To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Taylor - 2015-06-19, 22:58

Ku jej niezadowoleniu nagle pogoda się pogorszyła - na początku było podobnie, w środku przejazdu wszystko szło po jej myśli, a teraz nagle nadeszło to nieszczęsne oberwanie chmury, które nie tylko ich zwalniało, ale co gorsza - rozpraszało ciemnowłosą. Deszcz, który padał wprost na jej twarz utrudniał rozglądanie się za kolejnymi przeszkodami, co zwalczała opuszczaniem głowy - a to wiązało się z tym, że momentami galopowała mocno 'na wyczucie'. Mimo wszystko Taylor absolutnie nie miała zamiaru w takim momencie rezygnowac - jeszcze tylko 4 przeszkody i będą u celu. Dwudziesta czwarta przeszkoda to i tak był wspaniały wynik jak na pierwszy swój przejazd w crossie od dawna, w dodatku na zupełnie obcym koniu. W dystansie między numerami 24 i 25 poklepała Savera, a widząc (z lekkim trudem) pojawiającą się nieopodal stacjonatę, wyraźnie przytrzymała ogiera, o wiele bardziej, niż kilka chwil wcześniej: teraz podłoże wymagało dużo większej ostrożności, o ile nie chciceli zaliczyc wspaniałej i spektakularnej gleby. Znajdując się już w punkcie wyjścia poinformowała Savera o wybiciu, a następnie wyraźnie zaznaczyła cofnięcie się bioder i oddała sporą ilośc wodzy, delikatnie pochylając się nad lecącym koniem. Podobnie było z drugą, taką samą technicznie przeszkodą - Taylor lekko weszła w półsiad, dając ogierowi szansę na odnalezienie równowagi w locie i odpowiednie złożenie się, by na lądowaniu lekko przesunąc nogi do przodu i wycofac nieznacznie ramiona, ale nie uderzyc tyłkiem o grzbiet wierzchowca. Tym razem nie mieli do pokonania jakiegoś nadzwyczajnie długiego odcinka galopu, ale mimo wszystko Taylor odciążyła grzbiet ogiera, wiedząc, że w wypadku tak dużego zmęczenia konia było to po prostu dla niego dużo przyjemniejsze i ułatwiało przemieszczanie się jednym, stałym tempem. W razie gdyby samoistnie chciał przyspieszac delikatnie go przytrzymywała, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie stanowiło dla nich rozmokłe podłoże. Za dwudziestą siódmą przeszkodą ciemnowłosa nie musiała się za długo rozglądac - pojawiła się nagle, była imponująco duża i miała nietypowy wygląd. Natychmiastowo wróciła w siodło, decydując się na bliski najazd, a po skoku, w którym to złożyła się do lotu razem z koniem pozwalając Saverowi nieznacznie poszerzyc foulee, co miało ułatwic im dogalopowanie do kolejnej przeszkody, w tym wypadku - typowo crossowego szeregu. Wiadomo - woda, kwiatki, roślinki i dużo drewna. Znajdując się w linii prostej do pierwszego członu znów wróciła w siodło, wycofując lekko ramiona i czekając z odbiciem na konia, mając nadzieję, że będzie wiedział, co i jak powinien zaatakowac. Wiedząc, że po drugiej stronie czeka ich zeskok do wody, przygotowała się do tego, już w końcowej fazie lotu wysuwając nogi do przodu i odchylając się nieznacznie do tyłu, coby ułatwic Saverowi znalezienie równowagi w tej sytuacji. Gdy znaleźli się już w zbiorniku wodnym nie pozwalała mu zbytnio pędzic, bo wiedziała, że to pochłaniałoby zbyt wiele jego energii. Nadeszło zbawienie - ląd - a gdy tylko Taylor się na nim znalazła, delikatnie poprosiła hanowera o poszerzenie foulee, co zagwarantowało im bezbłędny skok przez drugi człon szeregu. Po wylądowaniu wznowiła teraz dużo spokojniejszy galop, z lekkim trudem rozglądając się za kolejną przeszkodą, jeszcze bardziej nietypową. A więc dojeżdżając do numeru dwudziestego ósmego na pewnych, stabilnych pomocach prowadziła konia, do samego skoku pilnując go i mając na uwadze to, że może miec opór przed skoczeniem owej przeszkody. Gdy szczęśliwie znaleźli się w powietrzu oddała mu wodze, wchodząc w półsiad nad baskilującym koniem i mimowolnie wzdychając z ulgą, bo to był typ przeszkody, której wręcz powinno się obawiac. Po wylądowaniu pozwoliła sobie zerknąc na swój zegarek crossowy, który informował ją, że prawdopodobnie przekroczą nieznacznie normę czasu. Zaraz jednak powróciła myślami do trasy, a mianowicie do ostatniego szeregu z wodą w roli głównej. Pewnie wjechała do wody, a korzystając z tego, że tam podłoże nie mogło się tak strasznie popsuc i zdeformowac, nadała nieco pewniejsze tempo. Najechała na pierwszą łódkę prostopadle, a gdy ją pokonali, ścięła zakręt, wyjeżdżając przed konstrukcję mostu i skacząc drugi człon na ukos, mając nadzieję, że to również pozwoli jej zaoszczędzic czas. Podobnie postąpiła z przeszkodami 31 jak i 32. Po wyjechaniu na upragnioną prostą pozwoliła Saverowi się rozpędzic - w granicach możliwości, bo podłoże ich nieco przed rozwinięciem pełnych prędkości powstrzymywało. Jej zadowolenie sięgało granic możliwości, gdy wraz z karym pokonali linię mety. Przeszła do kłusa, w tym chodzie zostając przed dobre kilka minut, a następnie do stępa, gdzie nagrodom i pochwałom nie było końca; zważywszy na to, że miała kolejnego konia, oddała Savera w ręce stajennego, który go rozstępował i odstawił do stajni, a sama ruszyła w stronę rozprężalni, gdzie już czekał nie kto inny, jak Kotlecik!
/zt.

Mia - 2015-06-20, 13:07

....Zaledwie parę metrów po tripplebarre musiała znowu przygotować konia na kolejną przeszkodę, która raczej nie powinna sprawić problemu siwkowi. Łydką poprosiła o odbicie, ewentualnie pozwalając nogami przeczesać żywopłot. Oddała mu stosowną ilość wodzy, żeby swobodnie wyciągnął szyję, samą zaś podążyła płynnie za jego ruchem. Wspomogła mu we wspinaczce na niski nasyp, odciążając zad i pozwalając mocniej wyciągnąć szyję. Będąc już na górze kontynuowała galop, ciągle trwając w półsiadzie. Przy identycznym żywopłocie oznaczonym jako osiemnasty wszystko wyglądało jak poprzednio - przytrzymała delikatnie ogiera, sama po odbiciu cofnęła lekko biodra i podązyła nadgarstkami za jego pyskiem.
....Na kolejnej długości pozwoliła Contendro rozwinąć taką prędkość, na jaką miał siły. Sama jedynie skróciła nieco prawą wodzę sugerując prostopadły najazd na szereg. Niestety przeliczyła się na tyle, że myśląc, że pierwszy człon jest dalej nie zdążyła idealnie naprostować holsztyna na stacjonowato podobne coś. Zaskutkowało to tym, że niestety oddali skok lekko po skosie. Na szczęście konstrukcja nie była zbliżona ani do wąskiego frontu czy innych trudniejszych przeszkód, wiec nie zahaczyli o nic. Problem był w tym, że dziewiętnastolatce nawet do głowy nie przyszłoby, że ogier znajdzie sobie siły, by po przeskoczeniu puścić się szybkim galopem. Nawet nie miała jak zareagować, a obawiając się, że skok może wyjść różnie, zmusiła się do wykręcenia drugiej już wolty. Uregulowała tempo, zatrzymując konia w pomocach i nie pozwalając na dalsze szarże, a zarazem też naprostowała bardziej na przeszkodę. Dzięki temu mogli bezpiecznie pokonać drugi człon idealnie mieszcząc się między dwiema chorągiewkami. Nie zaprzątała sobie głowy tym, że to była druga wolta i gdyby znowu była do tego zmuszona skończyłoby się to eliminacją. To mogła przeżyć, bardziej obawiała się reakcji właściciela Contendro, gdyby dostarczyła sześciolatka choćby zadrapanego.
....Po szeregu bardziej pilnowała już konia na tych kolejnych metrach, aby półparadą na końcu odcinka przypomnieć o swoim istnieniu i skupić jego uwagę na sobie. Pokonali już kilka wąskich frontów, więc i nad tym przefrunęli bezproblemowo, bo Mia lekko otrzeźwiała po ostatnim szeregu. Straciwszy lekko zaufanie do Niemca utrzymała go na kontakcie aż do oddania skoku, przy którym również nie straciła kontaktu - choć był słabszy to dalej był (ta składnia <3). Kolejna przeszkoda była chwilę potem, lecz przy tej musiała już się bardziej skupić, żeby nie pozwolić zahaczyć czymkolwiek o stałą konstrukcję. Utrzymała równe tempo, na 3 ostatnie foule siadając w siodło i wracając w półsiad dopiero po odbiciu. Przeskoczywszy front nagrodziła go za skok, a na jednym z dłuższych odcinków skontrolowała czas. Gdyby nie wcześniejsze wolty to szło im wręcz za dobrze, ale ledwo przejechali przeszkodę oznaczającą połowę, więc wiele mogło się zmienić. Na długości pozwoliła też siwemu wydłużyć krok, bo chyba to jej zostało - punktów karnych nie nadrobią. Odnalazła wzrokiem hyrdę, półparadą znowu przywracając CB na ziemię. Przeszkoda była dość wysoka, ale nie miała żadnego wymyślnego kształtu, dlatego nie sprawiła problemu parze. Skróciła krok parę foule przed dwudziestą drugą łydką znowu prosząc o odbicie. Cofnęła biodra, nadgarstki wyciągnęła do przodu umożliwiając sześciolatkowi gładki skok.
....Ze zdarzenia sprzed kilku minut wyciągnęła odpowiednie wnioski, przez które przyłożyła największą wagę do odmierzenia idealnie prostopadłej linii do Alei Zwycięstw. Tym razem nie napotkała kolejnego problemu, więc wzorowo przefrunęli nad dwudziestką trójką. Nieszczęśliwie znowu czekał ich dłuższy odcinek, a dziewiętnastolatka też opadała z sił, co dopiero Contendro? Co prawda miała już jeden przejazd za sobą, ale tutaj koń odgrywał większą rolę wysiłkową. Chyba nie będzie się zbliżać do skoków i crossu przez następne dwa miesiące, przydałyby się jakieś zawody ujeżdżeniowe. W każdym bądź razie zostało jeszcze kilka przeszkód, a Mia nie dawała odpuścić.
....Dalej ciągnąc ten koszmarny przejazd naprowadziła parę na skok w dal. Przed nim też dostosowała krok konia do wyzwania stawionego przed nim. Zamykając go w pomocach, posłała łydkę do odbicia, a tuż po oderwaniu przodów oddała mu wodze i przeszła w półsiad.

