70; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
22; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
53;
Naruszenie lustra wody podczas skoku. ( jeżeli na parkurze znajduje się rów z wodą);
Opis: Para była ze sobą wyraźnie niezgrana. Koń niechętnie galopował, ciągle walcząc z jeźdźcem, co się objawiało nierównym, "rwanym" tempem galopu. Było to też przyczyną paru potknięć. Mimo to jeźdźcu udało się "przepchnąć" konia przez parkur na czysto.
UWAGA: Opis dotyczy całego parkuru, od pierwszej do ostatniej przeszkody. Od Was zależy na ile postów go sobie podzielicie. Nie trzeba pisać rozgrzewki.
Eloise Morris - 2015-11-28, 14:47 Temat postu: Anthony Wayford & Salire In Ignis
93; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
103; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis: Parkur na czysto, w normie czasu.
UWAGA: Opis dotyczy całego parkuru, od pierwszej do ostatniej przeszkody. Od Was zależy na ile postów go sobie podzielicie. Nie trzeba pisać rozgrzewki.
Elizabeth White - 2015-11-28, 15:41 Zawody drużynowe były czymś całkowicie nowym dla El. Przyzwyczaiła się już do bycia indywidualistką i pracowania na swój własny sukces. Tutaj sprawa było o tyle skomplikowana, że była jedynie jednym z trzech ogniw, które razem były kluczem do sukcesu. Z jednej strony w towarzystwie dziewczyn czuła się pewniej, ale z drugiej bała się, że jej drobny błąd wpłynie na całą pracę grupy, a zwycięstwo przejdzie im koło nosa. Niemniej jednak jako osoba ambitna postanowiła wziąć udział.
Po sowitej rozgrzewce kręciła się stępem po rozprężalni, czekając na ich kolej. Przez ten czas starała się uspokoić myśli i pomimo stresu, nie przekazywać ogierowi złych emocji. Była dobrej myśli, wiedziała że cokolwiek się nie stanie, to to i tak będzie dla niej nowe, ciekawe doświadczenie.
W końcu z głośników popłynął melodyjny głos kobiety, wywołujący ich na parkur. Elizabeth nabrała powietrza do płuc, pozbierała wierzchowca i kłusem wjechała na obiekt. Przez chwilę pokręciła się pomiędzy przeszkodami, co by ogiera nie przeraziły ich kolory i formy, po czym wykonała zatrzymanie naprzeciwko budki sędziowskiej. Ukłoniła się, uśmiechając się przy tym lekko, po czym wypchnęła Savera do galopu. Pokonując dystans do pierwszego oksera starała się ustabilizować sobie tempo, chcąc by koń szedł aktywnie i ochoczo ale też w pełnej równowadze i skupieniu. Delikatną pracą na ręce starała się zwrócić jego uwagę na postawionym przed nimi zadaniu, a nie całej otoczce imprezy. Kilka fouli przed pierwszym skokiem zaczęła przygotowywać karusa. Usiadła w siodło dociążając mu zad i wykonała półparadę chcąc by ten jeszcze mocniej skupił się na jej poleceniach. Wybrała optymalne miejsce do wybicia i zmobilizowała nieparzystokopytnego do skoku. Momentalnie podążyła za jego ruchem, swobodnie balansując na strzemionach, starając się nie zaburzyć równowagi konia. Następna przeszkoda znajdowała się w linii prostej, toteż Elizabeth już z daleka zaczęła mierzyć ją spojrzeniem. Nie starała się zbytnio rozpędzać, pilnowała jedynie żeby Sav nie ociągał się i miał tym samym energię do wybicia. Zasugerowała mu nieco dalszy skok, chcąc ułatwić mu trochę zadanie i zmniejszyć ryzyko zrzutki. W fazie lotu depnęła mocniej na lewe strzemię, podpowiadając tym samym ogierowi nogę. Zamortyzowała lądowanie nie chcąc klepnąć tyłkiem w siodło i pozwoliła mu nieco wyciągnąć kroku i podgonić czas. Postanowiła nie bawić się dzisiaj w ciasne, krótkie i ryzykowne najazdy. Prowadziła konia jak najbardziej przejrzyście, starając się pomagać mu gdy tylko nadarzyła się taka okazja. Do trójki pojechali sobie po obszernym łuku. Brunetka wyprostowała sportowca kilka fouli przed, zamykając go w pomocach i w zależności od potrzeby skróciła go lub pozwoliła mu nieco wyciągnąć. Wraz z momentem oderwania się przednich kończyn od podłoża, kobieta uniosła się, ściągnęła łopatki, cofnęła biodra i oddała ogierowi rękę. Serce jej stanęło, gdy usłyszała jak kopyto uderza o kolorowego drąga. Na całe szczęście musnęli go na tyle lekko, że ten zdołał utrzymać się na stojaku nie przysparzając im niepotrzebnych, karnych punktów. To zdarzenie zmobilizowało jednak kobietę do dalszego działania i jeszcze dokładniejszej jazdy.
