Anne Howard - 2015-12-11, 23:55 Uraz do jakichkolwiek świąt został wpojony w umysł Angielki przez swoich rodziców, którzy poniekąd swoim chłodnym podejściem do wszystkiego oprócz pieniędzy nie znajdowali miejsca ani czasu na pielęgnowanie rodzinnych więzi, więc większość takich dni spędzała w towarzystwie braci, ale najczęściej sama. Drgnęła gwałtownie, nie mając ochoty więcej rozwodzić się w myślach nad tym, co było kiedyś. Musiała dobrze skupić się na teraźniejszości. Uniosła obie brwi ku górze, słysząc wyraźny ton głosu mężczyzny, który wdarł się do jej uszu. Przygryzła wargę, mimowolnie przygotowując sobie w myślach, co uszczypliwego mogłaby mu powiedzieć. Aczkolwiek w pewnym momencie w niepełnym wymiarze postanowiła z tego zrezygnować.
- I tu niestety muszę Cię rozczarować, bo nie masz racji - uniosła kąciki ust w nędznej parodii uśmiechu. - Ostatnio uwielbiam żerować na takich ludzi jak ty, pozbawiając ich energii i chęci do życia. Tak dla jasności, żebyś nie powiedział, że jestem współczującą kobietą.
Czyli ona była z kategorii tych nienormalnych. Cóż, na pewno nie byłaby na niego zła, gdyby powiedział to na głos, ponieważ już od dłuższego czasu nie mogła uchodzić za kogoś, kto podlega wszelkim wzorom normalnych zachowań. Zawsze wszystko robiła inaczej niż inni, zazwyczaj wychodząc na plus. Pewnie przez to nie potrafiła znaleźć sobie przyjaciół, kształcąc w sobie dość oryginalne poczucie humoru. Niektórzy nie potrafili przebić się przez tą barierę, a ona nie miała ochoty na dalsze poznanie ludzi, którzy rezygnowali z dalszego kontaktu po pierwszym niepowodzeniu... Co oczywiście nijak nie odnosiła się do tego, co w zasadzie działo się podczas jej pobytu w Kanadzie. Ich spotkania były jedną wielką pomyłką, wręcz katastrofą dla świata. Co by się stało, gdy użyłaby całego swojego arsenału przekleństw? Odetchnęła głęboko, mogąc już rozluźnić dłonie, które do tej pory były jeszcze dość chłodne po dłuższym spacerze na zewnątrz. Przyjemne ciepło i zapach kawy stanowił dla niej mieszanką wybuchową, która w pewien sposób koiła skołatane nerwy, ale jej towarzysz najwyraźniej miał w zamiarze nie pozwolić Howard nawet na chwilę spokoju. Na co w zasadzie nie powinna liczyć od chwili, gdy go zobaczyła. Marne marzenia.
- A twoim ulubionym zajęciem nadal jest pastwienie się nad bezbronnymi istotami, takimi jak ja? - zapytała szeptem, nie mogąc powstrzymać rozbawienia w swoim głosie.Randolph Varmus - 2015-12-12, 11:10 Wszystko zależało od tego, jakie kto miał podłoże wewnętrzne - jak odbierał świat i w jaki sposób pochłaniał emocje i zdarzenia z otoczenia. Randolph nie mógł powiedzieć, że jego święta, które pamiętał z dzieciństwa były radosne i pełne rodzinnego ciepła. Jego matka była zawsze oziębłą kwoką, a ojciec urzędasem. Rodzeństwa nigdy nie miał, przez co jako jedynak był skazany na przesiadywanie z podstarzałymi rodzicami, którzy szurali uparcie sztućcami po talerzach, przeżuwając w ciszy świąteczny, mięsny placek i wędzoną szynkę. Pomimo bezpłciowości Bożego Narodzenia, braku dobrych czy złych wspomnień, święta dla Varmus'a były zawsze czymś przyjemnym, czymś dobrym i ładnym. Przede wszystkim ładnym.
