Champagne - 2016-01-07, 22:52 Posłusznie zatrzymała się przy bandzie, zauważając bat klacz położyła po sobie uszy, aczkolwiek jak na razie nic więcej nie zrobiła. Tym razem przy zakłusowaniu kiedy tylko poczuła bata wpierw podrzuciła dość wysoko zadem, nie na tyle by jeździec spadł (na pewno nie Jon), ale na pewno po plecach mu się oberwało. Po tym incydencie ruszyła żwawiej, jednakże mimo mocniejszej łydki czasami miała tendencję do skracania kroku. W tym wypadku, gdy bat pojawił się znów na jej zadzie ponownie podbiła zadem - ale zawsze przy pierwszym razie po "przerwie" od bata, jeśli przy bryknięciu również dostawała, już nie oddawała. Nie była aż tak głupia. Trzeba było jej dać trochę czasu, niestety popsucie klaczy za młody doprowadziło do tego, że teraz było czasami ciężko z nią współpracować.
Kiedy zaczął zabawę z łydką przez rękę na początek ponownie zagryzła wędzidło ciągnąc chłopaka w swoją stronę, a przynajmniej próbując. Podjął walkę, jednak stuknięcie po zębach na tyle ją zniechęciło, że zaprzestała tym razem co jakiś czas mieląc wędzidło jak na razie na mocną pulsację wodzy.
Na wolcie przy baciku tym razem tylko kładła po sobie uszy zgrzytając zębami; nie brykała już. Nadal szła sztywno, ale mimo tej sztywności ruch jej się poprawił. Korzystała z sygnałów do zejścia w dół faktycznie schodząc i pomału uwypuklając plecy, ale wystarczyła chwila by znów nagle spięła się jakby bez powodu. Tym razem nie miała problemu z wpasowaniem się w figurę, Jon jednak mógł poczuć, że momentami dalej próbuje walczyć, zawieszając się na którejś z wodzy lub na obu. Wtedy jednak wystarczył "strzał" plus mocniejszy sygnał na pysku. Kto wie, może potem się rozluźni, jak na razie była po prostu chamem w damskiej postaci. Jak ją "nauczono".
W trakcie przejść do stępa, które miały być nagrodą perfidnie próbowała się zatrzymywać, zgrzytając zębami. Jeśli podejmował walkę batem i resztą pomocy wpierw cofała się, a przy mocniejszym i boleśniejszym sygnale wpierw podbijała w miejscu zadem, po chwili ruszając. Masochistka. Casello - 2016-01-08, 18:23
Gerard Wayford napisał/a:
Nie ingerował w ustawienie konia dobrze wiedząc, że przy takim napięciu i stresie nie miało to żadnego sensu. Oczywiście mógłby ustawić go siłowo, ale po co miał mu dokładać stresu, skoro miał go wystarczająco? Nie robił rękoma nic poza trzymaniem wodzy na stabilnym kontakcie. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że siedzi na tykającej bombie; spychając tę myśl w głąb świadomości, powrócił na pierwszy ślad na którym to zakłusował. Próbował wszystkiego, co mogłoby pomóc koniowi w odzyskaniu psychicznej równowagi - w tym po prostu zażycia ruchu. Prosząc go o aktywny kłus, nie oczekiwał cudów; chciał tylko, by Casello trzymał się wyznaczonej ścieżki i raźno kroczył przed siebie, podczas gdy Gerard anglezował do wyznaczonego rytmu. Ręka wciąż pozostawała bierna, ale nieusztywniona: w razie gdyby skarogniady poczuł się zachęcony do przyjścia do ręki dzięki wysyłającej go do przodu łydce, była gotowa przyjąć go i zaoferować mu przyjemny kontakt. Jeśli jednak koń wciąż postanowił biegać poza jakimkolwiek ustawieniem, to też dobrze. Byle tylko nie odmawiał ruchu, na ten moment Gerard nie potrzebował niczego więcej.
Casello z pewnością był taką tykającą bombą - nabuzowany i naelektryzowany tylko czekał na chwilę, w której będzie mógł dać ujście swoim nerwom. Niemalże z agresją wbijał kopyta w ziemię, jednocześnie unosząc je wysoko, zginając wyraźnie w stawach, niemniej utrzymywał równe tempo.
