I So Bad - 2015-12-16, 14:33 Faktycznie działanie na guziki czy też przyciski było jej ogromną zaletą, ale wynikało to tylko i wyłącznie w jej doskonałego wyszkolenia. Gorzej było natomiast w kwestii charakteru, który czasem dochodził do głosu i miał decydując wpływ na zachowanie karej.
Pod siodłem i we współpracy wymagała nie tylko szacunku, ale i wzajemnego zrozumienia, dawała z siebie tyle ile jeździec był w stanie sam od siebie zaoferować. Coś za coś, nic za darmo, a wożenie tyłka nie wchodziło w grę.Potrafiła docenić zaangażowanie, dać czasem coś od siebie bezinteresownie, ale tylko wtedy, gdy sama tego chciała.
Brak reakcji ze strony jeźdźca nieco zaskoczył Bad, powiedziałabym, że wręcz pozytywnie. Taki miała charakter, a w dodatku ceniła sobie swoją własną przestrzeń, dlatego przy braku reakcji straciła zainteresowanie innym koniem, gdy tylko ten się oddalił.
Krocząc aktywnie przed siebie, z luźno opuszczoną głową i wyciągniętą w dół szyją, pozwalała mięśniom grzbietu, a także smolistego, szyjska na swobodną pracę i rozluźnienie. Lekko podnoszą przód i nieco aktywizując zad przy subtelnym skróceniu kontakt, uniosła głowę jedno z uszu kierując w stronę Christiana.
Podczas zgięć, wkraczała zadem pod kłodę wyginając się lekko od uciskającej wewnętrznej łydki, po to, aby oprzeć się na zewnętrznie. Płynnie wykonywała każdy zakręt, nie wypadając ani nie wpadając zadem czy łopatką. Takie podstawy były dla niej rzeczą oczywistą, dlatego nie było tu miejsca na jakikolwiek błąd z jej strony czy frustrację.
Ustawiając głowę w linii pionowej, przyjęła nieco mocniejszy kontakt, pozostając lekką na wędzidle, wraz z działaniami mężczyzny, aktywnym dosiadem, łydkami oraz nakłaniającą wodą, co raz lepiej popuszczała w potylicy. Nawet po takiej przerwie od treningów pokazując, że jest koniem, który wiele umie i pamięta. A nabyte umiejętności nie odchodzą w niepamięć.
Ruszając kłusem na początku zbyt dziarsko, zacięła wściekle ogonem w powietrzu, gdy tylko została poproszona i nakłoniona do bardziej zrównoważonego tępa. Wyrzucając nadgarstki do przodu, elastycznie i miękko podążała na przód, prezentując naprawdę widowiskowy ruch. Parskając krótko wykonała pierwsze przejście z lekkim zachwianiem równowagi, za to kolejne pozostały już pozbawione tego błędu, a Bad mogła zaprezentować się najlepiej jak potrafiła. Klasę pokaże później, bo to dopiero początek ;>.Christian Levrull - 2015-12-18, 15:06 Oj do tej tykającej bomby pomału się przyzwyczajał, ba, i jakże ją polubił! Liczył się z tym, że w przypadku Niemca nie wszystko zawsze pójdzie jak po maśle, zdarzały się nieprawidłowości w parkurach, które jednak mimo to nie traciły na płynności, a przede wszystkim - na efektywności. Tak było i tym razem, gdzie pojawił się wcześniej zgrzyt, ale odpowiednim, zrozumiałym dla ogiera działaniem udało znów wrócić się do kontroli i prawidłowe jazdy.
Mijając jedynkę ustawił go lekko na lewo, wycofując się nieco w siodle, siadając głębiej, ale dalej pracując płynnie dosiadem (który tylko w momencie nieprawidłowości blokował się, by nieco zminimalizować parcie na przód ogiera). W korytarzu z wodzy podprowadził go do stacjonaty, pilnując również stałość tempa na przymkniętych łydkach. W miejscu odskoku posłała go pomocami do lotu, pewnie (w sumie dzięki niemu) wraz z nim wchodząc w skok półsiadem, ręką podążając (i nadążając ;d) za nim. Lądowanie w strzemiona z posłaniem ogiera łydkami w przód, a następnie powrót na odpowiednio działających pomocach do wcześniejszego, aktywnego i równego tempa.
Ponownie mieli przed sobą trudne zadanie, które starał się ogierowi ułatwić mając na względzie jego ogromne foule. Już po przeszkodzie wycofał się ciałem i pomocami tak, by ogier bardziej przeniósł ciężar ciała na zad, umożliwiając tym samym wejście w ostry łuk w pełnej równowadze. Ogier cały czas mógł wspomagać się sugestiami jeźdźca płynącymi z trzymających go zewnętrznych pomocy, a wewnętrznych sugerujących i pomagających w zakręcie. Zawodnik swoim ciałem również starał się nie wychodzi spoza równowagi gniadosza, by go z niej nie wytrącić. Tym sposobem w bardzo dobrym stylu przy zachowanym aktywnym tempie pokonali ostry zakręt, z którego praktycznie po fouli weszli w miejsce wybicia, z którego jeździec posłał Kru do skoku nad okserem. Przygotował się na ewentualne silniejsze odbicie ogiera mające na celu raczej jego asekurację po takim zakręcie niż chęć pokazania się, jak to czasami miał.
Po skoku prawie go nie wycofał, gdyż linie zdecydował się jechać na 3 foule, teoretycznie były tam 4 mniejsze, ale przy takim wyjściu z pierwszej przeszkody i do tego jego sporego krycia terenu wiedział, że lepiej będzie czuł się swobodniej i mocniej pojechany. Siedział więc głęboko w siodle mocno przymykając go w łydce w intencji ruchu do przodu, nie zapominając przy tym o podnoszeniu jego przody, by nie stał się zbyt płaski przed skokiem. Działając półparadą uniósł go, dojeżdżając do tego aktywną łydką i w takim stylu mocno zaatakowali stacjonatę z trochę dalszego odbicia. Christian, by nie zawalić mocno skupił się od razu na znalezieniu równowagi w strzemionach i płynnym wejściu ręką za ogierem, dając mu tym samym pełną swobodę w skoku. Przy lądowaniu skupił się na wycofaniu z tak mocnego tempa, które mieli wcześniej, stąd pewnie siadł w siodło, by przy pierwszej fouli mimo posyłania go łydką do przodu wrócić z nim do wygodnego dla niego ustawienia, delikatnego mimo to na pomoce.
