Jimmy - 2013-03-11, 20:09 //Tu masz odmianę imienia Jimmy --> Klik (;
Kiedy dziewczyna szczerze zaśmiała się gdy okręcił ją pod ręką Jimmy także nie mógł nie wybuchnąć śmiechem. W odróżnieniu od jego wysokiego i delikatnego wokalu, może nieco drażliwego, jego śmiech był nieco bardziej tubalny. No ale bez przesady.
Rozczochrał jej znów żywo włosy gdy również skomplementowała krajobraz rozciągający się z ich małego klifu nad rzeką. - Młoda, ale trochę więcej słownictwa, co? - zachęcił ją swoim uroczym uśmiechem. - Mam na myśli jakieś bardziej rozbudowane odpowiedzi. Naprawdę nie musisz przejmować się przy mnie tym co mówisz - doprecyzował i jak rzekłam wcześniej, odciągnął ją znów delikatnie dalej. Czyżby właśnie stał się dla niej niczym ta typowa postać z bajek i opowieści o której nikt nic nie wie i która przychodzi, rozbawia wszystkich i znika? Bo tak to właśnie zaczęłam odczuwać. Ale to w zasadzie może potwierdzić taką piękną złotą myśl, że wcale nie trzeba się dobrze znać, żeby się razem dobrze bawić.
James pogwizdywał dalej prowadząc lekko dziewczynę wzdłuż rzeki. - I never noticed you were illegal... Rest of my life in san bernadino! - zawył znów nagle wczuwając się w to jak zawsze. - No, no, no, no, no... This aint no walk in the park! - zakończył wreszcie swoje wylewne śpiewy, wygibał się spod reki Niny i ustawił ją tak, coby stać naprzeciwko niej. Jakże to on, skłonił się nisko i prawie uroczyście, prawą rękę ładnie chowając za plecami, ale lewa nadal ujmując dłoń dziewczyny. O ile tylko jakieś owacje dla niego nastąpiły ( ) to podniósł się, zaciągnął znów dziewczynę gdzieś na bok, na jakąś ławeczkę. Podejrzewając, że usiądzie, sam sobie luźno zasiadł, ręce łokciami opierając na oparciu ławki.
- Powiedz mi coś o sobie Nina, co? - zaproponował i nie patrząc sie w jej kierunku uśmiechnął się delikatnie. Nagle spoważniał, patrzcie no. Wzrok wlepił gdzieś w wodę.Jimmy - 2013-03-12, 23:37 //Zawsze możesz używać pełnej wersji - James (;
Oczywiście podziękował jaj uroczyście za owacje które nastąpiły po jego zamaszystym ukłonie. W sumie, tak jak zauważyłam, to ten nasz dżentelmen cały czas dyktował tempo. Nina tylko dostosowywała sie do jego pomysłów. Czy to dobrze? A bo ja wiem. Ona zdawała się dobrze bawić, Jimmy też nie narzekał. Oczywiście, fajnie jest gdy to ktoś stara się zdobyć twoje zainteresowanie i rozbawić cię, ale James w sumie od zawsze wychylał się w tłumie do przodu i to on zawsze obmyślał plan działania. Toteż cieszyło go to, że dziewczyna zaakceptowała jego sposób bycia i co najważniejsze, że udało mu sie ją rozweselić. Euringer jako taki o, potworek do rozweselania.
W końcu jednak stwierdził, że przekaże na chwilę, może dłuższą może krótszą, pałeczkę Ninie i spytał ją o jej życie. Po prostu, bo nic nie zdążył sie o niej dowiedzieć. Wsłuchiwał się w odpowiedź spokojnie, uśmiech przybladł na jego twarzy, gdy mężczyzna zamyślił się. Był jednak wyczulony szczególnie na wahania głosu przeróżnych ludzi, toteż wyczuł załamanie w tonie Niny, gdy tamta wspomniała o śmierci rodziców. Przy śpiewaniu trzeba umieć rozpoznać, kiedy śpiewasz czysto i wiesz i czujesz, że śpiewasz. I masz pewność, że jest dobrze. Podobnie jest właśnie z rozmową. W sumie zasady nie wiele się różnią - jeśli skupiasz się na nauce jednego z tych zagadnień, drugie nie powinno stanowić większego problemu. Zwłaszcza, gdy masz do tego tak zwaną smykałkę.
