Anonymous - 2015-10-06, 18:55 Po raz kolejny mogła spotkać się z chwilą swobodnego galopu po ścianie, jako że jadąc po obszernym kole, zdecydował ponownie pokonać tę samą sekwencję - tym razem z drugiej strony. W trzech czwartych koła powrócił zatem do poprzedniego ustawienia i usiadł w siodle. Oferując klaczy elastyczny i miękki kontakt, dosiadem swobodnie podążał za jej ruchem, harmonijnie kierując kasztankę na oksera. Wyprostował Ignis przed przeszkodą odpowiednio wcześniej i nie korygując za specjalnie tempa, choć jednak wciąż pilnując folblutki, wskazał jej miejsce odbicia. W jego momencie otworzył lekko rękę, nie tracąc kontaktu, ale umożliwiając klaczy swobodne wyjście do skoku. Dalej podążył za jej ruchem, nie zostając w tyle ani nie wyprzedzając jej, dzięki czemu nie zaburzył jej środka ciężkości. Podczas lądowania odchylił się do tyłu, utrzymując oparcie w strzemionach i łagodnie wrócił w siodło, nie obijając grzbietu kasztanki. Wbrew temu, czego mogła się spodziewać, nie pojechał na wprost na stacjonatę. Zamiast tego skręcił w prawo w połowie odległości, robiąc to subtelnie, bez zbędnego szarpania.
Powrócił do szeregu na skok-wyskok złożonego z kopert i odpowiednio przed nim skrócił odrobinę wykrok kasztanki, jako że było dość ciasno. Ponownie doprowadził Ignis pod samą przeszkodę, wskazując jej miejsce wybicia i dalej zgrał się z jej ruchem, oddając jej wodze w trakcie pokonywania przeszkód, ani na chwilę nie tracąc kontaktu. Po szeregu naprowadził ją jeszcze na wcześniej ominiętą stacjonatę, gdzie pozostał konsekwentny w swoich działaniach, bo była to najskuteczniejsza droga do nauczenia czegoś konia. Zapewne nie napotkał problemów z pokonaniem przeszkody, więc po pokonaniu jej pozostał w półsiadzie, poprowadził Rudą na ścianę i klepiąc po szyi, stopniowo przeszedł do kłusa. Po jednym okrążeniu w tym chodzie, podczas którego anglezował, przeszedł do stępa i całkowicie oddał folblutce wodze. Stępował ją jakieś 15 minut, po czym zsiadł, poluźnił popręg i wyprowadził do stajni, po drodze miziając jeszcze za uchem. /ztAnais - 2015-10-07, 10:49 Ciemnowłosa wprowadziła na halę swoją podopieczną, uprzednio upewniając się, że cały obiekt będzie do ich wyłącznej dyspozycji. Z delikatnym uśmiechem na twarzy dziarskim krokiem ruszyła bardziej w głąb hali, wciąż w dłoni dzierżąc wodze. Była w stanie dostosować się do tempa klaczy, lecz nie pozwalała jej na zbyt szybkie, czy wolne kroczenie. Ostatecznie zatrzymały się gdzieś z boku. Francuzka poklepała przyjacielsko szyję gniadej, a następnie zabrała się za ostatnie poprawki w jej osprzęcie. W końcu zajęła się również sobą; wsunęła na smukłe dłonie swoje ulubione rękawiczki, chcąc jak najbardziej chronić delikatną, aż zbyt wrażliwą skórę dłoni oraz założyła na głowę kask. Do tej pory nie musiał jej chronić przed żadnymi urazami, ale lepiej dmuchać na zimne, czyż nie? Uporawszy się z drobnymi zabiegami kosmetycznymi swojego sprzętu jeździeckiego wsunęła stopę w strzemię. Uniosła swoje drobne ciało i z lekkością zasiadła na grzbiecie podopiecznej. Kiedy i druga stopa znalazła się w strzemieniu, dziewczyna usadowiła się wygodnie, pochwyciła wodzę w ręce i przyłożyła łydki do boków klaczy, wysyłając ją stępem przed siebie. Jak zwykła robić od początku pilnowała odpowiedniego tempa Petit - miała kroczyć energicznie, widocznie pracując całym ciałem. Brunetka nie zabraniała jej obniżyć łba w tym wypadku było to wskazane, dlatego oddała jej całą wodze, jedynie ją przytrzymując, a