To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Elizabeth White - 2015-10-26, 21:26

Upewniwszy się, że droga wolna, u boku swojego wałaszka weszła na halę. Jak to zwykle bywało Orchard był przepełniony trenującymi parami. Tutaj również nie byli sami, aczkolwiek budynek był na tyle duży, że spokojnie wszyscy mogli się pomieścić.
Zaprowadziła go na linię środkową, na której zatrzymali się by dokonać ostatnich poprawek przy sprzęcie. El dopięła popręg, opuściła podwinięte strzemiona, a na dłonie odziała skórzane, nieco zmęczone życiem rękawiczki. Dzierżąc w dłoni bat ujeżdżeniowy zebrała na wysokości przedniego łęku wodze i z łatwością wspięła się na grzbiet andaluzytana. O ile nie drgnął podczas tych czynności, poklepała go po umięśnionej szyi i poprawiła się w siodle. Bez pośpiechu wyprostowała sobie wodzę, po czym przyłożyła do boków konia łydki, prosząc go tym samym o stęp. Bat którego zabrała ze sobą był jedynie do korygowania nieposłuszeństwa, o ile Maślany szedł bezproblemowo, brunetka nie zamierzała go używać.
Od samego początku poprosiła Profesora o aktywne tempo, oddając mu przy tym wodze. Miał czas żeby troszkę się rozluźnić, porozciągać szyję i rozruszać zastane mięśnie. Swoją drogą jej masaż kręgosłupa też nie wadził, toteż delektowała się chwilą, bujając się delikatnie w rytm kroków konia.

Devon Heir - 2015-10-27, 18:50

Nieparzystokopytny kroczył na wysokości ramienia dziewczyny, bacznie się przy tym rozglądając i pochłaniając unoszące się w okolicy zapachy. Co jakiś czas szturchał zaczepnie ramię brunetki, chcąc zwrócić na siebie większą część jej uwagi. Jednak gdy pojawili się na hali owe zaczepki zaniknęły w mgnieniu oka. Wyprostował się i postawiwszy uszy na sztorc, zmierzył uważnym spojrzeniem ćwiczącą parę. Parsknął przeciągle jakby na powitanie karego, a chwilę potem zawędrował za Elizabeth.
Przystanął w wyznaczonym miejscu. Ciekawym wzrokiem łypnął na właścicielkę, wprowadzającą ostatnie poprawki w jego osprzęcie. Spiął się delikatnie, gdy dziewczyna zasiadała w siodle, lecz nie przemieszczał się ani nie drgał zbyt mocno, więc pochwała była jak najbardziej na miejscu. Strzelił jasnym ogonem o nieco ciemniejszy bok w chwili, w której Kanadyjka poprosiła go o ruszenie, przykładając do jego boków łydki. Mimo ogromnych pokładów energii wałach zachowywał całkowity spokój i nie wyrywał się do przodu, a pierwsze swe kroki stawił rozważnie.
Izabelowaty już na wstępnie obrał dość aktywne tempo. Raczej nie było mowy o ociąganiu, gdyż miał zbyt wielkie chęci do pracy i zbyt dużo pozytywnej energii do spożytkowania. Naturalnie wyciągnął swój łepek do wygodniej dla niego wysokości, jednocześnie odrobinę rozciągając zastane mięśnie głównie szyi.

