Jessie - 2020-03-14, 23:41 Nie omieszkała pochwalić konia za udane przejście do galopu, ograniczając jednak pochwałę do użycia samego głosu. Siedząc głęboko w siodle, dosiadem zabierała zad konia, tym samym motywując go do pchania się nim, w czego efekcie srokacz poruszał się okrągłą foulą. Już za narożnikiem ponownie zmieniła kierunek przez skróconą przekątną HP, na której zachęciła konia do rozwinięcia impulsu w galopie i przejścia w galop pośredni, który uzyskała dając Bloo łydkę i wypuszczając go dosiadem do przodu, na co pozwoliła także delikatnie wysunięta w przód ręka, wciąż trzymająca stabilny kontakt z pyskiem konia. Dojeżdżając do ściany przypilnowała, by ogier nie zmienił samodzielnie nogi w galopie, jako że za chwilę uczyniła to sama, po półparadzie sprowadzając konia z powrotem do zebranego kłusa. W razie potrzeby wykonała tych półparad więcej, licząc się z tym, że Bloo prawdopodobnie nie był skory do poruszania się innym chodem niż galop, którego wciąż było mu mało. Nie miała mu jednak zamiaru ustąpić w tym temacie, dlatego takich kłopotliwych przejść zaplanowała jeszcze więcej; w najgorszym przypadku miała przecież wyciągnąć z tego taki wniosek, że kolejny trening będą musieli poświęcić przejściom... a w rozgrzewce poświęcić jeszcze więcej czasu na zmęczenie srokatego. Ewentualne spięcie powstałe w przejściu postarała się zniwelować półparadami przed ponownym zagalopowaniem w A, kiedy to cofnąwszy zewnętrzną łydkę, wewnętrzną docisnęła do boku konia i wraz z wypchnięciem z bioder, zaprosiła go do galopu na prawą nogę. Od razu z tego samego miejsca rozpoczęła serpentynę o trzech łukach. Nie miała najmniejszego problemu z rozplanowaniem figury na powierzchni czworoboku, natomiast problemy mogły pojawić się ze strony konia, głównie podczas przejść, jako że Jessie zamiast lotnych zdecydowała się na zwykłe zmiany nogi, co wiązało się z przejściem do stępa ilekroć znajdowali się w przecięciu linii środkowej czworoboku. Jadąc po łuku starannie wyginała konia od wewnętrznej łydki, zapewniając mu oparcie na zewnętrznych pomocach, natomiast gdy dojeżdżali do linii środkowej, prostowała go i wykonywała parę półparad przed przejściem do stępa. Kolejno, po 2-3 krokach wykonywała ponowne zagalopowanie, delikatnie ustawiając konia do wewnątrz, by zatoczyć kolejne półkole, powtórzyć przejście i tak aż do zakończenia serpentyny w literze C.Bloo - 2020-03-17, 00:05 Cofnął ucho w reakcji na pochwałę, zaraz znowu skupiając się na pracy. Po dobrym wyjechaniu narożnika, wszedł na krótką przekątną do P, gdzie uradowany przyjął wiadomość o przejściu w galop pośredni. Zaktywizował się i poszerzył ramy, trochę przy tym znowu się zapędzając. A to z kolei sprawiło, że naprawdę nie miał ochoty wracać do kłusa, ani w ogóle zwalniać. Wynikło z tego drobne spięcie, a Jess musiała zapewne użyć więcej siły, bo srokacz ani myślał pójść na ustępstwo. Gdy wreszcie sprowadziła go do kłusa, znowu jego forma nie była zachwycająca. Ogier nie chętnie wrócił do zebrania, a po za tym zaraz czekało ich kolejne zagalopowanie. To z kolei było gorsze od poprzedniego, co wynikało ze wszystkich spięć uzyskanych chwilę wcześniej. Tak czy siak, zagalopował bez obiekcji na dobrą nogę i choć miał ochotę trochę połobuzować, to serpentyna szybko zajęła jego głowę i ściągnęła myśli kopytnego na całkiem inny, lepszy tor. I o ile wszystkie łuki wyjeżdżali naprawdę ładnie, a ogier starał się, by wpisać swoje kolorowe cielsko w zakręty, to z przejściami faktycznie pojawił się większy problem. Przynajmniej z tym pierwszym, gdzie MUSIAŁ przetestować cierpliwość właścicielki i jeszcze raz sprawdzić, czy na pewno nie da rady czegoś ugrać na swoją korzyść. Z tego tytułu zapewne chwilę się posiłowali, ale każde kolejne przejście zyskiwało na jakości, a Bloo przestawał być taki krnąbrny jak na początku.Jessie - 2020-03-18, 16:44 Cierpliwości miała sporo i prawdę mówiąc, powtarzające się zgrzyty niespecjalnie ją irytowały. Bardziej czuła się zmęczona, bo chcąc nie chcąc, nie miała fizycznej możliwości wygrać siłą nad Bloo ani możliwości przejechania przez jego bunty z łatwością, z jaką zrobiłby to ktoś mniej drobny. W każdym razie, Jessie uparcie robiła swoje; wiązało się to co prawda z trochę bardziej siłowym podejściem, ale w gruncie rzeczy dużo lepszym niż bierna jazda, tym bardziej, że nie była w stanie realnie zaszkodzić koniowi. Dlatego ilekroć próbował ją wozić, ignorując prośbę o przejście w dół, mocniej w niego siadała i wykonywała parę wyraźniejszych półparad, które jeśli wciąż były nagminnie lekceważone, to w pewnym momencie zmusiły ją do jednorazowego odpuszczenia wodzy i natychmiastowego jej nabrania, żeby Bloo jednak nabrał trochę respektu do ręki, nawet jeśli w tym celu wędzidło musiało mu raz zadzwonic o zęby. O ile na czworoboku takie lekcewazenie nie było specjalnie groźne, to jednak wałkowali je w wyższym celu, na przykład żeby nie pozabijać się na crossie, gdzie Bloo zwykł iść jeszcze bardziej jak taran.
Takie działanie mogło się z kolei spotkać z chwilową niechęcią do ręki, ale po takim mocniejszym sygnale Jess od razu łagodziła użycie ręki i tylko dojeżdżała do niej srokacza łydką, starając się go po prostu przejechać przez kontakt i tym samym móc pracować dalej.
Ukończywszy serpentynę w C, od razu z tamtego samego miejsca zabrała konia na duże koło, jadąc po którym zaczęła stopniowo wypuszczać wodze i pracą łydki oraz dosiadu zachęcać konia do tego, by podążył za ręką, obniżając łeb na wysokość kłębu i wyciągając do przodu nos. Zanim zamknęła koło, ponownie skróciła wodze, podpierając tę decyzję łydką, by uniknąć spięcia, po czym kontynuowała galop po pierwszym śladzie. Na ścianie pierwotnie planowała ponownie spróbować galopu pośredniego, ale zważywszy na problemy z hamowaniem, pozwoliła sobie jedynie na galop roboczy, z którego kolejnego zwolniła do kłusa w narożniku, by zjechać na linię środkową i w jej połowie wykonać pełną paradę, poprzedzoną serią wyraźnych półparad, mających na celu pewność, że się zrozumie z koniem. Gdy się zatrzymał, odczekała chwilę, po czym dała Bloo łydkę do stępa i całkowicie oddała mu wodze by go występować. Co prawda nie był chyba wielce zmęczony i upocony, ale chciała zakończyć ten trening na pozytywnym akcencie, którym było parę płynniejszych przejść na koniec treningu.
