To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Desperado - 2015-12-29, 16:41

Tuż po wylądowaniu sprawnie osadził się na zadzie, co umożliwiło mu zmieszczenie się w ciasnym zakręcie, bez uciążliwego uwalania się na ręku i utraty równowagi. Precyzja była bardzo ważna w jego przypadku, jako że po prostu nie miał miejsca na popełnianie błędów czy niedokładność. Odpowiednie przygotowanie pozwoliło mu sprostać temu wysiłkowi i wszystkim postawionym przed nim zadaniom bez większej szkody.
Wyszedł spokojnie na wprost kolejnej przeszkody, do której zmierzył równym, dynamicznym galopem, rzeczywiście traktując wysokość przeszkód jako dobrą zabawę, niż poważne wyzwanie. Pokonywanie ich sprawiało mu wyraźną radość, większą z każdym kolejnym krokiem, co okazywał potrząsaniem łba i parskaniem ilekroć miał chwilę na galop w dystansie. Natomiast jeżeli mowa o atmosferze zawodów, to nie miała ona większego wpływu na zachowanie gniadosza - flesze i wszechobecne poruszenie nie robiły na nim wrażenia.
Płynnie pokonał stacjonatę, nie musząc się nawet do tego specjalnie przygotowywać; przy wyższych skokach za każdym razem osadzał ciężar ciała na zadzie, tym samym unosząc przód, aby pozyskać siłę do oddania skoku. Tym razem można było powiedzieć, że się nie starał, co jednak nie oznaczało, że cokolwiek robił źle. Widocznie minimum starań było wystarczające aby ukończyć ten parkur na czysto.
Wylądowawszy kontynuował galop na lewą nogę, zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca. Nabrał nieco werwy w drodze do oksera, co pomogło mu w nad wyraz płynnym pokonaniu przeszkody. Dodatkowo motywowany działaniem jeźdźca uczynił to bez najmniejszego zawahania, nawet jeżeli chwilowo został oślepiony lampą błyskową. Bezpiecznie i w równowadze ukończył skok, by dalej wyraźnie wyciągnąć galop, czemu towarzyszyło radosne parsknięcie i wyciągnięcie łba do dołu, lecz tylko na tyle, na ile umożliwiły mu to napięte wodze. W odpowiednim momencie pokornie powrócił do poprzedniego ustawienia sylwetki, co miało mu ułatwić pokonanie szóstej już przeszkody, kolejnej stacjonaty. Dostosowując się do poleceń Sergeia, odpowiednio ustawił się na pomocach by z powodzeniem oddać kolejny skok.

Jessie - 2015-12-29, 20:28

Wybierając prostszy wariant najazdu na czwartą przeszkodę, skręciła w prawo od razu wysyłając konia aktywnie do przodu. Wsłuchując się w równy, dudniący kopyt uderzających o podłoże, utkwiła wzrok w stacjonacie celując dokładnie w jej środek. Uprzednio wcześniej usiadła w siodle, by prawidłowo i pewnie doprowadzić konia do przeszkody, spod której dała mu mocniejszą łydkę, zachęcając do oddania skoku. Podążyła za jego ruchem, tym samym płynnie i czysto pokonując kolejną przeszkodę na ich trasie. Kolejnym celem była piątka, do której poprowadziła ogiera w pełnym siadzie, nie rozpędzając go do czasu wyjścia na wprost oksera - wówczas poprosiła go nieco żywszy chód, nieznacznie przesuwając rękę do przodu, co miało go jeszcze bardziej zmobilizować. Wciąż jednak było to rozsądne tempo, z którego oddanie skoku powinno być jak najbardziej komfortowe dla ogiera, a przy tym skuteczne. Postępując jak zawsze, wręcz automatycznie, nie wyprzedzała ruchów Angela, nie zostając też w tyle - wyczekała odpowiedniego momentu by wyjść za ogierem i przejść w półsiad, w którym oddała mu elastycznie i miękko rękę, nie tracąc jednak kontaktu z pyskiem. Już po chwili wycofała się, aby nie zaburzyć równowagi siwka przy lądowaniu, po którym to wróciła do półsiadu by ponownie pozwolić wierzchowcowi na wyciągnięcie galopu do kolejnej przeszkody. Tego razu pozwoliła sobie na to, aby się trochę pościgać na parkurze, bez obaw że spieprzy tym technikę konia - w końcu na co dzień dbali o nią na treningach. Dopiero na wprost stacjonaty półparadami zaczęła nieco zwalniać konia, siadając też w siodle na trzy ostatnie foule by z tego wciąż dość dynamicznego galopu oddać kolejny, skuteczny skok nad stacjonatą, bez najmniejszego zawahania. Pozostając w skokowym, odciążającym dosiadzie do siódemki wykręciła wyraźny łuk, podpierając na nim konia łydką, co by nie stracił odpowiedniego tempa ani też nie wypadł zadem. Zostawiła mu adekwatnie dużo miejsca na to, by móc go swobodnie wyprostować przed okserem i jeszcze śmiało go wysłać na przód. W technice wciąż się nic nie zmieniało, poza tym najwyraźniej była skuteczna, skoro kolejna przeszkoda została pokonana na czysto. Dalej utrzymała Angela w linii prostej, studząc nieco jego entuzjazm i jadąc ten kawałek siedząc w siodle, mając każdy krok konia pod kontrolą. Odległość do przeszkody była ściśle wyliczona, toteż zachowała ją, w odpowiednim miejscu sugerując oldenburgowi oddanie skoku. Tuż po wylądowaniu praktycznie od razu wzięła konia na siebie, aby zmieścić się jeszcze przed przeszkodą oznaczoną numerem drugim i tym samym nieco skrócić najazd na kolejny okser. Angel był jednak na tyle kompaktowy by spokojnie móc korzystnie wyjść z tego manewru, inaczej by sobie na to nie pozwoliła; w każdym razie wyprostowała go przed okserem naraz wysyłając aktywniej do przodu, by zaraz podążyć za ruchem ciała wybijającego się do skoku konia. Ostatnia przeszkoda w zasadzie była już tylko formalnością, ale Jess pozostała skoncentrowana na swoim zadaniu, aby wszystko doprowadzić do końca w jednakowo dobrym stylu - w końcu walczyła o wygraną, prawda? Prowadząc konia w półsiadzie aktywnym, acz kontrolowanym galopem wzdłuż bandy, dopiero na wprost oksera usiadła z powrotem w siodle by starannie doprowadzić doń konia. Po sukcesywnym oddaniu ostatniego skoku wysłała go do przodu między celowniki, po ich wyminięciu wypuszczając wodze i pozwalając ogierowi rozciągnąć się. Klepiąc go po szyi w ramach nagrody, po połowie okrążenia zaczęła zwalniać konia do kłusa i do stępa,w którym zjechała z parkuru i rozstępowała siwka na rozprężalni. /zt
Unexpected - 2015-12-29, 23:59

