To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Jessie - 2015-12-06, 21:27

Kończąc wcześniejsze ćwiczenie, przeszła do stępa ponownie dając klaczy możliwość całkowitego rozprostowania i opuszczenia szyi, w czym pomogła jej trzymając wodze za sprzączkę. Pogłaskała ją po rozgrzanej i być może lekko wilgotnej skórze szyi i prosiła ją o aktywny stęp przez dobre dwie minuty, podczas których osoba odpowiedzialna za sprzątanie hali i pomoc w rozkładaniu przeszkód przygotowywała im przeszkody pod ostatnie ćwiczenie zaplanowane na dziś.
Był to najzwyklejszy w świecie szereg gimnastyczny. Trzy drągi ustawione na kłus, po nich niewielki krzyżak i szereg przeszkód ustawionych na skok-wyskok: cztery stacjonaty. Przeszkody były niewielkie, wysokość dwóch ostatnich była wzrastająca tak, by na końcu klacz musiała oddać największy skok. Niemniej wciąż nie było to nic wykraczającego poza jej możliwości.
Po krótkim odpoczynku wznowiła pracę, przechodząc do kłusa. Po ustaleniu rytmu i odpowiedniego tempa, naprowadziła Rabannę na szereg. Wykonała dość długi najazd, by móc swobodnie wyprostować kasztankę przed rozpoczęciem szeregu; prowadząc ją w swoim korytarzu z pomocy, nakierowała ją na sam środek drągów. Przeszła na nich do niskiego półsiadu, ledwie unosząc się z siodła i utrzymując mocne oparcie w strzemionach, na sprężynujących kostkach. Nie zaburzając równowagi klaczy patrzyła na wprost, wciąż jej pilnując aby uniknąć ewentualnego wyłamania. Podczas skoku nad kopertą, podążyła za ruchem Rabanny, oddając jej elastycznie rękę, jeżeli tego potrzebowała. Generalne to ćwiczenie wymagało od obu dziewczyn niemałej koncentracji: przede wszystkim od Jess, której zadaniem było nie tylko przypilnowanie klaczy i uniemożliwienie jej spieszenia się, to jeszcze musiała wymagać od siebie, by nie zostawać w tyle i nie zaburzać równowagi kasztanki. Sprawę komplikował fakt, że pokonanie tych kilku przeszkód trwało zaledwie parę sekund; niemniej dziewczyna była na tyle doświadczonym jeźdźcem, by nie stanowiło to dla niej większego problemu. Ani razu nie wyprzedziła klaczy, po każdym skoku wycofując sylwetkę do tyłu, aby nie zaburzać jej równowagi. Przy wybiciach natomiast podążała za jej ruchem ręką, elastycznie oddając wodze i unikając przytrzymywania bądź szarpania za pysk, co byłoby zwyczajnie nieprzyjemne.
Wykonała tę kombinację trzy razy, ostatecznie dając Rabannie należyty odpoczynek. Pochwaliła ją i przeszła do stępa, w którym oddała jej wodzę. Po 15 minutach okryła ją derką i wyjechała na jej grzbiecie do stajni. /zt

Caroline Hathaway - 2015-12-06, 23:12

Mimo sztywności siwa, kobieta nie zrażała się, bo sam przejazd im szedł doskonale, więc nie zdecydowała się na jego przerwanie. Kiedy lądowali cały czas utrzymywała się w półsiadzie, by odciążyć grzbiet konia i pozwolić mu na rozpędzenie się bez zbędnego balastu. Jej zachowanie było ostrożne i rozważne, musiała brać pod uwagę dyskomfort ogiera i dopasowywać się pod niego, jeśli chcieli skończyć parkur na czysto. Kierowali się równym tempem do przodu, pozwoliła nawet sobie na lekkie przyspieszenie, by krok za jedynką skręcić w lewo i wyprostować siwka wprost na szóstą przeszkodę w tym wypadku była to stacjonata. Lekko przytrzymała go, żeby aż tak na nią nie parł jednak, na trzy foule przed posadziła zad w siodło, dość miękko by nie przeszkadzać skupionemu ogierowi i w odpowiednim miejscu docisnąć łydki by podniósł cielsko do góry, w tym samym momencie podniosła się do półsiadu pochylając do przodu i oddając mu tyle wodzy ile potrzebował na swobodne wyciągnięcie się. W locie jeszcze zasugerowała mu lądowanie na lewą nogę, co by na nią właśnie wylądował i pokierowała do nieco do barierek gdzie odbiła po może dwóch trzech krokach właśnie na lewo, z uwagi na sztywność ogiera, zdecydowała się na obszerniejszy-bezpieczniejszy łuk, by mieć szansę przednim go wyprostować. Udało im się to w 100% i najechali na sam środek przeszkody którą w doskonałym stylu przeskoczyli. Jako że do ósemki było po nieco dłuższej prostej, znowu konia lekko pospieszyła, ale z rozsądkiem kontrolując tempo i odpowiedni najazd, ponownie usiadła trzy foule przed w siodło i po dociśnięciu łydek do boków ogiera przeszła z nim w fazę lotu, przy okazji sugerując mu lądowanie na prawo, ponownie zdecydowała się na bardziej bezpieczny najazd, pojechała prosto by dopiero za dwójką wykręcić w prawo i ponownie naprostować tor ich wspólnego ruchu, nieco ponownie przyspieszyli do tej dziewiątki by ją perfekcyjnie przeskoczyć. Znowu wylądowali na prawo, ponownie zdecydowała się na obszerniejszy najazd z lekkim dodaniem w tempie, przy barierkach pokierowała go po łuku i naprostowała do dziesiątki, ostatniej z przeszkód. Szybki, dynamiczny najazd i dalsze miejsce wybicia, zapoczątkowały doskonałym dalekim i efektownym skokiem, po wylądowaniu uśmiechnęła się i poklepała ogiera po szyi, dziękując mu za wspaniały występ, kolejno przeszli do kłusa, potem stępa i zjechali z parkuru.