- Jesteś jak energetyczny wampir. - skwitował jej wypowiedź, dostrzegając na horyzoncie kelnerkę, która przemieszczała się slalomem, między stolikami, balansując z wyczuciem. Oba zamówienia znalazły się błyskawicznie przed nosami towarzystwa. Przyjemny zapach rozniósł się, wirując w powietrzu smugami pary, która unosiła się znad tafli kaw.
Kiedy Kanadyjskie uszy pochwyciły słowa Angielki, mężczyzna zaśmiał się krótko, cicho,bo naprawdę, ale nie wytrzymał już. Bezbronna? Anne bezbronna? Bursztynowe oczy spojrzały na nią, wpatrując się wprost w jej oczy. Łagodne tęczówki jawnie wyrażały co myśli umysł - ,,chyba sobie żartujesz".
- Bezbronna, Anne. Jak to rozkosznie brzmi. Jak tytuł jednej z powieści science fiction, albo harlequina. - jedna z dłoni ułożyła się na filiżance, składając na jej gładkiej powierzchni długie, marmurowe palce. - Generalnie z zawodu jestem chujem, ale hobbystycznie zajmuję się emanowaniem prostactwem. - usta Varmusa ułożyły się na brzegu porcelany, pochłaniając niewielki, wrzący łyk smolistej, niesłodzonej cieczy.
- Mieszkasz tutaj, czy tylko zatruwasz tymczasowo ludziom życie? - zapytał w akompaniamencie brzdęku jaki wydobył się przez kontakt filiżanki ze spodkiem. - Wiesz, żeby później wsiąść znowu na swoją miotłę i odlecieć do innego miasta.Anne Howard - 2015-12-12, 20:13 A ona miała to szczęście posiadać rodzeństwo. Konkretnie dwóch braci. Starszych. I dzięki nim nie musiała czuć się tak do końca samotna, chociaż oni w zasadzie mieli już wtedy swoje życie i nie mieli najmniejszej ochoty zajmować się młodszą siostrą. Jedynie w święta potrafili okazać dziewczynie całą swoją uwagę, więc chłonęła te nieliczne chwile niczym gąbka. Nadrabiali stracony czas, ale w zasadzie nie potrafiła zrozumieć, czemu nie potrafili tego robić także poza takimi okazjami. Może bali się, że rodzice coś zrobią? Chociaż byli ostatnimi osobami, których jej bracia by się obawiali. Potrafili o siebie zadbać. Przygryzła wargę w zamyśleniu, jednocześnie nie tracąc kontaktu z rzeczywistością. To dzięki stałym przebywaniu w ich towarzystwie zamieniła się w osobę, którą jest teraz. Tylko skinęła głową, słysząc słowa Varmusa, którym w zasadzie na tą chwilę nie chciała zaprzeczać. Uniosła wzrok ku górze, dostrzegając tą samą kelnerkę lawirującą zręcznie między stolikami, która wkrótce postawiła na stoliku ich zamówienia. Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy do nozdrzy Angielki dotarł ten upajający zapach. Będzie musiała zdecydowanie częściej tutaj zaglądać, bo od samego patrzenia na kawę świerzbił ją język. Z trudem stłumiła w sobie głośne westchnienie, czując jej smak w swoich ustach. Jedynie we Florencji piła równie dobrą, więc było to naprawdę wielkie wyróżnienie dla tego lokalu. Przestała się nią delektować dopiero wtedy, gdy usłyszała śmiech Kanadyjczyka. Było jak dla niej to niezwykłe zjawisko. W pewnym momencie myślała nawet, że on nie wie, jak można to robić.
- I wcale moje pierwotne założenia co do twoich zajęć nie różnią się dużo od tego, co mi przed chwilką powiedziałeś - mruknęła z szerokim uśmiechem, kiedy niesforny kosmyk włosów opadł na jej gładkie czoło. Odsunęła go czym prędzej na swoje miejsce, swoje spojrzenie ponownie wieszając na twarzy mężczyzny. Tęczówki brunetki błyszczały figlarnie jak u małego dziecka, które właśnie zaczęło bawić się swoją ulubioną zabawką. Ponowne zamoczyła wargi w gorącym napoju, stukając paznokciami pomalowanymi czarnym lakierem w filiżankę.
