Orchid of Rohan - 2013-06-01, 14:31 Zaprzestał machania łbem po przytrzymaniu i mocniejszej łydce, kuląc łagodnie uszy szedł dalej, nie próbując już powrócić do tamtego zachowania. Wychodząc z wolty na ścianę, wyciągnął krok w kłusie w odpowiedzi na sygnały wysłane przez Roberta. Ruch miał obszerny, swobodny, zaś kroki były regularne i równe. W reakcji na półparadę i przytrzymanie, wchodząc na krótką ścianę skrócił się w kłusie, nadając swojemu ruchowi ciut więcej sprężystości. Płynnie odpowiadał na kolejne polecenia, wykonując zmiany tempa, które w jego wykonaniu były wyraźne. Ożywił się nieco, a może nawet rozpogodził, co można było stwierdzić po grze uszu i wyrazie oka. Może jakiś plan mu się zrodził w główce? :>
Na drugą stronę wspomniane ćwiczenia również nie sprawiły mu kłopotu. W oczekiwanym momencie zatrzymał się, choć nie tak od razu, pierw przeszedł do stępa i po paru drobnych kroczkach, do stój, tym razem równego. W takim razie zapewne zrobili powtórkę i wówczas wypadło to lepiej. Wyciągnął nieco pysk do dołu, przeżuwając wędzidło i kierując jedno z uszu na Roberta. W takim ustawieniu przeszedł jedno okrążenie, następnie wrócił do wyższego ustawienia na kontakcie z ręką jeźdźca i zakłusował. Kłusował sobie spokojnie, tzn aktywnie ale bez żadnych odpałów, reagując na wszystko, co miał mu do przekazania Robert. Po kole poruszał się lepiej niż ostatnio, o wiele lepiej kreśląc rysunek. Wychodząc z niego, wyprzedził pomoce do zagalopowania i odpalił wrotki, bo coś mu strzeliło do łebka </3 Enjoy!Robert - 2013-06-01, 14:46 Zatem Robert usiadł mocniej w siodło i odchylił się do tyłu, podnosząc mocniej ręce w górze. Od razu wziął ogiera na siebie, uspokajając go głosem. Kiedy tak wypruł galopem po długiej ścianie, chłopak skierował go na duże koło, stopniowo je zacieśniając, aż ten nie zwolnił. Dopiero wtedy, gdy galopowali spokojnym tempem, wyszli na pierwszy ślad. Kilka kółek w półsiadzie, przejście do kłusa, zmiana kierunku i galop na drugą nogę. To samo, półsiad i kontrola tempa. Potem oczywiście Robert wsiadł w siodło i również porobił dodanie i skrócenia w galopie. I tym sposobem, przeszli do żwawego kłusa. Równy kontakt, łydka i najazd na drągi. Półsiad nad nimi i oddanie ręki. Równe tempo i zmiana kierunku, aby powtórzyć ćwiczenie. Następnie stajenny podwyższył drągi na cavaletti, toteż teraz Orchid musiał podnosić nóżki wyżej.
Userce nie chce się rozpisywać, dlatego też po ćwiczeniach na drągach, Robert nakierował rudego na przeszkodę. Najazd z kłusa na kopertę ze wskazówką. Równy i prosty najazd, łydka i gdyby co bacik. Podczas skoku półsiad i oddanie ręki.Orchid of Rohan - 2013-06-01, 15:21 Początkowo opierał się Robertowi i choć trudno było mu galopować z równie dużą swobodą, co przed chwilą, to uparcie zostawał przy swoim. Na kole chcąc nie chcąc jednak tempo uspokoił. Wracając na ścianę, już nie przyspieszył, pozostał przy tej samej prędkości. Przeszedł do kłusa, zmienił stronę... i znowu dzida! Tym razem po otrzymaniu pomocy do zagalopowania, od razu go wyniosło do przodu. Nie złośliwie, tylko tak po prostu - miał dużo energii, młody jest to i niezbyt inteligenty, więc zdarza mu się poszaleć <3 Jeżeli jednak Robert zadziałał, to rudzielec oczywiście zareagował, uspokajając się nieco. Dodania wychodziły mu jako tako, był aż nadto wyraźne, widocznie miał parcie do przodu! Będąc już w kłusie, skierował się na drągi, które pierw z daleka obejrzał. Wszedł w sam ich środek, nogi unosząc dostatecznie wysoko i poprawnie wpisując się w odległości między nimi. Zapracował także szyją, na tyle, ile trzeba było. Powtórka jednakowo. W cavaletti zaś wszedł za mocno i sruu, część drągów poleciała, bo rudemu nie chciało się unosić nóg, ratując się z opresji za to poszedł bardzo tanecznie Zapewne zrobili to raz jeszcze gdy stajenny postawił drągi z powrotem, wówczas wypadło to nieco lepiej bo ogier zaczął zwracać uwagę na to, co pod nim. Jeżeli chodzi o przeszkodę, to idąc na nią, nie przyspieszał, odbił się we wskazanym momencie bez wyraźnego zaangażowania czy niechęci, od taki podskok który nie wzbudził w nim większych emocji. Nogi trochę pogubił, odzwyczaił się od skakania, niemniej przeszkodę pozostawił nienaruszoną, szyjkę trochę wyciągnął..Robert - 2013-06-01, 15:48 Nosz Bożełe co za gapełe
Oczywiście jeździli po cavaletti do skutku, aż rudy zaczął ładnie podnosić nogi.
