To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży piaszczysty

Bloo - 2020-02-05, 00:01

Faktycznie, drobna posturą Jessie nie robiła zbyt wielkiego wrażenia na srokaczu. Niestety, taki już był. Miał wielkie serce, ale również wielkie, patrzące oczy i nieograniczone pokłady energii. Mimo wszystko nie próbował się siłować z właścicielką na śmierć i życie. Jeżeli pozwoliła mu iść trochę energiczniejszym kłusem roboczym, ale nie zbierała go na siłę, to odpuścił i sam z siebie nie prosił o więcej. Kończąc łopatkę, od razu został wepchnięty na ciasną woltę, która była w tej sytuacji dobrym posunięciem. Prawidłowo poprowadzony przez amazonkę, nie tylko dobrze wpisał się w figurę, ale również trochę rozluźnił i uspokoił, jako że pędzenie na tak ciasnym łuku nie było mu wcale na rękę. Po powrocie na ścianę i po wykonaniu półwolty utrzymał uzyskaną sylwetkę, trawersem poruszając się z linii środkowej na ścianę, gdzie wrócili przed H. Stamtąd ogier kontynuował kłus zebrany, jakby zapominając o poprzedniej, jakże silnej potrzebie pędzenia na łeb, na szyję. Rytmicznie, aktywnie poruszał się przed siebie, mocno wchodząc tyłami pod kłodę. Wkrótce jednak otrzymał półparadę, w reakcji na którą cofnął ucho, by chwilę później znaleźć się na przekątnej. Do kłusa pośredniego nie trzeba było go szczególnie zachęcać, bo ogier bardzo płynnie i szybko poszerzył ramy, aktywnie i dynamicznie odbijając się od podłoża. Nie próbował przy tym zagalopowywać, bo jakby nie patrzeć, narzucające rytm anglezowanie trochę mu w tym przeszkadzało. Skrócenie nie poszło im już tak płynnie i lekko, bo srokacz znowu wszczął bunt, stosunkowo krótki na szczęście. Później skręcił w lewo, cofając na moment uszy i usiłując przewidzieć co teraz będzie się działo. Dzięki uprzedzeniu półparadami pozostał skupiony i zatrzymał się od pierwszego sygnału, w wytyczonym przez właścicielkę miejscu. Tym razem ta dopilnowała wszystkiego, a siedząc w siodle prosto i równomiernie przykładając łydki do boków Bloo, nie nakłoniła go do żadnego skrzywienia kłody czy odstawienia którejś z nóg. Westchnął aż sobie z tej poprawności wykonanego elementu i otrzymawszy łydkę lekko się zawahał, dopiero po chwili zaczynając cofać. Trzeba było przyznać, że zachował prostą linię i nie uciekł zadem w żadną ze stron, ale na 4-5 krokach nie skończył, tylko skulił uszy i cofał dalej.
Hollywood Hell'o - 2020-02-08, 22:17

Odstawił jedno ucho wyraźniej do tyłu, kiedy kobieta na jego grzbiecie zaczęła się jakoś inaczej, dziwnie poruszać. Nie zareagował jednak w żaden inny sposób na samą tą jej aktywność, natomiast wynikająca z ich kontynuacji mniejsza aktywizacja ze strony Ruth sprawiła, że gniady odrobinę sobie odpuścił zaangażowanie w ruch. Za to w miarę postępowania kolejnych powtórzeń, kiedy dosiad Węgierki nieco się rozluźniał, podobne działo się też z grzbietem Hollywooda, choć oczywiście w niewielkim stopniu. Niemniej jednak, kiedy pani Allen zakończyła zwiększanie swojej mobilności w stawie biodrowym i dzięki temu siedziała w siodle z większym luzem i na nowo go aktywizowała, oldenburg mógł o wiele lepiej się na nowo uaktywnić, nie spinając mięśni.
Kluczył po czworoboku po przekątnych i łukach, tak, jak go tam Rucia kierowała, i generalnie nie miał zastrzeżeń, ale trochę był uwieszony na wewnętrznej wodzy, która za dużo działała względem zewnętrznej, na którą przecież najeżdżała go łydka kobiety. Oprócz tego szedł jednak względnie aktywnie, od czasu do czasu potrzebując tylko nieco wyraźniejszego pobudzenia.
Kiedy nagle poczuł jakąś zmianę pomocy, nie do końca mógł na nią zareagować od razu, szczególnie, że sygnały nieco się ze sobą gryzły w jego odczuciu. W końcu jednak jakoś się zatrzymał, ale na pewno nie było to zatrzymanie godne poziomu, na jakim w teorii się znajdował. Parsknął jakby chcąc wyrzucić z siebie to drobne skołowanie zaistniałe przed chwilą by następnie zaraz ruszyć stępem. Od razu zszedł na łuk, by po dotarciu na drugą ścianę ponownie się zatrzymać - tym razem minimalnie lepiej, głównie z tego względu, że po prostu spodziewał się takiego ruchu, niemniej i to zatrzymanie nie należało do tych z lepszej półko - po prostu stanął sobie jakoś, o, odczekał i ruszył ponownie. Jakoś niezbyt imponująco to wszystko wyglądało. :lol:

