Raynard - 2016-05-27, 16:59 Mężczyzna wprowadził na plac swojego wierzchowca, stojąc przy płocie, już na terenie areny, sprawdził czy popręg jest dopięty, czy wszystko jest w porządku...
-To zabieramy się do pracy, słońce.
W jego ustach ten zwrot do ogiera zabrzmiał raczej cynicznie, sucho - zabrakło (jak zwykle?) ciepłej nuty. Bez wysiłku wspiął się w siodło, napinając na chwilę ramiona i mięśnie nóg. Zamknął na chwilę oczy, by pozwolić przemknąć po powierzchni powiek minionym sennym marom, by zadowolić się rześkością późnowiosennego powietrza. Po tych kilku sekundach oddalenia od rzeczywistości, uniósł powieki, wyprostował się w siodle. Przyłożył lekko łydki do końskich boków, wysuwając dłoń z puszczonymi dość luźno wodzami na kilka centymetrów przed rożek siodła. Pomoce były stosunkowo subtelne, odpowiednie dla stępa. Przez kolejne 10 minut oprowadzał quartera po całym terenie areny, pozwalając mu na zapoznanie się z rozstawionymi na placu pachołkami, beczkami. Zapewne widział arenę pierwszy raz... Mężczyzna nie wiedział, jak tam z jego doświadczeniem w kwestii różnorodnych dyscyplin, w każdej chwili był więc gotów do zeskoczenia na ziemię i podjęcia próby zapoznania wierzchowca z przeszkodami ze swoim bardziej wyczuwalnym, zauważalnym wsparciem.Liliana - 2016-06-01, 18:35 Początki zawsze bywają ciężkie, jednak dziewczyna nie zamierzała się poddawać. Chciała wypaść jak najlepiej, stosowała się do wszystkich pomocy, które dyktowała jej kobieta.
[...]
Kiedy skończyły trening udały się do stajni wraz z SS. z.t
Dokończę w chwili wolnego.Anonymous - 2016-06-01, 19:07 Kasztan cierpliwie znosił całą lekcję głównie stępując oraz kłusując. Nie był znudzony, wręcz przeciwnie. Takie lekcje bardzo mu odpowiadały bo nikt nie wymagał od niego niczego wielkiego. Miał po prostu iść do przodu i nikogo z siebie nie zrzucić. Mimo, że momentami jego grzbiet miał dosyć obijania. Cała lekcja minęła mu jednak głównie na stępie, podczas którego nawet zbytnio się nie wysilał. Chyba, że instruktorka wymagała od niego podkręcenia tempa. Na koniec jeszcze chwilę pokłusował, po czym wrócił do stajni.
ztRising Sun - 2016-06-01, 20:43 Przyszedł wraz z mężczyzną na arenę, wyraźnie interesując się wszystkim co mijali i co pojawiało się przed jego oczyma. Skupionymi radarami rejestrował każdy najmniejszy dźwięk dochodzący z okolicy, grzecznie krocząc u boku mężczyzny, który postanowił wypełnić mu choć odrobinę czasu. Wdzięczny za wyciągnięcie z boksu szedł w wyraźnym rozluźnieniu, najwyraźniej obdarzając Raynarda zaufaniem już od pierwszych sekund ich znajomości. Rising nigdy nie miał problemu z ludźmi. Zawsze do nich lgnął i ochoczo poddawał się wszystkiemu, co chcieli by robił. Istna oaza spokoju, której do szczęścia potrzeba było wyłącznie niewielkiego zainteresowania.
Kiedy już znaleźli się na placu mającym być miejscem ich treningu Słoneczny rozejrzał się dziarsko, w bezruchu pozwalając brodaczowi dosiąść swojego grzbietu. Nie protestował także przy żadnym z zabiegów dotyczących sprawdzania sprzętu czy poprawienia go, a kiedy został poproszony o postawienie pierwszego kroku chętnie ruszył kłusem, raźno pchając swoje izabelowate cielsko do przodu. Doprawdy niewiele rzeczy mogło go jeszcze zdziwić – rzadko kiedy się płoszył, nie bał się szeleszczących rzeczy ani jaskrawych kolorów. Pod siodłem skupiał się wyłącznie na pracy i nastawił uszu, wyczekując kolejnych komend od siedzącego w siodle mężczyzny.Raynard - 2016-06-02, 13:11 Zachowanie rozluźnienia wierzchowca było jednym z podstawowych zadań jeźdźca westernowego, szczególnie w dyscyplinach takich jak reining czy western pleasure. Ta "zachodnia" odnoga jeździectwa opierała się bowiem na postrzeganiu konia jako partnera do pracy, jakikolwiek opór widoczny ze strony kopytnego niszczył harmonię, łamał tę zasadę. Dlatego Raynard zadowoliło podejście słonecznego - mogli przejść od razu do sedna, uznając, że podstawy więzi jeździec-koń są już położone.
