Jonah Wrens - 2015-11-24, 00:59 Możliwe, że oboje czegoś żałowaliśmy podświadomie. Nie mniej jednak na pewno teraz każde miało swoje życie więc nie było nad czym się zastanawiać.
-Dalej jeżdżę, mam dwa konie i planuje kupić trzeciego. Za to piłka gdzieś mi trochę zniknęła, ale ogólnie jest dobrze. Próbuje zmądrzeć i się ustatkować, ale sam nie wiem czego chce.
Uśmiechnąłem się tym razem łagodniej, tym samym upijając łyk kawy.
-A Ty jak się trzymasz? Jeździsz coś jeszcze? Bo na zawodach Cię nie widuję. Lorien Wayford - 2015-11-24, 01:10 Czy żałowała tego, że ich drogi się rozeszły ?
Może trochę, dawniej doskonale się dogadywali, łączyła ich wspólna pasja, poczucie humoru i to, że potrafili rozmawiać ze sobą długimi godzinami, nie szczędząc sobie przy tym uroczych złośliwości.
- Konie.- mruknęła tęsknie wbijając spojrzenie w okno kawiarni, delikatnie opruszone pierwszym śniegiem samochody, wywołały lekki uśmiech. Wspomnienia związane z jeździectwem, nie chciały odejść w zapomnienie, tęskniła za tym i to bardzo.
- Ja przestałam jeździć kilka lat temu, życie potoczyło się trochę inaczej.- wzdychając ciężko upiła łyk kawy, nieświadoma tego, że tuż nad jej ustami pojawiły się białe wąsy z piany. - Chyba ustatkować, to do Ciebie nie podobne. Zawsze byłeś wolnym strzelcem.- uśmiechając się posłała mu tajemnicze spojrzenie, strzelał nie tylko doskonale do bramek ale i w kobiece serca ;>.
- Jak już wspomniałam, nie jeżdżę. Fotografia i muzyka pochłaniają całkowicie mój czas. Ale może w wolnej chwili Chris zabierze mnie do stajni. Niestety on też nie zawsze ma czas.- facet taki zapracowany , ale jakby powiedziała, że czeka nago w łóżko, to rzuciłby wszystko <3 (Pozdrawiam Krysia <3)
A jak już ją zabierze to tak jej da popalić, że biedna będzie miała odciski od siodła .Jonah Wrens - 2015-11-24, 23:47 To wszystko jednak minęło, a siedzieliśmy przed sobą jak dawniej. Tyle, że nie łączyło nas już nic poza wspomnieniami i znajomością. Mieliśmy własne życia, więc już nie mogliśmy w nie ingerować. Poniekąd straciliśmy szansę, albo nie było nam to pisane.
-Myślałem, że w tym zostaniesz. Pamiętam jaką sprawiało Ci to radość. Co się konkretnie stało? Czy nie chcesz o tym rozmawiać?
Zerknąłem na nią spokojnie, uśmiechając się łobuzersko na jej kolejne słowa. Kiedyś, a może nawet dalej taki byłem? Tego właśnie nie potrafiłem określić, czy chce być kimś stałym, w określonej relacji.
-Ludzie się zmieniają, wiesz? Może ciężko w to uwierzyć ale dałem się usidlić.
Puściłem doń oczko, poszerzając uśmiech.
Spoważniałem jednak trochę przez chwilę, dopóki nie zobaczyłem jej wąsów z piany. Zaśmiałem się głośno w razie czego zrzucając ów wybuch na jakieś wspomnienie, przecież nie zepsułbym ludziom takiego widoku.
-Stoisz przed czy za obiektywem? Pojaw się w stajni, chętnie wybrałbym się z Tobą w teren.
Zerknąłem na nią przed wypiciem kolejnego łyka kawy.
-Szkoda, że urwał nam się kontakt.
Palnąłem ot tak, nawet na nią nie patrząc.Lorien Wayford - 2015-11-25, 00:05 Ich ścieżki splotły się już raz, a teraz na powrót siedzieli naprzeciw siebie, tylko każde z nich miało swoje własne życie. Powrót do korzeni znajomości nie był jednak bolesny, przywodził przyjemne wspomnienia oraz błogi spokój. Nawet po tylu latach, Lor była w stanie swobodnie konserwować z brunetem, tak jakby widzieli się zaledwie kilka dni temu.
- Co się stało ?- jego pytanie wyrwało ją z zamyślenia, powtarzając je jeszcze raz skupiła się na odpowiedzi. - Zabrało mi na to wszystko czasu, studia, szkoła muzyczna i praca, stały się ważniejsze. Musiałam zrezygnować …- wodząc opuszkami palców po szklance, wzrok wbiła w białą pianę na powierzchni napoju. - Nie ukrywam, że tęsknię. Bardzo mi tego brakuje.- wyznała wracając wzrokiem do mężczyzny.
- Twoja dziewczyna musi być szczęściarą. Pilnuj się jej, chociaż raz nie bądź złamanym chujem. - śmiejąc się oparła się wygodniej o miękki fotel. Zawsze miała go za genialnego faceta, pełnego nie tylko humoru, ale też odpowiedzialności. Pomimo tego, że zazwyczaj pakował się w kłopoty.
Nie świadoma swoich wąsów, nadal siedziała przed nim prezentując siwy zarost .
- Za obiektywem. - wyjaśniła krótko i rzeczowo, na propozycję wspólnego terenu reagując uśmiechem. - Bardzo dawno nie jeździłam, nie wiem czy pamiętam.- lekko zakładając kosmyk włosów za ucho, zielonymi tęczówkami powędrowała po rysach jego twarzy. Porównując je z obrazem o kilka lat młodszego mężczyzny. - Też żałuję. - wyznała, nie oczekiwała od losu niczego co było z nim związane, po prostu żałowała przyjaźni, która nie miała racji bytu. Odległość i nieobecność jednak robiła swoje.Jonah Wrens - 2015-11-25, 00:30 Czekałem, wiedziałem że takie pytania zmuszają do zatrzymania się i pomyślenia o danej rzeczy. Postawienie przed sobą odpowiedzi "dlaczego nie wyszło". To nigdy nie było proste. Nie wiedząc czemu, wróciłem myślami do mojego przyjaciela, który zmarł prawie rok temu. Odetchnąłem, napierając plecami na oparcie krzesła.
-Zawsze jak znajdziesz chwilę mogę Ci co nie, co przypomnieć. Oczywiście jeśli będziesz chciała i nie będziesz czuła się skrępowana moją obecnością.
Znów pozwoliłem sobie puścić jej oczko. Czułem się nazbyt swobodnie w jej towarzystwie, luźno żartując.
-To mnie podsumowałaś po latach.
Pokręciłem głową rozbawiony,odchylając się nieco na krześle. Na chwilę odwróciłem od niej spojrzenie, aby rozejrzeć się po kawiarni. Dopiero po chwili moje tęczówki utknęły gdzieś na twarzy brunetki.
-Szczerze to nie wiem czy jest szczęśliwa. Jednak póki co jeszcze się nie spakowała i nie wyszła. Staram się jak mogę.
Wyszczerzyłem się, unosząc znacząco jedną z brwi. Zmieniliśmy się, ale wyszło nam to na dobre.
-I co fotografujesz? Swoją drogą mogłabyś mi pokazać coś swojego, mimo tego że się nie znam.
Spojrzałem na nią całkiem poważnie, chwilę się nad czymś zastanawiając.
-Lubiłem Twoje płomienne włosy, ale te też Ci pasują. W sumie jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie. Nawet wąsach.
Uśmiechnąłem się łagodnie, udając że wypaliłem komentarz ot tak z dupy.Lorien Wayford - 2015-11-25, 00:50 - W Twojej obecności nigdy nie czułam się skrępowana, nawet wtedy, gdy molestowałeś mnie wzrokiem. - śmiejąc się szczerze, przywiodła na myśl wspomnienia wspólnych wieczorów czy przerw tuż pomiędzy dużą ilością bukmanek. Życie zawodami, startowanie w nich i spędzanie czasu z ludźmi, z którymi dzieliło się kiedyś pasję, było najlepszym okresem w jej życiu. Beztroska i młodość, której teraz brakowało.
- Bardzo chętnie, może w wolnej chwili nadarzy się jakaś okazja. - subtelnie zwilżając językiem ciemne wargi, na ułamek sekundy spuściła wzrok na jego dłonie.
- Jesteś dobrym chłopcem, zawsze byłeś. Ale nie zawsze byłeś fair wobec innych.- bezkarnie sadziła mu szczere komplementy, o ile można było to nazwać komplementami. Oczekiwała podobnym zagrań z jego strony, zapewne nie przejęłaby się tym. To było tylko i wyłącznie w formie czysto przyjacielskiej.
- Staraj się i nie przestawaj, warto walczyć o to co kochasz.- cieszyła się, że znalazł szczęście. Ona także była szczęśliwa, chociaż jej związek z Chrisem ostatnio przeżywał kryzys. Mimo to nie widziała siebie u boku żadnego innego mężczyzny.
- Fotografuję ludzi, krajobrazy, dzikie zwierzęta. Mam podpisane umowy z kilkoma wydawnictwami naukowymi, kojarzysz pewnie National Geographic.- stąd też częste wyjazdy, brak kontaktu z bliskimi i otoczeniem. Jej praca wszystko wyjaśniała, dawniej dochodziły do tego koncerty, dzisiaj grała tylko i wyłącznie dla siebie. - Nie noszę portfolio przy sobie, ale jak kiedyś zechcesz mnie odwiedzić, to pokażę Ci kilka zdjęć. - Nie tylko Ty je lubiłeś. Ale pragnę zaznaczyć, że pierwotnie byłam brunetką, można uznać to za powrót do korzeni.- uśmiechając się szeroko pokazała szereg idealnie białych zębów. Dopiero na wspomnienie o wąsach zareagowała poważną miną, czując, że coś faktycznie zalega nad jej górną wargą. - I dopiero teraz mi to mówisz ? Jo !- jęknęła śmiejąc się i w pośpiechu sięgnęła po chusteczkę do torebki, aby móc swobodnie wytrzeć białe wąsiska. - Już ?- spytała odsuwając chusteczkę od ust.Jonah Wrens - 2015-11-27, 05:42 -Że niby co robiłem?
