To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Kryty lonżownik

Decembrist - 2020-02-23, 09:30

Nie był szczególnie skory do przejścia do stępa, dłuższą chwilę ignorując prośby Mii. Pozwolił sobie nawet na kilka niegroźnych bryknięć po których pozostał w galopie, ale ostatecznie ilość energii uszła na tyle, by zaczął zwracać uwagę na amazonkę. Płynnie przeszedł do stępa, wyciągając szyję w dół i równo krocząc przed siebie. Miał ładny, elastyczny ruch przy którym grzbiet falował lekko pod wpływem rozluźnienia całej linii górnej. Sam z siebie mocniej wkraczał zadnimi nogami pod kłodę, pozwalając sobie na regulację wielkości lonży. Podczas zmniejszenia koła musiał wygiąć się nieco mocniej, przez co w pierwszym odruchu delikatnie pociągnął w stronę ściany jakby podejrzewał, że Mia zapomniała się i za bardzo skróciła lonżę, ale wystarczyło żeby nie odpuszczała, a ogier sam doszedł do odpowiednich wniosków. Korzystając z nabytego już doświadczenia, wiedział, że wygodniej będzie wyginać się w całości, dlatego nawet zadem wszedł lekko na okrąg, nie uciekając na żadną stronę. Pozostawił swoje kroki równe i spokojne, aż do momentu zmiany kierunku. Wówczas zatrzymał się i zwrócił głowę w stronę Mii, stawiając przy tym przyjaźnie uszy. Wbrew pozorom nie był tak zły jak mogło wydawać się na początku, czemu dał dowód lekko wyciągając łeb w jej kierunku i dmuchając powietrzem w stronę wyciągniętej do lonży dłoni. Niemniej pozwolił się przepiąć, po czym ruszył w przeciwnym kierunku stępem.
Mia - 2020-02-23, 19:28

Spodziewała się tego, że nieposłuszeństwo konia wynikało głównie z jego pokładów energii, a nie złośliwości, więc nie spowalniała go do stępa na siłę, częściowo pozwalając mu na chwilę takiego szaleństwa. Pochwaliła go jednak za ostateczne przejście, zwracając się do nieco ciepłym, przyjaznym tonem głosu. Lonżę traktowała głównie jako możliwość zapoznania się z jego chodami w nieco bardziej sprzyjających warunkach, ale jednocześnie chciała zagwarantować zwierzęciu potrzebną dawkę ruchu. Uśmiechnęła się promiennie, kiedy wyciągnął w jej stronę głowę i dmuchnął w nią ciepłym powietrzem, przez co pomiziała go po pysku po tym, jak już przepięła lonżę.
W stępie na drugą stronę jej zachowanie niewiele się zmieniło. Postępowała wręcz schematycznie, najpierw prosząc konia tylko o aktywne kroczenie, a potem dołączając do tego inne ćwiczenia jak chociażby właśnie zmiany średnicy okręgu czy zatrzymania. Te drugie wprowadziła regularniej, chcąc wyćwiczyć u niego karność mimo drzemiącej w nim energii. Widziała, że ogier sam z siebie podstawiał zad i szedł w rozluźnieniu, więc nic nie stało na przeszkodzie do tego, żeby wkrótce mógł przejść do kłusa. W nim sytuacja miała się wręcz identycznie, z tymże Mia zaczęła dokładać przejścia, chcąc wyczulić konia na swoje polecenia. Gdy prosiła o przejście w dół, mówiła spokojniejszym tonem i analogicznie - chcąc, aby przyspieszył, prosiła go o to żywiej. Na kłus poświęciła kilka dobrych minut, w trakcie których wdrożyła też parę drobnych podejść do wyciągnięć kroku, po czym znowu go zatrzymała i zmieniła kierunek, powtarzając to samo na drugą stronę.