- Mieszkam i jednocześnie zatruwam innym życie. Więc się ciesz, że będziesz mnie miał pod ręką - powiedziała, mrugając do niego porozumiewawczo. - A co do miotły... obecnie jest w warsztacie. Randolph Varmus - 2015-12-14, 12:08 Pokiwał subtelnie głową, pozostawiając w uścisku jednej dłoni filiżankę. Łokieć drugiej, natomiast, zaparł na oparciu krzesła, wyciągając nieznacznie przed siebie nogi.
- Przejrzałaś mnie, Anne. Jestem skurwysynem i jeszcze mi za to płacą. - skwitował krótko, pozwalając teatralnemu westchnieniu przedrzeć się przez kilka krótkich słów.
Nigdy nie zastanawiał się jakby to było gdyby miał rodzeństwo. Może miałby jedynie większą ochotę wracać w rodzinne strony, mając świadomość, że ktoś czeka na niego z utęsknieniem. Może presja w kwestii ślubu, narzeczeństwa z Viv i dziecka, byłaby mniejsza. Tym samym, może jego psychika nie byłaby tak bardzo przez to nadszarpnięta. Nie musiałby nakładać kolejnych masek podczas spotkań ze starymi znajomymi, z czasów ,,przed ucieczką". Wszystko miało się jednak zmienić. Wszystko miało ulec zmianie po Bożym Narodzeniu.
Mężczyzna w jednym momencie poczuł jak kawa powolutku rozbudza jego zmysły. Jak u budzącego się drapieżnika, wzrok, słuch i węch nagle nabrały na wyrazistości i ostrości doznawania otoczenia.
-W warsztacie? Mówisz, że nie wytrzymała Twoich kilku nadprogramowych kilogramów? - rzucił łagodnym tonem, przyglądając się z widocznym rozbawieniem w miodowych tęczówkach, dziewczynie. - Jeżeli jeździsz konno, to współczuję tym zwierzętom... - dodał naprędce. Przez kilka lat które już tutaj przesiedział, na swoistym wygnaniu, niczym Napoleon; zauważył, że większa część mieszkańców jeździ, systematycznie lub mniej systematycznie. Ale każdy choć niewielką styczność z końmi i jeździectwem, jako samym w sobie - miał. Zastanawiał się nad tym wielokrotnie, czy to kwestia wychowania, przekazywania wiedzy z pokolenia na pokolenia, przez typowe Angielskie rodziny, które w obrzeżnych miasteczkach, takim jak Eastbourne, czuły się wyśmienicie zachowując wiele tradycji - czy też kwestia prawdziwego, wewnętrznego zamiłowania młodych i starszych Anglików do tych zwierząt.
Myśl o Eastbourne pociągnęła za sobą znaczące przemyślenie - co przyciągnęło tutaj Varmus'a, który przecież jeździł po świecie, zbierał doświadczenie w różnych częściach świata, a wybrał angielskie wybrzeże na południu Zjednoczonego Królestwa, jako miejsce docelowe. Co obudziła w nim ta mieścina, że zapragnął zostać tutaj na dłużej?Anne Howard - 2015-12-15, 17:23 Skinęła tylko głową, słysząc jego odpowiedź. Była mocno zdziwiona, ponieważ poniekąd jej humor uległ zmianie od samej rozmowy, dzięki której mogła się chociaż trochę wyluzować, zapominając o wszelakich problemach, które wokół niej krążą. Jedyne, za co mogła podziękować rodzicom, to właśnie brak wywierania presji. Aczkolwiek w ostatecznym rozrachunku wychodziło na to, że przez taki stosunek właściwie nie interesowali się swoją córką. Upiła kolejny łyk swojej kawy, odruchowo marszcząc do tej pory gładkie czoło. Miała nie rozwodzić się nad swoją przeszłością, a mimo to wracała do swoich wspomnień co chwila. Odetchnęła głębiej, kiedy do nozdrzy Howard dotarł mocny zapach cynamonu, który unosił się znad fantastycznie wyglądającego ciastka, która miała już zamawiać, gdyby nie uwaga Varmusa na temat... dodatkowych kilogramów. Z trudem zdusiła w sobie chęć przywalenia mu w policzek otwartą dłonią, siląc się tylko na drwiący uśmieszek, którego pobudek nie zamierzała ukrywać. Spojrzała na niego spod uniesionych brwi, dopijając kolejny łyk lekko ciepłego napoju.