Nachylił się nad dziewczyną, zaglądając jej w twarz, po której spłynęła łza. Nie zastanawiając się za wiele, spokojnie i delikatnie otarł jej czubkiem palca policzek. - Hooola, dziewczyno, no, nie rozklejaj się tylko! - przestrzegł ją uważnie, pogroził dla rozluźnienia atmosfery palcem i uśmiechnął sie ciepło. Uspokoił sie znacznie słysząc że dalej już opowiada z opanowaniem, wcale chyba na razie nie mając zamiaru się rozbeczeć. Może to i lepiej.
Odchylił sie znów do tyłu na ławce wyluzowany i słuchał dalej kilku słów Niny. Kiwnął powoli głową, przyjmując wszystko spokojnie do wiadomości. - Coś konkretnego skłoniło cie do wyboru akurat tego miejsca? Ja w sumie nie wiem. Wydawało mi sie spokojne, a chyba potrzebuje teraz czegoś takiego - skomentował pokrótce i zmrużył czy, jakby wpatrując się w coś po drugiej stronie rzeki. Zaraz jednak uśmiechnął się i dodał jeszcze:
- Chociaż nie wiem, czy to miejsce pozostanie na długo spokojne ze mną - i zaśmiał sie cicho. - Cholera, no. Miałem sie uspokoić na razie, a pewnie znów zacznę rozrabiać. Cóż poradzić? - mruknął niby do siebie, niby do Niny. W sumie bardziej do siebie. Przeczesał dłonią postawione na sztorc włosy.Jimmy - 2013-03-19, 00:29 //Dobra Nina, o ile wrócisz to wybacz, ale chciałabym uwolnić postać, toteż nie czekam więcej i uciekam stąd.c:
Powiedzmy, że sobie miło dokończyli rozmowę, Jimmy przykładowo odprowadził gdzieś Ninę w niezwykle szarmanskim geście i sam sobie odkicał stąd, szukać nowych przyjaciół. Jupilaa~!
zt.
Lorien Wayford - 2013-05-15, 23:07 Idąc parkowymi alejkami natknęła się na tą prowadzącą przez piękny kamienny most. W głowie krążyło milion myśli i wciąż jedno pytanie dotyczące jednej osoby.
Odpalając kolejnego już papierosa dzisiejszego wieczora, czerwonowłosa wciągnęła głęboko do płuc duszący dym. Nie mogąc odnaleźć spokoju wędrowała sobie po mieścinie, mając nadzieję, że spotka gdzieś po drodze Chrisa.Lorien Wayford - 2013-05-15, 23:20 Zerknęła przelotnie na mężczyznę goszczącego na jednej z parkowych ławeczek. I nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie to, że właśnie zdawało jej się, że znalazła tego, którego tak uporczywie szukała.
- Chris ?- znana ze swojej odwagi, zbliżyła się do mężczyzny mając nadzieję, że otrzyma twierdzącą odpowiedź na swoje pytanie.Lorien Wayford - 2013-05-15, 23:38 Niestety, nie była pewna czy to aby na pewno jej Chris. A przezorny, zawsze ubezpieczony ;).
- Wiedziałbyś, gdybyś nim był.- odpowiedziała równie tajemniczo jednocześnie prezentując uśmiech. - Widocznie pomyliłam cię ze swoim znajomym, jesteś do niego bardzo podobny.- wyjaśniła, aby nie musieć tłumaczyć tego później.Lorien Wayford - 2013-05-15, 23:49 - Już wiem skąd ta pomyłka.- uśmiechnęła się szerzej. - Chris nie mówił, że ma brata.- złożyła rączki na piersiach, a widząc jak częstuje ją papierosem z chęcią przyjęła mały, lecz zbawienny podarunek.
- Jesteście bardzo podobni.- zamyśliła się na chwilę, wiedząc, że o czymś właśnie zapomniała.