Co do skoku to.. to Robert był mile zaskoczony, że nie było żadnych problemów Pochwalił ogiera i najechali drugi raz. To samo jak za pierwszym razem, nie ufał mu, coby nie spłynął z przeszkody. Jeżeli wszystko było ok, to po przeszkodzie zagalopowanie i równym tempem dojazd do kopertki tym razem w galopie. Raz, dwa trzy i hop. Oczywiście powtórzyli i zaraz po przeszkodzie przejście do stępa. Chłopak poklepał rudego i oddał mu minimalnie wodze, rozglądając się po przeszkodach.
Zapamiętawszy parcour, znowu nabrał wodze i ze stępa wypchnął młodego do galopu. Najazd z lewej nogi, zaczynali od tej samej kopertki. Tym razem już bez wskazówki. Odliczył foule i jako, że pasowało płynnie zgrał się z rudym podczas skoku. Lądowanie na lewą nogę i najazd po łuku na 90 cm stacjonatę. Półparada, coby się nie rozpędzał i tuż przy ostatniej fouli mocniejsza łydka, taka przypominająca ogierowi, że jednak ktoś na nim siedzi. Zamknięcie w pomocach i oddanie soczystego skoku. Łapka poszła za pyskiem konia, toteż nie było szarpnięcia. Lądowanie na prawo. Gdyby jednak się nie udało, to Robercik przytrzymał Orchida i przełożył łydki, zachęcając go do lotnej. Gdyby i to nie pomogło to przejście do kłusa i dopiero wtedy galop na prawo. Tym razem czekała ich stacjonata 100 cm a po trzech foulach okser również 100 cm. Może nie był pełnowymiarowy, ale dla Rohana wysokość nie powinna stanowić problemu. Tutaj Robert tym bardziej mu nie ufał Kiedy wyprostował go w najeździe, półparada, napięte wodze i przyłożone łydki. Lekko odchylił się do tyłu coby dopchać go dosiadem, a w razie wahania konia, użył bata. Podążenie ciała na stacjonacie i tuż po lądowanie powrót w siodło, aby aktywnie jechać dalej do przodu. Nie pozwalał mu się rozpędzać do oksera, aby skok był soczysty, a nie płaski.Orchid of Rohan - 2013-06-01, 18:01 Na twoim miejscu powiedziałabym: jeszcze nie było żadnych problemów! Parsknął przeciągle i nawrócił na kopertkę, którą pokonał podobnie jak ostatnim razem, nawet nie wymagając specjalnego pilnowania. Nie ufał mu? Jaka szkoda <3. Poproszony o galop, przeszedł do wyższego chodu, tym razem nie rozpędzając się. W owym chodzie skierował się na tą samą kopertę, którą z galopu pokonał energiczniej niż z kłusa. Oho, czyżby ostrzeżenie? Powtórka również nie wypadła źle. Reagował na wskazówki Roberta i korzystał z nich, odbijał się we właściwym miejscu i ukazywał coraz ładniejszą technikę, jak gdyby powoli sobie przypominał to i owo. Przeszedł do stępa, lekko wyciągając pysk do dołu. Po krótkim odpoczynku, ponownie zagalopował, znowu stawiając czoła tej samej kopertce, tym razem bez wskazówki. Nie zrobiło mu to większej różnicy - prawidłowo pokonał przeszkodę. Wylądował na lewą nogę i w tamtą stronę też skręcił, kierując się na niespełna metrową stacjonatę. Parę równych, obszernych foule i sprężyste odbicie w dobrym miejscu, w trakcie lotu zaokrąglił nieco grzbiet i wyciągnął szyję. Wylądował na prawą nogę, póki co się nie gubił. Wyprostował na szereg, rzeczywiście wzbudził on pewne powątpiewanie w ogierze, dlatego dobrze, że Robert go zmotywował... trochę siłowo, ale zmotywował . Chociaż widać i czuć było, że podszedł do tych przeszkód mniej chętnie i mniej elastycznie niż zwykle, to oddał poprawny skok na stacjonacie. Po wylądowaniu, machnął łbem, białkiem oka łypiąc na okser. Do niego podszedł jeszcze bardziej niechętnie, ale zapewne Robert go przypilnował i rudzielec zdecydował się oddać skok, odpowiednio wysoki, z niewielkim zapasem, nawet się trochę złożył!Robert - 2013-06-01, 18:17 Bleble
