Alain - 2016-03-28, 16:38 Po kłótni z Harlow nie mógł od razu wrócić do swojego mieszkania. Koniecznie musiał odetchnąć i nieco ochłonąć, a najlepszym sposobem, by to osiągnąć było dokończenie spaceru, który zaczął już wcześniej, ale który niestety musiał przerwać na pewien czas. Pora była już dość późna, więc nie spodziewał się nikogo spotkać, a już tym bardziej w parku, który tętni życiem raczej za dnia, zaś nocą jest opustoszały i chwilami wręcz wrogi. Z głową pełną sprzecznych myśli kroczył naturalnym dla siebie tempem, przemierzając kolejne alejki. Kompletnie nie umiał sobie poradzić z przytłaczającą go rzeczywistością, chociaż białowłosej jasno postawił swoje warunki, które były tak różne od tego, co odczuwał właśnie w tym momencie. Za długo znał tę dziewczynę i był do niej za bardzo przyzwyczajony, by najzwyczajniej w świecie usunąć ją ze swojego życia, a przecież właśnie to jej oznajmił. Zachował się tak, jakby kompletnie mu nie zależało na dalszej znajomości, ba, przyjaźni. Jednak nie czuł się odosobniony. Ona również nie zagrała zbyt czysto i miał tego świadomość, dlatego w pewien sposób czuł się usprawiedliwiony. Za wszelką cenę starał się odpędzić od siebie wszystkie myśli związane z tym tematem, lecz nie potrafił osiągnąć tego celu. Sam się sobie dziwił, że tak bardzo to nim wstrząsnęło. Lecz z drugiej strony... kwestia nie był wcale błaha, a wręcz przeciwnie. Dlatego pochłonięty walką z myślami i samym sobą, nie zwracał uwagi na otoczenie. Umykały mu istotne fakty położenia, na szczęście znał miasto na tyle dobrze, by nie martwić się o to, że gdzieś się zapodzieje. Jego bladą facjatę osłaniał czarny cień, który rzucał na nią kaptur, dzięki któremu czuł się jednocześnie nieco bezpieczniej i bardziej anonimowo, choć dookoła nie było żadnych ludzi. Ot to tylko psychiczny komfort, dla niezadowolonej z życia duszy. Spod czarnego materiału regularnie wydobywał się szary dym, który wyciekał z płuc mężczyzny, następnie trafiając do ust, aż w końcu zyskiwał upragnioną wolność. Kiedy na zewnątrz wydostał się ostatni siwy kłąb dymu, resztki papierosa jednym susem wylądowały na chodniku. Wykonując kolejne niepośpieszne kroki, Francuz przydepnął niedopałka, a ten przestał się tlić, ukazując swój pomarańczowy błysk. Mężczyzna był tak bardzo pochłonięty myślami i zamknięty w swojej szczelnej, szklanej kuli, że o uszy nie obiły mu się nawet kroki. Kroki, które z całą pewnością nie należały do niego. Niczym niewzruszony dalej szedł przed siebie, nieuchronnie zbliżając się do blondynki, która kroczyła w przeciwnym kierunku. Spowodowało to zderzenie ich ciał, co skutecznie i szybko oprzytomniło ciemnowłosego.
-Kurwa... patrz jak chodzisz.- warknął w kierunku dziewczyny, dopiero po chwili uważniej się jej przyglądając, czego z początku nie planował robić. Spojrzenie na dwuedzistodwulatkę nie było niczym uwarunkowane, był to zwyczajny odruch, nad którym raczej nie szło zapanować, albo na którym nie planował panować. Panujący mrok skutecznie uniemożliwiał dokładną identyfikację, a żółte światła latarni zamiast w tym pomóc, jeszcze bardziej utrudniały zadanie, rzucając niepotrzebne cienie, przysłaniające istotne szczegóły wyglądu. Jednak w tej dziewczynie pewien szczegół był nader charakterystyczny, bowiem nie każda napotkana na ulicy osoba ma różnobarwne tęczówki. Wlepiając przenikliwe spojrzenie w oczy blondynki dostrzegł w nich kogoś znajomego. -Monroe?- mruknął, marszcząc nieznacznie brwi, co ewidentnie wskazywało na jakieś przemyślenia, a może nawet lekkie zaskoczenie. Nie sądził, że spotka tu kogokolwiek, a już na pewno nie tę osobę, pomimo że zdawał sobie sprawę z tego, że jasnowłosa nigdy nie wyjechała z miasta, o czym wiedział.Monroe - 2016-03-28, 20:57 Schowała ręce w kieszeniach, zamykając na chwilę oczy jakby delektowała się szczypiącym chłodem nocy. Blade policzki pod wpływem zimna zaróżowiły się nieznacznie, a w płucach zaległo setki małych igiełek, uciążliwie wbijających się w ścianki narządu przy każdym wdechu. Chłód nie był ani odrobinę przyjemny, ale nie chciała wracać do pustego domu. Ostatnio doskwierał jej dziwny rodzaj samotności, wypychający na ulicę drobne ciało w poszukiwaniu czegoś na wzór sensu w życiu. Poza tym mogła w spokoju przemyśleć wygląd broszur informacyjnych, których zaprojektowanie zleciła jej jedna z angielskich firm. Skala przedsięwzięcia nie była szczególnie duża, ale Monroe wiedziała, że nie może pozwolić sobie na potknięcie. Chciała nawiązać współpracę, a jako osoba bez odpowiedniego wykształcenia, z góry stawiana była na gorszej pozycji. Na szczęście pomagał duży zmysł estetyczny, a zlecenia napływały na tyle często, że dziewczyna mogła pozwolić sobie na utrzymywanie wynajętego mieszkania. Owszem, nie było lekko. Czasami po wydaniu pieniędzy na lokum i rachunki, musiała ograniczyć wydatki związane z jedzeniem do minimum. Żyła na przysłowiowym chlebie i wodzie, ale nigdy nie wróciłaby do patologii, z której ledwo udało jej się uciec. Wiedziała, że ojciec prawdopodobnie jej szuka. Co gorsza, myśl o tym przyszła niemal w tej samej chwili, w której poczuła uderzenie. Odrzuciło ją w tył i chociaż nie upadła, natychmiast zacisnęła mocniej pięści w odruchu maskującym strach. Serce Monroe stanęło w gardle, kiedy podniosła oczy na zakapturzoną postać i chociaż wcale nie rozpoznała Alaina, i tak poczuła palącą chęć ucieczki. Tacy ludzie stanowili zamknięty rozdział jej życia, z którym nie chciała mieć już nic wspólnego. Nie tylko dlatego, że wiedziała do czego są zdolni, ale przede wszystkim dlatego, że ktoś mógłby donieść ojcu gdzie ją znajdzie. Tylko przed nim nie potrafiła się nijak obronić, chociaż tak naprawdę bała się zawsze, kiedy którykolwiek mężczyzna przekraczał granice. Na szczęście umiała nad tym zapanować, nauczyła się kilku amatorskich, niegroźnych dźwigni pozwalających na przerwanie chwytów, a potem ratowała się ucieczką. Bo przecież w starciu na gołe pięści nie miała żadnych szans. Niemniej nie okazała niepewności, a słysząc warknięcie zmarszczyła mocno czoło.
