Brakowało jej tego. Brakowało jej jazdy na tej maślanej bułeczce, którą darzyła tak dużą sympatią. Jako, że był to ich pierwszy trening po dość długiej przerwie, El nie była zbytnio surowa i rygorystyczna. Pozwalała Devonowi na małe przestępstwa, mając nadzieję, że powoli wrócą do dawnej formy.
- Dobry koń - pochwaliła go głosem, co by wiedział, że dobrze zrobił i od razu przeszła do dalszych ćwiczeń. Zaczęła wykonywać wszelakie możliwe figury - od wolt, przez półwolty aż po serpentyny. Pilnowała ustawienia kopytnego i pomagała mu jak tylko mogła, na każdym łuku podpierając łydkami. Zależało jej by ten nie wypadał ani zadem ani łopatką, toteż przykładała dużą uwagę do stosowanych pomocy i do wygięcia konia. Oczywiście cały czas dbała też o to, by tempo było odpowiednie. Nie pozwalała nawet przez chwilę mu się ociągać, a jeżeli leciał za szybko, wyhamowywała go dosiadem.
Nie chciała go zanudzić, więc - jeżeli obyło się bez problemów, a brunetka była zadowolona z Devona - przeszła dalej. Zmienili sobie stronę i wrócili na ścianę. Jedno luźniejsze okrążenie i następne ćwiczenie. Na krótkich ścianach dziewczyna skracała wałaszka, zaś na długich wypuszczała do przodu i pozwalała mu znacznie wyciągnąć. Ciągnęli to przez 2 pełne okrążenia, do czasu aż wszystko było perfekcyjne, czyli zgodnie z preferencjami El.
Jemu również brakowało treningów z Elizabeth, ale nie tylko treningów, a samej obecności dziewczyny i jej własnoręcznie wykonanych smakołyków. Doprawdy przepadał za tą osobą i nie było to spowodowane tylko tym, że brunetka była jego właścicielką. Równie dobrze mogła nią być, a wałach mógł za nią nie przepadać - jednak było zupełnie odwrotnie i na tym się skupmy. Znajomy ciężar człowieka był czymś, za czym Maślany również tęsknił. Bo co - dla tego ambitnego kopytnego - było lepszego od treningu i żarcia? Co prawda tym razem nieco się ociągał, lecz to chwilowe odstępstwo od jego standardowego zachowania. Poza tym złe dni zdarzały się każdym, a dzisiaj taki dzień miała właśnie ta maślana bułcia.
Zastrzygł lekko obojgiem uszu, gdy dotarła do nich pochwała. Niewątpliwie pochwały były jednym z najlepszych rozwiązań, jeśli chciało się go zmotywować do cięższej pracy. Zaraz potem przeszli do dalszych ćwiczeń, a mianowicie do wykonywania wszelkiego rodzaju figur, w których kopytny mógł się bardziej porozciągać, ale również popracować nad swoim poprawnym wygięciem. Długa przerwa dawała o sobie znać, lecz wraz z rozwijaniem treningu, Devon starał się coraz bardziej, tak więc, bacznie wyczekiwał pomocy dziewczyny i stosował się do nich za każdym razem. Podczas każdego okrążenia i łuku wyginał swoje ciało pod odpowiednim kontem dla każdej z figur, a impulsy jeźdźca pomogły z zapobieganiu wypadnięcia łydką czy zadem. Szedł aktywnie i pewnie, na pewno się nie ociągał, ale również nie gnał przed siebie. Jego tempo było racjonalne i ciągle takie samo.
Maślany był bardzo cierpliwy i szybko na pewno się nie nudził, jednak każde urozmaicenie i szybsze przejście do bardziej interesujących ćwiczeń z pewnością było ciekawsze i wałach robił to dużo chętniej, niż w kółko powtarzanie tego samego. Co nie oznaczało, że mniej się przykładał przy pracy w często powtarzanych ćwiczeniach. Co to to nie. Zmieniwszy stronę jazdy, izabelowaty ponownie pojawił się na śladzie pod ścianą. Podczas tego jednego wolnego okrążenia pozbierał wiecej sił i energii, która umożliwiła mu większe zaangażowanie w kolejne zadanie. Tak jak od niego wymagano - na krótszych ścianach skracał swój wykrok niemal do minimum, również odruchowo unosząc nieznacznie łebek i jakby bardziej podstawiając zadek, zaś na długich ścianach wydłużał wykrok oraz całe swoje ciało, wyciągając się i rozciągając mięśnie.Saver - 2015-12-01, 23:27 Dla karosz też to była nowość jeśli cię to pocieszy :D Teraz musieli się postarać w końcu od nich również zależał wynik końcowy - te pocieszenie. Babski team ! Na ogierach why not. Najwyżej pójdą schodami do nieba, w końcu nie wiem czy wiecie ale tak się tłumaczy naszą nazwę :D Ogier jako zapalony sportowiec nie odmówi żadnym zawodom, pod warunkiem że ktoś go na nie weźnię. Kręcili się w kółko po rozprężalni czekając aż ich wezwą na parkur, on był rozluźniony oraz spokojny, jakby to się w ogóle jego nie tyczyło. Słysząc swoje imię w głośnikach zastrzygnął uszami, skierowali się kłusem na odpowiedni obiekt. Krążyli krótką chwilę między przeszkodami oceniając przy okazji na co mogą sobie pozwolić i gdzie, same przeszkody nie były dla niego niczym nie zwykłym. Ostatecznie zatrzymali się przy budce, prosto stanął mieląc wędzidło w pysku i raz obijającym karym ogonem o boki. Kiedy byli już gotowi ruszył z miejsca aktywnym i równym galopem, zakładając że kiedyś maja jechać na prawo to na tą właśnie nogę. Jechali po prostej do pierwszej przeszkody w tym wypadku oksera, by w odpowiednim miejscu jak do tego rodzaju przeszkody, skupiony i gotowy karosz, uniósł przody odbijając się z zadu i ładnie składając w locie, przy okazji wyciągając pysk do przodu, ładnie przelecieli nad okserem by wylądować na nadal prawą akurat nogę i pogalopować do dwójki, dla odmiany był to zwykła i prosta stacjonata do której mieli po prostej, pozostawał nadal w mocnym i aktywnym tempie by szybko znaleźć się pod przeszkodą którą mieli przeskoczyć. W odpowiednim miejscu ogier ponownie poderwał swoje cielsko do lotu, wydłużając nieco sam czas skoku, przed dalsze odbicie, wyciągnął jednak zaraz nogi do przodu by na nie wylądować, nie wiedzieć czemu skoro skręcali w prawo miał wylądować na lewo, no ale to według jej woli. Przyspieszył lekko kroku jadąc do kolejnej przeszkody, do której zresztą mieli po zakręcie, jechali dość szybko, ostrożnie ale nie ciasno, co miało swoje plusy i minusy. Dojechali do trójki po szerszym łuku by zaraz się wyprostować przed samą przeszkodą i lekko skrócić krok by mocniejszy był zad, w końcu poderwali się do lotu, chyba nieco zbyt późno skrócili krok, ogier nie do końca się pozbierał i zadnią nogą stuknął w drąg, który na szczęście nie spadł. Do czwórki ponownie było po lekkim zakręcie, spadli na prawo ponownie by dojechać do czwórki którą przeskoczyli tym razem w bez błędnym stylu dla odmiany i pogalopowali dalej za dziewiątką robiąc obszerny łuk do piątki. Kiedy byli pod samym okserem krótko parsknął podrywając się ponownie do lotu, szybkie złożenie w górze oraz wyciągnięcie nad przeszkodę i lekkie lądowanie po drugiej stronie.Sergei - 2015-12-02, 21:18 Cóż, już od bardzo długiego czasu Sergei nie brał udziału w żadnych drużynowych zawodach. Nie oszukujmy się, nie należał do osób, z którymi łatwo można było się dogadać i niekoniecznie wszyscy potrafili zachować spokój w jego towarzystwie. Niemniej wypadało odrobinę naprawić poprzednie niekoniecznie udane starty, chociaż akurat jemu nie bardzo zależało na jakiś nadzwyczajnych wynikach. Czerpał ze startów frajdę (naturalnie, lubił ten dreszcz emocji, odrobinę zdrowej rywalizacji) oraz chciał, by konie również były zadowolone w czasie trwania zawodów. Nie chciał robić ze swoich podopiecznych „gwiazd” na siłę, chociaż ewidentnie cała trójka najbardziej błyszczała, gdy prezentowała się podczas przejazdów.
