To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Nadya - 2016-01-20, 10:13

Jim Beam Rye napisał/a:



Byłem wyjątkowo zadowolony z pracy, gdy już przyzwyczaiłem się do warunków, w których przyszło mi pracować. Galopowałem chętnie, będąc dalekim od sprawiania wrażenia, które często występowało u koni - że ledwo żyły w galopie i najchętniej wróciłyby do kłusa już po paru foule. Nie miałem co prawda bardzo okrągłej foule, ale też nie spłaszczałem jej przesadnie. Z resztą wszystko można było wypracować do pewnego stopnia. Na woltach zachowywałem dane tempo pod warunkiem, że Nadya przyłożyła się do wykonania tego - na pozór prostego - ćwiczenia jakim było zrobienie prawidłowej wolty. Odruchowo miałem ochotę zwolnić, ale motywowany użyciem zewnętrznej łydki, galopowałem po kole równie energicznie. Z czasem przeszliśmy do kolejnego zadania, jakim było wydłużanie i skracanie kroku. Spodobało mi się szczególnie to pierwsze: galopując wzdłuż długiej ściany efektownie wydłużałem foule, mocno bijąc kopytami o ziemię i kryjąc swoimi krokami sporo terenu. Parsknąłem też parokrotnie, czując jak ćwiczenie pomaga mi w pozbyciu się pozostałych napięć. Mimo wszystko pozostawałem pod kontrolą, dlatego też sprawnie odpowiadałem na działanie dosiadu i ręki i na krótkich ścianach posłusznie skracałem krok w galopie. Musiałem przyznać, że cała ta praca w galopie była męcząca. Spociłem się, przede wszystkim pod siodłem i ogłowiem, chociaż wcale nie zrobiliśmy tak dużo. Chyba po prostu nie miałem najlepszej kondycji. Z czasem po prostu wyraźnie odechciało mi się galopować, straciłem tę "iskrę", mimo iż posłusznie poruszałem się wciąż w tym samym chodzie. Kolejne ćwiczenia okazały się wyjątkowo skomplikowane. O ile lotna zmiana nogi nie była mi obca, to kontrgalopy zdecydowanie miałem niewyćwiczone. Ożywiłem się trochę przy wykonywaniu lotnych, chociaż wypadały one... dość płasko. Zdecydowanie wymagałem solidnej pracy nad jakością chodów, szczególnie że byłem po przerwie wywołanej chorobą i rehabilitacją.
W kontrgalopie natomiast całkowicie się zagubiłem. Praktycznie od razu próbowałem zmienić nogę na "właściwą" lub traciłem równowagę, uwalając się na przodzie i nawet przechodząc wtedy do kłusa. W sumie nie było problemu - najpewniej przerwaliśmy to ćwiczenie i odłożyliśmy je na inną okazję, bo jednak stopniowo trzeba było mnie wdrożyć do solidnej pracy.
Przeszedłem do kłusa, ale niemal w tej samej chwili na hali powstało zamieszanie. Spłoszony i brykający Casello nieoczekiwanie wytrącił mnie z równowagi. Już od dłuższej chwili obserwowałem wałacha, denerwując się jego nerwowym zachowaniem, aż szala goryczy przelała się. Gwałtownie machnąłem łbem i także wpadłem w galop, zadzierając łeb i w zasadzie spróbowałem ponieść Nadyę bez przekonania, porwany impulsem.