- To ty wszedłeś na moją stronę chodnika – syknęła w odpowiedzi, równie nieprzyjemnie co on. Podniosła wówczas podbródek szukając intensywnie, schowanych poza zasięgiem jej wzroku oczu. A potem zupełnie niespodziewanie usłyszała swoje imię. Odrobinę zachrypnięty głos z kimś jej się skojarzył, ale dopiero w kolejnych kilku sekundach zrozumiała, że stoi przed Alainem. Mieszanka sprzecznych uczuć dosięgła ją z całą swoją stanowczością. Jakaś radość, budząca się nieśmiało, ustąpiła miejscu niepewności i stresowi. Nie dlatego, że mógłby jej coś zrobić, a dlatego, że chłopak stanowił cząstkę jej przeszłości. Również od niego przez tyle lat próbowała się odciąć i niemal jej się to udało. Do teraz udawała, że nie istnieje, żyjąc sobie cichutko w swoich czterech ścianach, ale jak się okazuje, nie da się w ten sposób całe życie. Wiedziała wszak, że teraz nie powinna się odwrócić i sobie pójść. Kiedyś jako para przyjaciół dobrze się dogadywali i gdzieś podskórnie wiedziała, że wolałaby go do siebie nie zrazić. Wówczas z całą pewnością zaczęłaby się bać, wiedząc że nie należał do szczególnie miłych osób. Może dlatego postanowiła udawać, że zupełnie nic się nie działo, a jej zniknięcie było tylko splotem okoliczności. Czy się na to nabrał? To już pozostawiam userce chłopaka.
- Skąd to roztargnienie? – Mruknęła już przyjemniejszym dla ucha tonem, bardziej przypominającym ten, który miał okazję zapamiętać.Alain - 2016-03-29, 17:36 Nie spodziewał się odzewu ze strony potrąconej osoby, więc kiedy dziewczyna zabrała w tej sprawie głos, spiorunował ją chłodnym spojrzeniem. Był znacznie podenerwowany i nieskłonny do zwyczajnego zignorowania takich słów, chociaż w normalnych okolicznościach pewnie by to zrobił. Póki ktoś nie zaszedł mu za skórę mógł tę osobę całkowicie ignorować, a nawet omijać ją szerokim łukiem, sytuacja diametralnie się zmieniała, gdy miał swój powód, żeby kogoś nienawidzić, lub kiedy był nietrzeźwy, albo tak jak teraz - wzburzony. Marszcząc przy tym nieznacznie brwi, wodził bezczelnie po twarzy napotkanej dziewczyny. To właśnie w tamtym momencie rozpoznał w niej dawną znajomą, toteż ostatecznie powstrzymał się od kolejnego komentarza na temat tego drobnego wypadku. Mimo wszystko na twarzy Francuza wciąż malowała się kamienna maska, jego mina była niczym niewzruszona i nie wskazywała na przeżywanie żadnych emocji, a jednak takowe teraz przeżywał. Wewnątrz targała nim złość i zażenowanie, cierpiał z powodu nieuszanowania jego zdania, lecz nie dał niczego po sobie poznać. Te negatywne odczucia nie pozwoliły mu nawet zwrócić większej uwagi na fakt spotkania z Monroe. Nie potrafił się tym ucieszyć i wywarło to na nim nijakie wrażenie.
-Czemu i ty się, kurwa, tyle nie odzywasz?- wręcz burknął w kierunku dziewczyny, ignorując pytanie zadane przez nią. Szczerze wątpił w historię, którą prezentowała jasnowłosa. Nie uważał, by jej zniknięcie było zwykłym przypadkiem i nie dał wmówić sobie również tego, że wszystko jest w porządku. Mimo, że mógł sprawiać zupełnie inne wrażenie. Wiedział w jakiej sytuacji Monroe znalazła się wcześniej, sądził, że to po części jego wina, dlatego - ku zaskoczeniu wszystkich - nawet się martwił. Miał już dość wiecznego uciekania i ukrywania, chciał wiedzieć o wszystkim, otrzymać informacje wprost, bez konieczności domyślania się i snucia przedziwnych teorii.Monroe - 2016-03-29, 18:30 Półmrok, przerwany jedynie wątłym światłem latarni, nie pozwolił jej dostrzec nic więcej prócz konturów jego kaptura. Z doświadczenia wiedziała jednak, że mężczyzna taksuje ją wzrokiem i wcale nie podobał jej się taki stan rzeczy. Nie rozpoznając jeszcze w nim żadnej konkretnej postaci, bała się w jakiejś części, odruchowo napinając mięśnie nóg niczym dwie, potężne sprężyny. W tej pozycji nie zdradzała szczególnie swojego stresu, ale też była gotowa uskoczyć w bok jak spłoszony koń. W międzyczasie, starała się też odczytywać jego mowę ciała, szybko orientując się, że chłopak stoi całkiem luźno i nie jest skory do wszelkich ataków. Coś jej jednak nie pasowało, szczególnie kiedy uzmysłowiła sobie z kim ma do czynienia. Nie mogła wprawdzie jednoznacznie stwierdzić, czy obojętność i głęboko skrywana agresja są wynikiem jego złego humoru czy może po prostu zmienił się na gorsze. Niemniej, nie podobało jej się to, a resztki tlących się uczuć powoli zaczynały dochodzić do głosu. Nie chciała tego wprawdzie, gasiła wątły płomyczek zawsze kiedy się pojawił, ale to było trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Zupełne zerwanie kontaktu, względem Alaina, było... krzywdzące i niesprawiedliwe. Kiedyś, na swój jakże oszczędny, zamknięty sposób, dbał o nią. Choćby z tego względu, nie powinna była odcinać się bez słowa pożegnania. Z drugiej strony nie chciała też powiedzieć mu prawdy. Bo jak miałoby to wyglądać? Nie odzywałam się, bo jesteś częścią gorszego rozdziału mojego życia? to śmieszne. Nie zostawiało się ludzi, którzy byli w najgorszych chwilach i nawet nie myśleli o ucieczce. I może to nie fair, może Monroe była zwyczajnie niewdzięczna, ale nie umiała inaczej odciąć się od własnych tragedii. Nie była tak silna, jak mogłoby się wydawać. Miała swoje skazy i lęki, z których największym stał się ojciec. Czasami wręcz jej się śnił, jak wymierza ciosy i wrzeszczy zalany wódą, a wtedy nie miała już jak się bronić przed samą sobą. Rozklejała się jak dziecko, na twardym materacu brzydkiego, małego mieszkania, w którym żyła od kilu miesięcy. A jednak ani razu nie odważyła się zadzwonić pod stary numer kumpla. Mogłaby powiedzieć mu wszystko teraz, ale to chyba nie była najlepsza pora na zwierzenia. Wątpiła, żeby chociaż próbował zrozumieć jej motywy. Sytuacja zapewne przerodziłaby się w ostrą kłótnię, w której przewagę miałby mężczyzna.
