Konkurs derbów był dla Petit niemałym wyznaniem. Dobrze powiedziane - większość przeszkód była niemal jej wzrostu. Niektóre nawet większe. Ludzie z pewnością patrzyli na to ze zdumieniem, ale Elizabeth i Petit już nie takie dokonania miały w swojej karierze, co jednak nie oznacza, że były bezkonkurencyjne. Zdecydowanie nie mogły tu wejść na pewniaka, ale z pobożną myślą, że będzie dobrze, jak najbardziej.
Klacz zatrzymała się na chwilę, a potem zagalopowała w odpowiedzi na łydkę, nie potrzebując dodatkowej zachęty do tego, by galopować żywiej niż zwykle. Przyjęła narzucone przez Elizabeth tempo, które zmuszało ją do dynamicznego, mocnego galopu przy możliwe okrągłej foule. Niemały wysiłek biorąc pod uwagę długość parkuru i jego rozmiar, a także gabaryty Petit, które stawiały ją właśnie w takiej mało wygodnej sytuacji. Ona sama jednak zdawała się tego nie zauważać. Naprowadzona na pierwszą przeszkodę, wyraźnie ciągnęła do niej swoją amazonkę, mocno idąc w ręce, a przodami wręcz atakując powietrze. Wreszcie została wypuszczona do skoku, więc odbiła się od ziemi i dokładnie się złożyła w locie, tym samym mogąc sobie pozwolić na ekonomiczny skok, który pozwalał na zaoszczędzenie sił. Po wylądowaniu odeszła sprawnie spod przeszkody i rzeczywiście, zechciała wyciągnąć Elizabeth do kolejnej przeszkody, ale amazonka zgrabnie temu zapobiegła, biorąc gniadą na siebie i podnosząc ją przy tym. Zachowanie Petit wynikało tylko stąd, że była świadoma tego, że musi wziąć solidny rozpęd, a także z tego, że miała jednak trochę nierówno pod kopułą, co sprawiało, że była tak dobrym koniem, odnoszącym sukcesy. Niemniej, dała się podprowadzić do przeszkody wedle zamiarów panny White i tym samym bezpiecznie pokonała szeroki okser, kończąc skok lądowaniem na prawą nogę. Łagodnym łukiem pogalopowała w stronę pierwszej, typowo terenowej kombinacji przeszkód, podczas galopady utrzymując okrągłą foule. Nie bała się bankietu, więc bez wahania wskoczyła na nasyp, by za chwilę zeskoczyć i raz jeszcze powtórzyć całość, zwieńczoną skokiem nad stacjonatą stojącą u dołu drugiego wzniesienia. Zamknięta w łydkach i zdecydowanie prowadzona nie miała czasu na jakiekolwiek wahanie. Nie inaczej było w przypadku rowu, szerokiego niemal na cztery metry. Rok temu popełniła na nim poważny błąd, zwyczajnie odmawiając skoku, ale tym razem szła przed siebie jak burza. Gdy tylko Elizabeth zachęciła ją do wydłużenia galopu, Petit wyraźnie poszerzyła wykrok, w skupieniu patrząc na rów. Wreszcie się odbiła, tym razem skacząc bardziej w przód, aniżeli w górę, co miało jej pomóc w dokryciu całej przeszkody. Nie miała jeszcze wypracowanej techniki w tego typu skokach, więc dość zabawnie wyciągnęła do przodu przednie nogi i zanurkowała między nimi nosem. Wykonała jednak swoje zadanie, lądując za rowem. Po wylądowaniu dalej szła mocnym galopem, który wymagał zdecydowanej korekty przed oddaniem skoku nad piątką, co jednak się udało i zaowocowało udanym skokiem. Za nim kontynuowała galop na prawo, w stronę sławnej górki, która przerażała niejednego. Petit zgrabnie wspięła się na górę, pokonując pierwszą przeszkodę, a potem z pomocą umięśnionego zadu płynnie wgalopowała pod górę. Tam czekała na nich jeszcze jedna stacjonata, którą pokonała bez problemu, by za chwilę zmierzyć się ze znacznie trudniejszą częścią tej kombinacji. Przystanęła na samej krawędzi i dopiero po chwili uległa namowom Elizabeth by ostrożnie "zsunąć" się w dół. Niestety, nie do końca dobrze wymierzyła odległość do przeszkody stojącej na samym dole, a że była wysoka, to niestety nie zdołała się obronić i ściągnęła ze sobą górną deskę. Nie analizowała tej sytuacji, mając przed sobą jeszcze okser, do którego wyraźnie dodała, chcąc mieć siłę na pokonanie tej przeszkody, nad którą oddała udany, ekonomiczny skok.Elizabeth White - 2019-06-27, 00:55
W dalszym ciągu galopując na prawą nogę, weszły w zakręt na stacjonatę z numerem dziewięć, ulokowaną pomiędzy dwoma murami. Elizabeth prowadziła gniadą na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną rozluźniająco się bawiąc. Łydkami zaś wyginała kłodę klaczy i pilnowała utrzymania stałego, nie za szybkiego i nie za wolnego tempa, przy okrągłej fouli pchanej z zadu. Zbliżając się do przeszkody poczuła jak Petit delikatnie spływa jej na prawo, co natychmiast skorygowała mocniejszym podparciem łydką. Ta przeszkoda była na tyle szeroka, że naprawdę ciężko byłoby z niej spłynąć, aczkolwiek wolała nie kusić losu i nie dawać klaczy jakichkolwiek, złudnych nadziei. Po lądowaniu podniosła Selle i lekko zaktywizowała, prowadząc prosto na kolejny okser. Zasugerowała ciut dalsze odbicie niżeli w przypadku dziewiątki, co miało w ogólnym rozrachunku ułatwić bezproblemowe przedostanie się na drugą stronę. I tak też się stało, choć tym razem White w końcowej fazie lotu mocniej dociążyła lewą stronę, tym samym zmieniając nogę. No, wreszcie jakaś odmiana!