Luke - 2020-02-08, 22:47

- Rozumiem. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. - Uśmiechnął się do Ruth przyjaźnie, naprawdę mając na myśli to, co powiedział. Nikomu nie życzył źle, a swoim znajomym wręcz kibicował, aby wszystkie sprawy miały się u nich dobrze. Taki po prostu był, szczery i o dobrym serduszku. :3
- Uważaj, bo za dużo go skręcasz wewnętrzną wodzą. - Zauważył, że koń ma jakby lekko zblokowaną wewnętrzną łopatkę i nie idzie tak luźno, jak by mógł, nie niesie swojej szyi w należytym rozluźnieniu. - Spróbuj oddać mu wręcz tą wewnętrzną wodzę i po najechaniu go łydką do zewnętrznej wodzy, to jej działaniem definiować linię zakrętu czy wyjścia łopatką do zewnątrz. Nie musi być wygięta szyja, ważne, żebyś sobie przypomniała, jak prowadzić konia zewnętrzną wodzą. Łatwo się zapomnieć przy mniej regularnych jazdach. - Oczywiście dalej zwracał jej uwagę, kiedy zauważał, że za mało działała od zewnątrz, w końcu z jazdą konną było tak, że nie starczyło czegoś raz poprawić, tylko stale zabiegać o odpowiednie ułożenie ciała i poprawne stosowanie pomocy, do czego ciało przyzwyczajało się w długim procesie, aby wprowadzane pozytywne zmiany rzeczywiście się utrwaliły i stały się po prostu sposobem jazdy danej osoby.
- Nie zapominaj o przygotowaniu, każdego konia trzeba ostrzec przed zmianą, choćby poprzez jedną półparadę, jeśli masz pilnego i czujnego wierzchowca. I pozostań wyprostowana, nie przesuwaj się w siodle przy zatrzymaniu. Normalnie siedzisz prosto i działasz ciężarem w dół. Jak będziesz przesuwać biodra do przodu, koń nie odczyta w pełni dobrze działania zamykającego. - Tutaj także nie skończyło się na pojedynczej uwadze, tylko przy kolejnych zatrzymaniach, które polecił wykonać Ruth, także zwracał jej na to uwagę, szczególnie, kiedy miała jeszcze te swoje dziwne odruchy. :lol2:
Dopilnował, aby kobieta pojeździła tym stępem jeszcze parę minut, nie używając nadmiernie wewnętrznej wodzy, przygotowując Hollywooda do zatrzymań i stosując odpowiedni zestaw pomocy podczas tych pełnych parad, które często jej zadawał w randomowych momentach, byle tylko jechali kawałek prosto. Od czasu do czasu sugerował jej także krótkie ustępowania od łydki, tak, aby nie było zbyt nudno a gniadosz mógł trochę więcej porozciągać swoje kończyny. Po upływie czasu, który uznał za wystarczający na sam stęp, poprosił Węgierkę o zatrzymanie się, podczas którego podszedł do niej by pomóc jej sprawnie podciągnąć popręg no i ściągnął gniademu derkę, którą w sumie na razie zatrzymał w rękach.
- No to teraz ruszamy kłusem. Rozwijamy aktywne robocze tempo, dużo dużych łuków i zmian kierunku. Standard, tylko pamiętaj, żeby budzić do działania jego zad. Wspomagaj się spokojnie bacikiem, tak, żebyś nie musiała za mocno działać łydką. Jeśli drobny impuls nie starcza, cyk, bacik. - Polecił i zabrał się standardowo za obserwację i wskazówki na bieżąco, co jest do poprawy.

Ruth - 2020-02-09, 22:08

Przytaknęła jedynie subtelnie, nie chcąc wdawać się większe rozterki, bo tylko by się zestresowała, a tego dla synka nie chciała. Tym samym skupiła uwagę na Luczku, który nakazał jej subtelną zmianę w pomocach. Od razu ją zastosowała, lekko rozluźniając wewnętrzną wodzę, zaś wewnętrzną łydkę dodając stale przy stałym nacisku zamkniętej ręki zewnętrznej. Tym samym na najbliższym łuku uaktywniła wewnętrzną wodzę tylko przy lekkiej pulsacji, skłaniającej do skrętu, prócz tego starając się cały czas o prowadzenie konia z pomocą zewnętrznej wodzy i łydki.
Trochę zajęło nim jej pomoce były płynne, klarowne i respektowane w odpowiedni sposób, bowiem brak regularności i chwilowe roztargnienie sprawiało, że gdy poprawiała jedną rzecz, psuła drugą i dopiero maksymalne skupienie pozwalało jej na wypracowanie stałości. Tym samym gdy przyszło jej zatrzymanie, jeszcze kilka razy robiła to źle, lepiej, ale nadal źle, nim w końcu przy pełnym skupieniu, ściśnięciu siodła udami i postawionej sobie blokadzie, nie poruszyła biodrami i zatrzymała ogiera czystymi pomocami w postaci zamknięcia łydek i lekkiej pulsacji wodzy, wcześniej wykonując niezbyt wyraźną półparadę. Skoro raz jej wyszło, to teraz powtórzyła to po dwa razy na ścianę, doprowadzając pewnie Hello do białej gorączki, ale sukces ma być obustronny i Rucia mu płaci za te najlepsze jakości mieszkanki, czyściutkie marchewki i cieplutkie derki, proszę więc nie narzekać.
Podczas ustępowania przesuwała lekko zewnętrzne biodro do przodu, zewnętrzną łydkę przesuwając za popręg, a przy tym przesuwała także odrobinę tą wewnętrzną. Wewnętrzna wodza pozostała pulsacyjna, skłaniając szyję ogiera do zgięcia, przy tym jednak Węgierka stosowała poprzednie rady o wewnętrznej i zewnętrznej wodzy, starając się wdrożyć je w życie. Z gorszym bądź lepszym skutkiem.
Finalnie po tym stępie, podczas którego raz bywało lepiej, raz gorzej, zdjęła z pomocą Luczka derkę i pogładziła synka czule po szyi, chwaląc za dotychczasowy przebieg treningu, by po słowach Luczka przytaknąć i niemal od razu pchnąć Hello go kłusa z pomocą wypchnięcia z krzyża i dociśnięcia łydek. Cały czas kontrolowała tempo Hello, wspomagając się bacikiem tylko w ostateczności i to także bardzo subtelnie, smyrając niżeli uderzając, czy jak kiedyś potrafiła robić- machając nim tuż przy skórze konia, lecz nie dotykając go. Wpierw przejechali wzdłuż ścian czworoboku, gdzie pierwsze mocniejsze pomoce pojawiły się na narożnikach, by później w wielu, różnych miejscach pojawiały się wolty i półwolty. Cały czas pojawiał się problem z wewnętrzną wodzą (chyba Ruth korciło komuś przywalić, ale winowajcy brak...) ale kiedy tylko Węgierka zdawała sobie z tego sprawę, naprawiała owy element, ustawiając ogiera wokół łydek i ''ściany'' jaką stanowiła zewnętrzna wodza.