Sergei - 2015-06-20, 20:09

Podczas porządnej rozgrzewce Rus próbował zapoznać się z klaczą oraz dać jej okazję do przyzwyczajenia się do jego stylu jazdy. Następnie zatrzymał gdzieś z boku Petit, oglądając przyjazd jakiegoś ubłoconego zawodnika. Trochę dziwnie się czuł, jadąc na dość niskim (ze względu na jego wzrost, który przewyższał nieco całą kobyłę) wierzchowcu, jednak ponoć miał w sobie gen samobójcy, więc cóż... sprawdził sprzęt, z pomocą czyjejś luzaczki, po czym skierował gniadą w kierunku bramki startowej. Nieco mocniejszy kontakt z pyskiem, obciążenie grzbietu, by ta nie próbowała wyjść poza linię i dopiero w momencie usłyszenia dzwonka poluźnił wodze i mocniej przyłożył łydki, od razu przechodząc w półsiad, gdy tylko Petit ruszyła galopem. Odległość między a startem, a pierwszą przeszkodą rzadko była duża, a Rus dobrze wiedział, jak rozplanować cały cross. Na nadgarstku zapisał godzinę, która powinna być na zegarku, gdy będzie w połowie i obserwował parę przejazdów. Trzeba było przyznać, że dzisiejszy cross ewidentnie dawał w kość sporej ilości jeźdźców, przeszkody i podłoże było wymagające, tym bardziej ze względu na deszcz. Jednak on i gniada mieli szczęście, na moment ich startu deszcz przestał padać i pojawiło się słońce. Rus, jak to Rus zawsze miał maksymalnie pozytywne nastawienie i miał nadzieję, że Petit bez problemu to wyczuwała.
Wracając do meritum, przed Olimpijską Podkową usiadł w siodło, nieco przenosząc ciężar na tył i z pomocą wodzy subtelnie dał znak do skrócenia, by klacz odbiła się z zadu niczym na sprężynie. W miejscu wybicia mocniejsza łydka i cmoknięcie, by zachęcić wierzchowca do skoku, po czym wraz z ruchem Coeur przeszedł do półsiadu, elastycznie oddając wodzę. Po oddanym skoku nie rozpędzał jej nadmiernie, wiedząc, że do drugiej przeszkody nie ma zbyt długiej odległości. Już podczas lekkiego skrętu w lewo (a właściwie łuku, po którym wypadała przeszkoda) przeszedł do pełnego siadu, skupiając gniadą na Sofie Lamberta. Wiedział, że biały kolor mógł nieco straszyć, dlatego nieco mocniej zadziałał łydką, rzucając coś w stylu „dalej, Mała” i nieco ryzykując pozwolił jej na drobne przyśpieszenie przed przeszkodą, chociaż starał się, by miała jak najbardziej zaangażowany zad. W crossie jazda wyglądała podobnie u wszystkich zawodników; dość długa wodza i pełen galop, a czasem cwał (w zależności od trasy, możliwości konia, stopnia jego kondycji) między przeszkodami, na dłuższej trasie, a przed samą przeszkodą zawsze skrócenie i zwrócenie uwagi. Tak czy owak ponownie przejście w półsiad i oddanie wodzy. Po lądowaniu od razu wydłużył nieco wodzę, pozwalając klaczy na ruszenie do przodu. Do trójki mieli kawałek trasy, podczas której chciał zobaczyć nieco wydajność gniadej, to, jak bardzo potrafi wydłużyć foulę. Jednocześnie, gdy tylko wyczuwał, że Petit za bardzo napala się na galop nieco ją hamował, nie chcąc nadmiernie nadwyrężyć jej na samym początku, trasa w końcu była dość długa, a nie znał w pełni możliwości gniadej. Dla człowieka trójka wydawała się dość przyjemną przeszkodą, nie wyglądała jakoś nadzwyczajnie, jednak z końmi bywało różnie. To co dla ludzi było drobnostką albo zwyczajną rzeczą, dla wierzchowców mogłoby być czymś wybitnie strasznym. Tak czy owak na trójkę najeżdżał na wprost, na linii środkowej ponownie przejście do ujeżdżeniowego siadu, pomoce do skrócenia i obciążenia zadu (wszystko płynnie, by nie wytrącić jej z równowagi), po czym w miejscu wybicia standardowe polecenia. Równe wyjście wraz z koniem, poprawny lot i po lądowaniu od razu poluźnienie kontaktu z pyskiem (aczkolwiek dalej był on wyraźny, ale zdecydowanie bardziej subtelny), łyda i do przodu. Do czwórki ponownie mieli kawałek, aczkolwiek kombinacja była zdecydowanie trudniejszym wyzwaniem niż dotychczasowe „rozgrzewkowe” skoki. Na 4a najeżdżał pod lekkim skosem, ponownie skracając gniadą, chociaż tym razem zdecydowanie mocniej niż dotychczas. Tym razem liczył na takie pokonywanie przeszkód, by lądowanie wypadało jak najbliżej pokonanej przeszkody. Przed płotkiem standardowe pomoce, tym razem jednak po lądowaniu nie wypuścił Petit do przodu, trzymając ją zamian za to w zamkniętych pomocach. Podczas najazdu na 4b pojechał znacznie na skos, mocno przy tym ryzykując, że gniada odmówi skoku. Dlatego aktywnie pchał ją do przodu, nakłaniając głosem do pokonania kolejnego płotka. Najazd na 4c wyglądał podobnie i po pokonaniu kombinacji poklepał klacz entuzjastycznie po łopatkach, chwaląc za doskonałe poradzenie sobie. Mógł dawać odpowiednie pomoce, ale i tak lwią część pracy wykonywał sam wierzchowiec. Na prostej nieco popuścił jej wodze, ale bez popędzania, starał się ją raczej trzymał w „luźnym” galopie, chcąc, by złapała nieco oddechu, nawet jeśli kolejna kombinacja była w dość bliskiej odległości. Ponowne skrócenie (w razie czego parę półparad, jeśli gniada za bardzo się wyrywała) i w spokojnym tempem najazd na człon 5a. Po nim od razu popędzenie do do przodu na kolejny, znacznie bardziej wymagający człon. Pełna precyzja, zamknięcie w pomocach i standardowe pomoce. Po pokonaniu od razu najazd na skok 5c. Fakt, jak na razie sporo ryzykował, stawiając przed Petit dość duże wyzwanie, ale jak na razie „Francuzka” radziła sobie dość nieźle. Gdy ukończyli kombinację ponownie dłuższa wodza i aktywny galop do przodu. Pogoda całkiem dobra, na obecnym podłożu Mała świetnie sobie radziła, więc mógł sobie na to pozwolić. Spokojne dojechanie w pobliże szóstki, standardowe skrócenie, odpowiednie pomoce i dalej do przodu. Czekała ich kolejna kombinacja, a siódemka przedstawiała się jako typowy „straszak”. Tutaj ewidentnie jechał ostrożniej, choć cały czas śmiało do przodu. Nie skracał nadmiernie kobyły, najwyraźniej chcąc przejechać kombinację na jedną foulę między przeszkodami. Jechał na wprost, utrzymując optymalne tempo i po pokonaniu pierwszego członu, przed drugim subtelnie zadziałał półparadą, po czym subtelnie wysłał do przodu. Głównie dlatego, że mieli zjechać po „stoku” co trzeba było robić ostrożnie, ani niezbyt wolno, ani niezbyt szybko. Po poprawnym jego przejechaniu śmiało wysłał ją na ósemkę, zachęcając głosem i mocniej dociskając łydki, ze względu na jej dość niecodzienny wygląd.