z.t

Diego Montana - 2015-12-06, 23:36

Jakby nie do końca przejmował się humorkami ogiera, dla niego było ważne dokończenie parkuru w jak najlepszym stylu oraz czasie. Mimo problemów z podłożem oraz dogadaniem się z karoszem, jechali do tej pory parkur cały czas na czysto, co się chwaliło. Mimo wszelakich trudności starał się wypracować z nim pośrednie tempo jazdy oraz w ogóle jakąś jazdę, na szczęście obyło się bez wpadek. Tak czy siak poprowadził karosza po prostej od piątki, by zaraz za jedynką lekko skręcić w lewo, szybkie lecz nieco trudne ustawienie konia w linii prostej, który miał przebłysk że jednak pojedzie po swojemu po skosie, na ostatnich dwóch krokach naprowadził do w końcu mocniejszą łydką i wodzą na właściwy tor i docisnął obie w miejscu gdzie powinni się odbić od ziemi, wszedł w półsiad by złożyć się do ciała ogiera prostopadle i oddać mu wodzę na swobodne wyciągnięcie szyi. Zasugerował mu wyraźnie przez dociśnięcie lewego strzemienia, nogę na którą powinien wylądować, by poprowadzić go po łagodnym nieco ostrym zakręcie do siódemki, dojechali pod samą przeszkodę gdzie oczywiście w miejscu wybicia nie omieszkali się nie potknąć o pierdoloną bruzdę, tego kto wyrównywał teren powinni udusić. Skok przez to był rozsypany, bez harmonii, bez ładu ale na czysto, co facet przyjął głośnym odetchnięciem. Skierowali się w linii prostej do ósemki, modlił się w duchu co by się nie wywalili/potknęli po drodze, na szczęście szczęśliwie udało im się dojechać do przeszkody i ją przeskoczyć, zasugerował mu jeszcze w czasie lotu lądowanie na prawą nogę. Pokierował go nieco po prostej by za dwójką zakręcić właśnie w prawo na dziewiątkę, decydował się na obszerniejsze najazdy co by w razie co uratować sytuację za w czasu. W tym wypadku udało się im również dojechać bezpiecznie, choć chaotycznie do dziewiątki i przeskoczyć ją na czysto, jeszcze jedna przeszkoda i koniec ! Ponownie po łuku w prawo, gdzie wcześniej oczywiście dociśnięciem strzemienia zasugerował mu tą nogę, pojechali do dziesiątki, wpadli w lekki ślizg znowu na zakręcie na szczęście bezpieczniejszy niż ten poprzedni, za pewne kolejna bruzda spłatała im figla, ale jak wspominałam obszerniejsze najazdy miały swoje plusy, udało mu się karego pozbierać za nim mieli wejść w fazę skoku, zasugerował mu dalsze odbicie co by końcowy skok był efektowniejszy niż cała reszta, kiedy bezpiecznie wylądowali po drugiej stronie pochwalił go, po czym przeszli do kłusa i stępa i zjechali z parkuru.

z.t

Nadya - 2015-12-07, 11:05

Proszę bardzo Nadya może do niego nawijać ile wlezie. Rzeczywiście nie miała się do czego przyczepić, mogła go tylko pochwalić. Po przejechaniu dwóch okrążeń z wydłużaniem i skracaniem wykroku znów wrócili do kłusa roboczego. W tym czasie stajenny skończył układanie drągów na jednej połowie hali. Co prawda Jim miał pewnie okazję się im przyjrzeć, jednak przejechali jeszcze dwa okrążenia, aby gniady mógł im się przyjrzeć z każdej możliwej strony, na co też zwracała mu uwagę.
W końcu Bravo dokładnie nakierowała ogiera na czwórkę drągów, ustawionych w średniej odległości od siebie. Kierując oldenburga na drągi poprosiła go o dostosowanie właściwego tempa. Może były to tylko cztery zwykłe drągi, ale dwudziestodwulatka wspomogła Beama wszystkimi niezbędnymi pomocami, któe starała się do niego jak najbardziej dopasować, a które powinny poskutkować tym, że dwunastolatek pokonał drągi bez problemów. Jeżeli Jim na czysto pokonał drągi pochwaliła go i wrócili pod ścianę. Jeśli jednak wystąpiło kilka błędów po kolejnym okrążeniu na kontakcie naprowadziła go na drągi z drugiej strony.
Bez względu na to czy pokonali drągi raz czy dwa razy wrócili na ścianę, okrążając halę w kłusie roboczym czasem wyjeżdżając figury, tymczasem stajenny zmieniał drągi na cavaletti, o co został przez nią wcześniej poproszony.