Równie gładko poszło im z kolejnym okserem i wtedy na horyzoncie pojawił się dwuczłonowy szereg. Te zawieszone w powietrzu pojedyncze drągi nie wyglądały zachęcająco, co White miała na uwadze. Podobnie jak wszystkie inne utrudnienia, które licznie tutaj występowały. Pozwoliła klaczy przyjrzeć się tej kombinacji już z daleka. I wszystko zdawało się iść dobrze, bo gniada ciągnęła do przodu i nie wykazywała oznak zaniepokojenia, aż do momentu, gdy chwilę przed pierwszym członem się potknęła. Nie był to wielki ani sam w sobie groźny incydent, choć na sekundę na pewno wytrącił parę z dotychczasowego skupienia. A oprócz tego, ponownie sprawił, że chcąc czy nie, to znalazły się za blisko. W taki sposób zaliczyły brzydkie wejście w szereg, oczywiście podsumowane zrzutką. El wiedziała, że była to sytuacja nie do wyratowania, więc nie zamierzała winić o to ani klaczy, ani siebie. Podsumowały to jeszcze zrzutką na drugim członie, jako że kompletnie nie mogły się wstrzelić w odległość do niego, przez to jak niefortunnie wylądowały. Cóż, zdarza się nawet najlepszym! Amazonka nie dała po sobie poznać żadnej zmiany nastroju, zachowując kamienną twarz i po prostu jadąc dalej. Pojechała obszernie na trzynastkę, tym razem bezbłędnie zgrywając się z klaczą, dzięki czemu na ich konto nie wpadły kolejne karne punkty. W tej samej linii czekały je jeszcze kolejne dwie stacjonaty, z rowem pomiędzy. Kilkoma krótkimi półparadami, White starała się troszkę rozluźnić i skupić gniadą, jednocześnie utrzymując aktywną, sprężystą foule. Ale tak jak już mówiłam - woda była dzisiaj ich sprzymierzeńcem. No i tym razem nie miały już dodatkowego utrudnienia w postaci zdarzeń losowych, dzięki czemu Kanadyjka mogła poprowadzić podopieczną tak, by pojechać wszystkie trzy przeszkody na czysto. Dalej znowu zakręt na lewo i pierwszy tego dnia mur. Kobieta nie odczuła żadnego sygnału jakoby tak zabudowana, masywna konstrukcja mogłaby skutecznie zniechęcić Coeur. Ale przecież skakały już gorsze i bardziej straszące wymysły, więc mur poszedł gładko. Kopytna odbiła się w punkt, a zawodniczka bez opóźnienia przeszła w półsiad i oddała rękę, miękko balansując w strzemionach i nie mając negatywnego wpływu na przebieg lotu czy na ogólną równowagę. Zamortyzowała jeszcze lądowanie i poprowadziła Selle przed siebie, na kolejne dwie stacjonaty wzbogacone o rowy. Mimo zmęczenia, które rosło z minuty na minutę, Petit poradziła sobie wybornie i teraz pozostała już tylko siedemnastka, czyli mur z możliwością wyboru. White nie chcąc już dzisiaj kombinować i tak naprawdę nie mając nic do stracenia, pojechała wersję z łagodniejszym najazdem. Po minięciu fotokomórek, pozwoliła na stopniowe przejście do kłusa, a po chwili również do stępa. Wtedy pochwaliła podopieczną za dzisiejszą współpracę i sprowadziła ją na rozprężalnie.
Znowu postanowił zaryzykować i na Derby wziąć ze sobą Dzielnego, Wielkookiego Orchida, licząc (może naiwnie) na to, że im się poszczęści, chociaż biorąc pod uwagę ich treningi przygotowujące pod ten start miał nadzieję, że jednak chociaż ukończą ten wymagający start. Sporo też z nim przejechał crossów treningowo, przygotowując go fizycznie i psychicznie na taki rodzaj przeszkód. Ostatecznie po rozprężeniu usłyszeli swoje imiona, gdzie chwilę później udali się na parkur, gdzie po wjeździe Zawodnik wpierw pogładził go "krzepiąco" po szyi, a następnie pokazał te najbardziej dziwniejsze przeszkody.
Wreszcie dało się słyszeć dźwięk dzwonka na który Christian skłonił się i zagalopował z Rudym. Od samego początku chciał dojść do krągłej, aktywnej fouli, ale przede wszystkim podnosił go, by dojść do lekkiego przodu samemu siedząc w lekkim, odciążającym półsiadzie. W ramach testu jeszcze poszerzył wykrok i skrócił, chcąc sprawdzić jego reakcje na pomoce, by galopując na prawo rozpocząć w głowie przejazd, mimo wcześniejszych obaw pewnie i dobrze czując się na grzbiecie Orchida, mimo, że przed nimi parkur 155 cm! Wzrokiem już obserwował stacjonatę czy raczej coś co miało ją przypominać. Na szczęście przeszkoda sama w sobie straszna nie była, była jedynie trudna technicznie - wysoka i słabo zabudowana. To jednak nie powinno im sprawić problemów, dlatego prostując ogiera na jedynkę pewnie siadł w siodła starając się na stracić uzyskanego tempa, nie skracając go, ani nie wydłużając. Tym sposobem równo dojechali do przeszkody spod której posłał go do skoku samego wchodząc w płynny półsiad, a w locie obserwując kolejna przeszkodę w długiej linii. Wiedział, że po lądowaniu musi uzyskać równy galop do końca, dlatego wracając w siodło lekko wycofał się nie dając ogierowi pretekstu do zmiany tempa - czego pilnował na ręce i na domkniętej łydce w razie czego wspomagając odwagę Rudego ostrogą. Na szczęście te dwie przeszkody nie wpłynęły na nich za bardzo, więc równo dojeżdżając do dwójki i ją zostawili nienaruszoną. Christina musiał przyznać, że te wysokości robiły wrażenie i czuć było je w siodle, ale płynność skoku ogiera bardzo pomagała wysiedzieć te wysoki i długie loty, oby tak dalej!
Czekała ich chwila galopady blisko bandy by skierować go na kombinację wskok-zeskok-wskok-zeskok. Nie obawiał się jej ze względu na wszechstronność ogiera, dlatego kiedy tylko prostopadle naprowadził go na kombinację pewnie usiadł w siodle pewnie zamykając go w korytarzu z pomocy i zamykając w łydce doprowadził do pierwszego członu posyłając do soczystego skoku na górkę. Od razu wycofał ramiona przygotowując się do zeskoku i ponownego skoku. Na szczęście ogier szedł odważnie i wystarczyło jedynie pilnować domknięcie w łydkach, by ten zrobił swoje. Po wskoczeniu na drugą górkę przygotował się do zeskoku wzrokiem już szukając czwórki.
Czekała ich teraz "straszna przeszkoda" czyli szeroka na prawie 4 metry woda. Od razu naprostował go z zza zakrętu dając mu dostrzec basen już z daleka. odważnie poszerzył foulę chcą umożliwić mu odpowiednią siłę wybicia do skoku nad wodą. Pewnie siedział w siodle pomocami starając się uniemożliwić mu ucieczkę, a pewnością jazdy zachęcić do wątpliwego dla niego skoku. Na szczęście nie zląkł się i udało im się pokonać przeszkodę na czysto, po której od razu wracając w siodło zaczął nieznacznie brać go na siebie, by skrócić go do "płota". Ten jednak pozostał na pomocach, więc płynie wjechali pod piątkę i ją pokonując bez zajęknięcia.
Po przeszkodzie pogalopowali dalej do chyba najtrudniejszej kombinacji na parkurze. Wymagały ona od konia precyzji, siły i karności. Nie można było temu odmówić Orchidowi o ile się w danym momencie nie zestresuje Mimo wszystko odważnie jechał z nim na kombinację nr 6, gdzie od samego początku czekały na nich schody. I to w sumie dosłownie. Pewnie jechał go na górkę, by po łydce umożliwić wskoczenie na pierwszy etap górki. Jako, że była pod nimi niska stacjonata, trzeba było uważać, by o nią nie zahaczyć do czego było im daleko. Następnie zamykając go w łydce dogalopowali na szczyt, by pokonać na niej stacjonatę, a następnie po wylądowaniu dalej odważnie "parł" do przodu, by ogier pokonał te 1/2 foule do ze skoku. Poczuł przed skarpą jego zawahanie ,dlatego nie cisnął go za wszelką cenę, dał mu spojrzeć, by dopiero wtedy pomału zsunąć się z nim, a chwilę potem dać łydkę do 2/3 fouli na przód, by mieć siłę na pokonanie ogromnego plota po ze skoku. Rudy jakby nigdy nic reagował na wszystko przez co Christian był jak na razie zachwycony z tego przejazdu. Starał się mu nie przeszkadzać nadążając za każdą foulą i skokiem swoją ręką jak i całym ciałem. Dlatego po wyglądowaniu za siódemką wycofał się z wyczuciem hamując jego zapędy do ósemki i tym samym i to pokonując bez problemu.
Teraz lekki zakręt w dystansie i nakierowanie go na "niższą" przeszkodę między ostatnimi z nich. Równo dojechali do dziewątki, co pomogło im równo wygalopować w ostatniej linii do dziesiątki. Okser wzięli na klatę bez zawahania co zaowocowało czystym i efektownym skokiem. Po lądowaniu zaczął go prowadzić na trudną technicznie linię. Wpierw dogalopowali do 11-nastki, któa była łysym okserem w krzakami. Po wylądowaniu trochę dystansu w linii, gdzie ważny był precyzyjny wjazd do szeregu, nie byle jakiego zresztą. Kompletnie łysy, ciasny szereg mógł być mordęgą dla każdego końskiego oka. Na szczęście Orchid dał się równo dojechać już pod pierwszy człon spod którego posłał go do skoku samemu wchodząc w półsiad obserwując B. Na szczęście i tu pokazał swoją siłę i (o dziwo!) odwagę bez wahania pokonując ciężki szereg.
Ponownie spory dystans, gdzie wspierał go łydką potrzebując jego aktywnością w galopie i następnie naprostował na kolejną linię. Do płota nr 13 doprowadził go równo obserwując bardziej co jest dalej. Licząc do 10 fouli udało im się bez walki rozjechać całość, by wejść w skok nad człon A, po którym lekko wycofali się, by zmieścić się w kombinacji, pokonali bez mrugnięcia okiem basen, po którym głęboko siedząc w siodle posłał go foulę w przód i posłał do czystego i przyjemnego dla oka skoku.
Po pokonaniu 14/nastki z czystym kontem zakręcili w lewo na ostatnią linię. Pewnie prowadził go do 15 obserwując już czekający ich w oddali szereg. Po płynnym pokonaniu "muru", który pokonali z lekkim zawahaniem ze strony Rudego wyliczyli 11 fouli, do ogromnego szeregu - nie ma co ukrywać. Przez zachowaną płynność równo weszli w odbicie i poszybowali nad członem A, by po dwóch szerszych foulach mieć za sobą i człon B.
Ich czyste konto zmotywowało Zawodnika do tego, by pojechać na lewą siedemnastkę, do której prowadził go bez wahania zamykając ogiera dołem i prowadząc w korytarzu z wodzy. W razie czego wsparł się batem/ostrogą/głosem, choć raczej nie powinno być to potrzebne biorąc pod uwagę jego "dobry dzień"! Równo prowadzony do muru, pokonał go na czysto, by po chwili wraz z Zawodnikiem przekroczyć linię mety dalej z czystym kontem i dobrym czasem! Christian był wniebowzięty co okazał soczystą pochwałą, nawet po zjeździe z parkuru, był dziś niesamowity i musiał o tym wiedzieć!
Przez te kilkanaście sekund nie sposób było pokazać Orchidowi wszystko, co mogłoby wzbudzić jego obawę, a takich rzeczy było od groma. Co prawda był dobrze przygotowany do tego startu, ale wiadomo - to, co w domu, nie zawsze przekłada się na zawody, zwłaszcza tej rangi... Ogier jednak nie wyglądał na przestraszonego, raczej na lekko pobudzonego, co mogło się jednak różnie skończyć.
Póki co zagalopował na prawo, wyjątkowo nie zmuszając Christiana do tego, by ten musiał go pchać. Od początku szedł pewnie przed siebie, mocną, okrągłą foulą, z nastawionymi na sztorc uszami wyglądając przeszkód. Wszakże nie miał wątpliwości po co się tutaj znalazł. Pierwsza przeszkoda być może nie zachęcała wyglądem, była dość wysoka i raczej słabo widoczna, ale jej jednolite kolory nie wzbudzały w Orchidzie niepokoju. Christian już dobrze wiedział, w jaki sposób go prowadzić, by nie odbierać mu pewności siebie, więc ogier dogalopował równo do przeszkody i skoczył ze wskazanego miejsca, mocno wybijając się w górę i składając w locie. Po skoku podniósł się z pomocą Christiana i nie zmieniając tempa, dogalopował do drugiej przeszkody w linii, nad którą także oddał czysty skok, efektownie rozciągając się w locie i starannie składając podwozie. Chociaż przeszkody były słusznych rozmiarów, praktycznie nie odczuł tych skoków. Właściwie to nawet poprawiły mu odrobinę nastrój, pozytywnie wpływając na jego pewność siebie, którą nieustannie należało podbudowywać.
Nie przejął się także kolejną kombinacją przeszkód, która choć przypominała nieco przeszkody terenowe, to z pewnością nie przerastała możliwości Orchida. Jedyne co, to z nieco większą uwagą dobrał z pomocą Christiana miejsce odbicia, tym samym wskakując na pierwszą górkę. Zamknięty w łydkach nawet przez chwilę się nie zastanawiał i szedł do przodu jak przysłowiowy czołg. Zeskoczył w dół by za chwilę z powrotem wskoczyć na wzniesienie, skacząc z którego pokonał stojącą pod nim stacjonatę, której nawet nie poświęcił uwagi. Kolejna przeszkoda zasługiwała natomiast na całą uwagę Orchida - dojrzał ją tuż po wyjściu z zakrętu i automatycznie poczuł, jak oblatuje go niepewność. Niespokojnie zadarł łeb do góry i nerwowo łypnął okiem, ale Christian zdawał się nie przejmować jego fanaberiami i po prostu mocniej pojechał go dołem, nie dając mu czasu ani miejsca na inne rozwiązanie niż oddanie skoku. Mocno poszerzył wykrok by w odpowiednim do tego momencie odbić się i skoczyć daleko w przód. Był to zdecydowanie wysoki i długi lot, podczas którego Orchid mocno się rozciągnął, składając się razem z Christianem, który także znacząco musiał się pochylić nad jego szyją i hojnie oddać mu rękę, co miało umożliwić Rudemu pokonanie rowu bez popełnienia błędu. Pęd, z jakim pokonał tę przeszkodę, był zdecydowanie za duży na stacjonatę z naprzeciwka, ale Orchid nawet w największych emocjach z reguły odpowiadał na pomoce jeźdźca i tym razem nie było inaczej. Skrócił się, przenosząc ciężar ciała na zad i tym samym trochę się podnosząc, co w konsekwencji ułatwiło mu oddanie skoku nad wysoką stacjonatą, nad którą miał wyraźny moment zawieszenia w locie, znowu imponując siłą i techniką, których nie można było mu odmówić. Nie inaczej było z karnością i posłuszeństwem ogiera, które bardzo im się przydało chwilę później, przy najtrudniejszej kombinacji parkuru, gdzie niejedna para miała prawdziwy moment zawahania. Orchid zręcznie "wspiął" się na samą górę, gdzie przywitała go niedużych rozmiarów stacjonata, którą pokonał bez problemów. Zwątpienie ogarnęło go dopiero na samej krawędzi górki - zatrzymał się tam dosłownie na ułamek sekundy, spojrzał w dół i podparty łydką, łagodnie "zsunął" się w dół, z zamkniętymi oczami. Oczywiście nie dosłownie, po prostu uznał, że niech się dzieje co się chce i balansując ciałem, ostrożnie pokonał przynajmniej połowę skarpy, by jej ostatnią część pokonać już jednym susem w dół. Tuż po nim, siłą rozpędu, pokonał kolejną przeszkodę, do czego niewątpliwie przydała mu się jego siła. Cały ten parkur wymagał od konia i jeźdźca dużej precyzji, wytrzymałości, umiejętności oraz siły, a ta para miała to wszystko.
Rudy czuł zadowolenie Christiana i to było jego dodatkowym motorem, więc nic dziwnego, że zawodnik musiał delikatnie go ostudzić podczas najazdu na ósemkę, na którą Orchid zechciał się nieoczekiwanie porwać. Odpowiedział jednak na prośbę o delikatnie skrócenie, po czym dogalopował do stacjonaty i wszedł w prawidłowy odskok zakończony udanym lądowaniem po drugiej stronie. Łagodnie zakręcił na kolejną linię przeszkód. Mury nie były jego ulubionym rodzajem przeszkód, ale dzisiaj miał spokojną głowę i wyraźnie dobrą formę do skoków, więc nie rozwodził się nad wyglądem przeszkody i zwyczajnie zaufał Christianowi. Nie inaczej było w przypadku kolejnego wagonu na tym parkurze, czyli oksera przed nimi, nad którym Rudy oddał bardzo techniczny skok, który mimo swoich rozmiarów zdawał się nie stanowić dla niego problemu. W skoku zawsze wyglądał spokojnie, może nawet na lekko zmartwionego przez swoje duże, błyszczące oczy, które zawsze wyglądały na zatroskane. Jedno jest pewne - bardzo się starał, co było widać po tym jak dokładnie i wysoko podnosił nogi, zawsze zostawiając pod sobą kilkanaście centymetrów zapasu, co chroniło go przed chociażby muśnięciem drągów.
Znacznie cięższa okazała się kolejna linia przeszkód, którą rozpoczął łysy okser. Rosnące pod nim krzaki jednak zapewniły ogierowi lepsze spojrzenie na tę przeszkodę, więc pokonał ją bez wahania. Odrobinę gorzej było natomiast z szeregiem zbudowanym z kompletnie łysych stacjonat. Ciężko w ogóle było mu dobrze zobaczyć te drągi, a co dopiero skoczyć nad nimi. Pomogło mu jednak oko Christiana, któremu zaufał i zasugerował się jego podpowiedziami, dzięki którym wiedział kiedy się odbić. Znowu skoczył wysoko, więc był daleko od dotknięcia drąga, zarówno na pierwszej, jak i drugiej przeszkodzie.
W dystansie do kolejnych przeszkód galopował aktywnie, pozostając przepuszczalnym i lekkim na przodzie, co pozwalało Christianowi praktycznie dowolnie nim sterować. Pokonawszy płot pod numerem trzynastym, uważnie rozgalopował linię do szeregu przeszkód, który zaczynał się skokiem nad stacjonatą, swoim wyglądem znowu bardziej przypominającą płot. Za nią oddał skok nad basenem z wodą, a potem lekko wydłużył foule galopu i odbił się do ostatniego członu, skok na nim kończąc lądowaniem na lewą nogę. Zakręcił na ostatnią już linię przeszkód, nieustępującą trudnością pozostałym. Tym razem rozpoczął skokiem nad murem, po którym udało im się zmieścić dokładnie 11 foule galopu do kolejnego, dużego szeregu, który jednak nie pogorszył ich wyniku. Czyste konto do tego momentu i lekkość, z jaką Orchid pokonywał przeszkody, zdecydowanie miała prawo skusić Christiana do wybrania bliższego, ale trudniejszego wariantu siedemnastej przeszkody. Po wyjściu z dość ostrego zakrętu ogier wyglądał na lekko zaniepokojonego murem, ale dał się do niego doprowadzić bez konieczności użycia bata czy ostrogi. Po raz ostatni odbił się, mocno wychodząc od kłębu w górę i wysoko podnosząc nogi, które starannie docisnął do mostka, dalej wyciągając szyję i rozciągając całą górną linię. Lądując, otworzył się zadem i po wylądowaniu sprawnie odszedł spod przeszkody, zaś po minięciu celowników parsknął głośno i wypuścił nos w dół, zbierając pochwały od jeźdźca.Chaos Amir - 2019-06-28, 00:12 Temat postu: Re: Diego Montana & Chaos Amir
Ogier przyzwyczaił się już do tego, że cały czas był ''pożyczany'' innym jeźdźcom. I szczerze powiedziawszy nie zmieniało to nic, bo bynajmniej nie przejmował się tym, kto siedzi tam na górze. W końcu to ON był gwiazdą i to ON miał skakać. Eh, ci ludzie byli kompletnie bezużyteczni i tylko denerwowali się o byle głupotę. Ale cóż poradzić? Pocieszeniem w tej sytuacji było to, że razem z Diego mieli już okazję razem startować. Było to o tyle dobre, że mężczyzna wiedział już z czym wiąże się jazda na Chaosie, a to jakby nie patrzeć rokowało dobrze. Lepiej w każdym bądź razie, niż w przypadku gdyby jeździec miał się zaskoczyć jego... cóż, energicznością i wtrącać się w nie swoje sprawy... Prawda?
Amir od samego początku nie pozostawiał złudzeń, że jego ''męskość'' gdzieś wyparowała. Był całym sobą i to w pełnej okazałości. Po za tym, nowe miejsce, nowe zapachy i nowe konie działały na niego pobudzająco, uruchamiając go do reszty. To niezdrowe naelektryzowanie objawiło się również podczas rozgrzewki, gdzie buntował się, puszył do innych koni i robił wszystko, tylko nie to o co Diego go poprosił. Potrzebowali dłuższej chwili, żeby spuścić z niego parę i wreszcie trochę rozluźnić. Dopiero gdy pozbył się tych największych pokładów energii, stał się bardziej sterowny i skupiony na pracy a nie na wszystkim dookoła. Co oczywiście nie zmieniało faktu, że nadal go nosiło i na pewno zamierzał pokazać to na parkurze. Jakby było mało, to zaczął siąpić deszcz. Akurat ogierowi nie robiło to zbyt wielkiej różnicy, ale dla Diego na pewno było to dodatkowym utrudnieniem.
Wkrótce po tym jak ich wywołano, sprężystym, energicznym kłusem pojawił się na parkurze konkursowym. Nerwowym spojrzeniem od razu omiótł znajdujące się tutaj przeszkody, oddychając przez szeroko rozdęte chrapy, które były kolejnym czynnikiem zdradzającym jego ekscytację. Niechętnie zwolnił do stępa, w którym to testował cierpliwość zawodnika, caplował i ogółem zachowywał się niespokojnie. Bo kto zachowałby spokój w obliczu tak ważnego zadania! Przeszkody nie ciekawiły go jakoś szczególnie, do momentu aż nie będą na nie galopować. Nie widział w nich nic strasznego, po za tym bardzo sporadycznie wyłamywał, więc to nie powinno być głównym zmartwieniem jeźdźca. Nawet podczas zatrzymania nie potrafił się zachować, od razu zaczynając się wiercić. Na szczęście trwało to tylko chwilkę, dzięki czemu zniecierpliwienie Chaosa nie urosło dramatycznie i wtedy nadszedł TEN czas. O zagalopowanie nie trzeba było go dwa razy prosić, a wręcz pierwsze foule były niczym turbo doładowanie. Dopiero po takim odreagowaniu, pozwolił się jako tako uspokoić, choć nadal szedł ''za szybko'', co w przypadku achała było po prostu jego standardowym, parkurowym tempem. I tutaj żadna walka nie przyniosłaby efektów, bo przykro mi, ale wolniej już nie będzie.
Gdy wyszli na przeciwko pierwszego oksera, zadarł do góry i tak wysoko trzymaną głowę i usiłował poszerzyć foulę, wchodząc tym samym w pierwszy konflikt. Zagryzł się na wędzidle i Diego mógł sobie trzymać wodze nawet przy samym wędzidle - to mu akurat zwisało, bo przybrał pozę żyrafy i elo. Z podirytowania aż podbił zadem i finalnie przez to całe zamieszanie nie dokrył przeszkody, co spowodowało ściągnięcie górnego drąga. Tak czy siak kopytny momentalnie odbudował tempo i dał się poprowadzić do drugiej przeszkody, po łuku w prawo. Mocno uderzał kopytami o podłoże, co kilka fouli krótko parskając. Tym razem wszystko im pasowało, a Amir dzięki krótszemu najazdowi nie miał zbyt wiele czasu na przyatakowanie stacjonaty. Inaczej było jednak w przypadku oksera z numerem trzy, który mieli w tej samej linii. Cóż, skoczka nie trzeba było w żaden sposób zachęcać, bo był tak nakręcony, że nawet siłą nie ściągnęliby go z tego najazdu. W tym przypadku zastosował manewr sprzed pierwszej przeszkody, dodatkowo za każde nadużycie wędzidła odwdzięczając się szarpnięciem głową. Tym razem nie dał się zatrzymać i dopadł trójkę po swojemu, co finalnie skończyło się książkowym skokiem i bezpiecznym lądowaniem po drugiej stronie. Znowu podbił zadem - z ekscytacji, nie złośliwie... chyba - i pogalopował na lewą nogę do czwórki, będącej dwuczłonowym szeregiem. Ładnie wyjechali zakręt, a ogier już z daleka przyglądał się przeszkodzie, szacując ją jako potencjalnego przeciwnika. Nie wykazywał żadnych oznak niepewności, szedł pewnie przed siebie i był skupiony na drążkach. Znowu trochę się poszarpali, ale w szereg weszli prawidłowo, co zaowocowało dwoma skokami na czysto. Ale tutaj znowu, w linii mieli jeszcze okser. Ach jak cudownie! I powtórka z rozrywki - Chaos swoje, a Diego swoje. Ale trudno, jakoś by to poszło, gdyby nie ta cholerna mokra trawa! No trzeba przyznać, że ślizg zaliczyli widowiskowy i choć achał naprawdę się starał, to nie był w stanie wyratować tego skoku. Miał zbyt mało miejsca, przez co musiał wysadzić mocno w górę, co było trudne zważając na braki w sile rozpędowej. W ten sposób niestety zdjęli górnego drąga, nabijając kolejne 4 punkty karne.
Teraz mieli dość ciasny zakręt do szóstki, który Diego postanowił pojechać obszerniej. Ze względu na charakter achała, było to raczej zbędne, ale ze względu na warunki pogodowe, całkiem przemyślane. Po wyprostowaniu na przeszkodę, poszerzył dwie ostatnie foule, dzięki czemu odskok wypadł idealnie, a samo pokonanie przeszkody nie sprawiło mu problemów. Dalej kontynuowali galop na prawą nogę i teraz po lekkim łuku mieli aż trzy przeszkody. Na pierwszy rzut szedł kolejny szereg, do którego Amir automatycznie się ''napuszył''. Nie obyło się bez kolejnej walki i tym razem znowu był górą, bo udało mu się po swojemu zaatakować przeszkodę, co nie zmieniło faktu, że wszystko poszło po jego myśli. Odległości pomiędzy członami również mu pasowały, więc pojechał to po swojemu, ale z dobrym rezultatem, więc Diego chyba nie mógł być zły? Po lądowaniu dał się szybko podnieść i znowu przeniósł ciężar na zad, przy zachowaniu lekkich przodów, energicznie poruszając się w kierunku ósemki. W reakcji na półparady cofnął tylko ucho i dalej już gładko zgrał się z mężczyzną, starannie składając przody, co by przypadkowo nawet nie musnąć górnego drąga. Lot wykończył pięknie zadem, nie skacząc z gigantycznym zapasem, ale w dalszym ciągu dość bezpiecznie. Nad przeszkodą zmienili również nogę prowadzącą i w równie dobrym stylu rozprawili się z dziewiątką, ulokowaną kawałek dalej. Do mety było już coraz bliżej, a i Amir zdawał się trochę uspokoić i spuścić z tonu. Z tego tytułu nie walczył już tak zacięcie to dziesiątki przed którą bardziej wsłuchał się w swojego jeźdźca. Całość podsumowali pięknym skokiem nad jedenastką, gdzie gniady utrzymał równe tempo do przeszkody i ładnie złożył się w locie, przelatując nad drążkami w pełnej równowadze i harmonii. Dodał na te ostatnie foule, by usatysfakcjonowany zwolnić do kłusa tuż po minięciu celowników. Chwilę później zszedł z parkuru.
Po skoku kontynuowała galop z prawej nogi do Galop w dystansie także wymagał od Petit niemałego zaangażowania, kiedy to musiała utrzymywać mocne tempo, jednocześnie nie rozciągając się całym ciałem. Musiała bowiem skumulować w ciele wystarczająco dużo energii do pokonywania tych "wagonów". Kolejna przeszkoda była tylko parę centymetrów niższa od Petit, więc nic dziwnego, że klacz podeszła do muru z lekką obawą, podczas najazdu próbując spłynąć lekko w bok. Elizabeth ją jednak powstrzymała i ostatecznie z powodzeniem doprowadziła do przeszkody, którą także pokonały na czysto.
Kolejna przeszkoda stanowiła niemałe wyzwanie biorąc pod uwagę jej szerokość. Petit znacząco poszerzyła foulę w najeździe do oksera, po czym wybiła się mocno w górę, bardzo dokładnie i wysoko podnosząc nogi podczas rozciągnięcia całego ciała w locie. Lądowanie nie było dla niej najprzyjemniejsze, więc cicho stęknęła, w ostatniej fazie skoku otwierając się także zadem. Dalej kontynuowała galop z lewej nogi, w stronę kolejnego oksera, które poza oczywistym wysiłkiem, nie było dla niej aż tak kłopotliwe. Gorzej było natomiast z szeregiem zbudowanym z dwóch łysych stacjonat - już rok temu sprawiły one tej parze olbrzymi problem, a w tym roku, jak widać, nie było inaczej... Tym razem jednak to nie one zawiniły, takie po prostu było zrządzenie losu, że Petit lekko się potknęła i zanim się ogarnęła, to okazało się, że brakuje im do prawidłowego odbicia. Było jednak za późno na jakąkolwiek inną reakcję, więc gniada odbiła się z przytupem, niestety nie dając rady pojedynczemu drągowi, który poleciał na ziemię. Po wylądowaniu starała się zapanować nad sytuacją, ale nie udało im się to, także ze względu na odległość; drąg z drugiej stacjonaty także spadł na ziemię.
Była tym odrobinę sfrustrowana, ale nie szalała podczas galopady do kolejnej przeszkody, którą była wysoka stacjonata-płot. Jedynym problemem była wysokość, ale poradziła sobie z tym, niebawem mierząc się z kolejną kombinacją trzech przeszkód. Pokonanie pierwszego członu było formalnością zważywszy na przystępne wymiary przeszkody. Rowu także się nie zlękła, dzisiaj wyraźnie dobrze sobie radząc z tym typem przeszkód. Udane wejście w szereg ułatwiło jej rozprawienie się także z ostatnim członem szeregu, za którym wylądowała na lewo, zbliżając się do postawnego muru. Petit szybko oceniła jego wysokość, po czym przypuściła swego rodzaju atak. Mocno pchając się zadem, przodami wręcz atakowała powietrze, by wreszcie odbić się przed murem i wzbić się na wystarczającą wysokość. Pracując całym ciałem w skoku, była daleka od popełnienia błędu, częstując amazonkę kolejnym, wysokim skokiem.
Następne zadanie również nie należało do najprostszych, groziło im dokładni to samo, co przed chwilą, ale tym razem miały prawidłowe wejście w szereg, a to znacznie ułatwiło Petit zadanie. Nad oboma przeszkodami wyraźnie zabaskilowała, daleko wyciągając nos w przód, rozciągając szyję oraz lekko uwypuklony grzbiet. Po wylądowaniu, które amazonka podyktowała jej na lewą nogę, pogalopowała w kierunku ostatniej już przeszkody, będącej kolejnym, wysokim i groźnym murem. Petit nie czuła jednak lęku i jedyne co, to musiała włożyć w ten skok sporo siły, co na szczęście się opłaciło i zaowocowało udanym skokiem.
Po przekroczeniu celowników zwolniła do kłusa, a następnie do stępa, dość głośno oddychając i potrzebując dłuższej chwili na uspokojenie się po tym parkurze.Volstrup'gaards - 2019-06-28, 06:20
ELIZABETH WHITE & VOLSTRUP'GAARDS COMET - Amateur Derby
Ogier nie powinien mieć problemu ze "strasznymi" przeszkodami co raczej z motywacją do pokonania ich, którą bywało różnie. Od samego początku jednak był o dziwo zaangażowany i chętny do współpracy, więc przejazd powinien im wyjść korzystnie.
Po wjeździe na parkur nie zrobił wielkich oczu, jedynie czujnie przyglądając się temu innemu parkurowi. Mimo wszystko ostatnie treningi poświęcili jeździe terenowej, stąd nie było w ogierze żadnych strasznych obaw. Chętnie galopował od początku, o dziwo aktywnie nie dając się pchać, jakby zachęcony owym "terenowym" parkurem. Naprostowany na jedynkę nawert wciągnął Kanadyjkę ekonomicznie pokonując pierwszą przeszkodę, nie najlepiej technicznie, ale jak to on na czysto, mimo wiszących lekko nóg. Po wylądowaniu podniósł się od razu dostrzegając kolejną przeszkodę, do której dał się poprawidzć aktywnie. Pod przeszkodą mocno odbijając się od zadnich kończyn złożył się niedbale pokonując jednak starannie i tą przeszkodę na czysto.
Po wylądowaniu pogalopował na wprost, by chwilę później zakręcić na lewo już wcześniej galopując na tą nogę. Przez trudność podłoża dojeżdżając do trójki potknął się na tyle późno podnosząc się z tego incydentu, że nie zdążył przenieść ciężaru ciała na tył, przez co skok wyszedł płaski i ostatecznie ściągnął przodami stacjonatę. Na szczęście miał tyle siły, by mimo tego potknięcia wyratować się przed drugim członem i jego pozostawić nienaruszonego. Ten płynny skok wyszedł na tyle korzystnie, że dystans do czwórki wyszedł im bez problemu. Volsowi jedynie zostało płynne wybicie się i pozostawienie czystego konta za przeszkodą.
Po kolejnym zakręcie szybko rozluźnił się i podniósł chętnie galopując do przodu - jak widać spodobał mu się ten typ parkuru samemu chętnie skacząc. Nawet wyrośnięty przed nimi mur nie robił na nim wrażenie, gdzie równo galopował do końca, po chwili wybijając się w nakazanym przez Właścicielkę miejscu i pokonując go na czysto, Po wylądowaniu szybko wrócił do ręki, dając się prowadzić w linii do szerokiej szóstki, który o dziwo rozochocony pokonał z zapasam na czysto. Po wylądowaniu pozostało mu położyć po sobie uszy kiedy lunął deszcz. Źle mu się jeździło w deszczu o czym Elka dobrze wiedziała. Zwolnił znacząco przed siódemką, by z lekkim opóźnieniem odbić się spod siódemki, ściągając górnego drąga. Parsknął zdenerwowany po przeszkodzie mimo wszystko dalej pewnie galopując przed siebie, ale znacznie wolniej. Dał jednak się doprowadzić do szeregu, któremu przyglądał się nieufnie już z daleka, w końcu łyse przeszkody robiły na nim wrażenie. I o ile energicznie wszedł w sam szereg, to niepewne podłoże nieco skróciło go przed drugim członem, do którego wybił się z daleka i po prostu nie doleciał, po raz kolejny strącając drąga - mimo ogromnej ochoty jego pokonania. Zrezygnowany wylądował galopując niechętnie dalej. Do muru pojechał bez zająknięcia, by ostateczne na czysto pokonać ostatnią przeszkodę i dogalopować do mety. Chętnie przyjął nagrody nie czując się usatysfakcjonowany. Plusem było to, że dał się bez problemu prowadzić i po prostu chciał skakać. Przyjmując nagrody opuścił parkur.