Udałem zdziwionego jej słowami. Zupełnie jakby mnie to nie dotyczyło, chociaż teraz pozwoliłem sobie przesunąć spojrzeniem po jej nogach, z racji tego iż byłem odchylony razem z krzesłem. Do tego uśmiechnąłem się bezczelnie, powoli wracając do kontaktu wzrokowego.
-Chyba mnie z kimś pomyliłaś.
Dalej grałem rolę niewiniątka, nie pozbywając się tego specyficznego uśmiechu z twarzy. Dopiero jej kolejne słowa zmusiły mnie do głębszego zastanowienia. Było zbyt wiele faktów do przegrzebania, żeby śmiało stwierdzić o co chodziło Lor.
-Sugerujesz coś?
Chrząknąłem marszcząc czoło w zastanowieniu, nim znowu niw pojawił się na mojej twarzy łobuzerski uśmiech.
-Zresztą, powiedziała to ta niewinna. Zawsze byłaś grzeczna słoneczko.
Puściłem doń oczko, siadając już normalnie na krześle. Mimo lat, które minęły chyba nie zmieniliśmy się za bardzo. Wydorośleliśmy jedynie, ja może trochę mniej.
-A jeśli chodzi o teren, to nie mogę się doczekać.
Powiedziałem całkiem szczerze, zwłaszcza dlatego, że nadal był jakiś sentyment do wspólnych wyjazdów. Takie niewinne przypomnienie tego co było.
Jedynie skinąłem głową na jej słowa dotyczące dbania o miłość. Właśnie tego nie robiłem, albo dbałem tylko na swój sposób. To było ciężkie do stwierdzenia, chociaż przy Jess nie miałem żadnych wątpliwości. Dlatego właśnie musiałem zastanowić się nad tym poważnie. Brnąć w to dalej, czy zostać tu gdzie byłem do tej pory.
-No proszę, ładnie Ci się ułożyło. To dobrze. Może Ci kiedyś dorzucę sławy i wynajmę Cie do jakiejś sesji, takiej z treningu, żeby nie było.
Mruknąłem chwilę się jej przyglądając.
-Albo nie z treningu.
Uniosłem kącik ust, uważnie ją obserwując. Jeśli chodziło o zobaczenie jej prac to na pewno kiedyś się na to skuszę. Mogła być pewna, że jeszcze mnie zobaczy. W końcu warto dbać o dobre, stare znajomości.
-Nie wiem w jakim kolorze Cie wolę. Co Ci powiedział Twój facet?
Zerknąłem na nią zainteresowany, równocześnie dopijając swoją kawę. To odciągnęło moją uwagę od brunetki. Gdyż patrzyłem na to jak w ręku zgniatam swoje imię wypisane na kubeczku.
-Myślisz, że ja się znam? Stwierdziłem, że to taka nowa moda, wiesz teraz wszystko jest inne. A jako że było Co w tym wąsie do twarzy to nawet nic nie mówiłem.
Nawet nie zerknąłem na dziewczynę chociaż spytała mnie o owe wąsy. Nie miała ich, jednak czemu miałaby o tym wiedzieć?
-Nie jest Ci tu czasem za zimno?
Zignorowałem jej dylemat, na rzecz słynnej rozmowy o pogodzie.Lorien Wayford - 2015-11-27, 23:19 - Nie udawaj takiego świętoszka, myślisz, że nikt nie słyszał jęków dochodzących z Twojego koniowodu ?- śmiejąc się podążyła za jego wzrokiem, który padł na jej długie i szczupłe nogi. Lekko się rumieniąc, podniosła wzrok, nie była jednak speszona.
Lekko podgryzając dolną wargę, odwzajemniła odważnie spojrzenie, ciemne oczy bruneta wciąż były takie same jak dawniej, można w nich utonąć. Na szczęście w jej życiu był ktoś to miał o wiele bardziej czarujące spojrzenie ;>.
- Mam na myśli te biedne dziewczynki, którym dawałeś nadzieje, a tuż po tym jak je przeleciałeś to udawałeś, że ich nie znasz. Nie powiem ciekawy sposób na obniżenie morale przed startem.- upijając łyk kawy posłała mu długie i tajemnicze spojrzenie. Żadne z nich nigdy nie miało czystego sumienia.
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie byłam uosobieniem niewinności.- unosząc dumnie brodę ku górze, tylko na chwilę zachowała powagę, aby zaraz wybuchnąć dźwięcznym śmiechem.
- Jasne, zabijesz mnie w tym terenie. Strasznie dawno nie siedziałam na koniu, poproszę jakąś jazdę doszkalającą przed tą morderczą wyprawą.- Jo sobie pogalopuje w siną dal, a Lorka zawiśnie na drzewie i tyle ją widziano. Tak bardzo chciała wrócić do jeździectwa, cofnąć się w czasie, gdy każde kolejne zawody ściskały jej z nerwów żołądek, a później następował przejazd i wszystko przestawało wokół istnieć.