Petit Coeur - 2015-06-20, 22:21

Razem musieli tworzyć niecodziennie wyglądającą parę. On wysoki, mocno zbudowany i ona, niewielkiego wzrostu i dość kruchego kośćca. Mogłoby się wydawać, że nie da rady unieść, a co dopiero przeprowadzić jeźdźca przez cross - lecz nic bardziej mylnego! W tym małym ciele kryło się tak wielkie serce, pełne determinacji, że absolutnie nie miała sobie równych! Dlatego też po rozgrzewce, chociaż jej ciało było wyraźnie gorętsze, a miejscami nawet spocone, jej spojrzenia nie opuszczał prowokujący błysk. Nastawione uszy kontrolowały sytuację, zaś Petit, całą swoim jestestwem, oczekiwała dalszych wyzwań.
Skierowana na linię mety, już czuła pod skórą, że niebawem rozpocznie się morderczy bieg. To określenie chyba nie było przesadą zważywszy na to jak wiele par, które ich poprzedzało, odpadło po drodze.
W odpowiedzi na łydkę od razu ruszyła galopem, nie odnajdując żadnego hamulca z przodu. Miała to do siebie, że ze względu na wzrost stawiała więcej kroków niż większe konie w tym samym czasie aby im dorównać prędkością. To wymagało od niej szybszego przebierania nogami.
Znalazłszy się naprzeciw pierwszej przeszkody, zgodnie ze wskazówkami jeźdźca wpierw wycofała się na tył, co pomogło jej w mocniejszym zaangażowaniu zadu. Pchając się nim, nadała krokom niejakiej sprężystości, kumulując w sobie energię, którą uwolniła w miejscu odbicia. Nawet przez moment nie zawahała się, jak gdyby takie przeszkody i warunki były dla niej codziennością. Wyciągając daleko szyję, zapracowała grzbietem w celu utrzymania zbilansowanej równowagi, a także podciągnęła równo złożone przody, po chwili prostując je do lądowania.
Po skoku utrzymała jednakowe tempo galopu, a więc pozbawione przesadnego pośpiechu. Kierując się lekkim łukiem na lewo, już z daleka objęła kolejną przeszkodę wzrokiem, nie lękając się jej barwy. W odpowiedzi na mocniejszą łydkę oraz słowa, na krótki moment skierowała prawe ucho w stronę Serga, zaraz wyciągając ostatnie kroki galopu aby we wskazanym miejscu oddać kolejny skok, dostatecznie wysoki aby bez obaw przejść na drugą stronę. Po skoku wyraźnie wyciągnęła krok, tym samym zwiększając swoją prędkość. Nie bez powodu przywodziła czasami na myśl skojarzenie z małą wyścigówką, bo niewielki wzrost umożliwiał jej rozwijanie całkiem sporych prędkości przy jednoczesnym zachowaniu zwrotności. Była dobrym koniem na konkursy szybkości, ale w takim tempie na crossie mogła spalić się przedwcześnie. Dlatego też warto było jej dawkować te momenty szybkiego galopu.
Wycofanie do trzeciej przeszkody nie było już tak błyskawiczne, choć zauważalne od samego momentu użycia stosownych pomocy. Bijąc kopytami ziemię, uniosła nieco przód ciała, trochę opornie zaokrąglając galop i przerzucając ciężar ciała na zad. Nakręcona galopem, sprawiała wrażenie jakby czekała tylko na moment, w którym będzie mogła się wyrwać ze wstrzymujących pomocy - by wreszcie to uczynić, lecz w wybranym na to przez Serga miejscu. Atakowała przeszkody w ciemno, niezależnie od tego, co właśnie stało. Nie miała żadnych barier, albo jeszcze ich nie uświadczyła w swojej krótkiej karierze. Mimo wszystko nie do końca utraciła wcześniejszą prędkość, przez co lot był raczej płaski, co jednak nie było żadnym utrudnieniem. Także tutaj wyraźnie rozciągnęła się, naraz składając przody. Po wylądowaniu prędko odzyskała równowagę i ze stłumionym parsknięciem ruszyła przed siebie galopem. Tym razem nie oponowała przed skracaniem przed pierwszym członem szeregu - najzwyczajniej w świecie nie zdążyła się nakręcić. Skupiając się na przeszkodzie, rytmicznym galopem dobrnęła do końca linii i odbiła się we wskazanym miejscu, oddając ekonomiczny, pionowy skok. Zgodnie z oczekiwaniami wylądowała blisko, odruchowo od razu pragnąc wejść w mocne tempo, co zostało jej uniemożliwione. Poprowadzona po skosie na kolejny płotek nieco skuliła uszy, nieco gotując się w sobie. Mimo wszystko była jeszcze młodym koniem, nie do końca obytym i doświadczonym, dlatego najprostsze były dla niej proste, bardzo techniczne podejścia. Sergei rzucił jej jednak wyzwanie, by oddać skok skosem, a że raczej nie miała w naturze odmawiania... To skoczyła, robiąc jednak nieoczekiwany, dodatkowy mini-krok przed samym odbiciem, takie przytupnięcie. Wyratowała jednak sytuację, popisując się swoją gibkością i zręcznością, które nie były tu bez znaczenia. Trzeci człon przeszkody pokonała już bez problemu, mimo tego, że najazd także nie był zbyt fortunny.
Po pokonaniu szeregu mogła sobie pozwolić na chwilę "relaksu", objawiającego się swobodnym galopem do kolejnych przeszkód. Chwilowo zaprzestała jakiejkolwiek dyskusji z jeźdźcem, pokornie dostosowując się do jego poleceń. Przed rowem odbiła się odpowiednio wcześniej, dość mocno, aby bez problemu pokonać całą jego szerokość. Po drugiej stronie przyspieszyła, prędko dopadając wzniesienia, na które wspięła się i zaraz oddała kolejny skok, tym razem pozwalając sobie na przeczesanie przodami hyrdy. Następnie zwróciła się ku kolejnej przeszkodzie, wąskiemu frontowi, przed którym także się nie zawahała i skoczyła idealnie między chorągwiami. Jak na razie omijały ją trudności, które dotykały większości koni - nie ślizgała się ani nie zatapiała w podłożu, dzięki temu mogąc sobie pozwolić na szybszy galop. Przed szóstką skróciła krok, zbierając się do oddania skoku, co wreszcie uczyniła, tym razem wkładając w to trochę więcej siły. Przeszkody stojące na krosie wzbudzały w niej respekt, co tu wiele mówić.
Na widok siódmej przeszkody zastrzygła czujnie uszami, z daleka przyglądając się uważnie przeszkodzie. Była nietypowa, ale nastawienie jeźdźca sprawiało, że Petit nie bała się iść dalej do przodu. Być może pokonała tę przeszkodę chaotycznie, w ostatniej chwili decydując, że jednak jest trochę straszna - co jednak nie zmieniło faktu, że ją pokonała. Dalej dopadła drugiego członu, już z mniejszymi obawami i po jego pokonaniu, gwałtownie wycofała się do tyłu, aby pokonać spadek terenu. Po paru krokach po prostu zeskoczyła, dalej ruszając galopem na ósemkę. Zachęcana przez jeźdźca, odważnie szła do samego końca, i tej przeszkodzie stawiając czoło.

Mistrz Gry - 2015-06-20, 23:27

SERGEI CHERNIENKO & PETIT COEUR



48; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura)
Opis
Doskonała pogoda utrzymywała się przez dalszą część przejazdu.



76; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Przy lądowaniu do wody po przeszkodzie 14a klacz poślizgnęła się, chwilowo wybijając z równowagi. Woda zdecydowanie nie sprzyjała jej odzyskaniu, dlatego pokonanie szeregu zajęło wam trochę więcej czasu niż miało w założeniu.



UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
[/list]

Sergei - 2015-06-20, 23:45

Niewątpliwie trzeba było przyznać, że Sergei stawiał przed gniadą spore wymagania. Jeździł dość pewnie i chociaż miał świetne umiejętności jeździeckie, to jednocześnie nie bał się ryzykować. Co prawda, gdy znał konia, na którym startował, o wiele łatwiej było dobrać mu najazd, a ze „świeżynką” było to dla niego nieco cięższe. Nie nastawiał się na wygraną, a raczej na sprawdzenie Petit, zobaczenie, jaki ma potencjał. Jednocześnie wiedział, że nie może przegiąć z próbą, bo może się to kończyć jego lądowaniem w błocie. Na razie jednak był pod pełnym wrażeniem sześcioletniej klaczy, na jak tak młody wiek faktycznie sprawowała się świetnie. Pogoda jak na razie im dopisywała więc w swobodnym galopie prowadził Coeur do kolejnej kombinacji; musiał przyznać, że tegoroczna * stanowiła spore wyzwanie i ukończenie na czysto ewidentnie nie było najprostszą rzeczą na świecie. Świadczyła chociażby o tym spora ilość upadków na trasie. A Rusa jednak nie bardzo to kusiło. Wracając jednak do meritum, nakierował ją na wprost na pierwszą przeszkodę w członie, na najniższą wysokość, chociaż jednocześnie sprawiała wrażenie bardzo wąskiej „dziury”. Mocniejsza łydka, półsiad i od razu odbicie w lewo na następną przeszkodę. Dogalopowanie do niej, znowu lekkie, subtelne skrócenie i do przodu – hop! (:lol2:). Teraz odbił wraz z Petit na prawo, spokojnie nakierowując ją na wąski front. Zamknięte pomoce i dość śmiało do przodu, by gniada przypadkiem nie zaczęła się wahać. Po lądowaniu spokojny galop, bez nadmiernego rozpędzania się, gdyż przeszkody były ustawione dość blisko siebie. Dziesiątką był okser (stały, rzecz jasna), więc przede wszystkim chciał, by skok był w miarę wysoki. Takie przeszkody mogły się kojarzyć czasem niedoświadczonym wierzchowcom z typowym, parkurowym okserem, tutaj jednak drąg nie spadał, za to koń leciał na kark. Dość mocne wysłanie do przodu (chociaż wszystko kontrolowane) gładki półsiad i oddanie wodzy. Ewidentnie jak na razie to był dobry dzień. Śmiało prowadził jej do jedenastej przeszkody, żywopłotu. Była to dość przyjemna przeszkoda, którą większość koni lubiła skakać. Prawidłowo powinny ją czesać, chociaż niektóre skakały wysoko, byleby „gałęzi” nie dotknąć. W każdym bądź razie po jej pokonaniu śmiało wysłał ją do przodu, wiedząc, że do dwunastki mieli kawałek toru. Prowadził ją w swobodnym galopie, aczkolwiek nie gnał jej nadmiernie do przodu. Wolał skończyć ten przejazd bez upadku, ale z lekkim spóźnieniem, niż zarobić gdzieś po drodze glebę i w ogóle go nie ukończyć, a zryta przez końskie kopyta trasa stawiała pewne wymagania. Tak czy owak w pełni opanowany najazd na dwunastkę, która być może nie była nadmiernie skomplikowana, ale mogła nieco dezorientować wyglądem. W miejscu wybicia mocniejsza łydka, płynne przejście do półsiadu wraz z ruchem Petit, elastyczne oddanie wodzy. Do 13 mieli teraz mniejszą odległość, ale czekało ich kolejne wyzwanie – przeszkoda wodna. Tuż przed energicznym wjazdem do wody zwrócił uwagę gniadej półparadą, by pozostała na nim w pełni skupiona. Zamknięte pomocy i wysłanie jej do przodu, by odważnie ją pokonała., W razie czego mocniejsza łydka i zachęcenie głosem, jeśli nieco wahała się po drodze. Po lądowaniu ruszenie dalej, tutaj musiał nieco się „pokręcić” by najechać na wprost na kolejną kombinację, ustanowioną na kompleksie wodnym. Najazd na człon A wypadł mu pod lekkim skosem, co najwyraźniej było błędem, gdyż po lądowaniu czuł, jak klacz zaczyna się ślizgać. Zaklął cicho, odchylając się do tyłu, by przypadkiem nie zaliczyć lotu przed szyję i próbował odpowiednie balansować ciałem, by nie utrudniać nadmiernie Petit odzyskania równowagi. Przed członek B półparada, by nieco ją pozbierać z rozsypki, w którą zapewne wpadła po stracie równowagi i wypchnięcie jej do przodu, by miała siłę do odbicia się na przeszkodę. Standardowo te same pomoce przy wybiciu i po lądowaniu aktywny galop do ostatniego członu, by nadrobić nieco stracony czas. Gdy tylko udało im się ją pokonać, pochwalił gniadoszkę, bo naprawdę dobrze się spisywała jak do tej pory. Natomiast do przeszkody piętnastej ponownie spokojny galop, znajdowała się w dość bliskiej odległości i teoretycznie była „łatwa”. Zwykła kłoda, chociaż mająca dość sporą wysokość, co mogło nieco straszyć. Tutaj ponownie mocniejsza łydka, ewentualne zachęcenie głosem, czy też wypchnięcie dosiadem. Serg w sumie jak na razie był w pełni rozluźniony, ewidentnie nie stresując się nadmiernie crossem, nawet jeśli był dość skomplikowany. Po wylądowaniu ponownie nieco oddał jej wodzy, pozwalając na mocniejszy galop podczas trasy do przeszkody szesnastej. Zbliżał się do połowy, więc zerknął na zegarek w ramach zorientowania się w czasie... na razie nie najgorzej, jeśli dalej pójdzie im tak dobrze, mają szansę na podium. Tak czy owak przed tripplebarre ponowne skrócenie kobyły (ewentualnie, jeśli znowu się rozhulała, półparada w celu zwrócenia uwagi) i odważnie do przodu, by pokonać dość wysoką i wymagającą przeszkodę (biały kolor ewidentnie miał płoszyć nieco wierzchowce).
Jonah Wrens - 2015-06-21, 00:41