Widząc, że Jim Beam zagubił się w kontrgalopie i dodatkowo stracił zapał do galopu rzeczywiście przerwała ćwiczenie, co w tej chwili było najbezpieczniejsze. Rzeczywiście kontrgalop muszą przełożyć na następny raz, zakładając, że taki będzie. Mimo wszystko była zadowolona z dotychczasowej pracy, problemy z kontrgalopem tłumacząc sobie zapewne przerwą w treningach. Nad jakością chodów, kontrgalopem czy lotną zmianą, która gniademu wychodziła trochę płasko można było popraować podczas kolejnych treningów.
Nadya przerwała ćwiczenie kontrgalopu, przechodząc do kłusa. Właśnie wtedy zachowanie innych koni na hali na dobre ją zdekoncentrowało, nie mówiąc już o zniecierpliwieniu. Zauważyła, że zachowanie innych koni wpływa też niekorzystnie na ogiera, czemu starała się zaradzić. Jednak co gorsza podczas gdy nadal była w pewnym stopniu zdekoncentrowana oldenburg podrzucił łbem i wpadł nieoczekiwanie w galop, próbując ponieść Rosjankę. Bravo szybko wróciła na ziemię, a konkretnie skoncentrowała się na Jimmy'm. Najpierw poprawiła się w siodle, mocniej się go trzymając, bo nie miała ochoty z niego zlecieć. Zaraz też próbowała zwolnić go do kłusa, czy nawet stępa, a przede wszystkim nadać mu odpowiedni kierunek. Nie mogła zapominać, że nie byli tu sami.
Zapewne prędzej czy później udało im się zwolnić do kłusa, a następnie do stępa, gdzie mogła trochę odetchnąć. Pogłaskała dwunastolatka i wypowiedziała do niego kilka uspokajających słów.. Nie chciała, żeby powtórzyła się sytuacja z początku treningu, kiedy Beam chodził usztywniony. Posłała go znowu na okrążenia w stępie, póki co zostając na kontakcie, wykręcali też prostsze figury.

Gerard Wayford - 2016-02-07, 22:35

Pokręcił głową, nie mogąc się nadziwić temu, ile ten koń miał w sobie energii i złości - co razem zestawione stanowiło prawdziwie wybuchową mieszankę. Jadąc aktywnie anglezowanym kłusem na wprost, cały czas był gotów na to, by w razie potrzeby zdecydowanym działaniem sprowadzić wałacha do porządku. Mimo to starał się siedzieć luźno i delikatnie operować pomocami tak, aby nie usztywniać gniadego jeszcze bardziej. Wręcz przeciwnie, starał się to odmienić, choćby poprzez pracę na kole - jeżdżąc po nim, wewnętrzną łydką nie tylko trzymał Casello na wyznaczonym śladzie, ale też rozluźniał go w żebrach, jednocześnie wysyłając do ręki. Półparadami starał się go zachęcić do rozluźnienia pyska i zabawy kiełznem, a także do opuszczenia łba i wysunięcia nosa do przodu. Za jakikolwiek, choćby minimalny postęp chwalił go głosem, co prawdopodobnie miało największy wpływ na gniadego. W postawie Gerarda można było się dopatrzeć wielu błędów czy niezgodności ze sztuką jeździecką, ale oboje z Casello znali się na tyle, by wałach odpowiadał na jego sygnały tak, jak oczekiwał tego mężczyzna. Co prawda rzadko... prawie w ogóle pracował z nim na ujeżdżalni, ale to niczemu nie przeszkadzało.
Jim Beam Rye - 2016-02-08, 19:38

Dość szybko zdołałem się opanować i po paru foule galopu przeszedłem z powrotem do kłusa, ale byłem wyraźnie wybity z rytmu. Przez chwilę biegłem przed siebie mocno pobudzony, niosąc wysoko zadarty łeb i nie reagując na działania Nadyi. Dopiero systematyczne, zdecydowane półparady lub lekkie odpuszczenie na wodzy sprawiły, że zniżyłem głowę, jednocześnie wycofując uszy w stronę jeźdźca. Nie minęła chwila jak przypomniałem sobie o bożym świecie i szybko się zreflektowałem, przechodząc do stępa. Trudno powiedzieć, czy trzymało mnie poczucie winy - ale z pewnością miałem bardzo głupią minę, zupełnie tak, gdybym kajał się za tą chwilową niesubordynację. Szastając gęstym ogonem, przygryzłem nerwowo kiełzno, cały czas słuchając teraz Nadyi i tego, co miała mi do powiedzenia - dosłownie lub mową ciała. Kątem oka co prawda śledziłem Casello, ilekroć miałem ku temu okazję, ale nie dałem się już więcej porwać emocjom. Stępując po kołach coraz bardziej się wyciszałem, wracając stopniowo do stanu sprzed spłoszenia. Pociągnąłem też łeb do dołu, prosząc o nieco dłuższą wodzę, co w zasadzie wynikało z mojego tymczasowego lenistwa, które trzymało mnie po przerwie od treningów.
Nadya - 2016-02-08, 20:06