Christian Levrull - 2015-12-08, 22:45

Właściwie pierwszy raz brał udział w zawodach tego typu, ale w sumie dlaczego nie? Wybór koni nie był trudny, mimo, że na początku zdecydował się na Bad, to nie chcąc kumulować obciążeń, a do tego mając możliwość wyboru wśród swoich koni zdecydował się na Krruga, który ostatnio był raczej w bardzo dobrej formie. I tak okazało się, że na zawodach bierze udział jeszcze dwójka jego koni, ale z tamtymi inni mogą mieć problemy, jak zawsze.
Dawno nie będąc na zawodach halowych był ciekaw jak gniadosz zachowa się nie pod chmurką, aczkolwiek ze względu na to, że większość treningów i tak odbywała się właśnie na tej hali - nie miał się czym przejmować, raczej.

Po w miarę bezproblemowej rozgrzewce udał się wywołany o oczekiwanie wraz z gniadym w stronę parkuru. Będąc już na jego terenie przeszedł do stępa możliwe nie zagradzając drogi przejazdu, a w formie rozluźnienia poklepał ogiera lekko po szyi, z cichym "damy radę, stary". Przez cały czas kręcąc się teraz między przeszkodami utrzymywał to co udało się osiągnąć podczas rozgrzewki - uwagę, rozluźnienie, kontakt, prawidłowe oddziaływanie na pomoce.
Kiedy tylko otrzymali sygnał do rozpoczęcia przejazdu skinął lekko głową, następnie wypchnięciem biodra, wraz z łydką zagalopował na prawo jadąc szerokim łukiem blisko krótkiej ściany. Wykorzystał ten czas by wyregulować tempo na aktywne, jednak tak, by galop nie był za płaski, ale mimo to pokrywał dość duży obszar foulą. Usiadł płynnie w siodło zamykając ogiera w pomocach, motywując półparadą do ustawienia, które nie umożliwi mu patrzenie na przeszkody - a Zawodnikowi da możliwość stałej kontroli nad tempem ogiera. Zjechał z krótkiej ściany w stronę pierwszej przeszkody, głębiej siadając siodło i tak siedząc już do czasu podjazdu do przeszkody. Stworzył swego rodzaju korytarz z wodzy uniemożliwiając ewentualne spłynięcie konia, zamknął go w łydce, pilnując by płynnie podprowadzić go do przeszkody, a gdy już byli w miejscu wybicia przymknął go łydkami i nie wyprzedzając ciałem posłał ogiera do skoku. Wszedł płynnie w półsiad wzrokiem już patrząc na stacjonatę w tej linii. Ręka niespóźniona umożliwiła mu prawidłowy skok nad przeszkodą, przy lądowaniu lekko wycofał ramiona lądując pewnie w strzemionach i od razu łydką posyłał go do ruchu na przód, zaczynając liczyć 5 fouli do kolejnej przeszkody.
Ostatnimi czasy bardzo dobrze współpracowało mu się z ogierem, który nieco wyciszył się - przynajmniej pod nim - w trakcie jazdy w parkurze, dając możliwość ogarnięcia jego czasami gorącej głowy. W trakcie dojazdu do stacjonaty cały czas rozmawiał z jego pyskiem by nie wyrwał do przeszkody i nie oddał za płaskiego skoku, cały czas mając pilnującą, przymkniętą łydkę. W miejscu wybicia posłała go do skoku, w momencie wybicia wchodząc w półsiad łapiąc pewną równowagę w dobrze ułożonej sylwetce oraz oparciu w strzemionach. Lądowanie na strzemionach i ponownie łydka do ruchu na przód wracając w siodło po skoku.
Czując, że to dobry dzień dla nich postanowił trochę namieszać w parkurze. Po dwójce poprowadził ogiera od razu w prawo wyjeżdżając ciasno przed przeszkodzą numer dziewięć, następnie zrobił lekki łuk doprowadzając go na wprost oksera. Cały czas w zakręcie głęboko siedział w siodle prowadząc go pewnie na zewnętrznej wodzy i wspomagając resztą pomocy, by równowaga i odpowiednie tempo ogiera nie było zachwiane. Skumulowaną w zakręcie energię wykorzystał do zapewne efektownego skoku, w którym sam również starał się zachować odpowiednią równowagę, gdyż przed nimi kolejna ciekawa zagrywka.
Po przeszkodzie pewnie wrócił w siodło od razu biorąc ogiera na pomoce i właściwie foulę pod skoku od razu wzmocnił pomoce do ostrzejszego zakrętu na czwórkę. Tak jak wcześniej wspomagał go w tym zakręcie przede wszystkim zewnętrzną wodzą, wewnętrzną jedynie sygnalizując zakręt, do tego wewnętrzna łydka spychając na zewnątrz, a zewnętrzna wspomagająca ruch na przód i dobrze pracując zad. Dosiadem też pracował intensywnie w tym zakręcie, by przed stacjonatą następnie naprostować ogiera, zostawiając w korytarzu z wodzy i prowadząc do miejsca wybicia cały czas rozmawiając z pyskiem i dojeżdżając go do ręki starał się podnieść przód, który miał stać się lżejszy w trakcie jazdy. W miejscu wybicia posłał go do prawidłowego oddanego skoku i przy lądowaniu już wzrok uwiesił w piątce, do której najazd z tego miejsca również nie należał do prostych.
Maksymalnie po czwórce przytulił się do dwójki umożliwiając mimo ciasnoty w miarę "szeroki" najazd do oksera w zakręcie zachowanie tak jak przed ostatnimi dwoma przeszkodami, cały czas pilnując pewnego tempa. Przed piątką naprostował go, przymykając w pomocach i głębiej siadając w siodło i tak podprowadzając do przeszkody wyznaczającej połowę parkuru. W miejscu wybicia znów pomoce do skoku i płynne wejście za ogierem w półsiad. Po lądowaniu ustawienie go delikatnie na lewo, by przejechać blisko jedynki do kolejnej przeszkody.