Nie miałem czasu na pochwalenie ogiera za nienaganny skok. Zresztą każdy z nich podchodził pod doskonałe. Wracając jednak, nie mieliśmy zbyt dużo czasu na galopy, gdyż 17stka była niemalże od razu po tripku. Dlatego też w ferworze skoków, zachowałem wszelkie pomoce, by utrzymać folbluta w korytarzu z łydek i tak doprowadziłem go do żywopłotu. Wiedziałem, że i ten skok będzie pewniakiem, dlatego nawet nie musiałem się niczym przejmować. Dopilnowałem jego kroku, wyliczyłem sobie foule i dałem sygnał. Pozostało mi tylko pójść w półsiad i oddać rękę do przodu. Potem lądowanie i krótkie cmoknięcie, choć tym razem kontrolowałem tempo jego galopu.
Nie rozpędzałem gniadego do nie wiadomo jakich prędkości, gdyż z tego miejsca widziałem następną przeszkodę, majaczącą gdzieś w oddali. By nie sprawić zawodu Anglikowi tak krótkim dystansem, doprowadziłem go tam w lekkim rozciągnięciu, by przed przeszkodą nieco go wycofać i skupić się na górce przed przeszkodą. Żywopłot sam w sobie nie był trudny do pokonania, jednak wymagał zarówno od konia jak i ode mnie pomyślunku. Musiałem wykombinować podejście tak, aby nie wylądować po naskoku w przeszkodzie. Wycofując plecy do tyłu, wziąłem Despa bardziej na siebie, by i ten wycofał cały ciężar na zad, dając przednim kończynom luz. W krótkiej chwili wymagałem od niego mocniejszego wysiłku, niż dotychczas. Tuż przed lekkim wzniesieniem dałem mu sygnał do wskoczenia na górkę i od razu po nim dałem kolejny, do oddania skoku. Wraz z pomocą w formie lekkiego stuknięcia palcatu po łopatce konia. Podczas pokonywania tej kombinacji, starałem się jak najmniej przeszkodzić wierzchowcowi, choć podejście pod górkę potraktowałem lekkim półsiadem, nie odciążającym całkowicie zadu. A po przeszkodzie, znowu galop w dystansie, zachęcony cmokaniem.
Podczas biegu, zerknąłem ogólnie na stan Anglika, by wiedzieć mniej więcej czy mogę pozwolić sobie dalej na takie mocne tempo, czy jednak powinienem trochę zwolnić. Po względnych oględzinach pojawiła się kolejna przeszkoda, przy której wycofałem ogiera. Zdecydowanie stałe, solidne przeszkody wolałem pokonywać w skokach typowo po paraboli, niżeli płaskich. Chciałem mieć pewny zapas nad drewnem, niżeli daleki skok. Dlatego doprowadziłem ogiera do samego końca i wtedy spokojnie dałem mu sygnał do oddania skoku. Robiąc zgodnie z ruchem konia półsiad, oddałem mu wodze - tyle ile, tego potrzebował. Następnie wycofałem się w siodło i doprowadziłem go do drugiego członu szeregu, podchodząc do przeszkody tak, by biała chorągiew znalazła się po stronie mojego lewego ramienia. Sygnał i kolejny oddany skok, po którym znowu oddałem folblutowi wodze, by mógł swobodnie wyciągnąć głowę do dołu.
Wyraźnie zauważyłem, że wraz z kolejnymi skokami, jedzie nam się coraz lepiej. Ba, nawet zacząłem zastanawiać się nad ów koniem. Szedł bardzo dobrze, a do tego dogadywaliśmy się, mimo pierwszego wspólnego "wyjścia". Anglik zwrócił na siebie moją uwagę, to było pewne.
Gdy ustawiłem już wierzchowca na sam środek kolejnej przeszkody, odpuściłem sobie szczególne zwalnianie gniadego. Jedynie wycofałem go trochę na zad, by nie oddać kompletnie płaskiego skoku i nic więcej. Nie widziałem potrzeby, by oddawać paraboliczny skok. Ten w tym momencie byłby stratą czasu, dlatego nic więcej nie robiłem, a wyczekałem do końca i dałem mu sygnał, dość blisko przeszkody. Następnie półsiad, ręka i lądowanie wraz z zostaniem w odciążającym półsiadzie do następnej, 21wszej przeszkody.
Widząc drewnianą "chatkę", nieco zbystrzałem powoli nabierając wodzę i zwężając korytarz z wodzy. Musiałem do samej przeszkody wycofać nieco ogiera, toteż powoli wycofałem plecy, by ostatecznie usiąść w siodle. Nie spodziewałem się jednak, iż przeszkoda tak zadziała na ogiera, że ten wybije się zdecydowanie zbyt mocno do góry. W efekcie czego nieprzygotowany na taki skok, przechyliłem się nieco, podbijając nogą do góry, która wyślizgnęła się ze strzemienia. Starałem się nie polecieć na szyję ogiera, by "wbić" go do dołu głową, dlatego też musiałem dość szybko wrócić tyłkiem na siodło. Tak nagły ruch z mojej strony może i uratował mnie od pocałowania ziemi, jednak skutecznie zaburzał równowagę konia. Przy odzyskaniu równowagi przeze mnie, mogłem jedynie cofnąć plecy do tyłu, by zasugerować folblutowi użycie zadu jako wyjścia z tej nieciekawej sytuacji. Po opanowaniu emocji i wszystkiego, złapałem zgubione strzemię i poklepałem ogiera. Zasłużył na takową pochwałę. Powiedźmy, iż w nagrodę znowu dałem mu luz i możliwość pędzenia do przodu na kolejną przeszkodę.
Trzymając się w półsiadzie, miałem kawałek drogi na sprawdzenie zegarka, zdążył dać o sobie znać. Nie było źle, mieliśmy dobry czas a trasa zbliżała się do końca. Zapowiadało się na dobry przejazd, mimo chwili niewielkiej "grozy".
Widząc następną przeszkodę, jedynie wycofałem plecy, aby nie dociążać tak mocno przodów Despa, poza tym nie zrobiłem nic. Mógł oddać płaski skok, bez tracenia sekund. Postąpiłem jak wcześniej, sygnał, półsiad i oddanie wodzy. Następnie znowu dzida do przodu galopem.
Po długim dystansie, poklepałem gniadosza po szyi i ustawiłem go na sam środek wymyślnej przeszkody. Byłem nią bardziej zainteresowany niż w jakiś sposób przerażony, dlatego docisnąłem łydki do boków konia, a palce ręki zamknąłem. Sam cofnąłem się w siodło by dzięki wszystkim pomocom wycofać wierzchowca i oddać poprawny technicznie skok. Aż nader pewny, doprowadziłem go do końca i dałem sygnał. Reszta należała do Anglika, a ja nie przeszkadzałem mu w locie.
Galopując na wyciągnięciu do 24tej przeszkody, postanowiłem postąpić z nią tak samo jak z triple. Mimo tego, że nie wyglądała groźnie, była skonstruowana w taki sposób, aby koń musiał mieć najwyższy punkt skoku na jej końcu. Dlatego też płaski skok odpadał, grożąc zahaczeniem kopytami o krawędź przeszkody i wywrotkę.
Wycofując się, wziąłem konia na siebie i uspokoiłem go, by doprowadzić Desperadosa do spokojnego tempa galopu, a wtedy doprowadziłem go pod samą przeszkodą, by wtedy dać sygnał do skoku. Tradycyjnie, głęboki półsiad i oddanie wodzy - dokładnie takie same jak przy pokonywaniu tripka.
Po przeszkodzie - galop na pełnym luzie.

Contendro Boy - 2015-06-21, 12:30

Contendro po tripplebarze pozbierał się w swoim regularnym tempie - nie za szybko, ale i nie za wolno, co dało Mii okazję do stosunkowo sprawnego pokazania mu kolejnej przeszkody, a to z kolei zapewniło dobre, harmonijne odbicie i przyjemny lot. Szacunek do przeszkód wpajany mu od początków jego treningu zaowocował tym, że nawet na nieco niższych crossówkach nie pozwalał sobie przeczesywac żywopłotu. Bez kłopotu wskoczył na wzniesienie, wykorzystując do tego całą siłę swojego zadu i wyciągając białą szyję w celu złapania równowagi; gdy tylko takową uzyskał, uniósł wyraźnie siwy, szlachetny łeb do góry i postawił oba radary w stronę kolejnej przeszkody, takiej samej jak poprzednia. Odbił się wyjątkowo lekko, zostawiając nad przeszkodą ekonomiczny zapas, w locie podkurczając pod siebie nogi i lądując równie miękko i harmonijnie, co przy poprzednim skoku. Korzystając z szansy na nabranie prędkości tradycyjnie rozpędził się do granic swoich własnych możliwości, starając się nie baczyc na opadający już poziom energii i dając z siebie wszystko, by zadowolic zarówno siebie, jak i swojego jeźdźca. W dystansie kilkukrotnie zadarł łeb, przygryzając kiełzno i w niektórych momentach broniąc się od jego działania, co mogło stanowic dla amazonki pewien problem, a także przyczynę niewłaściwego najazdu. Gdyby stosował się przez cały czas do wskazówek swojego jeźdźca byc może zdążyłby się wyratowac z tej sytuacji, w ostatniej chwili zmieniając kąt pod jakim galopował i pokonując przeszkodę prostopadle, ale do tego nie doszłó - zamiast tego pierwszy człon pokonał na ukos, po lądowaniu tracąc w dużej ilości równowagę i w celu jej odzyskania niedelikatnie wieszając się na wodzach i nabierając na prędkości. Wolta wykręcona w ostatniej chwili absolutnie nie przypadła sześciolatkowi do gustu, co podkreślił bardzo wyraźnym wyrzutem z zadu i stuleniem uszu, mimo wszystko ponawiając najazd i z dużym niezadowoleniem pokonując drugi człon szeregu, tym razem bez większych komplikacji. Dużym sukcesem był fakt, że dotychczasowo już nie zdążył zrobic czegoś głupiego - pomijając te wolty, które nie zawsze były jego winą, to tak na prawdę był stosunkowo grzeczny. W kolejnym odcinku znów pozwolił sobie znacznie poszerzyc foulee, ale przytrzymywany i pilnowany próbował bronic się od działan dziewiętnastolatki, która najwyraźniej straciła do niego tą namiastkę zaufania; świadczyc mogło o tym nerwowe rzucanie łbem, wieszanie się na kiełźnie, a także chowanie się, co z całą pewnością było niebezpieczne, a zwłaszcza przed skokiem. W wyniku właśnie takiego nieporozumienia, Contendro przez wąski front przeskoczył nieco chaotycznie i przeczesując nogami przez gałęzie, co spowodowane było zbyt późnym podniesieniem go przez jeźdźca - inna sprawa, że mu na to nie pozwalał. Po wylądowaniu wznowił swoje głupie, irracjonalne tempo, a pod warunkiem, że Mia próbowała coś na to poradzic, uregulował je odpowiednio wcześniej przed przeszkodą numer dwadzieścia jeden, do której odbił się z daleka i zostawił po sobie duży, można rzec że nawet za duży zapas. Z zadowoleniem przyjął propozycję nadrabiania czasu w dystansie, choc stopniowe opadanie poziomu energii zaczęło się powoli dawac siwemu we wznaki, co na szczęście nie było jeszcze tak bardzo zauważalne - gorzej mogło byc za kilka chwil. To tylko kwestia czasu, kiedy te nagłe zmiany tempa sprawią, że sześciolatek będzie ledwo galopował. Był zaabsorbowany biegiem do tego stopnia, że dopiero mocna półparada ze strony ciemnowłosej zdołała go wyrwac z tego letargu. Pozstawił oba uszyska w stronę hyrdy, by we wskazanym przez Mię momencie z impetem wybic się z zadu i oddac wysoki, bardzo efektowny skok nad przeszkodą, nie dotykając nogami jej konstrukcji. Skierowany ku nijakiej alei zwycięstwa nie protestował, najeżdżając już bez żadnych komplikacji na przeszkodę, która nie robiła na nim większego wrażenia i w równowadze ją pokonując. Kolejny odcinek galopu już przestał byc dla niego taką zabawą, ale nadal szedł w zaparte, wchodząc w swój możliwie najlepszy galop i poruszając się najszerszą foulee, jaką potrafił wykonac. Skrócenie przed dwudziestą czwartą przeszkodą nie było konieczne, bowiem z tego tempa i tej wielkości kroku galopu było dużo łatwiej wykonac płaski, ale długi krok. Mimo wszystko nie mając już za bardzo energii ani chęci na kombinowanie, Contendro zastosował się do oczekiwań jeźdźca, dostosowując wykrok do jego wskazówek i ostatecznie bez kłopotu pokonując tą przeszkodę.
Mistrz Gry - 2015-06-21, 14:40