Decembrist - 2020-02-24, 08:48

Bez użycia łydek dość ciężko było osiągnąć prawidłowe wykonanie niektórych, proponowanych przez dziewczynę ćwiczeń, ale na szczęście trafiła na dość chętnego do współpracy konia. Zrwócił wewnętrzne ucho w jej stronę wkładając w pracę całą swoją energię. Znów bawił się własnym ruchem ewidentnie angażując zad, wchodząc w kadencję i idąc dokładnie tak samo jak w terenie - jak czołg. Nie skracał się wprawdzie przed przejściami, bo i nie miał na sobie niczego ani nikogo co mogłoby go do tego zachęcić, a sam na to zwyczajnie nie wpadł, ale z całą pewnością pozostał karny i posłuszny. Tak samo sprawa miała się z przejściami do kłusa wyciągniętego, kiedy w pierwszym odruchu ruszył galopem przyjmując, że właśnie o to prosiła, ale wystarczyło kilkakrotnie zatrzymać go do kłusa i ponaglić raz jeszcze, by za którymś razem pojął co miała na myśli. Ostatecznie poszerzył wykrok bardzo wyraźnie, mocno wchodząc zadnimi nogami pod kłodę i wyrzucając przed siebie przody. Nie było to prawdzie aż tak zjawiskowe jak na treningach, kiedy jeździec pilnował wszystkiego, ale z całą pewnością było widać pełną swobodę i możliwości ogiera. W tym miejscu należało mieć jednak na uwadze, że musiał wykonywać ów ćwiczenie na całej długości lonży, bo wyrzucając nogi w ten sposób miał szansę bardzo mocno się ponaciągać i kontuzjować. To samo dotyczyło drugiej strony, kiedy lekkie ograniczenia występujące w jego ciele zaczynały brać górę. Na gorszą stronę zawsze było mu ciężej, ale nie znaczyło to wcale że zrezygnował ze starań.
Mia - 2020-02-24, 15:33

Liczyła się z tym, że przy takim treningu nie była jeszcze w stanie wycisnąć z Decembrista wszystkiego, co by chciała, ale dzięki temu miała lepszy pogląd na jego "naturalny" chód, gdzie nie było dużej ingerencji jeźdźca, który mógł jednak zmienić wiele. Ciemnogniady radził sobie teraz całkiem nieźle, nawet jeśli niektóre ćwiczenia nie wychodziły im za pierwszym razem. Byli w końcu jeszcze obcy sobie i takie nieporozumienia były na porządku dziennym. Gdy więc zagalopował zamiast wyciągnąć krok, spokojnym tonem głosu i przesunięciem się w kierunku jego łopatki zwolniła go do kłusa, ponawiając prośbę o to samo ćwiczenie. Gdy w końcu załapał, o co jej chodziło, uśmiechnęła się szeroko i pochwaliła go. Nie wymagała od niego żadnych mocnych wyciągnięć, a co najwyżej widocznego poszerzenia ram, ale jeśli przy tych pokładach energii miał taką potrzebę, nie powstrzymywała go. Zauważyła, że miał problem z drugą stroną, co odnotowała sobie w myślach na najbliższy trening z siodła, bo teraz niewiele mogła zrobić.
Była mimo wszystko z niego zadowolona, o czym ciągle mu mówiła, chociaż nie chciała go przytłoczyć swoim głosem, więc nie trajkotała jak najęta, co było do niej dość niepodobne :lol: ale świadczyło o jej skupieniu na pracy. Nareszcie poprosiła go o przejście do galopu, w którym kilka pierwszych okrążeń dała mu się wyszaleć i nie wnikała w tempo jego chodu. Dopiero po jednym czy dwóch takich okrążeniach zaczęła go uspokajać, a także zajmować innymi ćwiczeniami. Jeśli nadal pędził nieco za szybko, prowadziła go po mniejszym okręgu, gdzie trudniej było mu nabrać większych prędkości, a także wdrażała więcej przejść oraz zatrzymań. To samo powtórzyła także na drugą stronę, do wyciągnięć wprowadzając też nieśmiałe próby skrócenia, które nie powinny stanowić dla niego większego problemu z podstawionym zadem. W pewnym momencie zwolniła go do kłusa, z którego stopniowo przeszła do stępa, a w końcu stój i zwijając lonżę, podeszła do niego, celem przepięcia lonży oraz zainstalowania wypięcia, a także poczęstowania go cukierkiem. Zrobiła to na razie dość luźno, chcąc sprawdzić reakcję zwierzęcia, ale w jego przypadku nawet gogue nie powinien sprawić większego problemu czy dyskomfortu. Chciała podbudować jego mięśnie grzbietu, a nie zmuszać do noszenia głowy w niższym ustawieniu, co jemu przychodziło z łatwością. Pierwsze metry przeszła z nim w ręku, woląc być przy nim, żeby w razie czego móc zadziałać.