Z niewielkim opóźnieniem zakłusował, wcześniej oddając z zadu i zarzucając łbem. Głośne rżenie doszło do każdego zakątka hali, kiedy to wałach nerwowo dreptał. Początkowo jego kroki były bardzo wąskie, natomiast sam holedner usilnie uciekał przed kiełznem i kontaktem z ręką Gerarda. Z czasem zaczął pokrywać teren po swojemu, ale w pewnym momencie, w którym na halę weszła kolejna para, nagle się zatrzymał, by zanim mężczyzna zdążył zareagować, ruszyć dzikim galopem Jonah Wrens - 2016-01-08, 22:07 Kiedy tylko klacz podbiła zadem w efekcie użycia bata, nie byłem na to przygotowany. W rezultacie, by się bronić spiąłem mięśnie, nie unikając jednak nieprzyjemnego szarpnięcia w odcinku lędźwiowym. Musiałem zacisnąć zęby i działać dalej. Tym razem gdy po raz drugi wspomogłem się bacikiem byłem przygotowany na jej bryknięcie, którego jednak nie było.
Ruszając w końcu kłusem nie pozwalałem jej na zwolnienie kroku, za każdym razem miała mocniejszą łydkę, a jeśli nie pomagało to ostrzegawczo pukałem po jej zadzie ujeżdżeniówką. Nie chciałem jej nadużywać jednak jeżeli musiałem - robiłem to. Za każdym razem poprawiając jeżeli oddała zadem. Tak żebym to ja miał ostatnie słowo.
Pilnując jej głowy, za każdym razem gdy próbowała mnie wyciągnąć skutecznie ją blokowałem. Skoro już dała po sobie poznać co na nią działa, to tak robiłem.
Faktycznie była poprawa, co jednak jeszcze mnie nie zadowoliło. Chciałem, żeby odpuściła i przestała bawić się w buntowniczkę.
Za każdym razem kiedy się zaokrąglała i próbowała coś zmienić (na dobre), starałem się dać coś od siebie. Moja ręka była bardziej delikatna, co znaczyło, że sygnały zelżały, dając szansę klaczy w spokoju poruszać się w rozluźnieniu. Chciałem ją nagrodzić za chęci, łudząc się, że z tego skorzysta. Jeśli tak nie było po drugim razie sobie odpuściłem bycie dobrym i zostawałem przy wyraźnym pulsowaniu i łydce.
Nie pozwalałem jej na zatrzymanie, od razu reagując łydką, a następnie łydką z batem i batem w wypadku gdy bryknęła.
Robiąc następne przejście z kłusa do stępa, od razu puknąłem ostrzegawczo bacikiem o jej zad, a w momencie gdy tylko poczułem jak zwalnia, uderzyłem mocniej. Bez owijania w bawełnę.
Po krótkiej chwili stępa, zatrzymałem się gdzieś na środku i zacząłem zabawę z wyginaniem jej szyi. Starałem się robić to powoli i w miarę jej możliwości, coby jej nie nadwyrężyć. Dlatego też przykładając mocniej łydkę, do której wyginać miała się szyja, wodzą od tej samej strony sugerowałem jej z pulsowaniem wygięcie, a zewnętrzną umożliwiałem jej ten ruch. Na drugą stronę zrobiłem to samo, by jednakowo ją pozachęcać do wyginania się. Przy okazji byłem mocno cierpliwy, jeżeli ta próbowała się buntować. Zero złości, po prostu byłem spokojny i dążyłem do tego co sobie założyłem.
Następnie zaprosiłem ją do kłusa, pilnując od razu jej tempa i samemu zostając w siodle. Tak bawiłem się z jej ciałem, mając większe pole do manewru. Aktywizująco działające łydki i delikatna ręka. W razie potrzeb ów ręka zmieniała się na twardszą, by posłać jej wyraźne sygnały. Spróbowałem i w tym chodzie wygięć, mocno pilnując ustawienia jej ciała. Wręcz masowałem wewnętrzną łydką jej bok.
Uzyskując cokolwiek z jej strony, lub nie poprosiłem ją o galop na lewo, w razie czego po zignorowaniu przez nią sygnału, pomagając sobie batem. Jeżeli oddała zadem, oddawałem ujeżdżeniówką.