Po występowaniu zatrzymała Bloo, sięgnęła do kieszeni i cmoknęła do niego, pokazując, że coś dla niego ma. Dała mu cuksa z ręki, a potem poklepała po szyi i zsiadła by wyprowadzić ogiera do stajni. ztJennifer Frost - 2020-03-25, 20:45 /Zakładając, że jest pusto.
Już od jakiegoś czasu czuła w powietrzu wiosnę i coraz mniej chętnie kisiła się w halach. A raczej korzystała z nich tylko, jeśli pogoda na zewnątrz faktycznie utrudniłaby przeprowadzenie treningu, a dzisiaj nie było takiego problemu. Słoneczko pięknie świeciło, wiał delikatny ale ciepły wietrzyk i aż można by rzec, że chciało się żyć. Na szczęście najwyraźniej nie wszyscy podzielali ten entuzjazm, bo duży czworobok okazał się totalnie pusty, co naturalnie było niebieskowłosej bardzo na rękę. Przyprowadziła Shamrocka pod schodki, gdzie odwinęła strzemiona oraz podciągnęła popręg, zaraz pakując się w siodło. Usadziwszy się wygodnie i ułożywszy wodze w palcach, przyłożyła łydki do boków karego, ich działaniem oraz lekkim wypchnięciem z bioder prosząc o ruszenie stępem. Ów chodem wprowadziła go na czworobok, póki co oferując dość długą wodzę i możliwość obniżenia oraz rozluźnienia szyi. Sama również luźno siedziała w siodle, dając się swobodnie kołysać. Pilnowała jedynie tempa i tego, żeby kary nie kombinował i nie próbował przejść przez szranki na zewnątrz.Hollywood Hell'o - 2020-03-29, 16:51
Ukryj:
Ruth napisał/a:
Podczas tej sporej dawki galopu dawała się momentami ponieść myślom z daleka od czworoboku, przywoływana była niemal za każdym razem donośniejszym głosem Luczka, który znów zwracał uwagę na błahe błędy, jakie nie powinny mieć miejsca u zawodniczki trochę wyższego szczebla. Niestety, Ruth to Ruth, szczególnie Ruth roztrzepana, planująca co musi kupić na obiad... XD No ale, nie róbmy z niej totalnego nieuka i ignoranta, po wielu tych powtórzeniach udało jej się zgrać stopniowo wszystkie pomoce. Najprościej oczywiście ustawić cały dosiad, bowiem niemal instynktownie jej ciało rozluźniło się, skupiając odpowiednie partie pleców i ud, odpowiadające za dojeżdżanie ogiera do pyska. Kolana subtelnie mocniej przycisnęła do skórzanego siodła, zaś łydką działała od dołu i subtelnie przy popręgu. Najgorzej było z nadgarstkami, które w pewien trudny do zrozumienia sposób blokowała, jakby obawiając się utraty kontroli. Nie mniej, to właśnie przez te blokowanie ją traciła. Po kilku próbach stanowiących parabolę od przyjemnie elastycznej wodzy, po ścisk, przy kilku ostatnich minutach galopu, udało jej się pozostawić rękę przyjemną dla pyska, który u synka był przecież tak wrażliwy. Finalnie, wszystko współgrało na tyle długo, zaś Węgierka poczuła większą podatność Hello i rozluźnienie, co tylko utwierdziło ją w tym, że teraz wykonuje wszystko w miarę prawidłowo.
Usłyszawszy słowa Luczka spokojnie dociążyła zad, siadając przy tym głębiej w siodło, docisnęła łydki za popręgiem i wzmocniła kontakt, wcześniej wykonując kilka półparad. Przy przejściu w kłus pozwoliła ogierkowi wyjechać narożnik, na którym wsparła go łydkami, wewnętrzną nadając zgięcie kłody, zaś zewnętrzną utrzymując rysunek zadu. Oparcie leżało równomiernie w obu wodzach, jakby współgrały nadając szyi Hello ładny łuk (ha, jednak jego przypomnienie nie idzie w las) przy czym na krótkiej ścianie, po wyprostowaniu, ponownie wykonała pomoce do parady i przejścia w stęp. Nie tak momentalnie oddała mu wodze, stopniowo je rozluźniała, aby na stosunkowo długich Hello mógł wyciągnąć szyję, zaś Ruth pozwoliła sobie na krótkie głaskanie i strzykanie kręgosłupem przy lekkim rozciąganiu, bo jak widać zastała się staruszka. Stęp trwał przez kilka minut, aby finalnie Gniady ponownie otrzymał kilka półparad, następnie Ruth dociążyła grzbiet, siadając głębiej i obniżając łydkę, którą zaraz przycisnęła do boków konia. Jednocześnie z tym pchnęła go ruchem dosiadu, dociążając prawą stronę. Momentalnie zaczęła stosować wcześniejsze sugestie i przypomnienia, siadając głębiej w siodło, utrzymując elastyczny kontakt i dążąc do zaokrąglonego galopu w stałym tempie, trochę spokojniejszym i bardziej świadomego. Mocniejszym dociśnięciem łydek i cofnięciem bioder wraz ze wzmocnieniem kontaktu skróciła wykrok ogiera, utrzymując go w takim układzie okrągłego, spokojniejszego ruchu.
Później zaś zjechała na tą ''serpentynę'' jak określił to Luke, na której wyginała Hello wokół swoich łydek, starając się także stanowić oparcie w wodzach i jak najlepiej ułożyć ciało Gniadego. Po pierwszym łuku wykonała kilka półparad, następnie przy linii środkowej dociążyła zad, lekko cofnięte łydki przycisnęła i wzmocniła kontakt, aby ogier zwolnił do stępa, w którym kontynuowali ruch przez cztery kroki, które odliczyła, nim Węgierka ponownie skłoniła go do zagalopowania. Następnie zjechali na koło, na którym wewnętrzna łydka nadawała łuk i naprowadzała ogiera na zewnętrzną wodzę, zaś zewnętrzna łydka pilnowała plastycznego dopasowywania się do rysunku przez zad.
Następnie wysłuchawszy polecenia Luczka zabrała się za powtarzanie całego ćwiczenia, skupiając się przede wszystkim na płynności przejść i przepuszczalnością, z którą na początku przez brak skupienia Ruth, mieli problem.
Momenty, kiedy Pańcia odpływała myślami od tu i teraz, były także chwilami, kiedy galop gniadosza się nieco spłaszczał, tracił swoją moc i elegancką intensywność, pozostawał jednak opanowany i nie wykorzystywał sytuacji przeciw właścicielce. Gdy stawała się bardziej obecna w reakcji na ściągające ją na ziemię uwagi, musiała go co prawda trochę jakby od nowa zaokrąglać i wzmacniać działanie jego zadu, ale nie opierał się przed tym, elastycznie podporządkowując się powracającym wymaganiom. W końcu dobry z niego dzieciak. Dzięki temu jego sylwetka momentami bardzo ładnie się domykała, a ogier nie tracił przy tym swojej aktywności, wręcz przeciwnie, jakby kumulując sam siebie w określonych ramach, co potrafiło go solidnie oprzeć na tylnych nogach, w efekcie czego przody unosiły się swobodniej, zabierając Ruth na wygodne acz pełne siły bujanie pod górkę. Oczywiście obrazek ten nie utrzymywał się bez przerwy, bo momenty zblokowania się kobiety były również momentami pogarszania jakości chodu, ale nie niosły za sobą trwałego "uszczerbku", jak miało to miejsce chociażby tamtego dnia na zawodach, kiedy każdy kolejny błąd jakby kumulował się z poprzednimi, sprawiając, że nieporozumienie w parze i frustracja tylko wzrastały. Dziś głowa gniadosza była zupełnie w normie, a Holly współpracował całym sobą, odzwierciedlając w danym momencie stan pomocy Węgierki.