Przeszkoda numer cztery dawała im szansę wyboru. El zdecydowała się na opcję z 180* zakrętem, jako że potem mogła wykonać bezpieczniejszy najazd na okser. Po skoku który wyszedł im w pełnej równowadze, pojechali jeszcze kawałek prosto by następnie za dziewiątką wykonać długi najazd na piątkę. Kobieta prowadziła kopytnego prostopadle, pilnując zarówno na łydkach jak i na wodzach by jej nie wyłamał. W odpowiednim momencie dołożyła łydkę i nie zwlekając odciążyła grzbiet karusa, swój mostek kierując do jego szyi. Takim sposobem pół parkuru mieli już za sobą. Pozostało utrzymać klasę do samego końca.Sexy Ruby - 2015-11-28, 16:01 Klacz ewidentnie nie pchała się w stronę efektownej pracy, najwidoczniej dzisiaj jej humor nie sprzyjał jakiemukolwiek treningowi, toteż nie starała się i ćwiczenia wykonywała po łebkach. Początkowo niechętnie podchodziła do kolejnych wskazówek jeźdźca, jednak ostatecznie przekonała się do nich i otrzymawszy dłuższą wodzę z chęcią na powrót wyciągnęła szyję oraz opuściła łeb do wygodnej wysokości. Ostrożnie przemieliła zalegające w pysku wędzidło i parsknęła przy tym przeciągle, jakby dając znak o swoim lenistwie. Niemniej jej ciało tym razem angażowało się mocniej niż poprzednio i było to widać nawet podczas zwykłej prostej jazdy. Wraz z otrzymanym impulsem, który miał na celu odrobinę bardziej wyczulić ją na wszelkie pomoce i inne sygnały, zastrzygła energicznie uchem i minimalnie uniosła swoją głowę, uderzając przy tym ogonem o bok. Ożywiła się nieco, lecz nie oznaczało to, że będzie współpracować tak, jak ciemnowłosa by tego pewnie chciała. Jednak póki, co to w zupełności wystarczyło, by Ruda bardziej skupiła się na pracy i nie rozpraszała się tak szybko. Zjechawszy na koło odchyliła na moment jedno z uszu. Przybierając - już tym razem - odpowiednie wygięcie ciała; ładnie zgięcie w żebrach oraz odpowiedni łuk szyi, bez wypadającej łopatki czy zadu. Ćwiczenie rozciągające pomogło się jej znacznie rozluźnić i uspokoić, tj. dobrać jednostajne i aktywne tempo - dokładnie takie, jakie było w tym wypadku najbardziej pożądane. Przeszedłszy do kłusa szybko wbiła się w odpowiednie tempo, ale przede wszystkim rytm. Akurat z tym nie miała żadnego problemu... przynajmniej nie dziś i nie z wyboru. Wszelkie ćwiczenia w tym chodzie wykonywała z dużo większym zaangażowaniem, dbałością o szczegóły i wyczuciem. Tak, ciało Rudej znacząco wyczuliło się na pomoce, a ona pilnie ich wyczekiwała, nie ignorując ani jednej, którą została uraczona.
//Jak pojebałam kolejność, albo ogólnie coś pojebałam to wybacz, ale na wpół śpię. :ble: Anonymous - 2015-11-28, 16:22 Po rozgrzaniu klaczy na rozprężalni, opuścił ją w asyście luzaczki - czy raczej przypadkowej laski, która zgodziła mu się pomóc - ruszył w stronę parkuru tuż po tym, jak został wyczytany. Stępując aktywnie po parkurze jeszcze podczas przejazdu poprzedzającej ich pary, pokazał Ignis wszystkie przeszkody, które mogły wzbudzić jej wątpliwości.
W chwili gdy otrzymał możliwość rozpoczęcia startu, na wolcie wokół szóstej przeszkody przeszedł do kłusa i następnie do galopu. Po wyregulowaniu tempa, która od początku ustanowił dość szybkie, a przede wszystkim dynamiczne, naprowadził Ignis na przeszkodę rozpoczynającą parkur. Na trzy foule przed przeszkodą usiadł w siodle, w razie czego biorąc klacz nieco na siebie, gdyby postanowiła się niekontrolowanie rozpędzić. Doprowadził folblutkę do doublebarre'a zamkniętą w pomocach, odcinając ewentualną możliwość wyłamania i w wymierzonym miejscu pozwolił jej na swobodne oddanie skoku, starając się jak najbardziej zgrać z jej ruchem. Przechodząc do półsiadu, utrzymał mocne oparcie w obu strzemionach i elastycznie oddał koniowi wodze, zaraz wycofując sylwetkę przy lądowaniu. W linii do drugiej przeszkody przeszedł do niskiego półsiadu, w którym był tuż nad siodłem, co pozwalało mu na kontrolowanie klaczy dosiadem. Odpowiednio wcześnie z powrotem wrócił w siodło, by doprowadzić Rudą do stacjonaty, którą pokonali bez większych problemów. Po skoku pozostał w półsiadzie i poganiając klacz poprzez parokrotnie cmoknięcie i lekkie oddanie wodzy, w szybkim galopie poprowadził ją wzdłuż bandy, tym samym obierając długi i wygodny najazd na trzecią przeszkodę. Naturalnie miał ambicje by wygrać, a także dobrego konia by to osiągnąć, o czym coraz częściej się przekonywał; niemniej chciał pozostać dla Rudej fair. Mimo wszystko była jeszcze trochę za młoda i zbyt mało doświadczona. Skręciwszy na okser, usiadł w siodle i wziął kobyłę na siebie, co by nie władać się z nią w przeszkodę. Jak zawsze doprowadził ją pod samą przeszkodę i pomógł w ocenie odbicia, by następnie po prostu zgrać się z jej ruchem i jej nie przeszkadzać, co nie zawsze wychodziło mu to tak dobrze. Na ten moment ich współpraca prezentowała się jednak doskonale.
Po skoku szybko ją pozbierał, od razu prowadząc na zakręt w prawo. Po raz kolejny wybrał prostszy najazd, wybierając ten wariant czwartej przeszkody, który stał im na wprost. Podobnie jak ostatnim razem na trzy foule przed przeszkodą usiadł w siodle by bezpiecznie doprowadzić Rudą do przeszkody i w momencie odbicia podążył za jej ruchem.Jessie - 2015-11-28, 19:42 Była w stanie uszanować gorszy dzień konia - każdemu się takowy zdarzał. Mimo wszystko była zadowolona z Rabanny, nawet jeśli przemawiało przez nią lenistwo.
Podczas tych paru minutach kłusa, w których robiła naprzemienne przejścia z kłusa roboczego do pośredniego i z powrotem, parę razy weszła na koło o średnicy dwudziestu metrów, oddając wówczas kasztance wodze do samej sprzączki i tym samym pozwalając na rozciągnięcie górnej linii. Pragnęła ją jak najefektowniej przygotować do właściwego treningu, który rozpoczęła od pracy na cavaletti. Wolne chwile spędzała na szukaniu inspiracji i jedną z nich były cavaletti ustawione w znaczek mercedesa; naprowadziła więc kobyłkę aktywnym kłusem na pierwszy drąg, wysiadując kłus do momentu przekraczania "przeszkody" - wówczas przechodziła do półsiadu, nieznacznie podążając ręką za ruchem pyska konia. Robiąc obszerne łuki, przykładała się do ich staranności, manewrując w ten sposób po tych trzech drągach przez dłuższą chwilę. Pilnowała Rabanny w łydkach, aby uniknąć zmian tempa, odmowy ruchu czy też "spływania" na boki - najazdy miały być w tempie, prostopadłe.
Jeżeli ćwiczenie wychodziło im dobrze, to na chwilę wróciła na ścianę, klepiąc Rudą po szyi. W przeciwnym razie przerywała ćwiczenie na chwilę, by pojeździć w kłusie po tzw. kwadracie, zresetować umysł konia i spróbować raz jeszcze.
Osiągnąwszy sukces przeszła do stępa i dała jej pół minuty na odsapnięcie, by następnie z powrotem zebrać wodze, ruszyć kłusem i galopem, w którym także zrobiła parę przejść, a także popróbowała oddawania wodzy na kole, zachęcając Rabannę do rozciągania się.Sexy Ruby - 2015-11-28, 20:28 Klacz z każdą kolejną minutą treningu i z każdym kolejnym ćwiczeniem stawała się bardziej rozluźniona, czuła na pomoce no i bardziej elastyczna w chodzie oraz względem jeźdźca. Dzięki zmianom wykroku jej tempo stało się bardziej energiczne, a sam chód był dużo bardziej efektowny niż poprzednio, gdy leniwie włóczyła swoimi kończynami. Również zaangażowanie znaczniej wzrosło, a to ułatwiało pracę z kobyłą, która bez choć minimalnego zaangażowania i zainteresowanie jeźdźcem była wręcz nie do zniesienia. Jednak teraz klacz uplastyczniła się, więc dużo łatwiej było nakierowywać ją odpowiednio i ustawiać, a to niewątpliwie istotne. Podczas poruszania się po kole o średnicy około dwudziestu metrów Ruda wyciągnęła odrobinę całe swoje ciało, pozwalając sobie również na ponowne opuszczenie łba nieco niżej i znaczne rozluźnienie mięśni grzbietu, które choć dość luźno trzymane, nadal nie były tak rozluźnione, jak w tejże chwili.
Bardziej aktywne tempo, jakie narzuciła ciemnowłosa sprawiło, że Ruda mimowolnie zaokrągliła odrobinę swoją umięśnioną szyję. Obiwszy ogonem zlustrowała cavaletti, na które kierowała się z pełną premedytacją i dużym zaangażowaniem. Schyliła nieznacznie łeb, zaś kolejno swe kończyny unosiła wysoko, by żadną z nich nie zahaczyć o drążek. Aktywnie, lecz bez zbędnego pośpiechu, zamknięta w szczegółowych pomocach zatoczyła obszerny łuk, by po chwili ponownie spotkać na swej drodze kolejną "przeszkodę", którą przekroczyła płynnym ruchem bez żadnego zachwiania. Jej wzrok wodził po obiekcie, jednak nie skupiał się głównie na nim, a na elementach, którymi miała się zająć. O ile wcześniej była nieco niesforna i sprawiała drobne problemy, tak teraz skupiła się na Jessie i na ćwiczeniu, które wykonywała z pełną dokładnością, pozwalając sobie opierać się na pomocach płynących ze strony dziewczyny. Nie stawiała oporów i starała się, a więc zadanie musiało zakończyć się sukcesem. Wracając na ślad została nagrodzona pieszczotą, na co zareagowała bardzo pozytywnie. Pochwały zawsze działają na nią wzmacniająco i motywująco, choć tym nie zawsze należy się sugerować. Trzeba wiedzieć, kiedy ją nagrodzić, bo w przeciwnym wypadku 'pozjada' złe nawyki i będzie to wykorzystywać przeciwko człowiekowi.
Zwolniwszy do stępu złapała głębszy oddech. Nie była zbyt zmęczona, lecz darowaną chwilę odpoczynku zawsze się wykorzystuje. Ponownie porozciągała nieco szyję, by po pół minuty powrócić do ustawienia i przejść do kłusa oraz dynamicznego i aktywnego galopu. Rytm oraz tempo tym razem narzuciła sobie sama, acz ciemnowłosa chyba nie miała powodów do narzekania, gdyż ów tempo nie było zbyt szybkie, ani rozleniwione, było wręcz idealne, że tak to ujmę. Przejścia z chodów pomogły Rabannie wyczulić się na impulsy i sprawiły, że klacz poprawiła szybkość swych reakcji do bardziej precyzyjnych. Wraz z oddaniem wodzy rozciągała się i wydłużała odrobinę swój wykrok.Jessie - 2015-11-28, 20:58 Galopując równym, roboczym tempem w niskim, skokowym półsiadzie, powróciła do pracy na drągach. W galopie wykonały dokładnie to samo ćwiczenie co przed chwilą w galopie - problemem mogła się okazać jedynie lotna zmiana nogi. Jess podejrzewała, że ten element mógł być jeszcze Rabannie nieznany, więc jeśli nie udawało jej się odpowiedzieć poprawnie na sygnały do lotnej wysłane w trakcie pokonywania drąga (tak zwykle było prościej dla koni), to jadąc po łuku na chwilę przechodziła do kłusa, dosłownie na dwa kroki, by ponownie zagalopować. Tym razem chwaliła ją już w trakcie wykonywania ćwiczenia, raczej nie wykonując go ciągiem parę razy pod rząd - czasami wyjeżdżała na ścianę, dając Rudej odsapnąć w kłusie.
Gdy zaczęło im dobrze wychodzić, przerwała i ponownie pozwoliła przejść holsztynce do stępa. Przedłużyła odpoczynek do półtorej minuty i ponownie zagalopowała, tym razem rozpoczynając inne ćwiczenie, również na drągach. Była to najzwyczajniejsza w świecie serpentyna, w zasadzie nic trudnego, aczkolwiek było to kolejne ćwiczenie rozciągające i uelastyczniające.
Urozmaiciła je jednak o drobną pracę ujeżdżeniową: po pokonaniu drąga, po dwóch-trzech foule zatrzymywała Rabannę do stój, prosiła o cofnięcie trzy-cztery kroki i ruszała kłusem, po dwóch krokach zagalopowując na dobrą nogę. Było to ćwiczenie wymagające niesamowitego skupienia i precyzji, ale zauważyła, że Rabanna postawiona przed urozmaiconymi zadaniami angażuje się w trening, więc może nie wyszło im to tak źle; kluczem do sukcesu oczywiście były czytelne i jasne pomoce, nie bała się mocniej zamknąć ręki na początku, by jasno pokazać klaczy o co chodzi, lub dać jej mocniejszej łydki gdyby spóźniała się z reakcją.Sexy Ruby - 2015-11-29, 19:02 Ruda szybko dostosowała się do jeźdźca, który z góry i jasno narzucił swoje zasady galopowania. Wróciwszy do ćwiczeń z drążkami klacz stała się nieco podenerwowana, gdyż rzeczywiście nie do końca potrafiła zinterpretować pomoce do lotnej. Była ambitna i choć czasem trochę leniwa, to nieumiejętność wykonania jakiejś czynności wprowadzała ją w złość. Przeszedłszy pierwszy drąg skuliła uszy, parskając przeciągle. Nerwowo szarpnęła łbem, pociągając go bardziej ku dołowi. Jej ciało wyraźnie spięło się na moment, jednak ku częściowej radości klaczy, ciemnowłosa wiedziała, co poradzić na nieumiejętne wykonywanie lotnej zmiany nogi i już kolejne człony "przeszkody" były do przejścia. Ruda uważnie wyczekiwała pomocy dziewczyny, zwalniając podczas wykonywania łuków do kłusa i ponownie przyśpieszając do galopu, by następnie płynnie pokonać drążek. Starała się angażować w ćwiczenie i wykonywać je wręcz z pedantyczną dokładnością, a kolejne zbierane pochwały tylko wzmacniały w niej to zachowanie. Z każdej przerwy korzystała i czerpała z niej pełnymi garściami, by nie zmęczyć się zbyt szybko przy okazji innych ćwiczeń. Z każdym kolejnym podejściem swoją pracę wykonywała z większą pewnością, aż ostatecznie dostała pozwolenie do przejścia w stęp. Otrzepała rude łebsko, wyciągając je i opuszczając, pozwalając mięśniom nieco odpocząć i ponownie się rozciągnąć. Po skończonym czasie odpoczynku, Ruda na nowo wznowiła galopowanie, szybko wbijając się w dawny rytm i tempo.
