Lockhard - 2013-02-07, 15:22 Dla niego to jedno i to samo, zbliżaniu się do wody mówi kategoryczne "nie" i całe szczęście, że został posłuchany, bo naprawdę nie wyszliby z tego cało i szczęśliwie. Z powrotem sprowadzony bardziej w głąb lądu kontynuował żwawe stępowanie u boku kobiety, zdążył się już nieco wyciszyć i przywyknąć do otoczenia, dlatego gdy Katherine odezwała się do niego, od razu zwrócił na nią uwagę z zainteresowaniem strzygąc uszami. Nie trzeba go było długo zachęcać do przejścia w wyższy chód, kiedy tylko ona zaczęła truchtać ogier przeszedł do sprężystego kłusa. Z zadowoleniem podrzucił parę razy łbem czemu towarzyszyło ciche parskanie, nawet nieco ogon uniósł dając tym samym wyraz swojej radosci ;3Anonymous - 2013-02-07, 15:30 Uh, coś czuła, że to początek pięknej przyjaźni, albo ... śmierci.
Obserwowała otoczenie. Uwielbiała morze, może dlatego, że jej babcia mieszkała niedaleko plaży i wiążą się z tym miłe wspomnienia. W każdym bądź razie plaża nie była nieskończona, a jeśli nie chcieli wpaść do jakiegoś baru albo restauracji nie powinni się zbliżać do cywilizacji. Zakręciła więc Loczka, tak, że zrobili pół kółka i pobiegli bardziej w głąb plaży niż w szerz i zwolniła wtedy do stępa, a w jej przypadku do zwykłego chodzenia. Po pięciu minutach, gdy zdążyła już odetchnąć zacmokała na Loczka i puściła się pędem przed siebie zmuszając go tym samym do aktywnego kłusa, albo galopu. c:Lockhard - 2013-02-07, 15:44 Na zakręcie zwolnił znacząco, te parę kroków kłusa robiąc niemalże w miejscu - miał małe pole manewru, a i warto pamięć, że ciężko biega się po piasku. Kiedy jednak z powrotem wyszedł na prostą, przyjemnie dla oka wyciągnął kłus, opuszczając przy tym łeb na wysokość kłębu. Poproszony o zwolnienie, uczynił to bez ociągania, sam nie był w najlepszej kondycji, a takie zasuwanie po piachu męczyło podwójnie. Nie oznacza to jednak, że gdy Kath niespodziewanie zerwała się do biegu, ogier został w tyle... co to, to nie. Poczuwszy lekkie szarpnięcie, przeszedł automatycznie do wyciągniętego kłusa, a gdy w tym źle mu się poruszało, zagalopował. Miał to do siebie, że przechodząc do galopu wychodził zdecydowanie w przód, dlatego dziewczyna mogła mieć problem z dotrzymaniem mu kroku albo utrzymaniem go.. Anonymous - 2013-02-07, 15:56 Faktycznie, dotrzymanie mu kroku było wyzwaniem, a utrzymanie go jeszcze jakoś nie sprawiało jej ogromnych problemów, ale nie było to zbyt wygodne, tak więc po krótkim czasie zwolniła, a jeśli Loczek nie chciał próbowała go uspokoić i zatrzymać delikatnie ciągnąc za lonżę, taka jakby pół parada, bo nie wiem jak to określić, ciągnięcie i odpuszczanie, o. Gdy w końcu udało się jej go zwolnić, to szła już spokojnie dysząc nieco i poklepała go po szyi, a z kieszeni wyciągnęła miętusa, którego zaraz mu podała. A jeśli nie chciał się zatrzymać to za pewne go goniła. Lockhard - 2013-02-07, 16:30 Ciągnięcie niczym nie poskutkowało, nie odczytał tego jako półparady głównie z tego względu, że na kantarze i z ziemi było to niewykonalne, jedynym do czego został zmuszony przez to było lekkie skręcenie szyi, co zaowocowało zaokrągleniem sylwetki. Chociaż w tej pozycji nie galopowało mu się najwygodniej, to jeszcze przez parę minut stawiał opór uparcie ciągnąc za sobą Kath, z pewnością do czasu aż mocniej pociągnęła za lonżę. Wtedy zwolnił stopniowo do stępa, wprawił ogon w ruch i wręcz wyrwał miętusa z rąk dziewczyny. Żarłok z niego.Anonymous - 2013-02-07, 16:43 Pffhpfs. Bynajmniej nie szorowała za nim po piasku i była przygotowana na dłuższy bieg. Poklepała go po szyi gdy wziął miętusa i skróciła trochę lonżę kierując się w stronę stajni. Weźmie tam bacik i pójdą na lonżownik, o.
//zt//Lockhard - 2013-02-07, 16:52 Krótko pisząc, opuścił plażę w towarzystwie Kath. /ztJackson - 2013-02-18, 19:17 Jackson podjechał wraz z Jessie, pod samo zejście na plaże. Co prawda nie było zbyt ciepło, ale mrozu też nie było. Wysiadł z samochodu i podszedł do drzwi pasażera, otwierając je partnerce.
-No, jesteśmy. Teraz chodź- powiedział, obejmując ją znów ręką i ruszyli w kierunku piachu. Za nimi było tylko słychać dźwięk zamykanego samochodu. Czekała ich dobra chwila spaceru po brzegu morza, zanim dojdą, tam gdzie zaplanował brunet.
-To opowiadaj, jak Ci było tu beze mnie? - zapytał, spoglądając chwilowo na nią, a potem z powrotem patrzył na drogę.Jessie - 2013-02-18, 19:45 Wysiadła z samochodu i objęta ramieniem, ruszyła z Jacksonem wzdłuż brzegu. Domyśliła się, że to jeszcze nie koniec podróży, dlatego nie podejmowała tego tematu, a skupiła się na rozmowie o czym innym.
- Trochę samotnie, cicho w tym mieście. Ale chodziłam do stajni prawie codziennie, także na nudę nie mogłam narzekać. Właśnie.. Koniecznie musisz tam pójść ze mną i pomóc mi ogarnąć moją najmłodszą dziewczynkę ;<< - pożaliła mu się, posyłając spojrzenie słodkiego szczeniaczka. Nie odmówi, prawda? <3Jackson - 2013-02-18, 20:08 -Teraz już nudy Ci nie zabraknie ze mną - wyszczerzył się szeroko do niej i słuchał co ma dalej do powiedzenia.- A co z nią nie tak ? - zapytał analizując sobie w mózgu, która to jest najmłodsza. Czyżby ten mały źrebaczek tak terroryzował Jessie? - Jasne, mamy cały dzień, możemy tam nawet dziś popołudniu zawitać. Ja sam też muszę zająć się moimi dwoma maszynami bo już pewnie korzenie zapuściły w boksach. Aż boję się na nie wsiadać, takie nabuzowane pewnie.- nadal szli przed siebie, choć jeszcze cel się nie zbliżał. Kilkanaście kroków dalej, z daleka można było ujrzeć niewielki czerwony punkt.Jessie - 2013-02-18, 20:24 - Próbuję ją czegoś nauczyć, i tak sobie pomyślałam, że masz większe doświadczenie w układaniu małych koni. Mi też po prostu brakuje do niej siły - pożaliła mu się. Oczywiście nie miała zamiaru rezygnować z pracy z Devo, szukała jedynie wsparcia. - To dobrze się składa. Trzeba było nie wyjeżdżać, a tak to pewnie będę musiała cię zeskrobywać z ziemi ;< - bo o ile na Despie jakoś wysiedzi, to jazdy na Luxie bym się obawiała.
Dostrzegła w oddali tajemniczy czerwony punkt, zmarszczyła chwilowo czoło w zamyśleniu, ale zaraz straciła tym zainteresowanie - skoro tam idą, to prędzej czy później zobaczy, co to.Anonymous - 2013-02-19, 19:20 Pies wbiegł na plażę. Na jakiś czas zaspokoił głód, teraz wypadałoby jednak znaleźć w miarę ciepłe schronienie. Nie chciał spać w schronisku, ani, o zgrozo!, w domu ludzi, więc kryjówka musiała być gdzieś schowana i dosyć ciepła. Brak podszerstka dawał mu, niestety, się we znaki. Biegląc, jak najdalej od można, aby jeszcze bardziej nie podrażnić poduszeczek na łapach. Zauważył z daleka parę człekokształtnych. Zwolnił więc nieco, szukając jakiejś tymczasowej kryjówki, lecz jako, że nic nie znalazł, zaczął biec do przodu, jakby chcąc wyminąć jakkolwiek ludzi.Jackson - 2013-02-19, 19:36 -A ile ona już ma? Jasne, że Ci pomogę.- Przycisnął ją bardziej do siebie, przytulając jednocześnie. -Z Luxem nie będzie problemu- miał dobrą opiekę (obgadałam już z userką Luxa, że koń był pod czyjąś opieką, żeby nie zdziczał ), gorzej z Despem, no ale dam radę- odpowiedział i w tym momencie przed nimi, śmignęła mu jakaś postać. Wilk? Niee, za chudy, a może taki wygłodzony? No cóż, widział jedynie jakąś czworonożną postać. Może pies? Na razie nie miał jak się tego dowiedzieć, ale przyglądał się temu czemuś w oddali.
-Widzisz to? - zapytał mimowolnie wskazując palcem na zwierze. W końcu dotarli niemalże na miejsce, gdzie oboje mogli ujrzeć niewielkie kawałek plaży, otoczony czerwonymi świeczkami ustawionymi w serce, a w środku niewielki stoliczek "ubrany" na czerwono, na którym stały dwie lampki czerwonego wina. Oprócz tego był również czerwony koc i kilka balonów z helem, uniesionych nad tą walentynkową miejscówką.
Mniej więcej tak to wyglądało z bliska:
-No to jesteśmy, moja Piękna!. Oto druga część niespodzianki. - zaprosił ją gestem ręki, aby usiadła na koc, kiedy już byli przy tym całym ustrojstwie.Anonymous - 2013-02-20, 20:56 Luźnym truchtem, Secret pojawiła się na plaży. Co ją tu przytargało? Ciekawość... Czy tylko? Być może. Zbliżyła się do morza, by zamoczyć łapy. Nigdy nie widziała tak dużego zbiornika wodnego, szczególnie nie odczuwała radości pływania w czymś takim. Mimo, że była zima, Blue to nie powstrzymało. Zaczęła wchodzić do wody, kroczek po kroczku. Nie zanurzyła się cała, jednak było jej za zimno. Bryza targała jej sierść i choć nie było tak przyjemnie jak byłoby w lecie, Blue i tak się cieszyła. Opadła przednimi łapami, by zacząć bawić się z bałwanami. Szczeknęła na nie i zaczęła skakać, uderzać je łapą. Odbiegała od brzegu i znów wbiegała do wody. Dzikowała! Lecz gdy przywiał wiatr, wyczuła obecność nie tylko ludzi, a też innego czworonoga. Zwróciła ku niemu pysk, stawiając ogon i prostując się automatycznie. Charakter dominanta się odzywa. Zaciekawiona podeszła do dziwnie chudego psa i zaczęła węszyć. Nie zbliżała się znacznie, by zawsze mogła uciec. Zastrzygła uszami i wpatrywała się w psa złocistymi oczami. Czekała, cóż miała zrobić więcej?Anonymous - 2013-02-20, 21:17 Wyczuwając innego czworonoga, stanął i spiął się, wszystko robiąc wręcz odruchowo. Zauważył suczkę dosyć dużych rozmiarów, czarną, przez co trudno ją było dostrzec w mroku. Gdy była zbyt blisko, zaczął warczeć cicho, lecz po chwili przerodziło się to w głośne, upierdliwe warczenie, jak przy pracy lodówki. Musiało to w sumie dziwnie brzmieć z pyska półrocznego psa, ale cóż, trudno. Choć wiedział, że nie miałby szans w starciu z suką, nei zamierzał uciekać. Spojrzał na ludzi, który byli jakieś 50 metrów dalej, aczkolwiek to nie wytrąciło go z miarowego warczenia.