Za pewne gorsze rzeczy do przejechania będą czekać jeszcze tą parę, ale chyba nie było najgorzej nie? Zostało 5 przeszkód i należało się cieszyć, nie martwić, mieli tylko lekko zakręcić by na prosto wyjechać na szóstkę więc chyba nic trudnego? Ze stoickim spokojem minęli jedynkę i skierowali się dalej ku stacjonacie, zastrzygł uszami na boki zbliżając się do przeszkody. Po dojechaniu do niej, ogier mocno wybił się z zadnich nóg, unosząc wysoko przodu i zgarniając je pod siebie, ładnie podciągnął też tyły rozciągając się lekko nad przeszkodą. Spojrzał w lewo i na tą nogę zaraz także miękko wylądował na podłożu, ej no Unex szalał trzy wygrane miał na swoim koncie, prawie mistrza chcesz szkolić? :lol2: Skierowany na dość ciasny łuk który miał ich naprowadzić do siódemki, gniadosz wpadł w lekki poślizg na zakręcie spowodowany wcześniejszym potknięciem, jednakże uratowali lekko sytuację i pojechali na tą nieco przeklętą przeszkodę. Prawdopodobnie okser rzeczywiście minimalnie ale jednak został przeskoczony pod pewnym kątem, ale na czysto ! Lekkie dodanie w tempie by po prostej dojechać do ósemki, udało im się już na wprost do niej pojechać i przeskoczyć przez samiuśki środek co było efektowne i widoczne gołym okiem, te zgranie pary, zaufanie i takie tam. To przypadkiem nie my mieliśmy problem na poprzednich zawodach z krzaczkiem? Tak czy siak jadąc do dziewiątki ponownie wykonali dość ciasny skręt prawie całując się z krzakiem, lekko przyspieszył dojeżdżając do oksera by zaraz wzbić gniade cielsko w fazę lotu, bez większych problemów ochoczo odbijał się od ziemi, składał w locie i wyciągał, mimo kilku lat na karku posiadał werwę nie jednego młodzika. Jadąc do ostatniej przeszkody ponownie przyspieszyli znacząco, wykręcili ładny zakręt w prawo na dziesiątkę by zaraz znaleźć się na wprost niej. Bez trudu przeskoczyli ostatnią z przeszkód, co ogier skwitował głośnym parsknięciem i zaraz zwolnił do kłusa. Zadowolony z siebie skierował się na rozprężalnie, wyglądał na dumnego niczym paw.