klaczy pilnowała głównie dosiadem. Starała się, by każdy narożnik był dokładnie wyjechany, a ułożeniem nóg nakłaniała klacz do wygięcia w kręgosłupie. Po dwóch okrążeniach zmieniły stronę marszu poprzez pół woltę i kolejne dwa luźne okrążenia na drugą stronę, na tych samych zasadach co poprzednio.Petit Coeur - 2015-10-09, 22:54 Szła spokojnym krokiem na wysokości ramienia właścicielki, donikąd się nie spiesząc, ale też nie ociągając. Większy brzuch co prawda przywodził na myśl skojarzenia z powolnością i ospałością, ale gniadej zdawał się nie przeszkadzać w najmniejszym stopniu. Zatrzymała się w wyznaczonym miejscu i stała nieruchomo tak długo, dopóty było to konieczne. Obserwując przeciwległą ścianę nawet nie ośmieliła się drgnąć, w rzeczywistości nie odczuwając także takiej potrzeby. Dojrzewała z upływem czasu i rosnącym doświadczeniem, jak wszystkie konie z jej rocznika - powoli przestawały być nazywane niesfornymi młodzikami, przeistaczając się w świetnie zrobione wierzchowce w sile wieku.
Dopiero po zebraniu wodzy i muśnięciu boków łydkami ruszyła przed siebie stępem, idąc całkiem swobodnie, z wyprostowaną i rozluźnioną szyją. Od początku solidnie pracowała łopatkami, wyciągając przednie nogi w trakcie energicznego marszu, nie zapominając także o tyłach, choć trudno było mówić o wyraźnej pracy zadu. Korzystając z długiej i luźnej wodzy łeb niosła tak, jak było jej najwygodniej - niezbyt wysoko, na wyprostowanej szyi, nie czując potrzeby nurkowania nosem do ziemi. Była wypoczęta, pełna energii i zainteresowana sytuacją, dlaczego więc miałaby już teraz szukać chwili wytchnienia? Wchodziła głęboko w narożniki, ale raczej nie wyginała się w nich do końca prawidłowo, po prostu nie mając oparcia w wodzach. Z automatu jeszcze nie przywykła do jazdy po tzw. kwadracie, jako że nikt od niej tego nie wymagał. Ścinała je zatem nieznacznie, nie myśląc o nakreśleniu prawdziwego kąta prostego. Mimo to utrzymywała stałe tempo stępa w obu kierunkach, stopniowo rozgrzewając mięśnie.Anais - 2015-10-25, 18:36 Była z klaczy całkiem zadowolona, lecz mimo to nie przechodziła do kolejnych ćwiczeń. Wpierw wymagała od klaczy poprawnego i dokładnego wyjechania narożnika, czego do tej pory kopytna nie zrobiła. Ciemnowłosa podebrała lekko wodze i poprowadziła podopieczną ostatni raz dookoła hali. Tym razem pilnowała jej poprawnego wygięcia i dokładnego wyjechania narożnika nie tylko łydką i dosiadem, ale również wodzami, którymi zręcznie manewrowała tak, by klacz mogła swobodnie i bez obaw oprzeć się na owych pomocach i wraz z nimi poprawnie wykonać zadanie. Jeżeli im się to udało, to dziewczyna nagrodziła Petit słownie, a następnie wyjechawszy na dłuższą ścianę ponownie zaczęła podbierać wodze, żeby kontakt na pysku stał się mocniejszy. Przy okazji pilnowała tempa klaczy, która nadal miało być energiczne i ani trochę nie leniwe. Po kilku chwilach poprosiła kopytną o wykonanie półparady, która miała przygotować ją do kolejnego ćwiczenia. Przytrzymała ją chwilę po chwili dodając łydkę, a po kilku kolejnych sekundach oddając nieco rękę i pozwalając jej na swobodne wyjście z zadu. Nie chciała żeby klacz poruszała się zbyt szybko, więc od razu narzuciła jej swoje tempo. Jeżeli nie buntowała się, to Francuzka nie ingerowała w rytm w jakim poruszała się gniada, a jedynie wpasowała się w ten odpowiedni z lekkością unosząc się w siodle. Tak jak w przypadku stępu podczas kłusa również wykonały kilka okrążeń na jedną stronę, a następnie poprzez pół woltę zmieniły kierunek. Także zaczęła pracować nad zebraniem, a kiedy już się z nim uporały, dziewczyna poprowadziła klacz na środek hali, a tam na około dwudziestometrowe koło. Pracowała nad poprawnym wygięciem podopiecznej łydkami i pulsacyjnymi ruchami wewnętrznego nadgarstka pilnowała jej łepka. Jeżeli wszystko poszło po jej myśli, to powtórzyły owe ćwiczenie na drugą stronę. W razie potrzeby ciemnowłosa powtórzyła wszystko od początku, dopóki zadanie nie zostało wykonane poprawnie. Powróciwszy na długą ścianę zasiadła w siodle, przechodząc jednocześnie w kłus ćwiczebny. Po wyjechaniu na krótką ścianę poprosiła klacz o maksymalne skrócenie wykroku, na długiej zaś ścianie o jego maksymalne wyciągnięcie. To ćwiczenie powtarzały analogicznie przez kolejne dwa lub trzy okrążenia, jeśli klacz nie chciała się dostosować. Ostatecznie zwolniła klacz do stępu i w ramach nagrody poklepała ją po sportowej szyi.Brian - 2015-11-16, 13:05 Przyprowadził tutaj Chaosa. Na początku obszedł z nim halę, by mógł się z nią zapoznać. Następnie zatrzymał go w narożniku. Poprawił popręg, uregulował strzemiona. Gdy przekonał się, że wszystko jest na swoim miejscu i gniady stoi w miarę spokojnie, korzystając ze schodków znalazł się na jego grzbiecie.
Poklepał ogiera po łopatce i posłał na ślad, z początku dając mu pełen luz na wodzach, żeby achał przywykł do otoczenia i obecności bruneta na swoim grzbiecie. Brian jednak nie pozwalał mu nadużywać tego luzu, prowadząc go najwyżej w pośrednim tempie, bo Chaos musiał się najpierw rozgrzać i rozruszać. Brytyjczyk też poznawał ruch konia i to jak reaguje na pomoce. Po około trzech okrążeniach stopniowo podebrał wodzę, zostawiając jednak na niej trochę luzu i wprowadził Amira na woltę, o średnic nie większej niż 10 metrów, na kole pilnując stałego tempa, ustawienia i wygięcia.Chaos Amir - 2015-11-17, 21:23 Pobudzenie nie ustępowało, toteż Chaos chłonął wręcz nowe odgłosy i otoczenie. Był zainteresowany tym, co w okół niego się dzieje, co nie koniecznie pomyślnie wróżyło dla Briana. Myślę, że wszyscy doskonale wiedzą, co znaczy niewybiegany, pełen energii i nadto ożywiony koń.
Hala sama w sobie nie robiła na nim wrażenia. Nie ćwiczył na niej pierwszy raz, aczkolwiek posłusznie przewędrował za mężczyzną pełne okrążenie. Zatrzymany w narożniku odczekał grzecznie, aż Brunet dokończy przy nim wszelakich czynności i zasiądzie na jego grzbiecie. Gdyby ogier miał tylko okazje, był w stanie wypruć z miejsca galopem. W owych okolicznościach ruszył jednakże jedynie żwawym stępem. Stawiał krótkie, szybkie kroczki, cały czas idąc z wysoko zadartą głową. Nie starał się sam podkłusowywać, ale jego jakość stępa była bardzo niska, a koń wcale nie prezentował się dobrze. Dopiero po pewnym czasie powoli zaczął się uspokajać, zwalniając i nieco się rozluźniając. W dalszym ciągu jednak szedł rozwleczony, a przez żyrafią szyję praktycznie nie angażował grzbietu. O ile jeździec zastosował wyraźne i dokładne pomoce, Amir wszedł na woltę, nie wypadając z niej ani zadem ani łopatką.Brian - 2015-11-19, 18:18 No cóż Chaos nie był pierwszym niewybieganym koniem, z jakim Brian miał okazję ćwiczyć. Po ruszeniu stępem brunet pozwolił gniademu na raźny stęp, o ile tylko ten nie przyśpieszał do kłusa. Zdawał się w ogóle nie przejmować niską efektownością stępu, przeczuwając, że jest to spowodowane właśnie tym niewybieganiem i nabuzowaniem. Nie ingerował w to jednak w żaden sposób, oczekując aż ogier się nieco uspokoi i nabierze większej płynności ruchów. Zgodnie z jego oczekiwaniami rzeczywiście to nastąpiło, a wolta była już wykonana w całkiem dobrym stylu. Po zamknięciu koła Brytyjczyk zmienił kierunek jazdy, pozostając jednak w stępie, w którym znów wykonali kilka okrążeń i figur, podczas których Donney znów pilnował wygięcia i ustawienia, wspomagając achała przez szereg pomocy. Jeszcze dwa okrążenia w stępie i dwudziestosześciolatek posłał Amirowi sygnał do przejścia do kłusa, poprzedzony pół paradą. Skupił się na tym, żeby siedmiolatek nie przyśpieszył za bardzo.Chaos Amir - 2015-11-19, 19:51 Po zmianie kierunku Chaos jeszcze bardziej się wyciszył, nie czerpiąc większej radochy ze stępowania. Uznał, że nie warto męczyć się w owym chodzie bo to i tak nie przyniesie mu żadnych profitów. Pomimo w dalszym ciągu uniesionej głowy, zaczął współpracować z Brianem. Na figurach ładnie wpisywał się w łuki, bezbłędnie odczytując pomoce mężczyzny. Pomimo zastania nie zapomniał podstawowych rzeczy - wystarczyło mu je nieco przypomnieć i achał chodził jak w zegarku.
Gdy Brytyjczyk wykonał półparadę, gniadosz momentalnie jeszcze bardziej skupił się, wyczekując kolejnej komendy. Ku jego uciesze przyszedł czas na kłus, co Amir odebrał bardzo entuzjastycznie. Wraz z momentem przyłożenia łydek do jego boków, wypruł przed siebie. Szedł nadto energicznie, w zawrotnym tempie przebierając nogami. Ponadto zadarł jeszcze wyżej swoją głowę (która podczas stępa nieznacznie się obniżyła) i leciał przed siebie korzystając z okazji wybiegania się. Bardzo go kusiło by przejść w wyższy chód, ale jeździec skutecznie ograniczał jego zapędy. Co prawda achał w dalszym ciągu szedł za szybko, ale nie próbował niczego więcej. Dopiero po pewnym czasie (o ile Brunet rzeczywiście postarał się by go ogarnąć), zaczął się uspokajać.Brian - 2015-11-20, 11:50 Nie zdziwił się szczególnie, gdy po otrzymaniu od niego sygnału do kłusa, Chaos wypruł przed siebie jak z procy. Brian od razu postarał się go spowolnić, pozwalając mu na energiczny kłus, ale nie dając mu możliwości przejścia do galopu. Przyjdzie na to czas i kto wie, może wtedy brunet da mu się wybiegać? Starał się też skłonić gniadego do obniżenia głowy. Dopiero po pewnym czasie usilnych starań Brytyjczyk osiągnął przynajmniej połowiczny sukces: ogier zaczął się uspokajać.
Jadąc anglezowanym kłusem powtórzyli ćwiczenia ze stępa: zrobili kilka okrążeń na każdą stronę plus wyjazd na środek do figur, przy których Donney bardziej pilnował zarówno tempa jak i ustawienia. W kłusie przytrzymał achała trochę dłużej, żeby ten porządnie się rozgrzał, zanim dwudziestosześciolatek da mu sygnał do galopu i znając życie Amir znów wypruje przed siebie z zawrotną prędkością. Po kilku kolejnych okrążeniach, jeśli siedmiolatek był mniej więcej spokojny i może obniżył tą swoją przystojną miedziano-gniadą głowę, jeździec dał mu sygnał do galopu wsiadając głębiej w siodło, z tego tylko powodu, żeby nie spaść z Amirowego grzbietu. Jeszcze trochę podbierając wodze starał się powstrzymać Chaosa przed pędzeniem na złamanie karku, co na ograniczonej przestrzeni hali mogło się skończyć nieprzyjemnie.Chaos Amir - 2015-11-20, 15:23 Wraz z zabiegami Briana i upływem czasu, Chaos faktycznie się uspokoił. Tempo kłusa było energiczne, ale już nie szaleńcze, a ustawienie wyraźnie się poprawiło. Wraz z rozluźnianiem się, achał stopniowo obniżał swoją głowę, jednakże w dalszym ciągu nie zganaszował się. Tak było mu wygodniej, a przekonanie go do swoich racji było naprawdę ciężkim zadaniem...
Posłusznie chodził po wszystkich narzuconym przez bruneta figurach. Dzięki odpowiednim pomocom odpowiednio wyginał się na łukach i wyraźnie angażował się do pracy. Gniady miał tendencję do wypadania z łuków łopatką czy też zadem, ale wystarczyło zastosować odpowiednie pomoce i problem znikał. Amir nigdy nie był asem ujeżdżenia a swoje końskie serduszko ładował w skoki. Pomimo tego starał się jak tylko mógł najlepiej i wspierany przez swojego jeźdźca prezentował się jak dresażowiec z krwi i kości!
Pomimo tego, że kopytny spuścił nieco z tonu, w dalszym ciągu miał nadmiar energii. Był niczym tykająca bomba, która tylko czekała aby wybuchnąć siejąc chaos i zamęt. Wizja galopu była do tego idealną okazją, co ogier postanowił wykorzystać. Gdy tylko poczuł wyraźne sygnały do przejścia w wyższy chód, zareagował natychmiastowo. Zadarł wysoko mordkę, delikatnie skulił uszy i wypruł przed siebie, mocno uderzając kopytami o podłoże. Nie podobało mu się to, że jeździec próbuje go spowolnić, dlatego postanowił jawnie ukazać swoje niezadowolenie. Po kilku krokach dynamicznego, szaleńczego wręcz galopu, strzelił soczystego baranka. Nie miał na celu zrzucenia Briana, a chciał jedynie odreagować póki miał taką możliwość.Brian - 2015-11-23, 20:34 Widząc jak Chaos jest nabuzowany, Brian stwierdził, że tym razem niech gniadego będzie na wierzchu i skupił się na tym by się nie skompromitować i nie spaść z jego grzbietu. To nie znaczy, że pozwolił ogierowi na całkowitą samowolkę. Pozostał czujny, na wypadek, gdyby achał za bardzo się zapędził i czekał aż spali trochę energii. Chociaż takie galopowanie na złamanie karku było przyjemne, zwłaszcza, że nie zdarzało się często, brunet więc przybrał dogodną pozycję, trzymając się w siodle i czekał aż siedmiolatek spuści z tonu, uznając, że tak będzie najlepiej. Miał jednak nadzieję, że szybko to nastąpi, bo czekały ich jeszcze prawdziwe atrakcje, więc Amir nie miał się co przemęczać na samej rozgrzewce.
Kiedy w końcu gniady zwolnił i rozluźnił, zakładając, że to nastąpiło, Brytyjczyk podebrał jeszcze trochę wodzy, prosząc ogiera o nieco wolniejszy galop. Znowu zrobili kilka okrążeń na każdą stronę i figury o większych łukach, przy których nieodmiennie Donney wspomagał achała pomocami.Chaos Amir - 2015-11-24, 21:46 Koń jak koń - granice swoich możliwości miał. Tak było i w przypadku Chaosa, tym bardziej, że kondycja gniadego nie była taka świetna jak kiedyś.
Po pewnym czasie zaczął spuszczać z tonu, aż Brianowi całkowicie udało się go uspokoić. Zmęczenie dawało się we znaki, aczkolwiek galopował dalej. Nawet trochę się zebrał, dzięki czemu jego chód był znacznie przyjemniejszy dla jeźdźca i łatwiejszy do wysiedzenia. Z wykonywaniem figur nie miał problemów. Wchodził we wszystkie łuki o ile nie były zbyt ciasne i achał nie tracił na nich równowagi. Nie odstawiał jak na razie żadnych cyrków, jako że zdążył się już wyszaleć. Przynajmniej na razie.
Pomoce stosowane przez Brytyjczyka bardzo ułatwiały mu zadanie. Podparty łydkami gniadosz bardzo ładnie wyginał swoje cielsko, angażując się w pracę z jeźdźcem.Naomi Eaton - 2015-11-27, 20:36 Weszła na halę w towarzystwie Hayley oraz siwka. Zatrzymała się z ogierem na środku hali, aby podciągnąć mu popręg i zaraz poprosić dziewczynę, by wsiadła przy użyciu schodków. Pomogła jej dopasować strzemiona, po czym odesłała Friskasa na koło, stopniowo rozwijając lonżę oraz zamykając go w tzw. trójkącie.
- Wypięłam wodze, żebyś mogła w pełni się skupić na sobie, a nie na nim. - Wytłumaczyła dziewczynie dość niecodzienną sytuację, w której nie wręczyła jej wodzy, co zwykle miało miejsce podczas pierwszych jazd. Nie w tym przypadku. Naomi zależało nie tylko na tym, by Hayley szybciej odnalazła równowagę, ale też na tym by nie szarpać niepotrzebnie konia za pysk. Później, po rozgrzaniu, miała zamiar wypiąć nieco ogiera by uwypuklił grzbiet, co miało zwiększyć komfort pracy zarówno jego, jak i dosiadającej go osoby.
- Rozluźnij się, odchyl ramiona do tyłu i postaraj się wczuć w jego ruch - poradziła jej, jednocześnie pilnując aktywnego, obszernego stępa, który wręcz prowokował do bujania się za ruchem konia.Friskey Whiskey - 2015-11-27, 23:18 Przy podciąganiu popręgu siwek nieznacznie skulił uszy, podrzucając nerwowo łbem do góry, akurat za tą czynnością nie przepadał. Czy nikt tu nie wdział jaki on był szczuplutki ? Bo co to jeszcze dociskać ?
Czując ciężar siadającej na nim blondynki, skupił się na tym, aby jej przypadkiem nie skrzywdzić, w końcu Hayley w jego oczach wyglądała na laleczkę z porcelany.
Subtelnie przeżuwając wędzidło wszedł na koło, dawno nie miał okazji pracować na lonży, wszelkie treningi jakie miał odbywały się nie z ziemi, ale z siodła. Stawiając minimalny opór ręce Naomi, powoli kroczył przed siebie, z lekko ociężałym zadem. Az do momentu w którym nie poczuł za sobą wędrującego bata, lekko unosząc łeb przyśpieszył kroku, mocniej wkraczając zadem pod kłodę. Wewnętrzne ucho miał nastawione w stronę pani instruktor, uważnie nasłuchując.Hayley - 2015-11-27, 23:51 Wejście na konia nie sprawiało mi problemów, jednak posłusznie wspięłam się na schodki, włożyłam nogę w strzemię i podciągnęłam się do góry. Za drugim razem na grzbiecie konia czułam się znacznie pewniej dlatego teraz każdy jego ruch nie wprawiał mnie w dziwne wrażenie, że zaraz spadnę. Skupiłam się na Naomi i kiedy tylko zaczęła mówić odwróciłam głowę w jej stronę i przytaknęłam krótko. W miarę rozluźniona spojrzałam na dół obserwując reakcje konia i nie bardzo wiedząc co zrobić z rękami oparłam je o przedni łęk siodła. Naturalnie przy tym ruchu lekko się przygarbiłam, ale nie na tyle, by instruktorka mogła pomyśleć, że się boję. Szybko jednak zorientowałam się, że przeszkadza mi takie ułożenie własnego ciała. Dłonie opierające się twardo o skórzane wybrzuszenie blokowały ruchy bioder, które samoistnie wędrowały to w przód, to w tył. Na początku, przy wolnym stępie nie było to tak dobrze odczuwalne, ale później, kiedy koń zareagował na bacik puściłam siodło. Usadziłam się znacznie wygodniej, kompletnie nie wiedząc co zrobić z rękami, a później opuściłam je luźno po bokach. Usiadłam, nie tak, jak powinien to zrobić jeździec. Najbardziej rzucającym się w oczy błędem był sposób siedzenia. Pomijając oczywiście kwestie pięt, palców, rąk i innych części ciała, które powinny być w określonej pozycji (której jeszcze nie znałam), siedziałam nieco za bardzo z tyłu na siodle. Nie garbiłam się jednak, pozwalając by moja sylwetka się prostowała.