Zasady z pomocami były takie same, jedynie łydki pewniej prowadziły klacz w ściślejszym korytarzu, coby nie wypadała na zakrętach ciałem, ani się nie rozpadała. Póki co dawałem jej zwykłe galopy na lewo, a następnie na prawo, ze zmianą chodu przez kłus. Tak wstępnie jako rozgrzewka.Jim Beam Rye - 2016-01-08, 22:58
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Byłem wyjątkowo zadowolony z pracy, gdy już przyzwyczaiłem się do warunków, w których przyszło mi pracować. Galopowałem chętnie, będąc dalekim od sprawiania wrażenia, które często występowało u koni - że ledwo żyły w galopie i najchętniej wróciłyby do kłusa już po paru foule. Nie miałem co prawda bardzo okrągłej foule, ale też nie spłaszczałem jej przesadnie. Z resztą wszystko można było wypracować do pewnego stopnia. Na woltach zachowywałem dane tempo pod warunkiem, że Nadya przyłożyła się do wykonania tego - na pozór prostego - ćwiczenia jakim było zrobienie prawidłowej wolty. Odruchowo miałem ochotę zwolnić, ale motywowany użyciem zewnętrznej łydki, galopowałem po kole równie energicznie. Z czasem przeszliśmy do kolejnego zadania, jakim było wydłużanie i skracanie kroku. Spodobało mi się szczególnie to pierwsze: galopując wzdłuż długiej ściany efektownie wydłużałem foule, mocno bijąc kopytami o ziemię i kryjąc swoimi krokami sporo terenu. Parsknąłem też parokrotnie, czując jak ćwiczenie pomaga mi w pozbyciu się pozostałych napięć. Mimo wszystko pozostawałem pod kontrolą, dlatego też sprawnie odpowiadałem na działanie dosiadu i ręki i na krótkich ścianach posłusznie skracałem krok w galopie. Musiałem przyznać, że cała ta praca w galopie była męcząca. Spociłem się, przede wszystkim pod siodłem i ogłowiem, chociaż wcale nie zrobiliśmy tak dużo. Chyba po prostu nie miałem najlepszej kondycji. Z czasem po prostu wyraźnie odechciało mi się galopować, straciłem tę "iskrę", mimo iż posłusznie poruszałem się wciąż w tym samym chodzie. Kolejne ćwiczenia okazały się wyjątkowo skomplikowane. O ile lotna zmiana nogi nie była mi obca, to kontrgalopy zdecydowanie miałem niewyćwiczone. Ożywiłem się trochę przy wykonywaniu lotnych, chociaż wypadały one... dość płasko. Zdecydowanie wymagałem solidnej pracy nad jakością chodów, szczególnie że byłem po przerwie wywołanej chorobą i rehabilitacją.
W kontrgalopie natomiast całkowicie się zagubiłem. Praktycznie od razu próbowałem zmienić nogę na "właściwą" lub traciłem równowagę, uwalając się na przodzie i nawet przechodząc wtedy do kłusa. W sumie nie było problemu - najpewniej przerwaliśmy to ćwiczenie i odłożyliśmy je na inną okazję, bo jednak stopniowo trzeba było mnie wdrożyć do solidnej pracy.