Elizabeth White - 2015-10-27, 20:52

Zdawała sobie sprawę z tego, że Devon przez jej nieobecność dużo stał i przez ten czas nagromadził energię. Dzisiaj chciała przeprowadzić raczej luźny trening, podczas którego koniowaty będzie miał okazję się wybiegać i poprzypominać sobie wszelakie polecenia. Nie ukrywała jednak że wkrótce zamierzała wziąć dupę w troki i zabrać się za bardziej ambitną pracę. Chciała przygotować koniowatego m.in do startów w zawodach no i oczywiście podnieść poziom jego umiejętności.
Nie zamierzała nudzić koniowatego w stępie, toteż już po dłuższej chwili pozbierała trochę konia. Ruszenia do kłusa poprzedziła półparadą chcąc skupić na sobie uwagę wałaszka i dopiero wtedy poprosiła go o przyspieszenie. Od samego początku zadbała o ustawienie odpowiedniego tempa. Jeżeli Izabelowaty leciał za szybko (co było możliwe zważając na jego dzisiejsze ożywienie), mocniej akcentowała anglezowanie chcąc by wpasował się w jej rytm. Jeżeli jednak wlekł się zbyt wolno (czego raczej nie obstawiała) podgoniła go łydką. Początkowo przekłusowali sobie luźne okrążenie podczas którego El nie zwracała uwagi na ustawienie konia i jakość kłusa. Dopiero później zaczęła pracować na ręce, chcąc by koniowaty ładnie się zebrał, podstawił zad, zszedł z łebkiem w dół i doszedł do wędzidła. Miała nadzieję, że Maślany nie zapomniał jeszcze z czym to się je i bez problemu wykona jej polecenie.

Nadya - 2015-10-28, 17:03

Jim Beam Rye napisał/a:
...


Oczywiście wsiadła z prawej strony, chcąc aby Jim miał ją w zasięgu wzroku tak długo jak to tylko możliwe. Wcale też się nie zdziwiła widząc u niego niezbyt efektowny i mało elastyczny krok. Zauważyła, że od wejścia na halę był nieco spięty, co też od razu spróbowała zmienić, bo w końcu chodziło o to, żeby oboje mieli jakieś korzyści ze wspólnej jazdy i czuli się komfortowo.
Gdy podczas drugiego okrążenia gniadosz kilkakrotnie gwałtownie się zatrzymywał, Bravo nie dekoncentrując się korygowała go i dawała łydkę by ruszył dalej. Starała się znaleźć właściwy punkt między subtelnymi a wyraźnymi i jednoznacznymi pomocami. Po przejściu do kłusa niestety usztywnienie ogiera było jeszcze bardziej widoczne, dlatego dwudziestodwulatka starała się rozluźnić konia. Po przejściu do kłusa wykonali po dwa okrążenia na każdą stronę, Nadya korygując oldenburga, w wypadku gdy znów nieoczekiwanie się zatrzymywał, nie pozwalała mu jednocześnie cofać się czy stawiać opór przed ruszeniem dalej, cały czas pracując nad właściwym dostosowaniem pomocy. Utrzymywała kontakt z Beamem, nie tylko poprzez wodze. Od czasu do czasu był to dodatkowy kontakt przez dotyk, czy też kilka słów skierowanych wyłącznie do dwunastolatka. Po czterech okrążeniach postanowiła dać Beamowi ciut ambitniejsze zadanie. Wybrała miejsce, w którym odbili na woltę, podczas której wspierała Jima przez szereg pomocy, pamiętając cały czas, że niejako musi być jego oczami Pochwaliła Jima jeśli bez większych trudności udało im się wyjechać woltę. Zrobili jeszcze kilka okrążeń z woltami i pół woltami. Nadya wolała się na razie nie bawić w kłus zebrany i wyciągnięty, biorąc pod uwagę usztywnienie konia, poza tym najpierw chciała go porządnie rozgrzać. W końcu poprosiła Jima o przejście do galopu, wcześniej robiąc pół paradę w celu dodatkowego skupienia. Po przejściu do galopu nie pozwoliła oldenburgowi na szarże, jeżeli miał taki kaprys, ale zwiększyła mu też luz na wodzach.
Zauważyła, że nie są już sami na hali, była ciekawa reakcji Jima na obecność innych ludzi i koni, przygotowana na to by uspokoić go w razie jakichś nerwowych reakcji, których wykluczyć nie mogła.

Nicol Illas - 2015-10-28, 23:09

El Dorado napisał/a:
[...]