z.t

Angel's Wings - 2015-12-31, 11:46

Angel'a najchętniej rozerwałaby energia, której zapasy powoli wykorzystywał i zadowolenie z kolejnych, pokonanych bez błędów przeszkód. Siwy pozostał jednak skupiony, wrażliwy na sygnały od Jessie, nadal starał się dawać z siebie 200% normy.
Skręcili w prawo na stacjonatę 110 cm, ogier poruszając się równym galopem. Brunetka nakierowała go na środek czwórki, przed przeszkodą dając mu łydkę, na którą oldenburg zareagował dynamicznym wybiciem, ładnie ułożył się nad przeszkodą, zgrywając się ze swoją amazonką i płynnie, bez problemów pokonał przeszkodę. Następnie ruszyli na piątkę, Wings trzymając się ustalonego tempa i przyśpieszając nieco dopiero gdy znaleźli się na wprost oksera 115 x 110 cm. Tu wszystko wyglądało podobnie jak wcześniej, dwunastolatek współpracując z dwudziestorzylatką poderwał się w odpowiednim miejscu, co Jessie zapewne zaznaczyła mu łydką. Ponownie ułożył się nad przeszkodą baskilując i miękko wylądował, jakby pokonanie oksera nie stanowiło dla niego żadnego wysiłku. Ruszyli teraz w stronę stacjonaty oznaczonej jako przeszkoda numer sześc. Dwunastolatek wyciągnął galop, poszerzając foule i przyśpieszył, nie pędził jednak na złamanie karku. Przy tym jak zawsze jego krok był energiczny, ale naturalny i lekki. Zaczał stopniowo zwalniać po półparadach od Jessie, zachował jednak dynamikę galopu do wybicia i pokonania przeszkody.
Ruszyli teraz po łuku na siódemkę. Aniołek ładnie wyjechał łuk zachowując tempo i nie psując ustawienia, po czym Jessie wyprostowała go na siódmą przeszkodę. Siódemkę również pokonali w dobrym stylu i na czysto. Pokierowali się na ósemkę po prostej, siwek zachowując narzucone tempo, w odpowiednim miejscu wybijając się do skoku. Ósemkę również zostawili za sobą pokonaną na czysto. Najazd na dziewiątkę był krótki i nieco ryzykowny, jednak udało im się wyjść korzystnie z tego manewru i wyprostować na zbliżającą się dziewiątkę, ogier skoncentrowany na przeszkodzie i pomocach od kobiety. Znów na sygnał łydką poderwał się energicznie baskilując nad przeszkodą i zgrywając się z brunetką w skoku. Również dziewiątkę pokonali na czysto i dość płynnie. Została im jedna przeszkoda. Oldenburga nadal rozrywała energia i zadowolenie z pokonanego dotąd na czysto parkuru, jednak jeszcze tylko bardziej zmobilizował się przed dziesiątką. Jessie w podobny sposób co wcześniej staranie doprowadziła dwunastolatka do przeszkody, gdzie znowu Wings wybił się w wyznaczonym miejscu ponownie na czysto pokonując przeszkodę.
Nie spuścił z tonu aż do wyminięciu celowników, gdzie kobieta pozwoliła mu zwolnić, z czego też bez oporów skorzystał. Zwolnili do kłusa, a potem do stępa i opuścili parkur, Angel poparskując z zadowoleniem. Podczas rozstępowania nie sprawiał żadnych problemów, bo też chyba nie miałby już na to ani siły ani ochoty.

