15 czerwca.

Nicol Illas - 2016-06-10, 23:51

Nie wiem, czy tu pusto czy nie, ale zakładam, że tak.

Przeniosła się z korytarza na arenę zewnętrzną, nie zamierzała wdawać się z tamtą laską w dyskusję ani szarpaninę. Nie miała na to ani czasu, ani ochoty, dlatego też po prostu, zmieniła miejsce treningu. Po oprowadzeniu go, kolejny raz po miejscu, odesłała go na koło, powtarzając schemat z korytarza, bo niewiele tam zrobili.

El Dorado - 2016-06-11, 13:12

Nadal spięty, po tamtym spotkaniu nerwowo szedł obok kobiety chowając uszy w gęstej grzywie. Dawno się tak nie zdenerwował, więc musiał się jeszcze trochę pozłościć. Okrążył arenę dookoła, powoli się rozluźniając. Dopiero, po tym jako tako mu przeszło. Kiedy dziewczyna odesłała go na koło zaczął krążyć dookoła niej w stępie. Najpierw na jedną, a później na drugą stronę. Całe napięcie zeszło z jego mięśni dopiero po dłuższej chwili, ale lepiej późno niż wcale. Praca w spięciu wcale nie należała do najprzyjemniejszych.
Gdy zrobił tak po pięć okrążeń na każdą ze stron, zmienił nieco swoje ustawienie i zaczął bardziej angażować zad. Żuł wędzidło w pysku, cicho parskając co jakiś czas. Ponownie zrobił po kilka kółek na każdą ze stron, a dopiero po tym przeszedł do kłusa.

Nicol Illas - 2016-06-11, 17:18

Kobieta również, straciła humor po tej mało przyjemnej sytuacji. Jednak karosz był zbyt cenny, by narażać jego zdrowie lub życie z kuli narwanego konia. Starała się go uspokoić, choć nie było to wcale takie łatwe. Na szczęście karosz, był bardzo ogarniętym koniem i prawie, że nie sprawiającym problemów. Rozkłusowała go dość porządnie, zarówno na luzie jak i w zaangażowaniu, chciała pozbyć się nieco nadmiaru jego energii (nie przesadnie !), rozgrzać i skupić przed ważniejszymi zadaniami. Po przekłusowaniu stosownej liczby kółek, wstrzymała go wpierw do stępa, potem do stój. Podeszła do niego, chwaląc krótko za dobrze wykonane zadanie. W między czasie, stajenny na dwóch kołach, o tej samej średnicy, rozłożył drągi. Jedna przeznaczone do kłusa, drugie do galopu. Najpierw znowu, odesłała ogiera na zwykłe koło w stępie, by zaraz poprosić go ponownie o kłus. Po zrobieniu pełnego koła w kłusie, przesunęła ich znacząco w prawo na pierwsze koło - przeznaczone do kłusa. Na nim, leżało 5 drągów w równej odległości od siebie. Wymagało to od nich, pełnego skupienia i zaangażowania, wspólnej pracy.
Gerard Wayford - 2016-06-12, 13:38