Wiedział ze konie raczej ochoczo przechodzą w wyższe chody, ale wiadomo mógł mieć np. gorszy dzień, w końcu każdemu się zdarzało nie? Jednak nie zaprzątała sobie zbyt długo głowy przez chwilowy brak werwy w karoszu, zawsze mogło być gorzej :lol2: Początek poniekąd taki miał być, koń miał się rozgrzewać stopniowo w każdym chodzie, a nie od razu na pełnych obrotach, krzywda wtedy murowana. Starała się wysyłać mu czytelne oraz jasne sygnały, w razie nie porozumień, błędów, korygowali je na spokojnie, bez siłowania się czy innych podobnych, szli na kompromis co było najlepsze. Ona starała się dawać mu poczucie bezpieczeństwa by on ufał jej czynną, kiedy przejechali przez drągi bez błędu pochwaliła głosem oraz pogłaskaniem krótkim ale jednak konia po szyi, kolejno w zamkniętych pomocach poprowadziła go na kopertę by w odpowiednim miejscu dać łydkę do wybicia, podnieść się w siodle, wyciągnąć nadgarstki i złożyć z nim do lotu, jak im się udało pochwaliła go po raz drugi. Zakręcili dość ciasne ale nie bardzo koło tak by najechać dalej w kłusie na drągi z tym że na druga nogę, powtórzyli drągi i ćwiczenie właśnie na drugą nogę po czym zwolniła z nim do stępa i do stój, częstując talarkiem marchwii. Po jej zjedzeniu udali się na ślad pod ścianę w stępie, po kilku krokach przejście do kłusa i ostatecznie galopu.

Jim Beam Rye - 2015-11-02, 15:18

Nadya napisał/a:
...