Pokonawszy pierwszy drąg klacz poruszała się jeszcze aktywnym galopem przez kilka foule, po czym została zatrzymana, na co zareagowała natychmiastowo, acz nieco niechętnie. Przygryzła wędzidło, cofając uszy, kiedy kolejno poproszona została o cofnięcie się o kilka kroków. Kątem oka łypnęła w bok i ze sporymi oporami wykonała ćwiczenie. Wcześniej nieczęsto wymagano od niej cofania się, więc była nieco zdezorientowana. Również za pierwszym razem, ruszając do kłusa szarpnęła się energicznie w przód, lecz przejście do galopu było już płynne i spokojne. Poczucie niepewności powoli zanikało po każdym analogicznie wykonanym przejściu przez "przeszkodę". Ruda szybko pojęła o co chodzi w tej zabawie i angażując się w nią, jednocześnie bardziej wytężyła swoją uwagę. Kiedy Rabanna się nie nudziła to trening z nią rzeczywiście był przyjemny, jednak nie tak łatwo było ją czymś zainteresować, a Jessie doskonale się to udawało.Devon Heir - 2015-11-29, 19:23
Elizabeth White napisał/a:
Zdawała sobie sprawę z tego, że Devon przez jej nieobecność dużo stał i przez ten czas nagromadził energię. Dzisiaj chciała przeprowadzić raczej luźny trening, podczas którego koniowaty będzie miał okazję się wybiegać i poprzypominać sobie wszelakie polecenia. Nie ukrywała jednak że wkrótce zamierzała wziąć dupę w troki i zabrać się za bardziej ambitną pracę. Chciała przygotować koniowatego m.in do startów w zawodach no i oczywiście podnieść poziom jego umiejętności.
Nie zamierzała nudzić koniowatego w stępie, toteż już po dłuższej chwili pozbierała trochę konia. Ruszenia do kłusa poprzedziła półparadą chcąc skupić na sobie uwagę wałaszka i dopiero wtedy poprosiła go o przyspieszenie. Od samego początku zadbała o ustawienie odpowiedniego tempa. Jeżeli Izabelowaty leciał za szybko (co było możliwe zważając na jego dzisiejsze ożywienie), mocniej akcentowała anglezowanie chcąc by wpasował się w jej rytm. Jeżeli jednak wlekł się zbyt wolno (czego raczej nie obstawiała) podgoniła go łydką. Początkowo przekłusowali sobie luźne okrążenie podczas którego El nie zwracała uwagi na ustawienie konia i jakość kłusa. Dopiero później zaczęła pracować na ręce, chcąc by koniowaty ładnie się zebrał, podstawił zad, zszedł z łebkiem w dół i doszedł do wędzidła. Miała nadzieję, że Maślany nie zapomniał jeszcze z czym to się je i bez problemu wykona jej polecenie.
Miałam napisany post i gotowy do wysłania, ale zaciął mi się program, więc wyłączyłam komputer i zapomniałam o niewysłanym poście... dlatego dziwiłam się, że tak szybko odpisałaś.
Energii mu nie brakowało, ale po tak długiej przerwie również nieco się rozleniwił, więc brak mu było większego zaangażowania i chęci do porządnego treningu. Pewnie dużo chętniej zwyczajnie wybiegałby się po hali bez konieczności pilnowania impulsów jeźdźca, a trzeba było przyznać, że Elka była jeźdźcem czujnym i Maślany nie mógł sobie pozwolić na zbyt wiele. Niemniej właściwy trening wypadałoby rozpocząć i podreperować odrobinę umiejętności koniowatego, które ostatnio nieco leżą.