Do dziewiątki zdecydował się jechać przed dwójką, ponownie zyskując sekundy w przejeździe i do tego dobrą dla ogiera trasą. Nieco dodał do dojeździe do oksera, wysyłając jednak sygnały, by ten z pomocy nie wyszedł i nie tracił przepuszczalności w drodze do kolejnej przeszkody. Parę fouli przed podprowadził ogiera prostopadle do oksera (stąd parabola zakrętu była nieco opływowa, ale stopień wyszkolenia konia w żaden sposób nie zmienił płynności przejazdu) dając mu nieco go zaatakować, oczywiście asekuracyjnie cały czas kontrolując go, by nie przesadził w sile fouli (co czasami lubił robić ;d), tylko poszerzył wykrok. Tym sposobem weszli w bardzo dobrym w stylu do oksera, pokonując go bez większych problemów, jedynie przy lądowaniu nieznacznie się spóźnił, gdyż ogier trochę przesadnie poprawił zadem (;*).
Po skoku puścił go mocnym galopem do ostatniej przeszkody, samemu w żadnym bądź razie nie wchodząc w za mocny półsiad, wiedząc, że dla ogiera może być to sygnał do spłaszczenia fouli. Można było uznać dla osoby postronnej, że Zawodnik nieco za dużo jedzie w pełnym siadzie na ogierze, ale ten styl idealnie Kru pasował, gdyż każda samowolka w jego przypadku kończyła się późniejszą walką w próbie odzyskania nad nim ponownie kontroli. Dlatego owy mocny galop wysiedział dość długo, skracając go dopiero 5 fouli przed. Mocno wpierw wziął go na siebie, dopiero po pozytywnej reakcji wprowadzając na półparady, płynnie podprowadził go do ostatniej przeszkody na czysto pokonując również i ostatnią przeszkodą.
Po minięciu czujników na macie sowicie poklepał ogiera, z głośnym i mało kulturalnym "poszło Ci zajebiście", nieco wypuścił go z ręki, by następnie na luźniejszej wodzy opuścić parkur kłusem. Rozstępował go, wcześniej przykrywając derką, a następnie udał się z nim do stajni, gdzie wpierw miał solarium, potem zamówiony telefonicznie masaż, a na koniec jedzenie i wreszcie chwilę spokoju. Oj należało mu się!
{zt}Sexy Ruby - 2015-12-19, 11:55 Klacz z wielką chęcią zwolniła, wydając przy tym z siebie przeciągłe parsknięcie. Zastrzygła rudymi uszami i niemal od razu wyciągnęła szyję oraz opuściła łeb do wygodniej wysokości. Spotykając się z pochwałą łypnęła kątem oka za siebie, lecz nie spostrzegłszy zbyt wiele szybko wróciła spojrzeniem przed siebie. Poza tym mężczyzna rozkładający kolejne przeszkody był ciekawszym obiektem obserwacji. Klacz uważnie świdrowała go spojrzeniem, jakby nie do końca mu ufając, czy nie rozumiejąc po co to wszystko. Ale nie zagłębiając się.
Odpoczynek w aktywnym tempie stępa był wystarczający, by klacz nieco odetchnęła i ponownie zebrała w sobie energię, która wbrew pozorom wciąż znajdowała swoje ogromne pokłady w zgrabnym ciele rudej. Właściwie po tym czasie już tylko oczekiwała na pozwolenie do przejścia w szybszy chód, a otrzymawszy takowe czym prędzej i tym chętniej zakłusowała. Dość szybko wpasowała się w tempo, jakiego wymagała od niej dziewczyna, podobnie było zresztą z rytmem, który obrała wraz z ustatkowaniem tempa. Nakierowana na szereg nastawiła uszy, już teraz przygotowując się do jego przejścia. Klacz poruszała się aktywnym, ale zarazem miękkim kłusem przed najazdem oraz podczas niego. Dostatecznie wyprostowała swoje ciało podczas jeździe po prostej, by kolejno wejście w szereg było jak najwygodniejsze. Zamknięta w pomocach zamierzała korzystać z nich ile się tylko dało. Nie widziała potrzeby w stawianiu oporu, czy robieniu czegoś po swojemu. Choć nie poznała ciemnowłosej jeszcze na tyle, to była przekonana, że zawodniczka wie, co robi. Spięła delikatnie swoje mięśnie aktywnie działając kończynami podczas przechodzenia przez pierwsze drągi. Nieznacznie zaokrągliła swoją delikatnie wilgotną szyję, przenosząc spojrzenie na ów "przeszkody". Zadanie rzeczywiście wymagało od niej dużego skupienia, lecz w tym momencie nie miała z tym najmniejszego problemu. Kiedy praca była zróżnicowana klacz bezproblemowo potrafiła się na niej skupić i zaangażować się w nią. Po przejściu drągów przyszedł czas na niezbyt wymagający krzyżak, który dla rudej stanowił raczej coś w stylu wskazówki, czy przygotowania do większych skoków. Uporawszy się i z tym rodzajem przeszkody, Rabanna zebrała w sobie nieco więcej energii, gotowa do pokonania ostatniego odcinka złożonego ze stacjonat. Działania kopytnej były szybkie, acz nie osiągały morderczego tempa. Pierwsze dwie stacjonaty nie stanowiły dla niej problemu, korzystając z tej samej techniki, co zwykle udało jej się z nimi bezproblemowo uporać, w czym pomogła jej również działalność Jessie. Klacz trafnie spostrzegła zmianę wysokości dwóch ostatnich, dlatego już wcześniej przygotowała się do oddania wyższego skoku. Choć trzecia stacjonata była niższa od ostatniej, to ruda pokonała ją ze sporym zapasem, by kolejny skok oddać na tej samej wysokości.
Za każdym razem owe ćwiczenie w wykonaniu klaczy było zrobione dobrze, o ile nie bardzo dobrze. Nie zachwiała się ani razu, ani nie wypadła z określonego rytmu, przykładając dużą uwagę do impulsów jeźdźca i skupiając całą swoją uwagę na szeregu. Pochwalona parsknęła krótko i z ulgą przeszła do stępa, mechanicznie wykonując czynność, którą wykonywała zawsze przy tym chodzie. Ustabilizowawszy oddech była gotowa do dalszego treningu, lecz dziewczyna najwidoczniej postanowiła go zakończyć, toteżna grzbiet rudej została narzucona derka, a ona wyszyła z hali.