Schodząc do kłusa po wcześniejszym przygotowaniu ze strony pani Allen, nie opadł ciężko na przednie nogi, tylko pozostał w balansie opartym na motorze głównym, czyli zadzie, podczas gdy przechodził z trzytaktowego, okrągłego galopu w dwutaktowy, niższy chód. Zachował także elastyczność i sprężystość ruchu bez rozciągania sylwetki, która w zaokrągleniu wypełniała nadane ramy. Giętko wygiął się wokół wewnętrznej łydki w narożniku by po krótkiej chwili i już po wyprostowaniu w równowadze zwolnić do stępa. Parsknął zaraz głośno i wyczuwając oddawanie wodzy, podążył pyskiem w dół, rozciągając swoją całkiem ładnie umięśnioną szyję, maszerując nadal aktywnie i miękko prowadząc plecy. Czasem zdawać się mogło, że przysłuchuje się wymianie zdań ludzi, ale na dobrą sprawę tylko zwracał uwagę na ton ich głosów, a tak to po prostu korzystał z chwili odpoczynku. W końcu nadszedł ten czas, kiedy jak rozgrzana plastelina zaczął ponownie zmieniać swoją formę, powracając bez trudu do wcześniej wypracowanego ustawienia, choć może minimalnie tracąc przy tym aktywność zadu w stępie. Na szczęście nie trwało to długo, bo już za moment, w reakcji na stosowny impuls, ruszył okrągłym galopem, chętnie wskakując w ulubiony chód. Świadoma praca amazonki przekładała się na więcej siły, którą w sobie niósł, pozostając przy tym jednak w harmonijnym tempie i określonych ramach, dzięki czemu bardzo ładnie wpisywał się w założenia praktycznie już zebranego galopu, podczas którego dłużej zostawał na tylnych nogach, niosąc się z lekkością w przodach.
Elastycznie podążył za pomocami właścicielki, najpierw na jedno koło, a potem miękko wyginając się na pierwszym z łuków tej prostszej serpentyny, by zaraz wyprostować się podczas wyjeżdżania na linię prostopadłą do przeciwległej długiej ściany. Dość późne półparady i sygnał do przejścia do stępa poskutkowały nie tylko lekkim spięciem podczas zwalniania, ale też stanowczo opóźniły ten element względem "miejsca na czworoboku". Stąd po czterech krokach nie tak majestatycznego stępa byli już praktycznie na drugim łuku, co pomogło gniadoszowi zagalopować na prawidłową nogę po zmianie ustawienia, ale nie do końca stanowiło sedno ćwiczenia. Niemniej już w galopie pewniej się odbudował podczas tego koła, by po jego zamknięciu podążyć na powtórkę zadania od drugiej strony, niestrudzenie je poprawiając, o ile tylko przygotowanie i wystosowanie pomocy następowało w odpowiednich momentach.Luke - 2020-03-29, 17:28 Przy pierwszym podejściu do tej uproszczonej serpentyny zauważył błąd w zbyt późnym zainicjowaniu przejścia, dlatego po ponownym zagalopowaniu i udaniu się przez parę na koło, wyjaśnił Ruth, że półparady musi zacząć posyłać wcześniej, już wtedy, kiedy dopiero wyjeżdża końcówkę łuku, tak aby mieć przygotowanego do przejścia konia tuż po wyprostowaniu. Dzięki temu miało być jej nie tylko łatwiej wykonać samo przejście w dół w równowadze i harmonii - w końcu tuż po łuku miała konia o wiele lepiej ustawionego na pomocach. Przy okazji dawało to o wiele więcej czasu i spokoju na sam stęp, bo mogli do niego przejść nie "w okolicy" linii środkowej, ale przynajmniej dwa kroki stępa przed nią, czyli w połowie z tych czterech do wykonania, co z kolei pozwalało na rozpoczęcie galopu na drugą stronę jeszcze w momencie, kiedy koń był wyprostowany.
- To ważne żeby się nie spóźnić i wykonać odpowiednio wcześnie przejście do stępa, żeby mieć konia idącego na wprost, a nie już po łuku, w momencie zagalopowania. Przede wszystkim to chcemy osiągnąć oprócz lepszej koordynacji w prostej zmianie nogi, bo to nam pokaże, czy aby na pewno siedzisz w równowadze i na linii prostej umiesz zagalopować na wybraną nogę. - Mrugnął do niej, bo wbrew pozorom takie zadanie stanowiło nie taki znów prosty egzamin dokładności pomocy i równowagi właśnie. Kiedy już wykonali to ćwiczenie od drugiej strony, prędko dodał - Jeszcze raz całość, najpierw koło w prawo, potem serpentyna z prostą zmianą nogi na środku, znów koło i odbicie w drugą stronę. Pamiętaj o tym, że na przygotowanie nigdy nie jest za wcześnie, a im wcześniej je zaczniesz, wym większą dowolność i swobodę będziesz mieć w przejściu. Więcej czasu, więcej spokoju, więcej porządku. - Tym razem poniekąd starał się przeprowadzać ją przez ćwiczenie, wskazówkami instruując Ruth, w jakim momencie działać jakimi pomocami. Kazał jej o wiele wcześniej zacząć przygotowanie do przejścia do stępa i wykonać samo przejście, a potem zwracał uwagę, aby zdążyła zagalopować na nową nogę, kiedy jeszcze nie skierowała konia na następny łuk, tylko miała go prostego. Gdyby tak się stało, że na linii prostej zdarzyło się im zagalopować nie od tej nogi co trzeba, od razu zarządzał kontynuowanie galopu po kole, bez zmiany kierunku, tak aby w ten sposób bez wybijania się z rytmu powtórzyć podejście do ćwiczenia, przy czym zwracał uwagę, jakie niedociągnięcie zaobserwował przy zagalopowaniu na nie tę nogę co trzeba, aby Ruth była w stanie to poprawić.
Gdy powtórka z ćwiczenia dobiegła końca, znów zarządził małą przerwę na stęp, by w spokoju wyjaśnić następne zadanie.