Lwią część roboty Rus z reguły wykonywał na rozgrzewce, ponieważ wymagała od niego dokładnego rozplanowania wszystkich elementów. Nie mogła być ona zbyt długa, by nie nadwyrężyć sił Desperado, a jednocześnie musiała odpowiednio rozciągnąć i rozluźnić wszystkie mięśnie. Zawsze, niezależnie od okoliczności, chciał wychodzić ze ustawionym na pomoce, chętnym do pracy koniem, a nie bestią rodem z otchłani (Weltstar). Jak zawsze parę minut przed startem przechodził z ogierem do stępa, dając mu czas na wzięcie oddechu. Energiczny marsz i przy okazji mężczyzna oglądał przejazdy. Już oglądał parkur, w międzyczasie oddając na chwilę WKKW'istę pod opiekę luzaczki, dlatego wiedział, jakie wyzwania przed nimi stoją. W ramach wsparcia poklepał swojego podopiecznego po łopatce, mentalnie szykując się na rozpoczęcie startu.
Rus skrócił wodzę, gdy tylko usłyszał, że może już wjeżdżać na parku. Mocniej docisnął łydki, sygnalizując przejście do wyższego chodu, od razu zaczynając anglezować w rytm ruchów wierzchowca, spokojnie prowadząc go między przeszkodami, by nie przeszkadzać kończącemu przejazd zawodnikowi. Tym samym dawał ogierowi okazję do zapoznania się z niektórymi przeszkodami. Gdy konkurent zjechał już już wraz ze swoim koniem z parkuru, Sergei poprowadził Desperado pod budkę sędziowską. Sygnał do zatrzymania, wodze w jedną rękę i krótki ukłon, bo w końcu nieco kultury trzeba zachować. No dobra, równie dobrze mogło być to po prostu przyzwyczajenie z zawodów ujeżdżeniowych, ale kto by się tym aktualnie przejmował. Grunt, że robił wrażenie, bo stój miał idealny, a specjalnie nawet wybrał się wcześniej do fryzjera, przez co generalnie wyglądał zadziwiająco przyzwoicie jak na swoje standardy.
Wracając do meritum, słysząc dzwonek najpierw poprosił podopiecznego o kłus, a następnie o galop. Zawsze wpierw zwracał uwagę na swój własny dosiad i postawę, bo jeśli chciał czegokolwiek wymagać od wierzchowca, sam musiał być precyzyjny. Standardowo od wędzidła do dłoni Rusa, a następnie jego łokcia można było poprowadzić linię prostą, która pozwalała na to, by działanie wodzy przechodziło przez jego dłonie, ramiona i plecy. Ręce miał w pełni spokojne, co gwarantowało mu zdecydowany kontakt, nie pozwalał wyślizgiwać się wodzy, co umożliwiało stałość, a rozluźnione, pracujące łokcie – elastyczność. W galopie miał luźne biodra, nie męczył Desperado jakimiś dziwnymi podskokami i obijaniem grzbietu. Na razie spokojnie naprowadził gniadosza na pierwszą przeszkodę – okser. Wyjechał delikatny łuk za szóstą, by móc znaleźć się na prostej linii do przeszkody i w tym momencie mocniej zadziałał łydką, wysyłając ogiera lekko do przodu, jeszcze przed przekroczeniem linii startu. Chciał uzyskać odpowiednio dynamiczne tempo i szerszą foulę, by zagwarantować w pełni poprawne i eleganckie pokonanie przeszkody. Niemniej najwyraźniej popełnił błąd, nie zwracając przedtem uwagi ogiera na swoje pomoce (czyt. nie zrobił półparady), przez co gniadosz lekko mu przysnął. Mężczyzna dość późno to zauważył, już po przejściu do półsiadu i oddaniu wodzy, właściwie tuż przed lądowaniem, czy też raczej dopiero wtedy to usłyszał. Wydawało mu się jednak, że drąg utrzymał się, chociaż nie obejrzał się za siebie – siłą wzroku i tak by go nie podniósł. Nie przejmował się tym lekkim puknięciem; to zdarzało się przecież nawet najlepszym. Czasem można przejechać całe zawody na czysto, chociaż koń puka w każdą przeszkodę, ale nigdy na tyle mocno, by strącić drąga. Suma summarum, mężczyuzna od razu skupił się na następnej przeszkodzie, chociaż w dalszym ciągu miał wrażenie, że Desperado trochę mu usypia. Cóż, najwyraźniej rozgrzewka zadziałała trochę zbyt dobrze i ogier poczuł się jak przed powrotem do stajni. Niemniej druga przeszkoda, stacjonata, również znajdowała się idealnie w linii prostej, a odległość skutecznie malała w szybkim tempie. Przed przeszkodą mocniejsza łydka, przejście do półsiadu i oddanie wodzy... i niespodzianka, znowu to lekkie puknięcie drąga. Rus nie przejął się tym nadmiernie, chociaż zdecydował się, że czas nieco obudzić swojego podopiecznego. Nieco popuścił wodze po dwójce i wypchnął gniadosza mocno do przodu, samemu pozostając w półsiadzie, by odciążyć jego kręgosłup. Mieli teraz spory kawałek do trójki, tym bardziej, że zawodnik zdecydował się na najazd wykonany za dziewiątką. Chciał wykorzystać główny atut Desperado, obszerną, kryjącą sporo terenu foulę. Nie miał zamiaru robić ostrego zakrętu, który wymagałby jeszcze kombinowania, jak naprostować konia na przeszkodę, bo skakanie pod skos trójki kwalifikowało się pod ryzykowne zadanie, zupełnie nie warte śpiewki. Tak więc pewny galop do przodu, przy okazji zapewne WKKW'ista obudzi się i przypomni sobie, że znajduję się na zawodach i wypada ładniej zaprezentować się przed publicznością. Poza tym nieco większa prędkość i w nim wyzwoliła jakąś taką dziką radość (w końcu wiadomo, Serg to dzikus i jaskiniowiec :lol2), więc teraz już generalnie jechał do przodu z pozytywnym nastawieniem, które na pewno w jakiś sposób wpływało na jego podopiecznego. Lekki łuk w prawo, przy czym wyraźnie pilnował, by Desperado galopował na prawidłową nogę i teraz przeszkodę numer trzy, znów okser, mieli idealnie na wprost. Rus przysiadł nieco w siodle, zadziałał półparadą i zamknął gniadosza w pomocach, biorąc pod uwagę fakt, że po trójce mieli dość ostry zakręt w prawo. Utrzymując dynamiczne tempo skrócił ogiera, by ułożyć całość w pewną zgrabną całość, jednocześnie sygnalizując podopiecznemu, że okser będzie pokonywany lekko „pod górkę” co wymagało większego zaangażowania kończyn. Potem, w miejscu wybicia mocniejsza łydka, zgrabne przejście do półsiadu, w pełni równo z ruchem wierzchowca i elastyczne oddanie wodzy.Amelie - 2015-12-03, 11:44 Kiedy tylko usłyszała, że mają się odbyć zawody drużynowe Amelie postanowiła, że jeśli tylko będzie mieć możliwość, weźmie w nich udział. Zawsze to nowe doświadczenia, sprawa jednak nie była łatwa ze względu na jej stosunek do innych ludzi. Niemniej jednak Mel udało się stworzyć drużynę z dwójką innych amazonek. I oczywiście od początku było jasne, że na skoki bierze Deadię. Miała nadzieję, że kondycja karej się poprawiła, poza tym klacz chodziła Nkę, więc powinna sobie poradzić z parkurem, przynajmniej w teorii. Nowe doświadczenie, nowy poziom stresu. Dotąd gdy coś zawaliła, wiedziała, że konsekwencje będą dotyczyły tylko jej. W tych zawodach to jak jej pójdzie miało swoje konsekwencje w ogólnym wyniku drużyny i oczywiście zależało jej na tym, by ten był jak najlepszy. Dlatego do zawodów skokowych przygotowywała się pieczołowicie. W dzień zawodów przygotowała Deadię i rozgrzały się na rozprężalni oczekując na sygnał, że przyszła ich kolej.