[zt]Devon Heir - 2015-12-19, 11:59 Post wyżej wyssał ze mnie całą energię, toteż no...
Po skończonej pracy, a właściwie po skończonej zabawie wyszedł z hali.
[zt]Shockwave - 2015-12-19, 21:43 Nastawione na przeszkodę strzygące uszy skupione były teraz na jednym punkcie, podobnie jak ciemne oczy siwa, lustrujące najwyższy drąg kolejnego przeszkody. Parskając głośno, podniósł wyżej łeb, aby móc dokładnie ocenić wysokość stacjonaty.
Skupiony na pobudzających łydkach mężczyzny, z mocnym kontaktem w pysku galopował odważnie. Obciążając zad, wyraźnie podniósł przód, czując jak kumulowana w nim energia, co raz bardziej chce znaleźć ujście. Podprowadzony pod przeszkodę momentalnie wraz z sygnałem łydki oddał skok, składając przednie nogi mocno pod siebie. Wyginając cielsko subtelnie w lewą stronę, wylądował na lewą nogę, tak jak zasugerował mu to Jo.
Oddychając głośno przez rozdęte nozdrza cały czas pozostawał czujny i uważny, tym razem dając z siebie sto procent i więcej. Zginając sylwetkę w ładny łuk pod naporem wewnętrznej łydki, wykonał ścisły zakręt lekko tracąc tempo, jednak nadrabiając sprężystością kroku.
Poproszony o mocniejsze wybicie się, mocno wkroczył zadem, zaraz prostując całą sylwetkę ku górze i wybijając się solidnie do skoku. Pracujący grzbiet i szyja były wyraźnie widoczne w trakcie lotu ogiera, samą techniką nadrabiał wiele braków w swoim charakterze. Posyłając nos za przeszkodę skorzystał z oddanej wodzy, pokonując okser ze sporym zapasem, jednocześnie zapewniając mężczyźnie dość twarde lądowanie.
Ósemkę pokonał lekko i bez większego trudu, zdając się na siedzącego na nim mężczyznę. Już jakiś czas temu zauważył, że mężczyzna wie, co robi i ma pojęcie o skokach. Oboje uczyli się od siebie nowych rzeczy, a siwy szczególnie. Zaczynał nabierać nieco ogłady i słuchać głosu rozsądku, którego mu brakowało.
Zgodnie z planem bruneta, dał się poprowadzić po ciasnym zakręcie, w ostatniej chwili przed okserem prostując sylwetkę. Sam skok wymagał od niego sporo wysiłku i pracy, dlatego też chcąc się wykazać zaatakował przeszkodę, pokonując ją na czysto. Jako tak wielkie konisko, a przede wszystkim silne mógł sobie pozwolić razem z Jo na takie zagrania.
Przejście z intensywnego i dynamicznego galopu, jaki nastąpił po dziewiątce, do krótkiego i sprężystego kroku nijak nie podobało się Shockowi, któremu znów wyłączył się mózg. Przytrzymywany dłuższą chwilę walczył z ręką mężczyzny, wykonując kroki galopu niemal w miejscu, mocno wkraczając zadem pod kłodę. Dopiero po zepchnięciu w bok na lewo, zdając sobie sprawę z tego, że okser zaraz wyrośnie mu pod nosem, odpuścił zdając się na mężczyznę.
Wciąż pamiętał trefny wypadek z przeszkodą na treningu, kiedy to wwalił się dość boleśnie w przeszkodę. Oddając poprawny skok, mocno pracował szyją, aby gładko i swobodnie wylądować po pokonaniu całego parkuru. Parujące cielsko siwego i głośny oddech przeplatały się z oklaskami widowni. Poklepany po szyjsku lekko przymknął ślepia mocniej spuszczając nos w dół, a następnie przechodząc do stępa. Rozstępowany oddychał, co raz równiej, by finalnie okryty derką opuścić rozprężalnię razem z Jo.
/ztNoa - 2015-12-20, 18:51 Noa prowadziła spokojnie podopieczną w kierunku hali, w razie ewentualnych problemów dość stanowczo ściągając ją na ziemię z jakichkolwiek obłoków marzeń o wyrwaniu się; nie zamierzała szamotać się przez całą drogą, więc wolała raz, lecz stanowczo przypomnieć jej, że nawet lżejsze wędzidło od munsztuka jest w stanie utrzymać ją w ryzach. Fakt faktem, kobyła znacznie przerastała drobną Nyśkę, jednak ona to potomkini tytanów, co tam jakiś koń mający 1,80m w kłębie do jej ekscytującego 1,61m Niemniej, wracając do meritum Revenesky przed wejściem na halę dość głośno powiedziała "uwaga", by nikomu przypadkiem nie spłoszyć jakiegoś wierzchowca. Po czym weszła na arenę do walki z So Hell halę, dokładnie zamykając za sobą "drzwi".
- Dobry Wieczór - rzuciła w stronę obecnego mężczyzny, kojarząc go tak na pół gwizdka z zawodów.
Ruszyła na środek hali, nie chcąc mu przeszkadzać (bo nikogo innego w tym temacie już nie widzę) i zatrzymała swoją nową podopieczną. Poklepała ją krótko po ganaszu i spojrzała w jedno brązowe oko, uśmiechając się z niejakim rozbawieniem.
- Mam wrażenie, że spróbujesz mi zrobi bujanego konika - skomentowała, rzecz jasna mówiąc to "do jej ucha", a nie do ISB, czy też Levrulla.
Skróciła zewnętrzną wodzę podczas podciągania popręgu, nie chcąc załapać się na piękne ślady zębów. Co prawda, było to dla niej dość problematyczne z racji wzrostu kobyły (podobnie, jak problematyczne było dla niej zakładanie siodła, ale cóż, wzrost się nie liczy, nadrabia to stalową wolą, tak?). Popręg dociągała równo z obu stron, co wymagało trochę chodzenia w jedną i drugą stronę, niemniej nie zamierzała przed przypadek przyszczypnąć karej. W końcu Noa rozwinęła strzemiona i zacisnęła wargi, decydując się, że nie będzie sobie specjalnie wydłużać jednego strzemienia. Najwyżej szpagat zrobi, ale nie ustąpi. Obie wodze lekko skróciła (stojąc na palcach... ), mocniej tą wewnętrzną (jeśli So Hell niespodziewanie ruszy, odruchowo skręci i tym samym wrzuci kobietę na siodło) i ostro podciągają nogę włożyła ją w strzemię po czym hop... i zadziwiająco zgrabnie i płynnie wylądowała w siodle. To się nazywa gracja.