- Za chwilę jeszcze raz zagalopujesz na prawo, wypracujesz na spokojnie ale jak najsprawniej okrągłe, aktywne zebranie, a kiedy tak się stanie, jedź dookoła wzdłuż ściany. W najbliższym narożniku przed krótką ścianą przygotujcie się na wjazd na linię środkową, tu pilnuj podtrzymania aktywności i dość ciasnej ramy w zakręcie, nie możesz się spóźnić z pomocami. Kiedy będziecie wyjeżdżać na linię, siedź głęboko w siodle, bo tuż po wyprostowaniu, najlepiej na wysokości D lub G, zależy od strony, pełna parada, w stój odczekujesz chwilę, bierzesz głęboki oddech. Następnie możesz ruszyć stępem lub kłusem, tu już jak ci wygodniej. Co ważne, jeszcze przed następną literką na linii środkowej zagalopuj, tym razem na lewo. Pilnując wyprostowania. Jeśli dasz radę, będziesz go mieć na pomocach i wszystko będzie elastyczne, w X zmień nogę przez trzy kroki stępa, a później jeszcze raz przed końcem linii środkowej, tak, żeby zjechać na ścianę w galopie na lewo, w lewą stronę, i powtórzyć ćwiczenie od lewej. Jeśli będzie spięty po tym pierwszym zagalopowaniu na lewo, pomiń zmiany przez stęp i po prostu kontynuuj galop na lewo do końca linii, przepracowując spięcie, by następnie zjechać na końcu w lewo i także powtórzyć ćwiczenie. - Wziął głębszy oddech i w razie czego powtórzył którąś z części, jeśli nie była w pełni zrozumiała. - I pamiętaj, nic na siłę, lepiej odpuścić jedną czy obie zmiany jeśli czujesz, że coś poszło nie tak, i zacząć od nowa. Naszym celem jest zachowanie spokoju, rozluźnienia, ale przede wszystkim - zagalopowania na dobrą nogę z linii prostej. Tylko nie zapominaj o wystarczająco wczesnym przygotowaniu każdego przejścia, to powinno oszczędzić ci spięć i niepowodzeń. - Uśmiechnął się pokrzepiająco by po wyczerpującym wyjaśnianiu zarządzić podejście do zadania, podczas którego na bieżąco korygował postawę amazonki i przypominał jej o półparadach oraz miękkim prowadzeniu, co miało pomóc jej w wykonaniu ćwiczenia na obie strony po dwa razy.Ruth - 2020-04-07, 21:19 Zgodnie z poleceniami Luczka, stosowała wszystkie pomoce odrobinę wcześniej niż uprzednio, starając się w pełni na tym skupić na słowach Luczka, ale gdy robiła jedno, to nie robiła drugiego i tak w koło macieju, dopóki Luke nie umilkł, a ona przetrawiła wszystkie słowa odzwierciedlając je w kolejnej serii ćwiczeń.
Wpierw skupiła się na kole, cały czas dociążając ogiera dosiadem i utrzymując odpowiednią dynamikę współgraniem łydek. Odpowiednio wcześniej wystosowana półparada dała być może wyczuwalny tylko dla Ruth rezultat. Ponownie, nawet bardziej wyczuła to po kolejnych powtórzeniach, kiedy to Hello o wiele płynnie wykonał każdy nakazany mu ruch.
Kolejne powtórzenie po słowach przebiegało w jasno określony sposób, podobnie jak wszystkie wcześniejsze. Najpierw wrócili na koło w galopie, na którym wewnętrzna łydka naprowadzała ogiera na zewnętrzną wodzę, ciało Ruth cały cały czas mobilizowało ogiera do aktywnego, okrągłego ruchu z pomocą cofnięcia łydek i unoszenia ogiera w pomocach od dołu. Miała elastyczny kontakt pozwalający przyjemnie prowadzić ogiera w pysku. Inaczej natomiast postąpiła już z półparadą, którą tak jak wspomniał Luczek, wykonała wcześniej, przesuwająć łydki wzdłuż ciała ogiera, wyrównując nacisk wodzy i dociążając zad, z przesunięciem równomiernie łydki i blokowaniem nimi ogiera do stępa. Wszystko tak, by już przy X szykować się do ponownego zagalopowania i ruszenia. W nim pokonali kilka kroków stępa w równym ruchu, następnie ponownie wykonała kilka półparad i dociążyła zad i wykonała ruch wypychajacy w przód, przy jednoczesnym dodaniu łydki. Ponownie weszli w galop, tym razem na drugą nogę, wchodząc w ślad nowego koła. Nie potrzebowali tego co ciekawe powtarzać już tak wielokrotnie, co poprzednie ćwiczenia, bowiem zarówno Hello jak i Ruth podłapali to nawet szybko (jak na możliwości Ruci XD). Przerwa była zaś ukojeniem dla ogierka, który prócz chwilowego odpoczynku, dostał też partię głaskania ze strony Ruth, która oddała się całkowicie w wir tłumaczeń Luczka. Słuchając go, co raz zerkała po parkurze rozrysowując sobie to w głowie, przy czym znów wracała na trenera, obdarzając go słodkim uśmiechem, świadczącym o akceptacji i zrozumieniu polecenia.
Tym samym po końcu zarządzonej przerwy poprosiła ogiera o galop, z pomocą aktywizującej łydki i pchnięcia z bioder. Niemalże po fouli usiadła głębiej w siodło, cofnęła lekko biodra i zaczęła aktywnie podnosić ogiera łydkami od dołu, dążąc łydkami do zakrąglenia, zaś elastycznym kontaktem i wsparciem ze strony dosiadu, nakierowywała Hello na rękę i odpowiednie zebranie. Finalnie zabrała na to prawe całe koło, bowiem chciała w pełni ustabilizować galop Hello, nim zaczęli wykonywać wspomniane ćwiczenie. Dojeżdżając do narożnika przed krótką ścianą wykonała kilka półparad, umiejscawiając odpowiednio pomoce do wyjechania łuku. Skłoniła tym samym ogiera do skrócenia wykroku, by na spokojnie poprowadzić do A, gdzie wyjechała na środkową. Trzymała cały czas go w ryzach stałego tempa, aż do D, gdzie dociążyła zad, wzmocniła kontakt i zablokowała go w łydkach do pełnej parady. Rzuciła ostrzegawcze spojrzenie Luczkowi, odetchnęła i zgodnie z poleceniem pchnięciem z bioder i łydką poprosiła ogiera o kłus, a następnie po kilku krokach wykonała ponownie wypchnięcie biodrami, dociśnięcie łydek i zamknięcie wodzy w celu zagalopowania na lewą nogę. Już po krokach galopu na lewą, zwolniła do stępa poprzez pomoce parady, pozwalając ogierowi na trzy korki owego chodu, aby ponownie skłonić go do zagalopowania, tym razem na prawą nogę. Tak też się udało, oczywiście nie perfekcyjnie w X, ale tuż za literką galopowali już na prawą nogę, przygotowując się do kolejnej zmiany, tym razem przed samym końcem linii. Pozwoliła sobie na kilka półparad i ponownie dociążyła zad i zamknęła ogier a w pomocach do stępa, aby po trzech krokach zagalopować na lewą nogę. Po niej przesunęła lewą łydkę bliżej popręgu, naprowadziła nią ogiera na prowadzącą zewnąrzną wodzę i pozwoliła galopować przez odcinki krótkich ścian oraz całą długą, aby powtórzyć to ćwiczenie na lewą stronę.