Decembrist - 2020-02-26, 19:19

Szedł w pełni rozluźniony, cały czas odwracając wewnętrzne ucho w stronę Mii. Mogłoby się wydawać, że koń o jego charakterze nie będzie zwracał uwagi na pochwały, ale jak zapewne szybko zauważyła, nic z tych rzeczy. Na miły głos dziewczyny za każdym razem reagował entuzjazmem, aż nazbyt chętnie wyciągając krok i podstawiając tylne nogi daleko pod kłodę. Zaokrąglił przy tym grzbiet, rytmicznie parskając przy każdym wypuszczeniu powietrza. Dopiero poproszony do galopu ruszył przed siebie dość mocnym tempem, radośnie podrzucając zad co kilka foul. Były to dość śmieszne, niewysokie baranki, przypominające bardziej nieudane bryknięcia niż rzeczy, które faktycznie mogłyby zagrozić człowiekowi podczas jazdy. Dopiero po chwili przestał, cały czas napierając do przodu mocnym, szybkim tempem. W pierwszej chwili nie zareagował nawet na prośbę o zwolnienie, dopiero po wejściu na mniejszy okrąg zaczynając odczuwać lekki dyskomfort podczas zbyt dużego tempa. Całkiem instynktownie zwolnił, znów szukając autorytetu w stojącej na środku dziewczynie. Ponownie zwrócił ucho w jej stronę, wyciągnął czerep w dół i przeszedł do spokojnego, rytmicznego galopu. W tym stanie był już gotów posłuchać prośby o zwolnienie, toteż przy każdej prośbie o przejścia faktycznie reagował, zatrzymując się na sygnał. Naturalnie zatrzymania na kole miały wzbudzić jedynie jego posłuszeństwo i nie mogły być uznane za całkiem prawidłowe, kiedy na łuku nie miał szans się wyprostować, ale z całą pewnością bardzo się starał. Czasami sam z siebie prostował się do zatrzymania, nieco schodząc z łuku, ale w tym przypadku nikt nie powinien mieć mu tego za złe. Tak samo reagował na drugą stronę, faktycznie w prawo wyginając się z trochę większym oporem. Nie rzutowało to wprawdzie na poprawność wykonywanych ćwiczeń, ale mimo wszystko potrzebował odrobinę więcej pracy, by rozgrzać się i rozciągnąć jak najlepiej. Ostatecznie przy kolejnym ćwiczeniu - skróceniach i (zapewne) lekkich wydłużeniach, znów nie do końca rozumiał o co jej chodzi. Ponaglany zazwyczaj przechodził do galopu, cały czas pozostając na etapie przejść, natomiast uspokajany przechodził do kłusa. Nie była to do końca jego wina, a jedynie braku zrozumienia oczekiwań dziewczyny. Ostatecznie jednak zatrzymał się, przyjął cukierka trochę łapczywie, po czym grzecznie pozwolił podpiąć sobie patent. Znał go już wcześniej dlatego, posłusznie ruszył obok Mii, a jako, że gouge raczej nie ograniczał działania na boki, co chwilę oglądał się na nią w nadziei na kolejnego cuksa :lol2:
Mia - 2020-02-26, 20:46