Hollywood Hell'o - 2020-02-11, 15:36

Lżejsze prowadzenie na wewnętrznej wodzy, abo wręcz przełączenie prowadzenia na wodzę zewnętrzną sprawiło, że gniadosz był w stanie poruszać się z nieco większym luzem w łopatce, przy tym wydajniej pracując całym ciałem. Jego subtelne wygięcie na łukach nie tyle pozostało "względnie prawidłowe", co zyskało na swobodzie, która pozwoliła mu na odważniejsze oparcie na kontakcie i przeżuwanie wędzidła. Ten Pan Luczek to chyba wiedział co mówi. :lol:
I hej, wcale się nie gorączkował, przecież wiadomo było, że jest koniem o zupełnie odmiennym temperamencie, a tym samym daleko mu było do irytacji powtarzanymi ćwiczeniami. Jasne, gdyby go katowała bez przerwy czymś, co nie wychodziło, włączyłaby do tego emocje i własną frustrację, na pewno dostałby szału, ale teraz, kiedy dzięki obecności trenera naprawdę się skupiała na wykonywanych ruchach, Holly pozostawał spokojny i cierpliwy. Chociaż nie cały czas tak samo uważny, ale była to kwestia jeszcze czasem mało wyraźnych półparad, które miałyby wzmagać jego skupienie i koncentrację na sygnałach amazonki.
A zatem grzecznie się zatrzymywał, raz za razem nieco lepiej, pewniej, płynniej i równiej, w końcu razem z Ruth dochodząc do harmonijnej pełnej parady, którą wspólnie powtórzyli kilka razy w podobnie dobrym stylu.
Jego ustępowania nie wychodziły jeszcze tak gładko i obszernie, ale była to kwestia kombinacji niewystarczającej częstotliwości ćwiczeń (w sensie ogólnie treningów) z nie tak idealnym dosiadem Pańci podczas tego elementu. Dodajmy do tego drobne niepewności u Ruth tak w ogóle i mamy pełny ogląd na sytuację. Oczywiście dało się rozpoznać, że ustępuje od łydki, robił to nawet w większej ilości przypadków z widocznym ustawieniem przeciwnym do kierunku ruchu, niemniej jednak znawca ujeżdżenia bez problemu dostrzegał także braki.
W końcu odczekał we względnej nieruchomości podpinanie popręgu i zdejmowanie derki, które poszły sprawnie dzięki pomocy mężczyzny, a zaraz po tym dość rześko ruszył kłusem w reakcji na energiczne wypchnięcie. Tak, był z tych kopytnych, które szczególnie na początku trzeba było rozbudzać do dobrej, aktywnej pracy całym ciałem, ale w miarę postępu wyszkolenia i właśnie tego, jak konsekwentnie się go jeździło, wszystko to przychodziło znacznie szybciej i było dla ogiera bardziej oczywiste. Z tego względu nie trzeba było go tak intensywnie ożywiać bacikiem, choć użycie tej pomocy przynosiło bardzo odczuwalne rezultaty. Głównie dlatego, że Ruth nigdy nie nadużywała tego wsparcia, więc Holly po prostu je respektował. Po ścianach sobie dzielnie i żwawo truchtał, odpychając się coraz bardziej świadomie z zadu, ale wolty i półwolty na tym etapie jeszcze go przerastały i spłaszczał się na nich, tracąc także tempo, nawet jeśli pani Allen próbowała go wyraźniej podpierać wewnętrzną łydką. A do tego ta wewnętrzna wodza, na której czasem nieświadomie jeszcze kazała mu się zawieszać - to mu na pewno nie pomagało. :c

Luke - 2020-02-11, 16:03

Mimo, że były to pierdoły, chwalił Ruth za każdym razem, kiedy widać było u niej świadomą poprawę swoich pomocy i sygnałów. Uważał, że to ważne, aby doceniać swoich podopiecznych, szczególnie jeśli mieli oni sobie z powodzeniem utrwalać te dobre zmiany. Oczywiście korygował też na bieżąco, tak, aby kobieta nie musiała na ślepo strzelać, w czym leżało potknięcie, bo poprawianie takich nie do końca świadomych błędów nie należało do najprostszych, a w końcu od tego był tutaj on - żeby amazonka nie musiała zgadywać.
Tak więc jeszcze podczas ustępowań dał jej wskazówkę, żeby zabierała gniadosza ciężarem w stronę ruchu, a nie przeciwstawiała się temu wysuwaniem biodra po stronie spychającej łydki do przodu. Miała mieć co prawda obciążoną tą stronę, ale w wyprostowaniu sylwetki, natomiast to biodro po tej jej stronie, w którą spychała konia łydką, powinno było być nieznacznie wysunięte do przodu, zapraszając do ruchu pod kątem w tamtą stronę, na co zwracał jej uwagę podczas wykonywania kolejnych powtórzeń.
Kiedy w końcu zakłusowali, polecił Węgierce unikania na początek wolt i półwolt, bo na tym etapie wymagały od konia za dużego wygięcia, do czego raczej jeszcze nie był gotowy sądząc po pierwszych podejściach.
- Na razie jeździj po dużych kołach, rób wężyki z wyraźną zmianą ustawienia pomiędzy łukami, a także serpentyny z zaznaczonym momentem wyprostowania przy linii środkowej. Gimnastykuj go stopniowo, tak, żeby był w stanie odpowiedzieć na twoje prośby na tym etapie rozgrzania. Możesz śmiało bawić się ustawieniem, na przykład na kole do zewnątrz, tak, aby miał częste zmiany niezależnie od kierunku, w którym się poruszacie, chociaż ten oczywiście musisz regularnie zmieniać. - Zaproponował, sam lubiąc tę niewinną formę gimnastyki, bo zaskakująco dobrze wpływała na rozluźnianie konia i odpowiednie utwierdzenie na pomocach i kontakcie. - A za chwilę możesz też większym łukiem wjeżdżać na linię środkową i w anglezowaniu wprowadzić ustępowania w kłusie. I tutaj też lepiej stawiaj na szybkie reakcje i krótkie wykonywanie ćwiczenia, tak, żeby na przykład na całej długości czworoboku zrobić nawet sześć "odbić" w ustępowaniowym zygzagu. - Po zakończeniu krótkiego wywodu standardowo zajął się zwracaniem uwagi na błędy, w szczególności te, o których już zdążyli sobie powiedzieć podczas dzisiejszej jazdy.