Tuż po okserze Robert usiadł w siodło i przytrzymał Orchida do spokojnego, zebranego galopu. Po co się spieszyć. A, no i warto dodać, że teraz galop na lewą stronę. Po mniej więcej pięciu foulach najazd na doublebarre mierzącego 100 cm. W linii prostej koncentracja i odliczenie fouli. Tuż przed odbiciem mocniejsza łydka i w razie czego bacik. Chłopak czekał na konia, nie wyprzedzając jego ruchu, coby nie spaść W czasie lotu półsiad i oddanie wodzy. Po pokonaniu przeszkody lądowanie na lewo i znów półparada na wyrównanie tempa. I znów szereg. Po łagodnym łuku zbliżali się do stacjonaty 100 cm, potem po trzech foulach okser i po dwóch tripplebarre o tej samej wysokości, czyli 100 cm. Tu już pojechał go zdecydowanie mocniej, wchodząc w szereg. Podczas skoku również zachowywał delikatny kontakt, tak, aby po lądowaniu cwaniak mu nigdzie nie spłynął. Cmoknął zachęcająco i zamykając Orchida w łydkach doprowadził do okserka. Tak samo uczynił z tripplebare'm, tyle, że nieco mocniej dodał go na do ostatniej przeszkody.Orchid of Rohan - 2013-06-01, 19:18 Pogalopował spokojnie na następną przeszkodę, zmęczenie zaczynało dawać mu się we znaki, kondycja zdecydowanie kulała póki co. Widząc na swej drodze kolejną przeszkodę, postawił uszy na sztorc, przyglądając się uważnie konstrukcji. Bez cienia zawahania, pogalopował równo na wprost doublebarre'a, odbił się we wskazanym miejscu ponownie oddając ekonomiczny skok. Chociaż był młody, to jak widać nie spieszyło mu się do wysokich lotów, było to raczej takie jak zrobić by się nie narobić <3 Wylądował na lewą nogę i pogalopował w tę stronę, ponownie uspokajając tempo. Znowu szereg... Cóż, już z tej odległości nie wzbudził w ogierze chęci, pokonanie go wymagało zaangażowania i koncentracji, a rudzielec miał humor zupełnie na co innego! Nieco aktywniejszym tempem, tak jak życzył sobie tego Robert, dojechał do samego końca i w odpowiednim momencie oddał sprężysty, ekonomiczny skok. Przy lądowaniu cicho sapnął, przed okserem zawahał się lekko, lecz przytrzymany przez Roberta dobrnął do końca i oddał kolejny skok, rozciągając się nieco nad drągami. Wylądował daleko, po dodaniu wyciągnął krok na tripplebarre'a. Już miał oderwać się od podłoża, gdy nagle zmienił zdanie, gwałtownie hamując i prawdopodobnie zrzucając jednego, jak nie wszystkie drągi, co zapewne było możliwe gdy się okręcił. Jeszcze nie spieprzał <3Robert - 2013-06-01, 19:26 Jak dobrze, że Robercik miał już trochę doświadczenia i wiedział, żeby pod żadnym pozorem nie wyprzedzać młodych koni w skoku Starszy, porządny koń jeszcze by przytupał i odbił się z piątej nogi, no ale oczywiście ten oto młodzian musiał zrobić wjazd na zadzie i wpakować siebie, jak i Hartnetta w przeszkodę
Jak to fizyka nakazywała, Robertem szarpnęło, jednak że siedział mocno w siodle, przytrzymał się szyi Orchida, klatą przytulając się do jego grzywy. Kiedy tylko sytuacja została ogarnięta przez chłopaka, lekko zły na swego podopiecznego ukarał go trzema szybkimi w zad. Wycofał go i wyleźli z szeregu czekając, aż stajenny poprawi tripla. Robercik jeszcze sprawdził czy aby nic się nie stało temu Gupkowi A jako, że był koniem ze stali zaraz to zakłusowali i zagalopowali. Dwie wolty dla ogarnięcia, po czym wyjazd na pierwszy ślad i po łuku powtórka szeregu. Ta sama stacjonata, przytrzymanie trzy foule i okser. Zaraz po nim Robert usiadł mocno w siodło i cmoknąwszy, wręcz prawie kopnął Orchida łydkami po bokach i trzepnął go batem, aby nie wahał się przy skoku.Orchid of Rohan - 2013-06-01, 19:46 Gdy Robert uwalił mu się na szyi, rudy schylił się, spadaj pan! Jednocześnie zaczął się cofać, a tu nagle dupsko mu obili, od razu zadarł łeb do góry i podbił lekko zadem, zaraz próbując spierdzielić do przodu, ale zapewne zostało mu to uniemożliwione. Także jeden głębszy oddech, uspokoił się i wyszedł z szeregu. Po chwili stępa, podczas której stajenny poprawił przeszkodę, zakłusował gdy został o to poproszony, a następnie zagalopował. Rzeczywiście nic mu się nie stało, poza znacząco podniesionym poziomem adrenaliny. Na dwóch woltach wyrównał tempo i uspokoił się jeszcze bardziej, po czym został naprowadzony na szereg. Stacjonatę i okser pokonał bez większych problemów, podobnie jak ostatnio, natomiast przy tripplu znowu zaczął kręcić, choć po "kopnięciu" i strzale z bata oddał skok, dość wysoki dla odmiany, zła przeszkoda! Po wylądowaniu, poprawił oddając z zadu, tyle w nim to frustracji wzbudziło!Robert - 2013-06-01, 19:56 Nosz co za Gej ;_; Niebezpiecznie było takie brykanie po przeszkodzie, userka coś o tym wie akurat... I trzeba było zrobić wszystko, aby uniemożliwić koniowi nauczenie się takiego narowu. Dlatego też, gdy Orchid oddał w złości z zadu, Robert na chama zatrzymał go tuż po przeszkodzie. Ręce w górę tak, aby młody nadział się na wędzidło i parada na siebie. Jako, że miała być to kara i takie brykanie miało się kojarzyć Rohanowi z nieprzyjemnymi konsekwencjami, Robert nie zawahał się użyć siły. Jeżeli ogierowi nie spieszyło się z zatrzymaniem, Hartnett dodatkowo wygiął go w bok, aby skręcił, nie mając możliwości rozpędzenia się. Wtedy znowu bat po szyi i zatrzymanie. Odczekał kilka sekund i łydka do stępa. Po kilku krokach ruszenie kłusem i zagalopowanie. Chłopak przeszedł do półsiadu i rozgalopował młodego dookoła parcouru, po czym skrócił go i po linii prostej naprowadził na stacjonatę 110 cm. Półparada, zamknięcie w łydkach i skok. Skrócenie po wylądowaniu i półsiad. Galop na lewą nogę i znów najazd po łuku na ten sam szereg przy którym były takie problemy Równo i spokojnie, najazd na stacjonatę, to samo okser, a przy triplu nieco żwawiej i także miejmy nadzieję, że już całkiem poprawnie oddanie skoku. Orchid of Rohan - 2013-06-01, 20:13 Po takiej reakcji ze strony Roberta, zatrzymał się jak wryty. No dobra, pierw zrobił parę kroków dosłownie w miejscu, kuląc uszy, a dopiero potem znieruchomiał. Szastnął ogonem i po paru sekundach ruszył stępem cały nabuzowany, następnie parę kroków kłusa i zagalopowanie, mocno pod górę, jakby cały ten gniew go unosił, o! Galopując wokół parkuru wkrótce nieco spokorniał i się uspokoił. Naprowadzony na stacjonatę, pogalopował na nią bez zawahania, w odpowiednim momencie oddając ekonomiczny skok, naprawił się chłopak na tę chwilę. Lekko złożył podwozie, nieco zaokrąglił grzbiet, wyciągnął szyję. Nie były to ogromne wysokości także i zaangażowanie było niewielkie, nie było tego "wow", chociaż rudy i tak zasłużył na nagrodę, a nie tylko na baty i baty ;c Żartuję oczywiście.