W kłusie nie zdarzało mi się nieoczekiwanie zatrzymywać. Bardziej prawdopodobne było okazanie skłonności do ponoszenia, co jednak nie wystąpiło. Swoją drogą w moim wykonaniu nie było to niebezpieczne - nigdy nie uciekałem na oślep, zobojętniony na jeźdźca. Moje ponoszenie polegało na zrobieniu paru kroków galopem i równie szybkim zatrzymaniu, co najwyżej budziło zamieszanie pośród innych koni, ale w gruncie rzeczy nikomu nie szkodziło. Co istotne, zdarzało mi się to bardzo okazjonalnie - byłem dość stabilny psychicznie, na tyle aby radzić sobie z tymi emocjami.
Wciąż byłem oporny jeżeli chodzi o pracowanie grzbietem i zadem. Pewna sztywność uparcie się mnie trzymała, aczkolwiek wreszcie oparłem się na zewnętrznej wodzy, nawiązując tym samym choćby nić porozumienia z Nadyą. Tu już prowadziło do powolnego odpuszczania w potylicy, ale jeździec musiał być bardzo ostrożny - byle niepożądane przez ogiera, nawet przypadkowe użycie ręki skutkowało natychmiastowym "odbiciem" się od wędzidła. Nie wybaczałem błędów, na pewno nie nowym, nieznanym jeźdźcom. Do tego, który często ze mną pracował, byłem w stanie przywyknąć i nauczyć się odpowiadać na jego pomoce, nawet jeśli nie były do końca poprawne. Miałem też wrażenie, że stresuję niektórych jeźdźców. Skupiając się na otoczeniu sprawiałem wrażenie nieobecnego, co było dość niepokojące, bo świadczyło o niejakim braku kontroli nade mną. Nawet jeśli byłem grzeczny, to warto pamiętać, że wciąż byłem tylko koniem, który niekoniecznie pomyśli, zanim zrobi... Wracając; wchodząc na woltę skorzystałem z oparcia na zewnętrznej wodzy i wpisałem się w korytarz stworzony z pomocy, dość poprawnie wykonując figurę. Gdyby jednak Nadya zdecydowała się użyć wręcz nieco przerysowanych pomocy, byłoby nam zdecydowanie łatwiej, bo niechętnie dawałem się wyginać. Mogłem całą jazdę chodzić prosty jak dyszel i nie widzieć w tym niczego złego, ale to zadaniem jeźdźca było przekonanie mnie, że można to zrobić inaczej - przede wszystkim przyjemniej i wygodniej dla wszystkich. Nie byłem żadnym pracoholikiem i potrzebowałem odpowiedniej motywacji aby zacząć się starać. Nawet jeśli miałbym to odebrać jako upierdliwość ze strony jeźdźca, to z czasem na pewno by się to opłaciło. Nadya mogła się o tym przekonać konsekwentnie poprawiając jakość wolt. Z czasem mój chód nabrał sprężystości za sprawą rozluźniających się mięśni grzbietu. Tym samym wyżej podnosiłem nogi, nie powłócząc już nimi i nieco mocniej pchałem się zadem, jednocześnie odpuszczając w potylicy. Niekiedy przeżuwałem kiełzno, nieznacznie pieniąc się w kącikach warg. Praca na wolcie w moim przypadku była o wiele skuteczniejsza niż na prostych, gdzie... Rozkojarzałem się. Błyskawicznie. Oczywiście wyprostowanie było znaczącym elementem treningu, ale po rozgrzewce śmiało mogliśmy ograniczyć się do jazdy po mniejszym kole i to na nim szlifować poszczególne elementy, chociażby poprawę jakości chodów i przejść.
Przejście do galopu całkiem nieoczekiwanie rozbudziło mnie. Już po paru krokach wyraźnie przyspieszyłem, stawiając uszy na sztorc i jednocześnie unosząc łeb. Trudno było nazwać to kontrolowanym, równym galopem. Niemal od razu spotkałem się jednak ze sprzeciwem Nadyi, na co zareagowałem pociągnięciem łba w dół, co z kolei sprawiło, że kolejna foule galopu była bardzo wyniosła. Niemniej było mi daleko do brykania. W każdym razie reagowałem na jej wszelkie działania, choć najskuteczniejsze byłoby wprowadzenie mnie na woltę lub zamknięcie ręki i zablokowanie dosiadem, a więc przejście do kłusa. Miałem skłonność do lekceważenia półparad, co prawda zwalniałem chwilowo, lecz zaraz powracałem do poprzedniego tempa. Widocznie "rozgalopowanie" na dobry początek nie służyło mojej głowie, ale czemu się dziwić? Byłem zastany i żyłem w ciągłym stresie, więc nic dziwnego, że odbijało mi w momencie gdy podczas biegu czułem skutek wytwarzających się endorfin. Na przykład na padoku przez pierwsze parę minut kopałem w powietrze, głośno przy tym kwicząc.
Jeżeli chodzi o pojawienie się innych koni na hali, to na ich widok momentalnie przeszedłem do kłusa. Jeśli Nadya od razu wznowiła galop, lekko kuląc uszy ponownie ruszyłem wyższym chodem, wciąż jednak będąc zaoferowanym innymi końmi. Jeśli jednak pozwoliła mi zwolnić, a nawet zatrzymać się do stępa, abym się napatrzył i uspokoił, to też było dobrze ~ zafurkotałem parokrotnie chrapami i czując się nieco pewniej w towarzystwie 'stada', nie zwracałem już tak uwagi na straszaki z otoczenia.

/ nie zauważyłam postu :C

El Dorado - 2015-11-03, 15:54

Nicol Illas napisał/a:


Wiedział ze konie raczej ochoczo przechodzą w wyższe chody, ale wiadomo mógł mieć np. gorszy dzień, w końcu każdemu się zdarzało nie? Jednak nie zaprzątała sobie zbyt długo głowy przez chwilowy brak werwy w karoszu, zawsze mogło być gorzej :lol2: Początek poniekąd taki miał być, koń miał się rozgrzewać stopniowo w każdym chodzie, a nie od razu na pełnych obrotach, krzywda wtedy murowana. Starała się wysyłać mu czytelne oraz jasne sygnały, w razie nie porozumień, błędów, korygowali je na spokojnie, bez siłowania się czy innych podobnych, szli na kompromis co było najlepsze. Ona starała się dawać mu poczucie bezpieczeństwa by on ufał jej czynną, kiedy przejechali przez drągi bez błędu pochwaliła głosem oraz pogłaskaniem krótkim ale jednak konia po szyi, kolejno w zamkniętych pomocach poprowadziła go na kopertę by w odpowiednim miejscu dać łydkę do wybicia, podnieść się w siodle, wyciągnąć nadgarstki i złożyć z nim do lotu, jak im się udało pochwaliła go po raz drugi. Zakręcili dość ciasne ale nie bardzo koło tak by najechać dalej w kłusie na drągi z tym że na druga nogę, powtórzyli drągi i ćwiczenie właśnie na drugą nogę po czym zwolniła z nim do stępa i do stój, częstując talarkiem marchwii. Po jej zjedzeniu udali się na ślad pod ścianę w stępie, po kilku krokach przejście do kłusa i ostatecznie galopu.


Po drągach skierował się od razu na znajdującą się niedaleko kopertę. Korzystając pomocy dziewczyny wybił się w odpowiednim miejscu przed przeszkodą i pokonał ją bez większych problemów. Parsknął cicho na pochwałę, po czym wykonał ciasne koło w kłusie. Nie zwalniając ani nie przyspieszając ponownie najechał na drągi, unosząc wysoko nogi i stawiając je dokładnie między nimi. Po ich przejściu zwolnił do stępa, a ostatecznie zatrzymał się i odwrócił łeb w kierunku wystawionego do niego talarka. Zwinął go szybko z jej dłoni i przemielił. Zastrzygł uchem, gdy na hali pojawił się inny koń i na moment mu się przyglądał. Parsknął głucho i potrząsnął łbem, mieląc jeszcze w pysku to co zostało z talarka. Po tym małym postoju stępem ruszył na ścianę, gdzie przyspieszył do kłusa, a w narożniku do galopu na prawidłową nogę.

Jessie - 2015-11-08, 12:57

Zanim weszła na halę, poinformowała o swoim zamiarze wszystkich trenujących. Rabanna wciąż była dla Jess stosunkowo nowym koniem, więc towarzystwo innych par było delikatnym utrudnieniem; nie wiedziała, czego do końca może się spodziewać po klaczy, ale... Kiedyś trzeba spróbować, prawda? Musiała się oswoić z takim klimatem.
Reszta będzie musiała im wybaczyć, jako że brunetka zaplanowała na dziś trening skokowy dla swojej podopiecznej. Podczas gdy dosiadała jej grzbietu, luzak zajął się już ustawieniem potrzebnych na dziś drągów i przeszkód, których było naprawdę niewiele. Na skakanie całych parkurów jeszcze przyjdzie czas.
Póki co stępowała na luźnej wodzy, prowadząc klacz w łydkach oraz dosiadem, ustępując miejsca pozostałym parom, które etap początkowego stępa miały już za sobą. Po paru minutach takiego marszowego kroku w obie strony, skróciła wodze trzymając kontakt i zaczęła wyginać Rabannę jazdą po kole, póki co w niskim ustawieniu, dając czas jej mięśniom na odpowiednie rozgrzanie się.