Przygodę z westernem zaczął niedawno i myśl o zawodach wydawała mu się odległa... do dnia dzisiejszego. Co prawda bardziej był nastawiony na zabawę i zebranie nowego doświadczenia, niż wygraną, ale przecież nikomu nie szkodził tą decyzją. W Orchardzie nie było zbyt wielu westowych koni, ale jeźdźców również, więc Gerard bez większych problemów odnalazł wierzchowca dla siebie. Załóżmy, że przed dniem zawodów poznał bliżej Risinga. Od razu poczuł różnicę, był to koń zupełnie inaczej reagujący niż jego Casello. Po prostu ujeżdżony w tym nurcie, co dawało mu ogromną przewagę nad wałachem. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo mu się spodobał. Nie tylko pod względem umiejętności, ale również charakteru, który był znacznie stabilniejszy niż w przypadku jakiegokolwiek niemieckiego, sportowego konia lub anglika.
Przechodząc jednak do meritum. Po odpowiedniej rozgrzewce, która miała zapobiec ewentualnej kontuzji, udał się z Risingiem do miejsca startu. Zatrzymał go kilkanaście metrów przed linią startu i spojrzał w stronę organizatorów, którzy mieli mu dać znak do startu. Wodze trzymał w prawej dłoni, natomiast lewą rękę swobodnie trzymał na udzie, przedtem poprawiając kapelusz. Otrzymawszy sygnał do startu, poprosił quartera o zagalopowanie z miejsca. W tym celu ścisnął jego boki łydkami, ponaglił go cmoknięciem oraz wysunął rękę z wodzami do przodu, tym samym podkreślając tylko swoje intencje. Co istotne, ruszył na prawą nogę, właśnie od tej strony zamierzając zaatakować pierwszą beczkę. Trzymając mocne oparcie w strzemionach, był lekko pochylony do przodu i siedział delikatnie nad siodłem, tym samym pozwalając Risingowi na rozwinięcie słusznej prędkości. Pokierował go w stronę pierwszej z beczek i usiadł w siodle dopiero przed wejściem w zakręt, tym samym zmieniając nieco środek ciężkości tak, aby pomóc, a nie przeszkodzić ogierowi w wykonaniu manewru. Co istotne, nie zmusił go do szczególnie szybkiego galopu ani ostrego zakrętu tuż przy samej beczce - nie czuł się na tyle pewnie, aby tak poprowadzić konia. Licząc się z tym, że prawdopodobnie uzyska gorszy wynik, zupełnie o tym nie myśląc po prostu robił swoje. W zakręcie podparł konia wewnętrzną łydką, zaś zewnętrzną przesunął lekko za popręg, mocno zapierając się w strzemieniu. Dzięki temu nie został ściągnięty do środka całym ciężarem ciała, co zapewne pomogło koniowi w zachowaniu równowagi. Po wyjściu z zakrętu nie rozpędzał mocno konia, zamiast tego poprosił go o lotną zmianę nogi, co było istotne przed wejściem w zakręt do drugiej beczki. W ten sposób przygotował palomino do wejścia w zakręt, który podobnie jak za pierwszym razem, wziął z pewnym dystansem. Dopiero po okrążeniu drugiej beczki pozwolił sobie i Risingowi na chwilę szaleństwa. Mając na celu nadrobienie sekund utraconych na dość zachowawczej jeździe, na prostej prowadzącej do trzeciej beczki zachęcił konia do szybszego galopu, z początku będąc nawet lekko onieśmielonym możliwościami ogiera. Jednak przede wszystkim towarzyszyły temu pozytywne endorfiny, które sprawiały, że nie było tu miejsca na obawy. Przed samym zakrętem wycofał lekko sylwetkę, tym samym zmniejszając prędkość, po czym wprowadził quartera w zakręt, starając się mu pomóc. Ponownie podparł go wewnętrzną łydką, zewnętrzną natomiast ograniczył jego zad, ale też zmusił go do większego zaangażowania. Dopiero po wyjściu ze wspomnianego zakrętu Gerard postanowił dać Risingowi szansę na zaprezentowanie swoich możliwości w stu procentach i wysłał go do mocnego, wyciągniętego galopu, poprzez dodanie mu łydek i przeniesienie ciężaru ciała naprzód, a także poprzez wysunięcie ręki do przodu. Asekuracyjnie trzymał się wolną ręką rożka, co miało też miejsce parokrotnie podczas przejazdu, ale chyba można było mu to wybaczyć ze względu na niewielkie doświadczenie.
Dopiero po przekroczeniu linii mety zaczął stopniowo zwalniać ogiera, odchylił się do tyłu, zaś nogi wysunął nieco do przodu. Ostatecznie zatrzymał go do stępa, w którym całkowicie oddał mu wodze i poklepał go po rozgrzanej szyi, dziękując za dobrą robotę. Może nie uzyskał najlepszego czasu, ale przynajmniej ukończył przejazd.