El Dorado - 2015-12-10, 16:42

Do galopu był bardzo niechętny, więc niemal non stop kombinował jakby tu zwolnić, żeby się zbytnio nie napracować. Jednak mężczyzna ciągle pchał go do przodu, więc mimo jego lenia utrzymywał dobre tempo. Nawet nierówne podłoże zdawało się ich zbytnio nie spowalniać. Od piątki pogalopowali prosto, by zaraz za jedynką lekko skręcić w lewo. Po skosie i dwóch krokach mocniejszą łydką został naprowadzony na kolejną przeszkodę, gdzie w odpowiednim miejscu wybił się i odpowiednio chowając pod sobą przody znalazł się po drugiej stronie, nie naruszając drągów. Jednocześnie poczuł jak mężczyzna mocniej dociska lewe strzemię, więc wylądował na lewej przedniej nodze. Zadowolony z siebie pogalopował dalej, nadal nie dając z siebie wszystkiego jeśli chodzi o galopowanie. Po tym przyszedł czas na siódemkę, na którą został naprowadzony po zakręcie, który na szczęście jakoś nie utrudnił im jazdy. Za to zrobiła to bruzda, która musiała znaleźć się akurat przed samą przeszkodą. Pomimo potknięcia wybił się odpowiednio i przeleciał nad przeszkodą, której nawet nie dotknął kopytem. Był leniwy, ale nie zamierzał niczego zrzucać. Wstydu by sobie tylko narobił. Sam skok nie wyglądał jakoś specjalnie elegancko, ale liczyło się to, że przeszkoda stała. Teraz przyszła pora na ósemkę, na którą skierowali się po linii prostej. Droga na szczęście była równiejsza, więc o nic się nie potknął. Wybił się przed przeszkodą i wylądował na prawą nogę. Galopując dalej po prostej skręcił za dwójką w prawo i skierować się na dziewiątkę. Non stop starał się walczyć z jeźdźcem, cholernie mu się to nie podobało. Nie było można jednak narzekać, bo na razie poza poślizgami i potknięciami szło im całkiem sprawnie. Przeskoczył i tą przeszkodę, lądując na prawą nogę. Podczas galopu na dziesiątkę ponownie wpadł w lekki poślizg, ale na szczęście bez wywrotki. Później jeszcze oczywiście potknięcie. Udało im się zebrać do kupy przed skokiem, odbił się nieco wcześniej niż za poprzednimi razami, dzięki czemu udało mu się pokonać przeszkodę na czysto. Zadowolony przyjął pochwałę od mężczyzny, po czym przeszedł kolejno do kłusa i stępa, by zaraz opuścić parkur.
zt

Contendro Boy - 2015-12-10, 17:36

Na całe szczęście dyskomfort odczuwany przez ogiera nie był na tyle silny, by stać się paraliżujący: pomimo bólu Contendro nie miał problemów z poprawnym oddawaniem skoków, galopem w dystansie czy też wykonywaniem ciasnych zakrętów. Wylądowawszy na lewą nogę postawił oba radary w stronę przeszkody, którą już pokonywali, to znaczy oksera o numerze jeden, przekonany, że za chwilę będzie proszony o oddanie skoku przez nią; całe szczęście obyło się bez skakania na skos szerokich przeszkód, co oczywiście niejako zmieniło nastawienie Boy'a - poziom trudności najazdu był dostosowany do jego umiejętności, dlatego też szóstą przeszkodę pokonał bez wahania i w pięknym, charakterystycznym dla siebie stylu, jak zwykle zostawiając po sobie ekonomiczny zapas. Mimo, że oddawał skoki trochę wyższe niż powinien, nie zostawał na długo w powietrzu, a jeśli takie sytuacje się zdarzały to podejrzewam, że z woli amazonki nadrabiali stracone sekundy w dystansie. Ciasne łuki nie były dla niego wyzwaniem, ale sztywność nieco przeszkadzała w ich wykonywaniu, dlatego decyzja dwudziestoparolatki była jak najbardziej słuszna. Będąc w linii prostej do przeszkody podjął próbę przyspieszenia - czy mu się udało, czy nie, tak czy owak we wskazanym przez Caroline miejscu odbił się z impetem od ziemi, w trakcie lotu wyciągając przed siebie szyję i z łatwością łapiąc równowagę, także na lądowaniu. Wznowił mocny galop, nieco przesadnie nakręcając się na ósmą przeszkodę i ponownie podejmując próbę ataku, oddając 'agresywny' i daleki skok przez stacjonatę, być może wytrącając przy tym jeźdźca z równowagi, chociaż z całą pewnością nie tak bardzo, żeby mieć na niego większy wpływ. Wyjeżdżając zupełnie nieryzykowny zakręt za dwójką mieli niemalże gwarancję bezbłędnego skoku, dlatego nietrudno się spodziewać, że taki właśnie był - siwy bez najmniejszego wahania przeleciał na drugą stronę konstrukcji, odnosząc się z szacunkiem do drągów i uważając, aby żadnego z nich nie puknąć. Wylądował na prawo, a otrzymawszy możliwość rozpędzenia się w dystansie niezwykle się ucieszył, ruszając pewnym, mocnym tempem wprost na ostatnią przeszkodę. Kolejny efektowny skok, równie bezbłędny co wszystkie inne, które w dniu dzisiejszym oddał. Przechodząc kolejno do kłusa i stępa zjechał wraz z amazonką z parkuru, z zadowoleniem przyjmując wszystkie pochwały.
/zt