Przeszedłem do kłusa, ale niemal w tej samej chwili na hali powstało zamieszanie. Spłoszony i brykający Casello nieoczekiwanie wytrącił mnie z równowagi. Już od dłuższej chwili obserwowałem wałacha, denerwując się jego nerwowym zachowaniem, aż szala goryczy przelała się. Gwałtownie machnąłem łbem i także wpadłem w galop, zadzierając łeb i w zasadzie spróbowałem ponieść Nadyę bez przekonania, porwany impulsem.Gerard Wayford - 2016-01-08, 23:17
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Trzeba przyznać, że wałach zaskoczył go swoim zachowaniem. Brykanie raczej mu się nie zdarzało, więc nic dziwnego, że Gerard zupełnie się tego nie spodziewał. Niemniej bez problemu wysiedział bryknięcie i zignorował zachowanie skarogniadego, każąc mu dalej iść do przodu jakby nigdy nic. Jeszcze większym zaskoczeniem okazała się reakcja wierzchowca na pojawienie się kolejnej pary. Na to mężczyzna nie miał żadnego wpływu, zdążył się jedynie skrzywić, gdy całym jego ciałem szarpnęło nieprzyjemnie, szczególnie w odcinku szyjnym kręgosłupa. Nie zdążył nawet skorygować zachowania konia, gdy ten gwałtownie ruszył galopem, zapewne nie oszczędzając się przy tym. Nie byłoby to takie złe gdyby nie to, że jeden z koni także się spłoszył, co Gerard zdążył zauważyć kątem oka. Jego reakcja była natychmiastowa - nie dając się przestraszyć, po prostu chamsko ściągnął łeb konia do środka, rękę ciągnąc wręcz do kolana i tym samym zmuszając wałacha do gwałtownego skręcenia i wjechania na bardzo ciasną woltę, aż dalsze galopowanie było niemożliwe. Siłę w rękach mimo wieku miał słuszną, szczególnie że nie zamierzał się pieścić ze swoim koniem, nawet jeżeli był jego oczkiem w głowie. Oczywiście usiadł przy tym w siodle, aby nie odciążać zadu konia.Christian Levrull - 2016-01-08, 23:27 W momencie kiedy tylko się rozluźniła od razu pochwalił ją korygując się, by przypadkiem nie spóźnić się ze zmniejszeniem nacisku/siły wszystkich pomocy w formie mega przyjemnej i wygodnej nagrody. Już miał zamiar zagalopować, kiedy w jednym z przeciwnych narożników poszedł gniadosz w długą wraz ze swoim właścicielem. Od razy przeszedł do stępa pozostając na środku hali, a następnie zatrzymał klacz.
- I weź tu cholera wybierz się na trening...
Wymruczał zły pod nosem zatrzymując karą, gdyż już czuł, że i ona poszłaby za tamtym. Tym bardziej, że kolejny koń poszedł w pościg. Trzymał mocno wodze, licząc się tym samym, że ta zacznie się wspinać przygotował się na to - jeśli to zrobiła starał się skrętem wodzy sprowadzić klacz na ziemię. Jeśli próbowała wyrwać również wykręcał łeb w którąś ze stron kręcąc się w kółko by ponownie spróbować ją uspokoić. Ogólnie uniemożliwiał jej pościg, ale ciężko by było by uniemożliwił wspinanie się czy brykanie.I So Bad - 2016-01-08, 23:40 Rosnące napięcie na hali, pobudzenie koni i dzikie wybryki nie pozostały bez wpływu na karą, meandrując czarnymi radarami na prawo i lewo, reagowała spięciem mięśni czy też gwałtowniejszym przeżuwaniem wędzidła.
Zatrzymana na środku stałą spokojnie, z wysoko uniesionym łbem obserwując galopującego gniadosza, a także pobrykujące konie. Obecny tu tłum skutecznie podbijał poziom frustracji i niezadowolenia karej.
Nie wspinała się, ani nie próbowała ruszyć, zachowywała pozorny spokój, chociaż tak naprawdę stanowiła tykającą bombę zegarową. Napierając na wędzidło spuściła łeb żując je nerwowo. Jeżeli brunet zdecydował się na ruszenie, niemal uciekła mu spod tyłka zaczynając poruszać się pasażem przed dłuższy moment. Aż do momentu w którym podstawiając mocniej zad, przysiadła na nim tylko po to, aby wykonać naskok w górę i wybić silnie grzbiet do góry.