- Polecam się, zawsze chętnie potowarzyszę Ci na zawodach i porobię zdjęcia. Uwielbiam tą atmosferę.- odruchowo przerzucając w pamięci kartki kalendarza, starała się wybrać jakiś wolny termin na zdjęcia, niestety z wolnym czasem nadal było u niej kiepsko.
- Jak nie z treningu, to jakie ?- zaintrygowana uniosła prawy łuk brwiowy w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Mój facet ? Był mile zaskoczony. - uśmiechając się obróciła kubek w dłoniach, Chrisowi bardzo podobała się ta zmiana (nic nie mówię o tym, kto jęczał o tej awatar <3 ).
- Ja Ci dam nowa moda !- stuknęła go butem w piszczel, ale ostrożnie. Nie chciała przecież piłkarzykowi nóżek połamać.
- Skąd to pytanie ?- zdziwiona zanurzyła usta w ciepłym trunku, wnętrze lokalu było naprawdę przytulne, a powieszony na wieszaku płaszcz brunetki był wyraźną oznaką tego, że wewnątrz jest naprawdę ciepło.Jonah Wrens - 2015-11-28, 00:36 Przez chwilę byłem w stanie zachować powagę. Jednak bardzo szybko się to zmieniło, wpierw w łobuzerski uśmieszek z delikatną nutą tryumfu, by następnie przerodzić się w śmiech.
-Skąd wiesz, że to nie nasz znajomy Tommy bawił się wtedy? Nie raz udostępniałem mu swoją bukmankę.
Dość wyzywające spojrzenie padło z mojej strony. Szczerze? To nawet wtedy byłem ja, jednak nie żałowałem żadnej z tych historii. Przynajmniej było co wspominać, a nikt i tak nie mógł mi mieć tego za złe. Ja niczego przecież na siłę nie robiłem, a nawet nie obiecywałem niczego.
-Wybierałem tylko takie, które mi się podobały, już nie przesadzaj. Tylu ich nie było. Zaledwie kilka. Garstka.
Wyszczerzyłem się, nie odwracając od niej spojrzenia.
-Brałem przykład z Ciebie, więc byłem tak samo grzeczny jak Ty.
Przytaknąłem sobie, ściągając brwi ku sobie, by wyglądać odrobinę poważniej. Zupełnie jakbym chciał być wiarygodny w tym co mówię. Swoją drogą, dobrze oboje sobie radziliśmy, aż dziwne że nie padło na nas. Jakbyśmy się za późno obudzili i straciliśmy szansę. Albo zyskaliśmy nową - lepszą. Właściwie to nikt nie mógł tego powiedzieć na głos, w końcu nie mieliśmy porównania, jednak statystycznie było nam dobrze teraz.
-Czyżby Twój luby zaniedbywał Twoją jazdę? Słabo. Ale jak chcesz to Ci przypomnę.
Uniosłem brwi kilkakrotnie, utrzymując poważny ton. Chociaż ciągle żartowałem, pozwalając sobie swobodnie poruszać się po dość intymnej tematyce. Ona mnie zrozumie, wiedziałem to. A nawet jeśli już zapomniała, cóż. Dokuczać też lubiłem. Coby jednak nie myślała o mnie, aż tak źle, dodałem całkiem poważnie.
-Tak serio, jeśli masz czas to Cie zgarnę i Ci przypomnę jak się śmiga. Nie ma sprawy.
Przynajmniej mogłaby stwierdzić, że jej wszystko wisiało. Zawsze ktoś mógłby ją znaleźć, choć gwarancji nie ma.
-Teraz mi się coś szykuje, ale mam jechać tam ze swoją dziewczyną, więc nie tym razem. Kiedy indziej, jak będę sam. Jeśli wiesz co mam na myśli.
Uniosłem brew, spoglądając na nią w pełnym rozbawieniu. Właściwie to nawet nie wiedziałem czy Jess byłaby zazdrosna. Więc domyślałem się, że nie od mojej strony mógłby być problem z takim wspólnym wyjazdem.
-Wystarczająco prywatne, żeby Cie zainteresowały.
Puściłem doń oczko, wycofując się lekko na krześle. Na jej słowa jedynie skinąłem głową. Skoro tak to dobrze, chociaż osobiście nie wiedziałem jak jej lepiej. Musiałbym chyba zobaczyć ją teraz w tych płomiennych włosach. Co już zasadniczo i tak nie miało znaczenia.
Aż się wyprostowałem kiedy mnie stuknęła, jakże przyjaźnie w kość.
-Ale żeby mnie tak bić? To już podchodzi pod przemoc.
Jęknąłem, niby wielce obolały i urażony po jej zamachu na moją osobę. Odwracając głowę na bok, zerknąłem tylko na jej krzesło, by mniej więcej się zorientować gdzie są od niego nóżki. W jedną z nich wycelowałem, by popchnąć jej siedzenie wraz z samą brunetką do tyłu. Narobiłem przy tym trochę hałasu, jednak odsunąłem ją od stolika.