Mia - 2015-12-11, 19:52

....Dużym łukiem, jednak nie za późno prostując konia najechali na kolejną stacjonatę. Nieznacznie skrócili krok, podczas gdy przed przeszkodą Mia podesłała siwkowi dyskretną łydkę sugerującą wybicie. Gdy już tylko się wybił, podążyła za jego ruchem oddając przy tym wodze. Minimalnie też obciążyła lewe strzemiono, by na tę nogę wylądować. Ku uciesze szczęście towarzyszyło nie tylko przy względzie pogodowym, ale i do tej pory nie strącili drąga, pomijając poprzednie muśnięcie. Z nadzieją, że dalej będzie podobnie dorwali okser, dwudziestolatka ustawiła konia prostopadle do niego, także starając się ocenić najlepsze miejsce do wybicia. Przygryzając dolną wargę dała sygnał do odbicia, a gdy tylko siwy oderwał się od ziemi, kobieta przeszła w półsiad i podążyła za nim nadgarstkami. Dziewczyna znowu uśmiechnęła się nie słysząc żadnego dźwięku towarzyszącemu przy rozbudowaniu przeszkód. Trzymając się prostej linii, zaczęła naprowadzać konia na dość wysoką stacjonatę, przygotowując go do skoku serią półparad. Znowu zamknęła siwka w pomocach, żeby gdzieś jej nie uciekł, ostatecznie skracając krok i posyłając łydkę do wybicia. Po oderwaniu się konia od ziemi wstała w siodła obciążając prawą stronę. Pochyliła się nad baskilującym koniem ułatwiając mu tym samym swobodne wyciągnięcie szyi. Ku jej uciesze Windsor znowu nawet nie dotknął drąga spośród dwóch stacjonat, z czego była naprawdę zadowolona.
....Kiedy doszła do niej świadomość, że przed nimi ostatnia przeszkoda, uśmiechnęła się szeroko, nabierając pewności siebie. Poklepała miśka po łopatce, kierując go w stronę oksera. Jadąc równolegle do ogrodzenia parkuru, poprowadziła wałacha na dwóch równych wodzach. Wierzyła, że i tym razem uda im się pokonać tę przeszkodę na czysto, a znając doświadczenie i umiejętności podopiecznego, dała mu stosunkowo wolną rękę. Ufała mu na tyle, by wiedzieć, że poradzi sobie z dopasowaniem kroku i znalezieniem miejsca do wybicia, ale gdyby tylko przez chwilę wyczuła jego zawahanie, przejęła pałeczkę i pomogła mu w tych dwóch czynnościach. Analogicznie do poprzedniego skoku podniosła się z siodła, żeby odciążyć grzbiet belgijczyka oraz oddała mu wodzę do wyciągnięcia szyi. Ku uciesze zawodniczki strącenia nie było, na co zapewne zareagowałaby teatralnym otarciem potu z czoła, ale dalej uparcie prowadziła wałacha naprzód, prosto na linię mety. Ostatnie metry w galopie, po czym zablokowawszy miednicę, zwolniła konia do kłusa. Nagradzając go za udany przejazd, zjechała z parkuru na luźniejszej wodzy, pozwalając wyciągnąć mu nieco szyję. Poza parkurem nałożyła na jego grzbiet derkę osuszającą, a w trosce o ścięgna swojego miśka, rozstępowała go przez bite 30 minut. Sama była równie zmęczona co on, otarła pot z czoła i odgarnęła włosy, by zaraz zsiąść z jego grzbietu i nafaszerować smakołykami :lol2:

....zt

Elizabeth White - 2015-12-14, 16:26

Pisałam już raz tego posta, po czym mi się usunął :lol: Stwierdziłam, że jak trochę od niego odpocznę to napiszę drugi równie dobry, ale jednak mi to nie wychodzi xD Dlatego będzie krótko i na temat co by dłużej nie przeciągać.

Zadowolona z pracy wałaszka, postanowiła go dłużej nie dręczyć. Poklepała go po łopatce i dała trochę luźnego kłusa. Na sam koniec pozwoliła mu jeszcze przegalopować kilka kółek, coby ostatecznie mógł się wyszaleć. Podczas nich uniosła się jedynie w półsiad, nie ingerując zbytnio w tempo ani ustawienie. Po powrocie do stępa, poczekała aż Maślany trochę ochłonie i odprowadziła go do stajni
z/t