Jak na kobyłę była dość masywna, a tym bardziej, że była umięśniona i silna jak na konia. Po takim widowiskowym bryknięciu ruszyła pełnym galopem zapierając się na wędzidle i w międzyczasie wyrzucając kilkakrotnie zad ku górze. Schowane w grzywie uszy były niemal niewidoczne, a łypiące na prawo i lewo wściekłe oczy lustrowały całe to wesołe towarzystwo.Christian Levrull - 2016-01-09, 00:43 Wszystko tak jak wcześniej, stał i czekał (jak trzeba było to nawet zsiadł trzymając karą), aż reszta ogarnie kucyki, jako że nic więcej obecnie nie mogę napisać. (y)I So Bad - 2016-01-09, 00:45 No to stała skoro nie ruszył, nabuzowana ale stabilna na pomocach i kontakcie więc nie musiał zsadzać z niej swojego zgrabnego tyłka <3.Casello - 2016-01-09, 17:06 Kątem oka zauważył, że kolejny koń podzielił jego los i także zaczęło mu odpierdalać To tylko nakręcało go do dalszego działania, co chwila wyrzucając zad ku górze i zarzucając mordą. Rozwinął zawrotne prędkości, jednak Gerard zdążył w porę zareagować. W reakcji na gwałtowne pociągnięcie wodzy zarżał głośno, chwilę potem zaczynając się wspinać. Ciemne uszy zaginęły w smolistej grzywie, kiedy kiełzno nieprzyjemne obiło mu się po pysku. Skręcił na ciasną woltę, jednak dalej nie współpracując z mężczyzną. Owszem, w końcu zatrzymał się, jednak po chwili nieoczekiwanie stanął dęba, prawdopodobnie pozbywając się swojego jeźdźca Jessie - 2016-01-13, 00:24 Po otrzymaniu właściwego tempa od młodzika, szybko odszukała swoją równowagę, dając czas ogierowi na złapanie własnej. Nie chciała go w tym pośpieszać, bo wiadomo, że młode konie nie potrafiły od razu złapać rytmu i trzeba było do tego cierpliwie dążyć, bez przymusu. Zresztą nie da się przeskoczyć równowagi.
Gdy tylko karosz zaczął szarpać łbem, tym samym nadziewając się na wędzidło zawodniczka pochyliła się do przodu, jednak mając oparcie w strzemionach udało się jej uratować przed ściągnięciem z siodła. W tym momencie palce Jess zacisnęły się na wodzy, a łydka nieco mocniej przyległa do boku konia, tak by wynieść go do góry z tej pozycji zawieszenia. Wtedy brunetka zaczęła masować wędzidłem język Durana, robiąc to bardzo delikatnie. Wręcz na zasadzie samych zaciskających się palców na wodzy u wewnętrznej ręki. Do tego stałe oparcie w łydkach, które pomagały wierzchowcowi zdobyć zarys prawidłowego ruchu naprzód. Oczywiście przesadnie go nie ściskała, aby nie sprowokować go do ucieczki spod siebie, lub nie dać mu spanikować nagłym zamknięciem. Jess zaoferowała od siebie delikatność i stabilizację, oczekując że to cokolwiek wniesie do tego treningu. Gdyby to jednak nie pomogło, poszerzyła lekko korytarz z dłoni, co było łatwiejsze dla zaczynających przygodę z jazdą koni. Miał większa motywację do zejścia głową w dół i drogą do rozluźnienia się.
Za każde dobre zejście, chwaliła go i powoli oddawała rękę, zachowując jednak zdrowy rozsądek, by nie zostać z końcówką w dłoni. Pozwalała zejść mu głową do pewnego momentu. Poniekąd już teraz ucząc go schodzenia za ręką i zatrzymywania się w momencie gdy dziewczyna tego chciała. A nie wtedy, kiedy ogier sobie to zażyczył.
Po formalnościach z ustawieniem, przyszła pora na wprowadzenie wolt, tak na dobry początek. Duże koła, z zaoferowanymi pomocami, w czym łydki prowadziły go po łuku, zewnętrzna ręka uniemożliwiała przegięcie się, lub wypadnięcie przodu, zaś wewnętrzna umożliwiała mu ruch. Jeżeli i teraz wypadał mu zad, postarała się o to, aby przesunięciem powolnym łydki, upomnieć go o istniejącym tyłku, który znalazł się nie tam gdzie trzeba. Z tym, że ten ruch różnił się od tego do zagalopowania. Dodatkowo to jedna łydka (zewnętrzna) docisnęła się mocniej, a cała reszta sylwetki dziewczyny pozostała niezmienna. Jeżeli ten sygnał nie pomógł, delikatnym puknięciem bacika, starała się naprowadzić go na właściwą drogę.