MIA ALIGHT & CONTENDRO BOY



    108; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
    Opis
    Koń w trakcie najazdu na przeszkodę 30b zaczął stopniowo odmawiać ruchu naprzód, zapewne obawiając się przeszkody. W ten sposób para uzyskała zdecydowanie za niską prędkość do oddania skoku, co zmusiło Mię do wykonania wolty i najechania na przeszkodę raz jeszcze. To jednak równało się już eliminacji, bowiem była to już trzecia wolta podczas przejazdu.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mia - 2015-06-21, 16:43

....Po oddaniu skoku w dal skróciła lekko w prawą stronę, wzrokiem odnajdując dwudziestą piątą przeszkodę. Na ostatnie trzy foule usiadła tradycyjnie w siodło, nadal nie tracąc twardego kontaktu z siwym. Trzymając go w korytarzu z pomocy nawet nie dała mu do głowy wpuścić myśli, żeby wyłamać. Łydką poprosiła go o odbicie nad stacjonatą. Znacznie pochyliła się do przodu, stając w strzemionach, żeby umożliwić wspinaczkę na kolejny stok. Chwilę potem postąpiła wręcz tak samo, znowu bezbłędnie frunąc nad konstrukcją. Dziewiętnastolatka przy tym oddała mu odpowiednią ilość wodzy, wypychając tyłek do tyłu i pochylając się nad baskilującym koniem. Póki co szło im całkiem nieźle, a koniec trasy był coraz to bliżej.
....Wylądowawszy za drugą stacjonatą nie zdążyła ponownie przejść w półsiad, bo znowu musiała wydłużyć krok, dostosowując go do szerokości oksera. Łydką poprosiła o odbicie, w locie znowu zgrywając się z nim w ruchu. Odległość między dwiema przeszkodami ponownie zmniejszyli do maksimum, więc w lekkim siadzie dojechała do szeregu. Nauczona już swojego z ogierem nie pozwoliła mu się zbytnio rozpędzać, równym tempem najeżdżając na pierwszy żywopłot. Nie odczuwając potrzeby wysokiego skoku pozwoliła przeczesać mu nogami miękkie liście. Wskakując do wody zrobili duży rozprysk, ale przynajmniej trochę się ochłodzili i zyskali nieco więcej energii. Raczej oboje nie wstaną jutro z "łóżek" łącznie z Windsorem. Oba siwki wymęczyła za wsze czasy, sama czując się powoli zmęczoną jak oni. Na szczęście rano nie w głowie jej było się malowanie, bo gdyby tak było wszystko pewnie ściekłoby razem z potem.
....Wracając, w wodzie nieco zwolniła Contendro, żeby nie stracił resztki sił na zachowaniu prędkości. Znowu rozłożyła swój ciężar na grzbiecie konia, żeby nie miał problemu z ponownym wejściem na ląd. Zaledwie gdy stanął tyłami na brzegu poprosiła o skok poprzez łydkę. Idealnie zmieścili się między ramami przeszkody, która na oko była nieco niższa od poprzednich. Korzystając z dłuższego odcinka nagrodziła krótko sześciolatka, nie zbaczając jednak z trasy i skręcając dwa razy w lewo. Naprostowała ich na środek gęsi, trzymając ogiera na dwóch równych wodzach. Nie stanowiło to dla pary wielkiego wyzwania, jedynie kształt przeszkody mógł wzbudzić wątpliwości w CB, niemniej Mia starała się nie zwracać uwagi, żeby i on wziął z niej przykład. W skoku znowu ładnie zgrała się z nim, gładko frunąc nad plastikowym czy z czego tam było wykonane zwierzęciem.
....Po pokonaniu wyzwania kontynuowała galop w półsiadzie, prowadząc się prosto na trzydziestą już przeszkodę. Nie traciła wiary w siebie, że uda im się cało ukończyć ten przejazd - niejedna para zaliczała upadek, a nawet za pierwszym razem nieco poraniła Winda. Nie chciała skrzywdzić cudzego konia, więc dokładnie pilnowała, żeby zostawić sobie zapas od wszystkich stałych przeszkód. Jeszcze ją Harley ochrzani :< Znowu wgalopowali do wody, która była zdecydowanie płytsza od poprzednich "basenów", więc nie hamowała go aż tak gwałtownie. Dojechała do pierwszego członu, przed którym znowu przetrzymała siwego, żeby ten miał okazję odbić się mocno z zadu. Przechodząc ponownie w półsiad oddała mu wodze na kontakcie. Wylądowawszy nakręciła go lekkim łukiem na drugą łódkę, lecz wtedy wyczuła, że koń zwalnia prawdopodobnie z powodu dość dziwnego jak dla niego kształtu. No tak, bo ta druga tak się różniła od pierwszej! Czując, że nie zapanuje nad nim na tak krótkim odcinku skręciła na woltę. Dopiero po skręceniu przypomniała sobie, że to już trzecia, na co jęknęła przeklinając się w głowie. Starając się jednak na uregulowaniu tempa przeskoczyła 30b świadoma tego, że musi zjechać na bok. Tak więc pomimo tego, że niedaleko czekało jeszcze kilka przeszkód słysząc dzwonek zjechała na bok, parenaście metrów dalej zatrzymując holsztyna i zsiadając z niego. Pomimo tego, że bez wolty różnie mogło się to skończyć była zła na siebie, bo przecież mogła od razu wyczuć strach konia i jakoś go przyzwyczaić do tego, chociażby przez półparadę. Niestety na to było już za późno. Zostało jej tylko rozstępować go w ręku i odprowadzić do stajni. /zt

