Victor - 2013-03-24, 00:20 Wszedł z Papkiem na przylegająca do czworoboku rozprężalnię, podszedł z nim do schodków, podopinał wszystko, założył rękawiczki, kask, w którym notorycznie się pocił i ciągle wyglądał jak zmokła kura i wsiadł z owego podwyższenia\. Od razu trzymał go w pomocach, w stój, złapał wodze luźno, ale tak, by w razie czego mieć kontrolę nad ogierem i półparada+łydka aktywizująca do stępa. Cała sytuacja wydawała mu się paskudnie głupia, on tyle zawodów, tyle wszystkiego i na odznakę jedzie yh... No dotykało to jego EGO. Przestępował ogiera na jedną i drugą nogę uważając na innych uczestników, w końcu na leciutkim kontakcie półparada+łydka A do kłusa i anglezując rozgrzewał nadal Papka, robił koła, na obie nogi, tak na luzie jeszcze. Nie ma co się spinać, jednak ciągle pilnował Papiego by się rozluźniał i nie ganł, pełna kontrola i zgranie.Encore Papillon - 2013-03-24, 00:37 Zgryzł wędzidło, robiąc zadem kilka kroków w bok, gdy tylko chłopak usiadł w siodle, ac zprzed działanie dosiadu, nie ruszył samorzutnie. Dopiero po łydce poszedł energicznym stepem, zaciekawiony oglądając wszystko dookoła. Szedł troche za syzbko i nieco podbił ciałem, wchodząc w kłus, wyrzucając przed siebie nogi nieco pokracznie. Acz udzielił mu się spokój Vicka i po wstępnym spuszczneiu pary i utrzymaniu go w przekonaniu, że nic strasznego tudzież ekscytującego się nie dzieje, ogranłą się bardziej, wszedł na delikatny kontakt i podstawił zad. Rozluźnił się, parskając zaraz głucho.Victor - 2013-03-24, 00:54 Po chwili półparada+łydka ograniczająca do stępa, w stępie zaczął zbierać ogiera od dosiadu, łydki i z lekka pomocą wodzy, która to zachęcała ogiera do zabawy wędzidłem i niejakiego skupienia się na poleceniach, tak by o głupotach nie myślał. W zebraniu, w stępie kilka wolt, wężyk, potem półparada+łydka A do kłusa i to samo w kłusie, na koniec chwila stępa i z kłusa dwa i ze stępa dwa zagalopowania, jedno na lewą nogę, drugie na prawą, na zmianę: przypilnowane i do dechy <oczywiście do dechy będzie jak pogalopują sobie w terenie, teraz to tylko spuszczenie pary, oczywiście pod kontrolą, również przypilnowane>. Nie były jakieś mega długie, tak by go jakoś szczególnie nie zmęczyć, ale i zadowolić. Nie ma co go zaorać przed odznaką. Na koniec chwila stępa i gdy w końcu ich wywołali Vicek poprawił krawat, sprawdził, czy wszystko ok ze strojem, z ogierem, sprawdził popręg i w zebraniu stępem pośrednim na czworobok, pilnował by szedł luźnym, niewymuszonym korkiem, pełen natural.Encore Papillon - 2013-03-24, 01:04 Zwolnił w kilku taktach, acz można było oczywiście lepiej. No, on na pewno.
No, bo już powoli rozpraszał swoją uwagę na zdecydowanie zbyt nieciekawie wyglądających znacznikach.
Zaczłą mielić w pysku, wchodząc na kontakt na ładnie zaokrąglonej szyi. Zad podstawiony, tyły przekraczające. Delikatnie wypuklony grzbiet.
W stepie wyginał się poprawnie, ale dopiero w kłusie wyglądało to zacnie. Ładnie owijał sie wokół łydki, wyginając całe ciało.
Zagalopowania na poczatku trochę zrywczo, podrywając przodu mocno atakujące ziemie. Potem lepiej - spokojniej i bardziej okrągło. Za to przy przciżnięciu, zadowolony raz podrzucił dupką, dając do pieca, solidnie pracując szczególnie zadami. Dopiero po takich galopach, spuścił tego nadmiaru pary który się w jim nagromadził, wyraźnie stając się przepuszczalnym jak guma. Zwolnił ładnie do stepa, nie wypadając z ustawienia. Szedł w książkowym zebraniu, niepospinany, skupiony, troszke zapluty z przyjętym kiełznem, luźny ogon, spojrzenie bystre, brzuch wciągnięty. Nawet nie zareagował na zmianę placu, wchodząc na niego stępem.Victor - 2013-03-24, 01:11
. > PRZEJAZD < .
Wjechał na czworobok stępem pośrednim od razu ładnie trzymając się prostej biegnącej do C, w X półparada+łydka ograniczająca do stój, ciągłe trzymanie w pomocach, w aktywnym stój, ukłonił się sędziom, oczywiście sprawiał wrażenie dosyć luźnego, niespiętego. w końcu wszystko szło tak, jakby trenowali to latami, pełna dokładność, płynność ruchów. Prawda była taka, że Vicek przeczytał plan przejazdu ostatnim razem, gdy mu się nudziło w domu, o tak pamięć miał całkiem niezłą. Po ukłonie na impuls ponowne ruszenie stępem 9półparada+łydka A), ciągle w ustawieniu, ciągle lekko bawił się z ogierem wędzidłem, niemal niezauważalnie, bowiem owe ruchy nadgarstka były minimalne. Gdy prosta mu się skończyła w C ładnie wyjeżdżając narożnik skierował się ku M i w tej oto literce półparada, łydka aktywizująca do kłusa roboczego, nadal pilnował naturalnego ruchu ogiera, w końcu to on urzekał najbardziej, chłopak lekko, rytmicznie unosił się w siodle, oczywiście jadąc na dobrą nogę. W B zjechali ze ściany kreśląc na czworoboku pełne, krągłe koło w E Vicek siadł w siodło i w pełnym siadzie luźno, nie obijając się Papiemu przejechał drugą część koła. Plnował, by oger łądnie wpasował się w łuk swym cielskiem, a wyjeżdżając na prostą wyprostawał. Może odrobinę przed B półparada+łydka A do galopu, pilnował stałego, luźnego tępa, tak by czasem nie dał czadu.Encore Papillon - 2013-03-24, 12:00 Czując wsztrzymujące działanie dosiadu i łydek, w 2 krokach stanął równo, kopyto przy kopycie, opierając pysk na wędzidle na ładnie zganaszowanej szyi z nosem idealnie w pionie. Z pyska kapnęła mu strużka śliny, kiedy kłapnął wargami powietrze.
Po łydce nie wypadając z wczesniejszego ustawienia, ruszył stepem roboczym, jedno ucho kierując na Vicka. Chłopak miał fart, bo ogier był stworem raczej szybko się nudzącym i łatwo rozpraszającym, jednak po dobrym rozprężeniu które było w stanie go skupić i ciągłymi impulsami pomocy podczas przejzadu, nie miał chwili, by zając się czyms innym niż powinien.
Czując łydkę ruszyl miękko do kłusa, acz luźniutko - ciało nieskrepowane, pysk w elastycznym kontakcie z ręką, energicznie acz z wrodzoną lekkością i elegancją kończyny. Wyjechał bardzo dobrze łuk, wygięty jak przecineczek. Wyprostował sie stopniowo, po łuku wchodząc w ładny okrągły galop, choć niemal niewidocznie, z radości zdarzyło mu się podrzucić dupką. Vicek nie będzie miał z tego tytułu na pewno problemów, gdyż była to reakcja pochodzaca od konia i mająca przyczynę w jego temperamencie a nie złej lub niedokładnej pomocy chłopaka.Izanami - 2013-03-24, 12:15
Perrault napisał/a:
{...}
PRZEJAZD
Wjechał na czworobok stępem pośrednim, aczkolwiek nieco szybszym od tego "ustawowego", bowiem był dosyć podekscytowany tym wszystkim. Na X stanął, nogi stawiając równiótko, aby zaczekać na jej znak i ruszyć ponownie stępem pośrednim. Obserwował dziwnie wyglądające tabliczki, zaś gdy przy jednej otrzymał sygnały do kłusa, przeszedł do tego chodu i szedł równo, w miarę zebrany, co jakiś czas mieląc wędzidło w pysku. Naprowadzony na koło wszedł w nie posłusznie, prawidłowo wyginając się wokół łydki kobiety. Czując, jak ta siada w siodle, prychnął jedynie i jechał dalej, aby ponownie wjechać na ślad.
Prostując go, po łuku otrzymał od niej wyraźny, acz mało widoczny dla ludzkiego oka sygnał do galopu na prawą nogę. Cały czas siedziała w siodle, podążając elegancko biodrami za ruchem konia, łydką pilnując by nie wypadł z ustawienia i włączył porządnie dupke do pracy. Przejechała z nim kawałek, po cyzm dojeżdżając do 'H' delikatna półparada i wstrzymujące działanie dosiadu oraz łkydek do przejścia w kłus, w którym to zaczęła anglezować miękko. Podczas przejścia noga i ręka spokojne, postawa wyprostowana. Dojechała do 'M', gdzie zawinęła ogiera po łuku i zmiana kierunku przez przekątną do 'K'. W 'X' wysiedziała dwa takty, zmieniając anglezowanie na druga nogę. Od 'K' dojechała do 'A' gdzie porowadziła Perra na koło o średnicy 20 m przecinające 'X', unoszac pupę nad siodło i delikatnie przenosząc ciężar ciała ku przodowi, trzymając proste plecy, łydkami pilnując konia. Dojeżdżając ponownie do 'A' siadła w siodło i ćwiczebnym, nie odrywając tyłka od siodła o nieskrępowanym biodrze, dojechała do 'B', gdzie posłała konia na kolejny łuk, robiąc półwoltę do 'E', jeszcze przed znacznikiem, kiedy wyprostowała już karusa pomoce do zagalopowania. Pilnowała aktywnego, niewymuszonego tempa oraz ustawienia, pomagając ogierowi od łydki i niewidocznej zabawy wędzidłem.Victor - 2013-03-25, 22:29 Ciężko byłoby powstrzymać ogiera od jakichkolwiek oznak zadowolenia, w końcu to nic złego... Chyba xD
Pilnował go cały czas, aż dojechali do H i tak miej więcej w połowie odległości półparada+łydka O do kłusa roboczego, chłopak anglezował miękko opadając w siodło zgodnie z ruchem ogiera. W M wjechał na przekątną i przejeżdżając przez X gdzie zmienił nogę i dalej aż do K gdzie wjechał na ścianę. Gdy dojechał do A znów wjechał na koło unosząc się w siodle, półsiad miał ładny, stabilny, nie tracił kontaktu z ogierem. Przejechali przez X i wrócili do A, a na piachu został piękny ślad koła wyrysowany kopytami Papiego. W A ponownie wsiadł miękko w siodło i w pełnym siadzie przejechał aż do B gdzie znów wjechał na łuk kierując się do E i w tej oto literce półparada+łydka A do galopu, pilnując by się nie zerwał pędząc w śnią dal, tylko ruszył lekko i spokojnym krokiem przejechał dany odcinek. Między M a C półparada+łydka O do kłusa roboczego i znów chłopak anglezował, nie musiał zaglądać pod konia, żeby sprawdzić nogę, po prostu czuł którą wychodzi, oczywiście na dobrą nogę i galop i teraz anglezowanie. Dojechali do E, gdzie mocna półparada+łydka O zatrzymała ogiera i trzymając go w stój wyczekali pięć sekund i ponownie ruszyli, tyle że stępem pośrednim. W K półparada+łydka A do kłusa roboczego, tak niemal ciągle ten kłus, chłopak grzecznie anglezował, jak zwykle wyjechał łanie narożnik i wjechał na linię środkową w A kierując się do X. W X ponownie zastrzymanie poprzez półparada+łydkę ograniczającą do stój, aktywnie trzymał ogiera w zatrzymaniu, ukłonił się i półparada do stępa, oddał wodzę, poklepał (był dumny z ogiera, ze nie rozjechał loży sędziowskiej, o ile tego nie zrobił ) i zjechał z czworoboku wyjeżdżając na rozprężalnię przy parkurze.Encore Papillon - 2013-03-29, 12:38 Zwolnił ładnie w jednym takcie, nawet nie zarzucając za bardzo, jak to czasem się działo. parsknął sobie, przebierając nogami luźno, acz z impulsem, naturalnie dla siebie krocząc, a że jego roboczy był z natury mocny z nadgarstka, ładnie się go oglądało. Powoli spienił się w pysku, trochę opluwając sobie klacisko.
Nawet nie zareagował czując brak nacisku na grzbiet, jedynie zacinajac ogonem na bok i nieco bardziej go unosząc ku górze.
Przy wysiadywanym bardziej zady wkroczyły pod kłodę, z racji dobrego dosiadu Vicka, który cyznił z Papkiem cuda. Wygiął się ładnie po łuku a czując łydkę do galopu, pierwsze foule mocne, jak gdyby chciał zabić grzechotnika znajdującego się pod jego kopytami. Następnie już spokojniej, obszernie, kołysząco i w dobrym rytmie.
Następna zmiana do kłusa, już dużo płynniej, w jednym takcie, nie zarzucając żadną cześcią ciała, prócz ogona, który po raz kolejny radośnie przeciął powietrze przy brązowym zadzie ogiera. Natsępny galop bez zrywu, ładnie. Po mocnym wstrzymaniu, w dwóch krokach ogier stanął w miejscu, dołączając do siebie pęcina do pęciny. Na wygiętej w zganaszowaniu szyi pojawiła się siateczka żyłek. Na impuls od razu ruszył żywym stepem, nie opierniczajac się. Po łydce, wszedł miękko acz żywo w kłus, parskając głośno. Jedno ucho trzymał cały czas nastawione na Vicka potęzne a ciało ogra z niezwykłą finezją jak na taką 'lokomotywę' reagowało na sygnały jeźdźca. Zabawne, że nigdy nie był najmocniejszy w ujeżdżeniu, a tu pod chłopakiem, prezentował się co najmniej niż zacnie.
Znowu bardzo dobre zatrzymanie. Ogrzysko już głośno oddychało prze zrozwarte nozdrza. Czując luzy, z lubością wyciągnłą szyjsko do przodu, stawiając uszyska. Łypnął tylko okiem na sędziów i pewnie byłby chciał się przed nimi popisac swym temperamentem, gdyby nie to, że po tej całkiem aktywnej jeździe, nie za bardzo mu się chciało Podbił więc tylko dupką, posyłając w ich stronę jedną z nóg, po cyzm wyszedł. Perrault - 2013-03-29, 13:09 będzie edit.Noa - 2013-03-30, 18:00 Pojawiła się elegancko ubrana wraz z Colorado na rozprężalni. Podciągnęła mu popręg, wsiadła, wyregulowała strzemiona i wypchnęła do stępa. Załóżmy, że rozgrzewała się wraz z ogierem odpowiednią ilość czasu, jak było wspomniane, userce się spieszy.
P R Z E J A Z D
Gdy tylko zostali wywołani, Noa odetchnęła głębiej nie wierząc w to, że aż tak się stresuje. Przecież to tylko odznaka, a ona w siodle prawie jak na szpilka siedzi. W każdym bądź razie wzięła parę uspokajających oddechów i wypchnęła karego do kłusa. Tak na wprost przez literę A, od razu pilnując swojego ustawienia. Kontakt z pyskiem karego był stały, aczkolwiek elastyczny. Pięty mocno w dół, palce do konia. Plecy wyprostowane, łopatki lekko ściągnięte, można było poprowadzić linię prostą od pyska konia przez dłonie do przedramienia. W punkcie X dziewczyna usiadła w siodło, zaprzestała podążania za ruchem konia, obciążyła mocniej jego tył i ewentualnie, jeśli trzeba było zastosowała wstrzymujące działanie wodzy, czyli pomoce do zatrzymania. Ukłon i wypchnięcie z krzyża, mocniejsza łydka plus zachęcający kontakt do kłusa.Colorado - 2013-03-30, 18:20 Nie będę tracić czasu na i tak mało ważną rozgrzewkę, od razu przechodząc do przejazdu.
P R Z E J A Z D
Noa miała szczęście, iż przejazd wykonują akurat dziś - Kiedy to Colorado trafił na swą dobrą passę i wręcz idealny humor mu dopisuje. Wypchany do drugiego z chodów wkłusował na czworobok, automatycznie podstawiając zad, krok poszerzając, łapiąc kontakt z jeźdźcem na wędzidle - Które już na rozgrzewce począł namiętnie przeżuwać, co zapewne zaowocuje spienionym pyskiem pod koniec przejazdu. Pomoce dane przed X oraz delikatne, niemal niezauważalne użycie wodzy (bo takie właśnie było potrzebne) spowodowały, iż karus zatrzymał się w wyznaczonym punkcie, tak jak planuje to rozpiska. Po paru sekundach w stój wypchany z krzyża ruszył giętkim kłusem na przód, zdając się teraz w zupełności na Noę. Przed odznaką nie powtarzali programu, a publika zdradzała, iż nie było to zwykłe pląsanie bez większego celu, więc starał się być skupiony na dwudziestopięciolatce.Christian Levrull - 2013-04-01, 17:43
~ R O Z G R Z E W K A ~
Pojawił się na wyznaczonym placu do rozgrzewki, prowadził obok siebie siwego Friska, z którym zresztą miał do czynienia po raz pierwszy. Zatrzymał się z nim z boku, przy postawionych schodkach pieszczotliwie poklepał go po szyi, poprawiając po raz ostatni wszystkie paski, dociągnął popręg etc. Sam czuł się jak debil w tym fraku, matko rozumiał Francja-elegancja, ale kurde teraz wyglądał jak gejuszek. A co tam, pooglądają sobie jego tyłek przy okazji. Wreszcie ustawił sobie strzemiona, podsunął pod ryjek siwka kawałek jabłka, by jego ślina nie było różnokolorowa od innych przysmaków czy coś, po czym wlazł na schodki i usadowił swój tyłek w siodle.
Musiał wykorzystać tą rozgrzewkę również jako jazdę zapoznawczą, dlatego na początku luźna wodza i chwila na rozstępowanie siwka, skracał jedynie wodze, jeśli chłopak kombinował lub ekscytował się obecnością innych zdających. W ramach rozluźnienia go gadał do niego, trzymając na zamkniętych pomocach i raczej nie pakując się w ten cały tłum koni wokół. Kiedy poczuł, że odpuszcza zaczął nabierać wodzy, dojeżdżając do ręki zadem przez łydki aktywizujące i półparady. Zakłusował, kręcąc z nim wolty, półwolty, serpentyny, by ogólnie chłopaka trochę rozejść i wygimnastykować. Potem liczne przejścia, następnie galop po 2 kółka na stronę wraz z woltami, potem znów przejścia. Zostawił go w ustawieniu przechodząc do stępa i chwaląc soczyście skupił się na wyczytywanych nazwiskach. Słysząc swoje imię, cmoknął cicho kierując się z siwym w stronę wjazdu na Czworobok.
~ P R Z E J A Z D ~
Przed pojawieniem się przy literce A, wziął chłopaka bardziej na pomoce ustalając stęp pośredni. Luźny krzyż pracował wraz z nim, zamknięty w łydkach, półparady, prawidłowo ustawiona ręka elastyczna dla pyska. Przeniósł ciężar bardziej na pięty, by w żadnym bądź razie w czasie przejazdu ich nie zadzierać, po czym wjechał od A w stronę X, prowadząc go na prostych pomocach, usiadł w siodło, parada i zatrzymanie. Zerknął na komisję, biorąc w jedną dłoń wodze, ukłon, powrót do ustawienia i ruszenie. Co jakiś czas siwy mógł poczuć lekkie półparady, które miały również jego rozluźnić trochę i pomóc podstawić. W końcu to jak wypadną się liczy, a nie tylko (nie)idealna sylwetka Chrisa. Przy C zewnętrza za popręg pilnując zadu, wewnętrzna zmuszająca do wygięcia, ustawienie w zakręcie i w prawo. W M pomoce do zakłusowania, tempo pośrednie, odpowiednie dla roboczego dojazd do B i znów ustawienie do zakrętu, wjazd na koło BEB, przy czym przy E głębiej usiadł w siodło i ćwiczebnym dojazd do B, półparada na końcu zwracająca jego uwagę, że zaraz będzie kolejna figura/przejście. Starał się jak najbardziej rozluźnić dół, pracując biodrami z elastyczną ręką.Friskey Whiskey - 2013-04-01, 18:10 Ogier wkroczył na halę gdzie ustawiony był czworobok. Jak dotąd nikt się nim nie zajmował w stajni, a tu dzisiaj przyszedł jakiś kolega. Ubrał go odświętnie, zakładając biały pad i owijki w tymże kolorze a w dodatku zabrał go gdzieś, nie wiadomo gdzie.