Po rozstępowaniu nastąpiła oczywiście rozgrzewka... Dziś Ray miał zamiar zapoznać Quartera z barrel racingiem, więc skupił się na gimnastyce i rozciągnięciu ogiera i jednoczesnym zwiększeniu sterowności. Początkowo wprowadzał go na wolty w stępie poprzez przesunięcie dłoni ku wewnętrznej przy jednoczesnym lekkim jej uniesieniu. Nie próżnował oczywiście dosiadem - lekko wykręcił biodra, łydkami skontrolował wygięcie wierzchowca. Starał się go przede wszystkim nie zanudzić... Więc między koła i wolty wplótł zmiany chodów na prostych. Po kilku krokach, po zjeździe na pierwszy ślad prosił ogiera o przejście w jog, kilka kroków i przed narożnikiem sygnały do powrotu w stęp. W kolejnych fragmentach rozgrzewki powtarzał ćwiczenie, wplatając coraz trudniejsze elementy - przykładowo za drugim razem palomino został poproszony o zakłusowanie, przejście w stęp, zatrzymanie, zakłusowanie... I wszedł na łagodną woltę już w tym tempie. Raynard kontrolował jego postępy, wprowadzał go na coraz mniejsze wolty, zmuszając do możliwie największego wygięcia przy jednoczesnym zachowaniu równowagi. Wszelkie niepowodzenia kwitował lekką "półparadą" - ściągał na sekundę wodze, jednocześnie zachęcając ogiera do ruchu naprzód. Po takim skróceniu go, zmobilizowaniu ponownie wprowadzał go na łuk, odrobinę łagodniejszy, nagradzał za sukces i jeśli Rising wykazywał ku temu chęci i zdolności, starali się powtórzyć felerne wygięcie. Każdą porażkę jeździec starał się kończyć sukcesem, naprawiać ją od razu. Gdyby tego nie robił negatywne afekty prędzej czy później dałyby o sobie znać i utrudniłyby dalszą pracę z ogierem, który okazałby się na przykład znięchęcony do pracy tego rodzaju przez nieustanne porażki.
Nie szczędził mu więc pochwał, starając się zachęcić w ten sposób Sunny'ego do dalszej pracy i wzbogacić swój obraz o kilka pozytywnych skojarzeń.Rising Sun - 2016-06-02, 19:09 W całkowitym rozluźnieniu poddawał się wszelkim zabiegom ze strony jeźdźca. Kontynuując przejazd w stępie chętnie wchodził na wszelkie wolty, na które ten go wprowadzał i ładnie wpisywał się w łuki, po których się poruszali. Nie miał problemu z chodzeniem wyłącznie na dosiad i przesuwającą się rękę, będąc przy tym wdzięcznym, że jeździec nie wsadzał mu do pyska wędzidła. Był dobrze ujeżdżony i ułożony, ciężar ludzkiego ciała stanowił dla niego swoiste źródło wiedzy, które potrafił odczytać na naprawdę wiele sposobów. Chętnie giął się pod wpływem przekazywanych przez Raynarda pomocy i z każdą chwilą jeszcze bardziej angażował do pracy swój zad, który już od dłuższego czasu był motorem napędowym zarówno najniższego chodu jak i wszelkich przejść, na które Raynard pozwalał na długich ścianach.
Prychnął krótko kiedy wyczuł sygnał do przejścia w jog, ale nie wskazywało to wcale na niechęć ogiera do pracy z mężczyzną. Bez problemu zaczął poruszać się w swobodnym, lekkim kłusie, miękko niosąc jeźdźca przed siebie by w chwilę później gładko przejść w stęp i wpisać się w narożnik. Chętnie wykonywał także każde kolejne ćwiczenie, a w jego zachowaniu nie można było znaleźć ani odrobiny zawahania czy buntu. Z radością odkrywał możliwość rozprostowania nóg i chętnie poruszał się zarówno w stępie jak i w kłusie, bez najmniejszych problemów wykonując także zatrzymania podczas wyższego z chodów. Prowadzenie go po coraz mniejszych woltach także nie stanowiło większego problemu, choć w ostatnich „rozmiarach” tempo Risinga nieco przygasło, a ten niepotrzebnie przeszedł w stęp, by tuż po chwili naprawić swój błąd przejściem do wymaganego przez Raynarda chodu. Z łatwością giął się pod wpływem działania łydek jeźdźca i stawiając uszy na sztorc wyczekiwał od niego kolejnych poleceń.Raynard - 2016-06-02, 23:31 Kilkukrotnie nagrodził słonecznego za zaangażowanie i starania. Jednocześnie starał się zapamiętać, by uważniej pilnować jego tempa, pobudzać go czasami luzem na wodzach czy delikatnym sygnałem łydek. Po tych kilku woltach sprowadził go na pierwszy ślad na ostatnie zmiany tempa. Takie zmiany chodów co kilka kroków skutecznie rozgrzewały i rozciągały końskie sylwetki, nadając im więcej giętkości. Pominę już, że zapewne pobudzają też świadomość własnego ciała u takiego kopytnego... Ale to już tylko gdybania i hipotezy.
Przed właściwym treningiem chciał jeszcze trochę popracować z ogierem w najważniejszym w tym sporcie chodzie - galopie. Poprosił go o przejście w kłus, następnie w narożniku przyjął pozycję tak zwanego "superbohatera", docisnął łydki do jego boków, w sposób odpowiedni dla wygięcia na odpowiednią stronę, wychylił się do przodu zarówno ramionami, jak i dłonią z wodzami. Wychylenie to było jednak stosunkowo niewielkie. Mocniejsze wysunięcie "góry" jeźdźca miało być sygnałem do zmiany ramy chodu, takie przyspieszenie miało miejsce tylko w galopie. Tylko. Jeźdźcy westernowi opierali się raczej na niższej liczbie elementów ujeżdżeniowych, za to niektóre z nich były szczególnie trudne, wymagające wielomiesięcznego treningu dla przyswojenia choćby bazy dla sygnałów przez wytrenowanego wierzchowca. Gdy tylko Sun przeszedł w galop, spotkał się z nagrodą - głosem i poklepaniem szyi. Tu Raynard sprowadził go na kilka łagodniejszych łuków, wężyki i serpentyny. Także i tutaj starał się podnosić poprzeczkę z każdym kolejnym powtórzeniem. Nie wymagał jednak niesamowicie dużo, bo nadal pozostawała to część rozgrzewki. Po tych kilku powtórzeniach wstrzymał ogiera (znudzonego już pewnie i to do granic możliwości) do kłusa, stępa i w końcu do zatrzymania. Przed właściwym treningiem chciał możliwie najmocniej zmobilizować sylwetkę i zad ogiera do pracy, więc czas na cofanie! Uniósł dłoń, w której dzierżył skrzyżowane wodze, cofnął ją za rożek siodła. Ogier z pewnością poczuł na wargach delikatny opór wędzidła. Do tego sygnału dodał mocniejsze oparcie ciężaru na tylnym łęku siodła i sygnał łydek. Ciekawe, czy będzie wiedział o co chodzi?Rising Sun - 2016-06-04, 13:41 Rising jest koniem z reguły chętnie współpracującym z jeźdźcem i lubiącym otrzymywać pochwały za dobrze wykonane zadania. Ta, która została przekazana przez Raynarda, była w stanie zmobilizować Słonecznego do jeszcze większego zaangażowania i chęci pokazania się z jak najlepszej strony. Jazda pod siodłem stanowiła jego żywioł, ogier lubił czuć wiatr w grzywie a jego życiowym celem było osiągnięcie perfekcji, które jego zdaniem umożliwiała wyłącznie praca z dwunożnym kompanem. Będąc z nim w harmonii ogier osiągał pełnię szczęścia.
Z chęcią wykonał wszelkie przejścia, o które prosił go jeździec. W kłusie bardziej angażował swój zad i ładnie wyrzucał do przodu nogi, akcentując w ten sposób każdy wykonywany przez siebie takt i miękko niósł na sobie jeźdźca, który w westernowym siodle mógł się na nim poczuć jak w wygodnym fotelu. Wjechawszy w narożnik odczuł nadchodzącą zmianę i gładko przeszedł w galop, dokładnie w momencie, w którym Raynard wydał polecenie przejścia. Równocześnie z wejściem na wyższy bieg Quarter poszerzył swoje ramy, wydłużył nieco wykrok i prychając głośno, chętnie parł przed siebie, nadal bardzo angażując do pracy swój „tylny napęd”. Nastawił uszu, kiedy mężczyzna pochwalił go po poprawnie wykonanym przejściu by po chwili chwały ładnie wpisać się w łuki, wężyki i serpentynę, na które wprowadzał go jeździec. Angażował się bardzo w każde z postawionych mu zadań i, o dziwo, wcale nie nudził się ich żmudnym powtarzaniem. Możliwość rozruszania kończyn była na tyle zajmująca, że Izabel zwyczajnie był wdzięczny za daną mu sposobność i okazane zainteresowanie.
Prychnął krótko, poproszony o przejście do kłusa, które najwyraźniej wcale mu się nie podobało. Galop, mimo wszelkich wygięć i łuków, po których prowadził go jeździec, był o wiele bardziej zajmujący niż kłus, a – jak się chwilę później okazało – tym bardziej stęp i zatrzymanie, do których w chwilę później został zmuszony. Mimo widocznej gołym okiem niechęci, posłusznie wykonał przekazane mu polecenie, podobnie jak cofanie, które od razu doskonale rozpoznał. Z początku niechętnie postawił jeden krok w tył, aby zaraz za nim pociągnąć ich całą sekwencję. Starał się iść w tył w jednej linii, choć zdarzyło się, że lekko zboczył z trasy, ale nie było to tak zauważalne, by wymagało solidnej korekty – choć z pewnością trzeba było mu przypomnieć „z czym to się je”. Nawet bez wędzidła doskonale radził sobie ze stawianymi mu zadaniami i bez problemów odgadywał intencje jeźdźca.Raynard - 2016-06-04, 23:34 Było w tym sporo racji - w chodach izabela zawarta była niezwykła lekkość, zapewniało to jeźdźcowi niesamowitą wygodę. Z pewnością kiedyś poobserwuje go z ziemi. Być może ma predyspozycje do western pleasure? Byłby koniem bardzo przyjemnym do treningu w tej dyscyplinie, ta niezachwiana równowaga i wygodność dały by jeźdźcowi szansę do popracowania również nad własną sylwetkę, bez niepotrzebnych, rozpraszających bodźców z zewnątrz.
Wstrzymał cofanie, nagrodził Risinga. Na razie nie korygował jakości wykonania ćwiczenia. Była to w końcu tylko rozgrzewka. Nie miał dziś zamiaru skupiać się nawet na dyscyplinach technicznych - choć warto będzie kiedyś pracę w nich zacząć. Trochę treningów reiningu czy western pleasure pozytywnie wpłynie na samoniesienie się, równowagę konia i będą miłym dodatkiem do treningu, tak jak kilka regularna praca w niższych klasach ujeżdżenia z końmi skokowymi. Jeśli boki ogiera unosiły się już trochę wyżej, jego oddech stał się mniej regularny... Cóż, dostał dłuższą chwilę stępa na powrót do odpowiedniej kondycji. Nie powinien być jednak szczególnie zmęczony czy zdyszany, ze względu na to, że dzisiejsza rozgrzewka była wyjątkowo łatwa i monotematyczna. Trening właściwy miał również okazać się raczej lżejszym i wprowadzającym... Brodacz poprowadził konia najpierw ku linii rozstawionych daleko od siebie pachołków. Podczas pierwszego powtórzenia poprowadził ogiera slalomem między nimi, w żwawym stępie bez nakłaniania go do zbytniego wygięcia czy wymagania czegokolwiek prócz ruchu naprzód. Było to zapoznanie z warunkami ćwiczenia! Po przejechaniu tej linii wysunął jednak wodze do przodu, wyczuwalne było delikatne przeniesienie ciężaru jeźdźca na przody, do tego łydka... I mamy kłusik! Tym razem Ray zmodyfikował trochę trasę. Nie wjechał w slalom, ale na ósemkę, która zawierała w swoich brzuszkach dwa pierwsze pachołki. Wymagał aktywnego tempa, w razie potrzeby aktywizował Risinga, wspomagał jego równowagę przez "półparady". Wcześniej wybadał możliwości izabelowatego, wiedział więc, że te łuki w kłusie nie będą dla niego problemem. Po ósemce i ponownym okrążeniu pierwszego pachołka skierował ogiera na slalom, zawierający w sobie dłuższą prostą, potem delikatny łuk przy zmianie strony na wysokości drugiego pachołka, znów kawałek prostej i minięcie trójki. Przy piątym i szóstym znaczniku, dwóch ostatnich, ponownie wprowadził go na ósemkę. Zaczął jednak wymagać więcej - łuki wymagały od ogiera ewidentnego wygięcia, odległość od stojaków zmniejszyła się. Tempo między pachołkami w ósemce było stałe... Sytuacja zmieniła się, gdy ponownie wjechali w slalom. Tutaj, na prostych, Ray aktywizował słonecznego, zachęcał go do przyspieszenia kłusa przez wysunięcie wodzy i minimalne zwiększenie kontaktu łydki z jego bokami. Na łukach slalomu nie pozwalał na zwalnianie... Były proste do wykonania nawet w lekko przyspieszonym tempie. Ba, Raynard śmiał podejrzewać, że jedynym problemem w tym ćwiczeniu było utrzymanie skupienia i dokładność w wykonywaniu poleceń. Między ósemkami a slalomem ostrzegał więc quartera przed zmianami przez krótki obustronny sygnał łydek połączony z uniesieniem, tj. ściągnięciem wodzy. Zaserwował mu jeszcze jedną ósemkę. Tym razem na przekątnych między brzuszkami również prosił o przyspieszenie kłusa. Po niej nie wjechali już w slalom - jeździec skierował wierzchowca na bok, zwolnił go do stępa i pozwolił mu swobodnie krążyć w tym tempie po maneżu. Ten luz też był rodzajem nagrody... Jednak nie jedynym. I podczas tego "przejazdu" i na początku przerwy po nim, "staruszek" nagrodził palomino również głosem, poklepaniem szyi. Ćwiczenie to zawierało w sobie dwa najważniejsze elementy przejazdu w barrel racingu - zrównoważone, choć ciasne okrążanie beczek oraz przyspieszanie na prostych między nimi dla nadrobienia cennych sekund. Później wystarczyło przenieść to na właściwy tor barrelowy i voila! Po krótkiej przerwie, mniej-więcej 3 czy 4 minutowej, ponownie poprosił o kłus i poprowadził Suna na powtórkę. Tym razem przyspieszenia na przekątnych ósemki wprowadził już na drugim powtórzeniu, tak samo poprowadził ogiera na trójce. Ponownie chwila na oddech, króciutka, i ostatnie powtórzenie całości ćwiczenia w kłusie. Tym razem z przyspieszeniem kłusa już na pierwszej ósemce na przekątnych. Krótkie przerwy na odpoczynek, potem na ciągły wysiłek... Istny trening interwałowy!