Wałach stępował dość aktywnie, łebek niosąc wyciągnięty i na wygodniej dla niego wysokości. Co jakiś czas przemielał w pysku wędzidło ze zwyczajnego znudzenia. Na szczęście dziewczyna w miarę szybko zaczęła większą pracę nad zebraniem izabelowatego. Zastrzygł uchem i nieznacznie uniósł łebsko. Wykonawszy półparadę odrobinę się rozbudził i przykuł większą uwagę do jeźdźca, po czym płynnie przeszedł do kłusa, którego rytm i tempo ciemnowłosa od razu narzuciła i do którego Maślany, rzeczywiście, nie tak szybko się dostosował. Dopiero po drobnej korekcie wałach zszedł na ziemię i obrał odpowiednie ustawienie tempa. Poza aktywnym chodem i równym rytmem kopytny nie przywiązywał dużej uwagi do swojego chodu, a skoro i dziewczyna tego nie robiła, to on tym bardziej przestawał się tym przejmować. Wszystkie okrążenia hali wykonał dość niechlujnie, ale to chyba nie stanowiło dużego problemu, skoro od razu po impulsie dziewczyny do zebrania i ustawienia wałach zareagował. Bardziej zaangażował całe swoje ciało, główną część energii kumulując w podstawionym zadzie. Również jego łeb uniósł się odrobinę, a szyja delikatnie się zaokrągliła. Nieco znieczulił się na impulsy, lecz podczas tego treningu szybko powinien wszystko sobie przypomnieć, tak więc, bez obaw.Elizabeth White - 2015-11-29, 19:40 Też się zdziwiłam xD
Brakowało jej tego. Brakowało jej jazdy na tej maślanej bułeczce, którą darzyła tak dużą sympatią. Jako, że był to ich pierwszy trening po dość długiej przerwie, El nie była zbytnio surowa i rygorystyczna. Pozwalała Devonowi na małe przestępstwa, mając nadzieję, że powoli wrócą do dawnej formy.
- Dobry koń - pochwaliła go głosem, co by wiedział, że dobrze zrobił i od razu przeszła do dalszych ćwiczeń. Zaczęła wykonywać wszelakie możliwe figury - od wolt, przez półwolty aż po serpentyny. Pilnowała ustawienia kopytnego i pomagała mu jak tylko mogła, na każdym łuku podpierając łydkami. Zależało jej by ten nie wypadał ani zadem ani łopatką, toteż przykładała dużą uwagę do stosowanych pomocy i do wygięcia konia. Oczywiście cały czas dbała też o to, by tempo było odpowiednie. Nie pozwalała nawet przez chwilę mu się ociągać, a jeżeli leciał za szybko, wyhamowywała go dosiadem.
Nie chciała go zanudzić, więc - jeżeli obyło się bez problemów, a brunetka była zadowolona z Devona - przeszła dalej. Zmienili sobie stronę i wrócili na ścianę. Jedno luźniejsze okrążenie i następne ćwiczenie. Na krótkich ścianach dziewczyna skracała wałaszka, zaś na długich wypuszczała do przodu i pozwalała mu znacznie wyciągnąć. Ciągnęli to przez 2 pełne okrążenia, do czasu aż wszystko było perfekcyjne, czyli zgodnie z preferencjami El.Salire In Ignis - 2015-11-29, 21:13 Miło było po crossie znów wrócić na czysty parkour. Gdyby miała startować w nich cały czas, chyba już wolała zacząć trenować ujeżdżenie... jednak nie będzie musiała tego robić. Czuła się pewnie na tych zawodach; zdążyła przyzwyczaić się zarówno do jeźdźca jak i do poziomu. Poza tym była gotowa na nowe wyzwania, gdyby takowe wystąpiły. Po porządnej rozgrzewce, podążyła posłusznie za jakimś człowiekiem na parkour, gdzie w towarzystwie Tonego miała szansę zapoznać się ze wszystkimi znajdującymi się tam przeszkodami. Po całym procesie poznawania ich przystąpili do rozpoczęcia przejazdu. Przeszła pierw do kłusa, a następnie do galopu, by po chwili zostać naprowadzoną na pierwszą z przeszkód - tym samym rozpoczynając oficjalnie cały ich przejazd. Tempo które narzucił Tony było szybkie i dynamiczne, jednak jej o nie przeszkadzało. Miała dużo energii, więc dobrze ją spożytkuje podczas zawodów. Pierwsza z przeszkód już była dość "skomplikowana" dlatego też czując opór ze strony jeźdźca delikatnie zwolniła, wykonując wybicie we wskazanym przez bruneta miejscu. Doublebarre nie był dla niej niczym trudnym, mimo dość dziwnego wyglądu. Wylądowała poprawnie, zaraz zbierając się do puszczenia się galopem przed siebie w stronę stacjonaty. Pokonała ją bezproblemowo, by w odpowiednim momencie usłyszeć lekkie pogonienie ze strony Kowala Na ten znak przyspieszyła, uważając jednak by nie wpaść na bandę. Długi najazd znacznie pomógł jej w ocenie przeszkody jeszcze przed tym kiedy zaczęli się do niej zbliżać. Nie widząc żadnych niepokojących kształtów śmiało ruszyła na trójkę. Ona