Ruth - 2020-02-16, 22:46

Dzięki temu chwaleniu mogła także lepiej wypracować swoje odruchy i wyczucie. Instynktownie zapamiętywała część motoryczną zadania, łącząc ją ze słowami Luczka. A później, podczas samodzielnych treningów mogła do tego bez problemu wracać.
Dlatego chłonęła każdą uwagę i stara się ją zastosować, począwszy od najdrobniejszych elementów jak "Ruth, skup się" po takie szczegóły jak ruch biodrem, przy czym nie do końca była pewna co ma zmienić, ale próbowała znaleźć ten złoty środek poprzez wyczuwanie ruchów Hello, jak i upomnienia Luczka. Dlatego liczba powtórzeń stopniowo wzrastała, by finalnie, po kilku udanych próbach, przejść do następnego ćwiczenia w pełni.
Wysłuchała uwag trenera, zaakceptowała to, kierując Hello na szereg różnych, sporych kół i serpentyn, oddzielonych od siebie jazdą po ścianach. Cały czas zdawała się skupiać uwagę na swoim dosiadzie, wspierając przy tym ogierka w łukach z pomocą mocno oddziałowującej wewnętrznej łydki. Zewnętrzna wodza stanowiła oparcie, o które walczyli wcześniej na tym treningu, zaś wewnętrzna nadawała mimo wszystko łuk szyi poprzez subtelne napięcie.
Przechodząc zaś do wprowadzenia ustępowania, Węgierka zaczęła anglezować, wykorzystując odpowiednio łydki i wodze do nadania ruchu w bok i przód. Niemalże z każdym powtórzeniem jej pomoce były klarowniejsze, nie były jednak na tyle idealne, by ruch Hello był płynny i nienaganny. Takie elementy z pewnością wychwycił Luczek, zaraz ją poprawiając, ale nim zdołałaby to naprawdę poprawić, potrzebowała kolejnych i kolejnych prób.
/kupa post z telefonu, ale za to możesz mi dowalić błędów. Następny post napisze z kompa już lepszy

Hollywood Hell'o - 2020-02-18, 23:10

Jako koń dość spokojny a przy tym z natury uważny, był dobrym partnerem do nauki i szlifowania. O ile nie powtarzało się jednej rzeczy zbyt często, nie wykazywał nawet szczególnie znużenia, tylko wykonywał ćwiczenia znowu i znowu, przy właściwym przygotowaniu nie ignorując pomocy i starając się tak samo bardzo. Pod warunkiem, że naprawdę nie robili w kółko i w kółko jednej rzeczy przez nie wiadomo jak długo, bo wtedy to każdy może stracić cierpliwość czy koncentrację. Przy tym nie próbował myśleć na własną rękę i rzeczywiście słuchał pomocy, dlatego też widać po nim było od razu pozytywne zmiany w sposobie wykonywania danego elementu, kiedy sygnały zmieniały się na plus. Dlatego też, kiedy Ruth zaczęła się układać nie wbrew jego ruchowi, tylko zgodnie z jego kierunkiem, ustępowanie szło mu już płynniej, nie zacinał się przy nim i nie miał momentów zachwiania. Jasne, zawsze można było chcieć więcej obszerności, więcej aktywności zadu, ale idziemy cegiełka po cegiełce.
W kłusie już na większych łukach radził sobie także sprawniej, nie musząc się na razie za mocno wyginać mógł o wiele lepiej utrzymywać aktywność zadu i sprężystość kroków. Giął się więc nieznacznie, ale i to starczało, aby stopniowo coraz bardziej go rozgrzewać i gimnastykować. Kiedy właścicielka zaczęła wprowadzać mu także ustępowania w tym chodzie, z początku odpowiadał nie tak pewnie, ale zaraz przestawił się na to, że działała ciężarem nie siedząc z nim cały czas w siodle, w efekcie wyłapywał ten balans z lżejszego nacisku na siodło i w kolejnych powtórzeniach dawał powoli rozpoznawać, że rzeczywiście krzyżuje i porusza się po przekątnej, mając jednak wyprostowaną sylwetkę.

Luke - 2020-02-19, 00:10

Swoimi uwagami starał się pomagać Węgierce lepiej zrozumieć własne ciało i to, jak ma się nim posługiwać, szczególnie względem ruchu konia. Mówił jej na przykład, w którym momencie lepiej było zadziałać spychającą łydką, czy że powinna wyraźniej obciążać strzemię po stronie, w którą ustępował koń, tak, aby rekompensować brak pełnego dosiadu.
- Pamiętaj o jeździe ze zmienianiem ustawienia też do zewnątrz. - Przypomniał jej o swoich wcześniejszych słowach, widząc, że to zadanie jej ewidentnie umknęło. - Przy zmianie ustawienia, mimo braku zmiany kierunku, zaczynasz używać zewnętrznej łydki jako tej najeżdżającej na prowadzenie, w tym przypadku, wewnętrznej wodzy. Możesz prosić o samo ustawienie głowy, co już będzie niezłym ćwiczeniem rozluźniającym, ale też nie bój się spróbować w ogóle wygiąć go w całej sylwetce do zewnątrz. Im bardziej będzie toporny, tym staraj się to robić częściej, ale krócej, z wyraźnym przestawieniem na ustawienie czy wygięcie w prawidłową stronę. - Przypomniawszy Ruth na wstępie najważniejsze zależności jak zawsze skupił się na dalszej, pilnej obserwacji i już krótszych komentarzach i uwagach, naprowadzających ją na bardziej poprawną sylwetkę i wykonanie danego ćwiczenia.
- Zacznij już też zmiany samego tempa, dodania i skrócenia, i standardowo gdzieś pomiędzy także przejścia i zatrzymania. - Kiedy kobieta przystąpiła do tych poszczególnych elementów, korygował chociażby brak odpowiedniego przygotowania, prosił, aby pewniej nabierała wodze (bez usztywniania nadgarstków i bez nawet lekkiego wypuszczania ich z palców w trakcie jazdy). Zwracał uwagę, że musi się luźno otwierać we własnej postawie podczas dodań, przy czym nie wolno jej było tracić prostej sylwetki, odpowiedniej dozy napięcia i precyzji w łydkach. Przy skróceniach podkreślał, że nie może przestawać "jechać konia od tyłu do przodu", bo kiedy przestawała, to choć kroki stawały się krótsze, ogier tracił impuls i okrągłość sylwetki, mniej pewnie idąc na wędzidle.
Kiedy widać było po gniadym, że liczba wykonanych przejść pomogła mu się odpowiednio rozluźnić i zaangażować, zachęcił Ruth do rozgalopowania ogiera na obie strony, aktywnie i okrągło, po ścianach i dużych kołach, przez dłuższy czas na jedną stronę bez przerywania, i jeśli czuła się na siłach, prostą zmianę nogi (przez stęp) na przekątnej przy zmianie kierunku po kilku minutach.