Siedząc od razu złapała kontakt z pyskiem dresażystki, zdążyła już się trochę nasłuchać o jej charakterze i chociaż wolała wszystko sama określić, na pierwszej jeździe na samym początku nie pozwalała sobie na długą wodzę. Tak czy owak amazonka dłonie miała ustawione symetrycznie, od wędzidła do ręki, a potem do łokcia można było poprowadzić linię prostą, a w trakcie ewentualnego ruchu szła subtelnie za ruchem szyi wierzchowca. Gwarantowało jej to wszystko stały, mocny, niemniej elastyczny kontakt z pyskiem karej, chyba że ta już na początku próbowała coś wywinąć i uciec od ręki, nawet jeśli nie miała ku temu większego powodu.
Cóż, trening nie polega na staniu, tak więc łydka i wypchnięcie z krzyża. Noa pamiętała o ostrogach, więc nie dźgała karej (bez ostróg tego zresztą też nie robiła) i wpierw, próbnie, pomoc ta była dość lekka, w razie potrzeby - po prostu wzmocniła siłę.
// W ogóle, zajrzałam w paszport, by przypomnieć sobie wzrost So i stwierdziłam, że jej pełne imię łamie mi język Jessie - 2015-12-20, 19:05 Podeszła do zawodów z wysoce optymistycznym nastawieniem, będąc w zasadzie pewną konia, którego dosiadała. Współpracowała z nim stosunkowo krótko, ale była przekonana o jego talencie, który pokazał jej nieraz.
Po odpowiedniej i dostosowanej do wyzwania rozgrzewce, stępem wjechała na parkur, prowadząc konia tak by nie przeszkadzać poprzedzającej ich parze. Doczekawszy się momentu rozpoczęcia przejazdu, skłoniła się krótko sędziom by następnie wysłać konia do zrównoważonego galopu. Pierwszą przeszkodą był doublebarre, do którego obrała dość krótki najazd, umożliwiający jednak ogierowi wyprostowanie sylwetki. Nie dostał jednak czasu na przyglądanie się przeszkodzie i wyszukiwaniu ewentualnych "straszaków", bo te z pewnością były obecne w postaci podmurówek czy kwiatów. Wracając jednak do sedna; znali się już na tyle, by brunetka mogła bez problemów, umiejętnie powodować koniem. Pilnując równego tempa, zachowała prostą linię najazdu, w optymalnym miejscu wysyłając siwka do przeszkody poprzez danie mu łydki. Dalej oddała mu elastycznie rękę, przechodząc do półsiadu, unikając nadmiernego wychodzenia w przód. Wycofała sylwetkę miękko wracając w siodło z chwilą lądowania i po chwili uniosła się lekko w strzemionach, jadąc w dość odciążającym, skokowym dosiadzie, umożliwiając Angelowi swobodny galop do dwójki. Ewentualnie skorygowała jego tempo, siadając na trzy foule przed przeszkodą, do której doprowadziła go równie starannie co przed chwilą. Dalej pozwoliła mu się rozpędzić. Pokierowała go obszernym łukiem biegnącym przy bandzie, na jego rozciągłości wyraźnie zachęcając konia do wydłużenia foule galopu. Nie ścinając zakrętu, skręciła w prawo na wysokości trójki by już wtedy rozpocząć korektę tempa tak, by dynamicznie aczkolwiek równo najechać na okser. Nie pozwoliła koniowi rozpędzać się do niego chcąc, by raczej włożył w to siłę, niż leciał na złamanie karku - tuż po wylądowaniu zamierzała skręcić, przez co Angel musiał być czujny. Zabiegając o jego uwagę oraz wyciszając go półparadami przy jednoczesnym podpieraniu łydką, doprowadziła go do oksera i zgrywając się z ruchem konia, pomogła mu w owocnym pokonaniu przeszkody. Przy lądowaniu położyła większy nacisk na prawym strzemieniu, sugerując lądowanie na tenże nogę i niejako zapowiadając dość ciasny zakręt do czwórki.Amelie - 2015-12-21, 20:49 Odetchnęła po kolejnej na czysto pokonanej przeszkodzie. Nie zapominała o punktach karnych, była jednak zmotywowana i skupiona. Pokierowała Deadię w stronę szóstej przeszkody: stacjonaty 115 cm. Kawałek po prostej, następnie skręciły za jedynką, prostując przed przeszkodą. Jak wcześniej zamknęła karą w pomocach przed przeszkoda, prosząc ją o dostosowanie tempa do przeszkody. Dała jej łydkę do wybicia, a kiedy klacz oderwała się od ziemi Amelie oddała jej wodze na kontakcie, uniosła się z siodła przybierając właściwą pozycję i współpracując z klaczą, podążyła za jej ruchem, by po lądowaniu pochwalić ją i nakierować na siódemkę po łuku.
Nie pozwalała sobie na powrót stresu,który dotąd ją nękał. znała hanowerkę na tyle dobrze, by wiedzieć, że jest na takie rzeczy wrażliwa, dlatego starała się ją raczej zmobilizować. Przy siódemce wszystko odbyło się podobnie, z tą różnicą, że el poprosiła swoją podopieczną o siłę z zadu i dalszy skok. Ku jej radości również siódemkę pokonały na czysto. Do stacjonaty oznaczonej jako przeszkoda numer osiem miały kawałek po prostej, dlatego mel znowu dostosowała tempo, miejąc na uwadze, żeby dziesięciolatce wystarczyło energii na pozostałe przeszkody. Przed ósemką znowu zamknięcie w pomocach, zasugerowanie miejsca do wybicia, oddanie wodzy przy szyi kochania, półsiad, odciążenie Dumy i podążenie za jej ruchem, oraz amortyzacja po lądowaniu i nakierowanie na dziewiątkę. Białowłosa poprowadziła Deę, wykręcając za dwójką i naprostowując karą przed przeszkodą 115 x 110 cm. Dziewczyna zamknęła klacz w pomocach i zasugerowała miejsce do wybicia dodając łydkę, oddając wodze, przechodząc w półsiad i ładnie przeprowadzając hanowerkę przez przeszkodę.