Ponownie zaczęła ogiera przygotowywać przez zjazdem na krótką ścianę, aby już we wjeździe na środkową mieć go całkowicie skupionego na pomocach Węgierki. Niczym w odbiciu lustrzanym wykonała ponownie zatrzymanie, wdech i przejście w galop na lewą nogę, po którym ogier rzeczywiście się spiął i wymagało to rozgalopowania go przez całą środkową linię, na której Węgierka ponownie naprowadzała go na ładny, okrągły i rozluźniony galop. Następnie zjechała znów na lewo, kierując go takim samym śladem jak poprzednio, aby powtórzyć ćwiczenie, lecz tym razem udało się ono z powodzeniem, choć z niedociągnięciami jak utrata tempa i ponowne trudy w zmieszczeniu się w ramach. Ale, jak to zwykłym, próbowali dalej naprzemiennie na prawą i lewą stronę, tak, aż cała trójka była pewna, że dwa razy z rzędu im to wyszło.Hollywood Hell'o - 2020-04-09, 01:57 Im wcześniej był przygotowywany do zmian, tym szybciej umiał zareagować na stosowane przez nią poprzez pomoce prośby, gnąc się na kole i łukach, pomiędzy nimi prostując się w kłodzie, w tym czasie też powracając z galopu do stępa by po kilku krokach znów okrągło zagalopowywać. Tak długo, jak Węgierka kontrolowała odpowiednio samą siebie, tak samo miała nad nim kontrolę i tym, jak się poruszał, a naturalnie miał predyspozycje do bardzo ładnie zwartego, zaangażowanego i krąglutkiego galopu opartego na tylnych nogach, które już były całkiem silne (albo raczej jego zadek był silny) i elegancko pozwalało mu to się z lekkością dźwigać. Dojeżdżany do zewnętrznej wodzy poddawał się jej prowadzeniu bez powstawania przy tym spięcia, dzięki czemu tak miękko prowadził się w krótkich ramach. Pilne półparady przed zwalnianiem do stępa pomagały mu zmienić chód bez zgrzytu, i choć stępa pomiędzy galopami nie miał idealnego, to jednak ogier pozostawał rozluźniony, ze spokojną głową i gotowy do dalszego działania. To nastawienie na chętną odpowiedź na kolejne pomoce skutkowała płynnymi, zaangażowanymi zagalopowaniami. Mimo lekkiego przesunięcia poszczególnych zmian względem toru ruchu, nawet z wyprostowania bezbłędnie odczytywał sygnały właścicielki i wychodził do galopu na tę nogę, na którą ona planowała. Nawet, jeśli jej pomoce nie były tu zawsze idealne, bo w końcu po linii prostej różnie bywa z równowagą, z pomocą przychodziło przyzwyczajenie - jako koń głównie jednego jeźdźca, czyli pani Allen, po prostu rozumiał jej sygnały i tylko poważniejsze zachwiania, których w tym momencie nie doświadczał, przysparzały ewentualnych pomyłek podczas zagalopowania. Jego możliwości były może trochę większe niż możliwości Ruci, bo nie miał nigdzie z tyłu głowy listy zakupów i planu lekcji dzieci, co z pewnością pomagało mu po prostu pozostawać w pełnym skupieniu, szczególnie, że wokół nich niespecjalnie cokolwiek się działo. Były tylko obsadzone drzewka, ładna pogoda i Luczek na środku. Ah, no i oczywiście Rucia na grzbietku. Płynnie odnajdywał się w kolejnych powtórzeniach tych elementów, nie sprawiając nawet wrażenia zmęczonego, tylko wiecznie chętnego do kolejnych ćwiczeń, w pełni zmobilizowanego i po prostu wesołego. Niemniej jednak podczas przerwy głośno sobie poparskał podczas wyciągania szyi, którą prowadził przed sobą i w dole, rozciągając w aktywnym stępie plecy. On tylko kontrolnie "zerkał uchem" na pana trenera, ale wcale go nie słuchał, ani tym bardziej nie rozglądał się po parkurze, BO NIE BYLI NA PARKURZE TYLKO NA CZWOROBOKU, HALO!
Odsapnąwszy, nadal zmotywowany, po ponownym zebraniu na nowo ładnie się zaokrąglił, podnosząc potylicę na najwyższy punkt w swojej szyi. Przy tym ganasze miał niezblokowane i przeżuwał aktywnie wędzidło, pieniąc się nie za obficie, nie za biednie. Zagalopował od razu racząc amazonkę pełnym zaangażowania bujnięciem, które świadczyło o podstawionych tyłach i podniesionych przodach. Po wyjechaniu koła, podczas którego jeszcze pewniej utwierdził się na jej pomocach, w pełni pod kontrolą wyszedł na ścianę, zbliżając się teraz do narożnika przed krótką ścianą. Działanie półparad kazało mu trochę intensywniej myśleć i cierpliwie wyczekiwać sygnału. Dzięki temu nie tylko zgiął się wokół wewnętrznej łydki, wyjeżdżając najpierw narożnik a później wychodząc na linię środkową, ale także był od razu gotowy do przejścia w dół. Mając tak zwartą sylwetkę i siłę napędową skumulowaną na tyłach bez większego problemu oparł się na zadnich nogach podczas zatrzymania, do którego skłoniło go pełne domknięcie w pomocach. Czując, jak wraz z wzięciem głębokiego oddechu Pańcia się pozbywa spięć, sam też nie czuł się zblokowany i mógł na sygnał ruszyć przed siebie w równowadze i harmonii, niemal od razu "frunąc" dostojnym kłusem. Z niego po kilku krokach lekko wszedł w wyższy chód od lewej nogi, choć może nieco wychodząc przy tym z równiusieńkich ram zebrania. Nieco opóźniło to jego reakcję na zwolnienie do stępa i minimalnie wybiło z rytmu pierwsze jego kroki, ale wracając ponownie do galopu na prawo łatwo odnalazł się w sobie. Z tego prawego galopu już płynniej przeszedł po raz kolejny do stępa, krocząc w nim od początku z niezaburzoną pewnością, co pozwoliło ogierowi na bezbłędne zagalopowanie znowu na lewo przed końcem linii. W międzyczasie owszem, trochę wychodził z ustawienia i delikatnie sztywniał, ale była to kwestia takiego nagromadzenia zmian na jednej linii, co stanowiło już dla niego wyzwanie, bo przede wszystkim musiał naprawdę szybko myśleć i reagować.
Dalej galopując na lewo opuścił linię środkową, za prowadzeniem pomocy Ruth zjeżdżając z niej w lewo na ścianę i wyginając się przy tym miękko do wewnątrz. Na długiej ścianie musiała go pilnie pilnować, aby sumienną pracą swojego dosiadu "nakazywać mu" dalsze, niesłabnące zaangażowanie, bo trzeba przyznać, że to zadanie postawiło mu wyżej poprzeczkę niż takie codzienne treningowe pitu-pitu. Niemniej nadal chętny podszedł do ćwiczenia od drugiej strony, przy tym podejściu wykazując się małym spadkiem biegłości w reakcjach, spóźniając się już z pierwszym zatrzymaniem. Późniejsze ruszenie i zagalopowanie nie miały w sobie takiej niewymuszonej lekkości, wręcz obarczone były spięciem po nie do końca udanym zatrzymaniu, dlatego pokonanie linii do końca na lewo było bardzo dobrym wyborem. Ruth mogła w tym czasie na nowo go rozluźnić i obudzić do jazdy naprzód w zaokrągleniu, co pomogło mu przejść przez ponowioną próbę z minimalną tylko różnicą w ilości energii, jaką tryskał, bo teraz już aż tak bardzo bardzo nie tryskał. Albo po prostu na pewno nie miał nadprogramów. Ale już bez spięć, bo przecież pani Allen dbała, żeby każdy jego krok przejeżdżać dosiadu i łydki do przodu. Co prawda odbijało się to na ciut słabszym tempie i rozluźnionymi ramami, ale gniadosz pozostawał opanowany i pod kontrolą. Kolejne dwa podejścia nie przyniosły spektakularnej poprawy, ale też nie wypadły gorzej - było w niedużym stopniu pewniej, płynniej i bardziej w punkt, ale Ruth pewnie czuła, że musi rzeczywiście jechać Synusia z każdą foule do przodu.Luke - 2020-04-09, 02:12 Obserwując poczynania pary nie mógł nie zauważyć nieco słabszego impulsu ze strony samego konia, dlatego poinstruował Ruth, że w takich momentach, kiedy koń przestaje sam z siebie zbyt aktywnie się nieść, to jeśli ma możliwość, musi go rozjechać aktywniej do przodu. Pochwalił ją wtedy, kiedy zrobiła tak przy pierwszym podejściu do ćwiczenia na lewo, decydując się na przejechanie konia bez przejść na wprost, aktywną jazdą przepracowując spięcie i spadek aktywności.