Po dobrze wykonanym ćwiczeniu na lewą i prawą stronę, zaprosiła go do stępa, oferując mu wodzę w ramach nagrody i rozluźnienia. Mając go jednak dalej pod kontrolą, zważywszy na sytuację, która w międzyczasie rozwinęła się na hali. Nie zatrzymywała jednak konia, wiedząc że nie miałaby większych szans wysiedzieć go, gdyby nagle zerwał się ze stój i chociażby zaczął brykać. Mimo wszystko lepiej było utrzymać go w ruchu i zaoferować jakimkolwiek zajęciem, niż pozwolić się patrzeć.Gerard Wayford - 2016-01-14, 19:25 Pozostając odchylonym do tyłu, co było raczej zasługą ruchu konia niż odruchem czy celowym działaniem, utrzymał się w siodle pomimo bryknięciem, które i tak ukrócił dość szybko, zmuszając konia do zatrzymania się. Prowadząc go po bardzo niewielkim kole, łydką wręcz spychał jego zad, zmuszając do krzyżowania kończyn i tym samym do ostatecznego zatrzymania się. To jednak najwyraźniej nie ostudziło zapału konia, sądząc po tym, jak wspiął się, zmuszając jeźdźca do kolejnej szybkiej reakcji. Wbrew przypuszczeniom wcale nie spadł; przesunął obie dłonie w górę szyi, tym samym unikając ciągnięcia za wodze, co mogłoby doprowadzić do utraty równowagi wałacha. Pochylił się też do przodu i po prostu odczekał chwilę, aż koń z powrotem stanie na czterech nogach - pytanie, czy zamierzał pozostać w takiej pozycji, czy też znowu wpadło mu coś do głowy...Casello - 2016-01-16, 15:20 Zapewne pociągnięcie za pysk tylko bardziej rozeźliłoby wałacha, ale całe szczęście Gerard zachował zimną krew i uniknął tego. Casello natomiast nieustannie dawał się we znaki, na ten krótki moment zbierając całe zainteresowanie obecnych na hali. Z czasem jednak spokój i opanowanie mężczyzny zaczął udzielać się holendrowi, z którego stopniowo zaczęły schodzić negatywne emocje. Wylądował na czterech nogach z niemałym hukiem, łącząc to z głośnym rżeniem. Niemniej pomijając nieustanne zarzucanie łbem, nie kontynuował już swoich poprzednich szaleństw. Stojąc w miejscu jedynie machał prawym przodem w geście niezadowolenia, niezbyt przyjaźnie lustrując wzrokiem inne konie.Gerard Wayford - 2016-01-16, 18:35 Pozostawił gniademu luźne wodze, nie chcąc go ponownie zdenerwować trzymaniem za pysk. Odczekał chwilę, dosłownie tyle, ile zajęło mu policzenie do dziesięciu, po czym dał wałachowi łydkę do stępa. Nie prosił go o nic więcej. Jeżeli ten grzecznie ruszył, Gerard pochylił się nieco, by pogłaskać konia po wilgotnej szyi.
- Wariat - mruknął, jednocześnie krzywiąc się w wyniku bólu, który odzywał się w naciągniętych mięśniach już teraz. - Nie zrobiłeś o nas najlepszego wrażenia - stwierdził, spoglądając krótko po innych osobach, na których twarzach dostrzegł zapewne wyłącznie poirytowanie. Nie przejął się tym jednak, mając na głowie ważniejsze zmartwienia niż zdanie osób, które w wielu przypadkach wyżej srały niż miały dupę. Takie przynajmniej miał wrażenie, być może mylne, ale nieważne.
W każdym razie pozwolił zwierzęciu chwilowo ochłonąć, zanim ponownie skrócił nieco wodze, by następnie znowu zakłusować, może tym razem bez dziwnych odpałów.Casello - 2016-01-16, 19:43 W czasie tej krótkiej chwili, kiedy Gerard odliczał do dziesięciu, wałach odsapnął nieco po poprzednim szaleńczym galopie. Może i dalej daleko było mu do rozluźnienia, niemniej jednak starał się uspokoić chociaż fizycznie. Posłusznie ruszył stępem, na krótki moment kierując radary w stronę mężczyzny, kiedy odezwał się do niego. Tym samym skutecznie przyciągnął jego uwagę na siebie na dłuższy czas. Ciągle chodził naelektryzowany i sztywny, ale przynajmniej był miernie posłuszny. W reakcji na skrócenie wodzy, uniósł łeb i schował radary w grzywie. Mieląc od czasu do czasu kiełzno w mordzie, płynnie wszedł w kłus. Już od początku utrzymywał robocze, aktywne tempo, raźnie krocząc do przodu.