Raczej spodziewała się tego, że wypięcie nie będzie obce dla konia na tym poziomie wyszkolenia, niemniej wolała pozostać ostrożna, bo ile koni, tyle przypadków reakcji na coś takiego. Niemniej Decembrist nie wykazywał żadnych negatywnych zachowań po zapięciu gogue, a nawet zaczął dopraszać się o kolejne smakołyki, wywołując u Mii krótki śmiech.
- Jeszcze trochę i będziesz wyglądał jak beczka - nie dała się przekupić na jego maślane oczka, chociaż ją samą przez to aż serduszko rozbolało. :lol: Zaraz zajęła go jednak kolejnymi ćwiczeniami, gdy wróciła na środek lonżownika i odesłała go na koło, nie mając już większych wątpliwości, czy nie zareaguje źle na patent. Po chwili poprosiła go jednak o kłus, tym razem wchodząc w tryb pracy. Tworząc z lonży i bata trójkąt zamknięty gniadoszem, od którego wymagała aktywnego, równego kroku, odpowiednio manipulując swoim głosem oraz lonżą w tym celu. Starała się też nie stać w miejscu, a samej zataczać małe koło tak, aby koń za nią podążał przy jednoczesnym zachowaniu stałej średnicy okręgu. Dbała także o to, aby lonża pozostawała napięta i dawała kontakt z jego pyskiem, co prawda dość delikatny. Dawało to jej jednak podstawę do tego, żeby półparadą uprzedzić go przed kolejnym przejściem do skrócenia oraz wyciągnięcia, zachowując równomierność w ich ilości tak, żeby przypadkiem nie przeciążyć jego stawów zbyt dużą ilością skróceń, które były bardziej obciążające. Miał to być raczej lekki trening, który za zadanie miał zgubić nadmiar jego energii. Nie zabrakło także przejść, które miały mu to urozmaicić i nie dać mu powodów do znudzenia.

Decembrist - 2020-02-27, 10:34

Nieszczególnie przejął się perspektywą bycia grubym, cały czas delikatnie zahaczając ją nosem, by jednak podzieliła się chociaż jednym cukierkiem. Niemniej kiedy nie otrzymał nagrody, od razu wyszedł na koło, pozwalając jej wprowadzić się w tryb konkretniejszej pracy. Wystarczyło jedno cmoknięcie, by od razu ruszył kłusem. Gouge ściągał jego łeb w dół, a jako, że Decembrist był dosyć plastyczny, od razu zszedł posłusznie niżej, bardzo wyraźnie podnosząc grzbiet. Zaokrąglił się konkretnie i jeszcze dłuższą chwilę pozostawał w równym, niezmiennym tempie, angażując przy tym do pracy zad. Niemniej znów musiała pokazać mu czego oczekuje zwalniając go, konsekwentnymi prośbami o przejście do kłusa, kiedy ruszał galopem na prośby o wydłużenie kroku. Kiedy wreszcie pojął co miała na myśli, faktycznie poddawał się jej woli bardzo grzecznie reagując na niemal wszystkie polecenia. Tym razem nie był już skory do bryknięć, ale należało wspomnieć, że patent nieco uniemożliwił mu zrobienie z potylicy najwyższego punktu w ciele. Niesienie głowy w górze było po prostu nieszczególnie wygodne, dlatego po prostu szedł równo, wyciągając się na tyle, ile mógł z głową w dole. To samo dotyczyło przejść, w których nawet nie próbował podnosić szyi, co akurat w tym przypadku doprowadziło do przeżuwania wędzidła i większego rozluźnienia.
Mia - 2020-02-27, 20:59

Chociaż dalej dochodziło między nimi do nieporozumień, wynikających zwyczajnie z tego, że dopiero się poznawali, to była z niego zadowolona, o czym też dawała mu ciągle znać, chwaląc za prawidłowo wykonywane ćwiczenia. Przy następnej zmianie kierunku nawet dała mu tego upragnionego cukierka, klepiąc też po szyi i dając chwilę, żeby uporał się ze smakołykiem zanim wróciła go na okrąg i ponowiła te same ćwiczenia. Zwracała uwagę na podobne szczegóły, co poprzednio, tak więc przede wszystkim to, żeby koń czuł się komfortowo w wypięciu, tym bardziej, że poruszał się teraz na swoją gorszą stronę. Wiedziała, że lonża nie należała do najciekawszych form pracy, ale w niektórych okolicznościach nie miała innego wyboru, a teraz miała przynajmniej dobry pogląd na jego zachowanie z ziemi.
W galopie ćwiczenia nie różniły się znacząco od tych w kłusie - poza przejściami w obrębie jednego chodu, prosiła go też o powrót w kłus czy stęp, manewrując także długością lonży, żeby albo przesuwać go bliżej siebie i skłaniać do większego wygięcia, albo odsyłać dalej i umożliwiając swobodniejszy ruch. Bat jako przedłużenie jej ręki miał jej służyć do poprawiania bardziej widocznych błędów czy dopasowywania prędkości. Chcąc, aby przyspieszył, lekko unosiła jego końcówkę za zadem konia, łącząc to z odpowiednią komendą głosową. W galopie na drugą nogę miało im to łatwiej przyjść, szczególnie, że zdawali się coraz lepiej rozumieć, choć oczywiście była przed nimi jeszcze dużo pracy. Ostatecznie Mia zatrzymała ciemnogniadego i podeszła do niego raz jeszcze. Odpięła wypięcie, nie chcąc go zbyt przemęczać na nim. Na koniec treningu miała jeszcze parę innych ćwiczeń, do których nie było zresztą potrzebne. Bat póki co odłożyła, opierając o ścianę hali i upewniając się, że nie upadnie i przypadkiem nie spłoszy konia. Decembrista natomiast posłała znowu na koło, teraz dbając bardziej o jego średnicę, żeby odpowiadała dziesięciometrowej wolcie.

Decembrist - 2020-02-28, 13:00

Za smakołyki był w stanie wybaczyć chyba wszystko dlatego z dużą chęcią przyjął kolejnego cukierka, którego przegryzł dość szybko i jeszcze zanim go przepięła nastawił na nią uszy wpychając chrapy między jej dłonie. Mógłby tak całe życie jako zwierzę dość łapczywe i skore do zjedzenia niemalże wszystkiego, ale jak kazała wrócić do pracy - wrócił. Można by było nawet posunąć się do stwierdzenia, że robił to w sposób dość spokojny i elastyczny, choć było mu po prostu ciężej wyginać się i podstawiać zad. Na szczęście koło było raczej duże, dlatego świadom już wcześniejszych wymagań, starał się pracować dokładnie tak, jak na swoją lepszą stronę. Naturalnie w galopie miał lekką tendencję do gonienia kiedy prosiła go o aktywniejsze tempo, ale gouge nie pozwalał na zbyt duże rozwijanie prędkości. Cały czas szukając oparcia na wędzidle w końcu doszedł do tego, że powinien się trochę bardziej wyciągać i skracać, rozluźniając się kiedy już pojął jak miał działać trening. Na ogół stresował się i denerwował kiedy czegoś nie rozumiał, co jak wiadomo miało swoje wady i zalety. Z jednej strony starał się wykonać wszystko perfekcyjnie, a z drugiej właśnie to skłaniało go do brykania. Na szczęście ani na jedną ani na drugą stronę nie wpadł na ten pomysł oszczędzając sobie i wypięciu nieprzyjemnych konsekwencji. Kiedy wreszcie je odpięła, wyciągnął zresztą czerep w górę jakby koniecznie musiał sprawdzić czy w otoczeniu nic się nie zmieniło, ale kiedy jednak nie miał o co się martwić, znów wszedł na koło dokładnie w taki sam sposób jak wcześniej z tą różnicą, ze odpuścił sobie bycie gwiazdą i nie wyciągał już kroków. Trochę się zmęczył :lol2:
Mia - 2020-02-28, 18:20

Tak żarłoczne konie dobrze sprawdzały siłę woli Mii, która często ulegała takiemu proszeniu o kolejne smakołyki, ale ostatnio zaczęła się bardziej pilnować, aby nie popełniać tych błędów. Dlatego jedynie uśmiechnęła się, gdy wepchnął miękkie chrapki w jej dłonie i pogłaskała go po nich, niestety z pustymi łapkami. Decembrist miał jednak zaraz mieć dobrą okazję do załapania kolejnych gratisów, bo Mia w planie miała wprowadzić nieco inne ćwiczenie. Najprawdopodobniej nie było dla niego obce, ale po takiej przerwie mógł o nim zapomnieć, więc była wyrozumiała. W każdym razie, prowadząc go po wspomnianym kole w stępie, z pomocą kolejnych półparad skupiła na sobie jego uwagę, która była jej teraz szczególnie potrzebna. W pewnym momencie ruszyła bowiem z miejsca po prostej linii w bok, utrzymując konia w poprzednim wygięciu. Nie było to łatwe zadanie przez wzgląd na spore ograniczenie jej pomocy, ale takie liźnięcie chodów bocznych było miłym urozmaiceniem dla tego treningu. Miała też na uwadze to, że koń za początku nie mógłby zrozumieć, o co jej chodziło, więc chwaliła go miło za każdy prawidłowo pokonany kroczek. Z pomocą lonży nadawała kierunek zwierzęciu, podążając za nim, a swoim ciałem skierowanym w kierunku jego łopatki prosiła o jej "wypchnięcie", z kolei drugą, wolną ręką pilnowała zadu, żeby poruszał się w tym samym tempie co łopatka. Gdy tylko wykonał ten pierwszy, prawidłowy krok, przerwała ćwiczenie i pochwaliła go, klepiąc po spoconej szyi.
Decembrist - 2020-02-28, 21:30