Rising Sun - 2016-06-12, 15:28

Przez całą swoją kilkudniową karierę w Orchardzie Rising zdołał poznać już wiele osób – niektóre tylko go karmiły, inne wyprowadzały na łąkę, ale najbardziej zapadały w pamięć te, które wyciągały go z boksu by zrobić z nim coś ambitniejszego – wziąć pod siodło. To one kojarzyły mu się bowiem z pozytywnym rozładowaniem nadmiaru energii, a jako że zazwyczaj brali się za niego nieco starsi mężczyźni – do tej pory miał bowiem do czynienia jedynie z Raynardem i Gerardem, którzy zachowywali się wobec Izabela przyzwoicie, nie miał nic przeciwko współpracy z nimi. Zdecydowane, posiadające obszerną wiedzę w temacie koni, osoby były bliskie sercu Risinga, który chętnie z nimi współpracował, całkowicie angażując się w wykonywane polecenia. Nie inaczej było z panem Wayfordem – mężczyzną, którego upodobał sobie już od pierwszego spotkania i przy którego boku czuł się na tyle bezpiecznie, że postanowił całkowicie poddać się jego wszelkim oczekiwaniom wobec Quartera. Nie spodziewał się wprawdzie, że tak szybko wyląduje z powrotem na arenie konkursowej, ale to w żadnym stopniu mu nie przeszkadzało. Ba! Sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej pewny siebie i jeszcze bardziej zaangażowany, by przypadkiem nie zawieść swojego nowego jeźdźca.
Odpowiednio przygotowany i rozgrzany stawił się na placu konkursowym dokładnie wtedy, kiedy poprosił go o to Brodacz. Stąpał pewnie, nie rozglądał się na boki, a jego radary w kolorze przygaszonego światła stały na baczność u czubka głowy, próbując wyłapać każdą możliwą formę zakłócenia spokoju. Wprawdzie nic nie było w stanie wytrącić go teraz z równowagi, ale należało trzymać nerwy na wodzy i nie dopuścić do żadnych niezapowiedzianych przygód. Cały czas był bardzo skupiony toteż nic dziwnego, że jego uwadze nie uszło nagłe ściśnięcie boków łydkami i wysunięcie się wodzy do przodu. Parsknąwszy głośno sprawnie zagalopował z miejsca, mając doskonale w pamięci trening przeprowadzony przez Raynarda, na którym wielokrotnie powtarzali to ćwiczenie, i chętnie ruszył na prawą nogę, raźnym tempem prowadząc jeźdźca dokładnie w tym kierunku, który sobie zażyczył. Beczki bardzo spodobały mu się już ostatnim razem i choć wykonał tylko kilka powtórzeń, zaczął nabierać w tej kwestii swego rodzaju wprawy. Ze słusznego rozpędzenia przeszedł gładko w nieco wolniejszy galop, dokładnie przy dojeździe do pierwszego „kółeczka” i ładnie wpisał się w łuk wokół beczki, nie pozwalając zarówno sobie jak i jeźdźcowi na choćby minimalne jej dotknięcie. Elastyczne ciało gładko owijało się wokół łydek jeźdźca i pewnie szło do przodu po ciasnym, wąskim łuku.
Po wyjściu na prostą gładko zmienił nogę galopu, co uczcił kolejnym głośnym parsknięciem, i równie lekko wszedł w zakręt przy drugiej beczce, według wskazówek jeźdźca, zachowując przy tym nieco dystansu. Popis swoich umiejętności zaprezentował dopiero po wyjściu na prostą po okrążeniu drugiej beczki – otrzymawszy pozwolenie od Gerarda nie zastanawiał się długo, a jego kończyny same porwały go do szaleńczego galopu, dzięki któremu z pewnością nadrobili stracony wcześniej czas. Nie tracił w tym wszystkim jednakże równowagi czy głowy – galopował szybko ale równo, nie pozwalając Wayfordowi na najmniejsze wątpliwości co do stabilności dwójki i zachowania pozycji pionowej. Tuż przed wejściem w zakręt by okrążyć beczkę, ogier wbił mocno kopyta w ziemie, w ten sposób całkowicie pozbywając się wcześniej narzuconego tempa, i wprawnie wszedł w łuk, zachowując w nim równowagę dzięki podpierającym działaniom łydek jeźdźca. Głośne parsknięcie, sprawne wygięcie ciała i rura do przodu zaraz po ponownym wyjściu na prostą. Czterdziestolatek z pewnością odczuł wiatr w przyprószonych siwizną włosach, kiedy Rising osiągnął apogeum swoich możliwości w galopie. Biegł przed siebie, nie zastanawiając się nad niczym, a zachęcany przez jeźdźca, chętniej oddawał się tej rozrywce.
Niechętnie przeszedł do wolniejszego galopu, gdy za linią mety jeździec zaczął tego od niego wymagać. Dopiero zaczął się rozkręcać, a tu już każą mu zejść na ziemię! Gdyby tylko miał w sobie nieco mniej poddańczego charakteru z pewnością spróbowałby zbuntować się na wieść o zatrzymaniu, ale jego usposobienie zwyczajnie na to nie pozwalało. Słoneczny przeszedł więc do stępa i wraz z jeźdźcem opuścił arenę konkursową, z wielką zapalczywością przyjmując od niego wszelkie pochwały.