- Jest w warsztacie, bo chciałam wymienić ją wkrótce na nowszy model - powiedziała obojętnym tonem głosu, przekrzywiając głowę. Zacisnęła usta w wąską kreskę, przypominając sobie swoisty urok stajni w zimę. Tylko tam potrafiła w miarę tolerować wszystkie świąteczne ozdoby, które najczęściej zawisały nad drzwiczkami do boksów. Sama atmosfera wydawała się taka... inna od tej, która panuje w czasie całego roku. Kiedyś spędziła tam nawet Wigilię, oczywiście bez wiedzy swojej matki, która wtedy nawet nie raczyła spytać, gdzie wychodzi wieczorem, 24 grudnia. Po prostu zbyła ją wzruszeniem ramion. A traf chciał, że nie było wtedy w domu jej braci, którzy pojawili się dopiero następnego dnia.Ilian - 2016-02-07, 01:43 Blondyn dziś skusił się a autobus. Wolał nawet później przespacerować się, niż znów wozić dupę.
Swoją drogą wychodził czasem z założenia, że nie warto iść ciągle na skróty, z lenistwa. Warto czasem coś przedłużyć dla zdrowia. I właśnie w tej chwili działała ta kwestia. Spojrzał na zegarek znajdujący się na jego nadgarstku. Był jak zwykle przed czasem. Zajął stolik przy dużym oknie w poczekaniu na dziewczynę z ogłoszenia. Miał cichą nadzieję , że nie będzie w złym stanie, a takie jak na zdjęciach wystawionych w internecie. Planował tam wynająć pokój na jakiś czas, aby jednak znosić robotę przy jego nowym gnieździe. Póki co, najgorszy okres był przed nim. Fachowcy musieli to kończyć, a on musiał spać gdzie indziej by nie wdychać zapachu farb, czy kurzu.
Skupił swój wzrok na spisie kaw, który dostał chwilkę wcześniej od kelnerki. Podziękował cicho wyszukując jakiejś "wyjątkowej". W końcu z reguły jej nie pijał. Ale czasami i wyjątki były dobre.Mirabell - 2016-02-07, 02:03 Skręcając w odpowiednią ulicę spojrzała na godzinę na wyświetlaczu swojego telefonu. Jak zwykle musiała tak wyjść z domu, że nieco się spóźni. Owszem mogła wybrać środek transportu jak jej nowy współlokator, ale po co? Jakoś nigdy nie lubiła jeździć autobusami, wolała się przejść. A akurat do umówionego miejsca nie miała jakieś skomplikowanej drogi. Przejść przez park i chwilę iść przez różne uliczki miasta.
Przyśpieszyła kroku, by nieco zmiejszyć te swoje spóźnienie. Spóźniać się to przecież nie ładnie, jeszcze jeśli umawiasz się z nową osobą. Już myślała, że facet już na nią tam klnie po cichu, że musi czekać. Sama zresztą zastanawiała z kim to będzie tym razem mieszkać. Czy będą tacy jak jej poprzednicy? Czyli, że będą wpadać i wypadać z domu? Czy jednak swoich czterech liter nie będzie chciał ruszyć? Kto tam wie. Wszystko się okaże w swoim czasie.
Popchnęła w końcu drzwi kawiarni, rozpinając kurtkę, bo jednak trochę się zgrzała. Przegryzła dolną wargę mimowolnie i rozejrzała się po pomieszczeniu. Ludzi nie było wiele jak na tą porą. Zauważyła blondyna przy dużym oknie i od razu ruszyła w jego stronę. Stanęła tuż przy stoliku.