/musimy trochę pchnąć rozgrzewkę do przodu żeby nie minęło jeszcze 10 postów na konto zanim przejdziemy do konkretniejszej pracy :lol2:

Ruth - 2020-02-25, 20:34

Mimo tego, że Węgierka miała możliwość zaprezentowania więcej swoimi umiejętnościami, jak każdemu wybitemu z regularnych treningów. Luczek doskonale zdawał sobie z tego sprawę i z całej ferajny trenerów w życiu Ruth, był najbardziej cierpliwym i momentami aż upierdliwym. Ale to bardzo na plus, bo Węgierce trzeba czasami przypominać niektóre rzeczy miliony razy.
Dlatego wręcz chłonęła jego wypowiedzi, stając się ich mniej lub bardziej dokładnym uosobieniem. Skłaniała ogiera do zewnętrznego ustawienia, faktycznie uaktywniając odpowiednią łydkę i zmieniając prowadzenie, kiedy już doszli do konsensusu w sprawie zdolności Ruth i Hello w jeździe przy prowadzeniu wewnętrzną wodzą, bo to nigdy nie jest tak, że wszystko jej idzie dobrze. Wręcz przeciwnie, nie miała naturalnego talentu i godzin treningów. Początki w jeździe westernowej, późniejsze przerwy spowodowane chorobą, kontuzjami czy ciążą sprawiły, że teraz cała trójka zmagała się z ogólnym nierozgarnięciem i uczeniem motoryki od nowa. Ale damy radę, bo jakby inaczej? :p
Krążąc po ścianach co rusz zjeżdżała na półkola, zmieniała kierunek przez mniejsze przekątne, przy tym skupiając się na dość częstych zmianach tempa i wodzy prowadzącej. Skupiła się na tym, by teraz w dość dłuższych, regularnych odstępach przestawiać ustawienie i prowadzenie z zewnętrznej, na wewnętrzną wodzę, oraz w drugą stronę. Cały czas starała się naprowadzać go łydką na odpowiednie oparcie w wodzy, no ale właśnie, starała. Bowiem nie wszystko wychodziło tak, jak powinno i dość sporo zajęło jej względne dogadanie się z samą sobą, co dało też lepszą komunikację z Hell'o, nawet jeśli podczas tych, momentami, nieudolnych prób musiał totalnie nie rozumieć co się od niego wymaga. :D
Przyczynił się też do tego stres z powodu nieudanych prób, który odszedł dopiero, gdy skupiła się na zmianach tempa i wyjeżdżaniu różnych, większych figur, udało jej się na tyle na tym skupić, by Luke mógł zauważyć różnicę w jej zachowaniu. Czerpała z jego uwag, dając im odzwierciedlenie i momentami sama korygowała sytuacje, które wydawały jej się nieklarowne dla konia. Cały czas działała dość aktywnie łydkami, rozluźniając się co dawało płynniejsze zmiany tempa. W tym wszystkim największy problem stanowiły nadgarstki, które co rusz blokowała przy próbie wydłużenia kroku, to jednak Luczek także po kilku przypomnieniach z niej wyzbył.
Galop chyba oboje przyjęli jako chwilę oddechu od bardziej merytorycznej pracy, kiedy Gniady musiał się domyślać, a Ruth próbowała tłumaczyć wszystko metodą na-piechotną, zamiast ogromnym skrótem motorycznym. Tym samym objęła Hello łydkami i wykonała ruch biodrami do przodu, zaciskając kolana, aby skłonić go do zagalopowania. Większej motywacji Synuś nie potrzebował, przechodząc w galop, w którym pokonali kolejne kilka okrążeń na obie strony, jak również kół, aby za sugestią Luczka zjechać na przekątną. Na niej dociążyła mocniej zad, docisnęła łydki i wzmocniła kontakt, hamując ogiera na trzy kroki stępa, by ponownie zagalopować, tym razem na drugą nogę. Musiała to jednak kilkukrotnie powtórzyć, aby jakość tej zmiany była stosunkowo przyzwoita i aby uzyskać zgranie zamiarów obu person.
/kupa przepraszam :c