Mistrz Gry - 2016-06-12, 15:32

RAYNARD VANCE & DEVIL'S ADVOCATE


Wynik losowania - 11
Upadek jeźdźca lub konia; jeździec spada z konia lub upada razem z nim. Czas zawodnika przestaje się liczyć.
Koń stracił równowagę zakręcając przy drugiej beczce, co poskutkowało jego wywróceniem się i co za tym idzie - dyskwalifikacją zawodnika. Wygląda jednak na to, że nikomu nie stało się nic poważnego.


UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia. Następnie w temacie pojawi się losowanie MG dla kolejnej pary.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 15 czerwca.

El Dorado - 2016-06-12, 20:13

Po rozgrzewce przeszedł do stępa, a następnie całkowicie się zatrzymał. Nadmiar energii z niego uleciał, tak samo jak zdenerwowanie. Kątem oka zerkał na stajennego rozkładającego drągi. Uniósł wyżej łeb, biorąc głębszy wdech, po czym ponownie wyszedł na koło stępując. Szastnął leniwie ogonem o swoje boki, przechodząc zaraz do kłusa. Po jednym kole w kłusie przesunął się bardziej w prawo, by tam wejść na drągi. Postawił uszy na sztorc, skupiając się na tym by przypadkiem któregoś nie trącić, czy nie zdeptać. Unosił wysoko nogi do góry nad każdym drągiem, nie zwalniając ani nie przyspieszając. Mimo długiej przerwy w pracy wychodziło mu to dobrze, a on sam nie szalał i nie próbował niczego psuć.
Nicol Illas - 2016-06-12, 21:24

Była zadowolona z pracy karosza, prócz pochwały ogólnej, od czadu do czasu rzucała mu "dobrze". Miało to na celu, zachowanie odpowiedniej pracy ogiera i pokazanie mu, że robi to dobrze. Wykonali zarówno drągi na prawo, jak i na lewo. Kobieta podczas tej czynności, zatrzymała ogiera do stój, by przepiąć lonżę i odesłać go z powrotem na koło, oczywiście na drugą stronę. Po przejechaniu 5 kół na prawo i lewo, zatrzymała znów ogiera, klepiąc go chwalebnie za dobrze wykonane zadanie. Poczekali, aż drągi przejdą drobną metarmofozę. Kiedy wszystko było gotowe, znowu powrócili na koło jednak bez drągów. Najpierw stęp, kłus i w końcu galop ! Na kole bez dragów, przegalopowali po 5 na lewo i prawo, kobieta pilnowała zaangażowania konia, pracy zadu, dopiero wtedy przesunęli się na koło z dragami. Było ono oczywiście, przystosowane do galopu.
El Dorado - 2016-06-12, 21:32

Pokonał drągi w kłusie na jedną oraz na drugą stronę. Cały czas był skupiony na tym co robi, jedynie co jakiś czas strzygł uchem słysząc pochwałę od swojej właścicielki. Po wykonaniu zadania zatrzymał się, a stajenny zaczął przekładać drągi na co ten jedynie zerkał. Takie pokonywanie drągów nie było dla niego jakimś wielkim wyczynem, ale nie robił tego na odwal. Wiedział, że jak nie będzie się starał to będzie kazała mu to powtarzać w nieskończoność. Po krótkiej przerwie wyszedł ponownie na koło, stopniowo przechodząc do wyższych chodów, ostatecznie przechodząc do galopu. Przegalopował kilka kółek, po czym wszedł na drągi nadal galopując. Galopował przez nie odpowiednio stawiając nogi i nie trącając niczego kopytami.
Nicol Illas - 2016-06-13, 13:12

Ogier mimo niedogodności na początku treningu, obecnie sprawował się cudownie <3 Karosz miał idealny charakter, nie za ostry, nie za łagodny taki w sam raz. Może nie było wielkim wyczynem, ale rozgrzewało odpowiednio mięśnie ogiera, skupiało go. Kiedy oni się rozgrzewali, dwóch innych stajennych, rozłożyło prowizoryczny korytarz skokowy. Kiedy w końcu byli gotowy, kobieta zatrzymała karosza, by odpiąć lonżę od ogłowia. 1 wersja wyglądała następująco: 3 foule kłusa -> drąg -> koperta 50cm -> 3 foule kłusa -> koperta 50cm. Zachęciła ogiera do wejścia w korytarz, obserwując go.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group