Przerwa po ostatnim powtórzeniu była jednak trochę dłuższa, przed nimi próba wykonania ćwiczenia w galopie i niedługo potem wkroczenie między beczki...Rising Sun - 2016-06-05, 09:40 Wiele można było o nim powiedzieć, a jedną z tych rzeczy była z pewnością wszechstronność konia. Dzięki jego spokojnemu usposobieniu, lekkości chodów i „poddańczej” człowiekowi natury nadawał się do naprawdę wielu dyscyplin i myślę, że gdyby ktoś kiedyś kazał mu skakać przez przeszkody, to także nie miałby z tą dyscypliną żadnego problemu. Dzięki jego chęciom do współpracy i możliwościom, można było z nim naprawdę „konie kraść”.
Po tych kilku ćwiczeniach, które wykonali, Rising z ulgą przyjął możliwość chwilowego stępowania, która jeszcze przed chwilą wydawała mu się końcem świata i utratą sensu życia. Wolnym tempem stawiał krok za krokiem w wyznaczonych przez jeźdźca kierunkach, wykorzystując całkowicie tę chwilę przerwy na wyrównanie oddechu i odpoczynek przed właściwą częścią treningu. Nie poddał się jednak całkowicie – poruszając się w najniższym chodzie także angażował się w pracę, nawet jeśli jeździec nie zwracał na to bardzo dużej uwagi. Wprowadzony pomiędzy pachołki przyjrzał im się uważnie i nastawił uszu, pragnąc zorientować się w tym śmiesznym ćwiczeniu. Jego sylwetka wyprostowała się nieco, łeb ogiera uniósł ku górze, a ten zarżał nawet krótko, wyraźnie zainteresowany czekającym na niego wyzwaniem.
Cały czas łypał oczyma na prawo i lewo, dokładnie przyglądając się każdemu z pachołków, gdy mijał je po lewej czy po prawej stronie. Ładnie wpisywał się w łuki slalomu, żwawo idąc przy tym do przodu i zamaszyście rzucał ogonem na prawo i lewo, podskakując lekko zadem, gdy przypadkiem zaczepił o jedną z tyczek. Oprócz tego nie wyraził swego strachu w żaden inny sposób, grzecznie kończąc slalom w wyznaczonym przez Raynarda miejscu. Machnął łbem tuż przed przejściem w wyższy chód, a kiedy otrzymał stosowne pomoce łagodnie rozpoczął poruszanie kłusem i gładko wpisał się w kolejne łuki, w jakie wprowadził go brodacz. Raźno stąpał po ósemce, nie mając żadnego problemu z gięciem swojego ciała wokół łydek mężczyzny, a czując stałe aktywizowanie jego boków, ani na moment nie pomyślał o zmianie tempa na niższe, raźno stawiając krok za krokiem.
Po zakończonej ósemce jeździec nie pozwolił Izabelowi na chwilę oddechu i zastanowienia nad tym, co można byłoby zbroić w odniesieniu do stojących pachołków. Szybko znalazł mu nowe zajęcie w postaci slalomu, który w kłusie był nieco trudniejszy do zrobienia niż w niższym chodzie, ale który nadal nie stanowił dla Słonecznego zbyt dużego wyzwania. Oczywiście – musiał nieco bardziej zaangażować się w pracę, ale lubił gdy wymagało się od niego więcej niż potrafił i chętnie stawiał czoła odkrywaniu nowych możliwości. Po tym ćwiczeniu chętnie wjechał na ósemkę, a tuż po niej w kolejny slalom, w którym, nieco zdziwiony, odkrył prośbę Raynarda o przyspieszenie. Nie zamierzał się sprzeciwiać – przyspieszył nieco, w trochę chaotyczny sposób poruszając się między tyczkami slalomem. Jego ruchy były nieco mniej płynne, choć nie dotknął swym ciałem żadnej z tyczek, a jedynie trochę „za bardzo” starał się płynnie przejść przez przeszkodę co wypadło mu w nieco „kwadratowy sposób”. Skupiał się i parł przed siebie w dość szybkim, aktywnym tempie, ale nie wyszło mu to na tyle precyzyjnie, na ile mógłby sobie tego życzyć jeździec.
Ponownie wszedł na ósemkę, przyspieszając nieco kroku na przekątnych między brzuszkami i to ćwiczenie poszło mu wyraźnie lepiej niż poprzednie. Nieco zaskoczony, że znów nie wjeżdżają pomiędzy tyczki, chętnie wyszedł spośród nich i przeszedł do stępa gdy jeździec go o to poprosił. Kroczył wolnym krokiem po maneżu, wykorzystując w pełni tę chwilę na odpoczynek i chętnie odbierając od jeźdźca nagrody w postaci klepania po szyi. Jego oddech ponownie się wyrównał, a kiedy tylko to nastąpiło, jeździec znów poprosił o przejście do kłusa, które ogier wykonał z wielką chęcią. Wprowadzony ponownie w slalomy i ósemki dziarsko kroczył przed siebie, wykonując każde z poleceń Raynarda. Przyspieszał w odpowiednich miejscach, giął się pod wpływem łydek i nawet coraz sprawniej szło mu pokonywanie kolejnych pachołków. Jego ruchy nie były już tak kwadratowe jak poprzednio, a Izabel zaczął łapać „z czym to się je” i coraz lepiej prezentował się w wykonywanym ćwiczeniu. W pełni wykorzystywał momenty przerw, w których Brodacz pozwalał mu na chwilę stępa i równie chętnie powracał do wykonywanych ćwiczeń, zadowolony z siebie, gdy tylko udało mu się je wykonać w lepszy sposób.
Na sam koniec chętnie przeszedł do stępa, ponownie w pełni wykorzystując go do odpoczynku. Już dawno nie było galopu, a więc Słoneczny nastawił uszu, wyczekując komendy do przejścia. Mimo delikatnego zmęczenia, miał ochotę ponownie poczuć wiatr w grzywie.Raynard - 2016-06-05, 22:16 Czas było wybadać możliwości ogiera w galopie i w tym tempie trochę go rozruszać. Oddalił się w stępie od pachołków, by zapewnić izabelowi przestrzeń do spokojnego zagalopowania, wyrównania tempa. Tutaj przyłożył łydki do jego boków, pochylając się mocno do przodu z jednoczesnym, głośnym cmoknięciem. W tym tempie ćwiczenie było trochę trudniejsze, wymagało bowiem regularnych zmian nogi bądź zrównoważonego poruszania się kontrgalopem... Ale taki kontrgalop dopuszczalny był tylko w jeździe slalomem - w barrel racingu mógł zgubnie wpłynąć na równowagę kopytnego i zagrozić mu kilkoma punktami karnymi. Raynard postanowił więc przed wejściem między tyczki na powtórkę ósemek i slalomów wybadać możliwości quartera. Galopującego wierzchowca wprowadził na linię środkową areny, gdzie poprosił o lotną zmianę nogi przez ustawienie go na zewnętrzną - naciskiem tejże łydki na strzemię, delikatnym przesunięciem wodzy dla odpowiedniego wygięcia łba i szyi. Przy tym Sun dostał trochę luzu na halterze, bo sznury w dłoni Raya poluźniły się. Kilkakrotnie stworzył wierzchowcowi jeszcze okazję do zaprezentowania swoich umiejętności - wjechał w nim jeszcze w ósemkę, następnie w zmianę kierunku przez skróconą trochę przekątną... Kilka razy poprosił go po prostu o zmianę nogi w galopie, w sytuacjach różnych, na różnych figurach. Jako zwolennik pozytywnego szkolenia, budowania więzi z koniem nagradzał poprawne powtórzenia. Był to krótki wstęp do pracy w galopie...Mistrz Gry - 2016-06-06, 15:50 Temat postu: Barrel racing
AARON CARPENTER & OUT OF MY MIND
Wynik losowania - 38 Czysty przejazd, bez komplikacji.
UWAGA:
Jeździec zawiera cały pattern w jednym poście, po którym następuje post konia. Następnie w temacie pojawi się losowanie MG dla kolejnej pary.
Przy ocenie będą brane pod uwagę statystyki z dnia 15 czerwca.
Rising Sun - 2016-06-06, 18:56 Chętnie oddalił się od stojących tyczek i z równym zapałem rozgalopował się chwilę później, z niejaką ulgą przyjmując akurat to polecenie od jeźdźca. Prychał głośno, stawiając każdą kolejną foulee i parł przed siebie równym, acz nieco zbyt dynamicznym galopem. Poczuwszy wiatr w grzywie i luz na pysku chętnie oddawał się biegowi przed siebie, reagując jednak poprawnie na każdy sygnał ze strony Brodacza. Wyczuwszy nadchodzącą zmianę nogi zwolnił nieco i płynnie wykonał lotną, podążając swobodnie po ósemce, po której prowadził go jeździec. Każdą kolejną zmianę również wykonywał bez zarzutu, wciąż nieco zbyt energicznie pędząc przed siebie, ale stale reagując na sygnały Raynarda. Chętnie reagował na wszelkie, stosowane przez jeźdźca, zmiany ćwiczeń, które zapewniały mu brak monotonii przez co trening wydawał się Risingowi dużo ciekawszy od zwykłego prowadzenia po prostych czy po kołach. Z istnym zacięciem wykonywał polecenia, gładko wplatając w nie lotne zmiany nóg.
//Mam wrażenie, że masło maślane.Raynard - 2016-06-06, 21:12 //ja też mam wrażenie, że powtarzam się co post, ale nie wiem czy to tylko wrażenie czy rzeczywistość o: ale jest spoczi!
Kiedy tylko upewnił, że ogier bardzo dobrze wie, o co chodzi z lotnymi, zwolnił go do trochę wolniejszego galopu, wycofując się do bardziej wyprostowanej pozycji. W takim tempie nie podołałby zapewne ósemką i slalomom, z którymi miał okazję niedawno się zapoznać.
Raynard wprowadził go kolejny raz między pachołki, podczas pierwszego przejazdu omijali co drugi pachołek, zmieniając lotnie nogę zaraz po wyjściu z delikatnego zakrętu. Gdy tylko dojechali do końca, przysiadł mocniej w siodło, odchylił się do tyłu, ściągając wodze. Stopniowo sprowadził Suna aż do stępa. Z pewnością te kilka powtórek w nieprzerwanym galopie mogło doprowadzić go do zadyszki... A on nie chciał doprowadzić tego, by na kolejnych, trudniejszych etapach ćwiczenia skupienie izabela było zaburzone przez zmęczenie tym sprintem. Chwilę po tym, jak oddech kopytnego wyrównał się, Ray poprosił znowu o wejście w galop i wjechali w ósemkę. Od razu w taką między kolejnymi pachołkami, trochę ciasną. Mężczyzna starał się rozszerzać jej brzuszki, jeśli widział, że ogier ma problem z zachowaniem równowagi i rytmu na łukach. Pierwszą przejechali oczywiście w równym galopie, spokojnie, na teścik... Nie zapominajmy o zmianie nogi między pachołkami! Następnie wjazd w slalom, kolejna ósemka, identyczna jak poprzednia, z tym, że slalom po niej miał być trochę szybszy. Jeździec odciążył grzbiet Suna, przez przeniesienie swojego ciężaru bardziej na przedni łęk siodła. Uważnie obserwował quartera, gotów był do obniżenia minimalnie poprzeczki - tak, by ogier nadal musiał się wysilić, ale żeby mógł sprostać wyzwaniu. Na ostatniej ósemce wprowadził już przyspieszenia na przekątnej między brzuszkami ósemki. Zauważył, że wcześniej ogier potrzebował lekkiego zwolnienia tempa, by poprawnie wykonać lotną zmianę nogi, więc polecenie do zmiany nogi wydawał mu od razu po wyjściu z łuku, by zaraz po nim zmotywować go do wyciągnięcia fouli. Wykonanie całej sekwencji kończyło się standardowo zjazdem na bok i odpoczynkiem. Koń był z pewnością już nieźle wymęczony - było to chyba jego pierwsze rozruszanie w nowej stajni, do tego obfite w prace w ciągłym kłusie czy galopie... Starczy mu pewnie jeszcze energii na mniej wysilający przejazd między beczkami, nie ma więc co zamęczać go tym skomplikowanym, wymagającym skupienia i precyzji ćwiczeniem na słupkach. Dziś chciał go przede wszystkim zapoznać z torem do barrel racingu, z beczkami i całą ideą przejazdu. Wstęp teoretyczno-praktyczny mają za sobą!
Jeszcze w ramach chwili odpoczynku wprowadził go w stępie między beczki, pozwalając im się przyjrzeć, od razu przeprowadził go w tym najniższym chodzie po patternie przejazdu. Następnie wejście w galop i zabawa się zaczyna! Wprowadził go już na starcie na delikatny łuk w stronę pierwszej beczki, balansując własnym ciężarem i wyginając ogiera łydkami poprowadził go możliwie najbliżej niej. Zdążył już wybadać jego możliwości, wiedział więc, jak go poprowadzić, by nie przesadzić... Po wyjściu z łuku prośba o zmianę strony galopu z prawej na lewą i po niej wydłużenie fouli na dojeździe do drugiej beczki. Tutaj bliskie poprowadzenie ogiera na starcie, prawie muśnięcie beczki i poszerzenie łuku zaraz potem. Tym razem lotna nie była im już potrzebna, więc Ray od razu docisnął łydki do boków Risinga, wychylając się w przód, wraz z dłonią dzierżącą wodze. Dla izabela z pewnością był to jasny sygnał. W podobny sposób wyminęli trzecią, ostatnią beczkę i ponownie pojawiły się pomoce do przyspieszenia. Mężczyzna jeszcze chwilę za torem prowadził ogiera poszerzonym, przyspieszonym galopem. Nie chciał pokazywać mu, że linia finiszu jest jednoznaczna ze zwolnieniem, bo wtedy mógłby już wcześniej zacząć wyhamowywać i tracić cenne, złote sekundy. Po jednym takim intensywnym sprincie zaserwował mu kolejną przerwę z nagrodą, a po niej jeszcze dwie powtórki. Łuki przy beczkach stopniowo zmniejszały się... Jeśli podczas trzeciego przejazdu nie wydarzyło się nic negatywnego, sprowadził słonecznego do najniższego chodu. Zeskoczył na ziemię, by oprowadzić go w ręce, odciążyć jego grzbiet. Uważał, że wierzchowiec spisał się wyśmienicie. Zapałał nawet do niego jakimś rodzajem sympatii - zwierzę miało w końcu podobnie poważny stosunek do pracy jak on, łatwo było się z ogierem zgrać. Cudowna sprawa... Poklepał jego szyję i po około piętnastu minutach odprowadził izabelowatego do stajni.
[z/t]Aaron - 2016-06-08, 11:06 Aaron niedawno rozpoczął współpracę ze swoją ukochaną klaczką, a jednak nie mógł przepuścić okazji wspólnego startu w zawodach. Dla Mind stanowiłoby to idealną okazję do wypróbowania swoich możliwości, nabrania doświadczenia. Przy okazji sprawdziliby, jak poradzą sobie w nowej sytuacji. Do zawodów podchodził na luzie, w końcu najbardziej liczy się dobra zabawa! Jeżeli coś przy okazji wygrają... Cóż, będzie miło.
Od samego rana zajmował się pielęgnowaniem, czyszczeniem i ogólnym przygotowywaniem podopiecznej. Trudność sprawiło mu oczywiście zaplatanie warkoczyków, ale ostatnio obiecał sobie, że podejmie wyzwanie i nie miał zamiaru odpuścić. Musiała się pięknie prezentować <3 Po osiodłaniu i zabezpieczeniu ochraniaczami przednich kończyn quarterki, ruszył z nią raźnym krokiem ku wydzielonym dla rozgrzewających się par miejscu. Zatrzymał klacz przy ogrodzeniu, gdzie sprawdził, czy każdy element sprzętu leży na swoim miejscu. Sprawnie wdrapał się na jej grzbiet, poprawił kapelusz.
- No, jesteśmy gotowi! - oznajmił radośnie - Do boju!
Poprosił ją o ruszenie stępem, po kilku minutach rozpoczynając wyjeżdżanie wolt, serpentyn czy wężyków. Miało to służyć dobremu rozgrzaniu, rozciągnięciu siedmiolatki, a w efekcie zmniejszeniu ryzyka kontuzji. Zestaw ćwiczeń powtórzyli w wyższych chodach, wplatając w to także przejścia. Na sam koniec zwolnili do stępa, dał jej chwilę na wytchnienie. Ten czas wykorzystał na rozeznanie się w konkurencji. Był chyba najmłodszym ze startujących i sam nie wiedział, co o tym myśleć.
W końcu wywołano ich z jakże długiej listy (bo aż trzech zawodników, czterech przejazdów łącznie), więc szybkim krokiem ruszyli ku linii startu. Mieli dość dużo miejsca, by nabrać prędkości, a to ona liczyła się najbardziej. Poprawił dosiad, poklepał podopieczną na zachętę. W przypływie emocji pochylił się, by jeszcze mocno ją przytulić.
W końcu uznał, że są gotowi. Zacmokał na tyle głośno, by klaczka do usłyszała, przy okazji przykładając łydki do jej boków. Poluzował wodze, wysunął ramiona, stopniowo pochylając się do przodu, co miało ją zachęcić do przyspieszenia, wyciągnięcia kroku. Łydkami pilnował tempa, choć u Mind nie powinno z tym być problemu. Właściwie już był z niej dumny, niezależnie od tego, co się wydarzy. Po łagodnym łuku kierowali się ku pierwszej z trzech beczek, ustawionych na planie trójkąta. W trosce o jej zdrowie zdecydował się na okrążanie przeszkód łagodniejszymi, szerszymi zakrętami. Podczas ich ostatniego treningu trochę ćwiczyli i przyjął, że prezentuje taki poziom, jaki wtedy pokazała. W odpowiednim momencie przesunął wewnętrzną nogę między łopatkę konia a popręg, zewnętrzną mocniej opierając na strzemieniu i przyciskając do jej boku. Wodzę bliższą beczce delikatnie naciągnął, tę drugą oparł na szyi siedmiolatki. Po wyjechaniu zakrętu poprosił podpieczną o przyspieszenie, chcąc nadrobić stracony czas podczas galopowania po linii prostej. Akurat w tej dyscyplinie nie miał większego doświadczenia, ale uznał, że trzymają dobre tempo. Nie miał wprawdzie możliwości porównania, bo startowali jako pierwsi. Może to i lepiej?
Całą uwagę skupiał na zbliżającej się przeszkodzie, by odpowiednio wcześnie zasygnalizować Mind skręt. Przysiadł mocniej w siodle, prosząc ją o zwolnienie. W pełnym galopie mogliby co najwyżej w pięknym stylu wlecieć w ogrodzenie. Łydki docisnął do boków dunalino, zewnętrzną nakłaniając do wygięcia, ładnego wpisania się w łuk. Teraz czekał na nich najostrzejszy zakręt, a więc stanowiący największe ryzyko. Na przyspieszenie pozwolił jej dopiero po pokonaniu go. Ramiona i dłonie wysunął, pochylił ciało do przodu, przy okazji odciążając grzbiet młodej. Mieli już ponad połowę za sobą! Od ostatniej beczki dzieliło ich około trzydziestu metrów, co wykorzystali na nadrobienie straconego czasu. Tutaj liczyła się każda sekunda, która mogła dać im przewagę nad innymi uczestnikami. Zachowywał przy tym zdrowy rozsądek, nie chcąc przypadkiem przekroczyć możliwości klaczki. Trzymali więc szybkie tempo, ale nie pędzili na oślep przed siebie. Bezpiecznie okrążyli ostatnią beczkę, po nieco ciaśniejszym niż poprzednie łuku. Pochylił się jeszcze mocniej, pozwalając jej na rozwinięcie prędkości.
Po przekroczeniu celowników stopniowo zwolnili do kłusa, a potem także do stępa. Udali się na rozprężalnię, gdzie przez kilkanaście minut oprowadzał ją w ręku, pozwalając na uspokojenie oddechu. Przez cały czas chwalił swoją dzielną Mind, należało jej się! <3 W końcu ruszyli ku stajni.