A na dodatek dostał jabłko, hymm ciekawe co to za okazja. Jeśli go pamięć nie myliła to urodziny miał zawsze, gdy na zewnątrz było już ciepło. Nie rozstrzygając już tego dłużej, stał spokojnie czekając aż młodzieniec zasiądzie w siodle na jego grzbiecie.
Miejmy nadzieję, że nie będzie to żadna wymagając praca i Frisk jak to Frisk będzie mógł się poobijać.
Już w stępie siwek wyczuł, że coś tu się święci i bynajmniej nie jest to coś co można nazwać obijaniem się pod siodłem. Wobec innych koni, olbrzymek trzymał dystans nie chcąc spoufalać się z żadnym z nich, nie wiadomo co za towarzystwo się tutaj pałęta.
Rozgrzewka nie zrobiła na ogierze najmniejszego wrażenia, odpowiadał prawidłowo na pomoce, wchodząc na kontakt i skupiając się na jeźdźcu i wykonywanej pracy. Jak na wkkw'istę przystało, spisał się świetnie. Szedł odważnie przed siebie, z łatwością wykonując proste elementy. Jedynie lekko się spocił chłopaczek pod siodłem i na piersi bowiem, dawno bydlę nie chodziło i kondycja spadła.
Zainteresowany lecz nie przestraszony, ogier odważnie wkroczył na obszar czworoboku. Głowa lekko uniesiona, prostopadle skierowana w stronę szyi. Luźna w potylicy, w pysku dobrze przyjęte wędzidło, które ogier przeżuwał od czasu do czasu. Gęsty wypielęgnowany wraz z grzywą ogon, obijał się delikatnie o stawy skokowe. Zatrzymanie wykonane bezbłędnie, dwie pary nóg ustawione w jednej linii, żadna z nich nie spoczywająca swobodnie. Wyraźne oparcie i ciężar rozłożony na czterech kończynach.
W literce C ogier skręcił w prawo, krocząc obszernie przed siebie. W M zakłusowanie, kłus miękki i sprężysty, z wyraźnie obniżonym zadem, którego jeździec wymagał.
Przy wyjeżdżaniu koła, ogier starannie wyginał się od prawej łydki, rysując prawidłowy rysunek na kwarcowym podłożu. Przed literką B, koń mocniej zaangażował zad idąc płynnie lecz w nieco wolniejszym tempie do przodu, uwagę swą kierując na impulsy płynące od dosiadu jeźdźca i impulsów dawanych łydkami.
Siwek wyraźnie zwrócił uwagę na lekką półparadę sygnalizującą nowe zadanie, mocniejsze skupienie i oczekiwanie na sygnał jeźdźca.Noa - 2013-04-02, 13:26 Jeżeli równie dobry humor będzie miał na zawodach, to szanse na zdobycie dobrego miejsca w zawodach zwiększą się jeszcze bardziej. W każdym bądź po zakłusowaniu utrzymała karego w nili prostej, nieco przed punktem C dając mu pomoce do skrętu w prawo, by przypadkiem nie zderzyć się ze ścianą. Dokładnie wyjeżdżony narożnik, w literze M odbicie na przekątną. Zaraz to zaczęła wyjeżdżać Colorado dosiadem, zaciskając delikatnie obie łydki i nieco przesuwając ręce w przód, by ten wydłużył krok. Dojechanie do punktu X, następnie do K i dalej jazda kłusem roboczym. Nadal pilnowała własnego dosiadu, by nie dać sędzią pretekstu do obniżenia noty, czy też jakiś uwag. Spokojnym, naturalnym dla karego kłusem aż do litery P, a tam odbicie na woltę w lewo o średnicy 10m. Na tym kole ręka zewnętrzna ustawiła się troszkę wyżej, a wodza przysunęła do szyi karego, po prostu była zamknięta. Ręka wewnętrzna tymczasem znajdowała się nieco niżej, a wodza była odsunięta od szyi, otwarta. Cały czas jednakże została utrzymana linia prosta (wędzidło, dłonie, przedramię). Wewnętrzna łydka mocniej pracowała nad ustawieniem, zewnętrzna ograniczała. Dalej jazda do punktu B, tam odbicie na lewo do punktu E, a tam w prawo. W literze S wolta na prawo, pomoce identyczne jak wcześniej, ponownie kłusem roboczym aż do C, a krótko przed tym punktem zablokowała ruch swoich bioder, odchyliła się nieco do tyłu, zamknęła obie łydki i ewentualnie użyła wstrzymującego działania wodzy, czyli sygnały do stój. Dalej mocniejsza łydka, by kary ruszył energicznym stępem pośrednim. Tak do punktu M, później wejście na przekątną, tam wodza luźniejsza, stęp swobodny, a ustawienie ciała Noy odpowiednie. Dojazd do litery V przez przekątną i nieco mocniejszy kontakt i łydka, by przyśpieszył i znowu szedł stępem pośrednim. W K wypchnięcie z krzyża, kontakt zachęcający do ruszenia i mocna łydka, czyli zakłusowanie. W punkcie A zewnętrzna łydka za popręgiem, wewnętrzna na i ponownie wypchnięcie z krzyża i odpowiedni kontakt, czyli zagalopowanie na lewą nogę. W punkcie F ponowienie pomocy do wydłużenia kroku w galopie, a w M zmiana na galop roboczy. W literze C wejście na woltę o średnicy 15m, pomoce na niej identyczne jak opisane wcześniej. W H, przez X i do K wężyk o jednym łuku. Odpowiednio pilnowałaby, gniadosz wpisywał się w łuk i przede wszystkim miał kontrgalopować (dała pomoce do zmiany nogi w odpowiednim momencie). Po dojechaniu do K dalej galopem do punktu F, wejście na przekątną, w X przejście do kłusa i następnie dojechanie do H. Pomiędzy H i C pomoce do zagalopowania na prawą nogę. Dojechanie do punktu M i ponowienie pomocy do wydłużenia kroku i tak aż do F. Trzeba wspomnieć, że cały czas siedziała w siodle, nie wybijało jej w górę, miała dobrze ustawioną rękę, nie szarpała wodzą. W F powrót do galopu roboczego, w A kolejna wolta na prawo o średnicy 15m (wiadomo jakie ustawienie na niej). Później dojechanie do litery K i wybicie na wężyk do liter X, a następnie H o jednym łuku. Pilnowała, by odpowiednio wpisał się w owy łuk, nie tracił na tempie. Następnie dojechanie do punktu M, odbicie na przekątną, przez X, do K, a przed K przejście do kłusa. Od K do F utrzymywała karego w roboczym kłusie, a w F kolejne pomoce do wydłużenia kroku (nie opisuje, bo wiadomo, jak to robi) z wejściem na przekątną. Dojechanie do B i w tym momencie wyjście na koło o średnicy 20m w kłusie anglezowanym. Miała dobrą nogę, unosiła się w rytm kroków Colorado. Pomoce takie same jak zawsze plus trzysekundowa pół-parada i pozwoliła karemu "wyżuć wodze z ręki", zależało jej na samym żuciu, obniżaniu, wydłużaniu szyi. Odpowiednie ruchy ręki, by skłonić do tego karego. Przed powrotem do B stopniowo nabierała wodzy i później aż do A kłusem roboczym. W punkcie A odbicie na środek, w X zatrzymanie, kilka sekund nieruchomo i ukłon. Później na długiej wodzy, stępem opuszczenie czworoboku przez punkt A. Chwaliła przy tym głosowo karego.
zt
(Wszystko w jednym, by nie zajmować czworoboku i nie mieszać na nim wszystkiego)