Cierpliwie czekała aż Jimowi przejdzie i gniady sobie odpuści. Rozluźniła się nieco dopiero wtedy, gdy ogier wrócił do kłusa. Stanowczymi pomocami i wspomnianą cierpliwością starała się doprowadzić oldenburga do całkowitego porządku, co się jej w końcu udało. Wtedy Nadya całkiem się rozlużniła, jednak pozostała skupiona. poklepała oldenburga po łopatce. W końcu chwila niesubordynacji jeszcze niego nie zabiła... chyba.
Poruszali się nadal w kłusie na długiej wodzy, Bravo swobodnie anglezowała. Robili też kilka mniej, czy bardziej skomplikowanych figur, raczej z naciskiem na te pierwsze, bo biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie był to pierwszy trening Jima Beam'a od jakiegoś czasu, chciała go w najbliższym czasie zakończyć. W końcu przedobrzyć też nie można.
Po kilku okrążeniach w kłusie dwudziestodwulatka poprosiła Jima o przejście do stępa, nadal na długiej wodzy. Tu powtórka z rozrywki, kilka okrążeń z urozmaiceniami w postaci figur. W końcu kobieta zatrzymała ogiera, zsunęła się z jego grzbietu, nie zapomniała go pochwalić, poczęstowała kostką cukru i wyprowadziła z hali w oczywistym kierunku.

zt

Vivianne Feron - 2016-02-12, 09:11

Nie mogła się już doczekać kiedy swobodnie będzie można korzystać z otwartych terenów stajni. Każda hala była wypełniona po brzegi trenującymi parami, a Vivianne zdecydowała się na to miejsce jedynie dzięki proporcjom, które wynikały z porównania ilości pracujących osób do wielkości tego miejsca.
Wraz z siwym podeszła do schodków, przy których postawiła konia, a sama wdrapała się na niewielką drabinkę by ułatwić sobie wsiadanie. Uprzednio ściągnęła jeszcze strzemiona, które starała się z ziemi ustawić na odpowiednią długość i podciągnęła popręg, żeby nie zaliczyć pięknego wypadku związanego z przekręceniem się siodła. Już po kilku chwilach zebrała wodze w dłoń i ułożywszy obie ręce na siodle, jednym susem znalazła się na ogierze. Sprawnie wsunęła nogi w strzemiona i dała mu łydkę aby ogier ruszył przed siebie.
Jeśli wyrywał się do przodu już od samego początku jazdy to skróciła wodze i pracowała dosiadem, aby ograniczyć mu pędzenie przed siebie. Jeśli natomiast zachowywał się w miarę przyzwoicie, na wstępie dostał luźną wodzę aby wyciągnął szyję i rozluźnił się nieco przed rozpoczęciem pracy.
W stępie przemierzyli najpierw dwa okrążenia dookoła hali aby do następnego dodać po wolcie w każdym narożniku.

Casello - 2016-02-12, 17:26

Z pewnością ani jednego, ani drugiego mu nie brakowało, choć i tak większość z obu tych czynników znalazło ujście podczas poprzedniego szaleństwa. Teraz był widocznie uspokojony, ale dalej daleko było mu do rozluźnienia. Niemniej jednak nie ignorował mężczyzny i posłusznie zjechał na koło, wyginając się odpowiednio i stopniowo, powoli rozluźniając się dzięki działaniu Gerarda. Bez problemu odczytywał wszystkie jego sygnały i nie pozostawał obojętny na wszelkie nagrody od niego, nawet głosowe. Kierował w jego stronę uszy, parskając krótko, by zaraz znowu zastrzyc radarami na wszystkie strony. Starania Wayforda wkrótce zaczynały wywierać na wałachu jakiś wpływ, bo ten w końcu zaczął odrobinę odpuszczać w potylicy, wysuwając nos do przodu i w końcu zaczynając współpracować z jeźdźcem.
Friskey Whiskey - 2016-02-12, 23:25