-Ilian Goodferd? Z ogłoszenia? Zgadza się?-odchrząknęła zaraz. Jezu, wolała jednak chyba od razu spotkać się w domu. Po za tym jak większość ludzi nie lubiła za bardzo poznawać się z nowymi osobami.Ilian - 2016-02-07, 02:11 Słysząc pytanie odwrócił głowę wbijając swe brązowe spojrzenie w nowej twarzy. Był nieco bardziej zaskoczony pozytywnie niż przypuszczał. Ładny , melodyjny głos, a do tego ładna osoba.
Jeszcze, żeby tylko w charakterze miała więcej cech, dzięki którym będą się dogadywali.
-Zgadza się. Mirabell Sahier ? - Popatrzył na nią upewniając się. Choć zupełnie niepotrzebnie, bo z nikim innym przecież tutaj się nie umawiał.
-Zapraszam. - Odsunął krzesło obok siebie od lady spoglądając na blondynkę.
- Będziesz miała na coś ochotę? Lubisz kawę?-
Wyciągnął spokojnym ruchem kartę menu , w jej kierunku. Uśmiechnął się chcąc być zarówno kulturalnym jak i uprzejmym mężczyzną.
Mogli w zasadzie umówić się już pod mieszkaniem dziewczyny, ale stwierdził, że lepsza będzie wstępna "integracja" czy nie pozabijają się w mieszkaniu.Mirabell - 2016-02-07, 02:25 Sama nie wiedziała dokładnie czego mogła się spodziewać. Mniej więcej wiedzieli jak wyglądali, a jednak. Sama była pozytywnie zaskoczona, a to już jest jakiś plus.
Oj z charakterem to pewnie będzie ciężko, ale miejmy nadzieję, że jakoś dadzą radę i się nie pozabijają.
Kiwnęła głową, posyłając lekki uśmiech-Eee tak. Zgadza.-była zadowolona, że przynajmniej do dobrej osoby trafiła.-Przepraszam za małe spóźnienie.-od razu musiała się wytłumaczyć siadając na krześle, które odsunął jej facet.
No tak. Liczy się dobre pierwsze wrażanie tak? Później to już co innego.
-Jasne, chętnie się czegoś napiję.-odpowiedziała mu na pytanie, biorąc od niego kartę. Podziękowała mu i od razu przejechała wzrokiem co kawiarnia ma do zaoferowania. Skupiła na karcie dłużej wzrok, zaraz przeniosła spojrzenie na blondyna.Ilian - 2016-02-07, 02:34 Spostrzegając wzrok dziewczyny z nad karty uniósł lewy kącik warg.
- Należę do słabeuszy, więc zamawiam kawę z mlekiem. Niestety jestem z tych, co nie pałają wielką sympatią od tych mocnych. Ale wiadomo, każdy ma swoje kubki smakowe. - Wzruszył ramionami spoglądając na kelnerkę kątem oka.
Cierpliwie stała i czekała, dobra oznaka personelu.
- Jak się zdecydujesz to mów śmiało. Ostrzegam, ja stawiam. -
Przyglądał się dyskretnie Mirabell wykorzystując to , że skupiona była na czytaniu karty. Mógł wtedy zająć się obserwacją. Strzelał w swojej głowie apropo czego mogą mieć problemy z dogadywaniem się. Szczerze mówiąc wolał nie mieć żadnych, ale przecież wszystkiego się nie przewidzi. Prawda?
Odchylił się nieznacznie, ułożył wygodnie jedną z dłoni na stole, a drugą przerzucił przez podłokietnik.Mirabell - 2016-02-07, 02:54 Lubiła kawę, ale za mocnymi nie przepadała. Chyba, że właśnie ze spienionym mlekiem. Po za tym ona zawsze strzelała w te typowe kawy.
-Od razu do słabeuszy. Bez przesady.-rzuciła znów podnosząc wzrok na jego osobę. Chwilę jeszcze przeglądała kartę, jeszcze stojąca nad nimi kelnerka nie ułatwiała jej sprawnego wyboru. Niestety. Nie lubiła takiego czegoś, czuła się tak jakby poganiana?
Zmarszczyła lekko brwi.-Nie no. Chyba, żartujesz. Nie ma mowy.- nie nie nie, że już od razu będzie jej stawiał. Ja wiem, że to jest w dobrym tonie jednak nie bardzo lubiła gdy ktoś za nią płaci. Tutaj będzie się trzymać swego, chyba że już w końcu odpuści. Na razie jak zwykle będzie uparta.
Zamknęła zaraz kartę, zamawiając cappucino<czy jak to się piszę>. Podała kelnerce menu.
Problemy na początku będą zawsze, a z dogadywaniem jakoś się ułoży. Przynajmniej blondynka potrzebuję czasu, by się przełamać, żeby się bardziej otworzyć.Ilian - 2016-02-07, 10:15 -To cappucino i latte. Dziękujemy. - Spojrzał na kelnerkę, która zabrała karty i poszła. Mógł skupić teraz swoje oczy jedynie na dziewczynie siedzącej obok. Nie drążył tematu z płatnością, bo nie wypadało naciskać. Byłoby to nie eleganckie. Poza tym wolał jej nie podpadać, jeśli miał gdzieś w końcu zamieszkać.
- Widzę, że Ty też za mocnymi nie przepadasz. Kiedy zatem dogadamy się między sobą odnośnie pokoju , to myślę, że nawet kawę będę mógł zrobić Ci od czasu do czasu. W końcu sam zbyt często nie pijam. Wolę jakoś herbatę.-
Ściągnął brwi zastanawiając się właśnie nad paroma sprawami.
-Swoją drogą kto wcześniej mieszkał z Tobą? I czym się zajmujesz? - postanowił blondynkę zasypać pytaniami. Wolał wiedzieć o niej więcej, w końcu jak dobrze pójdzie, zamieszka z nią przez parę miesięcy. Ciekaw był, jak to wszystko dalej się potoczy. Z początku miał obawy, że oboje zrezygnują, ale gdy tylko zamienili pierwsze słowa , uwierzył, że wcale nie będzie tak źle. Wręcz przeciwnie, bardzo zalżało mu na tym, by się z Mirabell dogadać.Mirabell - 2016-02-07, 11:48 Odprowadziła kelnerkę wzrokiem, po złożeniu zamówienia. Mieszkaniec zawsze mógł spróbować przekonać ją, że to on zapłaci, trochę by to zapewne trwało, ale ... i bez przesady od razu podpaść. W życiu zdarzają się jakieś zgrzyty to nieuniknione, a że każdy ma inne zdanie i charakter ... to się zdarza.
-Napiję się, ale to rzadko. Jak już potrzebuję takiego kopa, by postawiło mnie na nogi. Hmm... ale chętnie. Będę korzystać z oferty-a że Mirka jest leniem to tym bardziej, po za tym kto by nie skorzystał?
Odchyliła się nieco, by oprzeć się wygodnie o oparcie, a ręce położyć na podłokietnikach. Oho. To zaczynają się pytania, ale tak na prawdę ich nie dało się ominąć.
-Przed Tobą były dwie osoby. Facet, który mieszkał dość długo, a następnie jego znajoma. Ona jednak jakoś się nie pojawiała w tym domu za często. Po za tym to nie było takie typowe wynajęcie. Miała się na chwilę u mnie zatrzymać, zanim nie znalazła czegoś dla siebie. Czy coś.- w sumie to się chyba nie dopytywała, po prostu ją przyjęła, by nie musiała spać gdzieś pod mostem czy gdziekolwiek.
-Pracuję w sklepie odzieżowym.-nic wielkiego, ale praca jakaś jest i niech nie myśli, że w jakieś zwykłej sieciówce! Bo w jednej z lepszych marek! Nie no niech się pyta, w końcu muszą się jakoś poznać. Czemu miała by rezygnować? Ilian wydaję się porządnym kulturalnym i spoko gościem. Nie widziała by tu sensu, nie chodzi nawet tutaj o pieniądzę.
Czekała na kolejne pytania z jego strony, niech się dowiaduję co chce. Potem rolę się odwrócą.Ilian - 2016-02-07, 12:20 Kelnerka przyniosła im ich zamówienia i odeszła. Ilian chwycił swoją filiżankę upijając ostrożnie pierwszego łyka. Znac nacyznia obserwowały blondynkę jego brązowe oczy.
-A, czyli nie było z nimi jakiś większych problemów, to dobrze. A imprezowa z Ciebie dziewczyna, czy raczej cenisz sobie cisze i spokój, hm? -
Skoro jest leniwa, to wcale nie wróżyło aż tak źle, o ile czasem się zrewanżuje. Blondyn lubi czasem na dłużej zagościć w kuchni, sprawia mi to przyjemność. Choć, bywa że sam ma taki dzień gdzie leżałby do góry brzuchem i najlepiej, żeby to jego ktoś dokarmiał. Póki co , był singlem i nie mieszkał z nikim. Więc jak do tej pory sam musiał dopilnować tego by mieć co zjeść. Co innego parę lat wstecz,z gdy mieszkał z byłą. Ale to było dawno temu i nieprawda. Nie lubił drążyć tego tematu.
-Najważniejsze, że masz zajęcie i się nie nudzisz. Przynajmniej odbębniasz kilka godzin i masz za to pieniądze, które później możesz na coś pożytecznego wydać. - Posłał krótki uśmiech swej rozmówczyni upijając kolejny łyk swojej kawy. Była delikatna, taka jak lubił. Nie musiał jej nawet słodzić.Rzadko kiedy ktoś potrafił zachować odpowiednie proporcje. Tym tutaj się udało.Mirabell - 2016-02-07, 12:46 Sięgnęła po swoją kawę, co równało się z tym, że musiała przybliżyć się do stolika. W dłoń wzięła zaraz cukierniczkę i nasypała sobie z dwie łyżeczki. Co poradzić. Lubiła słodką kawą.
Pokręciła głową na boki, wracając do swojej wcześniejszej pozycji tylko tym razem z napojem w ręku. Upiła łyka.
-Nie. Wszystko z nimi było w porządku.-spojrzała na chwilę za okno. Problemy to były, ale później jak z pierwszym współlokatorem byli razem, a następnie się rozstali. Ale to nie o tym ...-Wydaję mi się, że jestem jak większość ludzi. Lubię czasem posiedzieć w ciszy i spokoju, ale jednak od czasu do czasu lubię wyjść na jakąś imprezę.-odpowiedziała na jego pytanie. W sumie jakby chciał zrobić imprezę to by jej nie przeszkadzało, na żadnej domówce dawno nie była. Tylko chyba by trochę obawiała się o swój dom.
Oj na pewno się zrewanżuję. Zrobi mu śniadanie albo w ogóle coś ugotuję. W kuchni aż taka zła nie była. Podobno. Przynajmniej nikogo nie otruła. Jeszcze.
Nagle przypomniało jej się o Rouvie niby dawno się nie pojawiał, ale kto wie... Może nagle przyjdzie?.-Hmm... Jaki masz stosunek do zwierząt? A najbardziej do psów?-nagle zapytała. Wolała się zapytać teraz, bo później zapomni. Nie chciała by znów się okazało, że ktoś ma jakieś "ale". O z psem miała jedynie problem, ale to był taki mały, że o nim zapomniała.
Upiła kolejne łyki kawy, patrząc na swojego rozmówce.-Masz rację. Ta praca może nie jest jakoś strasznie męcząca, jedynie ludzie mogą Cię wykończyć, a tak ... Nie jest najgorzej.-wzruszyła ramionami, a nawet jakby tak było to pewnie by tak pewnie w tej pracy nie była czyż nie?