Oczywiście w trakcie kolejnych powtórzeń kładł nacisk właśnie na to aktywne dojeżdżanie konia do przodu, który w obliczu postawienia poprzeczki trochę wyżej niż jego codzienny trening mógł nie mieć w sobie tyle mobilizacji, aby niestrudzenie poruszać się tak długo w zebraniu z tyloma przejściami po drodze.
- Dobra, to niech sobie chłopaczyna odetchnie na moment w stępie. Ty z resztą też możesz się na moment wyluzować, a ja ci w tym czasie wyjaśnię następne ćwiczenie. No więc pójdziecie na prawą stronę dookoła czworoboku, ale uwaga, staramy się pozostać na drugim śladzie, żebyś sama musiała panować nad wyprostowaniem Hollywooda. Zadanie polega na tym, aby ze stępa zagalopowywać, odliczać jak najdokładniej trzy foule i po nich przechodzić do stępa - początkowo na cztery kroki, z kolejnymi powtórzeniami zmniejszamy ilość do, docelowo pod koniec okrążenia, dwóch, ale spokojnych i w rytmie kroków. Do tego musisz nadal jechać go aktywnie od tyłu do przodu, w innym razie będzie się spinać i mieszać rytm. Aha, no i najważniejsza sprawa jest taka, że te zagalopowania mają być na zmianę, raz na prawo, raz na lewo. Po pełnym okrążeniu zmiana kierunku i jeszcze jedna rundka to samo. - Tu wziął głębszy oddech i upewnił się, że samo polecenie jest zrozumiałe. Potem wyjaśnił jej jeszcze, jak ważną rolę odgrywa praca nad precyzją sygnału do zagalopowania, i żeby starała się wykonywać jak najbardziej wyważone sygnały, szczególną wagę przykładając do roli dosiadu w momencie impulsu do zagalopowania. I żeby starała się też zagalopowywać nie w narożniku, tylko przed lub po, bo jeśli akurat wypadać będzie kontrgalop w tym miejscu, to jednak lepiej z zasady przeczekiwać to niewygodne położenie.
Tutaj także wspomagał ją korektami, choć tak naprawdę teraz miał wrażenie, że obudził w niej w końcu zawodnika ujeżdżenia zamiast matki polki, bo widział, że o wiele lepiej się skupia i przez to bardziej panuje nad swoim ciałem, a przez to także nad ciałem swojego podopiecznego. Po obu okrążeniach raz jeszcze zarządził przerwę, którą ponownie wykorzystał na objaśnianie ostatniego już na dzisiaj zadania.
- Okej, to na koniec zrobimy zagalopowanie i jedno koło, a po pełnej rundzie płynnie zjeżdżasz na woltę, ale wykonujesz tylko jej połowę. W połowie tej połowy, czyli w ćwiartce, już wyraźnie działasz półparadami, tak, żeby w połowie wypadł już stęp, dwa kroki na wprost i wraz z nowym ustawieniem zagalopowanie na drugą nogę, i od razu też połowa wolty w tą nową stronę. Potem od razu jeszcze raz to samo, połowa wolty, zmiana nogi przez dwa małe kroczki stępa, kolejne pół wolty. Płynnie możesz też przejść do ostatnich dwóch powtórzeń, z tą różnicą, że chociaż będziesz go przygotowywać jak do przejścia przed środkiem, to zamiast je zainicjować, ułóż w lotnej fazie galopu pomoce jak do zagalopowania na drugą nogę i zachowaj się tak, jakbyś właśnie od nowa musiała zagalopować. Jeśli to nie wyjdzie, nie przejmuj się, pozbieraj go, a potem zmień nogę normalnie przez stęp. I tak dwa razy. - Skończywszy tłumaczenie, posłał jej pokrzepiający uśmiech i zaczął na swój sposób kibicować, co objawiało się pilotowaniem na bieżąco wykonywanych elementów, do których powtarzał jej pomoce i wskazówki dotyczące postawy w siodle.Ruth - 2020-04-09, 12:19 A więc Pani Rucia wysłuchała Pana Luczka, przytakując mu i poprawiając potencjalne błędy w miarę szybko- widać, że na szybkość reakcji wzrasta i u Hello, i u Ruth. Słysząc natomiast o przerwie przytaknęła i ponownie przyblokowała ogiera w łydce, dociążyła zad i wzmocniła kontakt, prowadząc Hello do stępa, w którym dała mu odrobinę luzu na wodzy, cały czas skłaniając go jednak do aktywnego tempa z pomocą ruchów dosiadu. Wysłuchała także kolejne polecenie Luczka, gładząc Hello po szyi.
Po ukończeniu przerwy, zebrała ponownie wodze, następnie dojeżdżając go do ręki i posyłając kilka skupiających półparad, następnie prowadząc w prawą stronę po drugim śladzie. Czując większe skupienie ogierka, usiadła głębiej w siodle i przysunęła łydki bliżej kłody Hello, jednocześnie posyłając mu pchnięcie z bioder, na które ogier zareagował dość szybko. Zagalopowali na prawo i niemalże od pierwszych foul, Węgierka mocno aktywizowała go ruchami bioder, łydką i rzucanymi co jakiś czas półparadami. Cały czas jechała go aktywnie, dążąc do jak najszybszej reakcji na pomoce, zarówno przy zwalnianiu do stępa, jak i przy zagalopowaniu. Schemat ilości kroków w stępie był zaś zastosowany niemal połowicznie, bo jak dało się wyczuć, po tej połowie zagalopować po czterech krokach, reakcja ogiera była dość szybka. Na narożniki starała się pokonywać w galopie, tym samym wykorzystując to na gimnastykę i stałą stymulację tempa Hello z dojeżdżaniem go dosiadem i łydką. W taki też sposób pokonywali dwa okrążenia- po jednym na jedną stronę, zaś po tym ponownie przystąpili do chwili odpoczynku w stępie, jednak nie dając już teraz Gniademu tyle luzu. Cały czas pilnowała jego skupienia, dała mu jednak odpoczynek od samego szybkiego tempa i nużącego ćwiczenia, od kilku minut takiego samego.