-Tej Pani to już podziękujemy.
Odezwałem się rozbawiony, znowu na nią spoglądając.
-Znikąd, ale zadziałało.
Ponownie się zaśmiałem, opierając teraz łokcie o blat stolika.
-Dobrze Cie widzieć po tylu latach. Zwłaszcza ze świadomością, że jestem bardziej ogarnięty niż Ty.
Oczywiście znowu żartowałem, ale kto wie? Może da się wrobić.Lorien Wayford - 2015-11-28, 02:46 - Jakby to był Tommy to słyszałabym jęki w stylu „Ohh Tommy”, a nie „Ahhh Jo”.- uśmiech tego wieczoru niemal nie schodził jej z twarzy, miłą odmianą było spotkanie ze starym przyjacielem, w którego towarzystwie mogła się czuć nadzwyczaj swobodnie, nie szczędząc sobie złośliwych żarcików i docinek.
Sama również nie mogła powiedzieć, że była w tej kwestii bez grzechu, swoją urodą i wdziękami potrafiła kusić, ale ostrożnie dobierała sobie kolegów, tylko niewielkie ich grono wykorzystując w niecnych celach. Na zawodach jeździeckich było, z czego wybierać ;>.
Możliwe, że nawet nieświadomie przez zamiłowanie do jeździectwa, zainteresowała się Chrisem, który w szkole średniej doprowadzał ją do szału swoim zachowaniem. A teraz ? Teraz nie potrafiła w żaden sposób być wobec niego obojętna, uwielbiała go nie tylko za to, jaki potrafił być szarmancki i opiekuńczy, ale też za to, że w łóżku doprowadzał ją na skraj wytrzymałości .
- Taka tam garstka, codziennie inna.- żartowała dalej obserwując jego reakcję, nie potrafiła odpuścić sobie złośliwych komentarzy, od zawsze miała cięty język i niebanalne poczucie humoru. - Jassne, próbowałeś mnie zaciągnąć do łóżka, ale Ci się nie dałam. Pamiętam jak miałeś focha przez tydzień.- piękne czasy młodości, wzloty i upadki, miłosne rozterki, a teraz ? Oboje sączyli kawę w kawiarni, gdzie każde z nich miało poukładane życie, było prawdopodobnie szczęśliwe i zadowolone z życia, a jednak wciąż nieustannie dzisiejszego wieczoru wracali wspomnieniami do tego, co było i co ich łączyło.
- Mój luby to zapracowany człowiek, poza zarządzaniem firmą, ma jeszcze pod opieką sporo koni. Startuje w zawodach i niestety nie zawsze ma czas zająć się swoją kobietą i wsadzić ją na konia. - na swoje ostatnie słowa uśmiechnęła się cwanie, był jeszcze inny koń, ale to bardziej intymne i prywatne sprawy ;>.
- A co do lekcji z Tobą, bardzo chętnie. Zawsze to dwa odmienne punkty widzenia, najwyżej powiem mu, co za głąb mnie tak nauczył.- a później spotkając się z Chrisem i będą kłócić o to, kto ma rację .
- Jest tak mocno zazdrosna ?- w żaden sposób nie chciała ingerować w jego życie, a co dopiero związek. Sama również musiałaby poznać zdanie Chrisa w tej kwestii, znając jego podeście do znajomych Lor, szczególnie tych w postaci męskiej. Niby ich ignorował, ale gdy przychodziło, co, do czego to wyraźnie dawał do zrozumienia, że woli mieć ją tylko dla siebie. - Wiem, wiem. U mnie pewnie byłoby podobnie.- podsumowała.
- Nagich zdjęć dla Twojej kobiety nie będę robiła.- od razu ostrzegła, oboje po takiej sesji skończyliby marnie .
- Przemoc ? Jaka przemoc ? Przemoc to Ci mogę jeszcze pokazać.- o tak tłuczenie się w pęczkach siana czy słomy na stajennym poddaszu było tym, co ekipa stajenna lubiła najbardziej.
- Jo !- jęknęła odsunięta na krześle, podsuwając się z powrotem wraz z nim, szturchnęła go mocniej, jednocześnie zapobiegawczo grożąc palcem, aby nie próbował dalej jej odsuwać. Jak dzieci .
- Ciebie też, ale z tym ogarnianiem to przesadziłeś. Nigdy nie będziesz bardziej ogarnięty niż ja, przyznaj się, nadal nie umiesz zapleść dobieranego warkocza na ogonie. - to jak zawsze się z tym męczył bawiło niezmiernie Lor, która bezskutecznie uświadamiała mu, że plecenie warkocza to wcale nie wymysł szatana.Jonah Wrens - 2015-11-29, 00:29 Jedynie się uśmiechnąłem z niedowierzaniem kręcąc głową. Musiała być wtedy tak ciekawska? No cóż, kwestię tego co robiłem, mieliśmy już za sobą. Pozostało jedynie wygrzebać jej brudy, jak ona lubiła się bawić, cobym nie wyszedł na wyjątkowego skurwesyna.