- Lorien Ghetter - skoro już z nazwiskiem, to niech będzie ;).Lorien Wayford - 2013-05-16, 00:01 - Ciebie również, William.- zapamiętała jego imię, to dobry znak ;). Brat jest cwany i znalazł sobie koleżankę na dzisiejszy wieczór. Za co Lorka pozbawi go chyba jajec. - Czyżbyś nie przepadał za bratem ?- może zdradzi jej jakieś wstydliwe sekrety braciszka. Co uczyni jego zgon jeszcze bardziej przykrym.
- Nawet bardzo, te same kości policzkowe.Lorien Wayford - 2013-05-16, 00:19 - No proszę, rzadko spotykane u braci. A jednak się zdarza, prawdziwa braterska miłość.- odwzajemniła uśmiech, chociaż w nikłym świetle latarni, niewiele szczegółów było widocznych o tej porze.
- I tak nie mam ciekawszego zajęcia, więc czemu nie.- i dobrze, niech trochę się pomartwi chłopaczyna o swoją Lorkę. On to niby może sobie romansować z inną, a ona to już nie ;> ? Nie ma tak dobrze ! A skoro nawinął się braciszek, równie przystojny, to czemu by nie wypróbować tych pozycji ?Lorien Wayford - 2013-05-16, 00:34 - Byłoby miło z twojej strony.- Lorka poudaje naiwną, może uda jej się na jeden wieczór zastąpić Chrisa kimś innym ? Swoją drogą zawsze można spróbować, może akurat go zaprosi ?
Tyle pytań i brak jednoznacznej odpowiedzi, nic tylko pozostaje próbować ;>.
Czemu by nie skoro braciszek ma na nią brzydko mówią wjebane :c.
A tutaj nawinęła jej się kopia, w dodatku równie przystojna i pociągająca jak sam oryginał.
Co za różnica, rok w tą czy w tamtą stronę.Lorien Wayford - 2013-05-16, 00:44 Ale z drugiej strony, ma więcej doświadczenia ;>.
Chociaż propozycja, dłuższego pobytu razem, jest bardzo kusząca.
Złapała go za ramię, jednocześnie prowadząc w kierunku swego miejsca zamieszkania.
To już, przenosimy się pod dom tak ? Czy może masz jeszcze jakieś plany co do parku ?Lorien Wayford - 2013-05-16, 00:52 /ztVillemo - 2013-05-26, 21:14 Villemo także postanowiła tego dnia zawitać do parku. Nareszcie, po kilku dniach podłej pogody, zaczynało się przejaśniać i choć słońce już zachodziło, to miło było się wybrać na krótki spacer. Zachwycając się zapachem kwitnącej już akacji i kolorowymi kwiatami, troskliwie pielęgnowanymi przez parkowego ogrodnika niespiesznym krokiem przechadzała się po wyludnionych już alejkach. Nie bała się chodzić sama po zmroku. Chociaż ostatnio stwierdziła, że w tych przechadzkach mógłby się przydać jakiś pies, żeby odstraszyć jakichś natrętów.
Za sobą usłyszała ciche kroki. Odwróciła się i zauważyła mężczyznę. Nie wyglądał na specjalnie podejrzanego typa. Ot, zwykły facet. Vils jednak była osóbką obdarzoną niezwykle bujna wyobraźnią, więc zaczęła sobie wyobrażać, że ów jegomość ją śledzi. Żeby się uspokoić, skręciła dwa razy w alejki w dość idiotyczny tak, że nikt normalny by tak nie szedł. Po chwili znów się obejrzała i okazało się, że obcy mężczyzna dalej za nią idzie. Poczuła, jakby w brzuchu nagle pojawiła jej się bryła lodu. Przyspieszyła, jednak podążające za nią kroki także zwiększyły tempo. Przerażona zaczęła biec, jednak zdążyła dotrzeć tylko tyna kamienny mostek, gdy poczuła, jak czyjaś ręka zaciska jej się mocno na ramieniu. Odwróciła się, zamachując się na faceta otwartą dłonią. Chlasnęła go prosto w twarz, czemu towarzyszyło głośne plaśnięcie, jednak ten nie chciał jej puścić.
