Taylor - 2013-02-09, 14:53 Weszła na czworobok prowadząc obok siebie klacz. Wyciągnęła strzemiona i wyregulowała je z ziemi, a następnie podprowadziła kasztankę do schodków skąd wsiadła. Dała jej lekką łydkę do stępa, sama zabierając bacik ujeżdżeniowy leżący na drewnianym ułatwieniu wejścia na konia. Taylor musiała sprawdzić jak u klaczy z ustępowaniami i rozróżnianiem chodu roboczego, wyciągniętego, et cetera. Już przy pierwszych krokach skupiła uwagę na to jak porusza się klacz, na twardość jej chodu i tym podobnymi. Wykonały dwa kółka stępa na każdą nogę na długiej (nie luźnej!) wodzy. Następnie dziewczyna złapała konia na nieco mocniejszy kontakt (gdzie musiała być delikatna ze względu na munsztuk) i dała sygnał do zakłusowania. Poczęła anglezować w rytm kłusa, i w wypadku, gdyby kłus był za wolny, dokładała jej więcej łydki i troszkę bacika. Po jednym okrążeniu w ów tempie zmieniła kierunek przez półwoltę i powtórzyła to co robiły w drugim kierunku. Po chwili zwolniła klacz do stępa, ot, tak dla poćwiczenia przejść. Następnie skierowała ją na linie środkową, zatrzymały się na X, gdzie dziewczyna schyliła nieco głowę i oddała ten typowu dla dresażu ukłon. Chwila nieruchomości, po której dziewczyna dała jej łydkę do stępa. Gdy wjechały już na ślad, na lewą łapę, na samym jego początku, dała klaczy pomoce do ustępowania. Przytrzymała wewnętrzną, zewnętrzną delikatnie 'spychając' do środka czworoboku.Anonymous - 2013-02-09, 15:13 Stolen rozglądała się zaciekawiona. Na czworoboku ostatnio była... sama nie pamięta kiedy. Szykowało się coś, czuła to. Obstawiała, że zawody. Poziom jej ekscytacji wzrósł. Kiedy Taylor poprawiała strzemiona klacz przestępowała z nogi na nogę. Kiedy poczuła na sobie jeźdźca stanęła nieruchomo jak posąg i czekała na instrukcje. Kiedy poczuła łydkę ruszyła stępa. Chód na początku był trochę leniwy, ale z każdą chwilą nabierał dynamiki. Kasztanka miała miękki chód pełen elegancji. Na początku były dwa kółka z lewej, a później z prawej nogi. Klacz czuła, że wodza nie jest luźna więc nie pozwalała sobie na jakiekolwiek nieposłuszeństwo. Poczuła nieco mocniejszy kontakt. Postawiła uszy, a jedno z nich skierowała w stronę jeźdźca. Czując sygnał zaczęła kłusować. Można powiedzieć, że jej kłus był wygodny dla jeźdźca. Unosiła wysoko nogi tak jak ją uczono i mocno pracowała zadem. Kłus był leniwy, ale kiedy poczuła bacik i mocniejszą łydkę od razu stał się bardziej dynamiczny. Na półwolcie pojawiło się zgięcie w potylicy. Potem zwolniła i szła linią środkową stępa. Kiedy stanęła na X wyprostowała się. Sprawiała wrażenie pewnej siebie i gotowej do pracy. Wiedziała, że na zawodach taką postawą może zaplusować u sędziów. Po chwili nieruchomości poczuła łydkę do stępa i ruszyła. Oczywiście rozpoczęła z lewej nogi. Czując nacisk łydek spychający ją w bok czworoboku zrozumiała o co chodzi. Ustępowanie wykonała płynnie i dynamicznie przekładając nogi z gracją. Uszy miała postawione, a szyję zgiętą w potylicy. Miała nadzieję, że wszystko robi tak jak trzeba.Taylor - 2013-02-09, 20:41 Nagrodziła konia głosowo, zaraz to zjeżdżając w ustępowaniu na drugą ścianę. W narożniku zakłusowała, nie dając jej możliwości rozpędu, wręcz wymuszając od niej ruchu z zadu i jego zaangażowania. Podczas kłusu przesiedziała jeden do dwóch kroków, następnie podnosząc się, uprzednio dopasowując się do kroków kasztanki. Posprawdzała klaczkę jeszcze na kilku różnych wężykach, ósemkach, kołach, wszystko oczywiście w różnym tempie. Ponieważ Taylor była skupiona na zmianach tempa podczas kłusa, np. w narożniku czy innym niefortunnym miejscu zatrzymywała klacz z kłusa do stój i nieruchomość. Przy wykonywaniu tych zatrzymywań również ćwiczyły kłus ze stój, co było dobre, bowiem mogło to się przydać podczas zawodów. Zbadała zachowanie klaczy podczas zatrzymywań i ruszania, zwracając uwagi na potylicę oraz pysk, gdzie mieścił się munsztuk.
Wracając do treningu, zaczęła nieco zabawiać się wodzą, starając się nieco zachęcić klacz do złapania kontaktu (bez przymusu) z dłonią dziewczyny. Ze ściany wykonywała również koła, najczęściej o średnicach 20 m oraz wolty, starając się jednak unikać ciasnych kółeczek vel. wolt. Zapomniałam również dodać, że od samego początku Taylor kontrolowała sposób kłusowania: czy Stolen kłusuje na prawidłową nogę i czy nie traci równowagi, nie podrzymuje się na przodach, itd. Nie pozwoliła klaczy także zawisać na jej rękach, i zawsze gdy tylko tego próbowała, upominała ją delikatną zabawą wodzami oraz bardzo delikatnymi łydkami. Po około 10-15 minutach morderczych ćwiczeń w kłusie nakazała klaczy zwolnić. W stępie poklepała konia, nie wypuszczając jednak kontaktu z jej pyskiem i nie pozwalając na jakiekolwiek nieposłuszeńśtwa, które jeżeli występowały, to były traktowane surowo i solidnie zabraniane (jakie metody to zależnie od tego co robiła, nie będę Ci tu wykładów robić, raczej wiadomo co robi jeździec podczas wybryków).Anonymous - 2013-02-10, 09:53 Słysząc pochwałę głosową klaczka prychnęła z zadowoleniem. Teraz wiedziała, że wszystko co dotychczas robiła, robiła dobrze. W narożniku zakłusowała nie próbując przyśpieszać choć ją do tego korciło. Zaangażowała zad i wzmocniła jego prace. Nogi unosiła chyba nawet przesadnie wysoko. Przy tych wszystkich ćwiczeniach jakie zaserwowała jej Tay Stolen trzymała szyję zgiętą w potylicy. Zatrzymywała się prychając i stała nieruchomo z głową dumnie uniesioną. Posłusznie ruszała kłusem kiedy dziewczyna od niej tego wymagała. Złapała kontakt. Jej kłus był spokojny, równomierny, rozpoczęty od właściwej nogi. Klacz nigdy nie lubiła ciasnych kółek więc dobrze, że dziewczyna takowych unikała. Kasztanka należy do koni, które testują jeźdźca więc oczywiście próbowała wisieć na rękach, ale zrozumiała, że na to jej Taylor nie pozwoli. Zwolniła do stępa kiedy dostała do tego sygnał. Czując klepanie zarżała cicho.Jackson - 2013-02-10, 20:04 Z racji, iż śniegi stopniały, a podłoże było w miarę miękkie, Jackson, postanowił popracować na świeżym powietrzu, czerpiąc choć tą niewielką ilość wiosny z otoczenia.
Przystanął gdzieś na boku czworoboku podciągając do końca popręg. Podszedł do schodków, po drodze opuszczając strzemiona, które teraz dyndały po boksach konia. Wszedł na schodki, wkładając nogę w lewę strzemię, po czym odbił się i przełożył nogę nad grzbietem zwierzęcia, umieszczając ją od razu w drugim strzemieniu. Jeśli ogier ruszył sam, zatrzymał go do stój, choć stawiam, że Sleep sam stał. Dociągnął jeszcze popręg, tak aby mieć pewność, że nie zjedzie podczas jazdy, a potem złapał wodzę, nie ściągając ich do końca. Wypchał karego z biodra, dając subtelny znak aby ten ruszył stępem. Nie wymagał od niego wiele, po prostu miał na razie iść na przód. Wjechał na obrzeża czworoboku, idąc wzdłuż białego płotka. Od razu narzucił dość żywe tempo, choć wodzę wisiały luźno. Sam mężczyzna rozglądał się dookoła, myśląc nad tym co mógłby poćwiczyć z koniem i co może znaleźć się w sekwencji na zawodach. Szczerze mówiąc były to jego czwarte zawody ujeżdżeniowe w życiu, a w orchard i agromerze- pierwsze. Nie przepadał za tą dziedziną, jednak kiedyś przełamać się trzeba było. Znał wszystkie zasady i większość elementów ujeżdżenia, no ale jakoś mu nie do końca podchodziło to wszystko. Zobaczymy co dzisiaj uda mu się zrobić z karusem.Sleepwalker - 2013-02-10, 20:27 Wszedł na czworobok, minimalnie ożywiając się na widok znajomego miejsca. Zatrzymany we wskazanym miejscu stał nieruchomo tak długo, jak było to potrzebne; był statycznym koniem i bez wyraźnego polecenia czy prowokacji nie ruszał się niepotrzebnie. Wypchnięty z biodra, ruszył do przodu, co było porównywalne do ruszenia góry lodowej - co prawda nie był wysoki, ale mimo to spory, ciężki, co właśnie owocowało takim, a nie innym odczuciem. Pomimo ociężałego startu, gdy już się "rozpędził", stępował całkiem aktywnie, od czasu do czasu potrząsając łbem i zgryzając wędzidło. Jeżeli o niego chodzi, to mógł zacząć pracę od zaraz, bo jak na ironię nie cierpiał bezczynności, nawet jeśli na takiego nie wyglądał. Jackson na szczęście dobrze wybrał i trafił, ogier miał spore doświadczenie dzięki któremu sprawiał, że dosiadający go jeźdźcy zwykle mieli dobre wspomnienia z trenowania z nim na czworoboku. Zobaczymy, czy docenią to także sędziowie na zawodach...Jackson - 2013-02-10, 20:50 Chwilę musiał przyzwyczaić się do kroku tego, ciężkiego konia, który różnił się od ruchów koni, na których dotychczas zazwyczaj jeździł. Jasne- to nie był jego pierwszy raz na fryzie, czy też innym koniem dużej masy, jednak zazwyczaj potrzebował chwili aby przywyknąć do tego nieco innego rodzaju chodów. Przestępował dosłownie dwa okrążenia po czworoboku i wjechał równo na przekątną, starając się jak najdokładniej wyjechać narożnik, nie ścinając go. Tutaj zmienił kierunek i kolejne luźno przebyte dwa okrążenia. Jak najbardziej powinno to wystarczyć doświadczonemu ogierowi, dlatego też zaczął zbierać wodzę, wchodząc na kontakt z pyskiem karego. Spiął nieco mięśnie pośladków jak i brzucha, zaczynając aktywniej pracować dosiadem. Łydki nie odchodziły od boków konia, pozostając przy nich cały czas, kontrolując każdy nieporządany ruch fryza. Wodza na razie była po prostu napięta- nieruchoma. Chciał, aby czarnuch najpierw rozluźnił całe swe ciało, podstawił zad, a dopiero potem zaczął pracować pyskiem. Raz na jakiś czas, przytrzymał wewnętrzną wodzę, po to aby zaraz ją odpuścić, po czym znów pozostawał jedynie w napiętym kontakcie, nie pozostawiając łydek biernych. Te z kolei pracowały nieustannie, podpierając marsz ogiera. Dosiadem wczuwał się w ruchy Sleepwalkera, co także powinno rozluźnić go przed rozpoczęciem właściwej części treningu.
Po kilku minutach, gdy poczuł, że koń się rozluźnia, dołożył pracę z pyskiem, co rozpoczął delikatną półparadą, mającą na celu skupieniu swej uwagi na sobie. Następnie przytrzymywał wewnętrzną wodzę i delikatnie ją odpuszczał, aby łeb ujeżdżeniowca, stopniowo szedł w dół, a szyja zaokrąglała się. Jeśli zaś koń nie rozluźnił się odpowiednio, chłopak nadal pracował intensywnie dosiadem, pozostawiając pysk na później. Gdy brnęli już w prawidłowym ustawieniu, zawodnik zafundował karemu kilka niewielkich wolt, na których nie tracił kontaktu.Sleepwalker - 2013-02-10, 23:27 Nie miał tendencji do ścinania narożników czworoboku. Odkąd pamiętał chodził wyłącznie po nim, więc wpoiły mu się pewne zasady; nie był toporny i leniwy, by z tego tytułu nie wyjeżdżać dokładnie narożników. Wręcz przeciwnie - angażował się w pracę, jako, że była odskocznią od stajennej rutyny w czterech ścianach boksu...
Po wyjściu z przekątnej, wrócił na ścianę równie starannie, po czym przeszedł kolejne dwa okrążenia energicznie, lecz bez większego zaangażowania. Zaczęło ono wychodzić dopiero na jaw gdy Jackson rozpoczął pracę nad rozluźnieniem i ustawieniem konia; Sleep dość ochoczo odpowiadał na wysyłane sygnały, już wkrótce jeździec mógł wyczuć wyraźnie większe zaangażowanie zadu, a po pewnym czasie także pierwsze oznaki rozluźnienia; po zastosowaniu przez mężczyznę półparady, fryz skierował uszy do tyłu, nie przepadał za takim gmeraniem w pysku. O wiele lepiej reagował na dosiad niż wodze, właśnie ta pierwsza pomoc podczas jazdy działała o wiele efektowniej. Bez konkretnego kontaktu jednak nie ma mowy o udanej i owocnej w efekty pracy, dlatego po dłuższej lub krótszej "walce", ogier zdołał za pomocą Jacksona ułożyć wędzidło wygodnie, przyjąć je w pełni. Nie zapominając o aktywnej pracy zadu, zaokrąglił szyję opuszczając łeb na tyle by uczynić z potylicy najwyższy punkt, pysk trzymał idealnie w pionie. Efekt był dobry, ale nim Sleep znalazł wspólny język z Jacksonem trochę to potrwało, na pewno zdążył się dobrze rozstępować i rozciągnąć na wplecionych w to wszystko woltach, których swoją drogą nie lekceważył. Po kole poruszał się elegancko, owijając się wokół wewnętrznej łydki mężczyzny, co prawda pierwsze wolty wypadały dość sztywno ze względu na zastane mięśnie, ale z czasem ogier stawał się coraz elastyczniejszy.Jackson - 2013-02-11, 13:25 Poklepał go po uzyskaniu prawidłowego ustawienia,nie zważając ani nie zastanawiając się nad tym czy koń odbiera poklepanie jako nagrodę czy też ignoruje tę czynność.
-Dobry koń- dodał także pod nosem i nadal stępował po prostej drodze, dodając raz po raz woltę, przy której nie zapominał o odpowiednich do wygięcia pomocach. Intensywniej pracował wtedy łydką wewnętrzną, aby ogier owijał się wokół niej, a także działał dosiadem i wewnętrzną wodzą.
Po upływie nie więcej niż 10 min. mężczyzna, wjechał już na dobre na ślad wzdłuż płotka i na długiej ścianie wypchnął dość stanowczo biodro w przód, działając także łydkami, aby Sleep przeszedł w kłus. Jackson wysiedział kilka kroków, a następnie zaczął anglezować na prawidłową nogę. Tu także nie zapominał o utrzymaniu prawidłowego kontaktu z pyskiem i ustawieniu. Jego dłonie były niezależne od reszty ciała i pozostawały delikatnie oparte o bujną grzywę fryza. Prowadził go dookoła, nie prosząc o wiele- wymagał jedynie równego i dość żywego tempa, aby mieć podstawę do prawidłowego ustawienia, jakie w dalszym ciągu im towarzyszyło.
Po przebrnięciu trzech dużych okrążeń, w połowie długiej ściany, Jack usiadł w siodło i skierował karego do środka czworoboku, po to aby zmienić kierunek przy równoległej długiej ściance. Nie zaprzestawał kłusa, nadal wymagał od ogiera takiego samego zaangażowania. Kolejne trzy kółka przebrnął na grzbiecie olbrzyma, po to aby w kolejności dołączyć wolty i woltki. Niektóre były obszerne, a niektóre malutkie. Na obydwu jednak pracował tak samo, angażując dosiad i łydki. Na woltach siadał w siodło, jadąc kłusem, a na prostej- anglezował.Sleepwalker - 2013-02-11, 16:36 Jak już wspomniałam, z czasem ogier stał się bardziej giętki, dzięki czemu poruszając się po woltach nie wypadał z okręgu, ani nie wpadał do środka; zachowywał idealną równowagę i harmonię, poprawnie odpowiadając na wysyłane poprzez dosiad sygnały. Wróciwszy na ścianę, zgodnie z oczekiwaniami przeszedł do wyższego chodu; jego kłus był wyjątkowo wygodny, właśnie w tym chodzie Sleep poruszał się najefektowniej. Jego ruch był płynny, nie ociągał się, aczkolwiek nie odnosiło się wrażenia, że fryz porusza się szybko - sunął do przodu z wrodzoną elegancją. Po przekłusowaniu trzech okrążeń, w połowie długiej ściany wszedł w środek czworoboku; przeciąwszy go w pół, zmienił stronę z powrotem wchodząc na ścianę. Szedł jak od cyrkla, nie ścinając zakrętu; kolejne trzy okrążenia przekłusował w równym tempie. Na dużych woltach poruszał się bez trudu, w pełni był skupiony na jeźdźcu i na odbieraniu wysyłanych sygnałów. Ciaśniejsze wolty były bardziej skomplikowane, wymagały od karego większego zaangażowania ze względu na mocniejsze wygięcie, każdemu krokowi zaczęło towarzyszyć ciche parskanie. Zdołał się zaangażować maksymalnie w pracę.Jackson - 2013-02-11, 22:19 Rzeczywiście chód konia konia był nadzwyczaj wygodny, zresztą co się dziwić, koń był duży i masywny. Byłoby dziwne gdyby było inaczej. Każdą woltę wysiadywał i skupiał się maksymalnie nad pracą na nich. Wyginał Sleepa raz do wewnątrz, raz do zewnątrz. W pewnym momencie pozostał na jednej wolcie, nadal wginając konia w obie strony, angażując w to swój dosiad i łydki. Mało co używał wodzy- koń był rozluźniony, a do utrzymania ustawienia wystarczały już jedynie łydki. Nie przytrzymywał wodzy- były one lekko napięte, a dłonie pozostawały w jednym miejscu, nie zmieniając swego położenia.
Kilka tych niewielkich okrążeń na wolcie w jedną, potem zmiana kierunku i to samo na drugą rękę.
Po kilkunastu minutach pracy dojechał nieco mocniej konia od łydki i powiększył lekko wodzę, tak, że średnica miała teraz jakieś 20 m. W pewnym momencie wypchnął ogiera z biodra, przesuwając wewnętrzną łydkę nieco w przód, a zewnętrzną w tył- wywołał tym samym galop, a przynajmniej miał taki zamiar. Nadal pozostawał na wolcie i pilnował ustawienia. Ruchami ciała "pchał" koni w przód, aby utrzymać równe tempo. Po "rozbujaniu" karego na tym niewielkim kółeczku, wyjechał na ślad, zachowując się tam podobnie jak na wolcie. Nie pozwalał mu ani przyśpieszać, ani zwalniać- tempo miało być w sam raz.Sleepwalker - 2013-02-11, 22:51 W obie strony wyginał się jednakowo porządnie; prawda była taka, że bez właściciela, który nie dbałby o jego dalszy rozwój, koń się marnował, pozostając na tym samym poziomie. Obecnie był w stanie chodzić w klasie N, a tymczasem "marnował" swój potencjał w niższych klasach.
Na wspomnianej wolcie, która była szczególna ze względu na sposób jej wykonania, bez większego trudu płynnie przestawił się w drugą stronę, tuż po otrzymaniu adekwatnych do tego pomocy. Zmieniając stronę, nieznacznie wyciągnął krok, szastając lśniącym kruczoczarnym ogonem w rytm kroków i co chwila głucho parskając. Następną woltę wykonał równie starannie, angażując się w swoje zadanie; później, na poszerzonej wolcie - bo domyślam się, że to wolta zmieniła średnicę, a nie wodza :P - w odpowiedzi na wyraźne pomoce do zagalopowania, przeszedł w owy chód. Ponownie było to porównywalne do ruszenia góry lodowej, z tym, że taki stan rzeczy utrzymał się na dłużej. Jak na fryza przystało, niestety, w galopie nie był tak wygodny jak w kłusie - aczkolwiek możliwości miał całkiem spore, jak na to, że praca w galopie była jego słabszą stroną. Gdy przyjechał do Agromera, trzeba było go nieustannie pilnować i pchać, bo przy każdej okazji zwalniał bądź odstawiał inne cyrki. Poruszając się po okręgu parskał urwanie, zmęczenie zaczynało dawać mu się we znaki - dawno nie chodził, a chociaż teoretycznie nie zrobili dużo, to od fryza wymagało to maksimum zaangażowania - była to praca w ciągłym ustawieniu, wymagająca posłuszeństwa, giętkości, lekkości...
W końcu nadszedł ten moment, w którym Sleep rozbujał się w galopie; wrócił na ścianę, po której poruszał się w jednakowym tempie, co na wolcie. W tym sporcie dokładność była kluczem do sukcesów, koń na swój sposób zdawał sobie z tego sprawę, albo po prostu... przywykł?Jackson - 2013-02-11, 23:25 Jacksonowi jak na razie pracowało się z tym wielkim czarnuchem bardzo dobrze, choć ujeżdżenie nie było jego mocną stroną. Gdyby tylko był ukierunkowany właśnie w tym sporcie, na pewno chciałby kontynuować treningi z tym koniem. Na pewno nie raz jeszcze nawiąże z nim kontakt, może jakiś teren, zwykła jazda, jednak życie zawodowe z tym koniem nie było pisane zawodnikowi. Mimo to na prawdę czuł, że wiele mogliby razem osiągnąć. Może jak Jackson podszkoli się nieco w tej dziedzinie. Zobaczymy co przyniesie czas.
Tymczasem utrzymywał galop, w którym początkowo wybiło go nieco w górę, gdyż nie było gotowy na taką zmianę w jakości chodu karego. Zaraz po tym usiadł mocniej w siodło, na nowo nawiązując kontakt ze Sleepem i wczuwając się w rytm jego kroków. Przebrnął trzy duże okrążenia w owym chodzie, po to aby za chwilę wjechać na przekątną i zmienić nogę lotnie, mniej więcej w punkcie X czworoboku. Użył do tego ciężaru swego ciała, który przeniósł na przeciwną stronę- tą w którą zamierzał jechać,a także łydki, która nakłoniła fryza do tego niewielkiego "skoku", podczas którego zmieni się ustawienie kończyn ujeżdżeniowca. Ruszył więc w przeciwnym kierunku, wykonując podobne do poprzednich trzy okrążenia.
Po przebyciu tej trasy usiadł głębiej w siodło, odchylił się, napinając mięśnie brzucha jak i pośladków oraz delikatnie przytrzymał konia na wodzy, aby przeszedł do stępa. Należał mu się kilkuminutowy odpoczynek. Popuścił nieco wodzę, aby kary mógł wyciągnąć troszkę pysk, a sam chwilowo rozluźnił się i poklepał tą czarną bestię po szyi. Zastanawiał się co jeszcze mogli poćwiczyć na dzisiejszym treningu.Sleepwalker - 2013-02-12, 18:09 Po pokonaniu galopem trzech okrążeń, wszedł na przekątną; na środku tejże linii odpowiedział na wysyłane przez Jacksona sygnał lotnie zmieniając nogę, bez najmniejszych trudności z tym związanych. Ta "sztuczka" nie była mu obca, opanował ją do perfekcji. Wrócił na ścianę, by wykonać kolejne trzy pełne okrążenia w galopie, lecz w drugą stronę. Po zablokowaniu biodra przez mężczyznę oraz usztywnieniu mięśni, przeszedł z galopu do stępa, całkiem harmonijnie, co wręcz nie pasowało do jego wyglądu. Czując poluźnioną wodzę, wyprostował nieznacznie szyję, wyciągając także do pysk i przeciągle parskając. Na jego ciele dało się dostrzec pierwsze plamy potu, kiepska kondycja strasznie dawała mu się we znaki, miał jednak jeszcze całkiem sporo siły. Co mogli jeszcze poćwiczyć? Na pewno nie zaszkodziłaby powtórka z przejść, zbierania i wyciągania chodu, czy na przykład ustępowań, cofania... Cały szereg możliwości, wszystko to leżało w zakresie umiejętności Sleepa, a Jacksonowi przynajmniej połowa z tego nie powinna sprawić kłopotu.Jackson - 2013-02-13, 13:22 Jackson potrafił wszystkie te elementy, choć jak już zostało wspomniane- nie były one jego mocną stroną, ale podstawy należało znać i tak też było. Dał Sleepwalker'owi odpocząć jeszcze jakiś czas, po czym pozbierał wodzę i ponownie wszedł w okrągłe ustawienie, zapewne nie sprawiło to teraz problemu, a jeśli koń jednak postanowił się buntować, chłopak pracował intensywnie pomocami, do puki karyt nie posłuchał. Następnie wjechał na ścieżkę wzdłuż płotka i odpowiednim ruchem bioder wypchał go do kłusa, nie zaczynając jednak anglezować. Pozostał w siodle, a z racji iż chód fryza był wygodny nie sprawiało to wielkiego problemu dla jeźdźca. Przekłusował jedno okrążenie, wchodząc w prawidłowe ustawienie, a także nabierając właściwe tempo, które pozwalało zacząć jakąkolwiek pracę. Kiedy te czynniki nastąpiły mężczyzna odchylił się delikatnie w tył i spiął mięśnie dolnych partii weg ciała, tak jakby chciał wstrzymać konia, jednak łydką cały czas nakłaniał go do marszu w przód, mimo to w planach miał zwolnić ogiera, nie tracąc przy tym sprężystego i okrągłego kroku. Zatem po przejeździe długości krótkiej ścianki, wjechał na długą i wykonał adekwatne pomoce do wyciągnięcia kroku. Zaczął intensywnie działać dosiadem jak i łydką, a także nie odchylał się już tak do tyłu- siedział prosto. Na krótkiej ściance ponownie skrócił krok, po to aby na długiej znów go wyciągnąć. Po trzech takich okrążeniach, dojechał do zakrętu i wypchał ponownie karusa z biodra, aby tym razem zagalopował. Przegalopował równym tempem dwa okrążenia,a następnie w punkcie C wjechał do środka, znacznie zwalniając- odchylając się do tyłu i napinając delikatnie mięśnie, choć łydka była aktywna. Postanowił sprawdzić na jakim poziomie zaawansowania jest ujeżdżeniowiec i czy potrafi takowy element już z nieco wyższych klas ujeżdżenia. Pierwsze dwa kroki przebył na prawą nogę, ale tuż po nich, zmienił ustawienie i konia i swego ciała z dosiadem, na przeciwną stronę, dając łydkę, mającą na celu zmianę nogi lotnie- po jej wykonaniu przebył ponownie cztery foule na lewo i kolejna lotna zmiana- takim sposobem przebrnął przez całą długość czworoboku i tym razem skierował konia w lewo dookoła płotka, po to aby ponownie w punkcie C wjechać do punktu X, tym razem jednak zmieniając nogi co trzy foule i w punkcie A skręcić w prawo.
W C znów wjechał do środka, pilnując aby tempo było skrócone maksymalnie. Jego ciało było rozluźnione, łydki aktywne, dłonie niezależne, zgięte w łokciu, pięta w dole, a postawa prosta, minimalnie odchylona w tył. Ćwiczenie nie było proste i zapewne mało komfortowe dla zwierzęcia. Jackson także czuł iż z jego strony nie jest proste. Tym razem skupił się maksymalnie i spróbował wjechać do środka, zmieniając nogę co jedną foule. Wymagało to dość szybkich zmian położenia i ustawienia konia, mega pracy i wkładu zawodnika, do czego stosował się jak najbardziej i ogromnego skupienia zarówno konia jak i jeźdźca. No nic, Rathbone był zawziętą bestią, dlatego próbował do skutki. Nie wyszło tym razem, to wykonał jeszcze jedno okrążenie przez czworobok i kolejny wjazd do punktu X. Za każde prawidłowo wykonane ćwiczenie chwalił swego kopytnego kompana.