Została im ostatnia przeszkoda. Dziewiętnastolatki to nie speszyło ani nie zdemobilizowało - wręcz przeciwnie. Poprowadziła Dumę po prostej, wykręcając następnie za trójką i przygotowując dziesięciolatkę do przeszkody jak poprzednio, w efekcie i tę przeszkodę pokonały na czysto.
Amelie w końcu mogla odetchnąć. Pokierowała klacz prosto, stopniowo ją zwalniając. Ukłoniła się mijając budkę sędziowską i wyprowadziła klacz z parkuru. Na rozprężalni nie zapomniała jej pochwalić. Nawet jeżeli nie poszło im najlepiej Halley i tak byłą dumna ze swojej podopiecznej. Może jeszcze kiedyś będą championkami? Rozstępowała na spokojnie Deadię, poczęstowała talarkiem marchewki i zaprowadziła do stajni, gdzie ją rozsiodłała, wyczyściła i zaprowadziła do boksu, gdzie zostawiła kilka smakołyków. Duma mogła sobie odpocząć, jasnowłosa miała jeszcze przed sobą zawody ujeżdzeniowe.
ztTaylor - 2015-12-22, 13:21 Najazd na szóstkę nie był nadzwyczaj trudny, ale z całą pewnością wymagał odpowiedniej koncentracji, a przede wszystkim stanowczej jazdy, głównie w zakręcie. Pilnując, aby tempo było mocne, ale w żadnym wypadku nie szaleńcze (bo na atak w takim momencie zwyczajnie nie mogli sobie pozwolić) wyjechała łuk w taki sposób, żeby przejechać tuż obok stojaków pierwszej przeszkody, niemniej jednak w na tyle bezpiecznej odległości, żeby przypadkiem nie rozbudować ów oksera. Będąc w linii prostej do stacjonaty usiadła nieco mocniej w siodle, w razie potrzeby korygując dystans tak, żeby Unexpected bez większego kłopotu oddał skok i w wybranym miejscu posłała mu dość wyraźny sygnał łydką, płynnym ruchem zabierając się z nim do skoku, natomiast w locie oddając mu stosowną do siły odbicia ilość wodzy. Oczywiście nie zapomniała o tym, aby wylądować na właściwą nogę, dlatego jeszcze przed lądowaniem delikatnie cofnęła prawą łydkę, sugerując lądowanie na lewo; to miało zagwarantować im wygodne i możliwie bezproblemowe przejechanie nawet ciaśniejszego zakrętu. Zaraz za szóstką mocno wykręciła do siódmej przeszkody, prawdopodobnie podejmując dość ryzykowną decyzję, niemniej jednak uznając, że świetny czas jest warty tego ryzyka. Jak w każdych niższej rangi zawodów, nie zależało jej specjalnie na wygranej, ale na wszechstronnym szkoleniu swoich koni, a co za tym idzie - stopniowym poprawianiu ich wyników. Wracając jednak do meritum, Taylor wyjechała głęboki, ale dość trudny pod kątem technicznym łuk do siódemki w ten sposób, że skok wykonany przez Unexa prawdopodobnie był oddany nieco na skok, no chyba, że w ostatniej foulee temu udało się w porę zmienić tor, co jednak było dosyć wątpliwe. Mimo nie do końca prostego najazdu i ten skok był bezbłędny, podobnie jak lot przez ósmą przeszkodę, do której Taylor dojechała mocnym tempem. Mimo, że wygodniej byłoby już niczego nie zmieniać, to wykonała mocne skrócenie przed stacjonatą, oddając bliski skok, ale dzięki temu wykonując skrót i sporo zaoszczędzając na czasie. Minąwszy drugą przeszkodę (ponieważ pojechała tak, że 'przytuliła' się z gniadym do krzaczka, a nie jechała dookoła) wyprostowała gniadosza tak, że znalazł się mniej-więcej na wprost oksera i w tym samym momencie pozwoliła mu ponownie nabrać nieco prędkości. Nie za wiele, coby przypadkiem nie wylądować w środku przeszkody, ale zmiana tempa była niewątpliwie widoczna. W optymalnym miejscu odbicia docisnęła łydki, jednocześnie cofając biodra i wysuwając nadgarstki do przodu w celu oddania oldenburgowi wodzy. Gdy tylko znaleźli się po drugiej stronie przeszkody, dodała, mijając trójkę i kierując dziesięciolatka na dziesiątą, ostatnią przeszkodę. Szczęśliwie także tą udało im się pokonać bezbłędnie. Dla pewności kilka foulee po wylądowaniu zerknęła na okser, a gdy utwierdziła się w przekonaniu, że drągi leżą na swoim miejscu uśmiechnęła się, zwalniając jednocześnie podopiecznego do kłusa. Wyklepanego i wygłaskanego skierowała w stronę rozprężalni, gdzie przeszła do stępa i tam na spokojnie rozstępowała swojego misia.
/zt.Fleau de Baian - 2015-12-22, 18:52 Entuzjazm i spokój dziewczyny udzielał się hanowerce. Podobnie jak jej właścicielka, vel Duma była całkowicie skupiona na jeździe, by zadowolić swojego jeźdźca, sędziów i widownię. Taka światowa! <3 Nie pozwalając emocjom zawładnąć nad jej ciałem, ruszyła naprzeciw kolejnej przeszkodzie. Lustrując ją bystrym wzrokiem skróciła nieco swój krok, by oddać nieco wyższy skok. Sama w odpowiednim miejscu odbiła się, na swój sposób ignorując sygnały od Amelie. To na szczęście nie przyczyniło się do kolejnego strącenia, z klasą pokonała kolejną stacjonatę i z prawdziwym błyskiem w oku wylądowała na miękkim podłożu, by kontynuować szybki, równomierny galop. Zarzucając głową zakręciła obok krzaczka, robiąc na tyle ostry zakręt, by umożliwić sobie pewny, czysty skok, ale także zaoszczędzić na czasie, który liczył się teraz jak nic innego. Końcem świata byłoby stracić kolejne punkty karne przez przekroczenie czasu, podczas którego robiło się idealnie prostopadłe najazdy. Skoki były dość ryzykowną dyscypliną i wymagały szybkich, dobrych dla obu stron - konia i jeźdźca - decyzji.