/zt

Sergei - 2015-12-31, 18:26

Zaraz po pokonaniu szóstki Serg ponownie usiadł głębiej w siodło i zaczął skracać Desperado, chcąc przygotować go do wykonania ciaśniejszego zakrętu w lewo. Nie mógł przytulić się do ozdobnego krzaczka z racji gabarytów gniadosza (a z racji własnych niekoniecznie powinien jeździć na drobniejszych wierzchowcach), ale jednocześnie nie zamierzał robić jakiegoś strasznie obszernego łuku. Przy takich wysokościach nieco krótszy dystans do przeszkody nie powinien robić WKKW’iście większych trudności. Wracając jednak do meritum; półparada, a następnie za pomocą odpowiednich sygnałów wyjechanie ciaśniejszego łuku prowadzącego na siódemkę, czyli ponownie okser. Mężczyzna swobodnie balansował swoim ciałem, zgrywając się z ruchami wierzchowca, przez co nie obijał mu grzbietu jak niektórzy mniej poradni zawodnicy swoim podopiecznym. Dalej już tylko dynamicznie do przodu, wsparcie łydką i przejście do półsiadu równo z wybiciem się gniadosza do góry. Mężczyzna spokojnie wysunął dłonie do przodu, oddając wodze Desperado, pozwalając mu tym samym na swobodną pracę szyi. Gdy tylko ogier postawił swoje długie kończyny na ziemi Serg wysłał go mocniej do przodu. Szeroka foula folbluta trochę uniemożliwiała wpasowanie się na cztery kroki galopu do następnej przeszkody, tak więc Rus wolał dojechać do stacjonaty szybciej i mocniej, by umożliwić mu jak najbardziej dynamiczny najazd, tym bardziej, że jego podopieczny nie miał negatywnej tendencji do zostawiania zadu z tyłu, czy też całkowitego zapominania o nim. Podsumowując; mężczyzna zdecydował się zaufać nieco gniadoszowi i jego wyczuciu, by ten mógł swobodnie wybrać pasujące mu miejsce wybicia. Wierzył, że WKKW’ista nie wywinie mu jakiegoś niemiłego numeru. Nie mylił się też zresztą, tak więc, gdy tylko ogier wyszedł do góry ten zgrabnie podążył za nim (czyt. nie został gdzieś z tyłu, ani też nie uwalił się nadmiernie z przodu), nie zapominając o elastycznym oddaniu wodzy. Po wylądowaniu od razu półparada, ponieważ Rus zdecydował się na skorzystanie ze skrótu i zamiast za dwójką, pojechał przed nią. Co prawda tutaj najazd na przedostatnią przeszkodę i tak pięknie się ustawiał, więc tym razem nie skracał ogiera, a pozwolił mu na swobodny galop. Ewentualnie dał sygnał do zmiany nogi, jeśli folblut wylądował na „nieprawidłową”. Kontrgalop w niewielkich ilościach może i dobrze sprawdzał się jako ćwiczenie, ale podczas jazdy na parkurze raczej lepiej było unikać takich ekscesów. Tak czy owak na dziewiątkę, czyli okser najazd po lekkim łuku, jednak wyprostowanie gniadosza nie sprawiało większych trudności, nawet jeśli pod uwagę wziąć jego długość i wysokość, która generalnie chcąc nie chcąc wykluczała go z konkursów szybkości. Za to był wzorowym wierzchowcem pucharowym oraz miał zadatki na skakanie potęg. Niemniej nie wybiegajmy aż tak bardzo w przyszłość. Żwawo na przedostatnią przeszkodę i tym razem już staranne zamknięcie gniadosza w pomocach. Łydka, przejście do półsiadu i oddanie wodzy. A od razu po lądowaniu mocna łydka i wysłanie folbluta do przodu, by pokazał, na co go stać. Mieli teraz spory kawałek do przeszkody, łagodny łuk w prawo i idealny najazd na wprost, można więc się popisać i ten skok wykonać jak najbardziej zjawiskowo.
- No, jak chcesz się popisać, to najwyższy czas na to – rzucił optymistycznie w końską grzywę, chcąc go pozytywnie nastroić do końcówki przejazdu.
Dynamicznie do oksera, mocniejsza łydka i wyjście do przodu wraz z ruchem Desperado oraz przesunięcie rąk do przodu. Chwila lotu, lądowanie i full euforia, bo praktycznie bezproblemowy przejazd, na czysto i w czasie. Jak tylko przekroczyli „metę” Serg od razu zaczął klepać gniadosza, mamrotać pochwały, a także skierował go w stronę rozprężalni. Nasłucha się dzisiaj braw ogier, oj nasłucha.
zt

Windsor - 2015-12-31, 20:23

Odpowiadając na pomoce jeźdźca, wyprostował swą sylwetkę w najeździe do kolejnej przeszkody. Unikając wyraźniejszej asymetrii zyskiwał na skuteczności, która w przypadku tego rodzaju zawodów była kluczem do sukcesów. W każdym razie, w odpowiednim momencie wycofał się nieco, przenosząc ciężar ciała na zad, co wymusiło na nim większe zaangażowanie. Kumulując w ciele energię do oddania skoku, uwolnił ją w reakcji na otrzymaną łydkę. Płynnie pokonał przeszkodę, po raz kolejny oddając prawidłowy, bardzo ekonomiczny skok, prezentując wysoki poziom współpracy ze swoim jeźdźcem, czemu zresztą nikt nie powinien się dziwić.
Dalej kontynuował galop na lewą nogę, co miało mu pomóc w oddaniu następnego skoku. Widząc na swojej drodze okser naturalnie nabrał większej dynamiki ruchu, będąc zwyczajnie rozochoconym do dalszego pokonywania przeszkód. Nie wymknął się jednak spod kontroli Mii i pozostawał ustawiony na pomocach do samego końca, także w locie utrzymując kontakt pyska z ręką. Nad przeszkodami tego typu, czyli po prostu szerszymi, wyraźnie mocniej się rozciągał, bez problemu dokrywając przeszkodę. Kolejne, dalekie lądowanie, przy którym nie otworzył się zadem, co akurat było bez znaczenia. Pozostając na prostej linii, nastawił już uszu i przyjrzał się stacjonacie stojącej mu na drodze. Przemieszczając się do przodu w równym, rytmicznym galopie wewnętrznie przygotowywał się do kolejnego skoku. Doprowadzony pod samą stacjonatę w zasadzie nie miał innego wyjścia niż ją przeskoczyć, co uczyniłby też będąc niepilnowanym - doskonale wiedząc, co ma robić, po prostu wykonał swoje zadanie, kontynuując dobrą passę.
Do ostatniej przeszkody dzielił ich spory dystans, w którym to wałach wyraźnie wydłużył foule galopu, nabierając całkiem sporej prędkości. Parsknął głośno parę razy, co świadczyło o jego rozluźnieniu. Trzymając się blisko bandy, już z daleka zaczął wypatrywać oksera. Nie czując potrzeby jakiejkolwiek zmiany, jako że idealnie wpisał się w odległość do przeszkody, w optymalnym miejscu odbił się dostatecznie mocno by bezpiecznie i sukcesywnie pokonać ostatnią przeszkodę i zakończyć parkur. Gładko przefrunął nad drągami, wieńcząc skok dalekim i stabilnym lądowaniem, po którym dalej pomknął galopem między celowniki. Po ich minięciu zwolnił do kłusa i następnie stępa, w którym opuścił parkur, potrząsając łbem i parskając. /zt