Sexy Ruby - 2015-11-08, 19:31

Klacz była koniem, który rozpraszał się bardzo szybko, kiedy nie było się w stanie odpowiednio jej zainteresować swoją osobą. Jeżeli jeździec wiedział jak ją podejść i prowadził ją mocną ręką, to podobne zagrania ze strony rudej praktyczne nie miały miejsca. Lecz na to wpływało jeszcze kilka innych czynników, jednym z nich był humor klaczy w dany dniu, a jak wiadomo kobieta jest zmienna.
Po wejściu na halę Rabanna omiotła cały dobytek bystrym wzrokiem, jej uwadze nie umknęły również ćwiczące już pary, na które łypnęła jedynie przelotnie, myślami prędko wracając do swojej właścicielki. Nie planowała nadwyrężać cierpliwości dziewczyny, a przynajmniej nie na samym początku treningu. Na wygłupy i zaczepki przyjdzie jeszcze odpowiednia pora. Strzygąc uchem obiła wyczesanym ogonem o rudy bok. Miała w sobie spore pokłady energii, co było widać na pierwszy rzut oka; każdy ruch klaczy był bardo energiczny, nie myło mowy o żadnych ociąganiach. Tempo rudej również było bardzo aktywne, acz wciąż mieszczące się w odpowiednich granicach. Podczas krążenia kobyła opuściła łeb do wygodniej wysokości, ślepiami tylko co jakiś czas zerkając w stronę pozostałych par. Początkowo zachowanie Rabanny było całkiem zadowalające, acz po kolejnych kilku okrążeniach coraz bardziej zaczęła zwracać na siebe uwagę - nie przestała tego robić nawet przy wjeździe na koło i podczas samego ruchu w tej samej kombinacji. Z początku nawet wygięcia nie były poprawne, wyginała swoją szyję w przesadny łuk, zaś reszta jej ciała w ogóle nie poddała się pomocom Jessie. Dopiero po próbie ogarnięcia klaczy, ta skupiła się bardziej i zaangażowała, w dalszej części wykonując już ćwiczenie poprawnie.

Nadya - 2015-11-08, 20:40

Kiedy podczas tego dość kulawego galopu, którego efektywność starała się poprawić, Jim dość nieoczekiwanie przeszedł do kłusa po pojawieniu się kolejnej pary na hali, Nadya nie przyśpieszała go z powrotem do galopu, natomiast pozwoliła mu zwolnić do stępa i przyjrzeć się innym parom.
Gdy już przyzwyczaił się do innych koni nie przywróciła go do galopu, ale zostawiła w stępie. Pokonali kolejne dwa okrążenia na dość luźnej wodzy, Nadya wciąż dostosowując pomoce, tak aby na Jima Beama zadziałały najlepiej. Zwracała szczególną uwagę na to czy gniady znów nie jest sztywny, nie przechodząc do następnego elementu dopóki nie doszli do porozumienia w tym. Postanowiła poćwiczyć więcej figur, jako że poprzednio poszły im one całkiem nieźle, tymczasem stosując takie pomoce aby ogier chętniej się wyginał, cały czas starała się go zmotywować i przypominać o swojej obecności. Miała nadzieję, że nić porozumienia, którą nawiązali wcześniej nagle się nie urwie. Wykręcali figury o nieco mniejszych średnicach, a więc wymagających wiekszej czujności. Zakładając, że figury poszły im dość płynnie, dwudziestodwulatka wróciła z Rye'm na ślad powoli podbierając wodze i wchodząc z nim na kontakt. Jeżeli dwunastolatek nie chodził sztywny, rozluźnił się i odpuścił w potylicy postanowiła z nim spróbować wydłużania i skracania kroku, wspierając Jima przez szereg pomocy, które starała się jak najlepiej dopasować.
Jeżeli zaś ich wcześniejsze problemy powróciły, Rosjanka najpierw zajęła się ich rozwiązaniem, od czasu do czasu wchodząc z Jimem na woltę. Takie "łażenie w kółko" mogło być dla ogiera nudne, ale po pierwsze był trochę zastany, trzeba było go więc rozgrzać, po drugie jeżeli osiągną porozumienie miała zamiar urozmaicić mu trochę ten trening.

Nicol Illas - 2015-11-09, 21:48

El Dorado napisał/a:
[...]