- Brzmisz jakbyś sam próbował się skontaktować – jakże kobiecym sposobem odwróciła kota ogonem, tylko tak ratując się przed mizernymi kłamstwami, na które pewnie by się nie nabrał. Nie był głupi, wiedział o niej dużo, wręcz bardzo dużo i niemal na pewno z łatwością powiązałby fakty, poza tym, że interpretacja mogłaby być zgoła przekłamana.Alain - 2016-03-30, 00:43 To zdecydowanie nastrój tego wieczoru mu nie dopisywał i to on był powodem tak chłodnego, a zarazem szorstkiego potraktowania jasnowłosej. Nie skupiał się w całości na tym, co go otaczało, jakąś częścią siebie wciąż ukryty był w nieco odmiennej scenerii, tym swoim niewielkim, zamkniętym dla innych, ponurym świecie, w którym spokojnie mógł do woli układać swoje myśli i ponownie je burzyć, niczym zamek z kart, czy domek z klocków. Był roztargniony i wręcz sfrustrowany, jednak miał ku temu swoje osobiste powody, z których oczywiście nie miał najmniejszej ochoty nikomu się zwierzać. Po cichu liczył, więc na to, że gdy dziewczyna przyuważy ten przedziwnie nastrojony humor nie zacznie drążyć. Nie lubił, gdy ktoś na siłę próbował wydobyć z niego jakiekolwiek informacje, lecz niejednokrotnie była to jedyna droga, by dowiedzieć się czegokolwiek. Rzadko mówił o sobie, chociaż przecież był pieprzonym samolubem, narcyzem, który nie widzi nic oprócz czubka własnego nosa. Owszem, ale to dotyczyło odmiennych płaszczyzn i tylko ci, którzy naprawdę go znali - a w tym Monroe - mogli o tym wiedzieć. Od ich ostatniego spotkania się nie zmienił: nadal był tym samym gburowatym, chłodnym i opryskliwym Alainem. Był typem, z którym nawiązanie jakichkolwiek relacji przychodzi z ogromnym trudem. Nie jest człowiekiem, który jest otwarty na nowe znajomości, a wręcz przeciwnie, zamyka się przed nimi i nie dopuszcza do siebie osób spoza zaufanego grona. Nie ufał ludziom, doświadczenie go tego nauczyło. Jednak przyjaciele byli dla niego jak druga rodzina, której - jak sądził - nigdy nie miał. Owszem posiadał matkę i ojca, ale co z tego, skoro żaden z nich specjalnie się nim nie interesował? Każdy żył we własnym świecie, z dala od siebie. Właśnie dlatego ostrożnie dobierał sobie towarzystwo i zadawał się z osobami godnymi poszanowania i zaufania, oraz takimi, z których mógł czerpać korzyści dla siebie. Z Monroe łączyła go dość osobliwa więź, bowiem poznali się ze zwykłego przypadku i Francuz nigdy nie podejrzewał, że oboje się zaprzyjaźnią. Pomagali sobie wzajemnie i choć później ich relacja z zewnątrz przypominała coś na wzór przyzwyczajenia i obowiązku, to rzeczywistość była inna. Mężczyzna darzył dziewczynę zaufaniem i posiadał wobec niej spory dług wdzięczności, ale był jej również winien coś innego. Nie czuł się dobrze, że z jego powodu blondynka miała jeszcze większy problem ze swoim ojcem. Wiedział, że musi mieć nad tym kontrolę, dlatego tak skrupulatnie odnawiał z nią kontakt, który koniec końców ostatecznie się zerwał. I nie utrzymywali go aż do dzisiejszego wieczoru i choć w tym momencie brunetem przemówiła nieznaczna ulga, to wciąż buzujące w nim emocje, nabyte na poprzednim spotkaniu z Harlow wciąż nie dopuszczały do głosu tych bardziej pozytywnych odczuć. Owszem, domyślał się dlaczego dziewczyna mogła się tak gwałtownie odciąć, jednak chciał się o tym przekonać, słysząc jej opowieść na własne uszy. Do niczego nie dochodził sam, nie chcąc utwierdzać się w nieprawdziwych przekonaniach, a takowych pewnie nabyłby całą masę, gdyby doszukiwał się rozumienia w jej postępowaniu.