Desperado - 2015-12-31, 23:56

Tuż po pokonaniu szóstej przeszkody wyraźnie skrócił się w galopie, co pomogło mu w zmieszczeniu się w zakręcie na lewą stronę. Nie przejmując się skróconym dystansem, zachował odpowiednią dynamikę ruchu, niezbędną do prawidłowego pokonania przeszkody. Znalazłszy się na wprost rzeczonego oksera, wyciągnął się nieznacznie i zaatakował przeszkodę. W wyznaczonym miejscu odbił się prężnie od ziemi, gładko i elastycznie 'ciągnąc' za sobą jeźdźca, który zgrał się z jego energicznym ruchem. Tuż po zetknięciu się z ziemią ponownie dodał w galopie, tym samym idąc na kolejną stacjonatę, ustawioną w tej samej linii, bardzo dynamicznym krokiem. Przy każdej foule wyraźnie wkraczał zadem pod kłodę, by zebraną energię uwolnić w momencie odbicia, całkiem dynamicznego i płynnego. Nawet przez chwilę nie pomyślał o innej ewentualności niż oddanie skoku. Pomimo chwilowego pędu pozostał skoncentrowany na jeźdźcu, dlatego po wylądowaniu zareagował na wysłaną półparadę i pomoce do szybszego zakrętu tak, by zmieścić się jeszcze przed drugą przeszkodą. Poskutkowało to nieco krzywym najazdem do dziewiątej przeszkody, niemniej uniknął skoku pod skosem, zdążając wyprostować się - dzięki pomoc Serga - odpowiednio wcześniej. Został doprowadzony do przeszkody w zamkniętym korytarzu stworzonym z pomocy i w wyznaczonym miejscu oddał kolejny, jak się okazało czysty skok, po raz kolejny mogąc zaprezentować swoją nienaganną, wyćwiczoną technikę skoku. Po drugiej stronie mocno wyciągnął się w galopie, skoro zostało mu to umożliwione. Potężnymi foulami krył bardzo dużo terenu, toteż dość szybko znalazł się naprzeciw ostatniej przeszkody, którą to pokonał z tej samej prędkości - nawet jeśli odbił się nieco za wcześnie, to jego siła umożliwiła mu dokrycie przeszkody w całej rozciągłości. Lot zresztą był bardzo obszerny. Wylądowawszy pociągnął łeb między nogi, głośno parskając i lekko podbijając zadem. Później przeszedł do kłusa, stępa i zszedł z parkuru.




zt

Jim Beam Rye - 2016-01-02, 00:53

Wbrew wszelkim prognozom nie zaniepokoiłem się stajennym rozkładającym drągi, czy może raczej zmianą "wystroju", która się z tym wiązała. Prawdopodobnie dlatego, że Nadya przewidziała taką ewentualność i zawczasu prowadziła mnie dookoła drągów tym samym sprawiając, że nie skupiałem się na nich, tylko na pracy. Zakładając, że cały czas czegoś ode mnie wymagała lub chociażby prowadziła "dialog" z moim pyskiem poprzez półparady, pozostałem skoncentrowany na jeźdźcu. Co więcej, parę razy parsknąłem lub potrząsnąłem łbem, co świadczyło wyłącznie o postępującym rozluźnieniu.
W pewnym momencie opuściliśmy koło, po którym poruszaliśmy się dotychczas. Zaciekawiony zmianą postawiłem uszy na sztorc i równym krokiem kłusa szedłem na cztery, ustawione w równym odstępie drągi. Bez najmniejszego kłopotu wpasowałem się w wyznaczone odległości, elegancko stawiając sprężyste kroki między drągami. Rozluźnienie sprawiło, że moje kroki w trakcie pokonywania drągów były wyraziste i chwytające za oko - dość wysoko unosząc kończyny, równie aktywnie pracowałem mięśniami grzbietu i zadu, utrzymując ich delikatny, zrównoważony tonus. Jedynym czego można było się przyczepić było przesadne opuszczenie łba do dołu - wręcz zdawałem się nurkować nosem w dół, szeroko otwartym ślepiem łypiąc na leżące pode mną drągi.
Zadowolony z pochwały chwilowo zrolowałem szyję, intensywnie mieląc wędzidło, by po sekundzie odpuścić z cichym parsknięciem. Powróciłęm na ścianę w kłusie roboczym, z której to niekiedy schodziłem na kolejne wolty, nie zapominając o wpisaniu się w łuk całą sylwetką.

Gerard Wayford - 2016-01-02, 01:26

Na dużą halę trafił właściwie przypadkowo, nie znając jeszcze planu ośrodka na pamięć. Nawet jego onieśmieliła przestrzeń, która lada moment ukazała się oczom Gerarda i Casello. Nigdy przedtem nie było mu dane jeździć w takich warunkach, ale to nie o siebie się martwił - bardziej o konia, dla którego także była to nowa i niekoniecznie komfortowa sytuacja. Gerardowi podobało się w tym sensie, iż jeżdżąc w hali był niezależny od warunków pogodowych. Koniowi jednak trudno było wytłumaczyć takie kwestie...
Trzymając pewnie wodze w prawej ręce, stanął na boku by zdjąć z końskiego grzbietu derkę i przewiesić ją przez bandę. Cały czas trzymając wodze, podciągnął popręg oraz opuścił strzemiona, by zaraz dosiąść grzbietu skarogniadego. Przewidując, że ten wyjątkowo może nie stać grzecznie w miejscu, trzymał wodze krótko, tę wewnętrzną nawet krócej, by w razie czego zmusić konia do obrócenia się wokół własnej osi. Nie przejmując się ewentualnym wierceniem, włożył nogę w strzemię i właściwie od razu odbił się od ziemi, drugą nogę przerzucając nad końskim zadem. Z wyczuciem "opadł" w siodło i biorąc wodze w obie ręce, ścisnął boki konia łydkami, tym samym zachęcając do ruszenia na przód.

Casello - 2016-01-02, 02:21

Kiedy tylko zaczęli zbliżać się do hali, czujność skarogniadego gwałtownie wzrosła. Oczywiście nie był na tyle głupi, żeby nie spodziewać się treningu z Gerardem. Znał mężczyznę praktycznie od zawsze, ale ostatnie dni diametralnie zmieniły życie wałacha. Nadymając chrapy zmierzył wzrokiem budynek, a kiedy tylko przyszło co do czego i nadeszła pora wejścia do środka, usztywnił się cały i zaczął caplować. Schował uszy w smolistej grzywie, wydając z siebie niski pomruk niezadowolenia. Rozejrzał się po hali, a dostrzegłszy ćwiczące tutaj pary, spiął wszystkie mięśnie. Nigdy wcześniej nie miał styczności z obiektami tego typu, a raczej tego nie pamiętał. Nie ukrywał swojego strachu, całkowicie zapominając o towarzyszącym mu człowieku. Dopiero kiedy Gerard zatrzymał wałacha i zdjął z niego derkę, ten otrzeźwiał nieco i zmierzył go wzrokiem. Tym razem nawet i jego spokój mu nie pomógł, bo kiedy tylko spróbował wsadzić nogę w strzemiono, Kasiek cofnął nagle uszy, których przez dłuższy czas nie zamierzał już przywrócić na stare miejsce. Niepewnie ruszył naprzód, okiem ciągle łypiąc na pozostałe ćwiczące pary. O ile mężczyzna trzymał się w sporym dystansie od nich, czternastolatek zachowywał się spokojnie. Niemniej kiedy tylko mijali kogoś, parskał w tamtą stronę wrogo, odskakując na bok.
Gerard Wayford - 2016-01-02, 12:59

Nie zawsze zależało to tylko od niego. Czasami inna para mijała ich, nie wiedząc przecież, że nie był to najlepszy pomysł i niestety nie mogli nic z tym zrobić. Gerard zdecydowanie było daleko do wielu jeźdźców z tej stajni, ale swoje godziny w siodle spędził i tego nie można było mu odmówić. Dlatego też bez problemu znosił odskakiwanie konia na boki, nie tracąc przy tym równowagi; nie pochylał się do przodu i przez cały czas siedział pewnie w siodle, nie dając się z niego wyrzucić przy byle spłoszeniu. Był czujny szczególnie, że Casello w normalnych warunkach nie robił takich rzeczy. Stępując aktywnie po ścianie pogłaskał konia po szyi, mówiąc do niego uspokajająco, cały czas jednak będąc 'w pogotowiu'. Wodze trzymał na kontakcie, by w razie nagłego obrotu sytuacji nie złapać konia za pysk z zaskoczenia, co mogłoby tylko pogorszyć sytuację. Starając się zniwelować napięcie w rękach, parokrotnie poruszył ramionami w górę i w dół, tym samym rozluźniając je, co powinno mieć także dobry wpływ na wierzchowca. Z czasem zaczął odchodzić od ściany i podjeżdżać w pobliże rozstawionych przeszkód oraz drągów, pokazując wałachowi wszystko, co mogłoby budzić jego wątpliwości.
Nadya - 2016-01-02, 15:02