Stępowały na luzie, gdy je wezwano przez głośniki. Od rana borykała się z tremą, teraz jednak postanowiła się ogarnąć, bo wiedziała, że hanowerka wyczuwa jej nastroje z równą łatwością, co dziewiętnastolatka wyczuwa nastroje swojej podopiecznej. Poprosiła Dumę o kłus wchodząc z nią na kontakt i wjeżdżając na parkur. Okrążyły parkur w kłusie, dokładnie zapoznając się z przeszkodami i ich ustawieniem po czym dziewczyna zgłosiła swoją gotowość. Przyśpieszyła dziewięciolatkę do galopu, kierując na pierwszą przeszkodę: oksera. Po drodze starała się ustalić z Deadią odpowiednie tempo, prosząc ją o zaangażowanie i skupienie. Startowały razem w zawodach już od pewnego czasu, jednak Halley dobrze wiedziała, że choćby nie wiadomo jak dobrze były przygotowane pod względem fizycznym, psychika może nawalić i wszystko się posypie. W odpowiedniej odległości przed przeszkodą zamknęła Deadię w pomocach, zasygnalizowała jej wybicie we właściwym miejscu i wykonanie skoku bardziej na długość niż wysokość. Po tym jak kara się wybiła, białowłosa oddała wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, przybierając odpowiednią pozycję na grzbiecie klaczy i współpracując z nią podczas skoku. Po lądowaniu poprowadziła hanowerkę po prostej do dwójki: stacjonaty 115 cm, znów dostosowując tempo z uwagi na przeszkodę i czas. Do pewnego momentu wszystko wyglądało podobnie jak przy pierwszej przeszkodzie, którą przecież pokonały na czysto, mimo stresu, który chyba obie odczuwały. Jasnowłosa poprowadziła dziewięciolatkę przez stacjonatę przy użyciu odpowiednio dostosowanych pomocy. Zaważyła jednak dekoncentracja spowodowana hałasem na obiekcie, a może też nawrót stresu. Podczas skoku Duma zrzuciła drąg, co chyba zdarzyło im się pierwszy raz od dawna, o ile nie była to ich pierwsza konkursowa zrzutka.
Niemka musiała się pozbierać w ciągu kilku setnych sekundy, inaczej reszta ich przejazdu stała pod znakiem zapytania. Wyparła z siebie stres i uspokoiła podopieczną. Wiedziała, że mają cztery punkty karne, jednak mimo to nie mogły pozwolić sobie na to, żeby coś jeszcze w tym przejeździe sknocić. Amelie zmobilizowała się i poprowadziła klacz na trójkę, po szerszym łuku, co dało im nieco więcej czasu na przygotowanie się przed przeszkodą. Mel naprostowała karą przed przeszkodą, kierując ją precyzyjnie na sam środek trójki. Zamknęła klacz w pomocach, starała się dostosować tempo do przeszkody, w miejscu, które uznała za najlepsze, dała hanowerce łydkę do wybicia, oddając wodze przy szyi dziewięciolatki, unosząc się z siodła i pochylając do przodu, wyciągnęła nadgarstki podążając za ruchem Dumy. Musiała przyznać, że ulżyło jej po pokonaniu następnej przeszkody na czysto, chociaż wiedziała,że czeka je jeszcze siedem. Wcześniej chyba obie były zestresowane, teraz jednak kiedy się zmobilizowały dziewczyna starała się by to tak zostało. Ponownie po szerszym łuku pokierowała Deadię na czwórkę, gdzie wszystko wyglądało podobnie: zamknięcie w pomocach, dostosowanie tempa i wyliczanie fouli, nakierowanie precyzyjnie na przeszkodę, sygnał do wybicia i przeprowadzenie klaczy przez stacjonatę, co poskutkowało pokonaniem na czysto przeszkody.
Na piątkę wybrała trasę pomiędzy dwójką a piątką i naprostowała klacz odpowiednio wcześniej, żeby uniknąć ryzykownego najazdu, który mógłby poskutkować kolejną zrzutką. Ponownie dostosowała tempo i wsparła podopieczną odpowiednio dobranymi pomocami, zamykając ją w nich przed przeszkodą, prosząc o wybicie w odpowiednim miejscu, oddając właściwą ilość wodzy, zostając na kontakcie, przechodząc do półsiadu i podążając za ruchem Dumy. Amelie pamiętała o tych czterech punktach karnych, ale nie pozwoliła, żeby zaważyły na całości przejazdu i jak na razie, mimo początkowego stresu i dezorientacji zmobilizowały się i pokonały przeszkody od trójki w dobrym stylu i tempie, przynajmniej według Halley.Elizabeth White - 2015-12-03, 16:53 Do kolejnej - szóstej już przeszkody, pojechali po lekki skosie, tuż za okserem z numerem jeden. Znalazłszy się w linii prostej do owego elementu parkuru, El zadziałała nieco łydką w celu poprawienia tempa i wydłużenia fouli. Doprowadziła konisko do przeszkody i w optymalnym miejscu poprosiła o wybicie. W tym samym momencie uniosła się w strzemionach, wycofując biodra i delikatnie oddając wodze. Jej kolana mocno przylegały do poduszek, dając kobiecie stabilizacje oraz równowagę. Lewa noga subtelnie powędrowała za popręg, a brunetka już w tym momencie zaczęła wyszukiwać wzrokiem dogodnego najazdu na siódemkę. Miękko zamortyzowała lądowanie nie chcąc klepnąć tyłkiem w siodło i pozostając w półsiadzie podgoniła nieco tempo. W dalszym ciągu praktykowała ''bezpieczny'' styl jazdy, aczkolwiek nie oznaczało to, że mieli się ociągać. Po za tym ogier musiał mieć energię do wybicia, a skok ze słabego jakościowo galopu wyglądał by marnie, prawda? Na dodatek groziło to zrzutką, a tego tym bardziej chcieli uniknąć. Poczucie, że jest się odpowiedzialnym za całą drużynę a nie tylko za siebie, utrzymywało amazonkę w ryzach. Jednocześnie świadomość ta dawała jej jeszcze większego kopa do działania i sprawiała, że ta przykładała się do postawionego przed nią zadania jeszcze bardziej. Zamiast 100% procent siebie, dawała ich 120.
Najazd był po obszernym łuku, tak by Saver nie zyskał pretekstów do wyłamania. Kilka fouli przed dziewczyna usiadła w siodło dociążając zad karego i mentalnie zaczęła przygotowywać się do pokonania przeszkody. Niestety, ku jej zdziwieniu zaczęło dziać się coś niedobrego. Saver nie poruszał się tak chętnie, jak dotychczas. W pewnym momencie miała wrażenie, że ten niespodziewanie wykona półwolty i spierdzieli jej w przeciwnym kierunku. Z nią nie było jednak tak łatwo! Nie zamierzała się przecież poddać - musieli to przeskoczyć. Siłą przepchnęła kopytnego, wspomagając się dzierżonym w dłoni palcatem, na wypadek gdyby jednak postanowił się zawahać. Dopiero gdy wylądowali po drugiej stronie, żaden drąg nie spadł na podłoże i wszystko wróciło do normy, mogła odetchnąć. Co prawda przekroczyli normę czasu, ale lepszy jeden punkt kary niżeli 4.