Posłusznie podążał obok Mii, cały czas skupiając się na działającym w jego pysku wędzidle. Zaokrąglając szyję przez chwilę zupełnie nie interesował się zadaniem i wygięciem, prostując się zaraz po wyjściu z okręgu. Dopiero kiedy zasygnalizowała mu pożądane ustawienie, lekko wygiął ciało, wciąż nieszczególnie rozumiejąc czego oczekiwała. Na szczęście pomagał mu dotyk Mii, która pomagając sobie drugą dłonią, pilnowała zadu i wygięcia. Dzięki temu w końcu skrzyżował nogi przypominając sobie, że kiedyś ktoś uczył go czegoś takiego jak chody boczne. Dzięki temu otrzymał kolejną nagrodę w postaci odpoczynku, co pozwoliło mu trochę lepiej zrozumieć działanie ćwiczenia oraz systemu nagród i kar. Na szczęście powiązał je ze sobą, dlatego jeśli zdecydowała się ponowić ćwiczenie już znacznie chętniej przeszedł krok w bok.
Mia - 2020-02-28, 23:56

Cierpliwie i wytrwale ponawiała prośby o pozostanie w wygięciu także po wyjściu z okręgu, szczęśliwie nie natrafiwszy na upartego czy nieumiejętnego konia. Dlatego też wkrótce dotarli do porozumienia, a ten pierwszy kroczek w odpowiednim ustawieniu niesamowicie ją ucieszył, co dała mu odczuć. Zachęcona jego pojętnością, ponowiła to samo ćwiczenie, najpierw prosząc też tylko o jeden-dwa kroczki, a potem zwiększając trochę ich ilość, ale raczej nie przesadzając. Przede wszystkim lonżownik mocno ograniczał jej możliwości, bo nie dość, że był dość mały, to także brak prostych linii w postaci ścian nie dawał jej dobrych punktów odniesienia. Chciała jednak tylko przypomnieć zwierzęciu o istnieniu takiego elementu jak właśnie chody boczne. Kiedy udało im się podejść praktycznie do samego ogrodzenia, pochwaliła go entuzjastycznie i nagrodziła smaczkiem, po którym powtórzyła to samo na drugą stronę, najpewniej nie napotykając już takich problemów jak przy pierwszym podejściu. Po wszystkim pozostało jej tylko rozstępowanie konia, co jednak nie zajęło dużo czasu przez wzgląd na lekki charakter lonży. Kiedy ciemnogniady wysechł i odsapnął, zwinęła lonżę, zabrała pozostawiony bat i wyprowadziła go, kierując się do stajni przez łącznik.
/zt

Decembrist - 2020-03-02, 07:17

Od momentu, w którym pojął co miała na myśli dużo chętniej wyginał się i współpracował. Grzecznie poddawał się jej woli, sprytnie wychwytując drobne ruchy dłoni i bacika dzięki którym z coraz większą precyzją określał rodzaj oczekiwanego działania. Dzięki temu coraz chętniej krzyżował nogi, ostanie kroki wykonując nawet w całkiem sporym rozluźnieniu, o którym nie było mowy na samym początku. Przede wszystkim stres związany z niewiedzą nieco odpuścił, co natychmiast przełożyło się na mięśnie i wszystkie te partie ciała, które przez działanie psychiki usztywniły się przy "nowym" elemencie. Ostatecznie udało im się dojść do naprawdę zadowalających efektów mimo krótkiego czasu poświęconego na trening. Do stajni zszedł wystarczająco rozstępowany na obie strony, choć już na etapie łącznika zaczął rżeć i ciągnąć Mię w stronę koni.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group