Kobieta zamierzała nieco sprawdzić konia, choć ze słyszenia i z papierów słyszała o nim same dobre rzeczy - oby. Jak na razie nie miała względem ogiera żadnych zastrzeżeń, co się jej podobało, nieco miła odmiana po tych wszystkich dzikusach. Dobra praca + pochwała = pomału nawiązywanie więzi, mocnej więzi, wiedziała że nie od razu mur zbudowali, ale dążyła do najlepszego w ich relacji. Z jedną parą już pracowali, spojrzała również na drugą, widziała że to klacz więc postanowiła skupić konia do maxa co by nie wzięły nad nim górę hormony :lol2: Zadowolona była z efektywnego i aktywnego galopu oraz właściwej nogi, przejechali z dwa koła na prawą i lewą nogę, wykręcili kilka figur oraz przejść by w końcu dojść do setna ! Pokierowała go na pierwszą prawdziwą przeszkodę niską stacjonatę, zamkniętego w pomocach doprowadziła do końca by odesłać w fazę skoku i równo z nim wykonać wszystkie potrzebne w locie czynności, o ile im się udało pochwaliła go wykręcając średnio ciasne koło w lewo.

El Dorado - 2015-11-10, 13:33

Przegalopował tak po dwa koła na każdą stronę i wykonał figury w maksymalnym skupieniu, żeby nie wypaść nagle z rytmu. Dawno nie pracował w takiej grupce, nie licząc tych momentów na rozprężalniach, ale to już całkiem inna sprawa. Parsknął, strzygąc czujnie uszami. W figurach utrzymywał odpowiednie wygięcie, starając się jednocześnie, żeby to jakoś wyglądało. Taka gimnastyka na jego zastane kości była nie lada wyczynem, więc nie wszystko wychodziło mu perfekcyjnie.
Po wykonaniu figur został pokierowany na stacjonatę. Nadal żywo galopując wybił się tuż przed nią, podciągając przody pod siebie i wylądował. Przyjął pochwałę, by zaraz wykręcić koło w lewo.

Nicol Illas - 2015-11-14, 23:47

Była zadowolona z ich pracy, karosz to chyba spełnienie jej marzeń <3 Starała się skupiać ogiera maksymalnie na sobie i na tym co robi, nie karała go za to jak coś mu nie wychodziło, po prostu powtarzali w razie co. Tak czy siak pracowali na pełnych obrotach, oj tam zawsze mogło być gorzej nie? Ogier i tak spisywał się doskonale, a technika skoku, cud, miód i malina 8-) Druga stacjonata była stosunkowo blisko tej pierwszej zaraz po wyjeździe z zakrętu, przytrzymała nieco konia, zamykając go ponownie w pomocach i prostując na podobną tylko nie wiele wyższą stacjonatę od poprzedniej, sam skok oddali podobnie jak poprzedni. Po prostej pojechali kawał, a przed nimi pojawił się okser, coś nowego ale za pewne znanego karoszowi.
El Dorado - 2015-11-16, 16:42

Skierował się na drugą stacjonatę znajdującą się w stosunkowo bliskiej odległości. Dla niego to żadne wyzwanie, nawet jeśli była niewiele wyższa od poprzedniej. Wykonał kolejny czysty skok, kierując się teraz po prostej. Był skupiony na treningu i nie zwracał już uwagi na inne konie, chyba, że jakiś za blisko do niego podjechał. Wtedy jedynie kulił po sobie uszy i jechał dalej. Parsknął cicho, a na widok oksera nastawił uszu. Widywał już takie przeszkody, więc nie było to dla niego jakimś zaskoczeniem. Jedynie trochę przyspieszył, żeby na pewno oddać dobry skok i wybił się tuż przed przeszkodą. Wylądował i pogalopował dalej, trochę szybszym tempem.
Nicol Illas - 2015-11-20, 23:05

Kobieta była bardzo zadowolona z ich pracy <3 Nie pozwoliła mu tu właśnie na przyspieszenie, a stanowczo go przytrzymała, by oddał odpowiedni skok do przeszkody, na szczęście im się udało ewentualnie powtórzyli gdyby coś.

Pochwaliła ogiera solidnie po czym rozstępowała i zjechali do stajni z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group