Jonah Wrens - 2015-12-14, 22:40

Przez mocniejszy skok ogiera nad okserem, machnąłem się do przodu, nieco obciążając jego przód. Na całe szczęście doświadczenie pomogło mi w sprawnym wróceniu do poprawnej postawy, tuż po wylądowaniu. Tyle, co zdążyłem się ogarnąć, a Schock wyrzucił zadem. Nie było to mocno uciążliwe, dlatego olałem ten fakt, dając mu się cieszyć. Skupiłem się najbardziej na doprowadzeniu ogiera do szóstki, która nie powinna stanowić żadnego problemu dla konia.
Na ostatnich czterech foulach wsiadłem w siodło i wycofałem się, biorąc holsztyna na siebie. Wymagałem od niego równego tempa i lekkiego przodu. Cały ciężar przekładałem na zad, który był silnikiem dziesięciolatka.
Podprowadziłem go pod samą stacjonatę, dając mu wyraźny sygnał do oddania skoku. Zgodnie z siwensem ruszyłem z nim w półsiad, oddając rękę. W locie lekko nacisnąłem na lewe strzemię, sugerując wierzchowcowi nogę prowadzącą, tym samym wykorzystując brak lotnej na trasie do siódemki, pokusiłem się o zakręt ściśle biegnący przy drzewie. Co spowodowało mało miejsca na wyprostowanie ogiera, toteż zwolniłem go, kładąc nacisk na okrągłość fouli i pełną sterowność przodu. Z takim koniem mogłem wpaść najwyżej pod lekkim kątem na okser, do którego dołożyłem wszelkich starań, aby zmotywować Schocka do oddania mocniejszego skoku. Przygotowując się na wyrzut z jego strony, zrobiłem głębszy półsiad i podążyłem za jego pyskiem ręką.
Nie obijając się, od razu po wylądowaniu wyprostowałem dziesięciolatka, by z prostego najazdu dotarł na kolejną przeszkodę, leżącą w jednej linii z poprzednią. Jako że miałem na to dużo miejsca, bez problemu udało mi się naprawić najazd. Pod samą przeszkodą dałem mu kolejny sygnał do skoku i podążyłem z nim.
Od razu przygotowałem ogiera na kolejny trudny zakręt, tym razem na prawo. Tym samym wymagałem od niego lądowanie na tę kończynę.
Stawiając na dość ryzykowne zagrania w tym przejeździe, pokazywałem siwensowi, że doceniam go. Wiązałem z nim nadzieję, więc liczyłem na to, że i w takim stylu da radę pokonać parkur. Z moją wybujałą fantazją jeździecką.
W każdym razie dotarliśmy do 9tki mimo wszystko po w miarę łagodnym łuku, wypadając dwie foule przed okserem. Zdążyłem na kroku go wyprostować, a po drugim oddawaliśmy już skok.
Dystans do dziesiątki na prawo pokonaliśmy w półsiadzie i mocnych pomocach, by wyrobić się przed trójką i zdążyć się jeszcze wpasować w dziesiątkę. Dlatego po minięciu trojki z jej prawej strony, użyłem wewnętrznych pomocy, aby zepchnąc ogiera na lewo. Po łagodnym łuku dojechaliśmy na prostą do ostatniej przeszkody i po raz ostatni dałem mu sygnał do skoku. Półsiad i ręka, która podąża za pyskiem, by na samym końcu puścić luźno wodze i wyklepać siwą szyję już w galopie po doskonałym skoku.
Po chwili luzu w tym tempie zwolniłem go do stępa, a po przekroczeniu parkuru, zeskoczyłem z siodła i zająłem się wierzchowcem. Jego rozstępowaniem i ogarnięciem po wysiłku.
/zt

Christian Levrull - 2015-12-14, 23:55

Prowadził klacz trzymając za wodze i pogwizdując cicho, spotkanie ex właściciela klaczy w żaden sposób na nim się nie odbiło, aczkolwiek miał nadzieję, że kara też szybko zapomni spotkanie... Wszedł na halę uprzednio informując przebywających w środku o tym, a jeśli było ich trochę to rzucił im krótkie "Dobry" mijając ich po drodze. Stanął na środku hali przewieszając derkę na nieliczne stojaki stojące praktycznie na środku. Wiedział, że parkur obecnie jest sprzątnięty, więc w treningu przeszkody nie będą mu przeszkadzały.
Rozwinął strzemiona, dopiął popręg, podstawił schodki po których następnie wszedł nieśpiesznie zbierając wodze na krótki kontakt uniemożliwiając klaczy ruszenie, a krótszą prawą wodzę uniemożliwiając ruszenie w bok. Delikatnie wsiadł w siodło, poklepał klacz poprawiając i usadawiając się w siodle, następnie przyłożył delikatnie łydki do jej boków biorąc na początek na wodzę wędzidłową (munsztykowa była obecnie luźna) i na razie na kontakcie zaczął stępować w środku hali. Siedział głęboko i pewnie w siodle co klacz mogła poczuć, wiedząc, że na początek lubi coś wymyślić wolał tymczasowo trzymać ją na kontakcie póki się nie rozluźni (co zresztą motywował lekką pulsacją wodzy), przymknął ją w łydce korygując ewentualnie spłynięcie jej ciała i w sumie jak na razie starał się jej rozluźniać tak by zeszła nosem w dół na dłuższej wodzy (nie luźnej! cały czas na kontakcie). Siedział "asekuracyjnie", pewnie, ale pilnując by prawidłowo zareagować ciałem, gdyby jednak kara coś wymyśliła.