-Nie powiem kto komu ogarniał teren, żebyś mogła się pobawić ze swoimi chłoptasiami. W sumie nie musiałem, ale na pewno miałabyś gapiów i mało komfortową sytuację.
Wyprostowałem się zadowolony, swobodnie wchodząc na jej temat. Wybryki, którymi niekoniecznie mogła chcieć się chwalić. W końcu mi wisiało to czy ktoś się dowie co robiłem kiedyś. Liczyło się teraz, nieprawdaż?
Swoją drogą, skoro wybrała kogoś z jeździeckiego towarzystwa, miała zawsze jakieś powiązanie z tym światem. W końcu w każdej chwili miała pomoc z wewnątrz, żeby wrócić na fale. W końcu Chrisu jeździł zawody z powodzeniem, toteż trafiłaby do samej "śmietanki" towarzyskiej.
-Teraz to Cie poniosło, taki to nigdy nie byłem. Za bardzo jestem wybredny. Nie każda w końcu na mnie zasługuje, nie jestem byle jakim facetem.
Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej, unosząc w tym samym czasie brew. Udawałem obrażonego jej słowami, chociaż po chwili zaśmiałem się. Nie żartowałem, dobierałem starannie dziewczyny na jedną noc, a rozkochiwanie to inna sprawa. Tutaj żadnej dziewczynie nie odpuszczałem, tyle że nie dostawała niczego więcej prócz nadziei i rozmowy ze mną. Byłem zepsuty, tak odrobinę.
-No nie, przesadzasz. Albo pomyliłaś mnie z kimś. Może raz Ci zaproponowałem, a jak powiedziałaś nie, to nie. Nie skorzystałem jednej nocy kiedy byłaś wstawiona.
Odparłem spokojnie, może uświadamiając ją w tej sprawie. Jeśli już chodzi o takie sytuacje to nie byłem na tyle chamski, by wykorzystać pijaną dziewczynę. Jakiś honor jeszcze miałem.
-Mówisz tak jakbym nie robił nic. Też jestem zapracowany, ale to mnie nie usprawiedliwia. Chwila czasu zawsze się znajdzie. Pomyśl o tym kiedyś.
Wzruszyłem ramionami, ponownie pochylając się nad stołem, z opartymi o blat przedramionami. Niczego nikomu nie zarzucałem, jednak sam po sobie zauważyłem, że mimo nawału roboty, można gdzieś znaleźć chociażby godzinę czy dwie.
-Dobra, dobra. Najpierw to Ty wsiądź na tego konia, a potem porozmawiamy o szkołach jazdy.
Na jej pytanie dotyczące mojej połówki, uśmiechnąłem się kątem ust. Właściwie nie miałem żadnej sytuacji, która by jednoznacznie dała mi niejaki dowód. Dlatego mogłem jedynie powiedzieć to, co przypuszczałem. Nic więcej, chociaż chyba się nie myliłem.
-Nie, ona nie jest o mnie zazdrosna. Nigdy nie widziałem. Więc z mojej strony byłby pewnie luz.
Zerknąłem na nią, podpierając teraz twarz dłonią. Uśmiechałem się bezczelnie, kiedy ta ponownie musiała przysunąć się wraz z krzesłem do stolika. W sumie było to dość zabawne, dlatego gdy mnie znowu kopnęła, skrzywiłem się, nie rezygnując jednak z następnego pomysłu. Wyciągając nogę, wykorzystałem sytuację, że zapewne znowu usiadła z założoną nogą na nogę. Dlatego energicznie przesunąłem tę nogę opartą o podłogę, by w ten sposób przesunąć ją na bok, na krześle. Lub jeśli nie ogarnęła to nawet mogłem ją prawie ściągnąć z krzesła przez te popchnięcie jej nogi.
Uśmiechnąłem się jakże uroczo, wracając do podparcia głowy dłonią.
-Nie mogę się doczekać, aż pokażesz mi tą przemoc.
Tym razem wzbogaciłem bezczelny uśmieszek cmoknięciem powietrza, ot żeby bardziej się z brunetką podroczyć.
-Po co mam to umieć? Jestem facetem, konie wyglądają dobrze i są zadbane, po co im jeszcze jakieś warkocze? Zresztą jak będę chciał to mam ludzi od tego.
Machnąłem ręką, naraz się szczerząc. No nic, skoro formalności mieliśmy za sobą, to ponownie szturchnąłem ją pod stołem.
-Zwijam się Lor, ale jeszcze się kiedyś zobaczymy jak będziemy mieli chwilę. Jak chcesz to masz mój numer i daj mi znać w razie gdybyś się stęskniła.
Odrywając długopis od mojego zgniecionego kubka, przesunąłem go w stronę dziewczyny. Podniosłem się, zostawiając jej swój numer pod elegancko napisanym moim imieniem na kubeczku.
-Tylko się nim nie dziel, bo jestem tylko jeden.
Po raz ostatni puściłem jej oczko, nim opuściłem lokal.