również nie stanowiła dla niej przeszkody - w łatwy sposób ją pokonała, równie szybko o niej zapominając. Po skręcie w prawo znaleźli się na wprost czwartej przeszkody, którą Tony obrał za kolejny cel. Klacz podążyła za jego ruchem, robiąc najazd własnie na nią by w odpowiednim momencie wybić się z zadu i ułożyć w locie do skoku.Unexpected - 2015-11-29, 22:31 Nie wiedział co jeszcze się święci, może to lepiej? Kiedy kobieta jednak narzuciła swój tok myślenia ogier bez większych oporów ładnie zebrał się pod kłodę, uwidoczniając swoje atuty dość dobrze, weszli także w pośredni chód, ładnie, energicznie kłusował do przodu. Jeszcze chwile krążyli po rozprężalni czekając na wjazd ostateczny. W końcu nadeszła ich pora, wjechał na właściwy parkur i rozglądał się uważnie na boki. Pojechał tam gdzie pokierowała go amazonka czyli pod budkę sędziowską, tam ładnie się zatrzymał mieląc wędzidło w pysku i prosto się ustawiając. W końcu zagalopowali na odpowiednią do sytuacji nogę i mieli zaraz zacząć właściwy przejazd, on był podekscytowany możliwością oderwania się od ziemi po ostatnim ujeżdżeniu. Ogier stosunkowo już wiedział co ona od niego wymaga i będzie wymagać i starał się być potulny niczym baranek, faktycznie skał nieco trudniejsze, ale w końcu wyzwanie to wyzwanie nie ma co narzekać. Pogoda była fatalna deszcz ze śniegiem nie przeszkadzał co prawda ogierowi ale musiał uważać na zakrętach co by nie wyryć jak długi czy potknął się kilka razy po drodze co przyjął krótkim nerwowym parsknięciem. Dość szeroko minęli szóstkę kierując się na jedynkę, trzymany twardo jechał energicznie i chętnie do przodu, jednak z lekką ostrożnością. Odchylił nieco uszy do dziewczyny czując ciężar w siodle i powrócił nimi zaraz do przodu w momencie kiedy miał wyskoczyć do góry, trzymał równe tempo nie próbując niczego na własne kopyto. Odbili się nieco dalej od przeszkody, by ładnie złożyć się i wyciągnąć w powietrzu, podkurczone przody i tyły ładnie trzymały się przy ciele ogiera w fazie lotu by jednak zaraz zamortyzować skok i być na ziemi już. O ile dostał jasny sygnał wylądował na prawo, jak nie to na to co było mu wygodniej. Lekko przyspieszyli do dwójki choć nie obyło się bez potknięcia po drodze, starał się utrzymać pion i jechać nadal w ładzie i składzie co nie było wcale proste. Druga przeszkoda była tylko stacjonatą, ogier podprowadzony do niej, wykonał bliźniaczy skok wręcz do tego co przed momentem, tym razem jednak wyraźnie spadł na prawą nogę by zaraz w tamtą stronę skręcić. Mieli długi dystans do kolejnej przeszkody więc nieco przyspieszyli tempa do niej, na szczęście nie potknęli się tym razem. Zawsze robił to co ona chciała Przy odpowiednim działaniu ręki i dosiadu ogier nie chętnie ale jednak zwolnił przed tą trójką, w końcu jechali ponownie na okser czyli krótszy krok by wyskok był dalszy. Ścięcie zakrętu poskutkowało lekkim potknięciem się konia, ale wyratowali się z sytuacji, mocno odbił się od zadu wysoko odrywając się od ziemi, z sporym zapasem dość przeskoczył ten okser, wyciągając się nad nim dostatecznie i zaraz lądując po drugiej stronie. Lekko wyszedł im skok pod skosem, ale to nie ważne, ważne że w ogóle. Wylądowali na prawo bo mieli tam ponownie skręcić do czwórki, nieznacznie dodali w tempie by ściąć ponownie dość ryzykownie zakręt i przelecieć nad czwórką. Na szczęście ogier nie miał problemów z krzakami i ładnie się dawał prowadzić, żeby dojechać do piątki ponownie ścieli dość mocno zakręt do piątki żeby zaraz się wyprostować i najechać na piątkę prosto, po sygnale ogier oderwał przody od ziemi odbijając się mocno z zadu i składając w locie oraz wyciągając masywną szyję nad przeszkodą, by wyciągnąć po sekundach paru przodu z zaznaczeniem na prawy na który wylądowali.Jim Beam Rye - 2015-11-30, 22:58
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Stępując i przyglądając się innym koniom, zaokrągliłem szyję w potylicy nawet jeśli wodze były luźne. Podrzucając hałaśliwe wędzidło w pysku, z zaangażowaniem je mieliłem, jedynym okiem łypiąc w stronę pozostałych par. To zdecydowanie nie było moje typowe, naturalne zachowanie, ale niestety to na barkach Nadyi spoczęło zadanie zrzucenia ze mnie nadmiaru energii. Chyba nikt tego nie lubił. Jakby nie patrzeć było to dość niewdzięczne zadanie.
Z czasem opatrzyłem się i rozprostowałem szyję, jednocześnie ją obniżając szyję i zostawiając kiełzno w spokoju. Mijając konie, jedynie kierowałem w ich stronę ucho, nie chcąc nadwyrężać dobroci dziewczyny. Wiedziałem, że ludzie łatwo się irytują. Chyba każdy koń kiedyś tego doświadczył na swojej skórze - ja również. Wcale za tym nie tęskniłem. Stawiając obszerne kroki, na co pozwoliły mi rozgrzane mięśnie, delikatnie i rytmicznie bujałem dziewczyną w siodle, jako że była zgrana z moim ruchem. Dłuższa chwila stępa zdecydowanie korzystnie na mnie zadziałała - z powrotem się wyciszyłem oraz skoncentrowałem na postawionym przede mną zadaniu. Nie było trudne; byłem już dostatecznie rozgrzany aby móc wpisać się ciałem w łuk każdej z figur. Zaufałem pomocom Nadyi i spokojnie oparłem się na obu wodzach, równo rozkładając na nich ciężar, który nie był większy niż ten odpowiadający połowie kostki masła na każdą wodzę. Nie wieszałem się chamsko na wędzidle. Odpowiadając na działanie wewnętrznej łydki, trzymałem się wyznaczonego łuku i jednocześnie zginałem się w żebrach, nadając swojej sylwetce pożądanego kształtu. Później wróciłem na ślad, na zebranie wodzy naturalnie reagując na uniesienie głowy wyżej, aczkolwiek nie w ucieczce przed kontaktem. Wciąż trzymałem go z ręką dziewczyny, uważnie słuchając jej niewerbalnych próśb. Pozostałem giętki i luźny, ale dopiero przejścia między stępem roboczym, a pośrednim pozwoliły mi osiągnąć szczyt tego, do czego dążyła Nadya. Jeszcze efektowniej zaangażowałem mięśnie brzucha, których podniesienie zaowocowało zaokrągleniem grzbietu, dzięki czemu mogłem wygodniej nieść jeźdźca. Pchając się zadem, swobodnie przenosiłem energię na przód przez całe ciało, od czasu do czasu krótko parskając lub potrząsając łbem i tym samym wyzbywając się resztek napięcia z potylicy. Jeżeli chodzi o sam wygląd ćwiczenia, to poszerzenie ram było dość widoczne.Nadya - 2015-12-01, 16:09 Póki co Jim jeszcze za bardzo nie nadszarpnął cierpliwości Nadyi, która też była w stanie zrozumieć nadmiar energii u gniadego i potrzebę zapoznania się z innymi parami na hali. Zwłaszcza, że stęp najwyraźniej dobrze na niego podziałał: ogier widocznie się rozluźnił, skoncentrował na ćwiczeniach i zaokrąglił grzbiet. Figury, które wykonywali nie sprawiły oldenburgowi problemu, podobnie jak wydłużanie i skracanie kroku. Zadowolona Bravo pochwaliła go, koncentrując się na utrzymaniu tej efektywności u dwunastolatka.
Przejechali dwa okrążenia z wydłużaniem i skracaniem wykroku w zależności od ściany, bo dwudziestodwulatka wiedziała, że może to być męczące na dłuższą metę. Wrócili do swobodnego stępa na lekkim kontakcie, gdzie po jeszcze jednym okrążeniu Rosjanka poprosiła Beama o przejście do kłusa, a zakładając, że Jim zastosował się do jej pomocy po chwili zaczęła anglezować, znajdując wspólny rytm z wierzchowcem. Znowu dwa okrążenia na luźnej wodzy, wyjazd do trudniejszych figur, podczas których Nadya wspomagała gniadego przez szereg pomocy, które starała się jak najbardziej do niego dopasować. Może w końcu to jej się udało. Pilnowała tempa, ustawienia i wygięcia, działając łydkami i wodzą. Po powrocie na ślad i kolejnym okrążeniu na luzie, tak jak w stępie kobieta poprosiła go wyciąganie wykroku na długiej ścianie i skracania go na krótkiej. Oczywiście cały czas wspomagała ogiera pomocami, przez dwa okrążenia, by później przywrócić go do kłusa roboczego, została jednak na kontakcie. Uznała, że oldenburg jest już wystarczająco rozgrzany, by spróbować czegoś innego, dlatego poprosiła stajennego o ustawienie drągów na środku hali, oczywiście tylko na jednej jej połowie, by nie przeszkadzać innym jeźdźcom. Co prawda miała w planach "chodzenie w kółko", ale drągi miały być jednym z tych urozmaiceń, które planowała.