Kiedy Monroe tak bezkarnie odwróciła sytuacje na swoją korzyść, ciemnowłosy jedynie przewrócił oczami i westchnął bezgłośnie. Zsunął ze swojej głowy kaptur, pomimo że w nim czuł się dużo bardziej komfortowo. Jednak wolał mieć świadomość, że jego rozmówczyni dobrze go widzi. Poniekąd lubił, gdy ludzie odwracali wzrok, kiedy podejmował z nimi rozmowę, to dawało mu niejaką przewagę i siłę, lecz podobnych potrzeb nie odczuwał w rozpowie z przyjacielem - wtedy on, jak i wspomniany przyjaciel, w tym wypadku przyjaciółka, byli na równi. -Nie odwracaj znów kota ogonem.- mruknął w odpowiedzi, po raz kolejny ignorując główną myśl wypowiedzi dziewczyny. Zwyczajnie nie mógł sobie odpuścić. -Długo jeszcze zamierzałaś uciekać? Tak trudno jest wysłać jednego zasranego sms'a?- warknął, lecz jego ton nadal nie był na tyle wrogi, by od razu rozpoczynać kontratak.Monroe - 2016-03-30, 11:23 Kiedy zrzucił kaptur, usta Monroe nieco się zwęziły w cichej manifestacji złości. Nie wiedzieć czemu fala negatywnych emocji uderzyła w nią, wraz z tym lekkim ruchem, jakby przewidziała już, że za chwilę dojdzie do nieprzyjemnej wymiany zdań. Korzystając z chwili milczenia poniekąd starała się wymyślić przynajmniej kilka wiarygodnych wymówek. To była jedna z jej wad – nie umiała się otworzyć i dać komuś szansy na zrozumienie jej spaczonego sposobu myślenia. Wyznacznikiem życia blondynki był wszak lęk przed powrotem do dawnego świata, czego zapewne nikt z jej ówczesnego otoczenia nie mógł pojąć. Między innymi dlatego, że tamci ludzie czuli się dobrze żyjąc na zasiłkach, kradzieży i rozbojach, w konflikcie z prawem czy po prostu z nielegalnego handlu. Jak szczury. Pasożyty społeczeństwa, jak robaki... A ona była po prostu za inteligentna i zbyt dumna, by godzić się na miano darmozjada. Heroicznie broniła się przed tym rękami i nogami, choć bardziej przypominało to szamotaninę wariata. Co więcej, raniła się rykoszetem, odcinając od przyjaciół i chowając po kątach. A jednak jej zależało, czego najlepszym dowodem były właśnie opory przed wyjawieniem prawdy. Prawdopodobnie przekreśliłoby to ich przyjaźń, a nie chciała kończyć jej kłótnią. Nietrudno więc domyślić się, że zarówno Monroe jak i Alain niechętnie mówili o własnych problemach, acz siłą rzeczy to ona była bardziej skora do zwierzeń. Miała nieco słabszą psychikę, lecz nie wykraczała poza ogólnie przyjęte normy, wciąż nienagannie wyglądając, mówiąc i myśląc. Ot, zwykła dziewczyna o korzeniach sięgających dna.
Założyła ręce na piersi, słysząc uwagę chłopaka i jakby mechanicznie mocno ściągnęła ze sobą brwi, dając wyraz swojego niezadowolenia. Oczywiście mogła spodziewać się takiej reakcji, ale jakaś jej cząstka miała nadzieję, że Alain nie dostrzeże ów niewinnej sztuczki. Ograniczyła się więc do taksowania go nachalnym spojrzeniem, nie mając w nawyku odwracania wzroku. Może czasami, gdy był już skrajnie wściekły, ale nie w sytuacji takiej jak ta. Cały strach związany z nieoczekiwanym spotkaniem nagle jakby rozpłynął się w powietrzu. Adrenalina jednak nie opadła, szykując jej organizm do kłótni, bo cóż...nie umiała przyjąć reprymendy spokojnie, choć sama sobie zasłużyła.
- Znów nie było cię w mieście, a o ile pamiętam, nie mam obowiązku ci się meldować – prychnęła względnie spokojnie, nadal nie pozwalając ciału zdradzić się ze skrywanymi emocjami. Miała do siebie żal za to, że dopuściła do takiej sytuacji, ale była niemal pewna, że teraz nie chciałby słuchać.
- Poza tym zanim zaczniesz prawić mi kazania, to idź do domu i ochłoń, bo szukasz tylko pretekstu – inna sprawa, że prawdopodobnie gdyby rozstali się na tym etapie, dziewczyna przepadłaby jak kamień w wodę. To było odrobinę nielogiczne, ale, jak już wspomniałam, nie umiała inaczej. Nie wiedziała komu może zaufać, już tak niesamowicie zmęczona ciągłą ucieczką, że jedyne czego pragnęła to odrobina świętego spokoju.
- Zresztą nieważne, idę do domu – dopiero kiedy powiedziała te słowa, dotarł do niej długo skrywany smutek. To było wszak niejakie pożegnanie, a nie podejrzewała Alaina o jakiekolwiek próby zatrzymania jej przed ucieczką. Czy nie był na to za dumny?Alain - 2016-03-30, 15:28 Nachalne spojrzenie dziewczyny nie wywoływało na Francuzie żadnego wrażenia, odwzajemniał się jej tym samym, wodząc chłodnym, świdrującym wzrokiem po jej zniesmaczonym wyrazie twarzy. Dużo bardziej irytowała go postawa jasnowłosej, niż same gesty, które posyłała w jego kierunku. Bowiem oczekiwał od niej treściwych odpowiedzi, zaś ona sprytnie je omijała, odwracając sprawę na swoją korzyść, co jeszcze bardziej podjudzało chłopaka, niezadowolonego z takiego obrotu. Nie miał nad nią całkowitej kontroli i zdawał sobie z tego sprawę. Jej zadziorność była pożądaną cechą, której brunet wymagał od osób, z którymi się zadawał, jednak niejednokrotnie właśnie ta cecha prowadziła do poważnych spięć między nimi. Podobnie było również tym razem, lecz sytuacja nie nabrała jeszcze szaleńczego rozbiegu, który ciężko byłoby zatrzymać. Póki co, jeszcze kontrolowali swoje zachowania, chociaż chłopak stąpał przy samej granicy zdrowego rozsądku. Jej niechybne przekroczenie ponownie doprowadzi do wybuchu burzy obelg i niekończącej się kłótni. Nie chciał tego, ale nie miał innego wyboru, nie miał pełnej władzy nad swoim ciałem, które w niektórych sytuacjach reagowało samoistnie. Teraz tylko czekał na gwałtowną reakcję dziewczyny, był przygotowany na pełen wrogości oraz agresji atak, mimowolnie spinając poszczególne partie swoich mięśni. Była to obronna reakcja, poza tym pomagało mu to powstrzymać się od bardziej niekontrolowanych odruchów, których nie chciałby użyć w stosunku do Monroe. To nie chęć zemsty czy wrogość wobec niej, był wzburzony i to przez buzujące wewnątrz ciała emocje powodowały u niego takie myśli. Wciąż czekał, a to czekanie powoli stawało się męczące i zdawało się dłużyć w nieskończoność, pomimo że w rzeczywistości wszystko trwało zaledwie kilka chwil. Ku lekkiemu zdziwieniu ciemnowłosego nie otrzymał na swoją osobę żadnego ataku, choć samo prychnięcie Monroe również nie było zbyt przyjemne, ale to nieważne, bo ton Francuza też pozostawiał wiele do życzenia.