Poruszając się prostopadle do stacjonaty, już z daleka uniosła nieparzystokopytnemu głowę, co by ten przyjrzał się danemu elementowi parkuru. Przez incydent sprzed chwili stała się jeszcze bardziej czujna i gotowa do akcji, w razie ponownego nieposłuszeństwa wierzchowca. Na szczęście nic podobnego nie nastąpiło i oddali skok w pełnej harmonii i równowadze. W między czasie El zasugerowała jeszcze swojemu towarzyszowi odpowiednią nogę i po chwili mknęli do przedostatniego oksera. Wizja ukończenia przejazdu która była na wyciągnięcie ręki zaserwowała kobiecie jeszcze większego kopa. Poprowadziła konia po łuku za dwójką, pozwalając mu nieco wyciągnąć. Kilka fouli przed odskokiem dociążyła mu zad i zamknęła w pomocach, z łydek i wodzy tworząc korytarz na którego końcu znajdował się okser. Wyraźnie zaakcentowała chęć skoku, jednocześnie pilnując by karus nie skoczył zbyt płasko. Ściągnęła łopatki, odciążyła jego grzbiet i dociążyła mocniej prawe strzemię. Po lądowaniu przez pewien czas poruszali się na wprost, by następnie odbić na ścianę. Zawodniczka cały czas pilnowała jakości galopu oraz jego dynamiki. Pluła by sobie w brodę, gdyby ostatnia przeszkoda zepsuła im cały przejazd. Bardzo starannie i precyzyjnie doprowadziła ogiera do dziesiątki. Modląc się w duchu, żeby wszystko poszło po jej myśli, dołożyła łydkę i podążyła za ruchem konia. W pełnej harmonii i zgraniu pokonali dziesiątkę a Kanadyjce kamień spadł z serca. Pocisnęła kawałek siedmiolatka do linii mety, po czym sowicie go poklepała i pozwoliła przejść do kłusa, a następnie stępa.Anonymous - 2015-12-03, 20:37 Do piątej przeszkody pokierował klacz oczywiście przed dwójką, choć zdecydowanie nie był to przyjazny najazd, szczególnie dla takiej pary, jak oni - dopiero wdrażającej się w zawody i łapiącej doświadczenie w startach. Tym razem nie gonił Ignis, prowadził ją bardziej okrągłym, opanowanym galopem, by swobodnie móc wykręcić naprzeciw oksera i wyprostować przed nim Rudą. Dopiero po zrealizowaniu tych dwóch "punktów" pozwolił jej lekko wyjść do przodu, by zyskała odpowiednią energię do pokonania owej przeszkody, co jak się okazało, również nie przysporzyło im problemów. Co więcej, brunetowi naprawdę przyjemnie współpracowało się z folblutką, co było widoczne gołym okiem już podczas poprzednich zawodów. Po wylądowaniu wrócił do półsiadu skokowego, tym samym ponownie dając Ignis możliwość swobodnego galopu. Jak zawsze dopiero chwilę przed przeszkodą nieco przysiadł w siodle by skorygować tempo, nie chcąc by taka 'szarża' skończyła się skoszeniem drągów. Postępowanie w trakcie skoku również było jednakowe; nie tracąc oparcia w strzemionach, wyszedł za ruchem Rudej, oddając jej wodze. Lądując zasugerował lądowanie na lewą nogę, jako że po skoku zamierzał poprowadzić folblutkę obszernym łukiem właśnie na tę stronę. Wyglądając w stronę następnej przeszkody, starał się nie ściąć zanadto zakrętu, by pozostawić sobie miejsce na bezpieczne wykonanie kolejnego manewru, jakim był najazd na kolejny okser, oznaczony numerem siódmym.
Wychodząc z zakrętu usiadł w siodle by dojechać Rudą do przeszkody; tutaj także wskazał jej odpowiednie miejsce do wybicia i kolejno pomógł jej w pokonaniu przeszkody. Tym razem po skoku został w siodle aby móc swobodnie rozjechać foule do kolejnej przeszkody tak, by zmieścić się w wymierzonej odległości. Nie pozwalając klaczy na przyspieszanie ani zwalnianie kroku, do samej przeszkody doprowadził ją równym galopem, w wymierzonym z daleka miejscu sugerując jej odbicie i podpierając ją łydkami. Dzięki spokojnemu najazdowi lądowanie także wypadało im dość blisko, poza tym Ruda bez problemu mogła się zrównoważyć niemal od razu, co pozwoliło Tonemu na poprowadzenie jej do dziewiątej przeszkody jeszcze przed dwójką, zamiast ją objeżdżać. Tym samym nieco ściął zakręt do oksera, niemniej zdążył wyprostować Ignis odpowiednio wcześniej - nie chciał stwarzać sytuacji, w których musiałaby skakać pod skosem, bo to prawdopodobnie skończyłoby się albo zrzutką albo odmową. Pozwolił jej wydłużyć krok i dalej skupił się na doprowadzeniu klaczy do przeszkody i dopilnowaniu, by oddała skok. Od siebie także wymagał, wczuwając się w ruch Ignis, co pomogło im pokonać oksera w równowadze. Zasugerował lądowanie na prawą nogę i do ostatniej przeszkody poprowadził folblutkę w półsiadzie, obierając długi najazd przy samej bandzie. W trakcie galopu oddał jej nieco wodzy, pozwalając na mocne wydłużenie kroku i lekkie opuszczenie oraz rozprostowanie szyi. W razie spadku energii cmokał do niej co jakiś czas, zachęcając do aktywnego galopu, jeszcze przez chwilę. Dopiero na wprost oksera zaczął zwalniać kobyłę paroma półparadami, przysiadając w siodle tak, by nie wytrącić jej całkowicie z prędkości; doprowadził ją do 10tki zamkniętą w pomocach i z powodzeniem oddali ostatni skok, po którym wysłał Ignis do przodu, celując między celowniki. Po przekroczeniu ich całkowicie oddał jej wodze i klepiąc po szyi, pozwolił galopować przez chwilę wzdłuż bandy, aż od dosiadu przeszedł do kłusa. Do stępa zatrzymał się dopiero przed zejściem z parkuru; luzaczka zarzuciła na Rudą derkę, po czym wyszli na rozprężalnie, gdzie stępował klacz przez dobre 20 minut do całkowitego wyschnięcia, chwaląc za udany start. /ztCaroline Hathaway - 2015-12-03, 23:26 Już któryś raz przypadało jej jechać na siwku, co wcale jej ani nie martwiło, ani nie ekscytowało. Przynajmniej wiedziała czego się mniej więcej może spodziewać po nim, po krótkim przygotowaniu w stajni oraz rozprężalni do skoków, chadzała się z siwkiem dookoła, czekając aż ich wezwą. Stępowali na luźnej wodzy, ale przy stałym kontakcie z jego pyskiem, w końcu zostali wezwani co poskutkowało zebraniem konia i wypchnięciem do kłusa, tym że chodem wjechali na parkur który obkrążyli dookoła, pokazała mu przeszkody które mogły by stanowić problem lub krzaki, bo wiemy że różnie bywa z nimi Wyczuwała od początku że siwy nie do końca szedł jak powinien, był jakiś taki zesztywniały, brakowało mu rozluźnienia, ale jednak chciał pracować, więc chyba źle bardzo nie mogło być, inaczej po prostu by zrezygnowała. W końcu wysłała mu półparadę i ostatecznie zatrzymała pod budką sędziowską, by się nisko skłonić i wypchnąć siwka do galopu, utrzymywała mocne, ale nie szaleńcze tempo jazdy, będąc ciągle na kontakcie oraz w półsiadzie. Pierwszy miał być okser, więc trzymała siwka w zamkniętych pomocach, na trzy foule przed usiąść w siodle i trzymać go cały czas w zamkniętych pomocach skierować na sam środek przeszkody, by w odpowiednim miejscu dołożyć łydki do jego boków i w raz z podniesieniem się konia do góry, stanąć lekko w strzemionach, oddać mu swobodną ilość wodzy, która umożliwiała mu wyciągnięcie się oraz złożyła się lekko z koniem, by po wylądowaniu po prostej poprowadzić konia ku drugiej przeszkodzie. Przy jego usztywnieniu nadal utrzymywała mocne tempo, lekko nawet przyspieszając na dystansie do dwójki, ale tak co by wyrobili się na nią, nie rozwalając jej w czasie skoku. Lekkie zebranie przed, siad w siodło i ponownie oddali bliźniaczy wręcz skok do poprzedniego, jednak w czasie lotu zasugerowała mu wylądowanie na prawą nogę. Po wylądowaniu została już w tym półsiadzie, zdecydowała się na dłuższy najazd, bardziej bezpieczniejszy za dziewiątką. Wykonując dość łagodny łuk i wyjeżdżając zaraz na wprost trzeciej przeszkody, do oksera ponownie, podprowadziła ogiera pod samą przeszkodę by zaraz płynnie wraz z nim wejść w fazę skoku. Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że daje z siebie wszystko i ceni sobie przeszkody, co pokazywało u nich wszystko co najlepsze, podczas skoku ponownie zasugerowała mu prawą nogę, by wylądować bezpiecznie, nie musieć jej zmieniać po drodze. Zdecydowała się na nieco ciaśniejszy wariant, a może prostszy? Pojechała zaraz po trójce nieco ciasno w prawo, by wyprostować siwka w miarę szybko, zanim dojechali do czwórki. Kobieta ponownie na trzy foule przed usiadła w siodło, by kolejno w optymalnym miejscu dołożyć łydek i wznieść się w raz z koniem w fazę lotu, dla odmiany sugerując mu wyraźnie lewą nogę. W półsiadzie skierowała siwego po delikatnym łuku na piątkę, starała się go szybko wyprostować co wcale przy ciasnym najeździe nie było proste, by oddać płynny i lekki skok, chyba jednak nieco był pod skosem, ale to nie było aż takie ważne, ważne że na czysto.Diego Montana - 2015-12-03, 23:46 Facet zdecydował się na zawody na obcym koniu, co miało się dla niego okazać nie zbyt korzystne. Ale to dopiero w późniejszym czasie, facet zabrał konia ze stajni, oporządził, osiodłał, rozgrzał na rozprężalni, po której teraz bez większego celu krążył czekając aż ich wezwą. Na szczęście te w końcu wezwą nastąpiło, zebrał konia na tyle ile mógł i ruszył kłusem na kontakcie w kierunku właściwego parkuru, obkrążyli go raz dookoła po czym zatrzymali się pod budką sędziowską, trochę im współpraca nie szła, ogier jadąc pod nową osobą miał lekkie opory w słuchaniu się Diega, ten kłus był daleki od ideału. Na szczęście udało im się zatrzymać bez większych przeszkód, ukłonił się delikatnie sędzią po czym wypchnął konia do galopu. Nie galopowali na razie na konkretną nogę po prostu na tą co było im wygodniej, odciążył grzbiet konia pozostając półsiadzie i kierował w stronę jedynki. Galop również tyłka nie urywał, był nie równy, jak popędzał go to jechał za szybko, jak nieco zwalniał to zaś się ślimaczył i weź tu człowieku dogódź ! Pierwszy był okser, starał się przed przeszkodą jeszcze ustabilizować tempo, co wcale nie było takie proste. Starał się skupić go na krokach oraz skoku który mieli zaraz oddać, usiadł na trzy foule przed w siodło, by w odpowiednim miejscu dodać łydki do jego boków, na szczęście karosz poderwał się do lotu, gdzie mężczyzna ponownie podczas niego odciążył jego grzbiet i oddał mu wodzę co by mógł się swobodnie wyciągnąć nad przeszkodą. Wylądowali również na tą nogę na którą było im wygodniej, nie dość ze nie mogli się zgrać to jeszcze podłoże zdecydowanie im nie sprzyjało, ogier w połowie drogi do dwójki mocno się potknął, na szczęście nie wyryli się na parkurze, ale musiał szybko go zebrać do pionu i ustawić tempo które jak do tej przeszkody było zdecydowanie nieco za szybkie, ale na szczęście udało im się na czysto wybić i przelecieć nad stacjonatą, wyraźnie co by nie miał wątpliwości dociążył prawe strzemię, co by skręcił właśnie na tamtą stronę, o dziwo im się udało wylądować na prawą nogę i za kilka kroków spokojnie za dziewiątką po łuku skręcić w prawo. Wolał obecnie nie ryzykować wpadki, więc zdecydował się na spokojny najazd na okser, zmobilizował pomocami ogiera do skupienia się, wysyłając cały czas aktywne pomoce do pyska, dosiadem oraz łydkami, by obrać nieco dalsze miejsce do odbicia konia, dołożenie łydek, półsiad oraz oddanie wodzy, cały czas jednak kontrolował karosza na wypadek różny. Ponownie docisnął prawe strzemię by na tamtą stronę wylądowali i zdecydował się na dość mocny i ciasny zakręt, w którym wpadli w delikatny poślizg, a może potknięcie? Diabeł wie, w każdym bądź razie wybrał najazd ciaśniejszy, lekko rozsypani, ale na czysto przeskoczyli czwórkę dla odmiany lądując na lewą nogę, wykonał nieco obszerniejszy łuk by na spokojnie wyprostować ogiera do piątki, dojechanie pod przeszkodę i oddanie skoku. Pół parkuru za nimi, jeszcze drugie pół i koniec !Fleau de Baian - 2015-12-04, 15:07 Stres Amelie przeszedł na dziewięciolatkę, która w przeciwieństwie do właścicielki nie wiedziała co się kroi. Przekonana, że jest to coś poważniejszego od zwykłych zawodów, choćby przez wyjątkowe pielęgnowanie jej i zachowanie kobiety, już podczas rozprężania była wyjątkowo usztywniona i niezbyt współpracująca z ręką i dosiadem amazonki. O ile udało jej się pod koniec rozgrzewki w miarę uspokoić hanowerkę, zdenerwowanie dalej nie schodziło z vel Dumy. Chowając uszy w smolistej grzywie wjechała na parkur w kłusie, w który wcześniej weszła niechętnie. Jeszcze bardziej zdezorientował ją przeszywający wzrok sędziów i widowni, na co skuliła się lekko. Nie przyglądała się przeszkodom, zewnętrznym okiem obserwowała wszystko dookoła. Rozkojarzona nawet nie zauważyła, kiedy zagalopowała. Pierwsze jej kroki były wyjątkowo wysokie, typowo "strusie", a dopiero zbliżając się do oksera zaokrągliła go nieco. Choć kochała skoki nad wyraz mocno, dzisiaj była wyjątkowo nieswoja. Chwilowo rzuciła okiem na ustawioną przeszkodę przed nią. Miała okazję skakać już wyższe oksery, niemniej była całkowicie poddana Amelie, której ufała bezgranicznie.
Parskając co chwilę, bez namysłu ruszyła do przodu, odbijając się nieco wcześniej, natomiast mocniej. Oddała płaski skok, podczas którego wyciągnęła mocno szyję. W końcu raczyła wyłonić uszy z grzywy, teraz kierując je w stronę jazdy. Nie przykładała się tak, jak było ją stać, ale pierwszą przeszkodę pokonały bezbłędnie. Dalej nie czuła się zbyt pewnie, co poskutkowało tym, że kolejny skok nie był już tak udany. Stres i zdenerwowanie dalej zżerało ją od środka, znowu kuląc się dojechała do stacjonaty. Skupiona teraz tylko na widowni i rosnących na niej emocjach, zareagowała na łydkę od białowłosej zdecydowanie zbyt późno. Choć próbowała się wyratować całą siłą z zadu, odbiła się za blisko przeszkody, przez co trąciła ją przodami. Górny drąg spadł z głuchym brzdękiem na ziemię, na szczęście jednak ochraniacze spełniły swoją rolę i obroniły kończyny klaczy. Lekko przestraszona wydała ciche kwiknięcie wraz z rozbudowaniem konstrukcji, ale poradziła sobie z lądowaniem, przy którym nie poślizgnęła się. "Obudzona" niechcianym strąceniem przeniosła swoje skupienie na amazonkę, stając się bardziej zawziętą. Momentalnie wróciło jej zainteresowanie parkurem tak jakby ktoś przed chwilą podmienił ją na całkowicie innego konia. Amelie nie musiała poświęcać dużo czasu na uspokojenie karej, gdyż ta sama się pozbierała. Nie tylko podstawiła zad i zaokrągliła grzbiet, ale także sam galop stał się aktywniejszy i bardziej dynamiczny. Zaprotestowała lekko, kiedy właścicielka wybrała dłuższy najazd. Była na tyle doświadczona, by wiedzieć, że przez to stracą trochę na czasie. Oddała raz z zadu okazując swoje niezadowolenie, jednak nie próbowała walczyć z białowłosą. Samodzielnie poszerzyła foulee, by automatycznie przyspieszyć. Okser znowu wymagał od niej nieco więcej wysiłku, korzystając z większości siły ukrytej w jej ciele, oddała mocny, a zarazem wystarczająco płaski skok. Wzorowo zabaskilowała nad nim, chcąc wynagrodzić właścicielce wcześniejsze lenienie się. Zmotywowana do dokładnej pracy, zaczęła aktywnie rzuć kiełzno, by już po chwili z jej pyska zaczęła toczyć się biała piana. Po wylądowaniu dbała o każdą foulee, prezentując najwyższą klasę. Łagodnym łukiem najechały na czwartą przeszkodę, która była nieco niższa od poprzedniej, pechowej stacjonaty. Uparcie położyła uszy po sobie, jakby samej sobie chcąc pokazać, że potrafi to zrobić. Ryjąc podłoże kopytami, zbliżając się do przeszkody zwolniła lekko, by nie wbiec w nią. Ostatni krok lekko wydłużyła, by nie odbić się za daleko, następnie znowu odbijając się mocno od ziemi. Zaraz rozciągnęła się, by przefrunąć nad konstrukcją niczym orzeł. Hacele wmontowane w podkowy umożliwiły jej bezbłędne lądowanie, a poniesiona mnóstwem radości zadarła głowę na tyle wysoko, na ile pozwalał wytok. Wydała z siebie krótkie rżenie, po chwili wracając na ziemię, by wrócić do fazy pracy. Miały przed sobą jeszcze większą połowę parkuru, a mimo narastającego zmęczenia hanowerka nie traciła swojego optymistycznego podejścia. W dniu dzisiejszym wyjątkowo łatwo wychodziły jej wszystkie rozbudowane przeszkody, więc nie przestraszyła się piątki. Odważnie ruszyła ku wyzwaniu, a dopadłszy ją bez zastanowienia oddała kolejny skok, skupiając się na tym, aby był daleki. Nawet uszy płasko przykleiła do potylicy, by stawiać jak najmniejszy opór powietrzu. Znacznie obniżając szyję z głową pokonała środkową przeszkodę niczym doświadczony zawodowiec. A takim po części była, bo choć jeszcze nie miała żadnego zwycięstwa na swoim koncie, to nie wykluczało to tego, że była naprawdę dobra w swoim fachu. Po prostu zawsze znajdowały się konie lepsze od niej Desperado - 2015-12-05, 00:05 Na ogierze kolejne zawody nie wywarły najmniejszego wrażenia tym bardziej, że rozgrywały się na hali, na której zwykł trenować niemal codziennie. Trochę więcej koni na rozprężalni, publiczność na trybunach i grająca muzyka były tylko urozmaiceniem codzienności. Nie zwracając na to uwagi w większym stopniu niż w tym, który zapewnił im komfort pracy, poddał się zadaniom postawionym przez Sergeia, tym samym rozgrzewając nie tylko swoje mięśnie, ale także umysł. Sukces leżał nie tylko w sile i prędkości, których nie można było mu odmówić pomimo ogromnych gabarytów, ale też w dobrej głowie i skupieniu. Desperadosowi udawało się łączyć te wszystkie cechy w całość.
Elastycznym krokiem wkroczył na parkur, kierując jedno ucho na jeźdźca, natomiast drugie na zewnątrz, wychwytując dźwięki z otoczenia. Kolejno ruszył kłusem, w którym krążył dookoła przeszkód, pobieżnie na nie spoglądając z umiarkowanym zainteresowaniem. Zatrzymany przed budką sędziowską wyprostował sylwetkę i krótko parsknął przez ruchliwe, szeroko rozwarte nozdrza, jednocześnie łagodnie kołysząc ogonem.
Usławszy dzwonek już doskonale wiedział, czego się spodziewać; niemniej poczekał na wyraźną komendę jeźdźca. Dopiero wtedy przeszedł do kłusa, a następnie do galopu na właściwą nogę.
Jazda na ogierze należała do harmonijnych i spokojnych - galopując zdawał się czynić to bez najmniejszego wysiłku. Foule gniadosza były równe i obszerne, co było wyłącznie zasługą jego wzrostu; on sam zdawał się być wręcz skrócony, prezentując się doprawdy elegancko, szczególnie podczas paru pierwszych kroków, gdy jeszcze niósł zaokrągloną szyję, z nosem ustawionym w pionie. Dopiero znalazłszy się naprzeciw pierwszej przeszkody, jaką był doublebarre, podniósł łeb i doprawdy subtelnie wydłużył foule, w gruncie rzeczy nawet nie czując ku temu potrzeby. Może stąd wyszło mu to na tyle opornie, że wręcz zlekceważył przeszkodę, która w rzeczywistości nie stanowiła dla niego żadnego wyzwania. Oczywiście oddał skok, aczkolwiek trącił tyłami drąg. Na tyle lekko, by go nie zrzucić, ale oboje powinni potraktować to jako swego rodzaju ostrzeżenie. Nie przejął się jednak - jedynie na ułamek sekundy skierował uszy w tył, zaraz z powrotem stawiając je na sztorc. Dalej pogalopował na wprost równie spokojnie, najwyraźniej niczym się nie przejmując. To poskutkowało niczym innym jak kolejnym uderzeniem o drąg, również niegroźnym, pozbawionym konsekwencji. Pogoniony po wylądowaniu znacznie wydłużył foule galopu, głośno przy tym parskając i ciągnąc łeb ku dołowi, w celu szybkiego rozciągnięcia górnej linii. Dalej szedł wyraźnie mocniej ożywiony, wypatrując już kolejnej przeszkody. Dodatkowo pobudzała go wyraźna zmiana w nastawieniu Sergeia; spodziewając się czegoś ekscytującego, siłą rzecz stał się bardziej żywotny, choć zdecydowanie nie była to ta sama iskra, którą zdradzał na crossie. Naprowadzony na okser, wręcz zagotował się w sobie w odpowiedzi na przytrzymanie - energia krążyła zamkniętym obiegiem po jego ciele, a wyjątkowa siła karnie poddawała się Sergeiowi mimo wszystko. Dopadłszy oksera w paru dynamicznych foule, we wskazanym miejscu odbił się, pokonując przeszkodę bez żadnych trudności. To trwało ułamki sekund, ale dostarczało mu tyle emocji, że już teraz serce dudniło mu w piersi, w równym tempie pompując krew i dyktując tętno. Miał dobrą kondycję, także daleki był od zmęczenia.Jim Beam Rye - 2015-12-05, 14:11 Wychwyciwszy pochwałę, jedno z uszu skierowałem w stronę Nadyi, dobrze się czując przy takim systemie pracy. W ogóle lubiłem słuchać ludzkiego głosu w trakcie pracy pod siodłem, bo dawał mi niejakie poczucie bezpieczeństwa. Poza tym dzięki temu powoli nawiązywałem więź z danym człowiekiem poprzez przyzwyczajanie się do jego głosu i sposobu bycia, co było prawdziwie pomocne przy dalszej współpracy.
Stępowanie nie męczyło mnie fizycznie, choć oczywiście nie powinno się podchodzić lekceważąco do tego typu pracy. Pomimo oczywistego wysiłku, jaki musiałem podjąć w celu poprawnego wykonywania ćwiczeń, co nazajutrz zapewne odczuję w mięśniach, mogłem bez trudu utrzymywać równy i spokojny oddech, który niwelował zmęczenie. Z czasem przeszliśmy do stępa swobodnego, w którym opuściłem lekko szyję i jednocześnie rozprostowałem ją, wysuwając nos do przodu.
Dalej zostałem poproszony o przejście do kłusa - płynnie odpowiedziałem na łydkę, wbijając się w równy rytm już z pierwszym krokiem kłusa. Korzystając z długiej wodzy, niosłem łeb nisko, na całkowicie wyprostowanej i długiej szyi, tym samym rozciągając całą górną linię, unosząc grzbiet jeszcze wyżej. Z czasem, wraz ze skróceniem wodzy podniosłem się, nie mając problemu z utrzymaniem środka ciężkości na swoim miejscu, niezależnie od postawy, którą przyjmowałem. Kroczyłem przed siebie aktywnie i w rytmie, sprawiając wrażenie poruszania się z lekkością. Cały czas byłem ustawiony na pomocach w czego efekcie na woltach dobrze wpisywałem się w łuk, stale będąc wyczulonym przede wszystkim na łydki oraz dosiad.
Wróciwszy na ślad przeszliśmy do kolejnych ćwiczeń, analogicznych do tych, jakie wykonywaliśmy w stępie. Podczas wydłużania kroku nieco za wolno pracowałem przodem w stosunku do tyłu, ale nie miało to większego wpływu na jakość wykonywanego ćwiczenia. Po prostu nie dostałbym za to ósemki na czworoboku, tylko tyle. Poza tym nie było czego się doczepić - wyraźnie poszerzałem i skracałem ramy, wciąż będąc ustawionym na pomocach, aż powróciliśmy do zwykłego kłusa roboczego.Contendro Boy - 2015-12-05, 23:09 Jak zwykle nerwowa atmosfera zawodów udzieliła się siwkowi; z niecierpliwością oczekiwał pojawienia się swojego jeźdźca lub amazonki, a potem swoje podekscytowanie wyraźnie podkreślił podczas rozgrzewki, początkowo sprawiając sporo problemów, ale po wstępnym wybieganiu się nieco uspokajając i skupiając na oczekiwaniach dosiadającej go kobiety. Lekko spocony, ale w żadnym wypadku spocony stępował aktywnie po rozprężalni, bystrym okiem wodząc po otoczeniu i analizując poszczególne jego elementy. Czując mocniejsze działanie pomocy aktywizujących ochoczo wszedł w wyższy chód, unosząc nieco łeb i czujnym spojrzeniem śledząc zmieniający się krajobraz. Znalazłszy się na parkurze zainteresował się przeszkodami, niemniej jednak nie żywiąc obaw przed żadną z nich, a w tym także roślin ozdobnych które znajdowały się na placu; dwudziestoparolatka pewnie zdążyła zauważyć jego widoczną sztywność, która wynikała z bolesnego skurczu w szyi - między innymi dlatego jego łeb pozostawał zadarty, a szyja napięta. Mimo doskwierającego dyskomfortu nie opierał się działaniom jeźdźca, karnie zatrzymując się we wskazanym przez dziewczynę miejscu; przebierał nogami w ekscytacji, z niecierpliwością wyczekując chwili, w której będzie mógł dać upust swojej energii. Odczytawszy sygnały wysyłane przez Caroline wykonał pierwszy, obszerny skok galopu, by puścić się tym chodem po parkurze; mimo, że brakowało mu trochę swobody tempo i mechanika chodu była poprawna, dlatego amazonka nie powinna się martwić o to, czy uda im się bez większych problemów ukończyć ten przejazd. Naprowadzony na okser postawił oba radary w tamtą stronę, podejmując próbę przyspieszenia, a jeśli ta zakończyła się niepowodzeniem, z niejaką niechęcią dostosował się do wymagań jeźdźca i w narzuconym przez fioletowłosą tempie dojechał do przeszkody. Jeśli chodzi o dystans polegał na decyzjach kobiety, dlatego też we wskazanym przez nią miejscu wykorzystał niemal całą siłę swojego zadu, żeby odbić się od ziemi i oddać 'lekki', ekonomiczny skok i bez większego problemu przelecieć nad okserem. Bez większego kłopotu wylądował po drugiej stronie, wznawiając galop i z radością odczytując pomoce od dziewczęcia, które wskazywały na nic innego, że ta oczekuje od niego lekkiego dodania w dystansie. Poszerzył swoją foulee najmocniej, na ile pozwoliła mu dosiadająca go osoba i dogalopował do stacjonaty, powtarzając procedurę z przed kilku chwil. Odbił się z impetem od ziemi, w trakcie lotu wyciągając przed siebie szyję i bez kłopotu łapiąc równowagę na lądowaniu, bez wahania wchodząc w łagodny zakręt by pokonać go bez żadnych problemów. Znalazłszy się naprzeciwko trzeciej przeszkody znów spróbował przyspieszyć, ale podejrzewam, że ze względu na dystans nie udał mu się ten manewr; w związku z tym już bez utrudniania amazonce pracy oddał skok przez trzecią przeszkodę, właściwie już w trakcie lądowania skręcając i według pomocy amazonki kierując się w stronę czwórki. Nie spodziewał się takiego ciasnego najazdu, ale nie można powiedzieć, że nie był w stanie wykonać takiego ciasnego łuku - ranga skoczka mówiła sama za siebie. Trochę zgubił się w dystansie, zatem zmuszony był interweniować samodzielnie jeśli chodzi o odległość: to poskutkowało trochę dalszym, ale wciąż bezbłędnym skokiem, podczas którego podkurczył pod siebie wszystkie kończyny, składając się na tyle mocno, żeby uniknąć kontaktu z przeszkodą. Jak słusznie zauważyła Caroline, szanował drągi ponad wszystko i to było niewątpliwie jego ogromną zaletą. Na lądowaniu pozostał uważny, co dało mu szansę na szybką reakcje na pomoce wysyłane przez Caroline; w odpowiedzi na nie natychmiast skręcił ku piątej przeszkodzie, by i tą pokonać w dobrym stylu i na czysto, czerpiąc widoczną radość z możliwości skakania.Saver - 2015-12-05, 23:31 Galopowali nadal ochoczo przed siebie, dość równo i z pewnością energicznie czy widowiskowo. Lekko za okserem który był jedynką wykręcili na szóstą przeszkodę, która stosunkowo nie była wcale trudna, po prostu zwykła stacjonata. Lekko przyspieszyli pokrywając tym samym większy teren przez foule, by dojechać do samej przeszkody i odbić się mocno z zadu, unosząc przody i zaraz podbierając pod siebie obie pary kończyn by na czysto przelecieć nad przeszkodę. Wyciągnął wpierw lewy przód, później prawy by na ten pierwszy wylądować, ogier nieco popędzony ponownie przyspieszył, ale coś było nie tak. Może krzaki go zaniepokoiły? Wyraźnie mniej ochoczo szedł do przodu, z oporem, nawet nieco zwolnił w tym galopie, nie chcąc zakręcić zbytnio po łuku do kolejnej przeszkody. On nie przejmował niczym prócz tym by przeskoczyć przeszkody :D Dla niego to się w sumie najbardziej liczyło, do tego dążył uparcie, karosz z pewnością dawał z siebie maksimum jakieś 200% co najmniej. Zamknięty szczelnie w pomocach, nie miał szans na wyłamanie, co przyjął dezaprobującym parsknięciem, ale na szczęście nie szczęsną siódemkę zdołali przeskoczyć na czysto i minąć krzaki ! Do ósemki ponownie mieli po prostej, uniesiony nieco wyżej łeb pozwolił mu ocenić przeszkodę bardziej racjonalnie i nie bał się jej, ogólnie przeszkody go nie przerażały tylko krzaki takie dziwne są Ogier dalej szedł płynnie, energicznie i bez sprzeciwów, może to po prostu drobne nie porozumienie? Incydent? Nie ważne, ósemkę również przeskoczyli na czysto, parsknął zadowolony, wylądowali na prawą nogę by galopować po łuku za dwójką do oksera. Na szczęście krzaki nie wywołały już u niego ataku paniki i jechał normalnie, zostały im dwie przeszkody dadzą radę ! Ogier w odpowiednim miejscu poderwał cielsko do skoku, podkurczając kończyny pod siebie co by nic nie zrzucić przypadkiem, wylądowali na prawą nogę i w tamtym kierunku też zaraz się skierują. Odjechali na ścianę co by łuk do ostatniej przeszkody był nieco większy, jednocześnie nieco przyspieszyli, nadganiając stracony czas. Okser który był ostatnią przeszkodą w ich starcie na parkurze, został pokonany na czysto, tak samo jak cały przejazd, plus jeden drobny punkt karny za przekroczenie normy czasu, ale tragedii nie było.
Kolejno zwolnili do kłusa, potem stępa i czekali na wezwanie na czworobok.El Dorado - 2015-12-05, 23:45 Od rana był dość nerwowy, stanowczo nie w humorze do robienia czegokolwiek. Kulił non stop po sobie uszy i tupał w podłoże. Później przyszedł po niego obcy mężczyzna, oporządził ubrał i zabrał ze stajni. Na rozprężalni zachowywał się w miarę spokojnie, dopiero po wjeździe na parkur zaczynał pokazywać swoje humorki. W kłus nie wkładał jakiegoś większego wysiłku, kłusował żeby kłusować, a nie żeby to jakoś wyglądało. Pomijając fakt, że wcale nie chciał tego robić. Najchętniej wróciłby do stajni, do swojego ciepłego i przytulnego boksu. Zimowa aura skutecznie zniechęcała go do pracy, hala tym bardziej bo jej nie cierpiał. W dodatku z obcym facetem na grzbiecie. Obserwował kątem oka przeszkody, nie wyglądały strasznie. Powinien sobie na nich poradzić bez większych problemów. Chyba. Zatrzymał się przy budce sędziowskiej, spod której po sygnale ruszył galopem. Galopował na tą nogę na którą chciał, nie przykładał do tego większej wagi, do tego całego galopu też. Był nierówny, w dodatku co jakiś czas pod nogami trafiała mu się większa bruzda przez którą się potykał co go niezmiernie irytowało. Czując jak mężczyzna próbuje go pospieszyć robił to za gwałtownie i galopował jak na złamanie karku, jednak kiedy ten go zwalniał to zaczynał się ślimaczyć. Jak na złość. I dobra, nie miał humoru do tego wszystkiego. Przed przeszkodą ogier przyspieszył już sam z siebie, chciał mieć pewność, że nie wpadną w przeszkodę, a temu człowiekowi nie mógł do końca ufać bo go nawet nie znał. Skupił się całkowicie na skoku, żeby niczego nie zrzucić i wybił się w odpowiednim miejscu. Wyciągnął szyję przed siebie, nogi podciągając pod siebie. Dzięki temu udało mu się niczego nie zrzucić. Oby tak dalej. Teraz galopował na drugą przeszkodę, po drodze oczywiście nie mogąc się dogadać z jeźdźcem, w pewnym momencie podłoże postanowiło dodatkowo uprzykrzyć mu życie bo potknął się tak, że omal się nie wywrócili. Na szczęście udało mu się utrzymać na nogach. Nieco zwalniając pokonał i tę przeszkodę, wybijając się w odpowiednim do tego miejscu i lądując na odpowiednią nogę. Skręcił w prawo, gdzie za inną przeszkodą po łuku pogalopował na kolejną przeszkodę. Podszarpnął łbem do góry, ale zwolnił tempo, nie chcąc ryzykować jakiegoś wypadku i skupiając się na sygnałach mężczyzny i pomocach tym razem wybił się w nieco dalszym miejscu niż za poprzednimi razami. Odpowiednie wyciągnięcie nad przeszkodą i podciągnięcie nóg poskutkowało kolejnym czystym skokiem bez żadnej wpadki. Ponowne dociśnięcie prawego strzemienia dało mu znak, że tym razem znowu musiał skierować się właśnie na tą stronę. Ciasny i mocny zakręt poskutkował poślizgiem, ale na szczęście nie glebą. Ogier szybko łapał równowagę i nie zamierzał witać się z piachem. Stracił trochę zgranie z Diegiem, ale i czwartą oraz piątą przeszkodę udało im się przeskoczyć na czysto. Na razie poszło im dobrze, bez zrzutek i upadków, teraz do pokonania mieli pozostałą część parkuru, więc mogło wyjść różnie.Windsor - 2015-12-06, 15:26 Był dobrym wyborem choćby z tego względu, że atmosfera zawodów nie robiła na nim większego wrażenia - szczególnie w tak znajomym miejscu jakim była ich własna hala, miejsce codziennych treningów. Rozgrzawszy się odpowiednio został pokierowany w stronę parkuru. Zatrzymany przed budką sędziowską, znieruchomiał na chwilę, nadymając przy tym chrapy i z błyskiem w oku rozglądając się wokół.
Kolejno zagalopował niemalże ze stój, od razu obierając sobie zrównoważone tempo rytmicznego galopu. Nieznacznie konsternowało go zaniepokojenie Mii, które wpływało także na jego pewność siebie; do ostatniej chwili czekał na jakiś sygnał z jej strony, jakąkolwiek wskazówkę, nie będąc do końca pewnym, czy ona w ogóle chce, by pokonał tę przeszkodę. Uzyskawszy taką pewność, momentalnie zareagował, wybijając się do przeszkody i starając się możliwie najstaranniej złożyć kończyny w locie. Niestety puknął drąg tyłami, jednak na tyle lekko, by go nie strącić. Dalej pogalopował nieco żywiej, odrobinę mocniej wyciągając nogi w galopie, potrzebując trochę większej prędkości do pokonywania przeszkód. Nie był szczególnie silnym koniem, dlatego raczej nie zapowiadał się na klasę C; takie P i N były dla niego optymalne, niemniej wciąż potrzebował dynamicznej jazdy. Odbił się w adekwatnym do tego miejscu, tym razem pokonując przeszkodę bez najmniejszego lęku o zrzutkę, aczkolwiek wciąż ekonomicznie. Wylądował blisko, na prawej nodze, w mowie ciała Mii odczytując już zamiar udania się w tamtą właśnie stronę. W drodze do trzeciej przeszkody wyraźnie poszerzył foule galopu, tym samym nieco przyspieszając. Będąc na wprost niej nieszczególnie pokwapił się do tego, by zmniejszyć prędkość - skoro zostawiła mu wolną "rękę", to pozostał w szybkim galopie. Mimo wszystko wybronił się pomimo płaskiej foule, mając na tyle siły by skakać przeszkody tej wysokości nawet z takiego tempa. Lot oczywiście był płaski, ale też daleki - starał się przy tym o możliwie najdokładniejsze złożenie kończyn i podciągnięcie ich do góry, przy jednoczesnym wyciągnięciu szyi. Skoki wałacha nie były imponujące i wysokie - skacząc bardzo ekonomicznie momentami sprawiał wrażenie, że ledwo dawał sobie radę, ale czy to jednak nie o dokładność tu chodzi? Męczył się dzięki temu o wiele mniej niż młode konie skaczące pod same niebo, tracił też mniej czasu. Po prostu pokonywał parkur płynnie i swobodnie. Jak większość poprzedzających ich par zdecydowali się na ten sam najazd, jeżeli chodzi o czwartą przeszkodę. Skręcił zatem w prawo, w drodze do stacjonaty całkowicie się relaksując w aktywnym galopie, tym chętniejszym iż Mia postanowiła pokonać ten dystans w półsiadzie. Odpowiednio wcześniej wycofał się przed przeszkodą, zbierając w sobie siłę do pokonania jej i we wskazanym miejscu oddał kolejny skok, także zakończony powodzeniem. Chętnie skorzystał z oddanej wodzy, rozprostowując szyję w skoku i tym samym zachowując równowagę. Chwilę później już prostował nogi do lądowania, które to zamortyzował na stawach pęcinowych.
Bez problemu odnalazł się w ostrzejszym zakręcie, który poskutkował straconym najazdem - był dość zwartej budowy, dzięki czemu było to wykonalne.