Po stacjonacie ponownie stawili czoła szeregowi, ogier zdążył go już poznać bardzo dobrze i wcale nie uśmiechało mu się pokonywanie go raz jeszcze, niemniej dwa pierwsze skoki oddał tak samo jak poprzednio, bez wahania i rażących błędów, natomiast na tego nieszczęsnego trippla ciągle się sadził, jednak nauczony doświadczeniem po prostu go skoczył, tym razem po wylądowaniu nie strzelając barana, bo Robcio chyba kark by mu skręcił :CRobert - 2013-06-01, 20:24 Pf, nagroda będzie później <3
Po oddaniu normalnego skoku nad tripplem, Robert poklepał po szyi Orchida. Choć tuż przy lądowaniu obawiał się kolejnego rodea które na szczęście nie nastąpiło! I ku zadowoleniu Roberta, galopowali dalej. Po ów szeregu skrócenie i kilkunastu foulach, po łuku najazd na ostatnią 110 cm stacjonatę, a zaraz za nią, na stojący w linii na pięć fouli okser tak samo 110 cm. Równe doprowadzenie, zamknięcie w łydkach i zgranie z koniem. Po skoczeniu oksera przejście do kłusa i żucie z ręki. Wyjechali na pierwszy ślad, a wraz z tym Robi oddawał stopniowo wodze ogierowi na tyle, na ile chciał. Rozluźnienie i od dosiadu i spokojnego głosu chłopaka, przejście do stępa. Długa wodza i poklepanie po szyjce.
- Mam nadzieję, że takich cyrków nie będziesz robić na mistrzostwach Ale i tak się dobrze spisałeś. - Zatrzymał go i z pomocą wodzy wygiął łeb w swoją stronę, aby Orchid zobaczył cukierek leżący na jego wyciągniętej dłoni. Po mniej więcej 10 minutach stępowania, Robert z Orchidem wyjechali w stronę stajni.
zt*Orchid of Rohan - 2013-06-01, 21:04 Jeszcze kiedyś zaliczysz rodeo, zobaczysz!
Chwilę po wylądowaniu, skrócił galop i w uzyskanym tempie skierował się na przedostatnią przeszkodę, jaką - oh my god - była podwyższona stacjonata. Lekko kuląc uszy, bo absolutnie nie chciało mu się więcej robić, pogalopował na sam środek stacjonaty, posłusznie poddając się komendom Roberta i oddając skok w wyznaczonym miejscu. Przyłożył się trochę bardziej niż zwykle, stacjonatę pozostawiając nienaruszoną, do oksera wyciągnął trochę ostatnie foule i oddał kolejny, mocny skok, który w rezultacie i tak wypadł ekonomicznie. Rozciągnął się nad drągami, zapracował szyją, wylądował daleko. A teraz już mi sie nie chce, więc napisze tylko, że się rozstępował, pożarł co jego i wyszedł do stajni, o. /ztCarmargue - 2013-06-02, 20:34 Załóżmy że ktoś przyszedł i go zabrał.
/ztJackson - 2013-06-04, 18:12 Wszedł na teren parkuru, prowadząc przy swym boku Sensual. Trzymał Ją w jednej wodzy, aby w razie potrzeby móc skutecznie zareagować. Co jakiś czas pogłaskał Ją po szyi, w ramach zrelaksowania się.
Kiedy znaleźli się już gdzieś na uboczu placu, przeznaczonego do jazdy, zatrzymał siebie i konia. Podpiął popręg, a także opuścił strzemiona, które były już wyregulowane, gdyż na tym siodle nie miał nikt inny zwyczaju jeździć. W zasadzie to jedynie Jess miała na to przyzwolenie. Złapał obie wodzę w lewą rękę, ustawiając się po lewej stronie konia i uniósł nogę, celując stopą w strzemię, po to aby odbić się od ziemi, dłońmi złapać się siodła i tym samym jednym szybkim ruchem, znaleźć się na grzbiecie gniadej pullerki. Jeśli ta stała spokojnie, poklepał Ja i palnął jakieś miłe słówko typu "dobry koń". Następnie spróbował jeszcze choć o jedną dziurkę podpiąć popręg, po czym delikatnie poluźnił wodzę- jeśli sytuacja na to pozwalała, i dał wyraźny znak biodrem, jak i impuls łydką- do stępa. Na razie po prostu klaczka miała się rozruszać, rozprostować, przyzwyczaić do nowego jeźdźca, zapoznać z okolicą, na którą mogła przyjść dopiero pierwszy raz, bo przecież Jackson tego nie sprawdzał. On sam także rozluźnił się nieco, a także sprawdzał styl w jakim porusza się koń. Nawet w stepie można było wyczuć znaczne różnice między chodem u wielu koni.
Jeżeli jednak gniada- bo tak też mogło być, sądząc po randze- wystartowała, zaczęła brykać, galopować, kłusować czy cokolwiek innego wyczyniać, Jack po prostu stopniowo, nie gwałtownie, acz w pierwszeństwie spokojnie Ją uspokajał i hamował dążąc do stępa.