Contendro Boy - 2015-06-21, 18:56

Siwy już na początku słabo radził sobie z właściwym wykorzystywaniem energii, co zaczęło dawac się we wznaki teraz, kiedy przekroczyli linię równej połowie pozostałego dystansu. Czując wyraźne działanie prawej wodzy skręcił we wskazaną stronę, galopując stosunkowo mocno w stronę przeszkody numer dwadzieścia pięc; wedle wskazówek jeźdźca, skrócił nieznacznie wykrok i wykonując ostatnie 3 mocne, ale stosunkowo ciasne foulee wybił się mocno z zadu, zostawiając nad przeszkodą pokaźnych rozmiarów zapas, a dzięki temu bez problemu wskakując na nasyp. Nie miał w głowie ucieczki czy wyłamania, przeciwnie - w dniu dzisiejszym niemal garnął do przeszkód, co jednak miało swoje konsekwencje w postaci wolt, do których wykonywania zmuszał Mię. To samo powtórzył w wypadku przeszkody numer dwadzieścia sześc, która czekała nieopodal - wybił się lekko, tym razem nieco mniej efektownie, w locie podkurczając siwe, a teraz właściwie błotnisto-srokate kończyny pod tułów i po kilku sekundach lądując w rzadkiej dla siebie, wspaniałej równowadze. Jako że wydłużanie wykroku przychodziło mu o wiele łatwiej niż jego skracanie, zareagował w ułamki sekundy, by we wskazanym przez zawodniczkę momencie użyc całej siły swojego zadu do efektownego, silnego odbicia i precyzyjnego pokonania szeroko-wysokiej przeszkody. Powoli wracał do stanu skupienia, a przez spadający poziom energii nie w głowie były mu teraz wybryki. Tym razem lądowanie pozostawiało wiele do życzenia, bowiem Contendro nie zachował już takiej dobrej równowagi po skoku i potrzebował chwili, by ją odzyskac; to nie miało jednak wpływu na najazd na szereg, który odbył się w należytej harmonii pomiędzy jeźdźcem a rumakiem. Rzecz jasna spróbował się rozpędzic, ale czując, że jego amazonka skutecznie mu to uniemożliwia, zaprzestał podejmowania prób, ostatecznie dojeżdżając do pierwszego członu w równym, wybranym przez nią tempie. Mimo, że miał taką okazję, nie dotknął siwymi kończynami konstrukcji przeszkody, w tym wypadku - liści. Wskakując do wody odczuł dużą ulgę związaną z przyjemnym zimnem, które rozeszło się po jego rozgrzanym, masywnym cielsku. Zwolnił nieznacznie w wodzie, nie tylko dlatego, że został o to poproszony, ale i dlatego, że czuł jej opór. Nieco niechętnie opuścił zbiornik wodny, ale nie miał zbyt dużo czasu na wahanie ani nawet na jakiekolwiek przemyślenia, gdyż został natychmiastowo po wyjściu z wody poproszony o oddanie skoku. Nieco zdezorientowany oddał poniekąd chaotyczny, ale bezbłędny skok, bez kłopotu znajdując się po drugiej stronie żywopłotu mimo jego wymyślnego kształtu, który nie zrobił na nim wrażenia. Nie tym razem. Na długim odcinku nie nabrał już takiej prędkości, jak zrobił to przykładowo na samym początku przejazdu - była dużo niższa, bardziej ekonomiczna i sprzyjająca idei ukończenia przejazdu :lol: Stosował się do zaleceń Mii, a więc we właściwym miejscu skręcił dwukrotnie lekko w lewo, znajdując się w linii prostej do przeszkody dwudziestej dziewiątej. Ta z kolei wydała mu się dosyc straszna, nietypowa, więc miał przed nią duże obawy - na całe szczęście amazonka potrafiła je rozwiac, dlatego w skupieniu przefrunął nad konstrukcją, podkurczając nogi na tyle mocno, by miec gwarancję, że jej nie dotknie. Istniało niskie prawdopodobieństwo, żeby się zranił, choc jak już wiemy - cross był nieprzewidywalny, tu nie wolno się było niczego spodziewac. Naprowadzony na 30a stulił uszy, mając znów duże wątpliwości co do przeszkody - nie zdążył jednak zareagowac, więc siłą rzeczy znalazł się po drugiej stronie; druga jednak wydała mu się z nieznanych jeszcze straszniejsza, więc zwolnił galopu, zarzucając nawet przy tym przodami i ledwie przemieszczając się w stronę felernej przeszkody. Jedynym ratunkiem była ów wolta, na której niechętnie się skorygował, nie wiedząc, że przez jego zachowanie zostali wyeliminowani. Pokonał łódkę ze sporą dozą niepewności, po wylądowaniu ze zdziwieniem obierając inny kierunek niż przewidywalny i zatrzymując się. Nie rozumiał z tego nic, ale posłusznie stępował z Mią, by następnie udac się do stajni.
/zt.

Saver - 2015-06-21, 22:29

Faktycznie większości par pogoda nie dopisywała i jak było widać na załączonym obrazku chyba im także nie zamierzała. Ogier mimo trudności ładnie szedł do przodu, ostrożniej stawiając kroki na podłożu co by się nie rozciągnąć jak długi na torze. Chyba osiem przeszkód a nie cztery? Dojeżdżali do dwudziestej piątej to i tak daleko patrząc na innych, Sav robił co mógł pod kobietą i mimo że znali się od krótkich chwil współpraca szła im dość dobrze. Poklepany parsknął krótko skupiając się dalej na jeździe, spokojnym tempem z lekkim przytrzymaniem najechali na stacjonatę bez większych trudności ją pokonał na gładko. Do drugiej podjechali na tej samej zasadzie i ją pokonując bez większych ale, ogier na dystansach krótszych nawet starał się mocno nadganiać tempo ale podłoże skutecznie im to utrudniało. Jechali szybko i aktywnie ale nie pędzili na złamanie karku, kobieta przytrzymywała go co było dobrym hamulcem w jego przypadku. Do dwudziestej siódmej w końcu udało im się dojechać, przeszkoda była duża i dziwna ogier odchylił uszy na jej widok szastając ogonem o boki. Krótki najazd, odbicie, złożenie, wyciągnięcie oraz wylądowanie i można rzec odetchnięcie z ulgą. Nieznacznie rozciągnął krok dojeżdżając do szeregu, faktycznie podobnie był nie typowy ale ogier nie panikował na jego widok. Pierwszy człon poszedł na gładko, woda go nie przeraziła miękko w niej wylądowali. Woda skutecznie utrudniała im pęd co wcale nie dekoncentrowało go bo i tak atakował kolejne kroki, w końcu znaleźli się na lądzie gdzie karosz ponownie wyciągnął krok. Bez trudu przeskoczyli drugi człon i pojechali dalej, dojechali w końcu do dwudziestki ósemki która również należała do dziwnych kto te tory układał? Jedynie lekko skulił uszy dojeżdżając do niej wszedł zaraz w fazę lotu miękko lądując po drugiej stronie, najazd na kolejny chyba ostatni szereg i to w wodzie. Po wjechaniu do niej mocniej zaakcentowali tempo jazdy, najechali na pierwszą łódkę gdzie gładko się odbili, złożyli, wyciągnęli i wylądowali lekko rozchlapując wodę dookoła po czym przejechali pod mostem i tak samo pokonali drugą łódkę, W końcu wyjechali na dwie ostatnie przeszkody które leżały po prostej, dodali nieznacznie tempa przeskakując obie bez trudu w tej samej technice co wszystkie inne. Po czym dojechali do mety, po ogierze było widać zmęczenie ale i zadowolenie, jako jednym z nielicznych udało się dojechać do końca. Zwolnili do kłusa w którym zostali jakiś czas, potem oddany stajennemu rozstępował się i udał do stajni.