Krugerrand - 2015-12-15, 00:22

Wchodząc na halę, Krug rozejrzał się dookoła, powoli zaczynając przyzwyczajać się do występów przed publicznością. Toteż tym razem bardziej interesowały go przeszkody. Ignorując całą resztę, odchylił na krótką chwilę ucho w stronę zawodnika, by ponownie wrócić do przyglądania się przeszkodom.
Z złożoną w ładny rogal szyją, kroczył dumnie między parkurami. Ów wysokości nie robiły na nim wrażenia, w końcu potrafił więcej, a w dodatku przeszkody przy jego wzroście wyglądały mało poważnie. To również wpływało pozytywnie na c.gniadego, który kompletnie się rozluźnił - kto wie, czy cały przejazd będzie taki na ,,luzie".
Ruszając po sygnale na prawą nogę w galopie, oparł łeb o wędzidło, sprawiając wrażenie dobrze ułożonego i spokojnego konia. Pracując lekko głową, która chodziła w ustawieniu do góry-dołu, przy każdym kroku, odchylił uszy do tyłu co było oznaką pełnego skupienia na człowieku.
Jeździec nie musiał wymagać od niego żadnego mocniejszego wykroku, naturalnie zgarniał pod siebie metry, mając mocny wykrok. Dlatego w tym nie potrzebował żadnych pomocy, gorzej by było w drugą stronę, gdyby Chris chciał go skrócić.
W każdym razie ruszając na pierwszą przeszkodę, lekko naparł na wędzidło, by na dwóch foulach przed mocno odpychać się z zadu. Czemu towarzyszyło mocne otwarcie przejazdu Niemca, który na samym początku podkreślił swój skok zapasem. Nie przesadnym, gdyż sytuacja tego nie wymagała, jednak oddał bezpieczny i pewny skok. Rozciągając się w locie nad przeszkodą, postawił uszy na szpic, wpatrując się już na następny człon linii. Tutaj wyraźnie siedmiolatek się obudził, pozwalając sobie chociaż minimalnie wydłużyć krok. Badał grunt, próbując w prawie niezauważalny sposób wejść w swój styl, tj. uciec spod pomocy. Jeśli został przytrzymany przez zawodnika, nie zaprzeczył. O dziwo miał przebłysk geniuszu, by nie walczyć. Skupiając się na miejscu wybicia, poczekał na sygnał, by oddać kolejny skok. Tutaj poskładał się, podciągając nogi do tułowia, zaś szyję rozciągnął.
Po wylądowaniu dostał trudniejsze zadanie, dużo trudniejsze. Oczywiście tym były ciasne zakręty, które zważywszy na jego wymiary i wykrok, nigdy nie mogły być tak efektownie wykonane jak te niższych koni. Mimo tego poradził sobie, wchodząc mocno zadem pod kłodę.
Wypadając przed okserem, uniósł mocno głowę do góry, niemalże mierząc się spojrzeniem z trójką. Włożył mnóstwo energii w ten skok, co poskutkowało niejaką bombą. Mocne wybicie konia, które mogło nieźle namieszać w równowadze jeźdźca, jeżeli ten nie był na to przygotowany. Po twardszym lądowaniu, Krug od razu zarzucił zadem, niejako się obracając. Tutaj ogier rozochocił się zbytnio, co wywołało niejaki objaw buntu z jego strony. Naparł na wędzidło i zarzucił mocno łbem, tym samym uciekając głową z ustawienia. Przyśpieszył kroku, walcząc z ręką jeźdźca, która w ostatniej chwili wraz z dosiadem, wycofała ciemno gniadego.
Oddając kolejny pewny skok, zachował parabolę lotu i baskil. Nie oddał skoku na pałę, jedynie pokazał swój jakże przyjemny charakter.
Galopując dalej na lewo, zerknął tylko na mijaną dwójkę, by dalej polecieć w stronę piątki. Christian mógł czuć, jak cała ta energia Niemca, wręcz pcha się do przodu. Zupełnie jakby siedział na cykającej bombie.
Parsknąwszy głośno, dopadł przeszkody, po czym wybił się z zadu, który pracował niczym sprężynka. Posyłając kilogramy ogiera i sylwetkę jeźdźca w górę.
Po miękkim lądowaniu pogalopował dalej w stronę szóstki.

I So Bad - 2015-12-15, 21:27

Przy wejściu na halę wydała z siebie głośne rżenie na widok innych koni i choć kwalifikowała się jako jednostka aspołeczna, to jednak instynkt stadny, teraz nasilony przez obecność źrebięcia, dawał się we znaki nawet Bad.
Maszerując żwawo z wciąż z taką samą energią z jaką opuściła stajnię stanęła na środku nieruchomo mimo rozglądając się na prawo i lewo z dzikim błyskiem w oku. Czekała cierpliwie aż szanowne cztery litery pana Lervulla zasiądą na jej grzbiecie.
Sygnał płynący od łydek jeźdźca wywołał wyuczony odruch, ruszając stępem z nisko opuszczoną głową delikatnie weszła na kontakt w momencie, gdy tylko brunet o to poprosił. Nie przeszkadzało jej to w żaden sposób, miękka i elastyczna dłoń mężczyzny samoistnie nakierowywała ją na żucie wędzidła i rozluźnienie w potylicy. Stępując zapewne po obwodzie hali, z uwagą obserwowała otoczenie, mniej skupiając się w tym momencie na jeźdźcu, nie pozostając jednak głuchą na jego sygnały.
Podczas mijania się z jednym z obecnych tu koni, momentalnie przytuliła uszy do potylicy, kłapiąc zębiskami w jego stronę, będąc koniem bardzo terytorialnym, a przede wszystkim lubiącym wtrącić swoje trzy grosze, nie odpuściła swoje takiej złośliwości. W końcu nie bez powodu stojąc w boksie miała wplecioną w grzywę czerwoną wstążkę.