Jim Beam Rye napisał/a:
Wbrew wszelkim prognozom nie zaniepokoiłem się stajennym rozkładającym drągi, czy może raczej zmianą "wystroju", która się z tym wiązała. Prawdopodobnie dlatego, że Nadya przewidziała taką ewentualność i zawczasu prowadziła mnie dookoła drągów tym samym sprawiając, że nie skupiałem się na nich, tylko na pracy. Zakładając, że cały czas czegoś ode mnie wymagała lub chociażby prowadziła "dialog" z moim pyskiem poprzez półparady, pozostałem skoncentrowany na jeźdźcu. Co więcej, parę razy parsknąłem lub potrząsnąłem łbem, co świadczyło wyłącznie o postępującym rozluźnieniu.
W pewnym momencie opuściliśmy koło, po którym poruszaliśmy się dotychczas. Zaciekawiony zmianą postawiłem uszy na sztorc i równym krokiem kłusa szedłem na cztery, ustawione w równym odstępie drągi. Bez najmniejszego kłopotu wpasowałem się w wyznaczone odległości, elegancko stawiając sprężyste kroki między drągami. Rozluźnienie sprawiło, że moje kroki w trakcie pokonywania drągów były wyraziste i chwytające za oko - dość wysoko unosząc kończyny, równie aktywnie pracowałem mięśniami grzbietu i zadu, utrzymując ich delikatny, zrównoważony tonus. Jedynym czego można było się przyczepić było przesadne opuszczenie łba do dołu - wręcz zdawałem się nurkować nosem w dół, szeroko otwartym ślepiem łypiąc na leżące pode mną drągi.
Zadowolony z pochwały chwilowo zrolowałem szyję, intensywnie mieląc wędzidło, by po sekundzie odpuścić z cichym parsknięciem. Powróciłęm na ścianę w kłusie roboczym, z której to niekiedy schodziłem na kolejne wolty, nie zapominając o wpisaniu się w łuk całą sylwetką.


Widząc jak dobrze poszły im drągi Nadya pochwaliła Jima i postanowiła zrobić do nich drugie podejście, bez zmiany ustawienia. Najpierw wróciła gniadym pod ścianę w pośrednim anglezowanym kłusie dodają mu półparady i przygotowując tak jak wcześniej. Nakierowała go na drągi z drugiej strony, wracając w siodło, gdy zbliżyli się do pierwszego z nich. Dała ogierowi podobne pomoce jak wcześniej, co powinno pozwolić mu na pokonanie drągów bez trudności. Jeżeli tak było Bravo go pochwaliła. Znowu najazd na ścianę, a stajenny ustawił w miejsce drągów trzy cavaletti średniej wysokości w odpowiedniej odległości między sobą. Tak jak przy drągach ciemnowłosa dała czas żeby Jim Beam obejrzał sobie cavaletti, jednocześnie starając się jeszcze go na sobie skupić. Chociaż na początku tego treningu rożnie to z nimi było, myślała, że może udało jej się nawiązać tą ni porozumienia. Po dwóch czy trzech okrążeniach w kłusie dwudziestodwulatka poprosiła ogiera o najazd na cavaletti, dostosowując tempo do tych "przeszkód" i zachęcając oldenburga do wysokiego odnoszenia nóg. Jeżeli Beam poradził sobie z cavaletti bez większych przeszkód poklepała go po łopatce i wrócili pod ścianę. Jeszcze jedno okrążenie w kłusie, wyjazd na woltę na której Rosjanka pracowała łydką, aby Rye utrzymał tempo i nie wypadał zadem czy łopatką. Dwunastolatek nie miał z tym raczej problemu.
Zmienili kierunek jazdy, po czym w połowie okrążenia hali Nadya poprosiła Jima o zagalopowanie, jednocześnie starała się o utrzymanie konia w skupieniu i nie pozwalała mu się zanadto rozpędzić, gdyby przyszła mu na to ochota.

So Hell - 2016-01-02, 21:34

Noa napisał/a:
. . .