/ztLorien Wayford - 2015-11-29, 23:41 - Faktycznie dobry był z Ciebie kumpel, tylko nie wiem dlaczego zawsze tak bardzo narzekałeś i chciałeś zawsze coś w zamian, zero bezinteresowności z Twojej strony.- zaśmiała się, doskonale wiedziała czemu mu to nie odpowiadało. Z resztą który facet chce słuchać, jak jego przyjaciółka jęczy nad uchem innemu.
Swobodnie lawirowała w tym temacie nie okazując żadnego zażenowania czy zawstydzenia, czuła się jako kobieta bardzo atrakcyjnie, dlatego też rozmowa o podbojach łóżkowych nie wywołała u niej żadnych negatywnych emocji. Pudło panie Wrens ;>.
Wrócenie o jeździectwa wbrew pozorom wcale nie było taką łatwą sprawą, nawet jeśli jej mężczyzna na co dzień uczestniczył bardzo aktywnie w życiu stajni czy też zawodach, najwyraźniej nie miał czasu na to, aby zabrać Lor do stajni. A ona nie nalegała, sama mając równie dużo na głowie.
- Dobrze, dobrze. No może trochę przesadziłam, w każdym razie te tłumy obserwujące każdy Twój przejazd. Wiesz ciężko się nie pomylić.- nie miała go za jakiegoś pierwszego lepszego lowelasa, wręcz przeciwnie trochę mu tym schlebiała. ;>
- Wciąż to doceniam, chociaż czasem zastanawiam się czy nie powinnam żałować odmowy.- tajemniczo się uśmiechając pozwoliła sobie na lekki flirt, nic ponad to. W końcu byli przyjaciółmi, a każde z nich miało swoją połówkę.
- Wcale tego nie powiedziałam Jo, stwierdziłam, że zarówno ja jak i Chris mamy dla siebie mało czasu, oboje non stop jesteśmy poza domem. A jak już jesteśmy razem, to raczej wolimy ten czas spędzać w domu.- nie powie mu przecież, że w łóżku, bo to swoją drogą.
- Z Twojej strony pewnie tak, gorzej u mnie.- sam fakt, że Chris potrafił być zazdrosny o własnego brata sprawiał, że Lor była raczej ostrożna jeśli chodzi o swoich kolegów.
Zorientowała się, że ją zaczepia dopiero po dłuższej chwili, gdy już siedziała na krześle inaczej niż przed chwilą, posyłając mu groźne spojrzenie pokiwała karcąco paluszkiem. Zaraz mu krzywdę zrobi tutaj, przy tych wszystkich ludziach.
- Pokażę prędzej niż myślisz.- pokazałaby mu środkowy palec, ale byli w końcu w miejscu publicznych. A zachowywanie się jak dziecko już dawno wyszło z jej nawyków, chociaż cofnięcie się o te kilka lat wstecz, było naprawdę fajną opcją.
- Odezwę się w sprawie jazdy, do zobaczenia Jo.- odprowadzając go wzrokiem ujęła kubeczek w dłonie zapisując numer w telefonie, a następnie zamazując numer telefonu, mogła mu równie dobrze zapewnić kolejną rzeszę fanek, ale byli przecież dorośli, a on miał swoją kobietę. Po co mu inne skoro był szczęśliwy.
Dopijając swoją kawę posiedziała jeszcze chwilę odpowiadając ponownie na e-maile biznesowe i wiadomości, a następnie opuściła lokal.
/ztRandolph Varmus - 2015-12-11, 00:47 Pamiętał to miejsce - już kiedyś tutaj był. Zapewne dawno temu, jeżeli nie pamiętał z kim, po co i dlaczego. Bardzo często łapał się na tym, że porzucał mało istotne wydarzenia ze swojego życia, zagrzebując je pod stertami ,,ważnych spraw", aby później zawracać sobie głowę sentymentalnością i jojczeniem wewnętrznym o to, że chciałby jednak pamiętać.
Pchnął dłonią przeszklone drzwi, puszczając przodem Ann. Może i był czasami gruboskórnym prostakiem, ale również dobrze wychowanym dupkiem.
Kiedy tylko znalazł się we wnętrzu kawiarni, zsunął z brunatnej czupryny kaptur, strzepując z niego śnieg. Przez varmusowe ciało przebiegł dreszcz - przyjemny zryw nagrzewającego się ciała. Bursztynowe oczy omiotły wnętrze lokalu. Ku jego zadowoleniu kawiarnia nie pękała w szwach. Nie lubił zgiełku, czuł się skołowany w zbyt dużym harmidrze i wrzawie.
Obejrzał się na pannę Howard, po czym ruszył miarowym krokiem do jednego z pustych stolików. Po drodze rozpiął ciepłą kurtkę, zsuwając ją z ramion, kolejno zawieszając na oparciu krzesła. Mężczyzna doszedł również po drodze do pewnego wniosku - że za żadne skarby nie odsunie dwudziestolatce krzesła. Byłoby to już dla niego o wiele za dużo - o jeden miły gest za dużo. Nawet dla niego. Gdyby dopuścił się tego, po chwili popukałby się po czole i ponownie zastanowił nad swoim zachowaniem.
Nie odzywał się. Milczał studiując powoli i ospale kartę. Wiedział czego chce, ale mimo wszystko wodził miodowymi tęczówkami po ciasno ustawionych literach. Wystarczył jednak ułamek sekundy, aby karta wylądowała energicznie na blacie stolika, a korpus zaklinacza wyciągnął się nieznacznie do przodu, pochylając tym samym w stronę brunetki;
- I co wybrałaś, dziewczynko? - I nie chodziło mu w tej całej gadaninie o różnicę wieku między nimi samymi, ale raczej pił do jej zachowania; albo też próbował ją jeszcze bardziej rozjuszyć. Trochę jak przy zabawie z jeżem. Im bardziej się go denerwuje, tym on bardziej fuczy i mocniej stawia swoje kolce.
Łagodne spojrzenie mężczyzny przesuwało się po rysach jej twarzy, zawieszając to na oczach, to na nosie, ustach, czy nie do końca ułożonych, mokrych od śniegu włosach.Anne Howard - 2015-12-11, 14:46 Spod przymrużonych powiek spojrzała na szyld kawiarni, który wydawał się łudząco znajomy, jakby już tu była. Aczkolwiek nie było to możliwe, ponieważ nie zapuszczała się tutaj wcześniej. Przez całą drogą dotrzymywała kroku mężczyźnie, zachowując względne milczenie. Kiedy weszła do środka, nie omieszkując obrzucić go rozbawionym spojrzeniem spod uniesionych brwi, momentalnie do nozdrzy Howard dobiegł zapach cynamonu i wyjątkowo mocnej kawy, na którą nabrała szczególną ochotę przez wcześniejsze zaczepki Rana. Jednakże na jej twarzy pojawił się grymas, gdy zauważyła liczne świąteczne dekoracje, które w pewien sposób na pewno bardziej pasowały do aury panującej na zewnątrz i zbliżających się świąt niż cokolwiek innego, ale akurat dziewczyny to nie zachęciły. Wigilia była dla niej tylko pustym symbolem, oznaczającym spędzenie wieczoru w samotności, nie licząc nawet na telefon od znajomych, których miała za granicą. Wszyscy byli u swojej rodziny, ciesząc się sobą. Z cichym westchnieniem i wzrokiem wbitym w kremowe ciastka opadła na krzesło, wcześniej wciskając swój szal w rękaw kurtki, którą posadziła na oparciu. Z każdą chwilą było coraz cieplej, ale mimo tego nie mogła porzucić odruchu tarcia dłoni o siebie - stare przyzwyczajenia wracały, przez co uśmiechnęła się delikatnie, na chwilę zapominając, z kim tutaj jest. Nie oczekiwała od niego żadnych miłych gestów, a wręcz przeciwnie. W chwili spotkania go na ulicy znów myślała, że zaczną na siebie wrzeszczeć i wypominać co gorsze obelgi rzucane między sobą. W momencie, gdy zadał jej to pytanie, przyszła kelnerka, gotowa przyjąć przynajmniej jej zamówienie.
- Poprosiłabym o latte macchiato posypane cynamonem i wiórkami kokosowymi - powiedziała, mrużąc oczy. Skinęła głową, gdy odeszła, być może zabierając też prośbę Randolpha.Randolph Varmus - 2015-12-11, 23:35 Randolpha święta ani nie ziębiły, ani nie grzały. Tak jak trzy czwarte ,,problemów" innych. Starał się do pewnych spraw podchodzić z większą werwą, wkładać w nie nieco emocji - ale próby jak zawsze pozostawały tylko nieudolnymi próbami. Ozdoby, świecidełka, radośni, zabiegani ludzie, kolejki w sklepach, masowe wykupowanie produktów, reklamy, piosenki w radiu... To wszystko jakoś przemykało obok niego. Nie było też tak, że klimatu świąt nie czuł w ogóle, bo niby fajnie jest usiąść przy tej marnej choince z trzema bombkami na krzyż i zapalić papierosa, przyglądając się migającym lampką.
- Ja natomiast podwójne espresso. - wyrwał się dostatecznie szybko z zamyślenia, aby sprecyzować swoje potrzeby, tak, aby kelnerka wracając mogła mu zrobić dobrze, jego zamówieniem.
Splótł palce obu dłoni, zapierając plecy na oparciu krzesła. Rozejrzał się mozolnie po wnętrzu, nie doszukując się na siłę zawieszonych gdzieś w eterze własnych wspomnień. Na tę chwilę wystarczyło mu, że znał to miejsce. Głębsze przemyślenia odpuścił sobie. Przynajmniej przed pojawieniem się kawy.
- Co robisz poza obrażaniem ludzi i obrzucaniem ich łajnem? - zagadnął łagodnym głosem, miodowymi tęczówkami wracając do twarzy panny Howard. - Pewnie pracujesz w którejś ze smutnych korporacji, lub jesteś niespełnioną tancerką, która skończyła w klubie ze striptizem. - dodał, rozluźniając ramiona, usadawiając się wygodnie na krześle. Jego głos, pomimo treści jaką ze sobą niósł był łagodny, jak zawsze podczas rozmów z ,,normalnymi ludźmi".