Christian Levrull - 2015-12-15, 23:42

W klaczy uwielbiał to, że mimo charakteru działała na "guziki", pod siodłem pomimo niektórych incydentów jeździło mu się mega przyjemnie. Jednak kwestia dobrego ujeżdżenia konia była bardzo istotna, a z samego treningu można było później czerpać tylko przyjemność i korzyści.
Stępowali trochę co by rozruszać cielsko karej, mimo w miarę utrzymywania odległości od innych koni nie mógł myśleć o innych, którzy niestety czasami pomijali kwestię charakteru koni na jakich siedział podjeżdżając niebezpiecznie blisko i nieostrożnie. Stąd, gdy ta poszczurzyła się na taką parę - nie ukarał jej skupiając się na dalszej jeździe do przodu. Nie musiał jak na razie aż tak mocno pracować nad tempem, dlatego bardziej skupiał się na utrzymaniu jej w żuciu i rozluźnieniu.
Pomału zaczął wprowadzać ją na krótszy kontakt (munsztukowa wodza też została skrócona, ale na razie nie pracowała agresywnie - była luźniejsza i mniej wyczuwalna w pysku klaczy) siedząc głęboko pracował dosiadem rozpoczynając pracę w zgięciach, kręcąc się w środku hali tworzył różnorakie serpentyny, wolty, "esy-floresy". Wszystko na razie obszerne, by nie było jej za ciasno, ale od samego początku prowadząc ją na pewnych pomocach, prowadząc na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną motywując nie tylko do żucia i rozluźnienia, ale również do zgięcia. Do tego odpowiednio pilnujące, przesuwające się w zakrętach łydki.
Po jakimś czasie wyrównał kontakt, nadal jeszcze nie wyrównując długości wodzy munsztukowej do wędzidłowej (czyli po prostu działając łagodniej) dał sygnał do zakłusowania, wprowadzając klacz na ślad. Pilnował równego tempa do przodu, z nosem w pionie, na ręce, która co jakiś czas wysyłała pulsację do żucia i odpuszczenia. Przede wszystkim jeśli przesadnie szła do przodu zwalniał ją półparadą i dosiadem, mając jednak cały czas łydki przy jej boku, które w razie czego kontrolowały równość kłusa. Przede wszystkim praca nad rozluźnieniem i wejściem na kontakt bez zbędnych spięć w jej ciele - co często ujawniało się na parkurach/czworobokach.
Jeden z celów na dziś - lepsza przepuszczalność klaczy. Stąd po paru minutach dołączył przejścia do stępa i zakłusowania i na razie tyle na takiej wodzy, więcej nie wymagał nie licząc pozostawienia w ustawieniu i rozluźnienia.

Salire In Ignis - 2015-12-16, 02:21

Mimo dość trudnego na pierwszy rzut oka, i skomplikowanego najazdu, udało jej się jakoś wykręcić w taki sposób, aby poprawnie najechać na piątkę. Po wyminięciu dwójki i pokonaniu odpowiedniego konta do najazdu, popchnięta do przodu przyspieszyła nieco, po chwolo wyzwalając energię z zadnich nóg i wzbijając się do góry nad piątką. Pokonała ją, lądując miękko na prawą nogę i dalej ruszając galopem przed siebie. Trzymała aktywne tępo, jednak to nie oznaczało, że gnała na złamanie karku. Poza tym, nawet gdyby próbbowała, to w odpowiednim czasie była przytrzymywana przez bruneta, toteż o wybrykach nie było mowy. Galopując swobodnie w stronę przeszkody szóstej, w odpowiednim momencie wykonała najazd, po chwili odbijając się od podłoża tylnymi kopytami. Złożyła się w locie, łeb wysuwając do przodu, po raz kolejny pokonując przeszkodę na czysto. Lądując tym razem na lewą nogę, została poprowadzona przez bruneta dość obszernym najazdem na siódemkę. Było jej to jednak jak najbardziej na rękę, ponieważ nie lubiła aż nadto ciasnych zakrętów. Zwykle wolała poruszać się na tyle swobodnie na ile mogła, wtedy było większe prawdopodobieństwo, że skok zostanie wykonany poprawnie. Ale była młoda, niedoświadczona, miała nadzieję, że takie skille przyjdą jej z czasem. Pokonując siódemkę na czysto, zaraz po lądowaniu została od razu naprowadzona na ósemkę, znajdującą się zaraz za poprzednią. Nie zmieniając tempa galopu, pokonała ósemkę bez większych problemów. Poprowadzona jeszcze przed dwójką na dziewiątkę, bezproblemowo wykonała ten manewr, tym samym najeżdżając właśnie na dziewiątkę. Całe szczęście, że Tony zdążył ją naprowadzić w odpowiedni sposób. W prawdzie jeszcze nie zdarzyło jej się skakać pod skosem, ale... chyba nie miała ochoty próbować. Tak czy owak, pokonała dziewiątkę bezproblemowo, zaczynając przygotowaywać się do najazdu na dziesiątkę. Lądując na prawą nogę wydłużyła krok i wyciągnęła szyję, galopując wzdłuż bandy. Dopiero przed przeszkodą została spowolniona przez bruneta, by mogła w spokoju przenieść energię na zad i oddać skok. Udało jej się to, więc nie pozostało im nic innego jak wjazd między celowniki. Po zakończeniu przejazdu, mogła w spokoju rozgalopować się do końca, korzystając z długiej wodzy, by potem przejść do kłusa i pokonać w tym chodzie resztę parkuru. Stępem zeszła z niego, by później na rozprężalni się ogarnąć i ochoczo wysłuchiwać komplementów <3
z/t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group