Wchodząc na halę zastrzygł radarami na prawo i lewo, bystrym wzorkiem wodząc po obecnych tu ludziach i koniach. Jak na ogiera przystało musiał zawiadomić wszystkich o swoim przybyciu, napinając swój kaloryfer na brzuchu wydał z siebie melodyjne rżenie zanim jeszcze podszedł do schodków przy których zatrzymała go Viviane. Stojąc nieruchomo rozglądał się na boki i czekał, aż brunetka usadzi na nim swoje zgrabne cztery litery, delikatnie w międzyczasie żując wędzidło.
Rejestrując ciężar na swoim grzbiecie czekał, aż otrzyma sygnał do ruszenia, muskające jego boki łydki, wyraźnie pobudziły ogiera do ruchu na przód. Kroczył przed siebie, nieco leniwie i ospale niosąc luźno opuszczony do dołu łeb. O ile kobieta wzięła go na kontakt, to z lekkością go przyjął reagując na wszelkie pomoce płynące nie tylko od dosiadu. Wyginał się poprawnie od łydek, nadal jednak pozostając nieco ospały i leniwy.

Vivianne Feron - 2016-02-13, 08:23

Vivianne nie lubiła wsiadać na konia i od razu ciągnąć go za pysk aby ładnie się poustawiał. Ważne było dla niej aby koń dobrze się pod nią czuł i szedł rozluźniony, a dopiero kiedy udało się to osiągnąć zaczynała brać się za poważniejszą pracę. Widząc, że Frisky zachowuje się bardzo spokojnie – leniwie wręcz – pozwoliła mu iść z opuszczonym łbem, popędzając go jedynie łydką aby zwiększyć tempo tego chodu. Jeszcze chwila i mogłaby zasnąć na jego grzbiecie, a tego nie miała w planach na tę jazdę. Choć.. niezbadane są przecież wyroki boskie. ;)
Po przejściu kilku kółek zmieniła stronę i ponownie wykonała ćwiczenie z woltami, aby po zakończonych figurach zebrać wodze, wziąć konia na kontakt i poprosić o przejście do kłusa. Ogier mógł poczuć dwa impulsy na swoich bokach, które poprzedzone półparadą miały stanowić sygnał do przejścia. Jeśli Frisky nie był ospały i prawidłowo zareagował na pomoce, dziewczyna dostosowała ruchy do jego tempa i rytmicznie anglezowała na zewnętrzną nogę ogiera.

Jim Beam Rye - 2016-02-14, 19:39

Nadya napisał/a:
...


Korzystając z długiej wodzy, obniżyłem i wyprostowałem szyję, co niosło za sobą konsekwencje w postaci wydłużenia całej górnej linii. Jednocześnie przyzwoicie pchałem się zadem sprawiając, że mój ruch pozostał elastyczny i lekki. Nie obciążyłem przodu, pozostawiając go lekkim i stale pracowałem grzbietem.
W stępie było podobnie, chociaż wymagałem pilnowania tempa. Kusiło mnie odpuścić i spocząć na laurach, więc stałe dyktowanie tempa, lub po prostu jedno mocne upomnienie było niezbędne, abym wciąż energicznie maszerował. Po rozstępowaniu wyszedłem do stajni z Nadyą. /zt

Friskey Whiskey - 2016-02-14, 23:46

Zmotywowany łydką podniósł lekko łeb spoglądając kątem oka na swoją amazonkę. „Tak ostro na samym wstępie ? Viv ty niegrzeczna kobieto!” Parsknął krótko mocniej zaczynając wkraczać zadem pod kłodę i jednocześnie maszerując bardziej dynamicznie i żwawo. Wprawiając w ruch nie tylko swój grzbiet ale i kołyszące się teraz biodra kobiety.
Po wykonaniu wolt w każdym z narożników, chętnie przyjął kontakt lekko przeżuwając wędzidło. Był lekki na ręce aczkolwiek na chwilę obecną nie można było nazwać tego rozluźnieniem. Dawno nie miał okazji być motywowany na treningu, dlatego zastane mięśnie i niektóre warunki pracy należało ogierowi przypomnieć i rozruszać.
Delikatna półparada wzmogła jego czujność, a opowiadając na nią poprawnie ruszył przed siebie energicznym kłusem. Miękko i subtelnie wybijając brunetkę z siodła, chody miał naprawdę wygodne, a przy tym dość okazałe. Może nie był ideałem jeśli chodzi o ruch, ale miał się czym pochwalić. Pod odpowiednim jeźdźcem gotów był kręcić piruety w galopie ;>.

Vivianne Feron - 2016-02-15, 18:02

Ciekawe co byłoby gdyby konie naprawdę potrafiły mówić! Dziesięciolatek szybko odkrył prawdziwą, niegrzeczną naturę swojego jeźdźca, a gdyby te słowa naprawdę wydostały się spomiędzy jego chrap, wywołałby salwę śmiechu z ust szatynki. Koń by się uśmiał. ;D
Pracowała spokojnie rękoma, trzymając konia na lekkim kontakcie, aby nie zniechęcać go do dalszej pracy, wprowadzając mocniejsze działanie dosiadem. Nie popędzając prowadziła go dookoła hali, aby na jednej z długich ścian wprowadzić nowe ćwiczenie – wężyk, który miał za zadanie powyginać trochę siwego. Na początek wprowadziła tylko jeden, szeroki łuk, aby w kolejnym okrążeniu ponowić ćwiczenie, mieszcząc na ścianie dwa powtórzenia.
Na razie dobrze dogadywało jej się z Friskim. Ogier chętnie wykonywał wszystkie polecenia i ładnie angażował się w jazdę już od samego jej początku. To pozytywnie nastawiało amazonkę i prowokowało w niej chęci do dalszej jazdy, a to ostatnio rzadko jej się zdarzało. W dodatku naprawdę wygodnie jej się na nim siedziało, mimo że nie wypróbowała konia jeszcze siedząc głęboko w siodle. Chyba trzeba będzie to zmienić.
Jeśli Łyski wykonał poprawnie oba rodzaje wężyków poprowadziła go teraz na ułożone po przekątnej drążki, które ustawione były w sposób mający wydłużyć wykrok, a ćwiczenie to znów poprzedziła kilkoma półparadkami, aby nieco go obudzić.

Friskey Whiskey - 2016-02-16, 23:02

Och gdyby tylko Frisk potrafił mówić, byłby nie tylko kompanem do rozmów na długie godziny, ale też nadwornym błaznem udającym czasami rycerza, który próbuje skraść serce wszystkim niewiastom.
Na początku trochę niechętnie giął się na boki prezentując swoją sztywność w kłodzie, a także w szyi. Zastane mięśnie nie chciały jeszcze współgrać z delikatnymi pomocami Viv. Po części też ją sprawdzał, to na jak wiele będzie skłonna mu pozwolić i bardzo będzie mógł się obijać.
O ile na wężykach nieco niechętnie wykonywał zgięcia i giął się na boki z trudem, to gdy przyszło do drążków uniósł żywiej łeb ku górze będąc gotowym do kolejnego wyzwania. Pobudzony do działania, a w dodatku sprowokowany łydkami do ruchu na przód płynnie wszedł w drągi wydłużając wyraźnie krok i angażując zad.
Chodził pod siodłem nie tylko ujeżdżeniowo, wychowany i wyszkolony na wkkw’istę nie bał się drągów, przeszkód ani innych straszaków. Doskonale radził sobie z podnoszeniem nóg i każdym kolejnym wyzwaniem. A to, że był trochę leniuszkiem i lubił testować każdego kto na nim siedzi to już inna bajka.
Ciekawy z niego przypadek ;>.

Vivianne Feron - 2016-02-17, 20:14

Vivianne nie lubiła kiedy konie testowały swoich jeźdźców, co nie znaczy, że nie umiała zaradzić ich zagrywkom. Była spokojnym jeźdźcem, stosującym delikatne pomoce i chcącym wiele osiągnąć za pomocą porozumienia a nie rozkazów i przemocy. Mocniejsze zagrywki stosowała kiedy koń naprawdę pozwalał sobie na zbyt wiele albo kolejny raz olewał jej polecenia. Friskey na razie nie zdawał się stosować tego typu zagrywek – rozumiała, że koń był po dłuższej przerwie, a przecież nie od razu Rzym zbudowano, dlatego też ze spokojną głową przyjmowała wszelkie błędy czy spięcie w mięśniach, choć na to drugie starała się w pewien sposób zadziałać.
Jej także nie jeździło się komfortowo na sztywnym siwku i dlatego, po przejechanych drążkach, wjechała aktywnym kłusem na dość obszerną woltę, aby powyginać go ponownie, nieco bardziej niż w trakcie wężyków. Pilnowała by koń się nie lenił i utrzymywał jedno, żwawe tempo zachęcając go jednocześnie do żucia wędzidła. Tak to już jest z końmi, które nie są w stałym treningu – powrót do pracy z nimi był dość ciężki, ale brunetka wierzyła, że współpraca pomiędzy nią a siwym będzie szła ku dobremu, jeśli oczywiście oboje będą tego chcieli.

Friskey Whiskey - 2016-02-17, 22:12

Nie musiał od razu na wstępie jej testować i zaczynać od rodea oraz latania po orbicie przy ścianie hali. Nie o to mu chodziło, bardziej skupiał się nad tym czy jeździec potrafi korygować jego błędy, próbować nawiązać współpracę i zrobić coś więcej oprócz wożenia tyłka. Jak na razie Viv doskonale dawała sobie z nim radę, stawiając na delikatność i zrozumienie nie stresowała go ale też jasno stawiała przed nim kolejne wyzwania.
Wyjechanie wolty od razu po drążkach pozwoliło ogierowi na zachowanie aktywnie kroczącego zadu, pchając się od tyłu do ręki, zszedł łbem delikatnie w dół zaczynając przeżuwać metal w pysku. Odczuwając komfort oraz rozluźnienie jeźdźca, sam zaczynał powoli popuszczać. Stawać się lżejszy na ręce, a przy tym o wiele chętniejszy do ruchu na przód. Przy swoich dość sporych gabarytach był koniem, który potrzebował wyraźnych i jasnych sygnałów, często też przytrzymania i dopchnięcia do ręki. Aczkolwiek nie znaczyło to, że nie respektował delikatnych pomocy, był na nie czuły ale po prostu lubił się zapominać.
Wyginając się od wewnętrznej łydki pozostawał zamknięty poprzez tą zewnętrzną , która nie pozwalała na wpadanie ani wypadanie zadem oraz łopatką. Skrócony i poskładany do kupy prezentował się nie nagannie. Oddychając nieco głośniej spokojnie poparskiwał, krocząc aktywnie i chętnie przed siebie. Siwe radary miał nastawione przed siebie, a wzorkiem uważnie śledził otoczenie i mijane konie.

Vivianne Feron - 2016-02-19, 18:46

Czując, że ogier zaczyna się podstawiać zaczęła pogłębiać kontakt zachęciwszy się jego współpracą. Napięła zewnętrzną wodzę, a wewnętrzną pociągała i odpuszczała pulsacyjnie zachęcając siwka do zaokrąglenia sylwetki, podstawienia zadu i obniżenia łba. Pchała konia także dosiadem, nie opierając pomocy wyłącznie na rękach i jego pysku. Uważała przy tym aby nie przegiąć w drugą stronę starając się pozostawać w harmonii z koniem i odpowiadać na każdy jego ruch. Kiedy szedł w takim ustawieniu jakim chciała odpuszczała mu „szarpnięcia”, działając nieco delikatniej, aby wciąż zachęcać go do pracy ale nie chcąc przy tym przekombinować, kiedy natomiast podnosił lub opuszczał łeb reagowała korygująco. Usiadła przy tym w najniższym punkcie siodła, jadąc w kłusie ćwiczebnym dla lepszego kontaktu z koniem i mocniejszego działania.
Jeszcze jakiś czas spędzili na woltach – raz mniejszych, raz większych, a szatynka wciąż pilnowała łydkami aby koń nie wypadał z ustawienia. Jeśli obecny stan utrzymywał się dłużej, wjechała w końcu z ogierem na krótszą ze ścian, aby po wyjechaniu narożnika polecić mu wydłużenie wykroku w kłusie. Ciekawa była reakcji siwego i tego czy polecenie jest dla niego jasne. Jeśli tak – skróciła go tuż przed wjechaniem na krótszy odcinek, aby przy kolejnym narożniku ponownie polecić mu dodanie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group