Następne ćwiczenie miało być uwiecznieniem dzisiejszego treningu. Pchnęła ogiera do galopu, zauważając już zdecydowaną zmianę w natężeniu poszczególnych pomocy wchodzących w skład zagalopowania. Hello bardziej reagował na sygnał z dosiadu, niżeli łydkę, która z ruchu na ruch była coraz lżejsza. Wyjechali koło, na którym Węgierka cały czas dojeżdżała Hello mocniej, skupiała go i dążyła do zaokrąglonego galopu z pomocą łydek działających od dołu i współgrającego dosiadu. Następnie zaś zjechali na połowę wolty, na której zaczynały się już silniejsze pomoce, przygotowujące ogiera do następnego przejścia w stęp, które uwarunkowała dociążeniem zadu i zablokowaniem w łydkach, na te wspomniane dwa kroki stępa i ponownie zagalopowała, tym razem jadąc na woltę w drugą stronę. Cały czas działała dosiadem do pyska, mając przyjemnie elastyczną wodzę i wspierające łydki, które zarówno nakierowywały ogiera na prowadzącą wodzę, jak i utrzymywały ładny, stały galop i odpowiednią gimnastykę kłody. Jechali tak na zmianę półwolty w jedną i drugą stronę, przechodząc do galopu na drugą nogę przez stęp, aż w końcu po wykonaniu kilku półparad i aktywnym dojechaniu go, zastosowała słowa Luczka, kierując ogierowi pomoce do skupienia, zwolnienia, nie pozwalając mu jednak na obniżenie chodu, za to w fazie zawieszenia przesunęła lekko środek ciężkości, wzmocniła pomoce do zagalopowania na drugą nogę poprzez między innymi przesunięcie odpowiednio łydek i przesunięciu biodra. Starała się o jak najklarowniejsze pomoce, tym samym udało im się to zarówno za pierwszym razem, jak i za drugim a po nich słownie nagrodziła ogiera.Hollywood Hell'o - 2020-04-09, 17:26 Kiedy Pańcia wysłuchiwała trenera i wprowadzała jego wskazówki w życie, gniadosz posłusznie zwiększał swoje zaangażowanie w ruch, na czym korzystała jego płynność i gotowość do kolejnych zmian. I to nie tak, że był wyczerpany i stawiano mu teraz wymagania poza jego możliwościami. Po prostu teraz przyszedł moment porządnej, wymagającej pracy, a że przecież jeszcze się rozwijał, to wiadomo, że musiał się wysilać, żeby ten rozwój u niego miał rzeczywiście miejsce. No pain no gain. Z przerwy po tych ćwiczeniach skorzystał z chęcią, na moment nawet spróbował przystanąć i zacząć wycierać łeb o nogę, jakby to miał być koniec treningu. Niemniej póki Ruth mu tak kazała, maszerował już dalej wytrwale bez zawahań, dając sobie odetchnąć i odpocząć, co pozwoliło mu na taki mały reset i tym samym dobre nastawienie do kolejnego ćwiczenia.
Skierował się więc na drugi ślad, poruszając się między jej pomocami, więc jeśli stanowiły dla niego wystarczająco jasne i zrównoważone oparcie, to nie spływał na boki - ale przecież pan Luczek na pewno korygował panią Rucię na bieżąco, w razie czego słownie instruując ją o poprawie równowagi, więc tym się nie przejmujmy. Po półparadach w lot zareagował na wypchnięcie do galopu, wchodząc wyraźnie pod kłodę prawą zadnią nogą. Skupienie ze strony amazonki i duża uwaga przykładana do egzekwowania konkretnej liczby kroków opłaciła się, bo Holly pozostawał skupiony w swojej aktywności, dzięki czemu nie spóźniał się z reakcjami. Pilnowany, niósł się lekko, w wysokim ustawieniu szyi, pozostając cały czas miękki na kontakcie i responsywny. Do tego przejścia między stępem i galopem były jego mocną stroną, a bardzo często powtarzane dziś przejścia z galopu do stępa usprawniły jego odpowiedzi na pomoce do nich. Przy tym zachował swoje typowe, poczciwe usposobienie i nie próbował zgadywać kolejnych posunięć, w tym chociażby ilości kroków, po których następowała zmiana w dół czy w górę. Zwyczajnie pokornie słuchał, z drobnymi tylko potknięciami przechodząc przez zarówno pierwsze, jak i drugie okrążenie w drugą stronę. Nie wykazywał przy tym większych trudności w poruszaniu się w kontrgalopie, bo w końcu jakby nie patrzeć, co drugi galop, nawet, jeśli trwał tylko trzy, czy no może parę razy cztery foule, był w kontrze względem kierunku jazdy. Stopniowe zmniejszanie kroków stępa pomiędzy nie wpływało tak znacząco na jego jakość, może nie porażająco dobrą, ale też nie spieszył się w nim ani nie plątał sobie nóg. I w końcu znów mógł odsapnąć w dłuższym stępie, co raz jeszcze skwapliwie wykorzystał, poparskując sobie w rytm kroków. Porządna praca działała na niego wyciszająco, ale przy okazji może działały podobne mechanizmy jak w ciele człowieka z wyzwalaniem endorfin czy coś - kto wie.
Nie znał dalszych planów na ten trening i nie mógł się domyślać, czy kolejne ćwiczenie będzie ostatnim, czy nie. Póki co jednak nadal miał chęć do działania mimo braku "nadmiaru" energii. Zagalopował, a że tyle już tych zagalopowań przerobili wspólnie, nie tylko na tym jednym treningu, ale przecież też na wszystkich poprzednich, zrobił to pewnie, od precyzyjnego, lekkiego impulsu, ale przede wszystkim od wyważonego wypchnięcia biodrami. Jak okrągła kuleczka bujał Ruth w siodle udał się na koło, oparty na pomocach kobiety, ale nie uwieszał się na nich, tylko traktował je jako wyznacznik do ułożenia swojej sylwetki. Po domknięciu figury pokierował się na ciaśniejszy znacznie łuk wolty, na któym w wyniku półparad zaczął oczekiwać następnych sygnałów. Płynnie więc przeszedł do stępa by już po chwili zagalopować natychmiastowo po otrzymaniu do tego kolejnego sygnału, naturalnie odbijając zaraz w drugą stronę, bo też zagalopował na drugą nogę. Elastycznie obecny na kontakcie miękko dał się przestawić podczas tej zmiany, dobrze rozluźniony i wygimnastykowany wcześniejszymi ćwiczeniami nie mając z tym problemu. Po powtórzeniu tego samego w symetrycznym odbiciu pozostał na ich półwoltowej S-ce, tym razem zgodnie z ostrzeżeniami Ruci mocniej wsłuchując się w to, co miały do powiedzenia jej pomoce. Po wyraźniejszej, prawie że zwalniającej go półparadzie, cofnął się "w sobie", to znaczy oparł mocniej na tylnich nogach, nie lżejąc przy tym znacznie na kontakcie. Wraz z pomocami do nowego zagalopowania automatycznie wykonał ruch przeskoku, tym samym w lotny sposób zmieniając nogę prowadzącą w galopie, co miało miejsce wraz z wyraźnym przestawieniem na środku między dwoma połówkami wolt. Fakt, że od razu po zmianie był na ciasnym łuku nie pozwoliłby mu się rozpędzić i rozpaść, dzięki czemu pozostał obecny na prowadzeniu kobiety i z równym powodzeniem powtórzył drugą próbę lotnej w tym samym schemacie, w końcu po tym doczekując się słownej pochwały. Tylko tyle dla tak mądrego konika?Luke - 2020-04-09, 17:46 Mimo, że już wyjaśnił jej to ćwiczenie podczas przerwy, nie pozostawał bierny podczas wykonywania go przez parę. Cały czas komentował ich aktualny stan, podpowiadając, co jest następne, którymi pomocami Ruth oddziałuje za mocno, którymi za słabo, w którym miejscu się niepotrzebnie spina a gdzie z kolei nie do końca trzyma pozycję. Tym samym przyczyniał się trochę do płynnego przejścia przez przedostatnie i później ostatnie ćwiczenie, podczas którego jego co drugim słowem była "półparada".