z.t

Petit Coeur - 2015-06-21, 22:39

Miała lekkie opory przed tym, aby skoczyć w najniższym miejscu - zapewne wówczas odebrała tę przeszkodę nieco klaustrofobiczne, jednak nie na tyle, by zrezygnować. Przeskoczyła, nawet nie dotykając żywopłotu, by zaraz po skoku skręcić mocno w lewo. Tym razem przeszkoda wymagała jedynie wskoczenia na nasyp, co nie sprawiło gniadej trudności. Subtelnie do tego zachęcona, oderwała się od podłoża, płynnie wychodząc w skoku w górę i zdobywając wzniesienie. Tam skręciła w prawo, teraz stając przed nieco trudniejszym zadaniem - wąskim frontem. Jeździec nie dał jej czasu na zawahanie się, toteż niewiele się zastanawiając, dodała przed samą przeszkodą by po chwili pokonać ją w odważnym stylu. Po drugiej stronie nie rozpędzała się, w równym tempie zbliżając się do oksera oznaczonego numerem dziesiątym. Wyciągnęła ostatnie kilka foule, pozostając jednak pod kontrolą Serga, aby następnie odbić się prężnie od ziemi. Nad przeszkodą rozciągnęła się, chwytając równowagę i zaraz podchodząc do lądowania, które także wypadło niezachwiane. Doskonale rozumiała różnice między poszczególnymi przeszkodami, tak więc okser pokonała z pewnym respektem, robiąc niewielki zapas, a kolejną przeszkodę już nieco "olała" wiedząc, że bez problemu może przeczesać ją swoim ciałem. Dlatego też przy odbiciu poskąpiła siły, decydując się na bardziej płaski, daleki skok, aniżeli pionowy i wysoki, który miałby zagwarantować pokonanie przeszkody bez jej naruszenia. Po pokonaniu jedenastej przeszkody ponownie przyspieszyła, acz nie tak spektakularnie jak za pierwszym razem. Miało to swoje plusy i minusy - kosztem nieco gorszego czasu zachowywała opanowanie i koncentrację.
Tak czy inaczej odważnie pogalopowała ku dwunastej przeszkodzie, ponownie nie znajdując czasu na kombinowanie. Jeździec nie dawał jej innego wyboru niż skoczyć, co też uczyniła - po raz kolejny ukazując nienaganną technikę skoku, chociaż na crossie liczyły się też inne atuty. Ona miała ich większość, jeżeli nie wszystkie. Po skoku puściła się naprzód galopem, zaraz wbiegając do wody, która siłą rzeczy zwolniła jej ruchy, ograniczając ich swobodę, choć nie była głęboka. Pokonanie trzynastki wymagało ciut większego użycia siły, ale i z tym sobie poradziła, we wskazanym miejscu wychodząc mocno w górę i oddając bezpieczny, poprawny skok nad tą wąską przeszkodą. Lądując w wodzie, nie utraciła równowagi, co było istotne jeżeli chcieli zachować taką płynność przejazdu jak dotąd. Wyskoczyła z wody, kierując się ku kolejnemu kompleksowi wodnemu. Pierwszy człon skoczyła po lekkim skosie, nawet nie przewidując najmniejszych problemów z tym związanych - lecz niestety straciła chwilowo grunt pod nogami, potykając się o jakąś nierówność na dnie. Chwytając równowagę przede wszystkim dzięki zachowaniu Serga, gwałtownie poderwała się do góry, zaraz odpychając mocno zadem i robiąc dość mocny skok do przodu. Na szczęście drugi człon nie wymagał od niej aż tyle zaangażowania, więc pomimo utraconej wcześniej równowagi, bez większych problemów wskoczyła na ląd. Tuż po tym wyciągnęła galop do trzeciego członu, przed którym zdążyła się już z powrotem pozbierać i przygotować do oddania skoku. Po drugiej stronie mogła sobie pozwolić na chwilę oddechu dzięki spokojniejszemu galopowi, co było teraz mądrym posunięciem. Mieli za sobą połowę trasy, a więc siły Coeur były umniejszone w pewnym stopniu. Zawczasu przyjrzała się kłodzie, teraz bez zawahania galopując na wprost owej przeszkody. Ostatnie dwa kroki pozwoliła sobie wyciągnąć czując, że przyda jej się to na rozpęd, niezbędny do pokonania tej postawnej przeszkody. Musiała sobie radzić pomimo niewielkiego wzrostu, tak...? Nie otrzymywała przecież żadnych taryf ulgowych. Przefrunęła tuż nad samą kłodą, wyraźnie nie stresując się wysokościami, skoro pokonywała je przy absolutnym minimum. Do szesnastki rozpędziła się, dopiero na parę foule przed tripplem skracając, aby zebrać dostatecznie dużo energii. Także tutaj kolor nie zrobił na niej większe wrażenia poza tym, że tym razem pokusiła się o nieco mocniejszy skok, a co za tym idzie wyższy. Rozciągnęła się niemal całkowicie, lądując daleko z towarzyszącym temu cichym stęknięciem, bo jednak obciążenie w dniu dzisiejszym było znaczne. To żaden przytyk do jeźdźca, skądże znowu :lol2:

Mistrz Gry - 2015-06-21, 22:46

SERGEI CHERNIENKO & PETIT COEUR



71; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
Opis
Dotąd niezaburzona odwaga klaczy została zachwiana, co wydarzyło się w trakcie najazdu na przeszkodę 23. Zdekoncentrowana liczną publicznością oraz kolorami i budową przeszkody, w trakcie najazdu próbowała spływać na boki, zmieniając tempo galopu.



47; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
Opis
Od dłuższej chwili na niebie zaczęły zbierać się chmury, co mogło oznaczać tylko jedno - i was nie miał ominąć deszcz. Pierw zaczęło kropić, lecz z czasem deszcz przybrał na sile i stał się mocno uciążliwy.



UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
[/list]

Sergei - 2015-06-21, 22:47

Po udanym pokonaniu przeszkody szesnastej uśmiechnął się delikatnie z powodu zadowolenia. Połowa trasy i jak na razie byli cali i zdrowi, z całkiem dobrym czasem i bez większych kombinacji. Teraz przed nimi powoli jawiła się przeszkoda siedemnasta, a tuż za nią osiemnasta. Najazdu tym razem nie skracał, kierował gniadą na wprost, aktywnie wysyłając ją do przodu. Tutaj chciał oddać jak najdokładniejszy skok, by od razu ładnie zaliczyć osiemnastkę, a do tego Petit potrzebowała lekkiej turbinki w tyłku. Przed żywopłotem standardowe pomoce; mocniejsza łydka, wraz z ruchem klaczy półsiad i oddanie wodzy. Tym razem po lądowaniu nie siadał od razu w siodle, by przypadkiem nie wybić Coeur z równowagi. Gdy tylko również i 18 przeszkoda była za nimi, Rus poprowadził gniadoszkę dalej, swobodnym galopem, z luźniejszą wodzą, ale bez popędzania. Odległość była średnia, a z powodu niezgorszego czasu wolał nieco szczędzić jej siły, by nie zgasła mu na mecie. Kolejne kombinacja była dość skomplikowana (czy też raczej, sprawiała problemy), a jak na złość mężczyzna poczuł kolejne krople deszczu na swojej twarzy, co ewidentnie mogło utrudnić im dalszy przejazd. Najazd na pierwszy człon był idealnie prosty, mężczyzna ponownie przeszedł do pełnego siadu, zamykając tuż potem Petit w pomocach, by nie odbiła mu gdzieś w bok. Mocny dojazd do przeszkody, by nie miała czasu się zastanawiać, plus zachęcenie głosem. Po lądowaniu od razu ponowne przejście do dosiadu ujeżdżeniowego i energiczne wysłanie na przeszkodę – chciał, by gniada odważnie przeskoczyła, wręcz trochę zaatakowała hyrdę. Miała co „czesać” więc mógł sobie na to pozwolić. A wąski front wymagał zarówno precyzji, jak i odwagi. Zresztą, sama dwudziestka również przedstawiała się jako wąski font, może nieco inaczej wyglądający, ale wciąż zasada była ta sama. Ponownie kawałek galopu, gdzie poluźnił nieco kontakt z pyskiem, pozwalając Coeur na dobranie tempa... bylaby nie przesadzała. Na 20 przeszkodę specjalnie najeżdżał na wprost, pozwalając jej spokojnie się przyjrzeć (chociaż nie puszczał jej do szarży, w razie czego zwracając jej uwagę półparadami). Cały czas zachęcał ją głosem, rzadko kiedy używał palcata, a jak już, to tylko ostrzegawczo pukał w łopatkę, gdy widział jakieś większe problemy. Wyznawał zasadę, że jeśli koń się czegoś boi, to nie można go bardziej stresować krzykiem i laniem po zadzie. Tak czy owak, gdy tylko pokonali wąski front, kontrolowanie skierował się w stronę dwudziestej pierwszej przeszkody. Znajdowała się w dość bliskiej odległości, więc nie rozpędzał gniadej, by przypadkiem nie napalała się nadmiernie na galop... chociaż po tak długiej trasie pewnie zdążyła już nieco stracić na zapale do pędzenia do przodu. Myśliwska stróżówka miała neutralny wygląd i mężczyzna nie spodziewał się na niej większych problemów, więc równo prowadził Petit do przodu. Łydka, półsiad, wodza, lądowanie i heja dalej. Cross nastawiał go bardzo pozytywnie do życia, przed każdym skokiem niemalże czuł buzującą w żyłach adrenalinę... niewątpliwie on nie jechał po to, by wygrać, ale po to, by odczuwać z tego przyjemność. Nie martwił się w ogóle hyrdą, była to dość częsta przeszkoda, z którą praktycznie każdy wierzchowiec był dobrze obeznany. Żwawy najazd, aktywnie do przodu i już po chwili swobodnie mógł jechać dalej, na dwudziestkę-trójkę. Tutaj jednak praktyczne po raz pierwszy natrafił na pewne problemy w dogadywaniu się z gniadą. Wyraźnie wyczuł, że przed „Aleją Zwycięstwa” zaczęła się burzyć. Raz, zamknął ją w pomocach, chcąc uniemożliwić jej spływanie na bok, dwa; trzy półparady pod rząd i trzy; aktywnie wysyłał ją do przodu, nieustannie podpierając ją łydkami.
- No dalej, Mała, dasz radę – rzucił zachęcająco, wyraźnie nakłaniając ją do jako takiego ogarnięcia się.
No i przed wybiciem mocniejsza łydka, półsiad i oddanie wodzy. Gdy tylko wylądowali od razu aktywnie skierował gniadą do dwudziestą czwartą przeszkodę; ¾ trasy za nimi. Pozostało tylko przeżyć jakoś aktualną pogodę. Na „skok w dal” nakierował ją pewnie, mocno. Tutaj mógł się nieco rozpędzić, by elegancko oddać wraz z gniadą skok.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group