Hollywood Hell'o - 2020-02-27, 18:01

Bardzo dobrze reagował na te zmiany ustawienia - taką formę ćwiczenia poznał szczególnie dobrze, kiedy w zaawansowanej ciąży nie jeździła na nim Mamka, a właśnie za jej prośbą sam Luczek. Pod wpływem częstych przestawień, raz do zewnątrz i zaraz z powrotem do wewnątrz, o wiele bardziej włączał myślenie i łączenie tego myślenia z własnym ciałem, bo bez zmian kierunku szybko musiał się przestawiać na odbijane prowadzenie w łydkach i wodzy. Przy tym właśnie częstotliwość przegięć z jednej strony na drugą znacznie się zwiększała, a było to coś, co pomagało oldenburgowi najlepiej się rozluźnić i uelastycznić, tym samym w krótszym czasie przygotowywał się fizycznie w odpowiedni sposób chociażby do wprowadzania ciaśniejszych łuków. Przy tym z odpowiednim balansem ciężaru oraz kierunku, jaki wskazywała mu aktualnie prowadząca wodza, dość płynnie prowadził się po łukach, ewidentnie nabierając w tym wprawy przy kolejnych podejściach. Te zabawy ustawieniem miały pozytywny wpływ także na to, jak jego ciało zachowywało się przy faktycznych zmianach kierunku - o wiele bardziej miękko i przy tym wyraźnie przechodził z jednego wygięcia, poprzez czytelnie zaznaczone wyprostowanie, do wygięcia w drugą stronę. Dodatkowo widać było, że praca tego typu mu służy, bo zaczął poruszać się z większą lekkością, także chętniej żując wędzidło. Nawet, jeśli nie wszystko zawsze wychodziło jak trzeba, ale jak wspomniałam wcześniej, w dobrej, nienerwowej atmosferze był koniem-aniołkiem, nie tyle "wybaczał" błędy, bo nie, po prostu gorzej wykonywał ćwiczenie, ale na pewno się nie nakręcał i nie rozpamiętywał złych chwil, ze świeżą głową podchodząc do każdego nowego powtórzenia. Dlatego owszem, czasem nie dało się nawet po nim poznać, że jego amazonka coś tam próbowała zmienić, ale równie dobrze, kiedy z powodzeniem poprawiała swoje błędy, słuchając pana trenera, Holly nie pozostawał jej dłużny i wykonywał zadanie tak, jak trzeba.
Zmiany tempa w jego wykonaniu wypadały połowicznie dobrze - naturalnie chętnie i z łatwością się skracał, co także ułatwiało zadanie Ruth, ale dynamiczne i rozluźnione wydłużenia nie były jego mocną stroną. W połączeniu z jeszcze często blokującymi się nadgarstkami właścicielki, ten element momentami naprawdę leżał i kwiczał, bo ogier zamiast efektownie poszerzać wykrok jednak bardziej przyspieszał. Niemniej z bardziej udanym i przemyślanym prowadzeniem, do którego kobieta ewidentnie chciała dążyć wraz ze słowną pomocą z ziemi od mężczyzny, stopniowo rzeczywiście pokazywał troszkę więcej z wydłużenia ram, natomiast to skracanie sylwetki wówczas przychodziło w sposób płynny i bez przejściowego spięcia.
Pomoce do zagalopowania był w stanie niemal zawsze odczytać bezbłędnie i z radością niemal przebijającą się przez jego ruchy, okrąglutko przeszedł w końcu do wyższego chodu, chętnie idąc aktywnie przed siebie. Jakby go Mamka bardziej cisnęła od dosiadu, pewnie poszedłby jeszcze fajniej pod górę i jeszcze lepiej by się pchał zadem, ale szczerze powiedziawszy, w ramach samego wstępnego rozgalopowania to, co aktualnie sobą prezentował, także nie było najgorsze. Parskał sobie rytmicznie co foule, pozostając pod kontrolą właścicielki i nie dyskutując właściwie w żadnej kwestii. Schodząc na przekątną nie próbował przyspieszać, z uwagą wsłuchując się w prowadzące go pomoce. Trochę jednak ich niepełna przejrzystość sprawiła, że nieco pogubił się w przejściu do stępa, całe szczęście w nowym zagalopowaniu na drugą nogę odnajdując zaraz swoją markową równowagę.

Luke - 2020-02-27, 18:29

Kiedy para zaczęła galopować, Luczek przede wszystkim sugerował Ruth wyraźniejsze "rozjechanie" konia, czyli po prostu bardziej dynamiczny galop, o który miała dbać wyraźniejszym pchaniem go od dosiadu i trochę mocniejszą łydką. Kiedy zmieniała kierunek, przypominał jej, aby na spokojnie przygotowała ogiera do przejścia do stępa, ale jak widać nie do końca poskutkowało. :lol2: Gdy już posłała Holly'ego do galopu na drugą nogę, wyjaśnił jej, że powinna była jeszcze wyraźniej działać półparadami przed samym przejściem (tu podkreślił, że jedna mogła nie wystarczyć i raczej powinna zwiększać ich ilość przy takich elementach do trzech, nawet czterech). Podczas samego zwalniania podkreślił, jak ważne jest działanie ciężarem bezpośrednio w dół, bez wychylania pleców do tyłu, a tuż po przejściu zdecydowane działanie dosiadem w rytmie stępa, które od pierwszego kroku miało ten chód warunkować i w razie konieczności uspakajać.
- I znowu więcej aktywności w tym galopie. Musisz go porządnie rozruszać, tak, żeby w dynamicznym galopie zrzucił z siebie ostatnie spięcia i pozwolił energii przepływać bez zakłóceń przez całe ciało. Z resztą, zawsze jedziemy "od tyłu do przodu", dlatego czasem warto nawet bardziej... no, powiedzmy tak kolokwialnie, "pogonić" wierzchowca, żeby w następnych krokach, kiedy on już na pewno myśli o aktywnym ruchu naprzód, zacząć go zaokrąglać, układać. Ale najpierw jedziemy do przodu, tak, żeby wręcz musiał się oprzeć jeszcze pewniej na twojej elastycznej, czekającej ręce. I siedzimy głębiej, głębiej wyjeżdżamy każdą foule. I myślimy o jeszcze mocniejszym galopie, tylko nie wyciągniętym, cały czas robimy roboczy. Ale wiesz, taki, z którego kipi siła. I znowu głębiej dosiad. I nadgarstki, elastyczne prowadzenie. - I tak do niej gadał bez przerwy, ciągle wracając do tych najważniejszych rzeczy, dzięki czemu mogła stopniowo wszystko składać do kupy i poprawiać ten chód, a nawet, jeśli o czymś zapomniała, to miała okazję za chwilę o tym usłyszeć i znowu poprawić.
- Okej, to może teraz na moment przejdź do stępa, najlepiej na spokojnie przez kłus. Mała przerwa na dłuższej wodzy, a po chwili odpoczynku lekko go zbierasz, kilka półparad i zagalopowujesz ze stępa na prawo. - Polecił po wykonaniu przez parę takiej samej ilości okrążeń na tę stronę. - Jedna runda na kole na unormowanie okrągłego, mocnego ale już trochę wolniejszego, może nieco bardziej skróconego galopu. A po zamknięciu koła zrobimy coś na kształt serpentyny, ale tylko o dwóch łukach, czyli praktycznie rzecz biorąc będzie to taka zmiana kierunku. I wyjeżdżając po pierwszym łuku na prostą już przygotowujesz Holly'ego do przejścia, przed linią środkową przechodzisz do stępa, na głos odlicz wtedy spokojnie cztery kroki stępa, podczas ostatniego już możesz go przestawić na nową stronę i galop. Kończysz łuk i tym samym serpentynę, jedno koło na ewentualne przepracowanie galopu na lewo i powtarzamy ćwiczenie. I potem całość jeszcze raz. - To już jej wyjaśnił, kiedy spokojnie stępowała, tak, aby mogła skupić się tylko i wyłącznie na poleceniu.

Ruth - 2020-02-29, 12:26

Podczas tej sporej dawki galopu dawała się momentami ponieść myślom z daleka od czworoboku, przywoływana była niemal za każdym razem donośniejszym głosem Luczka, który znów zwracał uwagę na błahe błędy, jakie nie powinny mieć miejsca u zawodniczki trochę wyższego szczebla. Niestety, Ruth to Ruth, szczególnie Ruth roztrzepana, planująca co musi kupić na obiad... XD No ale, nie róbmy z niej totalnego nieuka i ignoranta, po wielu tych powtórzeniach udało jej się zgrać stopniowo wszystkie pomoce. Najprościej oczywiście ustawić cały dosiad, bowiem niemal instynktownie jej ciało rozluźniło się, skupiając odpowiednie partie pleców i ud, odpowiadające za dojeżdżanie ogiera do pyska. Kolana subtelnie mocniej przycisnęła do skórzanego siodła, zaś łydką działała od dołu i subtelnie przy popręgu. Najgorzej było z nadgarstkami, które w pewien trudny do zrozumienia sposób blokowała, jakby obawiając się utraty kontroli. Nie mniej, to właśnie przez te blokowanie ją traciła. Po kilku próbach stanowiących parabolę od przyjemnie elastycznej wodzy, po ścisk, przy kilku ostatnich minutach galopu, udało jej się pozostawić rękę przyjemną dla pyska, który u synka był przecież tak wrażliwy. Finalnie, wszystko współgrało na tyle długo, zaś Węgierka poczuła większą podatność Hello i rozluźnienie, co tylko utwierdziło ją w tym, że teraz wykonuje wszystko w miarę prawidłowo.
Usłyszawszy słowa Luczka spokojnie dociążyła zad, siadając przy tym głębiej w siodło, docisnęła łydki za popręgiem i wzmocniła kontakt, wcześniej wykonując kilka półparad. Przy przejściu w kłus pozwoliła ogierkowi wyjechać narożnik, na którym wsparła go łydkami, wewnętrzną nadając zgięcie kłody, zaś zewnętrzną utrzymując rysunek zadu. Oparcie leżało równomiernie w obu wodzach, jakby współgrały nadając szyi Hello ładny łuk (ha, jednak jego przypomnienie nie idzie w las) przy czym na krótkiej ścianie, po wyprostowaniu, ponownie wykonała pomoce do parady i przejścia w stęp. Nie tak momentalnie oddała mu wodze, stopniowo je rozluźniała, aby na stosunkowo długich Hello mógł wyciągnąć szyję, zaś Ruth pozwoliła sobie na krótkie głaskanie i strzykanie kręgosłupem przy lekkim rozciąganiu, bo jak widać zastała się staruszka. :lol2: Stęp trwał przez kilka minut, aby finalnie Gniady ponownie otrzymał kilka półparad, następnie Ruth dociążyła grzbiet, siadając głębiej i obniżając łydkę, którą zaraz przycisnęła do boków konia. Jednocześnie z tym pchnęła go ruchem dosiadu, dociążając prawą stronę. Momentalnie zaczęła stosować wcześniejsze sugestie i przypomnienia, siadając głębiej w siodło, utrzymując elastyczny kontakt i dążąc do zaokrąglonego galopu w stałym tempie, trochę spokojniejszym i bardziej świadomego. Mocniejszym dociśnięciem łydek i cofnięciem bioder wraz ze wzmocnieniem kontaktu skróciła wykrok ogiera, utrzymując go w takim układzie okrągłego, spokojniejszego ruchu.
Później zaś zjechała na tą ''serpentynę'' jak określił to Luke, na której wyginała Hello wokół swoich łydek, starając się także stanowić oparcie w wodzach i jak najlepiej ułożyć ciało Gniadego. Po pierwszym łuku wykonała kilka półparad, następnie przy linii środkowej dociążyła zad, lekko cofnięte łydki przycisnęła i wzmocniła kontakt, aby ogier zwolnił do stępa, w którym kontynuowali ruch przez cztery kroki, które odliczyła, nim Węgierka ponownie skłoniła go do zagalopowania. Następnie zjechali na koło, na którym wewnętrzna łydka nadawała łuk i naprowadzała ogiera na zewnętrzną wodzę, zaś zewnętrzna łydka pilnowała plastycznego dopasowywania się do rysunku przez zad.
Następnie wysłuchawszy polecenia Luczka zabrała się za powtarzanie całego ćwiczenia, skupiając się przede wszystkim na płynności przejść i przepuszczalnością, z którą na początku przez brak skupienia Ruth, mieli problem.

Jessie - 2020-03-13, 23:26

Ukryj: 
Bloo napisał/a:
Faktycznie, drobna posturą Jessie nie robiła zbyt wielkiego wrażenia na srokaczu. Niestety, taki już był. Miał wielkie serce, ale również wielkie, patrzące oczy i nieograniczone pokłady energii. Mimo wszystko nie próbował się siłować z właścicielką na śmierć i życie. Jeżeli pozwoliła mu iść trochę energiczniejszym kłusem roboczym, ale nie zbierała go na siłę, to odpuścił i sam z siebie nie prosił o więcej. Kończąc łopatkę, od razu został wepchnięty na ciasną woltę, która była w tej sytuacji dobrym posunięciem. Prawidłowo poprowadzony przez amazonkę, nie tylko dobrze wpisał się w figurę, ale również trochę rozluźnił i uspokoił, jako że pędzenie na tak ciasnym łuku nie było mu wcale na rękę. Po powrocie na ścianę i po wykonaniu półwolty utrzymał uzyskaną sylwetkę, trawersem poruszając się z linii środkowej na ścianę, gdzie wrócili przed H. Stamtąd ogier kontynuował kłus zebrany, jakby zapominając o poprzedniej, jakże silnej potrzebie pędzenia na łeb, na szyję. Rytmicznie, aktywnie poruszał się przed siebie, mocno wchodząc tyłami pod kłodę. Wkrótce jednak otrzymał półparadę, w reakcji na którą cofnął ucho, by chwilę później znaleźć się na przekątnej. Do kłusa pośredniego nie trzeba było go szczególnie zachęcać, bo ogier bardzo płynnie i szybko poszerzył ramy, aktywnie i dynamicznie odbijając się od podłoża. Nie próbował przy tym zagalopowywać, bo jakby nie patrzeć, narzucające rytm anglezowanie trochę mu w tym przeszkadzało. Skrócenie nie poszło im już tak płynnie i lekko, bo srokacz znowu wszczął bunt, stosunkowo krótki na szczęście. Później skręcił w lewo, cofając na moment uszy i usiłując przewidzieć co teraz będzie się działo. Dzięki uprzedzeniu półparadami pozostał skupiony i zatrzymał się od pierwszego sygnału, w wytyczonym przez właścicielkę miejscu. Tym razem ta dopilnowała wszystkiego, a siedząc w siodle prosto i równomiernie przykładając łydki do boków Bloo, nie nakłoniła go do żadnego skrzywienia kłody czy odstawienia którejś z nóg. Westchnął aż sobie z tej poprawności wykonanego elementu i otrzymawszy łydkę lekko się zawahał, dopiero po chwili zaczynając cofać. Trzeba było przyznać, że zachował prostą linię i nie uciekł zadem w żadną ze stron, ale na 4-5 krokach nie skończył, tylko skulił uszy i cofał dalej.


/Jako że od mojego ostatnia posta zdążyli usunąć tamten program ujeżdżeniowy xD, to przyjmijmy, że robimy ten i jesteśmy w punkcie 8, czyli tamto zatrzymanie było w A, a nie D.

Ku jej zaskoczeniu ogier nie przestał się cofać po tym, jak jej łydki wróciły na pierwotne miejsce i wraz z ruchem bioder zaprosiły konia do stępa. Reakcja na to mogła być tylko jedna - Jessie bez wahania użyła bata za łydką, którą jednocześnie wzmocniła ostrogą, dosłownie zmuszając Bloo do ruszenia przed siebie. W obecnej sytuacji dopuściła nawet ruszenie galopem, ale jeśli ogier rzeczywiście zagalopował, od razu przytrzymała go dosiadem i zamknęła rękę na wodzy, sprowadzając go z powrotem do stępa. Miał prawo być zły, ale musiał pogodzić się z tym, że to ona była tu stroną, która podejmuje decyzje. Zapewne wynikły z tego spięcia, które Jessie postarała się następnie załagodzić podczas stępa po pierwszym śladzie. Miękko wyjeżdżając biodrami kolejne kroki stępa, łydkami egzekwowała energiczny krok i subtelnymi półparadami zachęcała konia do rozluźnienia szczęk. Zmieniła kierunek przez krótką przekątną PS, którą pokonała w stępie pośrednim, odbiegając tu od tego, jak zapamiętała program. Nie widziała jednak sensu w trzymaniu się go co do joty, skoro Bloo był spięty. Dojechawszy do S od razu rozpoczęła woltę, po zamknięciu której kontynuowała stęp jeszcze do środka krótkiej ściany. Do tego czasu udało się jej raczej przepracować problem, dzięki czemu po półparadzie mogła zakłusować w C i tym samym kontynuować jazdę według programu. Na odcinku kolejnych paru metrów postarała się zebrać ogiera, "podnosząc" go łydkami i niejako wynosząc dosiadem w górę, a także nieco ograniczając mu przestrzeń, jaką dawała mu ręką. Następnie na długiej ścianie pojechała łopatką do wewnątrz, starając się zachować podczas tego ruchu impuls i stopień zebrania, w celu czego rozważnie używała zginających pomocy. Wewnętrzną łydką zgięła konia w żebrach, jednocześnie spychając go na zewnętrzną wodzę, która wraz z zewnętrzną łydką trzymała ogiera przy ścianie, podczas gdy wewnętrzna wodza delikatnym pulsowaniem zapobiegała uwieszeniu się na niej i usztywnieniu się. Kończąc łopatkę w R, zawróciła przez półwoltę i wróciła na ścianę ciągiem, "przesiadając" się na prawo, czym wspomogła ruch w bok egzekwowany przez zewnętrzną łydkę. Dojechała do ściany przed M, w którym zabrała Bloo na kolejną woltę, poprzedzającą zapewne wyczekiwane przez niego zagalopowanie, które wykonali chwilę po powrocie na ścianę w C.

Bloo - 2020-03-14, 18:53

Nie spodziewał się tak gwałtownego impulsu, więc jego reakcja była równie dynamiczna. Nie zagalopował co prawda, ale zerwał się szybkim, sztywnym kłusem, zadzierając głowę i w pierwszym momencie ignorując siedzącą na jego grzbiecie właścicielkę. Dał się zwolnić dopiero po kilku krokach, chociaż nadal był rozeźlony, o czym miały świadczyć chociażby cofnięte uszy jak i krótki, sztywny ale za to szybki krok. Zaraz jednak wszedł na przekątną i zaczął się powoli uspokajać, nie należąc do szczególnie pamiętliwych koni. Zaraz jego myśli zapewne obiorą całkiem inny tor i zapomni, że w ogóle się zatrzymywał. Póki co jednak potrzebował chwili, podczas której to stopniowo rozluźniał spięty grzbiet, wydłużył krok i obniżył na nowo głowę, nie zagryzając się już na wędzidle.
W S od razu wszedł na woltę, na której stosunkowo dobrze współpracował z właścicielką, miękko gnąc się od jej łydek. Następnie otrzymawszy takową prośbę, w C energicznie zakłusował od pierwszego impulsu, w dalszym ciągu nie potrzebując wielkiej zachęty do zwiększenia tempa. Zebranie nie przyszło im jak za machnięciem różdżką, ale było znacznie lepiej w porównaniu do początku treningu, gdzie srokacz miał w nosie takie zabawy. Teraz za to po chwili dyskusji ładnie się podstawił i zaokrąglił umięśnioną szyję, wizualnie prezentując się przy tym naprawdę dobrze. Łopatka do wewnątrz również poszła im nieźle, bo kopytny bez problemu odczytał pomoce Jessie i utrzymał jednakowe zgięcie, nie łamiąc się przy tym w szyi. Oczywiście nie utracił przy tym wszystkim na impulsie, więc całość wypadła naprawdę przyjemnie.
Dalej wszedł na półwolty, które wykończył ciągiem do M i tam wszedł na kolejną woltę, która również nie przysporzyła im problemów. I wtedy wreszcie nadszedł długo wyczekiwany przed srokacza element, czyli zagalopowanie. Ustawiony prawidłowo do wewnątrz, zagalopował płynnie, na dobrą nogę. Być może tutaj znowu przyjemnie zaskoczył zawodniczkę, ale nie zrobił przy tym nic głupiego. Samo przejście było dobre, dynamiczne ale lekkie na przodzie, a ogier od pierwszej fouli obrał rytmiczny, aktywny galop, pchając się przy tym z zadu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group