Utrzymywała szybki galop z wyraźnie wydłużoną foulą, by po chwili zrównać się z następnym rzuconym jej wyzwaniem. W reakcji na łydkę od Amelie, wykonała mocne odbicie, by zaraz złożyć się do skoku. Przeszkoda była ustawiona w sposób umożliwiający klaczy gładkie przeskoczenie. Duma rozłożyła się ładnie nad samą konstrukcją, by przy ostatnich fazach lotu wysunąć przody, na których z gracją wylądowała. Obijając ogonem o boki strzeliła po chwili baranka, będąc już na tyle daleko poprzedniej przeszkody, by dalej stała nienaruszona. Brak stresu wpływał na nią lepiej niż dobrze, nieprzerwanie strzygąc uszami ogarnęła się w porę, by postawić radary w stronę ósemki. Jej kolory były neutralne dla jej oka, nie miała już z nimi takich problemów jak we Francji. Bez chwili zawahania ruszyła ku stacjonacie, by już po chwili używając prawie całej siły zadu, odbić się od ziemi. Oddała mocny skok, podczas którego złożyła się należycie z dużym zapasem, zaokrąglając sylwetkę nad samą stacjonatą. Nie była dla niej aż tak trudna jak te przeszkody z treningów z Amelie, więc i tym razem nie napotkały żadnych problemów. Co prawda przy lądowaniu minimalnie się poślizgnęła, ale w porę odzyskała równowagę i wyratowała sytuację. Dobrą decyzją ze strony Amelie było podkucie hanowerki i zainstalowanie haceli, bo bez nich mogłoby to skończyć się różnie. Błąd ten był wręcz niezauważalny dla widowni, więc już po chwili klacz ruszyła dalej. Przyglądała się wszystkim przeszkodom, próbując zidentyfikować tę kolejną. Amazonka wybrała trasę za dwójką, co było jednoczesnie bezpieczniejszym wyjściem oraz straconym setnym sekundy. Deadia chcąc to nadrobić zrobiła znaczne dodanie, zdążając z reakcją jeszcze przed przeszkodą. Tym razem postawiła na skok bardziej płaski niż jego wysokość, choć i ten okser nie należał do najniższych. Prezentując typową sylwetkę skaczącego konia z wyraźnie zaznaczonym baskilem, już po chwili znalazła się po drugiej stronie przeszkody. Prawdziwa teleportacja, Harry Potter się umywa!
Parę czekał teraz najdłuższy odcinek, podczas którego miały okazję nadrobić czas. Duma instynktownie rozpędziła się, spłaszczając wszystkie zakręty. Kondycja była już w lepszym stanie niż kiedyś, choć i tak dziewięciolatka miała niemały problem z utrzymaniem oddechu. Sapiąc głośno, wyprostowała się na kolejną przeszkodę. Była minimalnie łatwiejsza od poprzedniej, a zaangażowanie i zawziętość Dei sprawiła, że i tym razem przeskoczyła ją na czysto. Wysunęła prawą nogę, by na niej wylądować. Kiedy tylko dziewiętnastolatka czule pożegnała się z jury, zjechała z parkuru prosto na rozprężalnię.
Rozstępowana, rozczyszczona i zapakowana w derkę stajenną została odstawiona do swojego boksu. Pozbyła się smakołyków od właścicielki w zastraszającym tempie, by następnie pozwolić sobie na zasłużony odpoczynek po dość ciężkim dniu.
ztChristian Levrull - 2015-12-24, 22:29 Cenił w niej to, że była koniem, który się nie cofa. Oczywiście mogła mieć gorszy dzień jak każda kobieta ( ) czy inna istota, ale wtedy i tak dało się z nią w miarę pracować. Właściwie po treningach z karą zawsze miał wrażenie, że ta non stop progresuje.
Już na początku zauważył, że klacz zrobiła się przyjemniejsza na ręce, błąd, który wcześniej czasami się pojawiał, teraz prawie nie miał miejsca bytu. Była lekka, przepuszczalna i do tego "w paluszkach". Chwalił ją krótkim klepnięciem wewnętrzną ręką za każde dobre wygięcie. Z każdą zmianą ustawienia wprowadzając klacz na coraz delikatniejsze sygnały, które nie traciły jednak na precyzyjności.
Wykorzystywał jej chęć ruchu na przód starając się czytelnymi półparadami (które wprowadził po paru okrążeniach, dając jej na początek iść w swoim ustawieniu, jedynie pilnując kontaktu) kumulować tą energię w trakcie ruchu na przód. Cały czas pracując pomocami nad przepuszczalnością starał się utrzymać jej wysoką, obecnie prawie naturalną akcję kończyn. Kiedy wreszcie doszli do porozumienia i przejść kłus-stęp w równowadze zaczął wprowadzać przejście do zatrzymania pewnie siadając w siodło, pilnując swojego ustawienia miednicy, łydki trzymając przy boku z lekkim impulsem, by klacz w trakcie zatrzymania podeszła zadem pod kłodę i przede wszystkim nie tracąc stabilnego kontaktu, który tak pomagał klaczy w utrzymaniu równowagi.
W momencie kiedy Noa znalazła się na środku hali przeszedł na chwilę do stępa zerknąwszy w jej kierunku, nie tracąc przy tym wcześniej uzyskanej pracy z karą (czyli po prostu nie wychodząc z ustawienia na pomocach) uśmiechnął się w stronę dziewczyny, skinąwszy głową w jej stronę.
- Dobry wieczór, niezły kontrast Panienka prezentuje ze swoim stworzeniem...
Oczywiście piał do jej wzrostu, ale wyglądała dość komicznie przy czarnej, długonogiej klaczy. Nie wspominając, że była w jego wieku, ale jakoś nie umiał się powstrzymać od zdrobnienia.