- Dobrze, super! Teraz spokój, zupełnie normalny, zebrany galop, w ćwiartce wolty półparady i tak samo lekkie przejście w pomocach, jakbyś od nowa zagalopowywała. - Skomentował po pierwszej poprawnej lotnej, uśmiechając się szeroko do ich udanego podejścia. Kiedy Ruth z Hollym powtórzyli ten element, również poprawnie dzięki zachowanemu skupieniu, aż pokiwał głową z uznaniem. - Dobra robota! Teraz lećcie dookoła, pozwól mu się w galopie wydłużyć i rozciągnąć w dół, niech sobie odparska ile mu trzeba, zasłużył chłopak. A później standardowo chwila rozkłusowania na długiej szyi, tylko pamiętaj, żeby utrzymywać równe tempo dosiadem podczas anglezowania. - Zarządził pogodnie, samemu w tym czasie wyjmując z kieszeni telefon i zaznaczając w nim najpilniejsze rzeczy. W końcu polecił Węgierce przejście do stępa i rozchodzenie konia na zupełnie luźnej wodzy przez następnych kilka minut. Wtedy też podzielił się z nią ogólnymi uwagami odnośnie treningu, że jedyną ucieczką od rozpraszających myśli jest znalezienie sobie takich ćwiczeń, podczas których nawet nie ma chwili na pomyślenie o swędzącym nosie, a co dopiero o jakimś tam gotowaniu obiadu.
- Jak będziesz jeździć beze mnie, róbcie dużo tych zagalopowań, dużo kontrgalopu. I baw się ustępowaniami, łopatkami i ciągami w ramach nawet zwykłej gimnastyki. Z tymi lotnymi na razie nie szalej, możesz je wplatać w takim schemacie jak ten, ale tylko, kiedy galop jest wystarczająco dobry, pewny, spokojny i oparty na tylnych nogach, i kiedy zagalopowania i równowaga w kontrgalopie są w punkt. No dobra, to tyle z mojej strony na dzisiaj, uciekam do kolejnych zajęć. - Mrugnął do niej przyjacielsko, pomachał i się pożegnał, jeśli była taka okazja to na odchodne poklepał jeszcze spocone konisko i podreptał w swoją stronę.
[ zt ]
Zgodnie z rozpiską, za trening ujeżdżeniowy z trenerem ★:
jeździec otrzymuje 3 punkty doświadczenia do ujeżdżenia
koń otrzymuje 4 punkty do ujeżdżenia, 1 punkt do kondycji, 2 punkty do lonży
Trener otrzymuje 1 punkt do ujeżdżenia, a 1 punkt do obycia z koniem.
A od Rutki za trening co łaska, jednak maksymalnie 30 funtów. Ruth - 2020-04-09, 18:10 Na sam koniec zjechali na ścianę, gdzie Ruth usiadła głębiej w siodło, dojeżdżając ogiera do ręki, która dawała mu powoli coraz większy luz w pysku, jednocześnie aktywując go łydką. Następnie dała mu jeszcze więcej luzu, pokonując kilka odcinków ścian, aby dociążyć zad i blokując ogier a w łydce, zwolnić Hello do kłusa, w którym zaczęła anglezować aktywnym tempem, narzucając tym samym Hello odpowiednie tempo. W razie czego co jakiś czas posyłała mu aktywną łydkę. Dało to też samej kobiecie spory odpoczynek, moment odsapnięcia i nabrania głębszego oddechu. Finalnie pochwyciła wodze w jedną rękę, drugą pozwalając sobie na chwilę rozluźnienia.
Otrzymując polecenie do stępa, pochwyciła wodze w dłonie, wzmocniła kontakt i docisnęła blokujące łydki, siadając w siodło i dociążając konia, w celu zwolnienia. W stępie otrzymał dość luźną wodzę, Węgierka pozwoliła sobie po kilku pierwszych minutach na coraz większe rozluźnienie, aby ręką dalej gładzić szyję Synka, wsłuchując się w słowa Luczka, a jednoczeście oddając ogierowi coraz więcej wodzy. Uważnie rejestrowała każdą uwagę mężczyzny, pod koniec wypuściła strzemiona, zgodziła się z Luczkiem i finalnie pożegnała, oddając się jeszcze chwili stępu i głaskania Synka, który dzisiaj szczególnie spisał się na medal! Była dumna z tego jak wielkie serducho wkłada w pracę z nią, jak słucha się jej ciała, co gdyby nie jej roztrzepanie, byłoby najlepszą rzeczą na świecie. No niestety, był odbiciem jej dobrych sygnałów, ale także tych nieklarownych... Ale przynajmniej wiadomo, że można na chłopaku polegać, bo jak psuć, to brać winę połowicznie. Na koniec wyjechała z parkuru, zeskoczyła z synka, by zabrać wszystkie rzeczy, ogarnąć siebie i konia, następnie ruszając w stronę stajni. [zt]Hollywood Hell'o - 2020-04-09, 19:53 Z jakiego kurde parkuru, z czworoboku kobieto! No tak, matka jak zwykle myślami już dawno w innym miejscu.
Po dokończeniu połówki wolty przykleił się do pierwszego śladu, po którym jeszcze przez chwilę wesoło i luźno galopował, rozciągając się przy tym dość mocno w dół. Poparskiwał w rytm chodu, zdradzając tym samym zarówno zmęczenie, jak i zadowolenie. Po przejściu do kłusa pozostał aktywny i z łbem w dole, chętnie dążąc do jak największego rozluźnienia w tej pozie, bo zaprzyjaźnił się z nią na tyle, że kojarzyła mu się tylko pozytywnie. Pozwalał przepływać ruchowi przez całe swoje ciało, jeszcze wyżej unosząc teraz plecki, które Ruth odciążyła mu poprzez anglezowanie.
Ostatecznie przeszedł do stępa, w nim parskając jeszcze więcej i teraz już znajdując moment, żeby sobie powycierać mordkę o nogę, a co tam. Choć nie dziękował właścicielce za docenienie jego starań i pochwały, na pewno zapisywał sobie w pamięci te przyjazne gesty z jej strony, kiedy to zmęczony, zapieniony i spocony maszerował po czworoboku przez następnych naście minut, uspakajając przy tym oddech i wyciszając się.
Już bez balastu na grzbiecie opuścił obiekt, zupełnie na czilerce kierując się za panią Allen do stajni.
[ zt ]Bloo - 2020-04-12, 16:01 Gdy w końcu dostał wędzidłem po zębach, co mówiąc szczerze trochę mu się należało, spokorniał i nabrał respektu do wędzidła, co z pewnością ucieszyło zmęczoną już Jessie.
Skończywszy serpentynę w C, posłusznie wszedł na duże koło, na którym to z pomocą zaoferowanym mu pomocy, z łatwością wpisał się w narzucony mu łuk. Zachęcony do żucia z ręki, zaczął stopniowo obniżać łeb, wyciągając się zarówno w przód jak i w dół. Powoli zszedł na wysokość guza barkowego, co w zupełności wystarczało i jednocześnie nie było w stanie jakkolwiek zaburzyć równowagi Srokacza. Równie płynnie wrócił na kontakt i znowu zaczął sprężyście kroczyć po ścianie. Wkrótce zagalopował, przez chwilę poruszając się dość przyjemnym i kontrolowanym galopem roboczym, z którego to wrócił do kłusa i zszedł na linie środkową. Tam wykonał pełną paradę i parsknął głośno, mieląc w pysku wędzidło. Dalej stępowali w spokoju i choć Bloo nie był wielce zmęczony, to naprawdę ładnie się podczas tego stępa rozluźnił i zrelaksował, nie szukając nawet żadnych potencjalnych strachów dookoła. Na koniec zgarnął ofiarowanego cukierka i ruszył u boku właścicielki do stajni.