Zmarszczył nieznacznie brwi, wysłuchując jej wypowiedzi, po czym pokręcił lekko głową, wypuszczając głośno powietrze. -Relacja, którą nazywasz przyjaźnią do czegoś zobowiązuje i to nie jest mój wymysł, dobrze to wiesz.- mruknął ze zdawać by się mogło, jeszcze większym spokojem i opanowaniem niż dziewczyna. Nie próbował doszukiwać się emocji, które w tym momencie przeważały w ciele blondynki, nie miał najmniejszej ochoty zagłębiać się w jej odczucia i przeżycia, zwyczajnie nie mając teraz do tego głowy. Najpierw koniecznie musiała zapanować nad samym sobą, czego jeszcze nie wiedział. -Nie potrzebuję ochłonąć, a pretekstu nie szukam na siłę, sam się nawija, to ty go prowokujesz.- burknął szorstkim tonem, dużo mniej przyjemnie. Kłamał w żywe oczy, gdyż ochłonięcie na pewno by mu się przydało, niemniej jednak nie przyznawał się do tego nawet przed samym sobą, drążąc temat ucieczki Monroe. Chciał wyjaśnić tę sprawę, wiedząc, że jeśli nie zrobi tego teraz to kolejna okazja może się już nie przytrafić, albo nie będzie tak dobra jak ta.
-Nigdzie nie idziesz. Poza tym... do domu? Do tego starego skurwiela?- z czasem jego wypowiedź ponownie złagodniała, przyjmując bardziej zdziwiony, pytający wydźwięk. Być może był dumny, czasami nawet za bardzo unosił się honorem, lecz nie w tej kwestii. Postawił sobie pewien cel i zamierzał go osiągnąć, choćby miał się nawet przed nią płaszczyć. -Kurwa, czy dla was wszystkich uciekanie to najlepszy sposób...?- wymruczał owych słów nie kierując bezpośrednio do blondynki. Doprawdy nie potrafił tego zrozumieć, czy jedna krótka informacja jest aż tak kosztowna, by się o nią nie pokusić? Ponowna fala zdenerwowania przeszyła całe ciało mężczyzny, rozgrzewając je do czerwoności. Sapnął ciężko, na chwilę odwracając wzrok, by osiągnąć do kieszeni po kolejnego papierosa.Monroe - 2016-03-30, 21:13 - Przyjaźń zobowiązuje obie strony, Alain. I nie próbuj mi wmawiać, że nic się nie stało... – Lekko uniosła głos, dopuszczając do siebie coraz więcej stresu i niepewności. Wiedziała, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, a bojąc się reakcji Francuza, tylko nakręcała rozgrzaną do czerwoności machinę swoich lęków. Co więcej, lustrując go intensywnie dwukolorowymi oczami widziała, że nawet nie próbował zrozumieć czym mogła się kierować, co w jakiejś cząstce ją przerażało. Każda komórka ciała instynktownie nakazywała nie brnąć w dalszą dyskusję, ale Monroe była zwyczajnie zbyt impulsywna żeby nagle zamilknąć.
- Ja prowokuję...? – jej głos podniósł się odrobinę, piskliwym brzmieniem drażniąc uszy.
- Od początku strzelasz jadem, jakby coś cię ugryzło. - Zaciskając ręce w pięści wysłuchała co miał do powiedzenia, w końcu jakby łagodniejąc i na chwilę odwracając wzrok. Dopiero w połowie tego ruchu, zatrzymała gwałtownie głowę uzmysławiając sobie, że potwierdza swoją reakcją wszystko, co mógłby dopowiedzieć sobie za chwilę. Niemniej nie miała wyjścia. Zabrnęła za daleko, zapominając o podstawowej zasadzie szachistów: „bądź zawsze dwa kroki do przodu”. Sama informacja mogła wprawdzie ucieszyć Alaina i w jakiś sposób uspokoić jego wyrzuty sumienia, tudzież poczucie obowiązku, ale niestety chłopak myślał odrobinę za dużo.
- Nie. Uciekłam mu nareszcie – odezwała się tylko pozornie pewna siebie. W tej chwili poziom jej stresu sięgnął apogeum, raptownie przyozdabiając blade ciało blondynki o gęsią skórkę. Zimny dreszcz spłynął po plecach w oczekiwaniu na niechybną złość chłopaka, kiedy tylko uzmysłowi sobie, że to dlatego zerwała kontakt. Z premedytacją postawiła na nim kreskę, zupełnie nie jak przyjaciel. Wiedziała też, że nie będzie chciał słuchać wyjaśnień, a Monroe już przemieliła temat swojej ucieczki tak dogłębnie, że nie miała ochoty wracać do niego tej nocy. Bo była zmęczona, przestraszona i widziała po nim, że nie zrozumie. W końcu to nie było tak, że uciekła i zapomniała o nich wszystkich. Z osiedlowymi kumplami utrzymywała kontakt, pokazała im nowe mieszkanie, traktowała jak starych dobrych ziomków, dopóki nie uzmysłowiła sobie, że jest wykorzystywana. Zaczęły się odwiedziny, skargi sąsiadów i o zgrozo wizyta ojca pod drzwiami. Skończyło się natomiast na kolejnej przeprowadzce i wyciągnięciu wniosków. Niedostatecznie dobrych swoją drogą, bo nawet nie wiedziała który z jej dawnych przyjaciół był toksyczny.
- Wszystkich, czyli kogo jeszcze?Alain - 2016-03-30, 21:56 -Ale to nie ja spierdoliłem bez słowa. Zawsze dobrze wiedziałaś, że wyjeżdżam i nie wypieraj się tego. Ostrzegałem cię przed każdym swoim wyjazdem.- warknął, jednak owe słowa pozbawione były nadmiernej agresji, która mimo wszystko tliła się w mężczyźnie mocnym żarem. Nie mógł być już bardziej zdenerwowany, ta i poprzednia sytuacja podjudzały go wystarczająco, by jego złość sięgnęła zenitu. Na szczęście nie manifestował jej, starając się raczej hamować swoje odruchy i słowa. W końcu te drugie są skłonne do zadawania większych ran, niż czyny, a Francuz doskonale wiedział, jak trafić w czuły punkt i sprawić, żeby zabolało jeszcze bardziej. To właśnie dlatego nie warto mu zbyt wiele o sobie mówić, doskonale potrafi to wykorzystać, jednak przy przyjaźni się to nie sprawdzało. Logicznym było to, że dwójka przyjaciół wiedziała o sobie niemal wszystko. Niemniej jednak o brunecie i tak nikt nie wiedział większości rzeczy. Ale to właśnie o to chodziło... -Nie, kurwa, ja.- burknął, tym razem dopuszczając do głosu agresję i szczyptę wrogości.
-Widocznie mam powód...- mruknął, ponownie na chwilę odwracając wzrok, nie mogąc już znieść widoku dziewczyny, który w tej chwili tak bardzo go irytował. Wypuścił głośno powietrze, a wydychane zmieniło się w kłęby białej pary, która po chwili rozpłynęła się całkowicie. Powiódł spojrzeniem po otoczeniu, ostatecznie znów wlepiając je w stojącą obok personę. Zmierzył ją uważnie, rejestrując każdy szczegół jej wyglądu i ubioru, jakby miało mu to w czymś pomóc.
Jego brwi kolejny raz tego wieczoru zbiegły się, tworząc lekką bruzdę na czole mężczyzny. Zdumiał się odrobinę, jednak ostatecznie przyjął swój kamienny wyraz twarzy i skinął głową. -W końcu.- odparł, niejako gratulując jej odwagi. Niestety na inną pochwałę się nie pokusi i Monroe dobrze powinna o tym wiedzieć i nie mieć mu tego za złe. -Jak się będzie mścić to wiesz... wiesz gdzie mnie znaleźć.- dodał po chwili używając już zupełnie normalnego tonu. Posłał jej nieco tajemnicze, a jednocześnie porozumiewawcze spojrzenie. Wątpił w to, że dziewczyna nie załapie aluzji. Wtem dotarło do niego coś jeszcze. Skoro uciekła od ojca i straciła kontakt z Francuzem... - tylko się domyślał i to do jakiego wniosku dochodził wcale mu się nie podobało. Czuł się w pewien sposób poniżony i odtrącony, teraz ową ucieczkę miał jej za złe bardziej niż wcześniej. -Albo wiesz co? Po prostu zapomnij.- ponownie odezwał się po upływie paru dłuższych chwil. Warcząc pod nosem coś niezrozumiałego, zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu paczki fajek i zapalniczki. Znalazłszy obie te rzeczy wyjął je. Wsunął filtr papierosa pomiędzy wargi i sprawnym ruchem odpalił, zatrzymując się na chwilę. Zerknął przelotnie na oba drobne przedmioty i niechętnie wysunął je w stronę jasnowłosej. -Chcesz?- spytał chrapliwie, pozwalając na to, by dym opuścił jego płuca poprzez nozdrza.
Spojrzał nań pod pewnym kontem, ponownie zaciągając się papierosem. -Za dużo chcesz wiedzieć...Monroe - 2016-03-30, 22:49 - Nie o tym mówię – odparła niemal wchodząc mu w słowo. Nie poddawała analizie swoich uczuć, choć dopiero teraz zaczęła uzmysławiać sobie, że podniesiony głos nie był kwestią złości. Uczucia kotłowały się w jej drobnym ciele na tyle mocno, że kiedy tylko otwierała usta wszystkie umykały barwiąc głos na zadziwiające sposoby. W jakiejś części ta sytuacja była dla niej nie tyle niezręczna, co przykra. Nie umiała racjonalnie wytłumaczyć powodów swojej decyzji, poza strachem, który przekierował ją na niekoniecznie dobrą ścieżkę. Wiedziała, że Alain może mieć jej za złe zniknięcie, ale prócz tego, że było jej głupio... nie wiedziała nawet czy żałuje. Stała tylko przed nim, dotykając jego twarz w wzrokiem i chyba czekając na dalszy rozwój sytuacji.
- Nie pierdol już – mruknęła, nieco poirytowana kompletnym zamknięciem się na rozmowę. Patrząc na to z dystansu już dawno uzmysłowiła sobie, że najtrudniejsze w ciemnowłosym było to, że chciałby wiedzieć o kimś niemal wszystko, nie odkrywając przy tym swoich kart. Zawsze jej to przeszkadzało, choć teraz jeszcze nie była gotowa zmierzyć się ze wspomnianym problemem. Najpierw musiała wiedzieć na czym stoi, dlatego zanim połączył fakty widocznie się rozluźniła, chyba licząc na to, że jednak nie powiąże obu sytuacji.
- Jasne – uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na jego spojrzenie, choć wcale nie było jej do śmiechu. Miała nadzieję na to, że nigdy więcej nie spotka zapitej mordy ojca, a niejaka deklaracja ze strony Alaina tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że z nim mogłaby zaryzykować. Delikatnie rozluźniła mięśnie, z niejaką ulgą biorąc wdech, ale właśnie w tej chwili wszystko odwołał. Ze stoickim spokojem przyjęła do wiadomości tych kilka zdań, początkowo nawet nie rozumiejąc ich znaczenia. Dopiero po chwili rozbolało ją serce, swoją drogą słabe i podatne na stres, jakby nagle wszystko się zatrzymało. Przywdziewając na twarz maskę obserwowała więc jego walkę z materiałem kieszeni, a później bez słowa wyciągnęła papierosa i odpaliła kiedy tylko podał jej ogień. Robiła to rzadko, ale teraz potrzebowała wyciszenia. Zaciągnęła się więc mocno, milcząc nawet kiedy zwrócił jej uwagę. Minuty płynęły nieubłaganie i Bóg mi świadkiem, dziewczyna tylko pozornie była spokojna. Chciała wytłumaczyć mu to wszystko, ale nie miała pojęcia jak zacząć. Cisza zaległa między nimi miała w sobie tyle sprzeczności, z jednej strony dając namiastkę tego co było, z drugiej ciążąc jej myślom. Wdzierała się do głowy i mąciła w chaosie.
- Przepraszam... – mruknęła tylko, nie umiejąc zebrać się do niczego więcej.Alain - 2016-03-31, 00:09 Cisza, która zapadła między nimi zupełnie znienacka w ogóle mu nie przeszkadzała. Właściwie była całkiem przyjemną alternatywą dla wrzasków i tych wszystkich powarkiwań, którymi się wymieniali jeszcze chwilę wcześniej. Raz po raz zaciągał się papierosowym dymem, pozwalając na to, by doszczętnie wypełnił jego płuca, a następnie oswobadzał szare kłęby, wypuszczając je to ustami, to nosem. Chłopak wzrokiem skutecznie omijał sylwetkę, stojącą obok w pewnej obawie, że prowokując ją wzrokiem ponownie zaczną nieprzyjemną wymianę zdań, na którą nie miał już ani trochę siły. Nawet, gdy do jego uszu dotarły przeprosiny nie zerknął na jasnowłosą chociaż przelotnie. Wolał skupiać swoje spojrzenie na jakimś martwym punkcie, zawieszonym gdzieś w przestrzeni.
-Za co?- mruknął obojętnym tonem, a ramiona bruneta mimowolnie się poruszyły, wykonując wymowny gest. Uspokoił się nieco nie tylko powierzchownie, ale również wewnętrznie, daleko mu jednak było do osiągnięcia pełnego odprężenia. W zamian za to stał się chłodny i obojętny, lecz zapewne lepsze to, niż ta rażąca wrogość... Zaciągnął się ostatni raz i nim wypuścił dym, wpierw na chodnik upadł niedopałek, który kolejno przydepnął ciężkim obuwiem. W końcu skierował swe oblicze w stronę Monroe, również skupiając na niej swój wzrok. Jej sylwetka przez chwilę majaczyła za gęstą chmurą szarego dymu, jednak gdy ten rozwiał się, Francuz z powrotem zaczął świdrować ją spojrzeniem.
-Na spokojnie?- spytał jak gdyby nigdy nic, oczywiście nawiązując do ich rozmowy. Koniecznie chciał z nią wszystko wyjaśnić, gdyż nie lubił niedomówień i późniejszych nieporozumień. Pokusił się nawet o krzywy uśmiech, który - nie ukrywajmy - na sobie wymusił, nawet nie starając się o to, by był choć w niewielkim stopniu przekonujący. W pierwszej chwili nie pomyślał o zaproszeniu dziewczyny do domu, czy zaproponowaniu przeniesienia się w inne miejsce, lecz kiedy nieprzyjemnie chłodny wiatr przeszył go na wskroś w jednej chwili zmienił swoje zdanie. Zadrżał lekko, a jego skóra gwałtownie zmniejszyła swoją powierzchnię. -Ale chodźmy stąd.- zażądał, po czym zacisnął sine usta w cienką linię, chowając ręce głęboko do kieszeni, żeby przynajmniej częściowo je ogrzać. Nie czekając na reakcję dziewczyny, powolnym krokiem ponownie zaczął się snuć jedną z alejek, zmierzając do wyjścia. W międzyczasie zerknął przez ramię, czy dziewczyna aby na pewno za nim podąża i jeśli właśnie tak było, to nie zatrzymując się, kroczył dalej.
zt.Monroe - 2016-03-31, 12:20 W przeciwieństwie do Alaina, Monroe taksowała go ukradkowym wzrokiem jakby chciała przewiercić muskularne ciało na wylot. Wiedziała, że jest zły i urażony, do czego miał pełne prawo, ale nie umiała zacząć tłumaczyć się tak po prostu. Potok słów cisnął się na usta lecz zamiast niego, padło jedynie krótkie wzruszenie ramionami i jakże kobiece, rzeczowe:
- Za nic. – Rozmowa z Alainem była specyficzna, jednak Hodder wpasowywała się w jej klimaty idealnie. Porozumiewali się wszak półsłówkami i warknięciami, na bazie domysłów budowali dialog, ale niemal zawsze ich wnioski były trafne. Rozumowali jednakowo, tak samo też czuli opory przed mówieniem zbyt wiele na swój temat. Paradoksalnie Monroe czuła się dobrze w takim układzie i choć do tej pory próbowała go przerwać, spotkanie twarzą w twarz, zweryfikowało jej światopogląd. Westchnęła więc cicho, na chwilę przymykając oczy i rękę wolną od papierosa wsunęła do kieszeni. Jeszcze chwilę milczała, w jakiejś części się wyciszając, co jak się za chwilę miało okazać, potrzebne było im obojgu. Skończyła palić paręnaście sekund po chłopaku, powielając schemat jego zachowania; niedopałek rzuciła pod nogi i przydeptała, by na pewno zgasł. Później w milczeniu przeniosła na niego wzrok i uniosła leciutko kącik ust do góry.
- Na spokojnie – przytaknęła w końcu niemal obojętnie, ale znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że tak po prostu odnosiła się do ludzi z otoczenia. Co więcej, wraz z tymi słowami poczuła odrobinę ulgi, choć stres jeszcze utrzymywał się w jej drobnym ciele. Milcząc ruszyła za nim, jakby nie czuła potrzeby odpowiadania na poprzednie słowa. Dopiero po chwili, uzmysłowiła sobie, że właściwie mogłaby zaprosić go do siebie, gdyby nie to, że... do tej pory nie chciała tego robić. Czart jednak podkusił ją jeszcze nim zdążyła dobrze pomyśleć, proponując wizytę w wynajmowanym mieszaniu. Wkrótce oboje wyszli.
/ztJasper Nowell - 2016-05-22, 20:50 Od ich ostatniego spotkania minęło już kilka dni, w trakcie których Jasper bardzo źle sypiał i całymi dniami chodził przygnębiony. Brak akceptacji ze strony Hayley nie był dla niego łatwym orzechem do zgryzienia gdyż blondynka była jedną z niewielu osób, na których naprawdę mu zależało i z którymi utrzymywał dobry kontakt. Jakikolwiek kontakt, gdyż w jego przypadku w ogóle ciężko było o znajomych. Z każdym kolejnym dniem tracił zapał do życia a czas płynący w samotności nie był jego sprzymierzeńcem. I kiedy już tracił nadzieję na jakąkolwiek poprawę stało się coś, czego się nie spodziewał – jego mała przyjaciółka naskrobała smsa, w którym poprosiła o spotkanie. Nie wahał się ani chwili – nie mając pojęcia jaki obierze ono przebieg zgodził się przyjść we wskazane miejsce w parku, oczekując wyłącznie szczerej rozmowy. Czegokolwiek by nie zdecydowała postanowił zaakceptować jej zdanie – jeśli już nie chciała się z nim spotykać będzie musiał zwyczajnie sobie z tym poradzić. Ludzie stale pojawiali się w życiu innych i odchodzili, jedni w mniej, inni w bardziej znaczący sposób. Będzie musiało minąć sporo czasu nim Jasper przyzwyczai się do życia bez Hayley, ale nie mógł jej do niczego zmuszać. Oczywiście, od samego początku, zakładał najgorszy możliwy scenariusz.
Przy fontannie pojawił się jakieś piętnaście minut przed czasem, które wykorzystał na zajęcie miejsca na jednej z ławek i nerwowe zaciskanie palców na materiale swoich ubrań. Nie był w stanie panować nad emocjami, które wprost kipiały z jego osoby, a zdenerwowanie na jego twarzy było widoczne gołym okiem.Hayley - 2016-05-22, 21:36 Na miejscu pojawiła się delikatnie spóźniona, ale na swoje usprawiedliwienie miała torbę z ciastkami i kawą od poleconej babuszki z budki w parku. Ostatnimi czasy zdarzały jej się wizyty u Barbary, choć nie podejmowała z nią żadnych rozmów, w przeciwieństwie do blondyna. Być może wynikało to z podłego samopoczucia, którym najzwyczajniej nie chciała się dzielić lub pewnej skrytości, ale ostatecznie poukładała myśli.
- Cześć – Uśmiechnęła się docierając na miejsce. Miała zaróżowione od szybkiego marszu policzki i lekko rozchylone, blade usta, przez które wdychała duże ilości powietrza. Czuła jak serce od wysiłku łomocze jej w piersi, nie dopuszczając do głosu myśli, że to stres może działać w ten sposób.
- Na swoje usprawiedliwienie mam dla nas kawę i ciastka od Barbary – dodała cicho, posyłając mu lekki, przekonujący półuśmiech. Nie była radosna i rozgadana jak zwykle, wszak sytuacja wymagała od niej odrobiny powagi, ale nie stwarzała też dystansu. Starała się być w pełni naturalna, wiedząc, że nie może go odtrącić. Był dla niej ważnym człowiekiem, choć specyficzna relacja jaką utrzymywali, nie wymagała ciągłego kontaktu. Miała wręcz wrażenie, że Jasper jako typ skrajnego samotnika, potrzebował więcej czasu dla siebie niż inni jej znajomi, choć teraz ten jakby mu nie służył. Domyśliła się kto był tego powodem i wcale jej się to nie podobało.
- Przepraszam. Za wszystko – Niemal szepnęła, dosiadając się i wyciągając w stronę przyjaciela dłoń z kawą.Jasper Nowell - 2016-05-22, 22:02 Czekał. Choć minęła już wyznaczona godzina ich spotkania nie tracił nadziei, że Hayley się pojawi, choć w jego głowie myśli błądziły w zupełnie innym kierunku. Święcie przekonany o zmianie zdania przez blondynkę czy zwykłego strachu, który mógł ją dopaść gdy wychodziła mu na spotkanie powoli zaczynał szykować się do opuszczenia tego miejsca. I kiedy już miał podnosić się z ławki ujrzał z daleka znajomą postać, która skutecznie przykuła go do zajmowanego miejsca i spowodowała, że nawet nie umiał się z niego ruszyć.
- Cześć – odezwał się kiedy blondynka znalazła się na tyle blisko, że mogła swobodnie usłyszeć jego słowa. Przyjął kawę, którą wystawiała w jego stronę i oplótł kubek swoimi długimi palcami, starając się skutecznie ogrzać nim swoje zmarznięte dłonie. Mimo, że na dworze było bardzo ciepło ostatnie dni nie były dla niego łatwe i przez depresję wywołały chorobę, która sprawiała, że cały czas źle się czuł i nie miał chęci do życia. W dodatku niesamowicie smarkał, choć akurat w tym momencie nie przyszła do niego ta nieprzyjemna fala.
Jej spóźnienie skomentował krótkim „Nic się nie stało”, całą uwagę skupiając dopiero na słowach, które wypowiedziała na samym końcu. Przełknął głośniej ślinę i przywdział na twarzy delikatny, pokrzepiający uśmiech.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać. To normalna reakcja i trudna decyzja – oświadczył, wykazując w sobie tyle empatii, że mimo bólu który mu sprawiła, nadal sam przed sobą próbował ją usprawiedliwiać. Oczywiście – wcale nie musiało to być dla niej łatwe, ale dla niego z pewnością było jeszcze trudniejsze. Ciężko było mu się pozbierać po każdym, nawet najmniejszym ciosie tego typu, który dołączając do miliona zadanych w plecy ran, rozdzierał na powrót zrośniętą już bliznę, uwalniając w ten sposób wszelkie związane z nią smutki i wspomnienia. Ale rozumiał. Wiedział co musiała przemyśleć i jaką burzę myśli przejść by dotrzeć do wniosku, który wysnuła na sam koniec. I bardzo cieszył się, że był on taki a nie inny.
- Dziękuję, Hay. I przepraszam, że nie powiedziałem Ci wcześniej.