- Oj kotku, już dawno nie miałem takiej ślicznotki... - wyszeptał, uśmiechając się do niej obrzydliwie. Vils, nie widząc wyjścia z sytuacji, wrzasnęła głośno, wołając o pomoc i modląc się o nią, by nadeszła, choć pewnie o tej porze w parku nikt raczej się nie pojawiał.Chris Moore - 2013-05-26, 21:52 Chris wracał akurat ze stajni.
Myślał przede wszystkim o niezwykłym koniu o niebieskiej grzywie i tym mężczyźnie, którego miał zamiar kiedyś poznać. Wydawał się być odpowiedni na towarzysza boju. Dawno nie miał nikogo, kto chciałby razem z nim ratować niewiasty i mordować smoki... Ostatni raz miał kogoś takiego chyba przed pójściem do podstawówki. Park był jednym z jego ulubionych miejsc - stąd pochodziła większość wspomnień jego rycerskich zabaw, treningów fechtunku i szukania osób potrzebujących pomocy. Wieczorem zawsze ruszał na spacer do parku a potem do metra, bo tam - jak wiadomo z filmów - najczęściej napadane są młode damy. W zaułkach też... Ale on takowych w okolicy nie znał. Ręce trzymał w kieszeni, bo było dość zimno. Skręcił w jedną z bocznych alejek. W kamykach pod swoimi stopami wyczuł wgłębienia. Więc ktoś tędy szedł... Może dość niedawno? Spojrzał na ślady. Stopniowo się wydłużały. Więc biegł... Dwie osoby. Wziął głęboki oddech, w jego oczach coś błysnęło. Dobył miecza. Była to mocna, choć nie stalowa replika, zrobiona raczej z twardej, mało giętkiej gumy... Ale był to miecz! Srebrna farba pokrywająca ostrze zabłyszczała prawie jak na prawdziwym żelazie. Chris szedł cicho naprzód. Poły jego płaszcza kołysały się z wiatrem. Szedł przez trawę, by przeciwnik nie usłyszał go zbyt szybko... Żeby nie wiedział, że jego czas nadszedł.
Jest tam. Po minie kobiety stwierdził, że ów mężczyzna jest typem spod czarnej gwiazdy. Zacisnął wargi, wiedział, że odwaga go nie zawiedzie. Da mu radę. Zaczął biec, uniósł ostrze, uderzył z ukosa... Ostrze uderzyło w bark. Chris nie czekał na reakcję, już uderzał płazem w żebra. Kopniakiem odepchnął go do tyłu.
-Będziesz walczył, psie?
Chyba nie trzeba wspominać, że na widok faceta z mieczem ów typek czmychnął... Chris odczekał jeszcze chwilę ze wzniesionym mieczem, gotów na jego powrót. Ale niebezpieczeństwo odeszło. Schował więc oręż i ukląkł przed Villemo.
-Przepraszam, jaśnie panią, że musiała Pani na to patrzeć... Jestem sir Chris Moore i zaszczytem było Panią bronić.
Skłonił głowę, ucałował lekko jej dłoń i podniósł się z ziemi.Anonymous - 2013-07-05, 13:44 Przyszli tutaj razem. Najpierw rzucił okiem na mostek przyglądając mu się dokładnie. Był duży i pod żadnym pozorem nie wyglądał jakby miał się pod nimi załamać. Wbiegł na niego i zatrzymał się po jednej stronie spoglądając w dół na płynącą pod nimi rzekę. Usiadł na brzegu mostku i zamyślił się. Oczywiście jego myśli krążyły wokół małej Collie, która najwyraźniej zauroczyła go całą sobą. Nie ukrywając bardzo mu się podobała. Zamerdał ogonem i poprosił gestem aby usiadła obok niego. Jeśli to zrobiła polizał ją po pyszczku z czułością i zwrócił swój wzrok przed siebie spoglądając gdzieś daleko. Siedział tak nieruchomo i bezdźwięcznie wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt.