To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur trawiasty

Colorado - 2013-03-14, 19:44

Ogier po kolejnej próbie wykonania figury niemal automatycznie przeszedł do stępa, więc zatrzymanie go nie było wielkim wyzwaniem dla Jessie. Poszło gładko, jak na razie. Co prawda po zatrzymaniu szarpał pyskiem, choć chyba sam nie wiedział, jaki to miało mieć cel - Uznajmy, iż chciał wyrwać jej wodze, bądź odzyskać chociaż częściową władzę, którą mu w tym momencie zabrała. A wszyscy wiemy, jak on lubi mieć władzę, zwłaszcza nad Jessie <3 :lol2: Nie zamierzał czekać długo, dlatego też po parunastu sekundach, może nawet po nie całej minucie zarzucił lewą tylną kończyną ku górze, wydając z siebie charakterystyczny ogierzy kwik, gdy lądowała na podłożu. Zaskoczył go wielce nagły zwrot akcji pod postacią pogonienia do galopu, dlatego też ruszył przed siebie nierówno, niezamierzonym kontrgalopem, co jednak ustabilizowało się po paru okrążeniach. Nie trudno zgadnąć, iż tego typu 'rozrywka' (dla niego na pewno) nie obyła się bez licznych bryków i oddań z zadu, nie wspominając już o wiecznie wymachującym w powietrzu łbie. Energii miał wystarczająco dużo, by pohasać tak sobie jeszcze dobre paręnaście minut - jak nie więcej, a dumy w kieszeń schować nie zamierzał - Skoro tak się bawią, to jasne jest, iż wygrać jej nie da.
Jessie - 2013-03-14, 21:02

Podczas galopu pozwoliła mu na te wszystkie wybryki w postaci odsadzania się i zarzucania łbem; podczas bryknięć przechodziła w coś na rodzaj półsiadu, mocno trzymając się kolanami, co by ogier w pięknym stylu nie wysadził jej z siodła, a ponadto dała mu luźną wodzę, by nie szarpać go za ryj podczas gdy tak dzikował.
Pozwoliła mu tak przebiec kilka okrążeń na prawo, a później kolejne parę na lewo, bo podejrzewam, że zmiana kierunku mimo tego całego focha nie była dla niego czymś wielce strasznym? Był to naprawdę intensywny galop, dlatego powinien choć odrobinę pomóc; po tym czasie usiadła w siodle, zablokowała biodro, napięła mięśnie brzucha i krzyżem spróbowała zwolnić ogiera do kłusa, a potem do stępa, w razie potrzeby używając również wodzy.

Colorado - 2013-03-15, 18:14

Przegalopował te parę okrążeń na obie strony, następnie przechodząc do kłusa, po dłuższej chwili również do stępa, przy czym trochę się awanturował. Tak nagłe zagalopowanie, nierówne tempo i odsadki sprawiły, iż zdążył zmęczyć się w dosyć krótkim czasie. Nie czołgał się z tego powodu po ziemi, jednak jego elektryczny chód zanikł, a ogier na czas nieokreślony ustąpił właścicielce. Począł ambitnie skubać się po piersi, pysk przyciskając do klatki piersiowej. Unosił ogon u nasady, by z większą siłą świsnąć nim o swe stawy skokowe, nozdrza natomiast rozwierał, ukazując ich mocno ukrwioną część. Nie lubił być zdominowany, dlatego nie zamierzał tego tak pozostawić. Póki swobodnie stępował starał się odzyskiwać siły na kolejną akcję, której zamierzył się dopuścić w najbliższym czasie.
Jessie - 2013-03-15, 18:23

- I po co ci to było? - zapytała, gdy już stępowali. Przez kolejne trzy okrążenia pozwoliła mu iść we własnym tempie na luźnej wodzy, potem wróciła do punktu wyjścia, czyli do próby prawidłowego zebrania i rozluźnienia konia. Co prawda nie sądziła, by ten galop miał rozwiązać wszystkie problemy bo wciąż czuła, że ogier jest nabuzowany, ale póki co korzystała z tego, że jeszcze nie zdążył ochłonąć.
Jeżeli coś poszło do przodu, nie męczyła go dalszym wykonywaniem figur ujeżdżeniowych, za to poprosiła o przejście do kłusa - i w tym chodzie na długich ścinach prosiła o wyciągnięcie kroku, zaś na krótkich o zebranie, na dwie strony, którą to zmienili wykonując wężyk przez cały parkur...

Colorado - 2013-03-15, 18:41

Słysząc jej głos - Nawet bez wysilania się nad odczytaniem tonu czy jakiegokolwiek słowa położył uszy po potylicy. Istna obraza majestatu. Przez całe trzy okrążenia nie zamierzał zmienić swojej postawy, ani też tempa, w którym się poruszał - A nie należało ono teraz do najszybszych, jednak najwolniejszym też nie było; Pośrednie, krótko mówiąc. Mimo widocznego dochodzenia do siebie dalej nie mógł opanować stabilności chodu, a cielsko miał widoczne spięte, przez co chód dużo tracił na giętkości. W danym do tego momencie zebrał się w miarę bezproblemowo (w miarę...), jednak sztywne mięśnie oraz kołkowate nogi, które zyskał po przejściu z galopu do stępa nie odstępowały go na krok. Nie był spięty dlatego, że chciał taki być, jednak był to efekt uboczny - Górowały nad nim emocje, przez co raz po raz przez ciało karusa przechodził niemiły dreszcz. Przeszedł do kłusa, dalej jednak widocznie podminowany. Łeb trzymał zadarty wysoko, a krok - Choć wydłużał i skrócał w odpowiednim momencie, to nie pracował nad ruchem tak, jak zazwyczaj. Czasem brakowało mu tej czułości od Jessie, choć zdawał sobie sprawę z tego, iż sam jedynie pogarszał sprawę i jej zachowanie wcale nie było gorsze od tego, które sam demonstrował.
Jessie - 2013-03-15, 21:35

Jakby nie patrzeć zasłużył sobie na takie traktowanie z jej strony, trudno żeby ciągle do niego "titała" skoro na prawie każdym kroku spotykała się z chamówą, nie? Ale widocznie mieli zbyt podobne do siebie charaktery, by się bezproblemowo dogadać - oboje nie dawali wchodzić sobie na głowę, a że nie szło im pójście na kompromis...
Skoro szedł tak niemiłosiernie usztywniony to poprosiła go po prostu o kłus roboczy, gdy szedł z tak zadartym łbem strasznie usztywniał się w kręgosłupie, dodatkowo skumulowane negatywne emocje objawiły się w spięciu innych partii mięśni, co chcąc nie chcąc udzieliło się także jej. A wiadomo, że dalsza praca w takim stanie nie ma jakiegokolwiek sensu, tylko krzywdę mogliby sobie zrobić, zwłaszcza on sobie. Dlatego po przekłusowaniu tych paru okrążeń, kłusem anglezowanym z wodzą na lekkim kontakcie, usiadła w siodle przytrzymując konia do stępa. Po połowie okrążenia zatrzymała go, zsiadła i po lekkim poluźnieniu popręgu zaczęła prowadzić konia w ręku po parkurze, by się rozstępował. Siedzenie na nim w tej chwili nie miało sensu bo tylko łyknąłby więcej "złego", ano dało się od niej wyczuć pewien rodzaj zrezygnowania.

Colorado - 2013-03-15, 21:50

Chyba powinni pójść do tego samego specjalisty... Przynajmniej on. :lol:
Przekłusował parę okrążeń w niezmienionym ustawieniu czy spięciu mięśni, był po prostu zestresowany, co było czuć nawet kilometr dalej. Nawet userka robi się spięta, gdy teraz nim pisze. Brr nie fajnie. Podczas anglezowania wybijał mocno i twardo, co chyba było dosyć oczywiste w tym stanie, dlatego przejście do stępa było zbawieniem dla niego, jak i zapewne dla Jessie. Dał z siebie zsiąść, żeby już nie być kompletnym chamem. Po poluźnieniu popręgu ruszył za właścicielką w ręku i w sumie... No szedł.

Jessie - 2013-03-15, 21:56

Prowadząc go, westchnęła cicho. Przez większość czasu patrzyła przed siebie, ale czasami również zerkała na Colorka.
- I co teraz, łośku? - zapytała od niechcenia, wolną ręką krótko smyrając go palcami po szyjce. Nawet pogłaskać nie można, bo ze stresu biedny koń zejdzie... :lol2: Po 20 minutach stępa w dwie strony, wyprowadziła go do stajni /zt

Colorado - 2013-03-15, 22:07

A wiesz co Ci powiem.. Jak go tak głaskała to się nawet z deka rozluźnił. :lol:
zt.

Noa - 2013-03-16, 17:48

Wprowadziła karego na parkur, zatrzymując go przy schodkach. Sprawnie dociągnęła mu popręg z obu stron, wyregulowała strzemiona i wsiadła szybko, by nie przeciążać kręgosłupa wierzchowca. Na sam początek mocniejsza łydka oraz wypchnięcie z krzyża, by ten ruszył stępem. Luźna wodza, na bardzo delikatnym kontakcie, w końcu dopiero co zaczynają pracę.
Colorado - 2013-03-16, 18:45

Przybył w to miejsce razem z Noą. Nie było to dla niego coś ekscytującego, bowiem w podobny sposób trafił tutaj również i wczorajszego dnia. Mimo widoku przeszkód - Mniejszych czy większych, jaskrawych czy matowych - Zachowywał nieziemski spokój i nawet nie zwrócił się w ich stronę. Po wczorajszym treningu nie nastawiał się na jakiekolwiek skoki, nawet w miejscu do tego stworzonym. Przy podciąganiu popręgu nadymał się z lekka, dlatego też konieczne będzie podciągnięcie go po rozgrzewce, kiedy ogier puści parę.
Gdy tylko brunetka usadowiła się w siodle karus ruszył krok do przodu, zaraz jednak sam siebie upominając cofnął się korygująco, wyczekując wyrazistego sygnału do ruszenia. Wypchany do stępa ruszył tymże chodem, od razu narzucając sobie pośrednie tempo. Nie chciał, by powtórzyła się wczorajsza sytuacja, dlatego też wolał nie ryzykować pędzeniem na złamanie karku, a jakoś nie widziało mu się ślimaczenie w tym chodzie. Dzięki luźnej wodzy mógł wyciągnąć prężne, umięśnione szyjsko przed siebie - Co uwielbiał robić, zwłaszcza po wczorajszym popisie, uwieszaniu się na wędzidle i samoistnym rollkurze. Sam sobie źle czynił. :lol:

Noa - 2013-03-16, 18:57

Na chwilę obecną pośrednie tempo wystarczało, a było wręcz najlepsze. Zbytni pośpiech był zły, a zbyt wole chodzenie też nie było dobre. Wczorajszego treningu dziewczyna nie widziała, może to i dobrze z resztą, tak więc w czyiś wzór nie będzie się wpisywać. W dzisiejszych planach były skoki i tyle, nic dodać, nic ująć. Sama skorygowała swoją sylwetkę, by od początku była odpowiednia oraz pilnowała karego poprzez łydki i dosiad, by nie tracił na tempie. Dwa okrążenia w jedną stronę, dwa okrążenia w drugą i następnie w stępie dociągnęła mu popręg. Nie dość, że było mniejsze prawdopodobieństwo zakleszczenia skóry, to jeszcze nie bardzo mógł się Colorado nadymać. Po owych czterech okrążeniach i podciągnięciu popręgu skróciła nieco wodze, by otrzymać stały, aczkolwiek elastyczny kontakt. Wykonanie trzy-sekundowej półparady, po czym pozwoliła karemu "wyżuć wodze z ręki" co było jasnym sygnałem do przejścia w niskie ustawienie. Cały czas wspierała go aktywnie łydkami, a jeżeli za pierwszym razem nie wyszło, spróbowała jeszcze raz. I tak aż do skutku. Dopiero po osiągnięciu wymaganego ustawienia zaczęła z nim kręcić różnego rodzaju wolty, pół wolty, wężyki, ósemki, slalomy między przeszkodami. Podczas kręcenia tych figur zewnętrzna łydka oraz wodza ograniczały, natomiast wewnętrzne pomoce nadawały ustawienie.
Colorado - 2013-03-16, 19:14

Po czterech okrążeniach karus rozluźnił się na tyle wystarczająco, by móc samoistnie puścić parę i dać brunetce możliwość do podciągnięcia popręgu - Z tym też w tym momencie nie było najmniejszego problemu. Po skróceniu długości wodzy i zejściu na delikatny kontakt z pyskiem ogier skierował uszy w stronę dwudziestopięciolatki, pojedynczymi ruchami przeżuwając wędzidło. Nie było to tak ambitne i wyraźne jak bywało zazwyczaj, dlatego też kompletne żucie metalstwa włączyło się po zejściu w niższe ustawienie. Bywało, iż w międzyczasie hanower z deka zarzucał łbem czy potężnie prychał, jednak nie dało się tego odebrać jako jakikolwiek rodzaj buntu... Bynajmniej z jego punktu widzenia. Skierowany w stronę przeszkód kreślił wokół nich przeróżne figury, jednak wykonując jedynie te obszerniejsze, z większym polem do popisu. Gdy zmniejszała się średnica kół, wolt i tym podobnych wyraźnie protestował, zapierając się przodami i ponosząc w przeciwnym kierunku, ponownie na wydeptany ślad.
Noa - 2013-03-16, 19:38

Gdy kombinował jej w trakcie zmniejszania wolt stosowała mocniejsze pomoce, ewentualnie delikatnie, karcąco muskała go batem. Nie naciskała jednakże za bardzo, w końcu mieli skakać, a nie robić jazdę ujeżdżeniową. Z takimi elementami kiedy indziej się pomęczą, nie ma co się śpieszyć i stresować zbytnio karego. W każdym bądź razie po paru minutach mocniejsza łydka plus wypchnięcie z krzyża oraz zachęcający kontakt do ruszenia, krótko mówiąc pomoce do zakłusowania. Pamiętała, jak wcześniej to u niego wyglądało, tak więc była przygotowana na wybijający ruch. Wracając do sedna sprawy, po przejściu w wyższy chód powtórzenie ćwiczenia w postaci wykonywania figur ujeżdżeniowych, a następnie zabawa w przejścia. Z kłusa do stój, ze stój do kłusa, do stępa, do kłusa, do stępa, do stój i takie różne kombinacje, by kary wyczulił się na jej pomoce, które były odpowiednie w zależności od wymogów. Po owym ćwiczeniu nadszedł czas na inne zadanie, mianowicie "czterolistną koniczynę". Cztery drągi były ustawione tak, jakby mieli wykonywać na nich koło. Najazd na pierwszego drąga, po tym dwa kroki kłusa i koło w kierunku środka całej figury, czyli wolta skierowana na zewnątrz i po prostu wracająca do środka. Po wyjściu z wolty od razu najazd na drugi drąg i za nim znowu koło w kierunku środka. I tak parę razy, później zmiana kierunku i powtórzenie ćwiczenia. Wszystko służyło rozgrzewce karego przed skokami, aczkolwiek dziewczyna nie planowała jej zbędnie przedłużać. Miała być krótko, ale sensowna. Nie chciała w końcu zmęczyć ogiera przed skokami.
Colorado - 2013-03-16, 20:09

Mimo jej nacisku ogier nie zamierzał wykonać żadnej z ciaśniejszych figur. Dalej posłusznie wracał na ślad pomiędzy przeszkodami, jednak zbaczał z niego, gdy tylko średnica figur schodziła poniżej dotychczasowych norm, których nie lubił przekraczać. Po odpuszczeniu sobie rozciągania zakłusował stąpając równo po śladzie, bez swego słynnego wybicia, które jakiś czas temu zlikwidowała Jessie, choć pewnie do dziś nie może dojść jak to się stało. :lol: Ściślej mówiąc; Płynnie przeszedł w wyższy chód, poruszając się bardzo zwiewnie i delikatnie, jak na niego. Przejścia z kłusa do stępa bądź do stój lub na odwrót nie stanowiły dla niego problemu, choć z początku zawieszał się na 3 sekundy zostawiając drobne opóźnienie w reakcji. Dawno nie pracowano z nim w ten sposób, więc co nieco zapomniał. I ... tego momentu nie lubię, bo nie ogarniam o co chodzi, chociaż znam to ćwiczenie. Powiedzmy, że wykonał je poprawnie, jak na swój pierwszy raz. Gubił się w kołach i szedł niepewnie, zdając się teraz jedynie na Noę - Co trochę rozjaśniło mu w główce. Może w końcu dojdzie do pana wielmożnego, że nie zawsze umie sobie poradzić sam i nuta zdominowania wyjdzie mu na dobre.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group