Notesique miała to do siebie, że była wyjątkowo upartym zwierzakiem, ale jeśli dany jeździec już na początku zaimponował jej swoją stanowczością czy pewnością siebie, to nie pozwalała sobie na zbyt wiele. W trakcie drogi na halę, na przekór temu, czego można było się po niej spodziewać, nie robiła problemów, idąc spokojnie u boku nowej właścicielki. Chociaż ta była drobna i kara zdecydowanie przewyższała ją siłą, to wcale nie wykorzystywała ów faktu - jej nastawienie, póki co, było pokojowe.
Znalazłszy się w hali, na której na ich szczęście nie pracowało zbyt wiele par, rozejrzała się uważnie; jej zainteresowanie otoczeniem wzrosło z uwagi na to, że podczas całego swojego pobytu w tej stajni nie miała jeszcze okazji odwiedzić tego miejsca. Nie obecność innych koni, a nowe miejsce - w tym kolorowe drągi, stojaki i podmurówki w kątach hali, wywierało na niej wrażenie. Zatrzymała się niechętnie, kierując jedno ucho w stronę Revensky. Chociaż bardzo chciała w jakiś sposób okazać swoje niezadowolenie w związku z dociąganiem popręgu, to naturalnie nie miała takiej możliwości na wskutek skrócenia zewnętrznej wodzy przez dziewczynę. Ograniczyła się zatem do stulenia uszu, które powinno stanowić dosyć jasny i czytelny komunikat. Coby nie przedłużać, już bez żadnych nietypowych sytuacji dała amazonce dopiąć popręg, spuścić strzemiona, a w ostateczności: wsiąść na jej grzbiet. Nyśka słusznie skróciła wewnętrzną wodzę, bo kobyła wręcz odruchowo ruszyła przed siebie jeszcze zanim ta zdążyła porządnie odbić się od ziemi; niestety miała braki jeśli chodzi o dobre wychowanie, które to bez wątpliwości należało możliwie jak najszybciej nadrobić. Kiełzno, które miała w pysku może nie miało tak silnego działania jak munsztuk, ale mimo wszystko sprawiło, że Hell zatrzymała się niemal natychmiast po próbie ruszenia i wykonaniu nieplanowanego 'skrętu'.
Usadowienie się w siodle przez Noę wiązało się z nawiązaniem natychmiastowego kontaktu, na co Sollenamento zareagowała bez większego entuzjazmu - przyjęła to ze względnym spokoju, nieco niechętnie mieląc w pysku kiełzno i cofając jedno z uszu w stronę jeźdźca. Roznosiła ją energia, wobec czego najchętniej ruszyłaby przed siebie kłusem czy też galopem, niemniej jednak wiedziała tyle, że takie zachowanie nie przyniesie pozytywnych efektów i sprawi, że będzie pilnowana jeszcze bardziej. Wraz z upływem czasu uczyła się dokonywać niejakiego bilansu zysków i strat. Wracając, czując delikatny nacisk łydki na swoje boki bez wahania ruszyła aktywnym stępem, pokazując swoją chęć do ruchu i mając nadzieję, że amazonka weźmie ją pod uwagę podczas dalszej pracy.

// nie wiem skąd je wzięłam, ale rzeczywiście, jest dosyć... ciekawe :lol2:

Casello - 2016-01-03, 02:13

Nie był obojętny na próby uspokojenia Wayforda, ale zdecydowanie było to za mało, żeby rozluźnić wałacha. Każdy jego krok wydawał się być naelektryzowany, a cały koń spięty. Napiął całe szyjsko, usztywniając się zwłaszcza w potylicy. Opierał się przed działaniem kiełzna, nerwowo obijając ogonem o zad. Zbliżając się stopniowo do przeszkód, jego zainteresowanie zaczęło kręcić się wokół nich. Na ułamki sekundy uszy kierował do przodu, by zaraz odwrócić do tyłu jak poprzednio. Zewnętrznym okiem ciągle "pilnował" pary wokół, wyraźnie okazując niechęć ich względem. Jego zachowanie było wyjątkowo nietypowe, ale także i okoliczności różniły się od tych dotychczasowych.
Gerard Wayford - 2016-01-03, 16:10

Nie ingerował w ustawienie konia dobrze wiedząc, że przy takim napięciu i stresie nie miało to żadnego sensu. Oczywiście mógłby ustawić go siłowo, ale po co miał mu dokładać stresu, skoro miał go wystarczająco? Nie robił rękoma nic poza trzymaniem wodzy na stabilnym kontakcie. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że siedzi na tykającej bombie; spychając tę myśl w głąb świadomości, powrócił na pierwszy ślad na którym to zakłusował. Próbował wszystkiego, co mogłoby pomóc koniowi w odzyskaniu psychicznej równowagi - w tym po prostu zażycia ruchu. Prosząc go o aktywny kłus, nie oczekiwał cudów; chciał tylko, by Casello trzymał się wyznaczonej ścieżki i raźno kroczył przed siebie, podczas gdy Gerard anglezował do wyznaczonego rytmu. Ręka wciąż pozostawała bierna, ale nieusztywniona: w razie gdyby skarogniady poczuł się zachęcony do przyjścia do ręki dzięki wysyłającej go do przodu łydce, była gotowa przyjąć go i zaoferować mu przyjemny kontakt. Jeśli jednak koń wciąż postanowił biegać poza jakimkolwiek ustawieniem, to też dobrze. Byle tylko nie odmawiał ruchu, na ten moment Gerard nie potrzebował niczego więcej.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group