Po chwili wrócił myślami do swojej baby, by przypadkiem w zazdrość nie wpadła. Lekkie wypchnięcie z biodra z pomocą aktywizującą i złapanie owej energii w kłusie na pulsacji wodzy, by znów nie wyrwała zanadto. Zaczął wprowadzać wolty, serpentyny w kłusie, tak jak wcześniej w stępie. Te same pomoce co w chodzie niższym przy czym do tego jeszcze ewentualne przypilnowanie, by klacz w łukach nie traciła na tempie i dalej utrzymywała mocną akcję kończyn przez ową "kumulację energii". Jak na razie dla swej wygody i rozgrzewki cały czas poruszał się w anglezowanym.
Następnie zmiana kierunku przejście kłus-stęp, kłus-stój jak w tamtą stronę + praca na łukach.I So Bad - 2015-12-25, 22:59 Z każdą kolejną półparadą, co raz chętniej i głębiej wkraczała zadem pod kłodę z jednoczesnym zachowaniem dynamiki i sprężystości chodów. Utrzymując przy tym lekkość i swobodę poruszania się stanowiła naprawdę ciekawy i przyjemny do oglądania obrazek.
Każde z przejść traktując nie jak monotonne ćwiczenia, lecz jak początek czegoś nowego wykonywała z niebywałą precyzją. Nie pozwalając sobie na żadne spięcia, dążyła chętnie do ręki, pobudzana pomocami aktywizującymi, szukając ochoczo wędziła zdążyła się już zapienić na pysku nawet podczas rozgrzewki. Podobnie zatrzymania, dopilnowana i zamknięta w pomocach, równo obciążała każdą z czterech kończyn, żadnej z nich nie odciążając. Pracując aktywnie zadem w kłusie pchała się do przodu, z każdym krokiem niemal rosnąc ku górze.
Nie tracąc koncentracji nawet poprzez przejście do stępa, niosła lekko opuszczony łeb na stabilnym kontakcie. Oddychając równo i miarowo kątem oka zerknęła na przybyłą parę nie robiąc sobie właściwie nic z ich obecności. Pracując pod siodłem miała tą zaletę, że potrafiła odciąć się od otoczenia i całkowicie skupić na wykonywanej pracy czy stawianych przed nią zadaniach.
Z zachowaną dynamiką i elastycznością kroku, aktywizowana wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę wyginała się poprawnie we wszystkich zakrętach. Towarzysząca temu równowaga, której pilnował brunet, znacznie ułatwiała jej zadanie. Aktywny zad, pilnie wkraczający pod smoliste cielsko nie tylko amortyzował ciężar siedzącego na niej jeźdźca, ale też pozwalał na zachowanie sprężystości i elegancji wykroku, jakim klacz naturalnie się charakteryzowała.
Rozluźniając się z każdym pojedynczym wygięciem, co raz chętniej i łatwiej popuszczała w potylicy, znajdując stabilny kontakt, stała się niezwykle wrażliwa i czuła na pomoce i sygnały wysyłane przez dosiad oraz łydki jeźdźca.Krugerrand - 2015-12-28, 01:27 wcale się nie popisywał. :c
Ciemno gniady uważnie "słuchał" pomocy płynących ze strony jeźdźca, często się z nimi nie zgadzając, jednak je szanując. Dlatego też wpasowywał się w środek, od siebie dodając lekko mocniejszy krok, a całą resztę dopasowywał do Chrisa.
Dzielnie idąc na sam środek przeszkody, postawił uszy i zmierzył spojrzeniem stacjonatę. Bez zawahania odbił się we wskazanym miejscu, pracując całym ciałem. Wpierw składając podwozie, następnie pozwalając sobie na rozciągnięcie łukowato grzbietu i szyi.
Po wylądowaniu całkowicie oddał się w ręce właściciela, musząc zdać się na niego. W końcu ciasne zakręty nie były jego specjalnością, toteż w tej kwestii wolał polegać na zawodniku. Tak więc przyjemnie się prowadził na zakręcie, korzystając z pomocy mężczyzny. Zdenerwował się tylko w jednej chwili, gdy wypadł tuż przed przeszkodą. Nawet nie zdążył zbytnio pomyśleć o tym co się właśnie stało. Jedyne co mógł zrobić i zrobił intuicyjnie, to mocne wybicie się z tyłów. Do tego odbił się równocześnie od zadnich kończyn, co dodało siły skoku. Z boku można by było zauważyć jak po raz któryś koń lata nad przeszkodami, co było spowodowane jego walką. Starał się, by nie spaprać sprawy, dlatego też właśnie ratował ich z takich sytuacji.
Po wylądowaniu Krugerrand głośno stęknął, kuląc uszyska. Nie miał jednak czasu do namysłu, gdyż z jego wykrokiem i tym, iż Christian pozwolił mu iść w tym "luźnym" dla niego tempie, szybko dotarł do drugiego członu. Tym razem wybił się spokojniej, pokonując bez problemu następną przeszkodę. Również i lądowanie okazało się być przyjemniejsze niż poprzednie. Nie było jednak czasu na dumę, gdyż holsztyn musiał dalej walczyć. Posłany w stronę oksera, wyciągał swoje kończyny do przodu, mocno zaznaczając foulę. Nic się nie liczyło, jak tylko przeszkoda, która z każdym krokiem była coraz bliżej.
Wybijając się do oksera, w locie pozwolił sobie na odrobinę fantazji, a może coś mu nie pasowało? W każdym razie będąc już nad przeszkodą skusił się o małe zarzucenie zadem. Co zaburzyło równowagę jeźdźca i jego w momencie gdy lądował.
To stało się mało ważne w obliczu możliwości rozciągnięcia się w galopie do dziesiątki. Niemiec oddychał już głośniej, parskając przy każdej fouli. Mocno rozszerzone chrapy wręcz pochłaniały powietrze, a pot już dawno spienił się na klatce piersiowej, szyi i między pośladkami. Mimo tego dalej miał siłę by skakać, co pokazał na ostatniej przeszkodzie. Lekko walcząc z ręką, zadarł łeb do góry, gwałtownie wycofując się do normalnego tempa galopu. Zacisnąwszy zęby na wędzidle, szarpnął krótko głową w ramach buntu, co jednak nie zmieniło tego, iż dał się doprowadzić do oksera.
W złości wysadził mocno do góry, dając sobie spory margines na wykonanie błędu, czego też nie wykorzystał.
Po wylądowaniu, znów wrócił do poparskiwania, mocno obniżając głowę. Następnie grzecznie przeszedł do luźnego kłusa i jeszcze chętniej zwolnił do stępa.
Cała reszta zabiegów była czysto, zasłużoną przyjemnością. <3
/ztAngel's Wings - 2015-12-28, 11:53 Kiedy tylko rano się przebudził, wyczuł, że coś się święci. W stajni panował większy tłok i zamieszanie niż zwykle. Angel na razie się tym jeszcze nie przejmował i doś spokojnie spożył śniadanie. Kiedy jednakna horyzoncie pojawiła się znajoma sylwetka od razu się ożywił. Rzeczywiście ie znali się zbyt długo, ale wystarczająco, żeby siwy nabrał do niej zaufania, poza tym łatwo przywiązywał się do ludzi, co było i zaletą i wadą. Nie sprawiał jej problemów podczas przygotowań, a podczas rozgrzewki był skupiony i dokładnie wykonywał ćwiczenia.
Po zakończeniu rozgrzewki stępem skierował się na parkur. Ogier skorzystał z tego zapoznając się z otoczeniem i przyglądając przeszkodom. Kiecy przyszła pora na ich przejazd Jessie posłała go do galopu, kierując go w stronę doublebarre'a. Oldenburg nie wyrwał się do przodu, lecz ruszył w stronę przeszkody wyznaczonym, stałym tempem, energicznie krocząc naprzód. Nie miał problemu z krótkim najazdem jaki obrali, zachowując stałe tempo. Po łydce od kobiety odbił się, baskilując nad przeszkodą i współpracując z jeżdżcem, przez co pokonał jedynkę bez większych problemów. Dwunastolatek miał ochotę na zrobienie baranka, ub inny wybuch radości, zachował jednak spokój, pozostał wrażliwy na pomoce od dwudziestotrzylatki i ruszył do dwójki w swobodnym galopie, jednak bez szaleństw. Wings miał to do siebie, że zawsze dawał z siebie 200% normy, więc chociaż nacisk był postawiony na bezbłędne pokonywanie przeszkód, siwek starał się by poruszanie się od jednej przeszkody do następnej wyglądało nieskazitelnie. Jessie nakierowała go na dwójkę, którą pokonali w podobnym stylu, na czysto.
Po pokonaniu dwójki Jessie pokierowała go w stronę trzeciej przeszkody Ogier ochoczo przyśpieszył, wydłużając foule. Pojechali po szerokim łuku, skręcili na prawo w stronę oksera. Aniołek cały czas współpracował z kobietą, bo np. wyłamanie przeszkody byłoby już znakiem, że coś jest nie tak. Dlatego był wrażliwy na otrzymywane od Jessie pomoce. Przed przeszkodą zwolnił i ustabilizował tempo, nadal jednak galopując z właściwą dynamiką. Dodatkowo skoncentrował się przez otrzymane półparady. Amazonka doprowadziła go do oksera, gdzie po sygnale do wybicia, oldenburg wybił się w raczej dalekim niż wysokim skoku, spokojnie jednak przeskoczył ponad drągami, nie zahaczając o nie. Wylądował na prawej nodze, nadal skoncentrowany w związku ze zbliżającym się ciasnym zakrętem na następną przeszkodę.Sergei - 2015-12-28, 21:47 Po pokonaniu trzeciej przeszkody Serg od razu zastosował odpowiednie pomoce składające się na półparadę, by skupić gniadosza na następnym zadaniu. Już po pierwszej fouli (z racji dość obszernego kroku Desperado) zaczął skręcać z nim w prawo. Napięta zewnętrzna wodza ograniczała, a wewnętrzna zgięła się w nadgarstku, wskazując kierunek, a ponadto lekko pulsowała, by WKKW’ista pozostał „na” kontakcie. Zewnętrzna łydka nieco za popręgiem, by zapobiec wypadaniu zadem, a wewnętrzna na popręgu, zachęcając do owinięcia się wokół niej. Potem już tylko wyprostowanie ogiera i mieli ładny, prosty najazd na przeszkodę numer cztery; stacjonatę 110 centymetrów. Rus podejrzewał, że zawody klasy P były dla Desperado czymś w rodzaju lekkiego treningu, koniec końców ogier przygotowywany był już do znacznie wyższych klas. Niemniej atmosfera panująca na hali ewidentnie była inna niźli podczas typowych ćwiczeń, chociaż Chernienko miał nadzieję, że raczej te oklaski, flesze, ochy i achy mają bardziej pozytywny niż negatywny wydźwięk w opinii gniadosza. Tak czy owak, w miejscu wybicia mocniejsza łydka, płynne przejście w półsiad i elastyczne oddanie wodzy. Podczas lotu nadepnął nieco mocniej na lewe strzemię, by ogier wiedział, na jaką nogę ma wylądować. Po pokonaniu stacjonaty mężczyzna pozostał w półsiadzie, swobodnie balansując swoim ciężarem, czy też raczej zgrywając się z ruchem gniadosza, pewnie trzymając nogi w strzemionach. Nie przechylał się nadprogramowo w jakąkolwiek stronę, a więc nie zaburzał równowagi swojego podopiecznego. Teraz przed nimi lekki łuk w lewo, gdzie Rus pilnował żwawego, dynamicznego tempa, by Desperado miał się później z czego wybić na piątą przeszkodę, okser. Najazd ponownie nie był zbytnio skomplikowany, jednak mimo to Serg trzymał wierzchowca w zamkniętych pomocach, by ten cały czas odczuwał jego wsparcie. Wierzył w możliwości Desperado, ale w uprzejmość ludzką niekoniecznie – jakiś fotograf mógł na przykład złośliwie błysnąć fleszem prosto w nieszczęsne, końskie ślepia. Tak czy owak, zachęcenie głosem i potem standardowo mocniejsza łydka, półsiad i przesunięcie rąk do przodu. Jak tylko końskie kopyta dotknęły ziemi Rus wysłał gniadosza do przodu, pozwalając mu na rozciągnięcie się. Dopiero kawałek za przeszkodą oznaczoną jako jeden skrócił zgrabnie podopiecznego, nie zaburzając przy tym jego równowagi. Usiadł głęboko w siodle, zachęcając WKKW’istę do większego zaangażowania zadu w pracę i spokojnie naprowadził na szóstkę; ponownie stacjonatę. Tutaj ponownie standardowe procedury; łydka, półsiad, wodze.